Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Anglikańskie wędrówki po obrzeżach

Wspólnota anglikańska zaistniała oficjalnie - tak chyba można powiedzieć - w 1784 roku. Stało się to, kiedy ks. Samuel Seabury przekroczył Atlantyk, a uczynił to w przeciwnym niż większość jego rodaków kierunku, i wylądował w Szkocji. W niewielkim wówczas miasteczku, leżącym w północno-wschodniej części kraju, Aberdeen, został on konsekrowany na pierwszego biskupa anglikańskiego rezydującego w Ameryce Północnej. Dziś amerykański anglikanizm, głośnym echem innego biskupa, znów wraca na wyspy.



Ks. Samuel Seabury musiał płynąć do Starego Kraju, aby zostać biskupem Connecticut. Tym aktem przypieczętowano narodziny amerykańskiego episkopalizmu. Dzisiaj jesteśmy świadkami prawdy, że historia lubi zataczać pełne koła. Decyzja Kościoła Episkopalnego Stanów Zjednoczonych, wyrażająca zgodę na konsekrację na urząd biskupa New Hampshire żyjącego w jawnym związku partnerskim homoseksualisty, spowodowała, że nadszedł czas zacząć czynić przygotowania, aby znów przekroczyć Atlantyk w tym samym, co ks. Seabury kierunku. Tym razem jednak będą się ważyły losy „być albo nie być” dla komunii anglikańskiej.

Coraz głośniejsze są przekonania, że dla wiernych Kościoła Anglii amerykańskie wydarzenie może oznaczać już tylko jedno: koniec wspólnoty anglikańskiej. Prawda o współczesnym anglikanizmie jest też taka, że większość jego wyznawców mieszka w krajach Trzeciego Świata. Nie ukrywają oni swojego żalu i rozgoryczenia wobec bogatszych domowników wiary z północnych rejonów globu. Ich tradycyjny konserwatyzm otrzyma teraz dodatką pożywkę dla wyostrzania się poglądów na temat egoistycznego i ekstrawaganckiego bogactwa ludzi północny, które prowadzi do negacji wszelkich wartości; wartości, które dla wielu anglikanów z byłych brytyjskich kolonii w Afryce i Azji są wszystkim, co jeszcze im zostało. Amerykański biskup żyjący w jawnym związku z drugim mężczyzną stanie się dla nich autentycznym symbolem upadku, zła i dekadencji, którymi mogą wyrazić swoje stanowcze "nie". Temu „nie” mogą też nadać bardzo strukturalny wyraz poprzez wystąpienie ze wspólnoty. Już teraz kilku hierarchów Kościołów anglikańskich w Afryce mówi, że „trwanie w jedności z organizmami, które swoimi aktami występują przeciwko Pismu i służą "mocom ciemności" jest niczym innym, jak dawaniem przyzwolenia na tego rodzaju czyny. Trzeba jak najszybciej się od nich odwrócić”.

W 1998 roku, podczas Konferencji Wspólnoty Anglikańskiej w Lambeth, stosunkiem głosów 526 do 70 uchwalono, że aktywny homoseksualizm stoi w sprzeczności z przesłaniem biblijnym i dlatego należy powstrzymać się od ordynowania na księży aktywnych homoseksualistów. I chociaż później kilka z Kościołów krajowych roztaczały teologiczne wizje o neutralności aktywnego homoseksualizmu wobec Ewangelii, to jednak oficjalnie nadal funkcjonują w anglikanizmie zapisy z Lambeth. W najbliższym też czasie okaże się, kto będzie jadł swoje własne słowa: czy konserwatywne Kościoły afrykańskie, z którymi sympatyzuje wielu Anglików, czy też skrajnie liberalne koła w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i – także – w niektórych środowiskach brytyjskich anglikanów. Kto w tej potyczce okaże się silniejszy, kto będzie wiernie stał przy swoich zasadach? Niebezpieczeństwo rozpadu, jakie zagraża dzisiaj wspólnocie anglikańskiej jest bowiem proste: jeżeli przy swoich racjach upierać się będą północni Amerykanie, od wspólnoty odpadną Kościoły Afryki, Azji, a może nawet niektóre diecezje brytyjskie. Jeżeli zwyciężą siły konserwatywne, dumą mogą się unieść Amerykanie i to oni odejdą od wspólnoty. Optymiści twierdzą jednak, że amerykańscy liberałowie wystraszą się jak zwykle osamotnienia i napiętnowania oraz – choć zapewne z dużym obrzydzeniem – przełkną słowa zapisu z Lambeth.

Wspomnienie na początku pierwszego imienia pierwszego anglikańskiego biskupa Ameryki jest tutaj istotne. Tradycyjny pragmatyzm Amerykanów nie pozwoli im bowiem zapomnieć, skąd wywodzą się ich korzenie. To dla nich niezwykle ważne, aby nie utracić pewnej tożsamości; nie tyle nawet wyznaniowej, co kulturowej. Dla wielu Amerykanów amerykanizm jest dopiero prawdziwy, jeżeli posiada swoje zakorzenienie w tożsamości starego kraju. Wielu nie będzie chciało utracić tej fundamentalnej wartości dla jednego tylko geja. Są zbyt dumni, aby mogli zrezygnować z wybrania go na biskupa, gdy rozpętała się o to burza w anglikańskim świecie, ale jeszcze bardziej są pragmatyczni, aby – gdy nieco atmosfera przycichnie – nie postawić go gdzieś w cieniu wydarzeń i spraw. Już teraz płyną z „nowej ziemi” listy negocjacyjne do arcybiskupa Canterbury, które próbują wysondować, co o tym wszystkim myśli, a przede wszystkim, co zamierza z tym uczynić prymas Kościoła Anglii – pierwszy między prymasami.

W całej tej gmatwaninie problemów i kłopotów niektórzy Anglicy złośliwie jednak przestrzegają, że w 1784 roku ks. Samuel Seabury nie popłynął po sakrę biskupią do Canterbury, ponieważ po upadku Rewolucji Amerykańskiej wielu biskupów Kościoła Anglii nie zgodziło się, aby uznać niezależność Kościoła Ameryki. Kandydat na pierwszego biskupa dla Amerykanów wylądował w Aberdeen u wybrzeży Szkocji. Tam też otrzymał sakrę biskupią od prymasa Szkockiego Kościoła Episkopalnego. Ten fakt skłania do obaw, że Amerykanie znów mogę zastosować jakiś sprytny „trick”. Tylko, co będzie dalej? Anglicy może nawet przyjmą to z humorem, ale Afrykanie i Hindusi nie mają już cierpliwości na żadne „zabawy” bogatych anglikanów z Północy. Oni są po prostu głodni i chcą przynajmniej żyć normalnie po chrześcijańsku.

Prawdziwą ofiarą tych wydarzeń jest dr Rowan Williams, nowy arcybiskup Canterbury. Nikt nie zapomniał jeszcze, że w 1998 roku – jako wówczas prymas Kościoła Walii – był stanowczym przeciwnikiem ustaw z Lambeth. Tymczasem, sytuacja w samym Kościele Anglii, oraz niesławna sprawa z kandydatem na urząd biskupa w Reading, który miał być homoseksualnym celibatariuszem i tajną bronią arcybiskupa, a okazał się gejem żyjącym w związku partnerskim. Celibatariuszem stał się dopiero kilka lat temu, a wcześniej nikt nie wiedział, że ma stałego partnera, proboszcza jednej z podoksfordzkich parafii. Co zatem uczyni arcybiskup Williams? Większość jest przekonana, że będzie mediował z Amerykanami, aby sami załatwili tą sprawę we własnym gronie, tym bardziej, że arcybiskup pragnie pokazać się nie komu inemu, jak Watykanowi z jak najlepszej strony. Sprawa nowego biskupa New Hampshire nie służy dobrze tej prezencji, tym bardziej, że zaledwie kilka dni temu Watykan wydał ważny dokument, w którym nazwał legalizację związków homoseksualnych, jako „legalizację Zła”. Niełatwe ma zatem zadanie arcybiskup. Nie wiadomo też, dokąd ta sprawa zajdzie.

Zobacz też inne artykuły na temat nauczania i praktyki kościołów chrześcijańskich w stosunku do jednopłciowych związków.



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/2003081311165728

No trackback comments for this entry.
Anglikańskie wędrówki po obrzeżach | 3 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Anglikańskie wędrówki po obrzeżach
Integrysta śro, 13 sie 2003, 21:56:05
Albo biskup - sodomita ustąpi, albo jedności być nie może.
Chyba, że kosztem zasad chrześcijańskich, a tej ceny ( mam
taką nadzieję ) porządni anglikanie zapłacić nie chcą.
Pozostanie w jedności w wypadku zachowania stanowiska przez
tego sodomitę byłoby przyzwoleniem na wielkie zło.

---
Pozdrawiam
Jakub Jezry Skoczylas

LWÓW, ŁUCK, STANISŁAWÓW, TARNOPOL
Niech Bóg zapomni o mnie jeśli ja zapomnę o Nich.
 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,691 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń