Państwo liberalne i społeczeństwo chrześcijańskie dają dwie różne odpowiedzi na nierówność

czw, 12 wrz 2019, 09:26:41

Autor: Jacek Lehr

Szokiem dla rodziców w Wielkiej Brytanii jest indoktrynacja i przymus genderowy, w związku z którym uczniowie podczas obowiązkowych lekcji będą poznawać "różne rodzaje rodzin". "Kończąc szkołę dzieci staną się entuzjastami życia w społeczeństwie pełnym różnic zarówno tych dotyczących kultury, zdolności osobistych, orientacji seksualnej, tożsamości płciowej, wieku, oraz religii". Mądrość tego etapu polega głównie na konsekwentnym domknięciu założeń edukacyjnych będących pod wpływem neomarksizmu i liberalizmu.

Wtopiona w teorię liberalną i lewicową agenda równościowa działa jak wielkie nożyce w stosunku do chrześcijańskiego realizmu społecznego. Pierwsza tnie z pozycji indywidualistycznej, swobodnego prawa wyboru. Rozsądne uzgodnienie natury i kultury miałoby godzić w autokreację człowieka i pluralistyczny charakter społeczeństwa. Lewica kładzie nacisk na egalitaryzm, wychodząc z założenia, że tylko społeczeństwo niepodzielone klasowo i niezróżnicowane może dać jednostce szczęście. Kościół powołujący się na "rozdzielającą" arystotelesowską sprawiedliwość, w kontekście której stawiana jest równość i tu jest obcy.

Każde z tych przekonań w odpowiedniej dawce jest zasadne. Razem wzięte, mimo wielu sprzeczności, na tyle się uzupełniają, że eliminują chrześcijańską wizję człowieka, która balansuje cechy wrodzone i nadane w rozwoju osobniczym.

 

Mądrość etapu: modelowanie u dzieci rozwoju homoseksualnego 

 

Opinia, że tożsamości płciowe i seksualne nie są równe, jest w perspektywie gender sama przez się dyskryminująca. W tym trybie całe społeczeństwo, kierując się zdrowym rozsądkiem, zostało postawione w stan oskarżenia. Wystarczy pomyśleć, że osoby homoseksualne nie są w czymś kompetentne, aby narazić się na potępienie.

Nie może dziwić, że bardziej zaawansowanym etapem antydyskryminacyjnej tezy równościowej jest implementowanie modeli nieheteroseksualnych. Jeśli twierdzenie, na różnych poziomach, że homoseksualizm i heteroseksualność są sobie równe jest prawdziwe, to równorzędne są - zatem - ścieżki osobniczego rozwoju, które powinny być proponowane dzieciom w placówkach edukacyjnych, jako wzory do naśladowania. Nieuwzględnienie ich w programach wychowawczych czyniłoby te programy dyskryminującymi. Wycofanie ze szkół gender-kształcenia byłoby przyznaniem się, że homoseksualizm jest upośledzony w stosunku do komplementarnej płciowo koncepcji gatunkowej. 

 

Homoseksualizm nierównorzędny 

 

Gdyby orientacje i struktury rodzinne były sobie równe, to byśmy je wszystkie promowali i stawiali równo za wzór. Ale to absurd.

W centrum polityki społecznej i w edukacji instalowane są związki poliamoryczne lub poligamiczne albo bigamiczne? Z powodów nie podlegających relatywizowaniu dopuszczamy na powierzchnię legislacji wyłącznie monogamię a decyzje o rozwodzie opóźniamy, bo rozbicie rodziny niesie niepowetowane szkody. Niepożądane jest samotne rodzicielstwo i dopuszczamy je wyłącznie z przyczyn losowych. Nie trzeba dodawać, ile bólu dziecku przynosi rozpad rodziny i odcięcie psychiczne od jednego z rodziców. Wkładamy, więc, wiele wysiłku w podtrzymanie związku małżeńskiego a gdy trzeba ratowanie go. 

A rozwój psychoseksualny? Czy ścieżka patologii hormonalnej, która feminizuje lub andrygonizuje mózg jest pożądana? Albo czy organizujemy rodzinę w ten sposób, że dziecko ma ułatwioną identyfikację z rodzicem przeciwnej płci a nie z rodzicem płci tej samej? Nie powiemy, że – konsekwentny, bezpłodny - homoseksualizm jest równorzędny heteroseksualności, dzięki której dwie osoby różnej płci mają potomstwo o wspólnych cechach genetycznych.

Jedne modele rozwojowe i strukturalne rodziny uznajemy za wzorcowe, inne nie, gdyż nie zatraciliśmy poczucia różnicy między złem a dobrem, spełnieniem i brakiem, korzyścią i stratą, kompetencją i niekompetencją. 

Homoseksualizm jest upośledzony w stosunku do heteroseksualizmu, a rodziny bez ojca czy matki w stosunku do tych, o których mówimy pełne. 

 

Państwo liberalne i społeczeństwo chrześcijańskie dają różne odpowiedzi na nierówność

 

Różnimy się czasami na gorsze, czasami na lepsze, jak w życiu. Czy wszyscy mamy być jednakowi, żeby nie było nierówności między nami?

Troskę lewicy i liberałów o słabszych najlepiej ilustruje bajka o zbójniku Madeju. Przykrótkich wydłużał a przydługich skracał na madejowym łożu. Ideologia gender zakłamuje różnice między ludźmi, gdyż umiejscawia je w obrębie tego samego radykalnego równania, które - po zbójecku - kontroluje i niweluje właściwości osobowe. 

Inną drogę obrało społeczeństwo chrześcijańskie: odpowiedzialności za drugiego człowieka. Co ciekawe, wybór polityki równościowej niszczy tę odpowiedzialność. Mężczyźni przestają bronić kobiet. Nie chroni się dzieci. Zabija się chorych. 

Ideolodzy muszą być konsekwentni. Szachuje ich własne postrzeganie się jako dobrych i użytecznych dla ludzkości. Lewicowych szantażuje wizja równości i braterstwa między ludźmi. A liberałów swobody i elastyczności jednostki. Obu tym wizjom zagraża chrześcijaństwo ze swoim realistycznym rozumieniem natury ludzkiej. Orwellowskie proroctwo ziszcza się na naszych oczach. Myślo-zbrodnia będzie wkrótce powszechną kategorią prawną.

 
 
#s3gt_translate_tooltip_mini { display: none !important; }

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/2019091209264172