Kim był Jezus? Przyszłość chrześcijaństwa

nie, 19 lip 2020, 18:10:24

Autor: Robert Kurpios

O Jezusie napisano prawie wszystko, obdarzono Go przeciwstawnymi cechami charakteru. Uczyniono mędrcem, prostym Żydem, charyzmatykiem, zelotą, esseńczykiem, hipisem, założycielem nowej religii i gorliwym Żydem. Był samotnym mężczyzną, ale i mężczyzną, który kochał Marię Magdalenę. Twierdzono, że nie istniał, albo istniał, lecz był tylko człowiekiem  oraz, że był człowiekiem i Bogiem.

O nieistnieniu pisał całkiem niedawno filozof francuski Michel Onfray w książce "Dekadencja. Życie i śmierć judeochrześcijaństwa" nazywając Jezusa ''antyciałem Chrystusa" i uważając, że fikcja o Nim jest alegorią, metaforą i mitem. To pogląd skrajny. W chrześcijańskiej ortodoksji Jezus jest prawie taki jakiego znamy z ewangelii, ale "prawie" oznacza, że nawet teolodzy katoliccy np. Joachim Gnilka zastanawiają się czy niektóre cuda, takie jak chodzenie po jeziorze czy przemienienie na górze, nie są próbą obrazowego przedstawienia wydarzenia paschalnego.

Inny świecki teolog katolicki twierdzi, że wpędzenie demonów w świnie i zatopienie ich nie licuje z godnością Mistrza z Nazaretu. Teolodzy "third quest" nie wierzą w historyczność cudów. Geza Vermes "chodzenie po wodzie" nazywał żydowskim folklorem. Oczywiście, według wielu badaczy z tego kręgu Jezus nie zmartwychwstał. E.P. Sanders pisze, że o fakcie tym nauki historyczne nic nie mogą powiedzieć.

Dla Johna Dominica Crossana pusty grób i ukazywanie się zmartwychwstałego Jezusa jest parabolą. Mamy więc trzy różne wersje o Jezusie. Poglądy Onfraya możemy odrzucić, materiał pozabiblijny czyli wspomnienia Tacyta, Swetoniusza czy Józefa Flawiusza i ewangelie, które nie znalazły się w biblijnym kanonie powinny wystarczyć jako materiał dowodowy. Choć są to jedynie krótkie wzmianki.

Mam wrażenie, że teologia liberalna o której czasem się pisze, iż zdezaktualizowała się, odcisnęła swoje piętno na naszym myśleniu o chrześcijaństwie. Staliśmy się bardziej krytyczni. Chrześcijaństwo może więc rozdzielić się na dwa nurty: fundamentalistyczny, ewangelikalny i liberalny. Nurt charyzmatyczny ma coraz więcej zwolenników w krajach Ameryki Południowej a teolodzy bardziej wyrafinowani mają niewielką rzeszę zwolenników. Ktoś kto czytał Paula Tillicha wie o czym mówię.

Ludzie lubią legendarne opowieści  nie można ich lekceważyć, gdyż są w nich odwieczne motywy - archetypy) i religia daje im poczucie wspólnej tożsamości. Jest często lekiem na zło świata i zmniejsza lęk przed śmiercią. Choć wielu biblistów jest krytycznych wobec takiej formy chrześcijaństwa, jest w nim wigor, który Europejczycy mieli przed nastaniem epoki naukowej. Dziś wigor ma groźny dla Zachodu islam, religia, która zawsze była wojownicza. Zresztą cechą religii monoteistycznych jest nietolerancja. Jeden Bóg nie może mieć konkurentów.

Chciałbym by ta prognoza była nietrafna, jednak ewangelie ogołocone z cudowności wydają się mniej atrakcyjne. W Europie nie chcą już wierzyć w jakiegokolwiek Jezusa. Istnieją ludzie, którzy nie interesują się żadną religią. Nie należy spodziewać się reewangelizacji Zachodu. Musiałoby wydarzyć się cud.

Image by yueshuya from Pixabay

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20200712181023221