Film Sekielskiego: (nie)tępa propaganda i radykalizowanie

wto, 14 maj 2019, 13:16:18

Autor: Marcin Stanowiec

"Reżyser" (para)dokumentu "Nie mów nikomu" nie mógł nie wiedzieć, że świadectwa głęboko straumatyzowanych – nie tylko przez zło pedofilii – osób oderwane od wiedzy psychologicznej, rzetelnej statystyki i terminologii (uporządkowania pojęć seksuologicznych) zasieją społeczną nienawiść.

"Reżyser" (para)dokumentu "Nie mów nikomu" nie mógł nie wiedzieć, że świadectwa głęboko straumatyzowanych – nie tylko przez zło pedofilii – osób oderwane od wiedzy psychologicznej, rzetelnej statystyki i terminologii (uporządkowania pojęć seksuologicznych) zasieją społeczną nienawiść.  

Głos ofiar nie czyni z jego produkcji obiektywnej relacji ich tragedii. Równie ważne co pokazał w swoim filmie Sekielski jest to, czego nie nazwał i nie zakomunikował widzowi podżegając go uproszczeniami i stygmatyzowaniem księży do swoistego samosądu nad całym Kościołem. 

W psychologii społecznej mówi się o torowaniu emocjami i o torowaniu poznawczym. Jeżeli pijarowcowi brakuje argumentów przemawiających za produktem ucieka się do wpływania na uczucia odbiorcy. Zarówno Smarzowskiemu, jak Sekielskiemu łatwiej było wywoływać współczucie i obrzydzenie niż rzetelnie opracować problematykę pedofilii poznawczo. Rozpędzili trudną do zatrzymania racjonalnymi argumentami histeryczną wrogość. 

Obaj twórcy wyczerpali w ten sposób kryteria dzieła propagandowego: (nie)dobrego technicznie, rozreklamowanego i stereotypizującego. Takie filmy, dysponujące "faktografią", dystrybuowano w Polsce po drugiej wojnie z zamiarem wybudowania muru obcości i niechęci między chłopo-robotniczą klasą a przedstawicielami "postfeudalnej", "średniowiecznej" struktury. Uzasadniona jest opinia abp. S. Gądeckiego dotycząca innego obrazu o tej tematyce. - Jestem zaskoczony, że na "Kler" poszło kilka milionów widzów, ale to mi wytłumaczyło sukces filmu "Żyd Süss" w okresie hitlerowskim - stwierdził przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.  

Za reżysera kropkę nad "i", czyli spuszczenie katowskiego miecza na szyję Kościoła, mieli postawić internauci i komentatorzy. Autor "ekranizacji" długo podbijał piłeczkę i kokieteryjnie zachęcał do obejrzenia nakręconego przez siebie materiału infantylnie kusząc sensacją. Udostępniona na platformie YouTube publicystyka jest przepustką do trwałej obecności na dziennikarskim panteonie dla średnio utalentowanego reportażysty, który po kilku niezauważonych ciężkawych debiutach znalazł się na zakręcie swojej kariery bez pomysłu i powodzenia żerując na oklepanych fabułach. Zostanie zapomniany za kilka lat albo zapamiętany jako propagandzista antyklerykalnej kasty. Wybrał.  

 

Statystyka i przypadki 
 

Nie duchowni katoliccy są liderami w molestowaniu nieletnich. Wyprzedzają ich między innymi – według wyliczeń z Niemiec, Holandii i USA - nauczyciele sportu, policjanci i psychologowie. W Stanach bardziej nagannie zachowywali się pastorzy protestanccy.  

Średnia udowodnionych przypadków pedofilii w środowisku kościelnym była tam niższa od średniej krajowej. W USA na dziesięć tysięcy skazanych pedofili przypadało trzech księży. W procentach jest to 0,03 proc. - 0,3 promila. W samych Włoszech jedynie 3 proc. zgłoszeń molestowania okazuje się prawdziwych.  

Efekt wielkości i zmiany proporcji zjawiska pedofilnego kancelarie prawne oraz sprzymierzone - także kapitałowo - z nimi media osiągnęły zamawiając raporty datowane od lat 50. ub. wieku i rozciągając definicję pedofilii na przypadki molestowania dorosłych i adolescentów (seksuologiczna terminologia nie mieści napastowania nieletnich po okresie dojrzewania w obrębie pedofilii). To samo zrobił Sekielski, który powołuje się na wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat a pedofilią oznacza "złe dotykanie" nastolatków po dojrzewaniu płciowym.  

Zdaniem badacza amerykańskich wspólnot religijnych Filipa Jenkinsa (Philip Jenkins, Pedophiles and Priests: Anatomy of a Contemporary Crisis, Oxford University Press, 2001) dalej idące solidarnościowe praktyki ukrywania dewiantów miały miejsce w instytucjach publicznych niż katolickich. Kierownictwo szkół i służba zdrowia częściej bagatelizowały przypadki molestowania seksualnego aniżeli biskupi.  

Na osobne omówienie zasługuje przyzwolenie na dręczenie dzieci, mizoginizm i molestowanie seksualne w artystycznym środowisku Hollywood, które pretendowało do rozliczania Kościoła z hipokryzji. Seria ujawnionych nadużyć seksualnych na kobietach i nieletnich w segmencie rozrywkowym poruszyła społeczeństwa zachodnie nie tylko trudną do wyobrażenia skalą. Mechanizm awansu u kineamtografówjest wyjątkowo opresyjny i dodatkowo motywowany przez ideologię wyzwolenia seksualnego, która formalnie była przez Kościół zwalczana i teologicznie niedopuszczalna. Pracownicy wytwórni filmowych - aktorzy, scenarzyści, reżyserzy - wyrażali milczącą zgodę na systemową przemoc w branży. Milczeli, bowiem bali się odrzucenia i załamania kariery.  

Kościół doznał natomiast porażek wbrew - uważanemu za jego własną duchową ścieżkę - ideowemu założeniu kategorycznie postponującemu pedofilię. 

Opisywano już przypadki zatrudniania się skazanych pedofilów w publicznych przedszkolach i szkołach. To się zdarza, choć nie powinno. Niedopatrzenia będą się powtarzały, jak choćby te wychwycone przez dziennikarza w osobie ks. Olejniczaka, który - przy niedbalstwie przełożonych - przykleił się do dzieci w ramach jednej z akcji parafialnych. Nie sposób ich uniknąć, nawet przy największej tegoż systemu szczelności, choć pamiętamy, że to jest druga wpadka w diecezji podlegającej abp. K. Nyczowi.  

Proboszcz parafii św. Józefa zapewnia, że nie wiedział o sądowym wyroku i zakazie pracy z dziećmi orzeczonym wobec namierzonego przez Sekielskich duchownego. Wzruszające są słowa wiekowego kapłana zawiadującego parafią w Malborku:  

Podciąganie incydentów wynikających z niedopracowania doskonalonych wciąż reguł zapobiegania nieszczęściom molestowania lub podciąganie następstw wpływu komunistycznej agentury - która lokowała w seminariach osoby zdeprawowane odtworzone w dokumencie Sekielskiego - pod architekturę Kościoła jest nieuczciwe. Rozmiar opisywanych zdarzeń nie był i nie jest masowy. Ma raczej oblicze incydentalne. Mówimy o przypadkach, na "taśmie" Sekielskiego pojedynczych.  

Warszawska kuria wskazuje inne niedopatrzenie w filmie:  

Jacek Zaleśny z Uniwersytetu Warszawskiego podsumowuje wartość metodologiczną warsztatu reporterskiego przedstawiciela Onetu:  

W perspektywie naukowej wylogowanie kontekstu na takich wymiarach jak opis statystyczny, psychiatryczny i systemowy odbiera legitymację do wysuwania ogólnych wniosków, gdyż tylko porównanie i tło dają tytuł do obiektywizacji.  

 

Opis socjologiczny i psychologiczny  
 

Włączenie pedofilii w główne nurty życia społecznego to pomysł przywódców liberalnych, którzy po marszu przez instytucje kulturowe i polityczne dzierżą dziś władzę w stolicach europejskich i Waszyngtonie. Wielkość molestowania seksualnego jest arytmetycznym stosunkiem do poglądów emancypacyjnych. W marcu 1985 r. partia Zielonych zaaprobowała dokument, w którym domagała się legalizacji "pozbawionego przemocy seksu" między dorosłymi i nieletnimi. Co więcej, w swoim programie działacze umieścili postulat liberalizacji stosunków seksualnych z dziećmi, a która to klauzula zniknęła z listy postulatów partii dopiero w 1993 r. Terytoria "okupowane" przez ideologię konstrukcjonistyczną relatywizującą i zoologizującą ludzką seksualność, wybrzeże wschodnie i zachodnie USA albo nasze wykorzenione z tradycji miejskie zachodnie regiony, nasilają statystykę pedofilną, jak i pozostałe wskaźniki rozpadu więzi społecznych.  

Najbardziej wstrząsającymi epizodami filmu Sekielskiego miały być rzekome przykłady bagatelizowania swoich czynów przez pedofilów: wyraz nonszalancji i zadufania. W produkcji akcentowana jest premedytacja, hipokryzja i poczucie niewinności, którym towarzyszy bezkarność przestępców seksualnych w koloratkach. Naganna moralnie postawa miałaby być kreowana przez instytucję kościelną. Ale to nie Kościół - jak tyleż sprytnie co nieprawdziwie sugeruje dziennikarz - za nią obstaje.  

Odwołajmy się do literatury specjalistycznej pod redakcją prof. Marii Beisert:  

Krzywdzące jest sugerowanie biskupom korporacyjnej solidarności realizowanej kosztem ofiar. Łączące pedofilów z przełożonymi więzy miały charakter rodzinny: stały i głęboki, były wyniesione z lat młodzieńczych spędzonych w seminarium. Bliskość rodzinną lub quasirodzinną cechuje zaufanie i uwikłanie w kontakt ze sprawcą. Stąd idea wsparcia terapeutycznego dla osób znajdujących się w bliskich związkach z pedofilem, który wykorzystuje sieć przyjaźni i silnych powiązań, maskuje się, manipuluje otoczeniem licząc na to, że to go o nic nie będzie podejrzewało a "kontaktowość" z dziećmi uzna za dobroduszną kompetencję i pozytywny aspekt osobowości. Jak wyrafinowane jest to wiązanie poznamy po własnych doświadczeniach z osobą uzależnioną i współuzależnioną, nieobcych sądom, które połowę wyroków wydawały w zawieszeniu. Pedofile wydawali się sędziom nieszkodliwi.

Bardziej reakcje psychologów i artystów na występki Andrzeja Samsona, Michaela Jacksona czy Romana Polańskiego były pochodną wyrozumiałości ideologicznej dla wyjątkowości kolegów. O nich film Sekielskiego nie opowiada.  

Celem psychotraumatologicznym jest oderwanie mentalne ofiary od sprawcy. Znamiona postępowania reżysera są odwrotne do zaleceń terapeutycznych: zbliżają ofiary do sprawców, poddają je wtórnej wiktymizacji, wikłają w kontekst walki ideologicznej. Tego nie robi się skrzywdzonym. 

Kościół asystowany przez psychoterapeutów postępuje bardzo uważnie z ofiarami nie banalizując ani nie trywializując przebaczenia i psychicznego uwolnienia się od agresora, które jest główną osią procesu sanacyjnego i pierwszorzędnym zadaniem pomocowym, ważniejszym od sądowego rozliczenia. 

 

Radykalizowanie  
 

Radykalizowanie nastrojów społecznych i ustawianie ich przeciwko Kościołowi katolickiemu w wyniku odseparowania naukowej wiedzy od oceny zjawiska pedofilii wydaje się oczywistą i główną przesłanką filmu Sekielskiego. Jednakże ponaglanie Kościoła do stosowania standardów bezwzględności w postępowaniu z ludźmi dotkniętymi zaburzeniem preferencji seksualnych poza i ponad leczeniem seksuologicznym ma skutek uboczny: pogłębia maniakalną obsesję prawicy na punkcie karania pedofilów.  

Przesłanie z filmu po odpaleniu wszystkich fajerwerków trzymanych w kieszeni autora i po ogłoszeniu moralnego zwycięstwa nad "czarnymi" zostanie przez PiS obrócone na niekorzyść konkurencji politycznej. Powołując się przewrotnie na Sekielskiego PiS pogłębi wystarczająco już mroczną penitencjarię biorąc absurdalny odwet na sprawcach molestowania pod pretekstem obrony dzieci. Powrócą pomysły kastracji, izolowania i publicznego piętnowania, które w żaden sposób nie wpływają na liczbę seksualnych wykroczeń. Więzienne gwałty, od których cierpiał T. Komenda, będą dla polityków pokroju Ziobry dopełnieniem karzącego ramienia Temidy.  

Czy nie lepiej zacząć od reformy  poszerzając prewencję, ofertę profilaktyki (już są takie programy), terapię i resocjalizację a barierę impregnującą ofiary na instrumentalizowanie przez zboczeńców zacząć wznosić od poświęcenia przez rodziców czasu dla dzieci?  

 

Polski system penitencjarny ma twarz Komendy i Stefana W.

 

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20190514131618959