Chrześcijaństwo a kobiety

sob, 8 maj 2021, 15:17:41

Autor: Anna Grodowska

Urodziłam się kobietą, na moje szczęście w domu, gdzie Bóg był zawsze na pierwszym miejscu. Moja Babcia znała na pamięć żywoty świętych i tysiące różnych modlitw, wieczorami uczyła ich mnie na pamięć, a bajki na dobranoc często zastępowała ulubionymi historiami z życia świętych. Bardzo szybko potrafiłam opowiedzieć np. historię św. Małgorzaty, patronki mojej babuni oraz parafii, do której należałyśmy.

 

Kiedy wchodziłam do świątyni, to właśnie ona Małgorzata, witała mnie w głównym ołtarzu. Bywało, że całą mszę wpatrywałam się w jej wizerunek, przypominając sobie wieczorne opowieści babci. Już wtedy siedziałam w pierwszej ławce, mając przed sobą ołtarz zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że nadejdzie czas, a będę jeszcze bliżej. Zdarzyło się w naszym życiu nieszczęście.

Mając zaledwie 5 lat straciłam w pożarze dom. Babcia zadecydowała, że wyprowadzimy się 400 km dalej. I tak oto pewnego listopadowego dnia razem z rodzicami, dwoma siostrami i oczywiście babcią wsiadłyśmy do pociągu, rozpoczynając nowy rozdział naszego życia. W miejscowości, do której trafiłyśmy, był mały kościołek pod wezwaniem św. Anny. Za niecałe 3 lata w tym właśnie kościele udzielono mi sakramentu pierwszej komunii św. Ks. Edward bardzo lubił dzieci, a szczególnie te, które jakoś tam (w jego mniemaniu się wyróżniały).

Byłam jednym z nich. Do 18 roku życia czytałam lekcje, śpiewałam psalmy… Byłam nawet ministrantką, co w tamtych czasach mogło wzbudzać różne odczucia. Dobrze pamiętam czasy, kiedy ksiądz zaproponował mi pomoc w przygotowywaniu dzieci do sakramentu pierwszej komunii. Prowadziłam też mini - bibliotekę. Cały zbiór leżał na półkach w zakrystii, a ja miałam swój zeszyt i wpisywałam osoby, które wypożyczały książki. Najwięcej z nich przeczytałam oczywiście ja, chciałam znać każdą, aby móc polecić każdemu książkę. No cóż, jestem ambitna ,niejedną noc spędziłam z głową pod kołdrą, trzymając w jednej ręce latarkę, a w drugiej ulubioną lekturę. Realizowałam się w Kościele, nie mając pojęcia, że przede mną, setki lat temu, kobiety w podobny sposób głosiły Dobrą Nowinę. Przecież od kiedy Jezus rozpoczął publiczną działalność, szła za nim rzesza kobiet, zasilając szeregi pierwszych wiernych. Uderzała mnie historia św. Magdaleny oraz Marii i Marty. Na jednej ze ścian wisiał taki obraz: zabiegana Marta i wpatrzona w Jezusa Maria.. Po trosze byłam i tą, i tą. Przy szóstce rodzeństwa miałam mnóstwo obowiązków. Lubiłam mimo to biegać do Kościoła, kiedy jeszcze nie było w nim nikogo i w samotności pogadać sobie z Panem… Tak po swojemu oddawałam mu wszystkie swoje obawy, troski i niepokoje. Otrzymywałam wewnętrzny spokój i jakąś niebywałą siłę, żeby iść dalej. Będąc w liceum, zapisałam się do oazy prowadzonej przez siostry zakonne. Jedna z nich (dziwnym trafem – Małgorzata) przepięknie grała na gitarze. Zaczęłam i ja, a potem, piesze pielgrzymki na Jasną Górę. Byłam w siódmym niebie, modlitwa, śpiew, spanie byle gdzie i rzesze młodych ludzi, dla których nie byłam dziwadłem.

Któraż to bowiem nastolatka lubi siedzieć godzinami w kościele, zamiast próbować uciech świata… Miałam też wielkie plany zostania misjonarką – ponieważ dość dobrze mówię po rosyjsku, to chciałam tam właśnie jechać.

Życie poukładało się jednak inaczej, zostałam mamą i poświęciłam się własnej rodzinie. Kościół, nigdy nie odstawiłam go na dalszy plan, byłam zawsze, kiedy tylko mogłam, a po latach trafiłam do chóru parafialnego i na studia teologiczne, wszystko po to, aby bardziej zrozumieć swoje chrześcijaństwo. Wróćmy jeszcze na chwilę do Pisma Świętego :czytamy „Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o Królestwie Bożym. A było z Nim dwunastu oraz kilka niewiast, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło aż siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia” – czytamy w Ewangelii Łukasza (8, 1-3..). Powtórzę jeszcze raz: jestem szczęśliwa, realizuję siebie w sposób, który jest mi bardzo bliski. Po swojemu i na miarę swoich możliwości idę za Panem jak one, dając swoim życiem świadectwo o Bogu.

Sylwia

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20210508151741161