Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Kontrola narodzin

Świat coraz częściej wychwala bezdzietność jako cnotę. Bezdzietność jest wpisana w nowoczesne społeczeństwo. Czym bez bezdzietnych kobiet byłaby korporacyjna Ameryka, Hollywood, przemysł rozrywkowy czy rynek mody i seksu? – pytają Fiona McAllister i Lynda Clarke, autorki raportu przygotowanego dla brytyjskiego ośrodka Policy Studies Centre.

Autorka książki "Kobiety bezdzietne: przyczyny, pożytki, straty" Susan Lang pyta jednakże:  "Skoro bezdzietność to taka cnota, dlaczego co druga bezdzietna kobieta po pięćdziesiątce popada w depresję, alkoholizm i inne uzależnienia? Dlaczego w tej grupie najszybciej rośnie liczba prób samobójczych?"



Bezdzietność uderza nie tylko w rodziny ale również powstaje wyrwa w przekazywaniu tradycji, wiedzy i doświadczeń.

W Starym Testamencie, gdy ktoś umierał bezdzietnie w niektórych  przypadkach (nie zawsze) był to znak przekleństwa (3 Mojż 20:20-21).
Nasza kultura nakłada potężne naciski na tych, którzy chcieliby mieć więcej niż troje dzieci.
W jaki sposób jako chrześcijanie powinniśmy podejść do omawianego tematu?

Bardzo często słyszymy, że kwestia liczebności dzieci, stosowania lub niestosowania antykoncepcji jest sprawą indywidualnego sumienia.
I oczywiście, jest to prawda. Tak jak w każdej innej kwestii, tak również w tej - każdy musi zadecydować sam za siebie. Ale jakże często zapominamy, że sumienie chrześcijanina nie działa w próżni, ale potrzebuje danych na podstawie których powinno zadecydować.
Tą podstawą powinno być Boże Słowo. Ponieważ to Bóg jest Panem naszego życia, stąd nasze ciała należą do Niego i to On ma sprawować panowanie nad każdą dziedziną naszego życia.

Coraz częściej jednak światowe standardy przenikają do świata chrześcijańskiego. Często używamy stwierdzenia: „To jest sprawa osobista, sprawa sumienia każdego człowieka” jako wymówki by o danej kwestii nie rozmawiać, czymś się nie zajmować, aby każdy miał wolną rękę w danych kwestiach.

"Moje przekonania i wiara  to moja prywatna sprawa i pozwól, że zachowam ją dla siebie, nie będę upubliczniał moich przekonań, ani o nich dyskutował." – być może tego typu stwierdzenia brzmią dla nas coraz bardziej znajomo.
Na samym początku warto zauważyć, że nie ma w Biblii bezpośredniego przykazania zakazującego kontrolę narodzin.
Jedyny przypadek zanotowany  w Biblii pośrednio związany z omawianym tematem, mamy w historii Onana ( 1 Mojż 38:8-10) który wylewając na ziemię nasienie wzbraniał się przez wzbudzeniem potomstwa swemu bratu. Bóg ukarał go za to śmiercią. Jednakże sam tekst nie sugeruje, że jego przewinieniem było stosowanie antykoncepcji, lecz kontekst w jakim dopuścił się swego czynu.
W niniejszym artykule jednakże punktem ciężkości argumentacji w podejściu chrześcijanina do antykoncepcji nie będzie przypadek Onana, lecz postaram się pokazać szerszą perspektywę wobec omawianej kwestii. Będą to więc ogólne stwierdzenia  wynikające z Pisma dotyczące rodziny jak i samych dzieci. Nie sądzę, żeby czymś właściwym było związywanie sumień ludzi zakazem lub nakazem stosowania antykoncepcji, jednakże każdy chrześcijanin powinien z rozwagą i modlitwą zbadać jakie jest nauczanie Pisma odnośnie Bożego podejścia do chrześcijańskiej rodziny.

Antydziecięce nastawienie

Pojęcie „kontrola narodzin” zostało ukute przez Margaret Sanger w 1914 roku – liderkę Ruchu Kontrolowania Narodzin i założycielki Planned Parenthood – Planowanego Rodzicielstwa.
Dzisiejsze społeczeństwo już zaakceptowało antykoncepcję, a nawet aborcję. Rodzina nie jest czymś powszechnie szanowanym (patrz tzw. „wolne związki”,  rozwody itp. ...) i stawianym jako priorytet w życiu zarówno współczesnych mężów jak i żon. Ważniejsza staje się kariera, podnoszenie standardu życia i samorealizacja.
Nie dziwi więc fakt, że i kościół znajduje się pod silną presją, by przejąć świeckie schematy myślenia.
Pomyślmy, jak często zdarza nam się traktować płaczące dzieci w trakcie nabożeństwa jako intruzów, którzy przeszkadzają nam w naszej (czyt. dorosłych)  społeczności z Bogiem. Jak często uważamy nasze dzieci jako problem, gdyż boimy się wyzwań, nie wiemy w jaki sposób uczyć ich zasad chrześcijańskiego życia i czy powinniśmy wzywać je do „podjęcia decyzji,” którą traktujemy jako moment nawrócenia.
Kościół jednak powinien troszczyć się o wszystkie dzieci będące w jego wspólnocie. Nie powinniśmy pozwolić aby którekolwiek z nich było głodne lub nie miało dachu nad głową.
Jednak bardziej pierwotną niż kościół instytucją stworzoną przez Boga jest rodzina i to przede wszystkim zadaniem rodziców jest dbać o dobra duchowe, psychiczne i fizyczne swoich dzieci.
Niestety, współczesne rodziny przejęły również powszechne myślenie, że dzieci „są dodatkiem”, a nawet „intruzami” w relacji małżeńskiej.
Stąd pogląd, że dane małżeństwo ma prawo dopuścić tylu nowych członków do swej wspólnoty rodzinnej, na ilu ma ochotę (jeśli w ogóle takowe chęci ma), bo a przecież mniej dzieci oznacza mniej odpowiedzialności (zob. 2 Tym 3:1-4).
Zgodnie z danymi GUSu co piąta Polka nie chce powiększać rodziny. Jako główny powód takiej decyzji wymienia się złą sytuację materialną, zaabsorbowanie pracą i zagrożenie  bezrobociem.
W Europie, Japonii czy USA bezdzietność przybrała rozmiary epidemii.  Już co piąta kobieta w wieku 40-50 lat nie ma potomstwa – to dwukrotnie więcej niż przed dwudziestu laty... Dwukrotnie wzrosła również liczba mężatek nie mających dzieci, z 7 do 14 % (choć przyczyną oczywiście nie zawsze jest stosowanie antykoncepcji). Trzykrotnie zwiększyła się liczba bezdzietnych kobiet w grupie najlepiej wykształconych i najlepiej zarabiających (z 12 do 36 %). Co czwarta wykształcona i dobrze zarabiająca Polka nie planuje ciąży przed trzydziestym rokiem życia.
Jakże zmieniło się nastawienie do dzieci od czasów biblijnych... Pamiętamy Rachelę, która  widząc że nie urodziła Jakubowi dzieci, zazdrościła swej siostrze i rzekła do swego męża: „Spraw, abym miała dzieci, bo jeśli nie, to wypadnie mi umrzeć” (1 Mojż 30:1).
Dziś z ust kobiet raczej słyszymy: „Jeśli będę miała więcej dzieci, to chyba umrę!”
Lub: „Jeśli oni będą chcieli więcej dzieci, to chyba powariowali!”

Cel małżeństwa

Podstawowym, pierwotnym i najważniejszym celem, dla którego Bóg ustanowił małżeństwo jest wzajemne towarzystwo męża i żony. Drugim, również ważnym - wydawanie na świat Bożego potomstwa. Widzimy więc, że celem małżeństwa nie jest wcale wygodne życie i dążenie do egoistycznych zachcianek (mniej odpowiedzialności wobec współmałżonka, mniej dzieci, mniej obowiązków, mniej wydatków i więcej wolnego czasu).
W upadłym świecie oba wymienione cele są wykoślawiane, a nawet omijane.
Wzajemny szacunek, uległość, wzajemna komunikacja i dążenie do wykonania naszych zadań jako mężów i żon – ustępuje myśleniu w kategoriach przywilejów i źle pojętej „wolności.” Partnerstwo zamieniane jest na przedmiotowość i perwersje seksualne.
Zaś wydawanie i wychowywanie potomstwa staje się czymś przypadkowym, a nie, drugim co do ważności, Bożym celem dla małżeństwa.
Jeśli dwoje ludzi decyduje się na małżeństwo, tym samym decydują się na dzieci, by rodzina stała w centrum ich wzajemnych więzi. Są „otwarci” na przyjęcie kolejnych, małych członków do swej rodziny.
Kiedy dowiadujemy się o nowym dziecku, mówimy, zupełnie słusznie, że „Bóg nas błogosławi”. Możemy zapytać, dlaczego więc ktoś chciałby ograniczać to błogosławieństwo? W moim osobistym przekonaniu antykoncepcja powinna być wyjątkiem, a nie zasadą lub regułą  w życiu chrześcijańskiego małżeństwa.
Oczywiście, całkowita rezygnacja z dzieci jest tak samo błędna jak pozostawienie sześciorga dzieci bez właściwej opieki. Jednak Biblia zachęca nas nie tylko do wydawania potomstwa, ale też nakazuje nam roztaczać nad nimi właściwą opiekę. Mężowie powinni pomagać żonie przy dzieciach, uznając, że całodzienna opieka nad dziećmi jest wyczerpująca. Powinni pomóc znaleźć żonie chwilę wytchnienia od dziecka, zamiast zachowywać się jak jedno z nich. Mąż powinien również chronić żonę przed głupimi uwagami pod adresem rodziców, którzy mają lub pragną mieć „za dużo” dzieci. Powinien wskazywać na długoterminowe błogosławieństwa wynikające z dobrego wychowania dzieci (zobacz: ostrzeżenie w Przyp 17:25).
Od początku stworzenia widzimy, że ataki Szatana skierowane są na rodzinę. Szatan nienawidzi rodziny, Bóg zaś ją kocha, ponieważ jest jej stwórcą.
Pytania typu: „Kiedy będziecie mieli dzieci?” „Ile dzieci będziecie mieli?” – zakładają, że to człowiek (a nie Bóg) jest panem samego siebie i potrafi dać życie kiedy tylko zapragnie.
Dziwi mnie podejście chrześcijan mówiących: „Nie chcemy mieć dzieci w pierwszych trzech latach małżeństwa.” Lub: „Chcielibyśmy mieć co najwyżej dwójkę dzieci.”
Oczywiście nikt z nas nie ma prawa osądzać innych po ilości posiadanych dzieci, gdyż nie jest to zależne od nas, ale chodzi o to jakie mamy pragnienia i nastawienie do rodziny.

Trochę historii

Czasami słyszymy, że postawa przeciwna stosowaniu antykoncepcji jest stanowiskiem Kościoła Rzymskokatolickiego, stąd jako protestanci powinniśmy raczej mówić własnym głosem zamiast zwracać się ku Rzymowi. Tymczasem historyczne świadectwo kościoła chrześcijańskiego i ortodoksyjnego Judaizmu pokazuje jednorodność w opozycji wobec kontroli narodzin. Wielu ludzi uważa jednak, że kontrola narodzin jest stanowiskiem jedynie Kościoła Rzymskiego.
Obecnie istnieje wiele pozycji książkowych, szczególnie w języku angielskim, ukazujących coś zupełnie innego.
Do 1930 roku wszystkie kościoły protestanckie jednomyślnie odrzucały antykoncepcję, aż do czasu gdy Kościół Anglikański w tymże roku oficjalnie uznał ją za dopuszczalną.
Pozostałe kościoły protestanckie dołączyły do niego kilka i kilkanaście lat później.
Wydaje się, że kościół poddał się wpływowi świata. 
W świecie, ruch wspierający kontrolę narodzin jest częścią hedonistycznego ruchu (nastawionego na przyjemność) odrzucającego chrześcijańskie wartości i moralność.
Antykoncepcja bierze swoje źródła w humanizmie odrzucającym Boga jako dawcę życia. Tam, gdzie człowiek jest w centrum, staje się on panem swojego życia i samego siebie. Zaś tam gdzie człowiek (i jego sumienie działające w oderwaniu od Bożego Słowa) staje się panem, Bóg nie może i nie powinien mieć nic do powiedzenia.

Boże potomstwo

Słowa z 1 Mojż 1:28 słusznie uważane są za pierwsze przykazanie dane ludzkości – „Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną.”
Oczywiście nie znaczy to, że małżeństwo, które nie może mieć dzieci (niektórzy czekają na potomstwo kilka czy nawet kilkanaście lat), nie jest w 100% małżeństwem, gdyż po pierwsze: Bóg ma dla nas różne plany. A po drugie: bezdzietność nie pozbawia małżeństwa najważniejszego celu, czyli wzajemnej pomocy i towarzystwa.
Biblia uczy, że dzieci są błogosławieństwem. Mieć wiele pobożnych dzieci oznacza mieć wiele błogosławieństwa.
My czasami myślimy: „Nie wszystkie dzieci są błogosławieństwem. Tylko te zaplanowane. Gdyż jesteśmy na nie przygotowani.”
W praktyce więc pojawia się różnica między zaplanowanymi i niezaplanowanymi dziećmi. Takie rozróżnienie tworzy dwie klasy dzieci. Mimo iż później są jednakowo kochane, to jednak nie były jednakowo wyczekiwane.
Pomnażanie Bożego potomstwa jest jednym ze sposobów wzrostu Bożego panowania na ziemi (inny to ewangelizacja). Stąd chrześcijanie powinni pragnąć dużych rodzin. Jakże cieszymy się, gdy widzimy kościoły w których ławki są wypełnione dziećmi...
Szatan pragnie dominacji śmierci. Bóg chce aby obfitowało życie. Jeśli antykoncepcja będzie się rozpowszechniała w dalszym ciągu pośród dzieci Bożych, to pomyślmy: Czyje Królestwo będzie dominowało?
Oczywiście są okoliczności niesprzyjające, kiedy wydaje się, że nawet powinniśmy unikać przyjścia dziecka na świat do czasu gdy Bóg w swej opatrzności nie da lepszych czasów np. podczas wojny, głodu, suszy czy innych klęsk żywiołowych.
Bóg nie daje nam dzieci po to by nas pognębić lub wystawić na próbę. Nie daje ciężarów ponad nasze siły. Czy więc ufamy Bogu w tej dziedzinie zamiast mówić Mu co jesteśmy w stanie wytrzymać?
                Dzieci wierzących nie tylko powinny być w przyszłości ambasadorami Królestwa Bożego w społeczeństwie, ale są umocnieniem i zachęceniem dla lokalnych zborów. Im więcej dzieci, tym więcej będzie szkół chrześcijańskich, chrześcijańskich książek, podręczników. Dwie rzeczy są śmiercionośne dla chrześcijańskiej społeczności i spowodują jej powolne zamieranie: brak ewangelizacyjnego nastawienia w zborach oraz brak dzieci w społeczności.
Większa ilość dzieci w kościele oznacza również większy wybór przyszłych partnerów dla naszego potomstwa.
Jakże często lekceważymy powyższe myślenie, uśmiechając się ironicznie. Dlaczego po prostu nie przyznamy, że wolimy nie myśleć przyszłościowo oraz pokoleniowo?

Kto odziedziczy ziemię?

Biblia obiecuje ludziom ziemię. I czyjeś dzieci tę ziemię odziedziczą. Pytanie brzmi jednak: Czyje dzieci? Pokolenie za pokoleniem tych, którzy są płodni i rodzą dzieci, napełnią ziemię i opanują ją. Ci, którzy nie pragną tych błogosławieństw, nie otrzymają ich.
Przykładowo: być może Wielka Brytania pod koniec XXI wieku będzie w większości zasiedlona przez Latynosów i Azjatów.

Meksykanie którzy nie stosują kontroli narodzin i nie praktykują jej prawdopodobnie odzyskają pewnego dnia większość Teksasu, Arizony, Nowego Meksyku i Kalifornii (obecnych rejonów USA). Ponad 100 lat temu rzymscy katolicy stanowili około 10 % populacji ziemi. Odrzucili oni kontrolę narodzin w przeciwieństwie do większości protestantów (którzy nie tylko, że są w mniejszości, to w wielu krajach ich liczba maleje). Rezultat tego widzimy dziś: duży wpływ na kształtowanie społeczeństw wielu krajów na większości kontynentów należy do katolików. W wielu krajach to właśnie katolicy są zdecydowaną większością. Zaś liczba protestantów zanika.

W Europie również powoli następuje zmierzch zachodniej cywilizacji. Niemcy, Francja, Anglia – stosujące kontrolę narodzin, w przeciągu najbliższych 50 lat mogą stracić swoją narodowość kosztem muzułmańskich imigrantów. Eksperci z międzynarodowego Instytutu Badań Stosowanych w Wiedniu przewidują, że jeśli w ciągu najbliższych 15 lat kobiety będące w stanie zajść w ciążę będą zwlekać z urodzeniem dziecka lub w ogóle z tego rezygnować, to populacja Unii Europejskiej  zmniejszy się w tym stuleciu o jedną czwartą, czyli o 88 mln osób! Pod koniec XXI wieku Europa może się wyludnić, całkowicie zmieni się struktura demograficzna albo Stary kontynent zostanie opanowany przez kulturę Islamu. 
Bóg nie da z siebie żartować: Co siejemy, to będziemy żąć.

Wielu protestantów otrzymało od Boga wolność i użyli jej w zły sposób, który być może utnie ich własną przyszłość. Jeśli nie nastąpi Boży cud, świat za 400 lat będzie zupełnie innym światem niż dzisiejszy, a chrześcijańskich zborów będzie tyle co w czasach Imperium Rzymskiego. Tylko czy będziemy mogli być dumni z takiego stanu rzeczy i chlubić się tym, że jest nas znów garstka i na dodatek znów prześladowana?
Pociechą jest to, że w wielu kościołach chrześcijanie na nowo odkrywają błogosławieństwa płynące z posiadania dużych rodzin i pragną je mieć. Te rodziny stają się liczne i gdy Bóg wyleje swój gniew na pogan i osądzi pogańską kulturę, dzieci naszych dzieci odziedziczą ziemię.

Pytanie nie brzmi więc: Czy kontrola narodzin jest zabroniona czy nie? Biblia nie daje bezpośredniej odpowiedzi na to pytanie. Ale: Czy pragniemy napełniać ziemię Bożym potomstwem i poprzez to mieć wpływ na kolejne pokolenia? Czy może myślimy o sobie samych, o tym co tu i teraz? Bo przyszłość mało nas obchodzi. Brian Abshire reformowany amerykański pastor (szkockiego pochodzenia) powiedział: „Moi przodkowie mieli taki rodzaj wizji i przybyli do ziemi pełnej dzikich zwierząt, dzikusów i z niczym więcej prócz ciężkiej pracy i wiary w Boga zbudowali mój kraj.”

Bóg zamyka i otwiera łono

Jakub odpowiedział Racheli: „Czy ja jestem Bogiem, który odmówił Ci potomstwa?” (1 Mojż 30:2).
W Biblii czytamy również historię Rut, o tym, że to Bóg sprawił, że poczęła (obcując z Boazem) – „Boaz pojął Rut za żonę. A gdy z nią obcował, Pan sprawił, że poczęła i urodziła syna.” (Rut 4:13).
„Adam obcował z żoną swoją Ewą, a ta poczęła i urodziła Kaina. Wtedy rzekła: wydalam na świat mężczyznę z pomocą Pana.” (1 Mojż 4:1)
Bóg więc umożliwia poczęcie gdyż to On jest dawcą życia (zobacz także: 1 Mojż 30:17,22; 21:1-2; 25:21; 20:17-18; 29:31; 17:15-21; 2 Mojż 23:26; Psalm 113:9, 107:38).
Myślę, że arogancją jest mówienie, że „będziemy mieli dziecko w takim a takim roku.”
Jeśli Bóg przyszedłby do nas i powiedział nam, że ma tonę złota dla nas – co byśmy Mu powiedzieli?
„O Panie, na świecie jest tyle złota, po co mi jeszcze więcej? Och, to będzie tylko kłopot dla mnie – nie będę miał gdzie go położyć.” Czy raczej nie zrobilibyśmy miejsca, nie przesunęlibyśmy szafy i łóżka w inne miejsce by jak najwięcej owych sztab zmieścić? Zawsze potrafilibyśmy znaleźć miejsce, ponieważ pieniądze to błogosławieństwo. Ale w jakiś sposób przejęliśmy myślenie humanistów, że dzieci nie są błogosławieństwem (a przynajmniej nie wszystkie). Zawsze powinno być w naszych domach dla nich miejsce, tak jak dla sztab złota.

Antykoncepcja i aborcja

Co ciekawe – i tu zależy mi abym był dobrze zrozumiany – pomimo, iż aborcja i antykoncepcja nie są tym samym – jest jednak znaczące, że argumenty usprawiedliwiające kontrolę narodzin są również argumentami używanymi jako obrona „prawa kobiety do aborcji”. Powtarzam raz jeszcze: Nie uważam, by aborcja i antykoncepcja były tym samym (z pewnością nie są!), ale jeśli uznamy argumenty za jednym, konsekwentnie doprowadzi nas to do zaakceptowania drugiego.
Nawiasem mówiąc, antykoncepcja nie zaniża liczby aborcji (jak niektórzy uważają), wręcz przeciwnie. Stosowanie antykoncepcji prowadzi również do moralnego upadku w społeczeństwie. Częściej dziś się mówi o „skutecznym zabezpieczeniu” niż o moralności i etyce pożycia seksualnego. Dlaczego po prostu nie czekać z seksem do ślubu a później po prostu ufać Bogu co On nam da?

Chcielibyśmy mieć dzieci, ale nie możemy sobie na nie finansowo pozwolić.

Naprawdę, z całym zrozumieniem i wyrozumiałością trzeba powiedzieć, że może to być rzeczywista przyczyna i troska o to, by wszystkie dzieci w rodzinie żyły na godziwym poziomie. By żadne z nich nie chodziło nie dokarmione. Jak powiedziałem, każdy powinien sam w swoim sumieniu tego typu rzeczy rozstrzygnąć.
Jednak z drugiej strony, w wielu przypadkach jednak jest to nieprawda. Znam naprawdę niezbyt zamożne rodziny posiadające 4-6 dzieci i ich postawa naprawdę świadczy o zaufaniu wobec Boga. Proponuję zapytać takie małżeństwa, czy dziś wybraliby antykoncepcję aby zabezpieczyć się przed narodzeniem kolejnego dziecka pomimo ciężkiej sytuacji materialnej...
W praktyce dość często za takim stwierdzeniem stoi myślenie: „Każda złotówka wydana na dziecko oznacza mniej pieniędzy wydanych na siebie samych.” Wielu ludzi jest zorientowanych na siebie samych, a nie na innych i zazwyczaj potrafią znaleźć pieniądze na rzeczy które im są potrzebne. Jeśli nie lubimy dzieci lub nie chcemy ich mieć, po prostu powiedzmy to otwarcie.
Myśląc jednak kategoriami finansowymi bardziej biblijne jest myślenie: „Im więcej mamy dzieci, tym więcej zabezpieczeń gromadzimy sobie na starość (gdy będziemy mieli jakąś potrzebę, nasze dzieci powinny nas wesprzeć).”
Jeszcze nie słyszałem o pastorze, który dawał porady rodzicom, których dziecko zmarło z głodu. Jeśli rzeczywiście jest tak ciężko, to powinny przecież zdarzać się takie sytuacje...

Moje ciało należy do mnie. Mogę robić z nim co chcę.

Podobnie mówią zwolennicy narkotyków, czy ludzie uzależnieni od alkoholu czy nikotyny. Tak jak widzimy kobiety „walczące o swoje prawa”, współcześnie mamy wielu homoseksualistów walczących o „swoje”. Oczywiście bycie kobietą nie jest tym samym co bycie homoseksualistą, jest jednak pewien wspólny mianownik: Punktem wyjścia nie jest Boże Słowo ale moje prawa ponad wszystko. „Ja i moje zapatrywania muszą być przez was zaakceptowane.” Czyli: „Nie mów mi o Bogu i o tym, że to On daje życie i tylko On ma prawo je odebrać. Nie powtarzaj tylko tego waszego frazesu, że moje ciało, moje życie, moja rodzina należy do Boga i że On sprawuje nad nimi kontrolę! Ja jestem panem samego siebie!” Czy nie brzmi to podobnie w naszych uszach w kontekście obecnej dyskusji na temat legalizacji związków homoseksualnych?
Słowo Boże jest być może (jeśli w ogóle) doniesione później by próbować podeprzeć nasze stanowisko. Ale czy to jest chrześcijańskie myślenie?
„Albo czy nie wiecie, że ciało wasze jest Świątynią Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga i że nie należycie też do siebie samych? Drogoście bowiem kupieni. Wysławiajcie tedy Boga w ciele waszym.” – 1 Kor 6:19-20.
Biblia poucza nas, że mężowie i żony powinni najpierw skonsultować z Bogiem co mają uczynić ze swoimi ciałami. Decyzja musi być podjęta w oparciu o Boże Słowo i - w świetle 1 Kor 7:4 - opinię współmałżonka. Człowiek niegodziwy odpowiada: „Przez język nasz jesteśmy mocni, wargi nasze są z nami: Któż Panem naszym?” (Psalm 12:5) ale wierzący odpowiada: „Wiedzcie że Pan jest Bogiem! On nas uczynił i do Niego należymy, my jesteśmy ludem Jego i trzodą pastwiska jego.” – Psalm 100:3.
Nasze ciała należą do naszego Stwórcy. On ma absolutną władzę nad nimi.

Będziemy mieli dzieci, ale jeszcze nie teraz.

Czyż jednak nie jest zbytnią pewnością siebie myślenie, że możesz mieć dzieci kiedy tylko sobie tego zażyczysz i zechcesz? Pomyśl o tych oddanych Bogu parach, które nie mogą mieć dzieci (z różnych powodów niezależnych od nich), mimo iż z pewnością pragnęłyby tego... Czytaliśmy już wiele fragmentów mówiących, że to Bóg wzbudza potomstwo i obdarza życiem, otwiera i zamyka łona.
Skąd wiesz, że Bóg da Ci kiedykolwiek dzieci? Wielu ludzi zakłada, że będzie miało wiele dzieci, stąd stosują antykoncepcję na samym początku pożycia małżeńskiego. Później jednak, kiedy chcą mieć dzieci, okazuje się, że nie mogą ich mieć.
Zgodnie z badaniami – im później kobieta decyduje się na zajście w ciążę, tym większe jest ryzyko, że ta próba skończy się niepowodzeniem.
Wolfganag Lutz, socjolog z Austriackiej Akademii Nauk mówi, że „edukacja i większe szanse awansu zawodowego kobiet sprawiły, że odkładają one macierzyństwo o kilka, a nawet o kilkanaście lat. Dwie trzecie stwierdza potem, że w ogóle nie warto mieć dzieci, albo nie mogą ich już mieć.”
Jeśli dwoje ludzi nie jest gotowych by mieć dzieci w pierwszych trzech latach małżeństwa, może wówczas powinni jeszcze trochę poczekać z zaślubinami, skoro nie są emocjonalnie, mentalnie i materialnie przygotowani na przyjście potomstwa? Małżeństwo oznacza m.in. gotowość i otwartość na przyjęcie nowego życia.

Chcę wolności i chcę robić karierę.

W dzisiejszym społeczeństwie mamy do czynienia z zupełnie niebiblijnym podejściem do roli kobiet w rodzinie. Według powszechnej opinii kobieta sukcesu to kobieta wspinająca się po szczeblach kariery, tzw. buiznes-woman. „Możecie być dumne z tego, że nie macie dzieci. Nie jesteście niepełnowartościowe. Wręcz przeciwnie, wybierając bezdzietność, stawiacie na siłę, piękno i miłość” – głosi Yvonne Marie Vissing, profesor socjologii w Salem State College (USA). Niemal regułą jest, że im większy sukces zawodowy odnosi kobieta, tym ma mniejszą, w przeciwieństwie do mężczyzn – szansę i ochotę na założenie rodziny. Przykładowo: bezdzietna jest jedna trzecia kobiet których nazwiska znalazły się na liście stu najbogatszych kobiet Wielkiej Brytanii.
Biblia jednak wysławia gospodarną kobietę, która całe swoje serce i uwagę poświęca rodzinie - jest pomocą dla męża, troskliwą matką dla swoich dzieci i kształtuje „ducha domu rodzinnego”.
Jej chwała jako kobiety leży w macierzyństwie – 1 Tym 2:15.
Również Apostoł Paweł w 1 Tm 5:9-10 mówi o wdowach nad którymi zbór powinien roztaczać opiekę. Jedną z ich odpowiedzialności było wychowanie dzieci. Apostoł daje też zalecenie skierowane do młodych kobiet (wdów) – 1 Tm 5:14 – „Chcę tedy, żeby młodsze wychodziły za mąż, rodziły dzieci, zarządzały domem...”
List do Tytusa 2:4 zaś przypomina, „żeby mężatki miłowały swoich mężów i dzieci”, i jest to główne zadanie jakie Bóg nałożył na kobietę. Jakże niepopularne stało się to w dzisiejszym świecie. Werset 5 tego samego listu mówi o gospodarności kobiety (w domu) co jedynie przypomina, że centrum życia rodzinnego jest troska o własne gospodarstwo i domowników.
Ze świata (a nie z kościoła) powinniśmy spodziewać się argumentu mówiącego że pragnieniem kobiety jest kariera choćby kosztem bycia „ostoją i duchem rodzinnego domu”. Ale coś jest poważnie nie tak, jeśli tego typu słowa słyszymy od chrześcijan.

Duże rodziny są ciężarem

W 1 Mojż 24:60 czytamy o błogosławieństwie skierowanym do Rebeki przez jej bliskich: „Siostro nasza, rozmnóż się w niezliczone tysiące, a potomstwo twoje niech zdobędzie grody wrogów swoich.” Czy już się zarumieniliśmy, jeśli też kiedyś użyliśmy powyższego argumentu? Również Lea miała zupełnie inne podejście niż my dzisiaj. Wystarczy zauważyć jej wdzięczną odpowiedź na poczęcie czterech synów w 1 Mojż 29:32-35.
Ludzie Boży w Biblii chcieli mieć dzieci (zob. 5 Mojż 7:12-13, Ps 127:3-5, 128). Dlaczego więc my mielibyśmy ich nie chcieć?

Autor jest pastorem młodzieżowym I Zboru baptystycznego w Gdańsku

Zobacz też: Czy my także zabiliśmy swoje dziecko?



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/2003112118010558

No trackback comments for this entry.
Kontrola narodzin | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,697 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń