Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Opętanie i egzorcyzm

Pytania i odpowiedziOgladałem film "Egzorcysta" oparty podobno na autentycznych wydarzeniach. W związku z tym mam kilka pytań. Czy chrześcijanie muszą wierzyć w opętania? Czy praktyka egzorcyzmów nie jest obecnie jakimś przeżytkiem, odwołującym się do świata dawnych mitologicznych pojęć? Jak można opętanie pogodzić z wolną wolą człowieka? Czy diabeł każdego może ot tak po prostu opętać? A jeśli naprawdę istnieje coś takiego jak opętanie, to dlaczego spotyka to akurat tych, a nie innych ludzi? Może tych pytań, jest trochę dużo, ale bardzo proszę o odpowiedź, bo ten temat mnie już od pewnego czasu gnębi.

Na pytanie nadesłane przez Czytelnika odpowiada Roman Zając - biblista i demonolog z KUL.

"Egzorcysta" Williama Friedkina z 1973 jest bez wątpienia jednym z najlepiej znanych horrorów. Podobno podczas seansów w kinie wiele osób dostawało ataków histerii. Wzrosła również liczba ludzi, którzy twierdzili, ze są opętani, aczkolwiek było to raczej wynikiem siły sugestii. Wszyscy wiedzą, że czytanie książek o chorobach powoduje u niektórych absolutne przekonanie, że samemu posiada się te choroby. Te przypadki możemy jednak zostawić na uboczu. To, że lekarze nie zajmują się urojonymi chorobami hipochondtyków, nie oznacza że choroby nie istnieją. Egzorcyzmy, jakie pokazano na filmie, naprawdę są czasami przeprowadzane, choć współczesnemu człowiekowi wydaje się to nieprawdopodobne.

Egzorcyzmy wzbudzają w nas wiele emocji. Są one owiane pewną tajemnicą, choć w ostatnim czasie obserwuje się tendencję do przywracania urzędu egzorcysty. Jeszcze pięć lat temu w Polsce (mam na myśli Kościół katolicki) było zaledwie czterech urzędowych egzorcystów wyznaczonych przez biskupa, podczas gdy dziś jest ich około czterdziestu. Zgodnie z prawem kanonicznym, każda diecezja powinna mieć nominowanego przez biskupa księdza, który pełni rolę egzorcysty. Pewne elementy egzorcyzmów występują podczas każdej Mszy Świętej. Gdy odmawiamy modlitwę "Ojcze Nasz", wypowiadamy słowa "zbaw nas ode Złego". Rodzajem egzorcyzmu jest także liturgia chrztu, gdy wspólnota w imieniu chrzczonego dziecka wypowiada formuła o wyrzekaniu się Szatana.

W ewangeliach demony są ukazane jako istoty, które pasożytują w ciele ludzkim. Pisałem o tym już przy okazji artykułu o dementorach (zob. Harry Potter i więzień Azkabanu - kim są dementorzy?). Można odniśc wrażenie, że w opętaniu przez złe duchy nie tyle chodzi o zniszczenie istoty ludzkiej, co raczej o wykorzystanie jej, jako mieszkanie. W Łk 8, 26-39, czytamy opis uzdrowienia opętanego w kraju Gerazeńczyków. Złe duchy proszą Jezusa, aby nie kazał im odejść do Czeluści i proponują, aby pozwolił im wejść przynajmniej w stado świń. Skąd to pragnienie posiadania cielesności? Dlaczego demony tęsknią za ciałem? Czy czyniłyby tak, gdyby były upadłymi aniołami, czyli istotami z natury swej bezcielesnymi? Otóż według tradycji judaistycznej demony nie są utożsamiane z bytami anielskimi, ale z duchami olbrzymów, czyli z potomkami aniołów i współżyjących z nimi ludzkich kobiet. Według apokaliptyki żydowskiej demony dokonują opętań, aby znów na jakiś czas uzyskać cielesność i nie błąkać się po ziemi lub nie przebywać w Czeluści. Powstali bowiem jako istoty cielesne, zrodzone z kobiet, które oddały się aniołom, a po śmierci stali się złymi duchami. Nie wiadomo na ile te judaistyczne wyobrażenia wpłynęły na opisy Ewangelistów. W każdym razie działalność demonów i opętania są w NT powiązane z Szatanem. Demony niejako podlegają i służą Szatanowi, działając na szkodę istot ludzkich, a celem jest nie tylko uzyskanie cielesności, ale również zniszczenie człowieka.

Dlatego wlaśnie jednym z dowodów, jakie przedstawia Jezus dla udowodnienia swej mesjańskiej misji jest właśnie wypędzanie demonów. Jezus, mówi: "jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was Królestwo Boże" (Łk 11,20). Jezus przyszedł przecież na ten świat, aby zniszczyć dzieła Diabła, jak to zauważa św. Jan Apostoł (por. l J 3,8). Stąd egzorcyzmowanie opętanych, to jest uwalnianie tych, którzy są pod władzą demonów, było konsekwencją misji zbawczej Jezusa pełnego miłości do ludzi i jakby elementem konstytutywnym tej misji, elementem, który choć nie stoi na pierwszym planie to jednak należy do jednego z istotniejszych elementów działalności Jezusa i jest doskonale a zarazem nierozerwalnie zintegrowany z całym kontekstem ewangelizacji jak też całej misji zbawczej. Także apostołowie posłani, by głosić Ewangelię otrzymali specjalny dar władzy nad złymi duchami, a gdy powrócili z radością stwierdzali fakt weryfikacji tej władzy, mówiąc do Jezusa: "Panie, przez wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają" (Łk 10,17).

Ewangeliści w miarę swoich możliwości próbują odróżnić choroby jako takie od ingerencji demonicznych, ukazując na przykład wyraźnie, że nie wszyscy, których Jezus uwolnił od demonów cierpieli na jakąś chorobę. I odwrotnie, nie wszyscy chorzy na duszy czy ciele byli opętani (por. Mt 8,16; 10,1.8; Mk 1,34; 6,13; 16,17-18; Dz 8,7-8; 19,12).

Ingerencje demoniczne w opisach ewangelicznych nachodzą często na pewne choroby lub sprawiają ich wrażenie, na przykład gdy mówi się o duchu niemym czy głuchym. Ingerencja demoniczna nie jest jednak tym samym, co choroba czy nawet grzech. I choć na przykład tzw. duch nieczystości występuje najczęściej w Ewangelii, to jednak żaden demon nieczystości nie został wypędzony z jawnogrzesznicy, o której wspomina św. Łukasz czy też z niewiasty cudzołożnej, o której mówi św. Jan (por. Łk 7,36- 50; J 8,1-11).

Współcześnie wielu chrześcijan, w tym również księży, odrzuca istnienie czegoś takiego jak opętanie (tu przypomina się ks. Karras z "Egzorcysty", który jako doktor z zakresu psychiatrii początkowo stanowczo opiera się myśli, że dziewczynka mogłaby zostać zniewolona przez demona i próbuje znaleźć racjonalne wytłumaczenie). Opinię tę podziela wielu teologów. Z pewnością nie należy popadać w przesadę zarówno w jedną jak i drugą stronę. Wyważone stanowisko zajmuje papież Jan Paweł II, który w swojej katechezie z 13 września 1986 r. powiedział: "W pewnych wypadkach działalność złego ducha może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka, wtedy mówimy o opętaniu. Nie zawsze jednak łatwo jest określić to, co w tego rodzaju wypadkach jest wynikiem działania sił nadprzyrodzonych. Kościół nie popiera i nie może popierać tendencji do zbyt pochopnego przypisywania wielu faktom bezpośredniego działania demona. Zasadniczo nie można jednak zaprzeczyć temu, że Szatan powodowany chęcią szkodzenia i prowadzenia do zła może posunąć się do tego krańcowego przejawu swojej wyższości."

Często zachowania przypisywane wpływowi złego ducha mogą zostać wyjaśnione, w sposób nie pozostawiający wątpliwości, jako przejawy patologii psychicznej. Granice między zjawiskami psychotycznymi a rzeczywistym oddziaływaniem złych duchów nie są czasami wyraźne, a co więcej - są trudne do określenia. Ponadto informacje rozpowszechniane na ten temat są często celowo zniekształcane, przez co nie ukazują w pełni całej złożoności tych zjawisk, wskutek czego zbyt łatwo uznaje się za przejaw opętania coś, co w rzeczywistości jest tylko symptomem głębokich zaburzeń psychicznych.

Pio Scilligo, wykładowca psychologii na Uniwersytecie Salezjańskim i na Uniwersytecie "La Sapienza" w Rzymie, twierdzi, że każdy z nas zna doświadczenie wewnętrznych dialogów z samym sobą, które są symptomem "nieznacznego rozdwojenia osobowości, bardziej wyraźnego, kiedy w tej rozmowie zwracamy się do siebie przez "ty", a mniej ewidentnego, gdy używamy "ja". Na przykład po zakończeniu jakiejś pracy mówimy sobie: "Zrobiłeś to dobrze", albo gdy popełniliśmy jakiś błąd, napominamy samych siebie: "Jestem niepoważny, muszę zaraz przeprosić".

Aby wyjaśnić doświadczenia tego rodzaju, nie trzeba oczywiście dopatrywać się obecności "mówiących duchów" i nikt tak chyba o tym nie myśli. Wystarczy posłużyć się pojęciami takimi jak "schematy", "introjekcje" lub względnie autonomiczne "stany osobowości", które mogą występować w psychice normalnej osoby, ponieważ takie mechanizmy są jakby małymi "demonami", dobrymi lub złymi, jakie kryją się w skomplikowanej strukturze psychiki każdego człowieka.

Istnieją jednak - zdaniem Scilligo - schematy obronne znacznie trwalsze, które człowiek sobie tworzy, a których źródłem są przyswojone i błędnie zinterpretowane doświadczenia traumatyczne lub długotrwałe niszczące relacje. Schematy te prowadzą do powstania izolowanych obszarów zachowań, które zdają się funkcjonować jako alter ego. W takich przypadkach może się okazać, że niektóre objawy, takie jak wybuchy gniewu, mówienie językami, zaskakująca umiejętność odczytywania wewnętrznych doświadczeń egzorcysty, znajdują naturalne wytłumaczenie w psychicznych procesach rozszczepiania i projekcji, określanych technicznie jako zachowania borderline, to znaczy na pograniczu normy. Zarazem jednak nie sposób wykluczyć, że czasem możemy się spotkać ze zjawiskami, które wymykają się metaforycznym wyjaśnieniom psychologicznym czy psychiatrycznym i których treści nie da się wyjaśnić na podstawie aktualnej wiedzy naukowej. W takim przypadku miałoby sens posłużenie się właśnie hipotezą o istnieniu sił zewnętrznych wobec podmiotu, które wywierają na niego zgubny i niszczący wpływ.

A zatem istota problemu, wobec którego psychologia i psychiatria nie zajęły jeszcze jednoznacznego stanowiska (czego zresztą trudno się spodziewać), polega na poprawnym odróżnieniu zachowań z dziedziny patologii psychicznej od opętania przez złego ducha.

Egzorcyści podkreślają, ze opętanie mimo pewnego podobieństwa do takich chorób, jak np. epilepsja, histeria czy schizofrenia, jest czymś radykalnie różnym, ponieważ zawiera także elementy paranormalne, takie jak np. znajomość ukrytych faktów, czy ponadludzka siła fizyczna, których nie przewiduje symptomatyka żadnych wymienionych zaburzeń. Istnieją co prawda wyjaśnienia parapsychologiczne (np. ujawniona przez chorobę zdolność do telepatii), jednak mimo bogatej symptomatyki paranormalnej, która towarzyszy również zjawisku opętania, są niewystarczające, czy to ze względu na wysoką problematyczność, czy też wręcz nienaukowość niektórych swoich wyjaśnień, albo ze względu na niewyjaśnialność w tych kategoriach symptomatyki duchowej i ściśle religijnej, która również towarzyszy opętaniu jako trzeci rodzaj symptomatyki, obok patologicznej i paranormalnej. Do symptomatyki duchowej należy np. awersja wobec tzw. rzeczy świętych. W tym kontekście widać różnicę między opętanym a chorym na tzw. fobię religijną. Na przykład człowiek chory na fobię religijną, co zwykle jest elementem jakiejś poważnej choroby psychicznej, będzie reagował na zwykłą wodę jeśli tylko zasugeruje się mu, że chodzi o wodę święconą. Z kolei człowiek opętany nigdy nie będzie reagował na zwykłą wodę, natomiast reagować będzie gwałtownie na wodę faktycznie święconą, nawet jeżeli to się przed nim ukryje sugerując na przykład, iż chodzi o zwykłą wodę.

Właśnie owa awersja wobec sacrum sprzężona z poznaniem paranormalnym oraz zachowaniem patologicznym jest według egzorcystów dowodem ingerencji demonicznej, czymś niewyjaśnialnym w sposób naturalistyczny. Z drugiej strony, można sie zastanawiać, czemu demony miałyby odczuwać nienawiść do święconej wody. Czy nie ociera się to trochę o nieco magiczne traktowanie przedmiotów? Dziś dla wielu ludzi, także katolików, używanie klasycznych sakramentaliów, towarzyszących egzorcyzmowi (woda święcona, olej poświęcony), jawi się jako niepoważne, a nawet groteskowe i śmieszne. Faktem jednak jest, że wszyscy egzorcyści z wieloletnim doświadczeniem bardzo cenią sobie skuteczność działania tych sakramentaliów w swojej praktyce (np. księża: Amorth, Salvucci, LaGrua). Znany jest także przypadek opisany przez egzorcystę protestanckiego, M. Greena, który właśnie od strony własnego doświadczenia uwierzył w działanie wody święconej. Ja nie ukrywam, ze mam do tej kwestii stosunek pełen rezerwy.

Zgodnie z definicją teologiczną, opętanie (posessio) występuje wówczas, gdy demon w taki sposób wykorzystuje ludzki mózg, aby sterować ciałem opętanego, a więc zmusza go do mówienia i robienia rzeczy, za które dana osoba nie może być odpowiedzialna, a często nawet nie byłaby zdolna tego uczynić. W skrajnych przypadkach jest to zaś pełne przejęcie kontroli nad ciałem. Ustami opętanego nie mówi więc już on sam, ale demon. Jest to po prostu obecnośc w człowieku obcej inteligentnej istoty. Jak pogodzić to jednak z wolną wolą człowieka? Otóż egzorcyści są zgodni, że praktyki okultystyczne i świadomy wybór satanizmu to pierwsze z przyczyn uwikłania demonicznego. Zanim dojdzie do opętania człowiek w różny sposób (np. korzystając z seansów bioenergoterapeutycznych, "usług" przepowiadania przyszłości itp.) otwiera się na złego ducha; następne etapy tego procesu to przyzwolenie na jego działanie, w efekcie zaproszenie i pakt z demonem. Bardzo wiele osób, które funkcjonują jako wróżbici, wróżki, czy spirytyści, być może faktycznie kontaktuje się z demonami. W Dz 16, 16 czytamy o kobiecie opętanej przez ducha, który wróżył i przepowiadał przyszłość. Według ks. Posackiego zauważalna jest prawidłowość, że dopóki człowiek współpracuje z bytami, które wcześniej "zaprosił" do swojego życia dopóty może czuć się względnie dobrze, a nawet doświadczać nadnaturalnych umiejętności. Gdy jednak odwraca się, wtedy często następuje moment ataku na niego.

Kościół naucza, że należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa, odwoływanie się do Szatana czy demonów, przywoływanie zmarłych i inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Katechizm Kościoła Katolickiego uczy, że "korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią czy nad ludźmi a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem, które należą się jedynie Bogu".

Nawet wywoływanie duchów, traktowane jako zabawa może mieć dość tragiczne konsekwencje. Odwołując się do filmu "Egzorcysta", chciałbym zwrócić uwagę, że opętanie dziewczynki poprzedziła właśnie jej zabawa za pomocą spirytystycznego talerzyka, w trakcie której prowadziła rozmowy z kimś, kto przedstawił się jej jako kapitan Red. W ten sposób demon stopniowo oswajał ze sobą dziewczynkę i udawał jej przyjaciela, aż zawładnął nią.

A zatem niebezpieczeństwo okultyzmu, czasami nawet nieuświadomionego, polega na tym, że może otwierać furtkę demonom. W tym kontekście należy sobie postawić pytanie, czy filmy o Harrym Poterze powinny oglądać dzieci. Inaczej te filmy odbieram ja, a inaczej dziecko. Chciałbym tu zaznaczyć, że jestem entuzjastą powieści pani Rowlling i lubię je czytać, ale z niepokojem obserwuję, jaki ma to wpływ na zainteresowanie magią, wróżbiarstwem, czy generalnie tzw. psychotroniką.

Niektórzy egzorcyści mówią również, że przyczyną opętań może być rzucenie klątwy na kogoś. W tej kwestii jednak wolę się nie wypowiadać, bo ja do tego podchodzę bardzo sceptycznie i jakoś trudno mi w to uwierzyć, że nasze słowa (poprzez przeklęcie kogoś) mogą mieć aż taki skutek. Bardziej kojarzy mi sie to z praktykami voo-doo. W każdym razie znam przypadek dziewczyny, której ojciec w czasach studenckich bawił się w satanizm i zapisał duszę swego przyszłego dziecka Szatanowi. Później jednak porzucił te głupoty, ustatkował się, poznał dziewczynę, z którą się ożenił i zapomniał o swej satanistycznej przeszłości. Jego córka, gdy miała 18 lat, zaczęła się dziwnie zachowywać.

Popadała w stany odrętwienia, mówiła chrapliwym głosem, była nadnaturalnie silna, czasami przyjmowała pozycje ciała, których normalnie żaden człowiek nie jest w stanie uczynić. Po bezskutecznym leczeniu psychiatrycznym zwrócono się do egzorcysty i podczas egzorcyzmów demon oświadczył, że ta istota ludzka należy do niego, bo została mu ofiarowana przez ojca. Egzorcysta zwrócił sie do ojca dziewczyny z tym pytaniem, a ów przypomniał sobie, co uczynił jako student-satanista. Być może nie uwierzyłbym w tę historię, gdybym osobiście nie znał tej dziewczyny.

Jaki z tego wniosek? Musimy bardzo uważać, w co się bawimy. Nasze czyny mogą mieć bardzo różne konsekwencje. Coś co wydaje się nam żartem, albo niewinną zabawą może doprowadzić do naszej destrukcji.



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20040617143836442

No trackback comments for this entry.
Opętanie i egzorcyzm | 23 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Opętanie i egzorcyzm a przywolywanie swietych...
montsegur wto, 22 cze 2004, 13:45:35

Jesli "przywolywanie duchow" jest zle, to i zle musza wobec tego byc praktyki wzywania swietych, by zrobili to i owo. To tez chec panowania nad czasem itd. Widzialem tu oficjalne Biblie katolickie (drogie wydania, z licznymi dodatkami), w ktorych m.in. Kanon Swietych potraktowany doslownie zostal jako... apteka. Tak wiec obok imienia danego swietego pojawia sie tam informacja na co on jest "dobry": do takiego a takiego swietego mozna sie modlic, gdy sie jest np. przeziebionym. Inny swiety jest z kolei "dobry" na bol glowy itd. Cala strona wypelniona jest takimi informacjami (chyba ja znowu pozycze, to zacytuje juz bardziej konkretnie). Oczywiscie Biblia ta ma urzedowe "imprimatur".

Gwoli scislosci: ja nie holduje horoskopom czy spirytyzmowi. Egzorcyzmy tez mi sa obojetne. Tu jedynie odnotowuje ciekawostke.

 

Cheers!!!

 
Opętanie i egzorcyzm
montsegur śro, 1 mar 2006, 10:59:19

No, więc Drogi Plost, zgadzamy sią co do tego, że ani jedni ani drudzy nie mogą wykazać do kogo "idą" ich próby "obcowania" z dusz(ch)ami zmarłych. Zadna strona nie możewykazać swej "przewagi" nad drugą. Jak konsekwentnie prezentuję pogląd, że obie te formy nie różnią się zatem od siebie niczym poza formą. Ty natomiast przyjąłeś pogląd, że modlitwy do świętych są O.K., a spirytyzm "to próba podejmowania czynności "nadprzyrodzonych" z wykluczeniem Boga, więc z udziałem szatana" (a dlaczego z udziałem szatana?). Twierdzisz dalej, że zmarły papież nie zareagowałby na wzywanie go drogą spirytystyczną, bo byłaby to "zaczepka" (a dlaczego "zaczepka", jeśli wplno wiedzieć?).

Reasumując ten wątek: to, co unas (w KRK), to jest O.K.; to co u innych, "musi" być szatańskie. Mogę wiedzieć czemu zawdzięczamy taki Twój pogląd?

A teraz, niejako na dodatek, kontynuacja innego wątku, który pojawił się wcześniej i dzskutowaliśmy go powyżej z p. Romanem Zającem ("Namorem"). Mowa była o "wypaczeniach" w sposobie traktowania świętych w naszym kościele. Pragnę podać konkretny przykład (zdając sobie sprawę, że możnaby podać ich więcej):

parę lat temu przywiezino do Perth relikwie św. Teresy z Lisieux. Wystawione były m.in. w tutejszej katedrze. Kości oczywiście nie widać, bo są w gustownej, stylowej niewielkiej trumience. Ta zaś, by zabezpieczyć ją przed gorliwymi wyrazami pobożności, umieszczona jest w pleksiglasowej "kapsule". Całość została uroczyście powitana przez arcybiskupa, po czym wniesiona do katedry przez członków jednego ze świeckich zakonów ("The Equestrian Order of Holy Sepulchre"). Umieszczono ją z przodu, przed ołtarzem, gdzie po zakończeniu mszy otoczona została przez tłum ludzi. Czego tam nie było: modlitwy, dotykanie kapsuły (jakby jej nie było, dotykanoby pewnie samych kości), niektórzy ludzie starali się objąć kapsułę, niemalże się na niej kładąc.

Swiadkami tego była nie tylko pełna katedra, ale cały kler katedralny z proboszczem oraz arcybiskup. Nikt, ani wtedy, ani z góry nie próbował nawet zająknieniem ostrzec, że tego rodzaju wyrazy uwielbienia mają w sobie bodaj cień czegokolwiek sprzecznego z doktryną kościoła.

I jeśli teraz to "opowiadam", to też absolutnie nie po to, by krytykować swego proboszcza lub naszego arcybiskupa (zwłaszcza, że mam b. dobre zdanie na temat  tych ludzi). Chodzi natomiast o to, że z jednej strony deklaruje się "teoretycznie", że pewne formy pobożności są niewłaściwe, a jednocześnie całkiem otwarcie te rzekomo "niewłaściwe formy" się toleruje, a nawet propaguje. Ja to rozumiem, bo w przeciwieństwie do wielu np. protestantów nie widzę w tym absolutnie niczego niestosownego. Dlaczego mam zatem zakładać, że znacznie mniej napełniony takim publicznym uwielbieniem spirytyzm ma stanowić cokolwiek niewłaściwego?

Cały zwyczaj zbierania relikwii ma w sobie taki kult szczątków wręcz zakodowany i nawet, gdyby władze kościoła stawały wprost na głowie (czego, obiektywnie rzecz biorąc, absolutnie nie czynią), by wyperswadować wiernym "zbyt gorliwą pobożność" okazywaną tym szczątkom, to nie miałyby one najmniejszych szans na "przebicie" się z takim przesłaniem.

Jeszcze raz powtarzam: mnie to absolutnie nie przeszkadza. Ostatnio poinformowano, że kawałki kości, rzekomo należące do Joanny d'Arc, zostaną poddane testom, m.in. DNA. W tym momencie sam żałowałem, że nie jestem z "forensics", bo nawet "w czynie społecznym" poślęczałbym nad tym żebrem dniami i nocami... (tyle, że nie odmawiałbym modłów...). jest to całkiem ludzkie, tak samo jak chęć (u niektórych ludzi) spirytyzmu.

No, to teraz musiałbyś się sporo napracować (a i Pan Roman też), żeby mi wyłożyć, na czym polegać ma ta rzekoma wyższość naszego katolickiego kultu świętych (mającego nawet nieraz publiczną i pokazową formę wyrazu w postaci wspaniałych katedr i bazylik oraz grupowych modłów) nad prowadzonymi na ogół w ciszy prywatnych domostw "seansów spirytystycznych"...

Proszę, uważaj jak teraz odpowiesz. Poprzedni akapit to moje "dwa nagie miecze", rodzaj "wyzwania" do "generalnej rozprawy" z treścią niniejszego komentarza. Więc jak: stajesz?

Cheers!!!

 
Opętanie i egzorcyzm
plost czw, 2 mar 2006, 00:39:57
Nie utożsamiam się z rzucaniem się na kości zmarłych. Niech się z tego tłumaczą ci, którzy tak robią. Nie powiem też, że nie mogą mieć powodu szczególnej wdzięczności wobec łask, co do których są przekonani, że otrzymali je za ich orędownictwem, nawet jeśli wg postronnych obserwatorów "nieco" przesadzają - to zapewne pozostanie tajemnicą. Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, że ktoś jest przekonany o naprawdę szczególnej łasce otrzymanej za pośrednictwem świętego (np zdrowie dla umierającego dziecka, gdy lekarze byli już bezradni) i w dowód wdzięczności składa pocałunek na relikwiarzu. Z pewnością można też w wielu przypadkach takich zachowań doszukać się form swego rodzaju "fanatyzmu na pokaz", czy zwykłej dewocji, nie powiem, że nie. Ta jednak wynika zazwyczaj z niedouczenia albo z traktowania świętych właśnie w sposób "magiczny" (dokształcanie z pewnością by się przydało, aby ludzie lepiej rozumieli na czym polega ich wiara, zwłaszcza w obcowanie świętych). Ogólnie jednak, szczątki świętych zasługują na specjalny szacunek. Cały Kościół zawdzięcza im więcej niż, no powiedzmy, "powszednim grzesznikom". Należy jednocześnie zwrócić uwagę na bardzo ważny fakt, że nawet niewłaściwe zachowania wobec świętych nie stanowią jeszcze dowodu na "dobro", czy choćby "neutralność" spirytyzmu. Jeśli też potępiamy zachowania "magiczne" wobec świętych to właśnie dlatego, że są one "magiczne", a nie, że wobec świętych.


Przejdźmy teraz bardziej w stronę teologii. W Księdze Rodzaju jest scena kuszenia szatańskiego. Co stanowi największą "podnietę" do grzechu dla Adama i Ewy? Słowa szatana: "będziecie jak Bóg". To one leżą u podstawy każdego grzechu.
Dla człowieka "zdolność" przywoływania zmarłych do bezpośredniego "kontaktu" nie jest naturalna, nie należy to do naszej, ludzkiej funkcjonalności. Ci którzy przeszli na "drugą stronę" są w rękach Boga, a spirytyzm w sposób oczywisty i bezwarunkowy stara się naruszyć ten porządek. Spirytysta chcąc przypisać sobie umiejętności wykraczające ponad człowieka chce "być jak Bóg" w "rozporządzaniu" zmarłymi, u których to ma wzbudzać swego rodzaju "posłuch". Nie można więc doszukać się tu nawet "przykrywki" nieuporządkowanych uczuć namiętności, zbytniej chciwości, gniewu występującej w większości ludzkich grzechów. Jest tylko powiedzenie Bogu wprost: "chcę być jak Ty" i to bez Ciebie, bez zaufania Tobie. Człowiek taki we własnym mniemaniu staje się bogiem dla siebie i tym samym przekracza I przykazanie.

Wiara w świętych obcowanie, jest zupełnie inna. Nie jest czymś nienormalnym świadomośc tego, że wielu spośród ludzi trafia po śmierci do Nieba. Co do niektórych, nawet po ludzku, można mieć większą pewność, że właśnie tam trafili, a nie gdzie indziej, ze względu na świadectwo całego ich życia. Wiemy też, że święci, to ludzie, którzy sprawiedliwie zasłużyli swoim życiem na większą wdzięczność u Pana Boga za szczególnie dobrze wypełnione zadanie (można by żartobliwie powiedzieć, że dostali oceny celujące, podczas gdy większość ludzi dostateczne lub nawet mierne ;) Czy taki święty nie będzie więc Panu Bogu bardziej miły? Czy nie będzię Pan Bóg bardziej skłonny do wysłuchania prośby wielkiego świętego, niż prośby "przeciętniaka"? Nawet tzw "chłopski rozum" wskazuje, że właśnie tak to jest, bo i zwykły ojciec-mężczyzna bardziej jest skłonny wysłuchać tego dziecka, które nie przysporzyło mu tylu przykrości, co pozostałe, które dało mu więcej wytchnienia - jest to wymaganie sprawiedliwości. Nauka o świętych obcowaniu mówi, że święci nie są pozbawieni widzenia tego świata z Nieba, bo nie są odłączeni od Kościoła pielgrzymującego. Jako zbawieni z pewnością będą też skłonni pomagać, widząc nasze problemy. Dlaczego więc miałaby być czymś złym, nagannym prośba przedstawiana świętemu o jego wstawiennictwo u Boga? Jeśli ja poproszę Ciebie o modlitwę w jakiejś mojej intencji do Pana Boga, to czy byłbyś tym bardzo urażony? A zbawieni też przecież żyją, na dodatek żyją już w pełni, w zjednoczeniu z Bogiem. Nie uważam więc poproszenia o modlitwę świętego za coś bardziej nagannego niż poproszenia o modlitwę któregoś z moich znajomych, z tym, że wobec świętego zdaję sobie sprawę, że nie mam absolutnie żadnej pewności, że zostałem wysłuchany - inicjatywa pozostaje po stronie jego i Boga. W takim układzie wszystko odbywa się wyłącznie na zasadasadzie zawierzenia, pokornego oddania osądu w ręce miłosiernego Boga, a nie na zasadzie przywołania i nakazania - czyli chęci wyrwania choć na chwilkę jakiejś duszy Bogu dla zachcianki.
Czy więc postawa modlitwy do świętego o wstawiennictwo u Boga ma cokolwiek z tej chęci "bycia jak Bóg" spirytysty?

----
Proszę, nie traktuj moich wypowiedzi jako walki "na śmierć i życie". Nie chodzi tu o zacietrzewianie się, chodzi o poznawanie opinii innych ludzi; często o wypróbowywanie ich w "krzyżowym ogniu" pytań - zgadza się - ale nie o wydawanie komuś z tego powodu wojny. Czy będzie to dla Ciebie z korzyścią, że zamilknę zupełnie, a Ty nie poznasz mojego punktu widzenia, nawet, gdyby przez to wydawało Ci się, że mnie "zwyciężyłeś"? Jeśli obydwaj dojdziemy do wniosku, że dyskusja nie zmieniła naszych opinii na jakiś temat, to zapewniam Cię, że w przyszłości, gdy opadną nieuniknione, jak to w każdej dyskusji, emocje, wiele spraw będzie można zobaczyć nieco innym świetle.
 
Spirytyzm zrehabilitowany
montsegur wto, 7 mar 2006, 11:17:14

To, co piszesz o modlitwach do świętych odnosi się także do spirytyzmu.

Wszelkie wyjaśnienia „teologiczne” są niczym innym jak tylko całą masą założeń. I tak jeśli ktoś zwraca się do świętego o wstawiennictwo, to się to tłumaczy – jak Ty to zrobiłeś – wszystko odbywa się wyłącznie na zasadzie zawierzenia, pokornego oddania osądu w ręce miłosiernego Boga”. Gdy natomiast dotknąć spirytyzmu – „na zasadzie przywołania i nakazania - czyli chęci wyrwania choć na chwilkę jakiejś duszy Bogu dla zachcianki”.

 

Przede wszystkim dlaczego „dla zachcianki”? Jaka jest  różnica między pragnieniem spirytysty i modlącego się? Czy chodzi im o rzeczy jakościowo i „tematycznie” odmienne?

Gdzie tkwi różnica między owym „zawierzeniem” a „przywołaniem i nakazem”? Czy nie widać, że mamy tu do czynienia jedynie z „teologicznym” doborem słów w taki sposób, by jedną z owych praktyk promować, a drugą „opluskwiać”? Możnaby równie dobrze założyć, że to spirytyści są bardziej „w porządku”, bo oni nie tyle nakazują cokolwiek jakimkolwiek duchom, lecz  polegają raczej na tychże duchów zdolności oraz łaskawej chęci komunikowania się z nami, o które to komunikowanie się pokornie zabiegają... I nie tyle chodzi im o „nakazywanie” czegokolwiek, ile o wysłuchanie tego, co one mają im do powiedzenia. Zwłaszcza, że duch przychodzi od Boga, a po śmierci doń wraca.

 

Czy to raczej – zapytać mógłby taki spirytysta – nie ci modlący się o wstawiennictwo próbują „przywoływać” świętych i nakazywać im (uprzejmie oczywiście), by się u „szefa” wstawiały w takich to a takich sprawach, z których co najmniej część jest zachciankami? Czy to nie jest właśnie owo przywoływanie i nakazywanie, jeśli nie wręcz wysługiwanie się kimś dla osiągnięcia doraźnej korzyści?

 

Skąd to automatyczne założenie, że „prawi w niebiosach” w ogóle będą skłonni do zadośćuczynienia pragnieniom tych, którym odwagi brakuje, by się do tego „szefa” zwrócić bezpośrednio? Ze oni to na pewno zrobią, jeśli nawet nie próbowano tego „wysondować”?

No i dlaczego próbują się „wycwanić” „plecami” tych, których uważają za lepszych od siebie? Czyżby „szef” był już do tego stopnia pozbawiony możliwości sprawiedliwego osądu (oraz własnej łaskawości) i niewiele różnił się od zwykłych śmiertelników, że daje się wodzić za nos przez t.zw. „pokornego grzesznika”, pragnącego nim manipulować przy pomocy „ludzi godnych szacunku”? Czy „Królestwo Niebieskie” jest już tak zdeprawowane, że można sobie tam pozwalać jak na ziemi, gdzie o „karierze” decydują względy bliskiego tronowi dworaka?

 

Dlaczego wyciągasz wniosek, że ta propagowana praktyka jest o bodaj „funt kłaków” lepsza od spirytyzmu? Czy dlatego, że wg Ciebie ta druga praktyka stanowi „czynienie Boga z siebie”? Na jakiej zasadzie „czynienie Boga z siebie”? Kto tak powiedział? Czy przypadkiem nie ktoś, kto dla celów t.zw. „rządu dusz” pragnie manipulować ludźmi, wmawiając im, że jakakolwiek praktyka inna od „ortodoksji” musi w swym założeniu być gorsza i dlatego tworzy on rozmaite „teologie”, które mają coś podobnego „wykazać”?

W obu tych przypadkach mamy do czynienia jedynie ze spekulatywnymi „sytuacjami” odnoszącymi się do rzeczywistości, której nie znamy. W obu wypadkach chodzi o subiektywne odczucia, a o tym czy obrana „droga” jest słuszna czy nie, decydują w rzeczywistości intencje, jakie kierują osobą z niej korzystającą. To one również przesądzają o grzechu, a nie to, czy „robi z siebie Boga”. Lekarze codziennie „robią z siebie Bogów”, dokonując nieodwracalnych zmian w organizmach pacjentów, stanowiących „dzieło Stworzenia”, będące domeną Boga...  Nie było jeszcze takiego przełomu w filozofii czy medycynie, który nie byłby przez kogoś przeklinany jako „zabieranie” Bogu jego domeny (nawet kremacje tak interpretowano...)

Mamy tu zatem do czynienia jedynie z teologią, a nie z dobrem i złem samym w sobie. Rezultat jest taki, że nie da się wykazać wyższości jednej praktyki nad drugą. Jeżeli jednak przyjąć koncepcję, za którą Ty się opowiadasz, to masa osób z kanonu nadaje się do „wyrzucenia” stamtąd, bo ich własne modlitwy miały wyjątkowo „spirytystyczny” charakter.  Joanna d’Arc wręcz twierdziła, że „rozmawiała” ze świętymi. Nawet gdy ją sądzono, nie zrezygnowała z tego „spirytystycznego” podejścia. Gdy raz nie chciała odpowiedzieć od razu na pytanie sądu, odrzekła, że „zasięgnę w tej sprawie porady u św. Katarzyny”. Odpowiedź godna wzorowego i pryncypialnego spirytysty.

 

Acha, jeszcze jedno: jeśli najwyższym władzom kościelnym nie przeszkadza to, że ktoś szuka „magicznej” różdżki w postaci „cudownie” dzałających kości i innych relikwii, to co im przeszkadza, że inni w tym samym czasie doszukują się ich w duchach innych osób?

 

No i oczywiście: nie ma tu żadnej „wojny” między nami; „dwa nagie miecze”, to nie próba „zamknięcia” Tobie ust, wręcz przeciwnie, to zachęta do polemiki. Nie ma tu też z mojej strony emocji. Te istnieją wtedy, gdy modlący się lub „spirytyści” próbują zwracać się do „pozaziemskiej rzeczywistości” ze swoimi problemami...

 

Cheers!!!

 

 
Opętanie i egzorcyzm
plost wto, 7 mar 2006, 22:24:09
Podaj opis praktyki spirytystycznej, z jak największą ilością szczegółów, wraz z intencjami towarzyszącymi spirytyście, ewentualnie osobie, dla której spirytysta wykonuje "usługę".

 
Spirytyzm chrześcijański i nie tylko
montsegur śro, 8 mar 2006, 12:55:19

Ależ proszę bardzo. W internecie aż roi się od web-sites poświęconych tym zagadnieniom. Więc mogę polecić choćby następujące (włączając jedną wrogą spirytyzmowi, Encyklopedię Katolicką):

 

http://en.wikipedia.org/wiki/Spiritism

http://www.seedoflight.org.au/english_html/spiritism.html

http://www.newadvent.org/cathen/14221a.htm

http://www.answers.com/topic/spiritism

Teraz z kolei jedna na temat stylu kultu religijnego wśród spirytystśw:

 

http://en.wikipedia.org/wiki/Spiritualist_Church#Styles_of_Worship

 

Parę stron informacyjnych o kościołach spirytystycznych (spirytualistycznych) w tym chrześcijańskich.

http://www.connect.com.br/~espirit/english/

http://www.thespiritualist.org/history/

Ciekawa zresztą sprawa, że zdecydowana większość spirytystów i spirytualistów uważa się zdecydowanie za chrześcijan. Sam przeszedłem się kiedyś (krótko przed Bożym Narodzeniem w zeszłym roku do tutejszego Christian Spiritualist Church. Pastor potwierdził, że to właśnie „tego rodzaju” kościół. Ale akurat tej niedzieli nie było spirytyzmu, lecz zwykłe nabożeństwo z niedzielnym kazaniem i to tak ewanglikalnym w treści, że już nawet myślałem, że pomyliłem adresy...

 

Aliści związki z chrześcijaństwem nie wszystkim spirytualistom się podobają, jak świadczy poniższy artykuł:

http://www.psychics.co.uk/spiritualism/spiritualistreligion.html

 

Jeśli chcesz stronę pełną innych linków spirytystycznych, to możesz skorzystać z poniższej:

http://directory.google.com/Top/Society/Religion_and_Spirituality/Spiritualism/Spiritism/

 

 

A jeśli interesują Cię naprawdę ciekawe historie z przeszłoćci (i to jak najbardziej autentyczne!) i nie zrażasz się ilością materialu archiwalnego do przewertowania, to zachęcam do lektury angielskich tłumaczeń francuskich i łacińskich oryginałów protokołów procesu Joanny d’Arc. Tam znajdziesz intersujące konwersacje oskarżonej z oskarżycielami na temat jej kontaktów podpadających ewidentnie pod to, co omawiamy tutaj ze sobą. I jeśli się uważnie wczytasz, to odnajdziesz tam swoje własne wywody w formie argumentów prezentowanych przez biskupa Cauchon’a...

http://www.stjoan-center.com/Trials/#condemnation

Co byś zatem powiedział o skazanej? Tak czy inaczej, 10 linków to chyba wystarczy na początek?

 

Miłej lektury!

 

Cheers!!!

 
Opętanie i egzorcyzm
plost śro, 22 mar 2006, 01:25:52
Dobrze więc, weźmy pierwszy link. Czytamy tam,
"Spiritism is a religious and philosophic doctrine established in France in the mid 19th Century by Allan Kardec."
Czyli nie ma wiele wspólnego z chrześcijaństwem. Jest to typowo pogański kult, na wzór unowocześnionego szamaństwa.


"All groups carry on séances, which are termed mediunic meetings and are quite different from the most frequently pictured scene. In the early days people were willing to evoke those with whom they wanted to have contact, but now this practice is strongly discouraged, as there is no real guarantee that the spirit claiming to be someone actually is who he purports to be. Instead of evoking, the mediums will stay receptive to any spirit willing to communicate."
Jeśli spirytysta nie wie nawet z kim ma do czynienia, tzn, że bardzo chętnie pogada sobie z szatanem, który, jak już pisałem wcześniej, takie niemądre otwarcie się człowieka na jego działanie wykorzysta do swoich zgubnych celów.


"A mediunic meeting is usually held in a windowless room around a square or rectangular wooden table (round tables are not widely used any more, but may be found in some places) and consist mostly in evoking or incorporating spirits. Some people, the workers take seat around the table, with the president at one end. The rest sit on stools or benches close to the walls, usually to merely watch and listen. The meeting is carried on with dim light (often from ultra-violet lamps) so that spirits eventually willing to manifest in visible form will not find it too hard (bright light makes materialisation more difficult as the spirit would have to use a lot more of energy to become visible against it). The door is kept closed (though not locked) during all the meeting and there is a "Book of Prayers" where visitors write the names of people (alive or not) they want to send prayer intentions for."
To jest po prostu śmieszne, jak ludzie sadzą, że specjalne 'ceremoniały' zapewnią im 'kontakt z duchami'. Jeszcze raz pogaństwo i szamanizm.


"Czy dlatego, że wg Ciebie ta druga praktyka stanowi „czynienie Boga z siebie”? Na jakiej zasadzie „czynienie Boga z siebie”? Kto tak powiedział?"
Biblia wieloktornie ostrzega (i zabrania!!!) przed wywoływaniem duchów, gusłami. Każdy grzech, więc również spirytyzm, to jednoznaczne czynienie z siebie bożka.


"Lekarze codziennie „robią z siebie Bogów”, dokonując nieodwracalnych zmian w organizmach pacjentów, stanowiących „dzieło Stworzenia”, będące domeną Boga... "
Ewangelia nie zabrania leczenia ludzi nawet w szabat!!!


"Gdzie tkwi różnica między owym „zawierzeniem” a „przywołaniem i nakazem”?"
Już tłumaczyłem, w zaufaniu Bogu. Spirytysta nie może powiedzieć, że zaufał Bogu, bo chce mieć odpowiedź, bądź rozwiązanie problemów "na żądanie", bez pozostawienia wszystkiego Bogu. Jeśli proszę Maryję: "módl się za nami grzesznymi", to wyrażam także swoją pokorę. I to jest właśnie prośba i zawierzenie, a nie przywołanie i nakaz.
W czym jeszcze tkwi różnica? Cytat z jednego z podanych przez Ciebie linków: "But a usual mediunic meeting is a rather violent spectacle, in which the suffering, rebel or vengeant spirits take possession of the mediums suddenly and spit out bad words with harsh voices, often with blows on the table or frantic movement of the eyes and the neck. Sensible spiritist leaders will not allow newcomers to dive in too soon."
Czy naprawdę nadal nie zauważasz różnicy?! To co SAM zaproponowałeś mi, jako opis praktyki spirytystycznej, to ni mniej ni więcej jak tylko opis OPĘTANIA.


"Czy to raczej – zapytać mógłby taki spirytysta – nie ci modlący się o wstawiennictwo próbują „przywoływać” świętych i nakazywać im (uprzejmie oczywiście), by się u „szefa” wstawiały w takich to a takich sprawach, z których co najmniej część jest zachciankami? Czy to nie jest właśnie owo przywoływanie i nakazywanie, jeśli nie wręcz wysługiwanie się kimś dla osiągnięcia doraźnej korzyści?"
Świętych się nie przywołuje. Modli się do świętych, którzy są w Niebie i widzą to co dzieje się na ziemi. Nawet jeśli święty zechce się ukazać, to nie z inicjatywy modlącego się, ale z Bożej i z własnej, w szczególnych okolicznościach, gdy takie objawienie jest uzasadnione planami Boga. Modlący się nie ma w tym wypadku żadnego udziału w ukazaniu się świętego. To różnica ogromna w porównaniu ze spirytyzmem, gdzie 'ducha' chce się przywołać na ziemię dla własnej zachcianki. Jeśli ktoś chce tylko spełnienia swoich zachcianek, nawet w wypadku modlitwy do świętego, to jest to właśnie postawa zabobonu, czyli utożsamienia modlitwy wstawienniczej z czynnościami magicznymi i spirytyzmem.


"Skąd to automatyczne założenie, że „prawi w niebiosach” w ogóle będą skłonni do zadośćuczynienia pragnieniom tych, którym odwagi brakuje, by się do tego „szefa” zwrócić bezpośrednio? Ze oni to na pewno zrobią, jeśli nawet nie próbowano tego „wysondować”?"
Musisz wrócić do moich poprzednich postów, w których wielokrotnie odpowiadałem już na to pytanie.


"No i dlaczego próbują się „wycwanić” „plecami” tych, których uważają za lepszych od siebie? Czyżby „szef” był już do tego stopnia pozbawiony możliwości sprawiedliwego osądu (oraz własnej łaskawości) i niewiele różnił się od zwykłych śmiertelników, że daje się wodzić za nos przez t.zw. „pokornego grzesznika”, pragnącego nim manipulować przy pomocy „ludzi godnych szacunku”? Czy „Królestwo Niebieskie” jest już tak zdeprawowane, że można sobie tam pozwalać jak na ziemi, gdzie o „karierze” decydują względy bliskiego tronowi dworaka?"
Właśnie sprawiedliwość! Ja nie zasługuję wg sprawiedlwiści na pewne rzeczy, na które zasługują jednak lepsi ode mnie. Chrystus  "załatwił" nam możliwość wejścia do Nieba, na co sami w żaden sposób nie zasłużyliśmy. I nie inaczej jest z modlitwą wstawienniczą.


"Mamy tu zatem do czynienia jedynie z teologią, a nie z dobrem i złem samym w sobie. Rezultat jest taki, że nie da się wykazać wyższości jednej praktyki nad drugą."
Jeśli człowiek nie odnosi moralności do Słowa Bożego, to oczywiście nie ma o czym rozmawiać.... Bo co wtedy jest dobro, a co zło? Nie ma określenia dobra i zła bez odniesiania Boga, i nie ma odniesienia do Boga (albo raczej jest bardzo trudne) bez studiowania Pisma Świętego i wydobywania z niego prawdy dotyczącej ważnych tematów - teologii.


"Jeżeli jednak przyjąć koncepcję, za którą Ty się opowiadasz, to masa osób z kanonu nadaje się do „wyrzucenia” stamtąd, bo ich własne modlitwy miały wyjątkowo „spirytystyczny” charakter.  Joanna d’Arc wręcz twierdziła, że „rozmawiała” ze świętymi. Nawet gdy ją sądzono, nie zrezygnowała z tego „spirytystycznego” podejścia. Gdy raz nie chciała odpowiedzieć od razu na pytanie sądu, odrzekła, że „zasięgnę w tej sprawie porady u św. Katarzyny”. Odpowiedź godna wzorowego i pryncypialnego spirytysty."
Pamiętasz co się wydarzyło na górze Tabor? Jak Piotr, Jakub i Jan widzieli Mojżesza i Eliasza? Czy więc Pan Bóg nie mógł posłać św Katarzyny na pomoc Joannie, której udzielił (On jej, a nie ona samej sobie) daru widzenia świętej i rozmawiania z nią? Skąd wiesz że nie otrzymała ona od Boga takiej pomocy w zleconej jej misji? Potrafisz wykazać, że była ona spirytystką i "na własną rękę" przywoływała zjawy?


"Acha, jeszcze jedno: jeśli najwyższym władzom kościelnym nie przeszkadza to, że ktoś szuka „magicznej” różdżki w postaci „cudownie” dzałających kości i innych relikwii, to co im przeszkadza, że inni w tym samym czasie doszukują się ich w duchach innych osób?"
Skąd wiesz, że nie przeszkadza? Poczytaj Katechizm Kościoła Katolickiego. Kości świętych nie są "magicznie działające" - takie podejście do sprawy to jest zabobon. Co innego natomiast szaczunek i wdzięczność. Czy naprawdę nie czytałeś tego co pisałem?

 
Opętanie i egzorcyzm
montsegur czw, 23 mar 2006, 02:26:26

Oczywiscie, ze spirytyzm (i spirytualizm) maja swoje "poganskie' korzenie, dokladnie zreszta tak jak kazda religia dzisiaj, lacznie z nasza, zydowska i islamem. Wspolczesnie znany nam ruch spirytystyczny opiera sie na tym, co stanowilo podwaline jego w XIX stuleciu. Ale nie mozna tego uznac za korzenie same w sobie, bo to by bylo troche tak, jakbysmy probowali powiedziec, ze chrzescijanstwo narodzilo sie w XVI w., bo wtedy narodzil sie luteranizm...

Piszesz o opetaniu. No, dobrze: popatrzmy na inne jego formy, tym razem znane przyklady z "drugiej strony (tej samej) barykady. Joanne d'Arc tez niejednokrotnie pytano czy moze miec pewnosc (i skad ja czerpie), ze istoty, z ktorymi "rozmawia" sa istotnie archaniolem oraz swietymi kosciola. Zarzucano jej opetanie przez zle duchy i szatana i obszerne tego wyjasnienie pojawia sie w uzasadnieniu wyroku skazujacego. Sw. Jozef z Cupertimo, ten, co "lewitowal" (czyli unosil sie w gore w powietrzu), mial przy "przelocie" ku wizerunkowi NMP wydawac ze swego gardla charaktarystyczny krzyk (nie "okrzyk", bo okrzyk to artykulowane slowo lub zdanie, lecz wlasnie krzyk, czyli wrzask) w ekstazie. Sw. Katarzyna ze Sieny dyktowala (bo byla analfabetka) swoja slawna ksiazke (czasami nazywana "Dialogiem SW. Katarzyny") w ekstazie, a scislej mowiac w calej serii ekstaz. W jakie ekstazy wpadali slawni stygmatycy naszego kosciola oraz inni, to juz nie bede tu opisywal, bo to temat juz nawet nie na artykul (a co dopiero komentarz) lecz wrecz na cala ksiazke...

jesli zatem zgodzic sie z Toba w ocenie tego, co nazywasz opetaniem, to wniosek dla praktyk kanonizacyjnych KRK nasuwa sie wrecz przerazajacy: nasz kosciol kanonizuje opetancow...(!)

Czy nie widze roznicy, pytasz. Tak, widze roznice miedzy rozsadnym i wstrzemiezliwym podejsciem do praktyk modlitewnych i spiratualnym oraz wariackim ich traktowaniem tak wsrod spirytystow jak i modlacych sie "balwochwalcow". To roznica nie miedzy spirytystami a modlacymi sie. lecz miedzy rozsadkiem i wariactwem w ogole.

Kosciol Katolicki "potepia" kulty swietych zalatujace przesada j balwochwalstwem? Dobre sobie! A dlaczego tak sadzisz? Bo tak pisze w katechizmie lub szeregu pism apologetycznych? Wiem, ze tak pisze. Ale nigdy i nigdzie nie zakazuje sie takich "watpliwych praktyk", do ktorych wierni nieraz sa wrecz zachecani (specjalnie powyzej podalem przyklad z tymi koscmi sw. Teresy w Perth). Roznica miedzy nami w ocenie tego zjawiska zdaje sie najwyrazniej polegac na tym, ze dla Ciebie decydujace jest to, co nieraz (bo nawet nie zawsze...) pisze sie w (niektorych) ksiazkach. Podczas gdy dla mnie decyduje wlasnie praktyka przede wszystkim, a mniej "teoria", ktora ma sie do calej "ksiegi" niczym mala kolorowa zakladka (bo w takiej mniej wiecej proporcji ma sie ona do rozpowszechnionych praktyk.

Dla mnie zatem roznica miedzy jednymi (spirytualistami i spirytystami) a drugimi ("balwochwalcami modlitewnymi" - przepraszam za okreslenie, ale chcialem oszczedzic sobie dlugiego wywodu), jest znikoma. No, moze jedna: spirytysci, w odroznieniu od stygmatykow) nie brocza krwia... No a znajdz mi przyklad batozenia ciala lub innego sposobu umartwiania cial przez rozmodlonych poboznych wsrod spirytualistow! Wsrod naszych ortodoksow jest to nawet bardziej rozpowszechnione niz sie powszechnie przypuszcza. Do takiego wniosku doszedl po latach badan John Allen, autor ksiazki o Opus Dei (ksiazka ta ukaze sie w j. polskim w kraju w przyszlym miesiacu), w ktorej nawet cytuje on pewien cennik przyrzadow do umartwiania (w wersji angielskiej ceny zostaly przeliczone z wloskich lirow na dolary), no wiec mozna u pewnych zakonnic w dalszym ciagu (autor stwierdza, ze cennik ten byl wciaz aktualny w grudniu 2004 roku) nabyc baciki (rowniez z kolcami) pasy kolczaste (z pojedynczymi lub podwojnymi swzeregami kolcow (to sie zaklada na nogi, korpus lub ramiona.  Czy to nie kwalifikowaloby sie jako swoiste "opetanie"?

Chcialem pisac dluzej, ale ostatnio polemizuje (prywatnie) z pewnym polskim (dosc fundametalistycznym) muzulmaninem. Wiec nawet nie mam czasu poprawiac ewentualnych bledow w pisowni, za co przepraszam.

 

Cheers!!!

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,655 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń