Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Konstytucja bez Boga, dlaczego?

Polsce i siedmiu państwom popierającym zapis o Bogu i chrześcijaństwie w Konstytucji Europy nie udało się go wprowadzić. Nasza delegacja „walczyła do końca” o uściślenie w Konstytucji pojęcia „dziedzictwo religijne”.
Prawie wszystkie liczące się denominacje chrześcijańskie w Europie opowiedziały się za wprowadzeniem do Konstytucji odniesienia do Boga i chrześcijaństwa. W Europie ponad 80% ludzi wierzy w Boga. A 70% przyznaje się do chrześcijaństwa. Przytłaczająca większość Europejczyków przyznaje, że istnieje osobista i historyczna odpowiedzialność przed Bogiem. Sama Europa kształtowała się w czasach, w których nie znano pojęcia laickości. Byt europejski wyrósł na uniwersalistycznych ideach chrześcijaństwa.



„Jesteśmy starą cywilizacją chrześcijańską, ale jesteśmy też krajem, który położył kres kłótniom tego rodzaju 100 lat temu i nie ma wcale zamiaru ponownie otwierać debaty nad laickością. Zatem nie życzymy sobie, żeby jedna religia bardziej niż inne była uprzywilejowana w oficjalnym tekście"  - zamknął dyskusję o Bogu w Konstytucji naszego kontynentu Jacques Chirac. Uporowi polskiego rządu towarzyszył ostry sprzeciw lub brak aktywnej współpracy ze strony pozostałych państw.

Uzasadnienie przywódcy Francji zakładało, że brak równości jest tożsamy z brakiem wolności religijnej i ze złamaniem zasady rozdziału państwa od Kościoła – laickości państwa. Natomiast duchowi przywódcy europejscy podkreślają, że prawda historyczna podobnie jak obecna rzeczywistość wyznaniowa nie zagrażają wolności religii i niezależności państwowej, czego dowodem może być boom islamski w Europie. W ten sposób doświadczenia polityczne ultralaickiej Francji zostały przeniesione na Konstytucję Europy Narodów Chrześcijańskich, z których wiele zawarło odniesienie do Boga w swoich konstytucjach jako fundamentalne.

Konstytucja nie jest tylko przepisem na udane funkcjonowanie struktury politycznej; jakkolwiek porządek polityczny jest czymś odrębnym od porządku religijnego to nie da się go oderwać od oceny moralnej i założeń światopoglądowych, które go pośrednio i realnie kształtują. To ustawodawcy europejscy rozumieją. Problem tkwi w nadaniu znaczenia równorzędności kilku prądom ideowym wbrew prawdzie, że to chrześcijaństwo ukonstytuowało Europę i chrześcijaństwo było natchnieniem dla budowania wspólnoty europejskiej w czasach nowożytnych. Zapisy formalne nie są dla chrześcijaństwa najważniejsze, bo jego atrakcyjność tkwi ponad uwarunkowaniami politycznymi i społecznymi, ale z całą pewnością nie możemy powiedzieć, że takie zapisy są nieważne. Zapisy obecnie uchwalone są próbą zniekształcenia prawdy historycznej i wyznaniowej o Europie. Przykry jest zabieg zredukowania problemu tożsamości i korzeni Europy do małoistotnego lub wieloznacznego epizodu historycznego. Dokonany na Konstytucji Europejskiej zabieg relatywizacji źródeł jej tożsamości można porównać do resetowania faktów historycznych z podręczników historii, albo zmian treści dzieł Szekspira pod pretekstem politycznej poprawności. Cel tych zmian był jeden zmiana świadomości historycznej i światopoglądowej.

Druga rzecz to jakość życia politycznego, która domaga się odniesienia do instancji ponad sobą, do Stwórcy i źródła wszelkich praw. Problem jest niezwykle ważny w dobie zachwiania zaufania do współczesnej demokracji i ekonomii, które okazały się wielekroć fasadami dla zakulisowych działań grup ponad państwowych i ponad narodowych i w których dochodzi do marginalizacji słabych. Systemy polityczne i ekonomiczne wymagają ciągłego procesu oczyszczania i doskonalenia, jeśli mają służyć dobru wspólnemu. Proces ich permanentnej weryfikacji bez odniesienia do cywilizacji judeo-chrześcijańśkiej będzie zawieszony w próżni. Pominięcie odniesienia do Boga, logiczne i oczywiste z punktu widzenia liberalnych doktryn politycznych wnosi wiele pułapek charakterystycznych dla doktryn totalitarnych, w których godność człowieka wyjęta z kontekstu transcendentalnego ulega zniekształceniu. Paradoksalnie godność podmiotu Konstytucji – obywatela Europy została zawężona i pozbawiona głębszej perspektywy. Jeśli prawa obywatelskie i godność ludzka są nadawane przez państwo, to czy nie jest to krucha i ograniczona podmiotowość. W oparciu o dekalog ludzkość na przekór swoim słabościom stała się lepsza. Odrzucenie judeo-chrześcijańskich fundamentów cywilizacyjnych to niebezpieczny eksperyment, który doprowadził do rozpadu więzi międzyludzkich i alienacji człowieka i tak samo może doprowadzić do rozbicia współpracy politycznej między ludźmi i wspólnotami ludzkimi, które pozbawione tożsamości przestają rozumieć same siebie. Brak zapisów postulowanych przez chrześcijańską Polskę umacnia tę tendencję.

Po trzecie w Europie laickiej zagrożona jest jakość i powszechność życia chrześcijańskiego. Zagrożona to nie to samo, co zdeterminowana (podobnie ja ważne to nie to samo, co najważniejsze). „Żyjemy w świecie, który przestał być chrześcijański, którego kultura i mentalność już nie są kształtowane przede wszystkim przez Ewangelię. Dzisiaj już nie możemy zadowolić się życiem w sprzyjającym środowisku. Przeciwnie, nasze środowisko nie sprzyja życiu chrześcijańskiemu. Stoimy wobec rosnącej fali ideologii antychrześcijańskiej, i siłą rzeczy, antyreligijnej. Współczesne ideologie wywierają ogromny wpływ na umysły ludzi młodych. Toteż kryzys, z jakim się zmierzamy, jest bynajmniej nie tylko kryzysem kultury chrześcijańskiej – jest kryzysem ludzkiego umysłu poszukującego prawdy. Współczesny człowiek w pewien sposób stracił nadzieję na odkrycie prawdy? Jakże w tych warunkach wiara mogłaby zakorzenić się i rozwijać zgodnie ze wszystkimi swoimi wymogami  Faktycznie, jeśli ludzki umysł nie jest zdolny do poszukiwania prawdy i odkrycia istnienia Boga, to wiara już nie może się zakorzenić ani rozwijać. I w ten sposób zanika życie chrześcijańskie, które – dopóki jesteśmy na ziemi – przeżywamy w wierze. Przypomnijmy sobie krzyk Jezusa w Ewangelii św. Łukasza: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? Te dwie ułomności – w dziedzinie życia społecznego i w dziedzinie intelektu – niosą zasadnicze skutki dla zakorzenienia rad ewangelicznych w sercach ludzi, zwłaszcza młodych. Rzeczywiście, łaska buduje na naturze. A jeśli fundament łaski jest zupełnie rozchwiany, to życiu chrześcijańskiemu bardzo trudno jest się zakorzenić” (M.D.Philippe). Wagę powiązań pomiędzy życiem społecznym a religijnym obrazuje stosunek do aborcji. Prawo jest pierwszym, albo jednym z pierwszych wychowawców człowieka – prawne przyzwolenie na aborcje i jego brak wprost przekłada się na poziom świadomości społecznej na temat życia poczętego. Państwo jest wychowawcą człowieka, podobnie jak Konstytucja stanowi ważny element wychowania. Konstytucja, która zniekształca prawdę o chrześcijaństwie tę w wymiarze historycznym jak i niepodważalną i oczywistą chrześcijańską prawdę o odpowiedzialności rządzących i prawodawstwa przed Bogiem może być nie do zaakceptowania przez chrześcijan podobnie jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa edykty cesarskie stawiające coś przed, w miejsce lub ponad Boga.  

Ten scenariusz można było przewidzieć. Czy była szansa na jego odwrócenie? Scena polityczna w tak ważnym dla Europy momencie jak uchwalenie Konstytucji została zdominowana przez rządy centrolewicowe. Największy wpływ na tworzenie się konstytucji mieli obciążeni obsesją laickości Francuzi. Nie jest tajemnicą, że klasa polityczna ustępuje alergicznie reagującym na chrześcijaństwo mediom, które umiejętnie filtrują odczucia społeczne. W kulturze zdominowanej przez inspirację liberalną trudno być chrześcijaninem, a politykiem chrześcijańskim nie z nazwy tym bardziej. Andre Frossard nie bez przesady trawestował ewangeliczne zdanie „łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne” odnosząc je wprost do polityka chrześcijańskiego. Odporne na socjotechnikę mediów polityczne odłamy radykalne kompromitują się ksenofobicznymi pomysłami. Polscy politycy zostali zakwalifikowani do zaścianka i prawdopodobnie ta etykieta będzie im już towarzyszyć w parlamencie europejskim zwłaszcza w debatach wymagających klarownego stanowiska moralnego. Liberalne ośrodki polityczne i kulturowe świetnie ze sobą współdziałają i są o wiele bardziej mobilne.

To wszystko oznacza, że chrześcijaństwo posiada niewielu obrońców a głos chrześcijan, którzy nie są liberalną symulacją jest niesłyszalny, co niezaprzeczalnie wzmaga klimat obojętny lub wręcz wrogi chrześcijaństwu. Sytuacja, w której wstydzimy się swoich korzeni z jakiegokolwiek powodu przypomina historię wykształconego w mieście pokolenia, które na czas wizyty gości pozbywa się wywodzących się ze wsi rodziców. Możemy mówić o czasie pogardy dla chrześcijaństwa, jako systemu wartości słabych i marginalizowanych stawianego w opozycji do dominujących ideologii: kapitalizmu i laickości.

Pomysł na nowoczesną Europę trzech głęboko wierzących chrześcijan Schumanna, Gaspariego i Adenauera zamiast przypominać niezwykłe wydarzenia z czasów Karola Wielkiego coraz bardziej zbliża się do historii wieży Babel. Kościoły chrześcijańskie wyraźnie sobie nie radzą w nowej europejskiej rzeczywistości. W Unii Europejskiej zarezerwowano im rolę muzeów, które odradza się odwiedzać młodym pokoleniom.

Nieprzejednana postawa Chiraca może być też skutkiem niejednoznacznej postawy episkopatu europejskiego. Wielu belgijskich i francuskich biskupów nie jest przekonana do sensowności takiego zapisu, a arcybiskup Wiednia wprost wyhamowywał legislacyjne inicjatywy Partii Ludowej w Austrii zmierzające do zamieszczenia odwołania do Boga w Konstytucji, co z całą pewnością przełożyło się na brukselski consensus. Jeśli głos Kościoła ma być słyszalny to musi to być jeden głos. Mało tego musi się on przekładać na energiczne działania lobbingowe i szukać porozumienia z podobnie myślącymi poza Kościołem katolickim. Niech przykładem posłuży forum ONZ wykorzystywane do realizacji celów środowisk działających na rzecz „świadomego macierzyństwa”. Współpraca krajów islamskich i Watykanu skutecznie zablokowała wówczas postulat dokonywania aborcji na życzenie. Politycy chrześcijańscy wydani na opiniotwórcze działania mediów muszą czuć, choć cząstkowe wsparcie społeczne, które z racji braku zorganizowanych inicjatyw może być wyrażane min. przez hierarchów Kościoła. Wielu polityków boi się dziennikarzy i interpretuje ich głos jako głos społeczeństw. Ponieważ niezależnych, pozostających poza wpływem liberalnym inicjatyw społecznych prawie nie ma, lub są one szczątkowe i bez poparcia mediów niewiele znaczą politycy ci szukają wsparcia właśnie w Kościele. Kościół zaś utożsamia szukanie takiego wsparcia (czasami nie bez racji) z mieszaniem go do polityki.

Chrześcijaństwu w Europie pozostały trzy wyjścia. Można się z rolą reliktu pogodzić i robić dobrą minę do złej gry, można wyjść z tego „wielkiego miasta” jak Abraham wyszedł z Ur, a można też spróbować zawalczyć o swoje nowe miejsce w oparciu o silną wiarę Abrahama. Europa już jest stara i bezpłodna. Przywiązani do przyjemności i wygody Europejczycy zaczynają czuć głód duchowy i będzie on coraz silniej dochodził do głosu. A głodu duchowego nie zaspokoi struktura wykluczająca odniesienie do Boga i negująca rozwiązania sprzyjające życiu duchowemu. Jeśli tli się w Europie życie to właśnie wokół enklaw żywej i gorącej duchowości, która wcześniej czy później znajdzie przełożenie na prawo do życia politycznego i przemiany świata po linii ideałów ewangelicznych. Złudzenie cywilizacyjnej siły Europy nie jest w stanie przeważyć nad doświadczeniem wiary Abrahama, który podąża w ubóstwie ducha za Bogiem. Mimo wszystko w takich chwilach jak ta „konstytucyjna” rodzi się ewangeliczne pytanie: czy Syn człowieczy znajdzie wiarę wśród ludzi.

Ponieważ Konstytucja wymaga ratyfikacji przez poszczególnme kraje wspólnoty europejskiej istnieje szansa na ponowienie dyskusji z Francuzami, nagłośnienia problemu i zdania przywódców religijnych. Gra idzie o wysoką stawkę: wierność historycznej prawdzie, tożsamości i sumieniu europejskiemu. Na przekór wszystkiemu my Polacy możemy wnieść własne doświadczenie historyczne, doświadczenie Europy wschodniej, w której doszło już do eksperymentu polegającego na usunięciu Boga z życia publicznego. Pytanie czy protest i odrzucenie traktatu konstytucyjnego jest najlepszym sposobem pozostaje otwarte. Jest pewne: laicka Europa wygrała pierwszą rundę, ale  wiele przyszłych wydarzeń może ją jeszcze zaskoczyć. Człowiek strzela Pan Bóg kule nosi.



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/2004061916240399

No trackback comments for this entry.
Konstytucja bez Boga, dlaczego? | 12 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Konstytucja bez Boga, dlaczego?
dluhomil sob, 19 cze 2004, 20:37:54

A watykan juz wie co o Konstytucji ma sądzic.

Za KAI -"Stolica Apostolska wyraziła zadowolenie z powodu przyjęcia Traktatu Konstytucyjnego Unii Europejskiej, a zarazem skrytykowała brak odniesienia w nim do chrześcijańskich korzeni Europy. Stolica Apostolska wyraża zadowolenie z tego nowego i ważnego etapu w procesie integracji europejskiej, na który miał nadzieję "Ojciec Święty" i do którego stale zachęcał, głosi oświadczenie. Wyraża też zadowolenie z powodu umieszczenia w traktacie zapisu, który gwarantuje status wyznań religijnych w państwach członkowskich i zobowiązuje Unię do utrzymywania z nimi szczerego, jawnego i regularnego dialogu, uznając ich tożsamość i specyficzny wkład.Jednocześnie w komunikacie watykańskim wyrażono "uznanie i wdzięczność tym rządom, które ze świadomością przeszłości i dziejowego horyzontu, w jakim nabiera kształtu nowa Europa, zabiegały o to, by dać konkretny wyraz jej uznanemu dziedzictwu religijnemu".Jednak Stolica Apostolska nie może ukryć rozgoryczenia z powodu sprzeciwu niektórych rządów wobec jednoznacznego uznania chrześcijańskich korzeni Europy, stwierdza oświadczenie Stolicy Apostolskiej "Mamy tu do czynienia z lekceważeniem historycznej oczywistości i chrześcijańskiej tożsamości narodów europejskich" - stwierdza oświadczenie podpisane przez rzecznika prasowego Stolicy Apostolskiej, Joaquina Navarro-Vallsa".


 
Konstytucja to nie modlitewnik...
montsegur nie, 20 cze 2004, 14:04:55

Z lamentow dajacych sie slyszec (tudziez czytac) nad brakiem zamieszczania wiadomej preambuly moznaby wnioskowac, ze niektorzy nasi Bracia (oraz niektore Siostry) sa urodzonymi pesymistami. Czyz istotnie uwazaja oni, ze chrzescijanstwo jest juz tak slabiutkie, ze musi na sile czepiac sie zapisow w konstytucjach, azeby w ogole przetrwac? W pierwszych dekadach (a nawet wiekach) istnienia tej religii mowy w ogole nie bylo o jakichkolwiek preambulach tego rodzaju, a chrzescijanstwo mialo sie (pomimo okazjonalnych przesladowan) calkiem nienajgorzej. Coz sie wiec stalo, ze teraz takie zamieszanie o tych pare zdan, jak gdyby chodzilo o kule dla beznogiego?

Przypomniec warto, ze konstytucje maja na celu wylozenie zasad, wedlug ktorych funkcjonowac ma panstwo (a mowie to ja, ktory bylem i jestem przeciw tej calej "unii"), a nie dawac wyklad o historii religii. Jesliby sie juz upierac przy wspomnieniu korzeni, to korzenie Europy wcale nie sa chrzescijanskie, lecz totalnie poganskie. Chrzescijanstwo pojawilo sie w Europie tysiace lat po poczatkach czolowych kultur istniejacych na tym kontynencie. To oczywiscie w niczym nie pomniejsza chrzescijanstwa. Ja bym nawet powiedzial, ze owa preambula by je pomniejszyla, na zasadzie, ze "dobry towar NIE wymaga reklamy". Obnoszenie sie w konstytucjach z takimi czy innymi religiami mogloby tez wywolac wrazenie, ze ktos, krok za krokiem, zamierza zbudowac uprzywilejowana pozycje jakiejs religii (chocby i naszej wlasnej). Konstytucje sa tez dla osob niewierzacych, wiec dla nich odniesienie do Boga jest tylko nic nie znaczacym frazesem. Pamietajmy: chrzescijanstwo jest nasze, t.j chrzescijan (czyli tych, ktorzy sie z nim utozsamiaja), panstwo zas nalezy do obywateli bez wzgledu na wyznanie. Jestem przeciw zakazom okazywania (rowniez publicznego) afiliacji religijnych, np. zakazom noszenia chust przez muzulmanki (niechaj same decyduja, co na glowy wkladac!), jestem jednak rowniez przeciw narzucaniu takich afiliacji w dokumentach panstwowych. Skoro wiekszosc siedzi cicho w tej sprawie, to znaczy, ze tych 70 czy 80% religijnych wcale niekoniecznie uwaza, ze zapis musi byc. I niekoniecznie oznacza tez, ze religia jest im calkowicie obojetna.

Powyzsze nie oznacza, ze jestem przeciw takiej formule o religii i Bogu, a jedynie stanowic ma podkreslenie, ze to nie jest rzecz wazna, czy sie o tym w konstytucjach mowi w takiej formie czy nie. To znaczy: jesli taka preambula bedzie - dobrze, w porzadku, znakomita wiadomosc. Jesli jej nie bedzie, to tez nie ma powodu rozdzierac szat. Oczywiscie, zgadzam sie z "mateuszwroc", ze i odniesienia do oswiecenia itd. nie musza byc wzmiankowane w konstytucji. Bo tak, jak konstytucja to nie modlitewnik, tak tez nie jest to podrecznik historii prawa czy oswiecenia.

Cheers!!!

P.S. Okreslenie "Ojciec Swiety" zostalo najprawdopodobniej zapozyczone przez chrzescijan od antycznych mitraistow, ktorzy w taki sposob tytulowali swych najwyzszych kaplanow. Oczywiscie, ja tez nie mam nic przeciwko uzywaniu tego terminu w kosciele chrzescijanskim, tak jak nie mam nic przeciw nazywaniu "swietymi" wybitnych jednostek w historii kosciola.

 
Konstytucja bez Boga, dlaczego?
japco nie, 20 cze 2004, 22:13:02

Mam wrażenie, że bez tej wzmianki w konstytucji religia przestanie istnieć. A może chodzi o oddanie czci naszym korzeniom? (a raczej gałęziom, bo jak ktoś wspomniał, najpierw Europa była pogańska)
I teraz co? Demokratycznie postąpimy narzucając innym tą preambułę? W końcu chrześcijan jest około 70-80%, więc można wszystko?
Nie rozumiem tego całego zamieszania. Gdybym był wyznawcą islamu, chyba czułbym się dyskryminowany. A może jeszcze w Polsce wprowadzimy podatek na kościół i wtedy dopiero się okaże, jaki procent społeczeństwa zadeklaruje, że chce nadal być jakiegokolwiek wyznania.

Pozdrawiam.

PS. Jestem na to za młody, abym mógł być pewny, ale wydaje mi się, że w czasach, gdy Boga w Polsce chciano "wyrzucić", kościół przemawiał bardziej donośnym głosem niż obecnie, gdy katolików się nie prześladuje.

 
Konstytucja bez Boga, dlaczego?
verbadocent pon, 21 cze 2004, 12:52:55

Kończy się pewnien sojusz. Sojusz państwa i religii (wyrażonej w widzialnej strukturze Kościoła). Sojusz ten rozpoczął się Edyktem Mediolańskim osiągnął swoje apogeum gdzieś w średniowieczu a zaczął się zwijać wraz z atakiem na Bastylię. Sojusz niełatwy ale sojusz. Od czasów, kiedy oficer francuskiej armii spoliczkował papieża i kazał przenieść mu się z Rzymu do Awinionu jedne sojusznik (państwo) uzyskiwał stopniową przewagę nad drugim. A teraz go już po prostu nie potrzebuje i koniec, przynajmniej tak mu się wydaje. Europa, do której weszliśmy dziś jeszcze jest unią państw ale jeśli koncepcje frankogermańskie przejdą, to będzie ona Superpaństwem, więc jej również religia i Bóg nie są potrzebni. Potrzebni będą chrześcijanie, jako podatnicy, konsumenci, żołnierze, wyborcy, pracownicy i tak dalej. No to będziemy mogli być chrześcijanami i będziemy mogli sobie wyznawać chrześcijaństwo (inter pares) ale tak aby nikomu nie przeszkadzać.  Najlepiej w kruchtach i katakumbach. Nie po to, by broń Boże nas prześladować, co to to nie. PO to, byśmy nie przeszkadzali w czadowej zabawie naszymi głupimy pytaniami i odwoływaniem się do jakiś tam wartości (co to za wartości, których nie można kupić w supermarkecie? jeśli ich nie ma do kupienie, to znaczy że ich wogóle nie ma, bowiem coś istnieje tylko, jeśli jest do kupienia/sprzedaży na wolnym rynku). Czy tak będzie w rzeczywistości to tylko zależy od nas samych, czy damy się do katakumb znów zagonić.

---
Verba Docent Exempla Trahunt

 
SUPERpanstwo i SUPERkosciol...
montsegur pon, 21 cze 2004, 13:30:48

Sojusz panstwa i religii w jakiejs postaci zawsze istnieje. Wspomnial Pan wyborcow (no wlasnie, jednak panstwo ich potrzebuje!). Podatnikow tez potrzebuje, to prawda (a co, za czasow tego sojuszu z przeszlosci wierzacy nie placili podatkow?), konsumentami zawsze beda, bo jesc musza (niewazne: z sojuszem czy bez sojuszu), zolnierze tez byli i sa potrzebni (za sojuszu byli na ogol gorzej traktowani niz teraz), pracowac musieli (ciezej i gorsza za to otrzymywali zaplate).

Zgadzam sie z Panem odnosnie unijnego "superpanstwa": byl to jeden z powodow, dla ktorych rok temu, bedac w Polsce, glosowalem przeciw. Z tym "superpanstwem" zreszta to troche tak jak z tym "superkosciolem", o ktory kiedys posprzeczalismy sie (gdy sie Panu nie spodobal ow "Fűhrerstaat"). Rzecz w tym, ze ja obawiam sie zarowno superpanstwa jak i superkosciola i to z bardzo podobnych powodow.

No, ale zalozmy przez moment, ze sojusz superpanstwa z superkosciolem znow mialby zaistniec: byloby to wtedy superpanstwo chrzescijanskie z super-pozycja kosciola chrzescijanskiego. No i co chrzescijanom przyszlobyby z tego? Super-piach w oczy, jak smiem mniemac.

A czy my sie damy zagonic do katakumb, to znow wypada mi sie z Panem zgodzic: to istotnie od nas samych zalezy. Od nas, a nie od zapisow konstytucyjnych. Dlatego sa mi one nad wyraz obojetne.

 

Cheers!!!

 
Konstytucja bez Boga, dlaczego?
Jacek2 pon, 21 cze 2004, 13:53:15

Porównywanie postulatów chrześcijan europejskich do próby reaktywowania sojuszu Państwa i Kościoła to nieuczciwy zabieg podobnie jak wielokrotne powtarzanie, że życie społeczne nie ma związku ani wpływu na kształt życia chrześcijańskiego.

Chrześcijanie nie chcą przywilejów politycznych (religii państwowych), które atrybutowały sojusz tronu i ołtarza (władza ludzka była rozumiana jako ustanowienie Boże), a jedynie uznania tożsamości Europy i odniesienia porządku politycznego do Osoby (nie do porządku religijnego) Boga
 
Religia w konstytucji, dlaczego?
montsegur pon, 21 cze 2004, 14:33:44

"Porównywanie postulatów chrześcijan europejskich do próby reaktywowania sojuszu Państwa i Kościoła to nieuczciwy zabieg podobnie jak wielokrotne powtarzanie, że życie społeczne nie ma związku ani wpływu na kształt życia chrześcijańskiego."

A dlaczego uwaza Pan, ze porownywanie jest zabiegiem nieuczciwym?Jeszcze rozumiem, gdyby chodzilo o oskarzanie. My sie tu po prostu zastanawiamy nad rozmaitymi "scenariuszami", nie wylaczajac rowniez tych najgorszych. Jest bowiem zasadne zastanawianie sie nad tym, czy zadanie umieszczenia preambuly o chrzescijanstwie w dokumencie  politycznym nie ma rowniez celu politycznego oraz jaki ewentualnie mialby to byc cel. I nikt tutaj nie twierdzi, ze zycie spoleczne nie ma wplywu na zycie chrzescijanskie. Ze swej strony jedynie zaznaczylem, ze wplywy te (jakiekolwiek by one nie byly) nie wymagaja preambul konstytucyjnych.

"Chrześcijanie nie chcą przywilejów politycznych (religii państwowych), które atrybutowały sojusz tronu i ołtarza (władza ludzka była rozumiana jako ustanowienie Boże), a jedynie uznania tożsamości Europy i odniesienia porządku politycznego do Osoby (nie do porządku religijnego) Boga"

Co do pierwszej czesci zgoda, nie powinno byc zadania przywilejow (o to mi tez chodzilo). Co do drugiej - nie. Tozsamosc europejska jest bardziej zlozona i nie ma ona wylacznych afiliacji chrzescijanskich. Po co np. ateiscie odniesienie do Boga, w ktorego i tak nie wierzy? A jesli my cokolwiek odnosimy do Boga, preambuly nie sa nam do tego potrzebne (choc oczywiscie, jak juz zaznaczylem powyzej - nie zaszkodza rowniez). Jesli zas w calej tej sprawie chodzi istotnie jedynie o to, co podkreslil Pan tlustym drukiem, to milczenie zdecydowanej wiekszosci chrzescijan europejskich oznacza, ze nie uwazaja oni za stosowne ani konieczne demonstrowac tozsamosci w dokumencie, ktory z religia nie ma wiele wspolnego.

Wypada mi sie chyba zgodzic z bpem Pieronkiem, ze chrzescijanstwo da sobie rade i bez tego zapisu. Osobiscie dodalbym, ze da sobie rade lepiej bez tego zapisu niz podpierajac sie na nim jak chory laska. Jesli dokumentem jest konstytucja, to niechaj bedzie ona konstytucja a nie zbiorem wynurzen na temat religii, oswiecenia czy metafizyki. Od tego sa inne dokumenty.

Cheers!!!

 
Konstytucja bez Boga, dlaczego?
japco pon, 21 cze 2004, 19:22:00

Chciałbym jeszcze zacytować autora artykułu zamieszczonego w dzisiejszej Gazecie Wyborczej:
"Kościół nie wychodzi jednak z konstytucyjnych sporów z pustymi rękami. Preambuła po raz pierwszy mówi o "wartościach" i "dziedzictwie religijnym" Europy, które są "zakorzenione w naszym życiu społecznym". Także po raz pierwszy Unia stwierdza, że "szanuje" i "nie narusza" statusu "Kościołów i stowarzyszeń lub wspólnot religijnych", a co więcej - zobowiązuje się prowadzić z nimi "otwarty, przejrzysty i regularny dialog". Proszę znaleźć podobne stwierdzenia w takwychwalanej konstytucji amerykańskiej".

Polecam także lekturę artykułu "Polak, czyli kto?", zawartego w ostanim wydaniu Polityki. Autor bazuje na badaniach wartości i przekonań społeczeństw przeszło 80 krajów, w tym również Polski, przeprowadzonych w 1990 i 2000 r. (tzw. lustro Ingleharta). Można tam między innymi wyczytać:
"Polacy częściej uważają się za osoby religijne (wiarę w Boga deklaruje 97 proc. Polaków) (...)
Co gorsza, okazuje się, że gdy padnie pytanie, "jak ważny jest Bóg w twoim życiu?" - spadamy do trzeciej dziesiątki (...) i zrównujemy się z Amerykanami (...)
Polaka-katolika najbardziej niepokoi rozluźnienie norm obyczajowych. III Rzeczpospolita przyniosła mu bowiem wzrost akceptacji dla homoseksualistów, rozwodów, eutanazji, samobójstw, miękkich narkotyków, niewierności małżeńskiej i samotnych matek.(...)
Teraz Polak-katolik czuje narastający niepokój. Bo przecież obawiał się, że Europa przyniesie mu laicyzację, odciągnie go od Kościoła, Boga i zrośniętej z wiarą polskiej tożsamości. W lustrze Ingleharta Polak widzi, że pod powierzchnią rutynowych zachowań i deklaracji ten proces już się od lat toczy. Nic się nie zawaliło, kościoły nie opustoszały, nic nie zostało ostatecznie na nowo zdefiniowane, ale przesunięcie jest faktem. Polak nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy i wciąż się uważa za człowieka religijnego, ale jego religijność słabnie. A jednocześnie - nieoczekiwanie - umacnia się religijność tych zsekularyzowanych społeczeństw, które Polak-katolik miał ewangelizować. Gdyby taka tendencja miała się utrzymać, w niespełna pokolenie role się odwrócą".

 
Konstytucja bez Boga, dlaczego?
Jacek2 pon, 21 cze 2004, 19:35:35

Preambuła to nie jest dokument stricte polityczny i jeśli zawiera takie a nie inne treści to świadczy to o potrzebie budowania życia politycznego na innych fundamentach niż ono samo. Preambuła jest po to by miało ono odniesienie, nie pozostawało w próżni.

Ja bym raczej powiedział, że milczenie Europejczyków to brak porozumienia. Jesteśmy przyzwyczajeni komunikować się poprzez media. A one wytwarzają pewnego rodzaju wrzawę tak, że nie słyszymy się nawzajem i robi to wrażenie podchwytywanejprzez nie obojętności (por. spotkania papieża z młodzieżą, kiedy standardowo słyszymy zapowiedzi o nikłym zainteresowaniu młodzieży)

 

Co innego wprowadzić taki czy inny zapis a co innego mieć świadomość jego zasadności. Ja dyskutuję na temat zasadności, bo jeśli będziemy przekonani to nasza motywacja do zmiany zapisów w projekcie Konstytucji nabiera nowej jakości. Osobiście uważam, że jest, o co walczyć. Przekłamanie, jakie dokonano na tekście konstytucji będzie przecież realnie kształtować oblicze Europy.

Akurat, jeśli chodzi o historyczne fundamenty Europy to nikt nie ma wątpliwości, że są one chrześcijańskie (przynajmniej nikt z poważnych historyków). I z racji historycznej i z racji filozoficznej budują jej tożsamość w inny, bardziej zasadniczy sposób aniżeli ateizm, czy ideologia laicka.

 

Fundamenty Europy są chrześcijańskie (nie wolno nam pomijać też nowożytnej chrześcijańskiej inspiracji w budowaniu Europy). Laicyzm, oświecenie itd. zdeklarowały się w oparciu o chrześcijaństwo i działo się to często na zasadzie opozycji do matrycy, którą ciągle pozostaje chrześcijaństwo. Tak jest i teraz. I może jeszcze bardziej, bowiem pustka duchowa, w jakiej znalazła się Europa czyni chrześcijaństwo języczkiem u wagi. Chrześcijaństwo nadaje pewną subtelną równowagę Europie. Jeśli głębiej się przyjrzeć kontrowersjom zaistniałym wokół konstytucji to dostrzeżemy, że spór toczy się wokół wizji człowieka. Jeśli jest on istotą również duchową to czy nie jest oczywiste odzwierciedlenie tego faktu w Konstytucji, której podmiotem jest człowiek – obywatel Europy.

To wszystko sprawia, że duszą Europy pozostaje chrześcijaństwo.

Oczywiście czy my to nazwiemy czy nie to jest to obojętne dla istnienia duszy (ona ciągle będzie niezależnie od naszych sądów), ale nie jest obojętne dla jakości życia duchowego i społeczno-politycznego.

Istnieje pewna bardzo niewielka procentowo grupa ludzi, którzy odrzucają wymiar duchowy i moralną ocenę polityki oraz jej odpowiedzialność przed Bogiem. Jednak nadawanie ich poglądom tego samego znaczenia w budowaniu Europy, co chrześcijaństwu jest nieobiektywne. Zaś nie nadanie im tego samego znaczenia w niczym nie uwłacza wolności ich głoszenia czy wyznawania. Z pańskiego tekstu wnioskuję, że oddanie prawdy o znaczeniu chrześcijaństwa i istnienia Boga w dziejach Europy jest tym samym, co łamanie zasady równości i wolności. Jeśli tak jest to trzeba się zapytać skąd tak ekstremalne twierdzenie się bierze. Czyż nie jest ono przejawem pewnej ideologicznej wrażliwości?

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,636 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń