Samotna matka

pon, 14 maj 2018, 20:53:19

Autor: Gość serwisu

Mam pytanie dotyczące unieważnienia małżeństwa zawartego w Kościele. Urodziłam dziecko ateiście, który ze względu na dziecko wziął ślub ze mną w Kościele. On nigdy nie uczestniczył w mszach. Jednak dwa lata po narodzinach dziecka całkowicie zerwał ze mną kontakt. Z tego co wiem człowiek ten interesował się zielonoświątkowcami. Czy istnieje możliwość unieważnienia małżeństwa?

To pytanie wchodzi w zakres gorącej dyskusji, która targa Kościołem rzymskokatolickim. Zakładam, że przynależy Pani do niego.

Na spór o trwałość małżeństwa - bo do tego sprowadza się dyskutowana aktualnie kwestia dopuszczalności do komunikowania osób, które weszły w powtórne związki – nakładają się warstwy: pastoralna, dogmatyczna, kanoniczna, biblijna oraz integrująca je wszystkie teologia moralna.

Troszkę pogubiliśmy się w tych perspektywach, w Kościele. Sprowadźmy je zatem dla naszego wywodu do dwóch zasadniczych: dogmatycznej i kanoniczej. Kanonicza postrzega małżeństwo jak kontrakt, którego wady sprawiają, że małżeństwo zostało zawarte nieważnie, czyli nie zostało zawarte. W tej perspektywie Kościół podjął misję państwa rzymskiego, dlatego jej funkcją jest utrwalenie społeczne związku mężczyzny i kobiety, także poprzez uroczystą celebrację składanej sobie przysięgi, dawniej umocowanej silnie w kontrakcie dwustronnym, gdzie dwie strony publicznie podejmowały zobowiązania i przywileje wynikające z małżeńskiej instytucji. Głównie chodziło w niej o zabezpieczenie dzieci. Stąd waga przywiązywana do przysięgi, którą małżonkowie sobie składają.

Lecz obok działania ludzkiego jest wpływ Boży w sakramencie. Kościół katolicki postrzega małżeństwo jako jeden z sakramentów i to tak ważnych, że zestawia go z sakramentem świętej Eucharystii, bo jeden i drugi są sakramentami miłości. W ten sposób rozumiane małżeństwo, jako sakrament wyraża świętość samego Boga i Kościoła. Poprzez sakrament (znak) Syn Boży niesie człowiekowi łaskę. I tu powstaje warunek: łaska – aby sakrament zaistniał – musi być przyjęta przez człowieka z wiarą, zaś wiara nie jest nigdy sprawą jednostki, jest wiarą całego Kościoła powszechnego, czyli katolickiego.

W Pani krótko przedstawionym stanowisku występują wszystkie elementy tej układanki. Jest mowa o dzieciach, którym mężczyzna chciał zapewnić odpowiedni status przez zawarcie małżeństwa. Jest też mowa o jego wierze. Raz pisze Pani, że był ateistą potem wspomina o denominacji zielonoświątkowej (pentakostalnej). Niestety w obu przypadkach znajdujemy defekt. Ateizm jest zaprzeczeniem istnienia Boga, cóż tu mówić o Bożym działaniu. W drugim przypadku nie możemy mówić o podzielaniu katolickiej wiary, także wiary w sakramenty.

Skoro jednak partner zawarł z Panią małżeństwo, to musiał być przysposobiony pouczeniem: katechezą, naukami przedślubnymi.

Pani wiara podtrzymywała powagę sakramentu a partner nie zatajał przed Panią niczego. Chyba że od początku nosił się z zamiarem porzucenia Pani.

Jeśli jest Pani świadoma tych okoliczności to zeznając pod przysięgą, mimo nieobecności partnera - choć lepiej dla orzecznika kościelnego, żeby on był – może pani dostarczyć pewnych dowodów na nieważność małżeństwa.

Pozostaje kwestia przysięgi, którą sobie złożyliście. Nie jest ona bez znaczenia. Często teologowie zbyt pochopnie przeciwstawiają wymiar kontraktowy małżeństwa wymiarowi sakramentalnemu, a one się uzupełniają. Niemniej skutki sakramentalne węzła, w którym tylko jedna ze stron dysponuje wiarą będą różne od tego, gdzie dwie strony partnerskie wierzą.

Dla ułatwienia poradzę Pani udanie się do spowiednika. Będzie prościej przedstawić mu sprawę niż "oficjałowi", czyli instytucjom kościelnym.

On, spowiednik i Pani nie kreujecie nowej rzeczywistości, lecz stajecie w prawdzie, bo o nią chodzi. Dlatego uczciwy duchowny, w razie gdyby nie był w stanie rozstrzygnąć poprzez Pani osobistą relację tej sprawy, zawezwie pomoc.

Jacek Lehr

 

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/2018042220531989