Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Syndrom Duchowego Uzależnienia

Wolność jest darem Boga
Kabir

W tekście tym streszczam tezy przygotowywanej właśnie książki o tym samym tytule, w której analizuję objawy oraz skutki zaangażowania w praktyki duchowe (okultyzm, mistycyzm, religijność) pod kątem ich toksycznego wpływu na życie zajmujących się nimi ludzi. Nie stawiam w nim znaku równania między wszystkimi tymi odmianami duchowych tradycji. Jestem świadomy tego, że czym innym jest magia nurtu New Age, gnoza, kabała, a czym innym duchowość zachodnich religii monoteistycznych bądź wywodzące się z Orientu nauki buddyjskich czy hinduistycznych guru. Nie o doktrynalne różnice mi jednak chodzi, lecz o uwypuklenie faktu, iż wszelkie te i inne formy duchowości mogą wywołać u człowieka uzależnienie od stosowanych praktyk, a także od duchowych sił, które się poprzez nie aktywizują. Zjawisku temu nadałem nazwę Syndromu Duchowego Uzależnienia (SDU).



OBJAWY SDU


Nie mniemajcie, ze przyszedłem, przynieść pokój na ziemię;
nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz...

Ewangelia Mateusza 10.34


Poszukiwania duchowe leżą w ludzkiej naturze; są wyrazem potrzeby zgłębienia transcendencji i służą rozwiązaniu rozmaitych, życiowych problemów. W tym celu ludzie angażują się w okultyzm (magia rytualna i naturalna, kabała, tarot, hermetyzm, nauki różokrzyżowców, masonów, gnoza, antropozofia, teozofia, ezoteryczne chrześcijaństwo, huna, astrologia, numerologia, wróżbiarstwo, reiki, parapsychologia, bioenergoterapia, medycyna alternatywna, geomancja), praktykują mistyczną duchowość(joga, medytacja transcendentalna, orientalne kulty), stosują rozmaite metody z pogranicza duchowości i psychologii(regresing, rebirthing, doskonalenie umysłu, radykalne wybaczanie), sięgają ku korzeniom wszystkich wierzeń (szamanizm, wicca, kulty pogańskie), czy wreszcie znajdują ukojenie w kościołach, sektach, grupach wyznaniowych, które wywodzą się z monoteistycznych religii (judaizmu, chrześcijaństwa, islamu).

Im głębiej jednak ludzie wkraczają w sferę ducha, tym wyraźniej widzą, że to, co spodziewali się tam znaleźć odbiega od ich pierwotnych wyobrażeń.Po okresie fascynacji i intelektualnego zainteresowania duchowością rozpoczyna się etap, w którym to, co znali tylko w teorii urzeczywistnia się w ich życiu. Pierwszym zwiastunem tej zmiany jest zazwyczaj jakieś paranormalne doznanie (wizja lub inne, mistyczne/magiczne doświadczenie).Doznaniem takim może być na przykład wrażenie przepełniającej serce, wszechogarniającej miłości, łaski i świetlistej energii boskiego pochodzenia. Daje ona ludziom niezłomne przekonanie, że Bóg istnieje (dotąd weń wierzyli, teraz już wiedzą, że on jest) i stanowi znak tego, że zostali wybrani, wyróżnieni i stoją o krok od oświecenia i obcowania życzliwymi ludziom mieszkańcami duchowego kosmosu. W skutek tego zdarzenia i powtarzających się mu podobnych doznań ludzie ci radykalnie zmieniają swoje zachowania, codzienne obyczaje, nawyki, ubiór, dietę, wystrój domu. Z dnia na dzień rzucają nałogi, rezygnują z „występnych” form seksu, wydłużają listę zakazanych używek, wciąż mówią o Bogu, karmie, oświeceniu, zbawieniu, Jezusie, uniwersalnej energii, unii z bóstwem, czakramach, o swoim „boskim” guru, zaś ich biblioteka pęka w szwach wypchana religijnymi, mistycznymi, ezoterycznymi publikacjami.

Metamorfoza ta wywołuje u ich najbliższych konsternację, zdumienie, zaniepokojenie oraz skłania do podejrzeń, że konieczna jest jakaś zdecydowana interwencja. Oni wszakże puszczają mimo uszu krytyczne słowa, traktują je z lekceważeniem, uznając za dowód „niskiego uduchowienia”. Błogość, moc, poczucie misji, wewnętrzne zadowolenie sprawiają, że nie są w stanie zrozumieć, czemu to, co wzniosłe, boskie i święte, tamtym wydaje się być tego przeciwieństwem. Nie pojmują też dlaczego to co mówią oraz robią odbierane jest jako zarozumialstwo, pycha, nawiedzenie, czy wręcz szaleństwo. „Ślepi i głupi!” – mruczą pod nosem, gdy po raz kolejny mąż, żona, matka, ojciec lub dziecko przeszkadza im w całonocnych medytacjach albo prosi, by wreszcie odłożyli na bok karty tarota. „Bóg z wami” – wzdychają, pędząc świtem na spotkanie z modlitewną grupą. „Mam was dosyć!” – stwierdzają wyczerpani kłótnią o to, że znów chcą iść na jakiś ezoteryczny kurs. „Pierdzieleni durnie!” – warczą na wieść, że rodzice nie zgadzają się, by podjęli naukę w psychotronicznej szkole. „Błogosławię was, kocham, dobrze wam życzę...” – powtarzają w kółko słowa modlitwy, po czym opuszczają dom, by znaleźć nową wspólnotą wśród ludzi o tej samej co oni „amplitudzie duchowych wibracji”.

Zapisana w jednej z ewangelii opowieść o tym, jak rodzina Jezusa uznała go za szalonego i próbowała zabrać do domu w czasie, gdy nauczał tłumy, on zaś stwierdził, że jego prawdziwą rodziną są tylko „słuchający Bożego Słowa”, jest tego konfliktu znakomitym przykładem. Oczywiście konflikt ten sam w sobie o niczym jeszcze nie świadczy. Zerwanie rodzinnych więzów, odrzucenie rodziny i bycie przez nią odrzuconym to niemal schemat w życiorysach wybitnych i ambitnych ludzi. Wielu artystów, naukowców, odkrywców zmuszonych było do uczynić, gdyż tylko w ten sposób mogli ziścić swoje wielkie marzenia. Tu jednak dzieje się nieco inaczej. To nie dążność bowiem do zrealizowania marzeń, lecz ich nagłe spełnienie staje się przyczyną zaistniałej separacji.

W etapie tym przeważają świetliste doznania „boskości”. Poprzedza on drugą fazę SDU, kiedy to natłok paranormalnych fenomenów wywołuje, niejasne z początku zaniepokojenie. Przekazy energii, ezoterycznej wiedzy, dary nowych umiejętności jakie temu towarzyszą są obwarowane nakazem wypełnienia określonej misji (na przykład leczenia ludzi, odnajdywania zaginionych osób, głoszenia „bożego słowa”, nauczania, pisania religijnych wierszy). Z biegiem dni presja narasta. Zaczynają pojawiać się napawające lękiem fenomeny, a wraz z nimi doświadczenia, w których wyniku człowiek odnosi nieodparte wrażenie, że stanął twarzą w twarz z „ciemną stroną mocy”.

Zjawiska te mają różnoraki charakter. Może to być wrażenie czyjejś obecności, poczucie, że ktoś posiadł nasze ciało, niekontrolowana, a poprzedzona atakiem jakiejś siły bilokacja lub ekterioryzacja. Mogą to być sny o przerażającej treści, napawające strachem wizje, powtarzające się stany drętwoty, natręctwa mentalne, rozdrażnienie, uczucie zabrudzenia, osaczenia, oblepienia przez negatywną energię, chorobliwe przekonanie o własnej grzeszności, która odbiera nadzieję zbawienia i sprawia, że Bóg nas opuszcza i objawia nam swoje gniewne oblicze. Odczucia te zbiegają się z nieprzyjemnymi doznaniami zmysłowymi - widokiem przemykających się po domu dziwnych stworów, odgłosami, zapachami, dotknięciami. Charakterystycznym elementem tej fazy SDU są również doświadczenia seksualnego obcowania z jakąś niewidzialną istotą, z astralnym ciałem ziemskiego mistrza itp. Mogą też wystąpić zmiany preferencji seksualnych. Zdarzają się także przypadki gwałtu, pobicia, a nawet zmuszenia do samobójstwa.

Podobnie jak w przypadku bólu, który z jednej strony przynosi cierpienie, z drugiej sygnalizuje o rozwijającej się chorobie, mroczne doznania są wyraźnym ostrzeżeniem, że coś w tym wszystkim jest nie tak. Reakcja na nie może być dwojaka. Pierwsza wyraża się ucieczką od cierpień, druga chwilowym oprzytomnieniem i szukaniem środków zaradczych.

W tym pierwszym przypadku człowiek stara się albo zanegować wszelką możliwość istnienia zagrażających mu sił albo podejmuje próby ich racjonalnej oceny i wypiera pamięć o nich w podświadomość. Niczym ktoś, kto leczy ból zęba proszkami od bólu zębów, a raka morfiną, neutralizuje mroczne doznania, lecz nie likwiduje ich przyczyn. W rezultacie popada w coraz głębsze zaślepienie. Nie docierają doń żadne, podważające jego postawę argumenty. Widząc, co się dzieje z innymi, podobnymi mu ludźmi uznaje, że są chorzy psychicznie, podczas gdy on jest oczywiście zdrowy. Trwa w tym stanie jak owad owinięty śnieżnobiałym kokonem, jego percepcja rzeczywistości zawęża się, obszar poza-duchowych zainteresowań ulega redukcji, osobowość zmienia się tak diametralnie, że po kilku latach jego znajomi mają wrażenie, że rozmawiają z zupełnie inną, obcą im osobą. Bywa i tak, że ujawniają się w nim cechy osobowości mnogiej. Towarzyszą temu napady niepohamowanego gniewu, agresji, zazdrości lub nawet chęci popełnienia mordu. Ich przeciwieństwem są niekontrolowane stany mistycznej ekstazy, miłości do wszystkich istnień, prekognicja, prorokowanie, mówienie „anielskimi językami”. Na poziomie relacji międzyludzkich odbierany jest on jako osoba emocjonalnie rozchwiana lub wystudzona, tj. obojętna na ludzkie nieszczęścia, przypadłości, problemy. Stanowi to sygnał, że nie do końca jest on już sobą i że jego umysł został zawłaszczony przez jakąś inną, manipulującą nim jaźń.

Postawa druga dowodzi, że w człowieku wciąż funkcjonują mechanizmy obronne, zamiast bowiem uciekać od bólu, podejmuje on wysiłek w celu likwidacji jego źródła. Gdzie szukać tego medykamentu? Ano w tym, co czyste i nieskalane „demonicznym” brudem – w „jasnej stronie mocy” (w Bogu, Jezusie, w wyższej jaźni, w aniołach).

„Bóg mnie powołał, ale diabeł dopadł. Taki jest los wszystkich, którzy podążają drogą ducha” – powiada nękany przez mroczne doświadczenia człowiek, po czym przystępuje do duchowej walki w celu oczyszczenia się z mrocznych wpływów. „Wentyluje” czakramy. Poprzez sesje regresingu dokonuje puryfikacji swych nieuświadomionych intencji. Medytuje, modli się, odprawia nowenny, otacza świętymi obrazkami. Jego pokój zdobią amulety, wizerunki duchowych nauczycieli, ikony. Nad łóżkiem dyndają katolickie bądź buddyjskie różańce. Na skrzyżowaniu wodnych cieków leżą zakupione w ezoterycznym sklepie odpromienniki. Miejsce telewizora zajmuje wielgaśna piramida. Dom zostaje przebudowany w oparciu o zasady feng shui. Kieszenie ubrań wypełniają kilogramy energetyzujących kamieni. Z głosików sączy się kojąca duszę muzyka. Umysł dudni od powtarzanych w kółko mantr, zdrowasiek i wzmacniających „pozytywne myślenie” afirmacji. Oczy łzawią od adoracji eucharystii. Kolana drętwieją od codziennej spowiedzi. Stopy bolą po odbyciu pielgrzymki do sanktuarium Jasnogórskiej Pani. Z ust padają biblijne cytaty, ewokacje „tylko dobrych” duchów. Żołądek kurczy się, a podbrzusze nabrzmiewa od wyrzeczeń oraz innych ascetycznych eksperymentów. Na głowę leją się strugi świeconej wody. Ciało przepełnia moc Ducha Świętego lub miotają nim drgawki wywołane egzorcyzmamiprzeprowadzanymi przez tych, którzy własną mocą, względnie mocą stojącego za nim bóstwa (Jezusa Chrystusa, Matki Boskiej, Kryszny, Śiwy, Allacha) wyrzucają zeń demony i na zawsze odsyłają je do piekieł...

Wszystkie te, pochodzące z różnych „duchowych bajek” zabiegi mają wspólną cechę: uzależniają człowieka od ich stosowania, który wyzbyty „świetlistych” środków ochronnych stałby się łatwym łupem napierającej nań „ciemnej strony mocy”. Im przeto potężniej nań ona napiera, z tym większą determinacją kieruje się ku Światłości i tym głośniej przyzywa na pomoc przeciwieństwo Mroku. Duch zwalcza ducha i ducha wygania. Mrok rozprasza, gnębi deprymuje. Jasność kładzie nacisk na duchową dyscyplinę i motywuje do stawiania oporu.

Bój trwa. Pole bitwy zostało wyznaczone. Jest nim uprawiana przez człowieka duchowa dyscyplina. Owszem, można ją zmienić. Okultysta może doznać nawrócenia i z okultnej duchowości popaść w duchowość religijną. Katolik może zerwać z kościołem i odnaleźć „lekarstwo na demona” w holistycznych naukach orientalnego mistycyzmu. Niczego to nie zmienia. SDU rozwija się w najlepsze, człowiek zaś staje się pionkiem w grze między Światłem a Cieniem. Od tej pory to już nie on zajmuje się duchowością. To duchowość zaczyna się nim zajmować i opanowawszy jego jaźń zyskuje nad nią coraz większą władzę.

MOCE SDU

Kiedy trzy stanie sie jeden,
zgadnąć musi razy siedem…

dziecięca wyliczanka


Przedstawioną wyżej eskalację objawów SDU doskonale ilustruje historia Mojżesza, który najpierw „zderzył się” na Synaju z paranormalnym zjawiskiem(krzak gorejący) i rozpoznał w nim uobecnienie się boga swych przodków (faza doświadczeń świetlistych). Potem, kiedy wracał do Egiptu „natarł na niego Pan i chciał go zabić” (faza doświadczeń mrocznych). Następnie zyskał pomoc ze strony swojej żony, Syphory, która wybawiła go z opresji poprzez wypowiedzenie słów „Jesteś mi oblubieńcem krwi” i przyłożenie do jego członka odciętego napletka ich syna (środek zaradczy odwołujący się do nakazanego przez Jahwe obrzezania jako znaku, że dana osoba jest czysta, gdyż należy do „wybranego narodu” i poddaje się boskim prawom). Na końcu zaś spełnił swoją misję, wyprowadzając Izraelitów z Micraim (hebrajska nazwa Egiptu oznaczająca Krainę Ciemności), głosząc im zasady Prawa oparte na dychotomii czyste-nieczyste (faza uzależnienia od środków ochronnych) i prowadząc ku Ziemi Obiecanej, na której, wyciąwszy niemal w pień zbrukane pogaństwem kananejskie narody, dokonali w imię Pana pierwszej w dziejach ludzkości etnicznej czystki, (walka z „demonicznością”). A że nie wykazali się dostatecznym posłuszeństwem wobec „swego boga”, od tamtych dni, aż po dzień dzisiejszy zmagać się muszą z wrogami, którzy nie tylko kwestionują ich prawo do posiadania ojczyzny, ale i również zasadność ich istnienia jako religijnej i narodowej wspólnoty (faza uwikłania w grę Światła i Mroku). Dlatego uparcie trwają przy prawach Jahwe i swojej tradycji, bo jedynie „ich bóg” gwarantuje im zachowanie duchowej tożsamości (faza opętania).

Opętanie nie jest zatem przypadłością tylko okultystów. Zjawisko to jednako dotyka proroków, magów, świętych, szamanów, joginów, mistyków, uczniów orientalnych guru, a także kapłanów wielkich tradycji religijnych i „zwyczajnych” wiernych (chyba, że swą religijność traktują czysto formalnie). Oznacza ono, że poddany igraszkom Światła i Cienia człowiek otworzył się na działanie jeszcze jednej, ukrytej za nimi siły.

Manifestacja tych dwóch pierwszych jest bardziej widoczna i odczuwalna. Potęgę Mroku uosabia w okultystycznej mitologii duch ciemności, Aryman, Moc Jasności personifikuje „nosiciel światła” – Lucyfer. Doznania arymaniczne mają swoje źródło w podświadomej sferze ludzkiej istoty i wiążą się z wszelkiego rodzaju pożądliwością, dążeniami materialnymi itp. Lucyferyczność „wytryskuje” z duchowych obszarów jaźni, rozświetla je pragnieniem spirytualnej samorealizacji, pychą, fałszywą pokorą, dążeniem do osiągnięcia boskiej doskonałości. Ich przeciwstawność znajduje odbicie w okultystycznej formule: demon est deus inversus (demon jest przeciwieństwem boga). Inwersja ta bywa rozumiana albo jako całkowita opozycja Światła i Ciemności (gnoza, kabała, wielkie religie monoteistyczne i ich pochodne), albo jako dynamiczna jedność Światłocienia (tradycje orientalne i do nich nawiązujące ruchy New Age). Rzecz w tym, że ani Światło, ani Mrok nie są „duchowo realne”. Niczym rewers i awers kręcącej się w kółko monety stanowią dwie sygnatury trzeciej mocy, która nimi – jeśli tak można rzec – zawiaduje. Siłę tę kojarzy z asurami -demonicznymi istotami irańskich mitów, na których czele stoi opiekujący się słońcem asur o imieniu Sorath.

Asur ów dąży do zawładnięcia ludzką jaźnią i zastąpienia jej swoim „ja”. To samo, acz nieco inaczej, czynią Lucyfer i Aryman. Aryman skupia się na „cielesności” człowieka i rozbudowuje jego pożądliwe ego. Lucyfer koncentruje się na duchowym aspekcie ludzi, zlewając ich „duchowe ja” z „wszech-ja boga”. Natomiast Sorath ingeruje w świadomość, czyli ludzką duszę (osobę), a zawłaszczywszy nią przekształca ludzkie istoty w „duchowe zombi” – w pozbawione jaźni, puste skorupy, cierpiące z powodu opętania, zaślepienia i intelektualno-wolicjonalnego niedowładu.

Arymana, Lucyfera i Soratha uznać trzeba za trzy mityczne personifikacje jedne, posiadającej osobowość mnogą, tj. arymaniczną (demoniczną), lucyferyczną (boską) i asuryczną (bezosobowa pustka), potęgi „trójducha”, który ma wiele twarzy i tyle aspektów, ile hierarchii duchowych go konstytuuje (dlatego częściej „mówi” o sobie „my”, niż „ja”, bądź uwypukla współistotność swoich wszystkich jaźni, albo jawi się jako androgynalne bóstwo).

Jego emanacje hermetyzm identyfikuje z trzema duchowymi pierwiastkami materii (Solą, Siarką, Merkuriuszem), chrześcijaństwo – z Trójcą Świętą, religijny taoizm z trzema personifikacjami Tao, hinduizm – z bogami Śiwą, Wisznu i Brahmą, judaizm z Tetragramatonem (imieniem Jahwe zapisanym trzema literami: jod, he, waw), islam – z troistą naturą imienia Allacha, szamanizm z trójświatem bogów (kosmosem podzielonym na trzy sfery: podziemną, środkową i niebiańską), joga z trzema cechami bytu: tamas, radżas i sattwa (biernością, aktywnością, mistyczną unią). „Trójducha” rozpoznać można zresztą w każdej mitologii, religijnej, mistycznej i okultystycznej tradycji. Z tego też względu na „wyższym” poziomie ezoterycznego poznania wszystkie one stanowią oczywisty dowód, że każda oddzielnie oraz wszystkie razem zawierają w sobie tę samą, choć inaczej wyrażoną wiedzę.

dalej>>



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/syndrom_duchowego_uzaleznienia

No trackback comments for this entry.
Syndrom Duchowego Uzależnienia | 62 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
montsegur wto, 13 gru 2005, 04:23:51

Tak, istotnie jest w tym "coś". Dlatego też we wszelkich praktykach religijnych warto zachować umiar i kierować się także rozumem. To prawda, że każda religia stanowi poza tym także formę "rządu dusz" i manipulacji masami. Dlatego też niedobrze się dzieje, jeśli jakakolwiek religia (a już zwłaszcza jakakolwiek pojedyncza jej odmiana) stanowi monopol. Wtedy nawet najbardziej nobliwa spośród nich staje się swoją własną karykaturą i narzędziem ucisku.

Cheers!!!

 
Amos wto, 13 gru 2005, 11:15:53
Nie rozumiem skąd tu się wzięła reklama takiej antychrześcijańskiej i w ogóle antyreligijnej książki??
 
suljan wto, 13 gru 2005, 11:36:24
Amos, spoko, mój artykuł nie jest antychrześcijański i antyreligijny. Poczytaj go dobrze. Nie "wojuje" z religiami, wykazuje natomiast czym są ludzkie wierzenia. A są obrazami, bozkami, które czcimy. Jesli nawoływanie do nie czczenia obrazów ( bozków ) nazywasz antyreligijnoscią, to cóż na to poradzić? Zas obrazy ( bożki, idole )  czczą zarówno chrześcijanie, jak i nie chrześcijanie, z których wielu uważa, że ich bożki sa prawdziwe, a inne - nie. To po pierwsze. A po drugier chodzi mi o wykazanie, jak bardzo taka idolatria ludzi uzależnia od... czczonych bozków.
 
mateno wto, 13 gru 2005, 11:45:47
Przecież to jakiś new age'owy bełkot. Owszem, chrześcijanom też zdarza się przeżywać swoją religijność w niezdrowy sposób, można u niektórych osób zaobserwować coś w stylu opisywanego "duchowego uzaleznienia", ale to naprawdę nie powód, żeby trwanie przy prawach Jahwe nazywać opętaniem!
Jest sporo takich "smakowitych" fragmentów. Poza opętaniem przez Jahwe podobał mi się np. ten, że Trójca Święta to chrześcijańska emanacja "jednej, posiadającej osobowość mnogą, tj. arymaniczną (demoniczną), lucyferyczną (boską) i asuryczną (bezosobowa pustka), potęgi „trójducha”". Równorzędne emanacje mozna podobno znaleźć w taoiźmie, islamie czy szamaniźmie.

Nie wiem, czy się śmiać czy płakać...

 
  • Andrzej wto, 13 gru 2005, 16:02:36
  • JacekM wto, 13 gru 2005, 17:19:37
suljan wto, 13 gru 2005, 13:07:08
Emanację idei Trojcy Swietej znaleźć mozna w większosci systemów religijnych. To fakt historyczny. Chodzi o tzw. troista naturę Bóstwa, ktorą to koncepcje dostrzec można wszedzie: od islamu po szamanizm. Taki poglad wynika, moim zdaniem, z tego, zel udzka psychika ma strukture binarną ( dwoistą ) oraz "wkodowaną" dążnośc do szukania unii tych opozycji w trzecim elemencie, który je jednoczy. Stąd wizje troistego Bóstwa. Wizja nie jest Bogiem, jest wizja, a staje sie idolem, obrazem jesli uważamy, ze stanowi Prawdę; tj. w pełni oddaje istote Bóstwa.
 
medieval_man wto, 13 gru 2005, 13:17:30

no cóż, jak dla mnie tezą tego artykułu jest NIEISTNIENIE jakiegokolwiek Boga, a tylko przeżyć człowieka. W jednym rzędzie stawia się w nim chrześcijańskie poznanie prawdziwego Boga ze wszelkimi orientalnymi, gnostycznymi i newageowskimi doświadczeniami kontaktów pozazmysłowych.

Autor oczywiście ma prawo taka tezę stawiać, ale nie rozumiem po co umieszczać ją na portalu chrześcijańskim...

Pewne przejawy chrześcijańskiego "uzależnienia" od Boga mogą wydawać się podobne do objawów zatrucia ideologią wymienionych przeze mnie powyżej ideologii. Różnica jest taka, że chrześcijanie wierzą w osobowego, objawionego w Historii Boga, a nie w emanacje swoich umysłów, nie w produkty chemicznej pracy mózgu - wizje i iluminacje z pogranicza jawy i snu, ale w żywego Boga. Cóż z tego, że autor nazwie to katolickim bełkotem? Przyjęcie tez tego artykułu jest postawieniem siebie na prostej drodze do indyferentyzmu religijnego i podważeniu istnienia Boga

---
Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii, rozumienia, które wychodzą poza klasyczną fundamentalistyczną interpretację

 
  • Andrzej wto, 13 gru 2005, 13:38:48
  • Andrzej wto, 13 gru 2005, 15:04:54
  • Andrzej wto, 13 gru 2005, 15:08:43
suljan wto, 13 gru 2005, 17:57:09

Hi hi hi... "Pan Sredniowieczny" dowodzi, ze mysli, stosując eurystycznew gierki pt. jak nie mozna inaczej dowalic, zabierzemy się za osobę oponenta... Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe i zbawienne jest.... Rozbawił mnie Pan, "Panie średniowiekowy" juz to dlatego, ze mi9esz Pan pojhecia jak diabeł w inkwizytorskim garncu, juz to z tej przyczyny, ze myli Pan myslenie z palcówkami poo klawqiatyurze kompa i umiejetnościa poslugiwania sie wyszukiwarką. Zabawmne jest również to, ze dokladnie te same chwyty stosowali pogardzani przez Mosci Middle Age'owca New Ageowi uzytkownicy pewnego "ezoterycznego" forum ( cudownyportal - polecam, polecam, zabawa po pachy ), gdym im nieco dopiekł w imie ezusa Chrystusa w czasach, gdy jeszcze zaliczalem sie do nawróconych chrzescijan. Oni byli, Panie Ciemnowiekowy lepsi, bo wyciagneli jakies tam moje sprawozdanie finansowe, ktore, z racji pełnionego urzedu musiałem w internie zamiescic. No dalej, zachecam, rób Pan top samo, Panie Mediewalny, bo na nic wiecej Cie najwyraźniej nie jest stać... Na wiekach srednich to sie moze znasz, co widze, czyutając Twojego bloga, ale obawiam sie, ze wciąż wierzysz, ze ziemia jest płaska jak naleśnik albo biret inkwizytora...

Nio, wyzylem się nieco, więc Ci, Mosci Panie Gotic wybaczam chrześcijańsko i niechrześcijańsko, bo wiem, ze ludzka to rzecz błądzic... Zalecam 100 zdrowasiek, 3 dni scisłego postu i dluzsze odosobnienie w mnisiej celi, a tam stosowanie uniwersalnego lekarstwa zwanego anticretinum universalis medicae. Oto ono:

1. stanac 3 kroki przed ścianą

2. pobloznie zlozyc ręce i westchnąc 3 razy do Maryji, proszac o wspomożenie

3. pokornie pochylic głowę przed Bogiem w Trójcy Jedynym

4. Przymknac oczy, by sprawy tego świata nie rozpraszały poboznych mysli

5. westchnac głęboko, wznoszac mysli w akcie strzelistym

6. przejść do przodu niezbyt szparko 4 kroki

7. powtarzac rano i wieczorem 3 razy

Z wyrazami szacunku i zyczeniami rychlego ozdrowienia

JWS

 
  • Andrzej wto, 13 gru 2005, 19:12:29
  • Andrzej wto, 13 gru 2005, 20:27:14
maxurd śro, 14 gru 2005, 19:12:23
Ja rozumiem, ze czasem takie bzdury trafic mozna na Onecie, ale czy musi je publikowac chrzescijanski portal?? Po co? zeby jatrzyc i irytowac czy moze w jakims innym tajnym i ukrytym celu??
 
Maciek sob, 17 gru 2005, 01:00:36

Przeczytałem bardzo uważnie i widzę w tym artykule pomieszanie prawdy z kłamstwami, a w istocie bardzo zgrabną promocję jednej z form satanizmu.

Prawdą jest to, że w taki sposób, jak to opisuje autor, odbywa się uzależnienie od demonów. Tak, to rzeczywiście tak wygląda.

Kłamstwem natomiast jest twierdzenie, że na tej samej zasadzie działa Duch Święty. Otóż działanie Ducha ZAWSZE liczy się z naszą wolnością i ZAWSZE możemy powiedzieć NIE. Nie ma tu więc żadnego uzależnienia.

Nie jest też prawdą, że nawrócenie (prawdziwe) prowadzi do konfliktu z najbliższym otoczeniem. Jest dokładnie odwrotnie. Poza mną znam wiele osób, ktorym nawrócenie i wiara pomogły ułożyć sobie relacje z najbliższymi choćby dlatego, że świadomość własnej grzeszności pozwala z wyrozumiałością spojrzeć na wady innych. A właśnie uświadomienie sobie swojej słabości z jednej strony i potegi Bożego wybaczenia w Chrsytusie z drugiej jest istotą chrześcijańskiego nawrócenia.

Manipulacją jest sposób przedstawienia problemu pozorujący naukowość. Otóż naukowa praca skupić się powinna na materialnej i psychologicznej stronie zjawiska, które nazwałbym religianctwem (nie mylić z wiarą), abstrahując od kwesti istnienia lub nie świata duchowego. Autor świat duchowy traktuje jako realnie istniejący i pasożytujacy na świecie materialnym. W efekcie praca traci walor naukowości, gdyż podejście takie jest nienaukowe.

Inną manipulacją zastosowaną w tekście jest przyjęcie założenia, że każde przeżycie duchowe jest uzależnieniem od "matrixa", więc człowiek twierdzący, że ma inne doświadczenia, niż opisane w tekście zostanie uznany za uzależnionego. W efekcie nie ma możliwości falsyfikacji postawionych w artykule tez, co ponownie dyskwalifikuje go. Nawiasem mówiąc, technika ta jest stosowana w teoriach spiskowych i w sektach, a jej skutkiem jest opisany przez autora konflikt z najbliższym otoczeniem.

Zupełnie niezgodny z dojktryną judaistyczną i chrześcijańską jest przeprowadzony przez autora podział "ja" na wysokie (duch), średnie (dusza) i niskie (ciało). Ten podział jest podziałem platońskim, wywodzącym się z pogaństwa i jest obcy zarówno Staremu, jak i Nowemu Testamentowi do tego stopnia, że w obu religiach istnieje silny nurt kwestionujący zdolność duszy do funkcjonowania poza ciałem. Człowiek jest bowiem postrzegany jako całość w trzech aspektach, a nie na trzech poziomach, jak chce autor.

Postawienie znaku równości między Jezusem a Lucyferem jest zwykłym bluźnierstwem.

Na koniec proponowana terapia jakoś dziwnie współbrzmi z doktryną Antona Sandora LaVeya. Szczególnie "interesująca" jest propozycja wyzbycia się planów i marzeń, co w istocie prowadzi do pozbawionej aspiracji i beznadziejnej wegetacji zgadzającej się na wszystko. Czysty buddyzm.

To tak na szybko, bez zbytniego wgłębiania się analizy.

Panie Suliga, czemu pan kłamie, że pan się nawrócił, skoro jest Pan nadal tym, kim był Pan wcześniej?

---

Kto umie czynić dobrze, a nie czyni, dopuszcza się grzechu.

 
  • Raf pon, 22 maj 2006, 19:49:33
montsegur nie, 18 gru 2005, 06:31:19

Mogę się tylko zgodzić z Panem Janem odnośnie owego "trójpodzału". W Nowym Testamencie aż przecież roi się od terminów "ciało", "dusza" i "duch" ("soma", "psyche", "pneuma"). Klasycznym tego przykładem jest 1Kor 2;14 i 15, gdzie wyraźnie rozróżnia św. Paweł między osobami o rozmaitym stopniu rozwoju duchowego. Używa on w związku z tym określeń "psychikos de antropos" oraz "pneumatikos", zauważając, że "psychikos" pewnych rzeczy nie rozumie zupełnie, a "pneumatikos" nie tylko, że potrafi je zrozumieć, ale sam dla innych pozostaje niezbadany. Mogę tylko powtórzyć to, co napisałem w I części artykułu "Gnostyk i chrześcijanin" (w tym z września) w przypisie 2:

"Z tłumaczeniem owych psychikos i pneumatikos (werset 14 i 15) zazwyczaj są problemy. W „Tysiąclatce”  psychikos figuruje jako „człowiek zmysłowy”, pneumatikos już znacznie lepiej i poprawnie jako „człowiek duchowy”. Podobnie u Lutra (1545) odpowiednio „Der natürliche Mensch” oraz „Der Geistliche”. W angielskim tłumaczeniu znanym jako New American Standard Bible (NASB) odpowiednio „a natural man” oraz „spiritual”. Nie lepiej jest w tłumaczeniu czeskim „tělesný člověk” (człowiek cielesny, czyli raczej coś, co pasowałoby do kategorii hylikos, nawet nie  jako psychikos...) oraz „duchovní člověk”. Z europejskich wydań najlepiej ten fragment przetłumaczony został w Biblii rosyjskiej, gdzie całkiem poprawnie czytamy „duszewnyj” i „duchownyj”."

We francuskim tłumaczeniu też jest dobrze: "l'homme psychique" oraz "l'homme spirituel". Natomiast faktem jest, że niejednokrotnie tłumaczenia "przekręcają" pierwotne znaczenie treści.

Listy Pawła są najstarszymi dziełami pisanymi chrześcijaństwa. Skoro więc "trójpodział" jest sprzeczny z chrześcijaństwem, to nie pozostaje nam nic innego, jak tylko podkreślić z naciskiem, że Paweł "nie może" być chrześcijaninem (co historycznie byłoby przynajmniej o tyle prawdziwe, że istotnie Paweł nigdy siebie w ten sposób nie nazwał).

Co do "zestawienia" Pomazańca z Lucyferem: Lucyfera nie ma. Jest on tylko w tłumaczeniu Izajasza (poczanając od łaciny) bo Zydzi kogoś takiego nie znają. Teks mówi o zmarłym królu babilońskim Nabuchodonozorze, który tam przyrównany jest do gwiazdy porannej. Ponieważ Rzymianie nazywali ową "gwiazdę" (faktycznie chodzi o planetę Wenus) "niosącym światło" ("Lucem ferre"), gdyż pojawia się przed wschodem słońca, stąd to imię.

Jezus jest natomiast często przedstawiany i to jak najbardziej oficjalnie w kościele w podobny sposób. Wróciłem właśnie z mszy w katedrze anglikańskiej. Mam ze sobą tekst "litanii adwentowej", którą wszyscy odmawialiśmy. Oto wyjątek:

"O, Gwiazdo Poranna, splendorze światłości wiekuistej i jasne Słońce prawości; przybądź i oświeć wszystkich, co tkwią w ciemności i w cieniu śmierci" ("O Morning Star, splendour of the light eternal and bright Sun of righteousness; come and enlighten all who dwell in darkness and in the shadow of death").

Cheers!!!

 
  • Andrzej pon, 19 gru 2005, 11:01:17
gnistyk JWS ?
jacek_w pon, 19 gru 2005, 16:25:09
<P class=MsoBodyText style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"><FONT face="Times New Roman" size=3>Nie można zaprzeczyć, że&nbsp;p.JWS ma wyrobioną markę! Zawsze dostarczy Pan barwnych, dramatycznych i kontrowersyjnych opowieści...</FONT></P>
<P class=MsoBodyText style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l0 level1 lfo1; tab-stops: list 36.0pt"><FONT face="Times New Roman"><FONT size=3>1)</FONT><SPAN style="FONT: 7pt 'Times New Roman'">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </SPAN><FONT size=3>We wstępie jest mowa o tym, że SDU dotyczy wielu praktyk duchowych a w dalszej części widać wyraźnie, że pisze Pan wyłącznie o zachodnim okultyzmie.</FONT></FONT></P>
<P class=MsoBodyText style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l0 level1 lfo1; tab-stops: list 36.0pt"><FONT face="Times New Roman"><FONT size=3>2)</FONT><SPAN style="FONT: 7pt 'Times New Roman'">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; </SPAN><FONT size=3>Wygląda na to, że jest Pan teraz gnostykiem&#8211; uznaje niepoznawalnego Boga i uwięzienie człowieka w objęciach złych mocy;&nbsp;nie wiadomo dlaczego całkiem wyrugował Pan z poznawalnego duchowego uniwersum wszelkie dobre byty!</FONT></FONT></P>
<P class=MsoBodyText style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l0 level1 lfo1; tab-stops: list 36.0pt"><FONT face="Times New Roman"><FONT size=3>3)</FONT><SPAN style="FONT: 7pt 'Times New Roman'">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<FONT size=3>&nbsp;Już</FONT></SPAN><FONT size=3> nie uważa się Pan za chrześcijanina ?</FONT></FONT></P>
<P class=MsoBodyText style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l0 level1 lfo1; tab-stops: list 36.0pt"><FONT face="Times New Roman"><FONT size=3>W tym miejscu Czytelnikom należą się wyjaśnienia: około czerwca 2004 ja(w &#8222;gazecie&#8221; &#8222;j.wojak&#8221;) i inni użytkownicy forum &#8222;Wróżbiarstwo&#8221; na portalu gazeta.pl dyskutowaliśmy z Autorem na temat Jego nawrócenia, magii itp. Wtedy p.JWS był gorącym wyznawcą Jezusa Chrystusa<SPAN style="mso-spacerun: yes">&nbsp; </SPAN>i Ewangelii...</FONT></FONT></P>
<P class=MsoBodyText style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" align=left><FONT face="Times New Roman" size=3>http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=468&amp;w=11824117&amp;a=11824117</FONT></P>;
<P class=MsoBodyText style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" align=left><FONT face="Times New Roman" size=3>Oczywiście nie mam zamiaru "odgrzewać" tamtych dyskusji.&nbsp;</FONT></P>
 
SDU czyli religiomania
paolobb śro, 21 gru 2005, 16:18:30

Mój bardzo drogi przyjacielu.

Wybacz ale nie mogłem sobie odmówić komentarza na forum ogólnym.

Przede wszystkim gratuluję napisania najbardziej poczytnego felietonu. Z ciekawości przejrzałem inne pozycje i mało kto  może sie pochwalić ponat tysiacem wejść.W zasadzie powinni Ci zapłacić! :)                    

Znamy się już dość długo i z czystym egregorycznym sumieniem mogę  powiedzieć , że czekałem właśnie na tę publikację. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie przyczepił się do "jednego z drugim" sformułowania ale każdy lubi się czasem "ponawydurniać" szczególnie jak się publikuje na takim forum jak kościół.pl . Idąc dalej tym tropem zastanawiam sie jaki jest sens wsadzania kija w mrowisko ????? Odpowiedź przychodzi kiedy sie czyta komentarze i kiedy spływają do mnie opinie moich własnych sdu-znajomych. Ci pierwsi (czyli starzy bywalcy tego portalu ) albo przystępują do układania stosu (dla Ciebie) albo rzucają na szalę cały autorytet własnego uzależnienia w merytorycznej walce z Tobą. Ponieważ wiem że stary wiarus z Ciebie to taka walka tylko uczyni Cię silniejszym i bedzie wspaniałą rozgrzewką przed napisaniem całej książki. Co do moich sdu-znajomych to przejawia sie czesto spostrzeżenie , że trochę to wszystko zawiłe! Podejrzewam że docelowo ksiązka będzie podzielona na rozdziały czyli dla każdego coś miłego a skrótowość felietonu wpływa wprost proporcjonalnie do jego zawiłości. Rozdział dot terapii jest piękny i nie mają racji Ci którzy odsądzają cię od posiadania marzeń . W zdrowej istocie ludzkiej marzenia są napędem do osiągania celów czyli siebie tu i teraz , natomiast u sdu-pacjentów to miraże do układanych pod nie matrixów.

Wydaje mi sie , że moim komentarzem zasłużyłem sobie na miejsce na stosie zaraz obok Ciebie. Nie będę już dalej jątrzył gdyż osobiście uważam , że te wszystkie religijne (po)twory organizacyjne najlepiej się rozrabiają same z siebie  od środka , a takie postawy jak Twoja pozwalają im tylko na krótko zewrzeć szeregi.

Seardecznie pozdrawiam .

 

---
Paolo z B-B

 
mateuszwroc sob, 5 sie 2006, 12:58:29
Jeden wielki bełkot i antyreligijność. Byle do wariatkowa powsadzać wszystkich oddanych swojej religii, bo przeszkadzają. Przeszkadzają w zrealizowaniu jakiegoś niecnego celu, za którym zapewne stoi cyrkiel i kielnia.

---
Extra Ecclesia nulla salus est!

 
  • Raf nie, 6 sie 2006, 18:11:10
tomek92pl sob, 28 maj 2011, 20:23:59

Ojej ile tu dezinformacji. Skomentuje tylk oczesc o hermetyzmie. Siarka, Sól i rtęć, oznaczają : Sól - wiedza, Siarka - wola, rtęć - umiejętności osobowe.

 
Feniksx nie, 13 lis 2011, 21:56:54

Pan Jan Witold Suliga od roku 2006 nieustannie napiera na świat swym włochatym ciałem:

http://ctud.blox.pl/html
http://entuzjazm.blox.pl/html
http://kabala.blox.pl/html
http://www.facebook.com/profile.php?id=100000196822813
 

Dywan jego powiększa się a lico przyciąga wielu.....

 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń