Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Nie w tę Wielkanoc, Mel

Nie widziałem filmu "Pasja Chrystusa" i nie zamierzam go obejrzeć. Dlaczego? Niektórzy z moich chrześcijańskich przyjaciół oznajmiają mi, że podczas tegorocznej Wielkanocy, poprzez obejrzenie filmu Mela Gibsona, zamierzają na nowo przeżyć zmartwychwstanie Chrystusa. Wszyscy oni wydają się być zaszokowani, że ja nie widziałem jeszcze tego filmu. Ja - syn wielkiego fundamentalistycznego kaznodziei Francisa Schaeffera, który, chociaż umarł w 1984 roku, nadal jest guru dla milionów ewangelicznych chrześcijan - nie widziałem "Pasji Chrystusa". 

W swojej twórczości pisarskiej zajmuję się problematyką religijną. Pisałem także o religii w swojej na wpół biograficzne powieści. Ta sama tematyka obejmuje moje wykłady, podczas których kilka razy na rok opowiadam o mojej konwersji z protestantyzmu na prawosławie. Przy wielu różnych okazjach moi chrześcijańscy, żydowscy i niereligijni przyjaciele pytają mnie co myślę na temat filmu "Pasja" Mela Gibsona.
Moja odpowiedź często ich zaskakuję, gdy mówię: - mogę wszystko oglądać na ekranie, ale nie zamierzam widzieć celuloidowego Jezusa.
 
Nie widziałem na oczy filmu o Chrystusie nakręconego przez Pasoliniego. Nie wybrałem się nawet na projekcję filmów o tematyce staro- lub nowotestamentowej, jak np. "Szata". A w sumie lubię kino i rocznie oglądam na dużym ekranie około 30-40 filmów rocznie. Udało mi się nawet na przełomie lat 80 i 90-tych samemu wyreżyserować kilka filmów, które nie były jednak w szczególny sposób udane. To były dwa horrory, jedna komedia i jeden film przygodowy. Wszystkie z moich filmów oznaczone były literą "R" z uwagi na zawarte tam elementy przemocy. Generalnie bowiem nie mam żadnych obiekcji, aby w filmach nie było przemocy, seksu itd.
 
Ciekawy jestem, czy istnieją jakieś wierzące osoby, które odczuwają podobnie jak ja, brak jakiejkolwiek potrzeby, aby przysłonić moje duchowe wyobrażenia jakimiś wizualnymi obrazami. Może niektórzy lepiej zrozumieją moje powody, jeśli wyrażę to w ten sposób: wyobraźmy sobie, że istnieje jakaś fascynująca książka, która została zekranizowana jako film. Jeżeli książka ta jest właśnie tą, którą pokochaliśmy i która "żyje w nas" poprzez jej wielokrotne czytanie raczej nie pragniemy oglądać jej filmową wersję, choćby nie wiem jak dobrze zrobioną, obawiając się, że może to wpłynąć na nasze własne obrazy i wyobrażenia, które powstały w nas po przeczytaniu samej książki. I teraz, mnożąc ten przykład przez sto, mamy prawdziwy powód dlaczego nie chcę obejrzeć filmu Gibsona. Są tam po prostu pewne rzeczy, których nie chcę zwyczajnie mieszać.
 
Dla mnie, jako osoby wierzącej, istnieją pewne rzeczy, które są sacrum. Muzułmanie pojmują to w ten sposób, że zabraniają na przykład czynić wizerunki i obrazy Mahometa czy Allacha. Podobnie traktują te sprawy Żydzi. Tradycja prawosławna, z którą utożsamiam się przez ostatnie piętnaście lat., również nakłada ścisłe reguły na wyrażanie sacrum. Prawosławne ikony nie są więc formą "sztuki", lecz częścią życia liturgicznego Kościoła. Nie można ich traktować w sposób indywidualny tak samo, jak nie czynimy tego w stosunku do modlitwy Pańskiej. To jest powód dlaczego bizantyjskie ikony prawosławne posiadają tak niepowtarzalną i niezmienną stylistykę: określaną często, jako "nierealistyczną"  i nieziemską. Ikony są więc obiektami sacrum, przedstawiającymi motywy ze sfery sacrum, które nie mogą być blisko ziemskiej rzeczywistości, czy nawet muszą być jej jak najdalej. Dlatego też chrześcijaństwo prawosławne niekoniecznie potrafi uznać rozwój religijnego malarstwa artystycznego w okresie renesansu jako rozwój duchowy. Sztuka artystyczna nie jest bowiem częścią sakramentalnej tradycji sacrum. Może więc ktoś potrafiłby wytłumaczyć to Melowi Gibsonowi, który wybrał - raczej dość groteskowo - coś, co jest podobne do prawosławnej ikony, jako logo jego wytwórni filmowej.
 
Lekcje od mojej mamy
 
Moja fundamentalistyczno-protestancka matka nie zgadza z moją prawosławną teologią. Jednak to ona używała pewnego szacownego wyrażenia, nazywajac niektóre rzeczy "rzeczami Pańskimi". Oznaczało to - według mojego przekonania - że pewne rzeczy są nieogarnione. Moja mama była zawsze bardzo niezadowolona, jeśli ktoś używał imienia Pańskiego na próżno, opowiadając jakieś dowcipy lub w powiązaniu nawet z seksualnymi epitetami. Podobnie nie lubiła ona powieści o Jezusie. Wolała raczej czytać opowieści dla dzieci, jak na przykład "O czym szumią wierzby" lub "Kubusia Puchatka", ale nigdy nie wzięła niczego do ręki, co nazywała "tymi okropnymi chrześcijańskimi książkami". Dla niej sacrum znaczyło po prostu sacrum. Nieważne w tym było, czy dana pozycja była uznana jako dzieło artystyczne, edukacyjne, czy nawet wysoce inspirujące dla wzrostu duchowego.
 
Sporo pozostało we mnie z ewangelicznej wiary mojego dzieciństwa, w której istnieje wiele mistycznych wyrażeń chrześcijaństwa. Istnieją one w moich satyrycznych powieściach, w których zawarte są pewne poszczególne radykalne elementy protestanckiego fundamentalizmu. Jednak dla mojej matki istnieje nadal sacrum w tym staroświeckim sensie religii.
 
Osoba, którą spotykam podczas mojej modlitwy nie jest obiektem do negocjacji lub interpretacji dokonanej przez reżysera filmowego. Pragnę Jezusa takiego, jaki On chce sam mi się objawić w mojej modlitwie. Nie takiego, jakiego akurat chce widzieć Mel Gibson w swoim filmie. To nie jest komentarz do jego filmu tak długo, jak nie ujrzę żadnego innego filmu o Chrystusie. Jestem jednak zaskoczony, że tak wiele osób, które twierdzą, że są wyznawcami Jezusa dopuszcza, aby jakiś film zderzył się z ich najgłębszym miejscem sacrum, które my chrześcijanie nazywamy duszą.
Jeśli chodzi o mnie, dzielę jednak z moją matką przekonanie o staroświeckim sensie sacrum. Podczas tegorocznej Wielkanocy zamierzam więc pójść do kościoła, a nie do kina, aby obejrzeć film.

Tłumaczenie Robert Opala

Oryginał artykułu ukazał się w magazynie Christianity Today. Tłumaczenie i publikacja zostały dokonane za zgodą Wydawcy. Przedruk polskiej wersji niniejszego artykułu może nastąpić tylko za zgodą Wydawcy oraz Autora tłumaczenia.

Zobacz też inne wiadomości i artykuły na temat filmu "Pasja"



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20040409014212707

No trackback comments for this entry.
Nie w tę Wielkanoc, Mel | 5 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Nie w tę Wielkanoc, Mel
dawid1976 sob, 10 kwi 2004, 16:51:34
Dobrze dla Ciebie Frank!

To sie nazywa prawo wyboru,
a film Pasja wpada pod prawo ekspresjii,
ostatni raz jak nakrecono film o Jezusie z okregow slynnch, nazwano go "Jesus Christ Superstar",
film gwalcujacy w okrutny sposob ewnagelie, a ludzie klaskali!
Teraz Mel nakrecil swoja wersje ktora mi osobiscie sie o wiele lepiej podoba.
Lecz rozumniem ze masz inne zdanie Frank, nie musisz popierac tego filmu,
podobno jak ja nie popieram teologii Twojego Ojca, mimo ze sam jestem ewangelikiem :-)
 
Nie w tę Wielkanoc, Mel
Sophie wto, 13 kwi 2004, 11:20:31
Cóż, cieszę się, że nie tylko ja jestem takim dziwadlem, który opieral się pójść na Pasję z tego samego powodu co Frank Schaeffer. Cieszę się tym bardziej, że czytalam książki autora, a szczególnie jestem mu wdzięczna za Portofino.
Uwaga do Daniela. Ojciec Franka byl ewangelikalnym fundamentalistą, ale sam Frank nie podziela religijnych pogladów ojca, bo przeszedl na prawoslawie. A jeśli ktoś przeczyta osnute na wątkach autobiograficznych Portofino to powinien zastanowić się czy wtlaczanie na silę swoim dzieciom swoich przekonań ma jakikolwiek sens. To cud, że Frank zostal przy chrześcijaństwie a nie zostal wojującym ateistą. Zresztą, jeśli o mnie chodzi wybral najlepszą odmianę chrześcijaństwa jaką mógl:)
 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,668 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń