Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Historia bioetyki

Pierwszym zadaniem każdej dyscypliny naukowej jest wpisanie jej w epistemologię. Każda dyscypilna wiedzy powinna umieć zdefiniować samą siebie. Dzisiaj mamy do czynienia z dziwną sytuacją, kiedy każdą próbę zdefiniowania lub określenia czegokolwiek, określa się mianem "dogmatyzmu" lub "zatwardziałości" naukowej. Z drugiej jednak strony, współczesny pragmatyzm kulturowy, który na pozycji uprzywilejowanej stawia "działanie" nad "istnieniem", coraz częściej zaczyna poszukiwać swoich właściwych granic.

BIOS - życie; ETHOS - etyka, moralność

Spróbujmy podać podstawową definicję bioetyki, wypracowaną przez W. Reicha w 1971 w "Encyclopedia of Bioethics": "Bioetyka jest systematycznym studium zachowania się człowieka wobec życia i troski o zdrowie. Studium to prowadzone jest w świetle wartości i pryncypiów moralnych" [1].

Na pewno definicja to posiada swoją wartość historyczną. Łatwo możemy wyróżnić "przedmiot materialny" i "przedmiot formalny" w tej definicji nauki zwanej bioetyką. Przedmiotem materialnym w świetle tej definicji jest "życie" i "troska o zdrowie". Przedmiotem formalnym jest zaś specyficzna perspektywa deontologiczno-wartościująca w odniesieniu do studium zachowania ludzkiego wobec życia i troski o zdrowie.

W ujęciu E. Sgrecci, bioetyka jest "częścią filozofii moralnej, która określa godziwość lub brak godziwości podejmowanych interwencji na życiu ludzkim, a szczególnie w odniesieniu do interwencji związanych z praktyką i rozwojem nauk medycznych oraz biologicznych" [2].

W tej definicji uwypuklony zostaje fakt, że u podstaw bioetyki nie mogą nie leżeć odniesienia do etyki ogólnej. Te odniesienia związane z etyką ogólną, muszą prowadzić w końcu do ostatecznej analizy opartej na filozofii moralnej. Bio-etyka, to nauka, która nie ogranicza się jedynie do medycyny i biologii. Refleksja bioetyczna musi uwzględniać odniesienia do problematyki społeczje i duchowej człowieka, ze szczególnym położeniem nacisku na tak zwaną "jakość życia". Kryterium godziwości danej interwencji medycznej opiera się na "ontologicznie osadzonym personalizmie". Prawda o tym kim jest człowiek jest podstawą moralnej oceny technik biomedycznych.

Według C. Viafory bioetyka jest "etyką stosowaną w nowej problematyce, która rozwija się w odniesieniu do granic życia" [3]. Definicja ta zdaje się kłaść nacisk na to co "nowe" o ile to "nowe" może w jakiś sposób zagrażać tożsamości i integralności psychofizycznej człowieka. Bioetyka w takim ujęciu jawi się jako nauka "o granicach", "o peryferiach". Dobro człowieka musi leżeć u podstaw pewnego bogactwa działania, wolności działania, włącznie z prawem do przekraczania pewnych granic. Definicja ta nie pozostaje do końca jasną.

Według U. Scarpellego bioetyka jest "etyką, która w sposób szczególny odnosi się do przejawów życia organicznego ciała, do procesów rozrodczych, rozwojowych, dorastania i starzenia się. Jest etyką odnoszącą się do zdrowia, choroby i śmierci" [4]. Ta ostatnia definicja jest raczej opisem analitycznym problematyki którą się zajmuje bioetyka. Opis ten jest o tyle niedoskonały, o ile wyklucza z pola swojej działalności niektóre zagadnienia, jak na przykład życie psychiczne człowieka czy też wykorzystanie surowców naturalnych.

Według F. Bellino, bioetyka jest "etyką stosowaną w odniesieniu do bio-królestwa" [5], zaś S. Leone określa bioetykę jako "dział etyki, który zajmuje się problematyką związaną z życiem fizycznym a szczególnie implikacjami etycznymi nauk biomedycznych" [6]. Definicja Leone ukazuje pewną autonomię bioetyki i zarazem peewną zależność w odniesieniu do etyki ogólnej, z której wywodzą się następnie zagadnienia szczegółowe bioetyki, nabywając zarazem swoją własną metodologię.

Według mnie, bioetykę należy odnieść również do teologii moralnej. Człowiek który podejmuje się określonego działania pyta nie tylko o samą godziwość tegoż działania, ale również o sens tej godziwości. W tym miejscu należy przywołać encyklikę Veritatis splendor, gdzie Jan Paweł II wyjaśnia sens pytania moralnego: "młodzieniec pyta nie tyle o to, jakich zasad należy przestrzegać, ale jak osiągnąć pełny sens życia. To dążenie bowiem stanowi rzeczywiste podłoże każdej ludzkiej decyzji i działania, to ukryte poszukiwanie i wewnętrzny impuls porusza ludzką wolność. Pytanie młodzieńca odwołuje się do Dobra absolutnego, które nas pociąga i wzywa, jest echem Bożego powołania, źródła i celu życia człowieka" (nr 6).

Bioetykę wobec powyższego, nazywając ją bioetyką teologiczną definiuję w sposób następujący: Bioetyka jest częścią etyki szczegółowej lub teologii moralnej szczegółowej, która swoją refleksję etyczno-teologicznomoralną uprawianą w świetle Objawienia oraz wynikających z niego powszechnych norm moralnych (prawo naturalne, godność osoby ludzkiej) odnosi do zagadnień związanych z granicznymi mometami życia ludzkiego (poczęcie, narodziny, choroba, smierć) oraz do zachowania człowieka wobec królestwa istot żyjących.

Przedmiotem bioetyki są trzy grupy zagadnień:

1. Problemy wynikające z tradycyjnej etyki medycznej, jednak rozwiązywane w świetlej innej metodologii. Do tych kwestii należą: aborcja, eutanazja, antykoncepcja, sterylizacja.
2. Druga grupa problemów wynika z rozwoju nowych technologii biomedycznych: zapłodnienie "in vitro", manipulacje kodem genetycznym, diagnoza prenatalna, transplantacje organów, diagnoza śmierci.
3. Trzecia grupa zagadnień wynikająca z doniosłości faktu, że zdrowie i samo życie zależą od różnych czynników, które nie należą do czynników medycznych: odżywianie, higiena, warunki pracy, sposoby zachowania, polityka zdrowotna. W tej grupie bioetyka będzie się interesowała bezpośrednio" narkomanią, alkoholizmem, AIDS, ochroną środowiska naturalnego.

NARODZINY BIOETYKI
Okres starożytnej etyki medycznej

Jednym z najstarszych dokumentów dotyczących zagadnień związanych z etyką medyczną jest pochodzący z roku 1750 przed Chr. Kodeks Hammurabiego. Można w nim znaleźć zagadnienia dotyczące relacji jakie powinny zachodzić pomiędzy lekarzem a pacjentem, oraz problem wynagrodzenia lekarza za kurację [7].

Mianem "wielkiej karty etyki medycznej" można określić Przysięgę Hipokratesa (370 r. przed Chr.), która stała się podstawą deontologii medycznej nie tylko w starożytności, ale również w czasch współczesnych. Przysięga Hipokratesa nakładała na lekarzy oraz adeptów sztuki lekarskiej obowiązek traktowania sztuki medycznej jako "sztuki świętej". Bogowie zostają przywołani w inwokacji Przysięgi nie tylko w celu pomocy, ale również w celu poświadczenia "świętości" zawodu lekarza, który nie może być traktowany jako profesja "jedna z wielu" [8].

Nauczanie medycyny obejmowało nie tylko sam sposób kuracji poszczególnych chorób, ale wiązało się również z przyjęciem określonego stylu życia przez przyszłego lekarza. Lekarz-nauczyciel musiał dawać dobry przykład swoim uczniom w życiu codziennym. Adepci medycyny byli zobowiązani do prowadzenia życia wspólnego wraz z ich mistrzem. Dlatego medycyna była traktowana jako powołanie, z którym wiązał się wybór określonego stylu życia. Nie można zapominać również, że uczniowie byli winni cześć i wdzięczność swojemu nauczycielowi [9]. Lekarze oraz adepci sztuki medycznej tworzyli braterstwo medyczne, w którym stosunki między mistrzem i uczniami posiadały charakter religijny. W tym też kontekście sama wiedza medyczna miała charakter "prywatny", "rodzinny", a dopiero w sposób pośredni - "społeczny" lub "polityczny". Z tego fundamentu religijnego braterstwa medycznego wynikał obowiązek przekazywania wiedzy lekarskiej [10].

Obowiązek terapii (therapeia) zawarty w Przysiędze odnosił się do dyscypliny życia (dieta), środków leczniczych (zakaz podawania specyfików mogących spowodować śmierć chorego lub dziecka poczętego w łonie matki), chirurgii (zakaz operowania chorych na kamicę nerkową), odwiedziny domowe chorych oraz zachowanie tajemnicy zawodowej. Obowiązek terapii był zarazem zobowiązaniem moralnym. Lekarz miał obowiązek nie tylko leczyć chorego od strony medycznej (diaita). Do jego obowiązków należało poszukiwanie sprawiedliwości moralnej (dike), która objawiała się poprzez unikanie rzeczy złych i niesprawiedliwych. Dlatego od lekarza wymagana była świętość życia (hosia) a przez to szacunek wobec każdego życia ludzkiego. Ten szacunek wobec życia ludzkiego zakazywał przypisywania środków trujących (pharmakon) oraz sugerowanie kobiecie użycia środków aborcyjnych. Zasada "primum non nocere" obowiązywała lekarza podczas wizyty domowej. Szczególnie odnosiło się to do nie wchodzenia w intymne relacje z pacjentami - ludźmi wolnymi jak i niewolnikami, kobietami i mężczyznami [11].

Przysięga Hipokratesa posiada więc charakter paternalizmu medycznego. Lekarz jest tym, który może wpływać również na życie moralne chorego. Chory ma obowiązek bycia posłusznym wobec lekarza, co więcej, powinien traktować go jak boga [12].

W I wieku przed Chrystusem Scribonius Largus pisze, że lekarz musi być plenus misericordiae et humanitatis. Dlatego, zgodnie z Przysięgą Hipokratesa, nie wolno mu przypisywać szkodliwych substancji; ten zakaz dityczy również wrogów. Lekarz ma obowiązek pomóc wszystkim, którzy zwracają się do niego o pomoc, bez względu na stan posiadania. Medycyna jest sztuką leczenia, a nie zabijania. Jeśli medycyna nie odda się całkowicie służbie chorym, bez względu na okoliczności, to wówczas zdradzi ideę miłosierdzia, do której jest wezwana z natury rzeczy. Medicus gratiosus - figura lekarza haryzmatycznego i modelu medycyny paternalistycznej o charakterze charyzmatycznym [13].

Czasy nowożytne

Jako prekursorów współczernej bioetyki można uważać opata Francesco Cangiamila oraz Thomasa Percivala. Ten pierwszy w roku 1745, w Palermo (Sycylia), opublikował traktat zatytułowany Embriologia Sacra (Święta embriologia), w którym dziedzinę ściśle biologiczną jaką jest embriologia, starał się wyłożyć na sposób teologiczny, traktując ją jako "pod-rodzaj" teologii. Ten sposób wyjaśniania zagadnień embriologicznych wiązał się z określonymi implikacjami moralno-duszpasterskimi, które można dzisiaj określić jako początki epistemologiczne bioetyki. Godnym podkreślenia jest fakt, że Cangiamila dowodził początków życia indywidualnego od momentu poczęcia. W ten sposób zerwał z całą tradycją arystotelesowsko-tomistyczną, która początek zaistnienia osoby przesuwała w czasie, na przykład na moment implantacji embrionu w macicy. Sycylijski opat swoją refleksję teologiczno-filozoficzną odnośnie do statusu embrionu ludzkiego połączył z danymi, które dostarczyły mu prowadzone obserwacje plemników pod mikroskopem [14].

Anglik Percival w roku 1803 opublikował Medical Ethics (Etyka medycyny), w którym to dziele podkreślał, że obowiązkiem lekarza jest przestrzeganie trzech fundamentalnych pryncypiów: honeste vivere, alterum non ledere, suum cuique tribuere. Te dwa ostatnie pryncypia stanowią odpowiednik dwóch pryncypiów współczesnej bioetyki: nie szkodzenia oraz sprawiedliwości. Suum cuique tribuere zawiera w sobie również zasadę dobra pacjenta.

Percival pomija jednak milczeniem pryncypium autonomii pacjenta. W innej swojej książce, zatytułowanej A Socratic Discourse on Truth [Sokratejska dyskusja o prawdzie] skłania się ku modelowi hipokratesowskiej medycyny paternalistycznej i odrzuca absolutyzm "autonomizmu" pacjenta. Proponuje jednak "elastyczną linię" w poszukiwaniu dobra pacjenta. Mamy więc w tym przypadku do czynienia z teleologią, czyli celowością postępowania lekarza wobec pacjenta. Jego paternalizm wobec pacjenta nie jest jednak tym samym paternalizmem z jakim możemy spotkać się w starożytności. Pacjent nie jest "dzieckiem", z którym można czynić co się podoba, jeśli celem postępowania jest dobro pacjenta. Percival sprzeciwia się również "autonomizmowi dorosłego", według którego chory będąc istnieniem dorosłym i świadomym, zawsze powinien znać prawdę. Anglik proponuje model "paternalizmu młodzieńczego". Oznacza to, że w przypadku choroby śmiertelnej prawdę powinna znać rodzina lub przyjaciele. I to ich zadaniem będzie przygotowanie chorego na przyjęcie prawdy o sobie lub też bezpośrednie poinformowanie pacjenta o jego faktycznym stanie zdrowia. Percival, jak można było zauważyć, zajmował się więc problematyką relacji lekarz-pacjent (model medycyny paternalistycznej obok modelu medycyny autonomicznej) [15].

Okresem szczególnego rozwoju refleksji wokół zagadnień moralnych medycyny był okres pierwszych lat powojennych. Proces w Norymbedrdze zbrodniarzy hitlerowskich ukazał światu nowe zagrożenia, które mogą się rodzić z medycyny, jeżeli takowa uprawiana jest w oderwaniu od podstawowych wartości moralnych. Nieludzkie eksperymenty na więźniach obozów koncentracyjnych (takie jak eutanazja, sterylizacja, testowanie nowych leków oraz nowych form leczenia chirurgicznego) uznane zostały za zbrodnie przeciwko życiu ludzkiemu. Koniecznym więc się stało, w trakcie procesu w Norymberdze, ustalenie granic etycznych zachowania lekarza, poza które lekarzowi wyjść nie można [16].

W tym też kontekście Organizacja Narodów Zjednoczonych w roku 1948 ogłosiła Powszechną Deklarację Praw Człowieka. W roku 1949 w Genewie uchwalono Kodeks Etyki Medycznej, znany szerzej jako "Przysięga genewska", w którym to, analogicznie do przysięgi Hipokratesa, zobowiązywano się do poszanowania życia ludzkiego od momentu poczęcia.  Rok 1950 przyniósł ze sobą uchwalenie w Rzymie Konwencji ochrony  praw człowieka i wolności podstawowych [17].

Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o wkładzie Magisterium Kościoła do prehistorii bioetyki. Papież Pius XII niejednokrotnie zabierał głos w sprawie sztucznych zapłodnień czy też moralnych aspektów łagodzenia bólu. Odnośnie do sztucznych zapłodnień ustosunkował się w swoim przemówieniu podczas IV Międzynarodowego Kongresu Lekarzy Katolickich w roku 1949. Sztuczne zapłodnienia wewnątrz małżeństwa jak i z użyciem dawców gamet uznał za niemoralne. Dopuszczał jednak podjęcie różnego rodzaju technik medycznych, które umożliwiłyby dopełnienie aktu małżeńskiego, czyli poczęcie nowego istnienia ludzkiego. Sama jednak technika medyczna nie mogła zastępować aktu seksualnego małżonków, ani nie mogło się to dokonywać poza małżeństwem. Tę naukę powtórzył jeszcze podczas Kongresu Unii Położnych Katolickich w roku 1951 oraz w roku 1956 w czasie II Światowego Kongresu Płodności i Bezpłodności [18].

Pius XII w roku 1957 na pytanie postawione przez Società Italiana di Anestesiologia [Włoskie Stowarzyszenie Anastezjologów] odnośnie do łagodzenia cierpień oraz ewentulanego skrócenia życia na skutek zastosowania środków anastezjologicznych, zawarł swoją odpowiedź w Tre quesiti religiosi e morali concernenti l'anestesia [Trzy wyjaśnienia religijne i moralne odnośnie do anastezji]. Papież dopuścił używanie środków łagodzących ból chorego w przypadku nieuleczalnej choroby (np. rak), nawet jeśli prowadziłoby to w sposób pośredni do śmierci. Jednak przestrzegł, żeby tego rodzaju praktyka nie przerodziła się w eutanazję. W przypadku gdyby jednak chory z motywów religijnych, będąc w pełni świadomym, odmówił przyjęcia środków łagodzących ból, wówczas lekarz nie ma prawa zmuszać do przyjęcia tego rodzaju specyfików. Podobnie też lekarz nie ma prawa odmówić środków łagodzących ból, jeśli prosi o nie osoba chora i cierpiąca [19].

Van Rensselaer Potter

Po raz pierwszy słowa "bioetyka" użył Van Rensselaer Potter w roku 1970, w artykule zatytułowanym Bioethics: The Science of Survival [Bioetyka: nauka przeżycia]. Tematyka wówczas poruszona została pogłębiona przez tegoż samego autora w książce z roku 1971 Bioethics: Bridge to the Future [Bioetyka: most ku przyszłości]. Potter przedstawił swoją wizję bioetyki jako nowej dziedziny wiedzy składającej się z trzech fundamentalnych elementów: interdyscyplinarność, spojrzenie w przyszłość i globalizm [20].

Bioetyka jako nowa dziedzina wiedzy ma stanowić pomost pomiędzy różnymi naukami (interdyscyplinarność). Ten "pomost" naukowy ma również zajmować się przyszłością, a nie tylko teraźniejszością. Zadaniem bioetyki ma być nie tylko ocena moralna tego co się dzieje dzisiaj, ale również ma oceniać to, co się może wydarzyć w przyszłości, na skutek dalszego rozwoju technologii biomedycznych (spojrzenie w przyszłość). Bioetyka w końcu ma stanowić syntezę, czyli nie może ograniczać się jedynie do problemów życia i zdrowia ludzkiego jednej społeczności. Jej zadaniem jest refleksja nad wszystkimi aspektami rzeczywistości w jakich cała ludzkość się znajduje. Chodzi więc o relacje pomiędzy człowiekiem a środowiskiem; życiem przyszłych pokoleń a teraźniejszością; jakość życia obecna i przewidywana na skutek dalszego postępu różnych technik biomedycznych (globalizm).

Zdaniem Pottera, biologia może w owocny sposób odnosić się do nauk humanistycznych, które konieczne są w jakościowej obecności człowieka w historii. Dążenie do eliminacji ewolucji negatywnej (wpływy myśli Freuda i Darwina na Leopolda, na którego Potter się powołuje) oraz promocja jakości życia wymaga "nowego" zachowania, "nowych" zobowiązań, "nowych" norm i praw. To wszystko ma zaś prowadzić ku "nowej" moralności odnoszącej się do przyszłości generatywnej. Dlatego też Potter pojmował bioetykę jako "most" pomiędzy różnymi dziedzinami wiedzy. "Most" ten był konieczny w celu uniknięcią "bomby biologicznej" w obliczu której znalazł się człowiek dzięki rozwojowi biomedycyny. Ta "bomba biologiczna" mogła okazać się szkodliwa dla przyszłości człowieka i dlatego należało ją osłabić poprzez bioetykę. Stąd bioetyka w ujęciu Pottera, to nie tylko "most", ale również "sztuka przeżycia". Promując ideę jakości życia, należy wychodzić poza "naukę" i zwracać się ku filozofii, ku biologicznej znajomości wartości humanistycznych. Nauka przeżycia jest więc dla Pottera jakościową obecnością człowieka w historii [21].

Pierwsze ośrodki bioetyki w Stanach Zjednoczonych

Jeszcze przed rokiem 1970 prowadzone były wykłady w sposób systematyczny na temat etyki biologii oraz nauk o zdrowiu. Tego typu wykłady prowadzono na wydziałach medycyny i pielęgniarstwa uniwersytetów katolickich w Stanach Zjednoczonych. W Europie etyki biologii oraz medycyny nauczano na uniwersytetach papieskich w ramach tak zwanej "medycyny pastoralnej". Pierwszym uniwersytetem państwowym, gdzie wprowadzono zajęcia z etyki medycyny był Pensylvania State University, na którym utworzono departament nauk humanistycznych dla medycyny (rok 1967) [22].

Pierwszym miejscem, w którym zaczęto uprawiać bioetykę jako bioetykę na sposób akademicki było Hastings Center, zwane inaczej Institute of Society, Ethics and the Life Sciences w Nowym Jorku (rok 1969).

Zanim doszło do utworzenia Hastings Center,pod koniec lat 60-tych XX wieku coraz częściej pod obrady Kongresu USA trafiały zagadnienia związane z nadużyciami eksperymentów medycznych, diagnozą prenatalną i określeniem momentu śmierci. W roku 1967 powołano, w celu rozwiązywania tego rodzaju problemów, National Institute of Health. Zadaniem tej instytucji było sprawowanie kontroli nad eksperymentami przeprowadzanymi na ludziach. Zasługą National Institute of Health było opublikowanie Index Medicus, w którym dokonano skatalogowania zagadnień etycznych związanych z wykonywaniem zawodu lekarskiego. Z czasem ośrodek ten przekształcił się w Kennedy Foundation. Fundacja ta zorganizowała "Międzynarodową Konferencję na temat Aborcji" w Washington DC, która przyczyniła się do większego zainteresowania problematyką związaną z bioetyką [23]

Równocześnie do National Institute of Health, w roku 1967 Andre Hellegers, wykładowca fizjologii embrionalnej w John Hopkins University w Baltimore, zakłada Kennedy Institute of Ethics przy jezuickim uniwersytecie Georgetown w Washington DC.  Przy Georgetown University istniał już od roku 1962 Center for Population Research, w którym zajmowano się badaniami nad etyczno-medycznymi aspektami polepszania warunków rozwojowych embrionów ludzkich (szczególnym obszarem zainteresowań były choroby umysłowe ujawniające się w późniejszym życiu dziecka) [24].

W roku 1970 P. Ramsey (teolog protestancki) - współpracownik A. Hellegersa w Center for Population Research - publikuje Patient as Person [Pacjent jako osoba] i Fabricated Man [Człowiek skonstruowany]. Obydwie te książki nawiązują do wizji bioetyki przedstawionej kilka miesięcy wcześniej przez Pottera. W takim kontekście dochodzi do powstania w roku 1971 The Joseph and Rose Kennedy Institute for the Study of Human Reproduction and Bioethics, którego celem stało się rozwijanie bioetyki jako dyscypliny wiedzy. Zasługą tegoż isntytutu było wydanie pierwszej ensyklopedii bioetyki - Encyclopedia of Bioethics. Od roku 1971 Hastings Cenetr zaczęło wydawać Hastings Center Report, czasopismo, które stało się według Reicha "pismem-kluczem dla bioetyki"; w roku 1979 pojawiło się zaś kolejne - A Review of Human Subjects Research [25]

Pierwsze ośrodki bioetyki w Europie

Po raz pierwszy termin "bioetyka" w Europie zoastał użyty przez ks. J. Boné S.J. (jezuita) na łamach Revue Thèologique de Louvain (Centre d'Etudes Bioéthiques, Katolicki Uniwersytet Louvain - Belgia). W roku 1975 w Hiszpanii na Fakultecie Teologicznym w Barcelonie powstaje pierwszy ośrodek bioetyki europejskiej - Instituto Borja de Biética (założyciele: ks. Mannuel Cuyas S.J. i Francesc Abel). W tym ośrodku zaczęto wydawać Horizon de Bioética.

Po Barcelonie, kolejnym ośrodkiem bioetyki stał się Papieski Uniwersytet Gregoriański oraz Akademia św. Alfonsa Liguori (obie uczelnie w Rzymie), gdzie ks. Cuyans był wykładowcą deontologii medycznej. Ks. Cuyans nawiązywał do wizji bioetyki Pottera jako "mostu" pomiędzy naukami eksperymentalnymi a naukami humanistycznymi. Ujęcie to jednak było mniej "katastroficzne" niż u Pottera i poszukiwało większego dowartościowania biotechnologii, o ile nie łączyły się one z unicestwieniem człowieka (w sensie fizycznym jak i duchowym) oraz ekosystemu, w którym człowiek żyje.

W roku 1975 powstał w Londynie Institute of Medical Ethics, który stanowił przedłużenie działalności powstałego w roku 1962 London Medical Group. Institute of Medical Ethics zaczął wydawać Journal of Medical Ethics, które to czasopismo z czasem przekształciło się w Bulletin of Medical Ethics. Obok tej instytucji powstały dwa inne ośrodki bioetyki, w których rolę koordynującą sprawowali biskupi katoliccy w Wielkiej Brytanii - Joint Committee on Bioethical Issues oraz Roman Catholic Linacre Center [26].

Na terenie Włoch już od roku 1950, z inicjatywy ks. Agostino Gemelli, ukazywało się czasopismo Medicina e Morale, które w roku 1982 zostało przekształcone w kwartalnik poświęcony zagadnieniom bioetyki (otrzymało ono podtytuł "Rivista Trimestrale di Bioetica, Deontologia e Morale Medica"). Pierwszym ośrodkiem, w którym zaczęto uprawiać bioetykę na sposób akademicki stał się Wydział Medycyny i Chirurgii "Agostino Gemelli" Katolickiego Uniwersytetu "Sacro Cuore" (rok akademicki 1983/84).

Podczas Krajowego Kongresu Międzynarodowego Stowarzyszenia Filozofów, który miał miejsce w Rzymie, w dniach 22-23 marca 1985 podkreślono po raz kolejny konieczność refleksji medyczno-filozoficznej i uprawiania bioetyki na sposób akademicki. Dlatego 20 czerwca 1985 roku ks. prof. Elio Sgreccia (obecnie biskup, viceprzewodniczący Papieskiej Akademii Życia) powołał do istnienia Centro di Bioetica przy Katolickim Uniwersytecie "Sacro Cuore" na Wydziale Medycyny i Chirurgii "Agostino Gemelli".  Celem badań Centrum Bioetyki stało się weryfikowanie poprawności moralnej różnych technik biomedycznych w odniesieniu do wartości życia ludzkiego jako wartości fundamentalnej (która to wartość stanowi przedmiot nauczania Magisterium Kościoła).

  Na przestrzeni lat osiemdziesiątych zaczęły się rozwijać inne ośrodki bioetyki na terenie Włoch. Wspomnieć należy Centro per la Ricerca e la Formazione in Politica e in Etica: Politeia (Mediolan), Centro di Bioetica (Genua), Società Italiana di Bioetica dell'Università di Firenze (Florencja), Istituto Gramsci (Rzym), Scuola di Medicina e Scienze Umane (Mediolan; obecnie przemianowany na Università Vita e Salute “San Raffaele") [27].

Zadaniem bioetyki jest nie tylko ochrona człowieka przed różnymi biotechnologiami, które początkowo mogły wydawać się "kolejnym krokiem w rozwoju", ale również bycie mediatorem pomiędzy kulturą naukowo-techniczną a kulturą personalistyczną. Zadanie to jest o tyle ważne, o ile w rachubę wchodzi dobro człowieka, to znaczy jego życie oraz jego godność. Historia o tyle dostarczyć nam może wielu cennych wskazówek, o ile uświadomimy sobie fakt, że na przestrzeni dziejów ludzkości istniało już wiele różnych pomysłów na "poprawę" jakości życia człowieka. Często jednak te pomysły okazywały się kolejną iluzją, a wartości podstawowe, takie jak godność osoby ludzkiej i nienaruszalne prawo do życia, pozostawały czymś niezmiennym. Dlatego w obliczu nowych wyzwań, które niesie ze sobą biomedycyna, warto odnieść się do historii i uwzględnić jej głos.



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20040524230856672

No trackback comments for this entry.
Historia bioetyki | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Jeśli chodzi o higienę
reguly pią, 20 mar 2009, 13:06:40

Odnosnie higieny proponuje ciekawy art:

Agnieszka Krzemińska

17 marca 2009 Brat brud Rzymianie siedzieli godzinami w łaźni, św. Agnieszka nie kąpała się nigdy, a Król Słońce zmieniał co najwyżej koszule. Historia czystości to również dzieje stosunku człowieka do własnego ciała.  końca XIX w. standardy higieniczne zaczęła dyktować całemu światu purytańska Ameryka. To tam pojawiły się pierwsze dezodoranty, tampony, płyny do higieny intymnej, płukanki do ust, wybielacze zębów, tam wszedł w życie zwyczaj usuwania włosów spod pach, z nosów, nóg i pachwin. Ponieważ nie wszyscy Europejczycy z entuzjazmem podeszli do nowych zasad zza oceanu, Amerykanie uznali ich za brudasów. Jest to zresztą echo dawnych wieków, gdy o czystość bardziej od nich dbała reszta świata – muzułmanie, Żydzi, Japończycy, Hindusi, Chińczycy. Dla większości ludzi odświeżonych w łaźniach niemyci Europejczycy okrutnie śmierdzieli.

Woda na piedestale

Nie wiadomo, jak często mył się człowiek pierwotny. Męczyły go wszy i inne pasożyty, które razem z nim wywędrowały z Afryki, by zdobywać świat (wskazują na to badania DNA), ale można założyć, że w ciepłe dni z przyjemnością pluskał się w rzekach i jeziorach. Trochę więcej wiemy o cywilizacjach, które pozostawiły po sobie teksty i ślady materialne. Istnienie kanalizacji i łaźni w hinduskim protomieście Mochendżo-Daro (z połowy III tys. p.n.e.) świadczy o dużym znaczeniu higieny. Rytualne mycie było obowiązkowe w wielu religiach, gdyż brud obrażał boga. Puryfikacji poddawali się kapłani egipscy, żydzi, muzułmanie. Żydzi cali zanurzali się w wodzie, kapłani egipscy depilowali ciało. Zwykli Egipcjanie myli się w domach, podobnie jak wysportowani Grecy, którzy w ramach higieny nacierali ciała oliwą, by potem ją zeskrobać. Chociaż myto się regularnie (często motywem dekoracyjnym ceramiki greckiej jest kąpiąca się kurtyzana), to raczej robiono to w zaciszu domowym, jak Odys w „Odysei”. Dopiero Rzymianie wynieśli kąpiel na piedestał i zrobili z niej towarzyską atrakcję, propagując w całym Imperium kult czystości.
 

Typowa dla Greków indywidualna kąpiel w chłodnej wodzie przegrała z ciepłą i wspólną kąpielą rzymską, pisze we właśnie wydanej przez Bellonę książce „Historia brudu” Katherine Ashenburg. Dostępność wody i łaźnie stały się symbolem Rzymu. Pierwsze termy wyposażone w hypokaustum (system ogrzewania gorącym powietrzem, patrz POLITYKA 3) pojawiły się już w III w. p.n.e. w południowej Italii, jednak prawdziwe pałace kąpielowe zaczęli stawiać cesarze. W ogromnych salach, do których każdy miał codziennie dostęp (za darmo lub niewielką opłatą), można było nie tylko wypocić się, wykąpać w ciepłej i zimnej wodzie, poćwiczyć, poczytać, porozmawiać, ale skorzystać z usług masażysty lub prostytutki. Dla pozbawionych w domach wody biedaków wizyta w cesarskiej łaźni była luksusem. Co prawda decyzja o koedukacyjnej kąpieli była indywidualna, ale poeta rzymski Marcjalis (I w. n.e.) narzekał, gdy kobieta wchodziła do basenu w ubraniu. Wśród nagich ciał w łaźni przestawała mieć znaczenie pozycja społeczna, zachwycało piękne ciało niewolnika, a opasły brzuch bogacza był powodem do drwin. Kulturalny mieszkaniec Imperium robił wszystko, by być czystym. Z pewnością Konstantyn Wielki wprowadzając chrześcijaństwo jako religię państwową nie pomyślał, że rozpropaguje ona kult brudu.

Potępienie kąpieli

W ewangelii św. Łukasza Jezus wielokrotnie zarzuca faryzeuszom zbytnie dbanie o czystość zewnętrzną, a zaniedbywanie czystości duszy. Chrześcijanie ignorowali ciało, skupiając się na wnętrzu. Biskupi chrześcijańscy kąpiel zaczęli kojarzyć z pogańskim hedonizmem i grzechem, dlatego zalecali, by wizyty w łaźniach były szybkie i skupione na aspekcie higienicznym. Zmasowana krytyka kąpieli zaczęła się w III w. wraz z pojawieniem się ascetycznych pustelników. Żyjący na przełomie IV i V w. św. Hieronim twierdził, że ten, kogo chrzest oczyścił, nie musi się kąpać po raz drugi. Poza chrztem i rytualnym zamaczaniem palców w święconej wodzie przy wejściu do kościoła, jedynym kontaktem człowieka z wodą było mycie zwłok przed złożeniem do grobu.

Skrajni asceci mieszkający w eremach nie myli się nigdy. Odmawianie sobie kąpieli stanowiło formę pokuty, dlatego spowijający ich fetor dowodził czystości ich duszy. Brud hołubił św. Franciszek, nigdy nie umyła się św. Agnieszka, a św. Olimpia wchodziła do balii tylko wtedy, gdy zmusiła ją do tego choroba. Zwykli ludzie chodzili jednak nadal do łaźni, które w Europie Zachodniej funkcjonowały do V w., a w cesarstwie wschodnim jeszcze dłużej, stając się wzorem dla łaźni tureckich (hamam). Paradoksalnie po kilkuset latach ideę łaźni parowych z powrotem do europejskich miast sprowadzili krzyżowcy.

Muzułmanie z niesmakiem wspominali o tym, że chrześcijanie cuchną. Ci jednak nie odczuwali dyskomfortu, gdyż – jak mówił św. Bernard – tam, gdzie wszyscy śmierdzą, nie czuć nikogo. Nasz nos ma zdolności adaptacyjne i przyzwyczaja się do najgorszych smrodów, co w „Pachnidle” świetnie opisał Patrick Süskind. Ale nawet jeśli standardy higieniczne odbiegały od współczesnych, nie bano się jeszcze wody. Gdy ascetyczne uwielbienie brudu ok. XI w. straciło na popularności, umywalnie pojawiły się w klasztorach, a w miastach zachodniej Europy otwarto publiczne łaźnie wzorowane na hamamach (w Niemczech działały już wcześniej, w Rosji zaś znano banie). Oczywiście daleko im było do rozbuchanego przepychu term rzymskich, mimo to skromne, wyposażone w drewniane balie łaźnie średniowieczne stały się miejscem kąpieli oraz zmysłowych przyjemności. W 1292 r. w liczącym 70 tys. mieszkańców Paryżu działało 26 łaźni. Większość z nich było zamtuzami, ale to domy kąpielowe w Szwajcarii i Niemczech słynęły z nonszalancji w przestrzeganiu skromności, gdyż kobiety i mężczyźni kąpali się razem.

W domach również się myto, o czym wspomina chociażby „Księga dobrych manier” Johna Russela z 1430 r. (przez kilka wieków to podręczniki savoir-vivre’u dyktować będą standardy higieniczne). Czystość, przez którą rozumiano przede wszystkim mycie rąk, stała się wówczas wyznacznikiem dobrego wychowania. Francuski poemat „Powieść o Róży” czy „Dekameron” Boccaccia dowodzą, że brudne paznokcie, cuchnący oddech, dłubanie w nosie nie zachęcały dworskich kochanków do zbliżeń i umizgów. Ale kres radosnym kąpielom zadał nie Kościół, tylko dżuma, która w XIV i XV w. uśmierciła jedną trzecią mieszkańców Europy. W 1348 r. król Filip IV kazał paryskim uczonym zbadać przyczyny zarazy. Według nich jednym z najbardziej negatywnych czynników były gorące kąpiele – rozpulchniona skóra i otwarte pory łatwiej wchłaniały szkodliwe miazmaty. Stopniowo zaczęto zamykać łaźnie (przez co czarna śmierć zbierała jeszcze większe żniwo, gdyż pleniły się przenoszące ją pchły), a woda, zwłaszcza ciepła, stała się głównym wrogiem. W 1538 r. Erazm z Rotterdamu napisał z żalem, że „dżuma nauczyła nas obchodzić się bez łaźni”, był to początek najbrudniejszego w dziejach Europy okresu.

Na smród koszula

Od połowy XVI do połowy XVIII w. tryskająca z fontann w ogrodach rezydencji europejskich woda nie miała żadnego kontaktu ze skórą przechadzających się parkowymi alejkami ludzi. Wierzono, że warstwa brudu zapewnia zdrowie, chroniąc przed morowym powietrzem. Lekarze straszyli, że kąpiel może prowadzić do przeziębień, zapalenia płuc, a w konsekwencji do śmierci. W 1655 r. lekarz Teofrast Renaudot pisał – „wypełnia głowę waporami, jest wrogiem nerwów i wiązadeł, ten kto nigdy nie cierpiał na lumbago, pozna je po kąpieli”. Lęk przed wodą był tak wielki, że myto tylko te części ciała, które było widać – twarz i dłonie, resztę brudnego ciała skrzętnie ukrywano. W 1582 r. Jean Liebault w swym podręczniku o upiększaniu wśród zabiegów higienicznych wymienia jedynie płukanie ust i przecieranie twarzy ściereczką.

Do podstawowych wymogów ówczesnej higieny należała sucha toaleta polegająca na zmianie bielizny. Brak wody w domach był zasadą, a główną bolączką gospodyni była czysta pościel i koszula. Podróżujący po krajach muzułmańskich Europejczycy nie mogli nadziwić się potrzebie częstego mycia całego ciała tubylców, co tłumaczono sobie ich religią, dietą oraz klimatem. Arystokracja w owym czasie lepiła się z brudu tak samo jak chłopi. Henryk IV cuchnął nieznośnie, podobnie jak jego syn Ludwik XIII. Obficie pocił się również, uwielbiający wysiłek fizyczny, Ludwik XIV. Jedynym sposobem na oczyszczenie ciała władcy były częste zmiany koszuli i płukanie ust winem. Ponieważ Królowi Słońce zdarzało się dziennie przebierać nawet trzy razy, uchodził za pedanta. Śnieżnobiała koszula stała się symbolem czystości i świeżości, dlatego coraz bardziej wystawała spod ubrań. W malarstwie sceny kąpieli zastąpiły sznury wiszącej bielizny (zwłaszcza u Holendrów). W rzeczywistości strach przed wodą nie wszędzie był taki sam – podczas gdy w Hiszpanii, w której kąpiele kojarzyły się z Maurami i Żydami, brud był rodzajem chrześcijańskiego manifestu, w Niemczech łaźnie działały nadal – zamykano je tylko na czas zarazy. Polski kołtun, dokuczające szlachcie wszy i pchły nie były wówczas niczym wyjątkowym.

Higieniczny buduar

W XVIII w. powodzeniem zaczęły cieszyć się kuracje u wód. Pojawiła się moda na kąpiele w morzach, picie wody mineralnej oraz pobyty w kurortach Anglii (np. Bath), Francji czy na Śląsku, gdzie hydroterapię promował Vincenz Priessnitz (od jego nazwiska pochodzi nazwa prysznic). To właśnie uzdrowiska przyczyniły się do tego, że woda wróciła do łask, szczególnie zimna. Lodowate kąpiele, mające funkcje higieniczne i wychowawcze, polecane były przez angielskich lekarzy od połowy XVIII w. John Wesley, twórca Kościoła metodystycznego, twierdził, że mycie w zimnej wodzie było najlepszym sposobem na wychowanie bogobojnych obywateli.

Także do Francji dotarł odświeżający wiatr zmian. Ludwik XV kąpał się w specjalnym apartamencie kąpielowym, jego kochanka Madame de Pompadour w pałacyku Bellevue miała zaś specjalny buduar z ubikacją i bidetem. Po latach beztroskiego załatwiania potrzeb fizjologicznych gdzie popadnie, we Francji pojawiły się toalety. Rewolucja francuska przyczyniła się do zmiany typowego dla ancien régime’u zapachu przypudrowanego potu na dyskretny zapach mydła. Ale nawet jeśli w dziewiętnastowiecznym Paryżu w 1830 r. działało 78 domów łaziebnych, a wśród arystokratek francuskich ogromną popularnością cieszył się bidet, za większych czyściochów uchodzili Anglosasi. Według Byrona moda na higienę pojawiła się dzięki Napoleonowi (uwielbiał wielogodzinne ablucje) oraz fanatycznemu pedantowi angielskiemu, słynnemu dandysowi George’owi Brummellowi, który zaraził swą obsesją całą londyńską śmietankę towarzyską. Czystość powoli zaczęła być uważana za wyznacznik dobrego urodzenia, bieda zaczynała śmierdzieć.

Orędownikiem higieny był Charles Dickens, który w swoim domu miał jedną z pierwszych łazienek z bieżącą wodą, wanną oraz natryskiem. Pojawiła się nowa teoria mówiąca, że skóra powinna oddychać, a mycie pomaga w zachowaniu zdrowia i urody. Coraz wyraźniej odczuwalna była różnica między stanami – podczas gdy bogaci montowali w domach łazienki, biedota myła się rzadko albo wcale, twierdząc, że częste mycie skraca życie. Brak higieny sprawiał, iż dzielnice robotnicze nawiedzały kolejne epidemie duru, tyfusu i cholery. W połowie XIX w. pobudowano co prawda publiczne łaźnie i pralnie, ale okazało się, że biedota wcale nie ma ochoty na ablucje. Zaczął się czas propagandy higienicznej, w jego wyniku w 1910 r. pojawił się ogólnoeuropejski przepis nakazujący budowę łazienek we wszystkich internatach. Najbardziej programowo rozprawili się z brudem Amerykanie.

Zaraza na klamce

USA stały się liderem w dziedzinie czystości, którą najpierw łączono z bogobojnością, potem z amerykańskim stylem życia, pisze Ashenburg. Podciągnięcie rur do nowo budowanych miast było prostsze niż w starej Europie, a brak służby i ciekawość wszelkich technicznych nowinek sprawiły, że rewolucja higieniczna postępowała tam znacznie sprawniej. Popularność higienicznego stylu życia zawdzięczają Amerykanie również rozwijającemu się na potęgę przemysłowi kosmetycznemu i agresywnej reklamie środków czystości, natomiast łazienkę przy sypialni masowo budowanym hotelom, które wyznaczyły standardy mieszkaniowe. Wśród biedoty i wyzwolonych niewolników zaczęli działać aktywni higieniści, zapewniając, że brak czystości wyklucza awans społeczny, bogactwo i szczęście. Amerykańscy neofici czystości, biorąc przykład ze starożytnych Rzymian cywilizujących świat za pomocą łaźni, uznali higienę za podstawowy sposób asymilacji emigrantów. W latach 30. XX w. 90 proc. zbudowanych w Nowym Jorku mieszkań miało łazienki, które przestały być luksusem.

Wiek XX jest wiekiem niedocenianego przez stulecia mydła. Czystość stała się narodową religią Amerykanów, co w 1952 r. opisał w satyrycznym eseju „Rytuały cielesne Nacirema” antropolog Horace Miner. Według niego Nacirema (pisany wspak American) są przekonani, że ich ciało jest brzydkie i bez pielęgnacji ulega degradacji, mają „perwersyjną awersję do naturalnego wyglądu i naturalnych funkcji ciała”, dlatego każdy codziennie odprawia modły przed kapliczkami domowymi. Zamożność domostw liczy się liczbą owych rytualnych kaplic wyposażonych w szafkę z miksturami i mazidłami oraz wbudowaną w ścianę chrzcielnicę, w której Nacirema oddają się kilka razy dziennie ablucjom. Potrzeba czystości osiągnęła w Ameryce szczyt. Doszło do tego, że przy każdej epidemii wirusowej czy bakteryjnej pojawiają się tam najbardziej karkołomne pomysły na zachowanie higieny – spryskiwacze dezynfekujące klamki w publicznych toaletach, jednorazowe uchwyty do metra chroniące przed kontaktem z drążkiem czy okrycie na rączkę sklepowego wózka.

Nie przesadzajmy

W Polsce jeszcze w połowie XX w. tylko „uczone akuszerki” myły ręce do porodu, dziś położna odkaża je, wkłada jednorazowe rękawiczki, a na twarzy ma maskę. Niektórzy starają się przenieść standardy szpitalne do domu. Ze zwykłej troski o higienę wielu wpadło w obsesję. – Czasami przyczyną częstego mycia jest uczucie suchości skóry – mówi dermatolog dr Ewa Chlebus. – Osoby te myją dłonie po to, by je nawilżyć, tymczasem wysuszają je detergentami. W dodatku wiele mydeł zapachowych zawiera środki antybakteryjne, a nie wszyscy muszą za każdym myciem odkażać ręce. Wyjątkowo podstępne są płyny do higieny intymnej, one też wysuszają i uczulają wrażliwy naskórek. Wiedza o bakteriach i lęk przed drobnoustrojami oraz brudem doprowadził do myzofobii – fobii przed brudem. Niektórzy bojąc się zarażenia nie podają ręki, myją je dziesiątki razy lub biorą kilka pryszniców dziennie.

Mimo wszystkich trudów, jakie wkładamy w utrzymanie czystości, ciało nadal wymyka się spod kontroli, poci się, miesiączkuje, wymusza wizyty w ubikacji, co więcej, nadal zapada na różne choroby. W chaosie reklam, którymi zalewa nas przemysł kosmetyczno-mydelniczy, coraz wyraźniej słychać głosy zwolenników powrotu do natury. Nie tyle przekonują oni do rezygnacji z mycia ciała i zębów, ile podkreślają, że nadmierna higiena, likwidująca naturalną osłonę lipidową ciała, może przyczyniać się do różnych chorób. – Człowiek powinien mieć na sobie pewną ilość bakterii, gdyż mają one do wykonania określone funkcje – tłumaczy dr Pawel Grzesiowski, przewodniczący Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa. – Wyjaławianie skóry myciem, a potem drażnienie peelingami oraz szorstkimi ręcznikami powoduje mikrourazy naskórka i pozbawia nas dobrotliwych szczepów gronkowców, co zmienia pH skóry, ułatwia inwazję grzybom i alergenom, które w normalnych warunkach nie są groźne. Niebezpieczna jest depilacja, szczególnie okolic narządów płciowych. Rosnące tam włosy mają zatrzymywać zanieczyszczenia, w czym pomaga pokrywająca je flora bakteryjna i łój. Usunięcie tych włosów zwiększa ryzyko zakażeń układu moczowego i narządów rodnych.

Czy czystość, o którą tak walczyliśmy i która miała nam zapewnić długie i zdrowe życie, może je rujnować? Nasze ciało buntowało się, gdy go nie myliśmy i gdy myliśmy zanadto. Zatem – umiar.
 

Korzystałam z książek - Katherine Ashenburg „Historia brudu", Bellona 2009 r. i Georges Vigarello "Czystość i brud: Higiena ciała od średniowiecza do XX wieku",  W.A.B. 1996

http://www.polityka.pl/brat-brud/Lead33,936,285130,18/

---
Świętowit Widzi Więcej Bo Ma Cztery Twarze

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń