Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Małżeństwa bez posłuszeństwa

PolemikiEncyklopedia Internetowa, Wikipedia, na dzień 24 września podaje lakoniczną informację: 1928 - Kościół katolicki w Polsce zmienił przysięgę ślubną dla kobiet, usuwając fragment zobowiazujący kobietę do posłuszeństwa mężowi. Jako protestant funkcjonujący w kościele, gdzie kobiety nadal ślubują posłuszeństwo swojemu mężowi ośmielę się poruszyć tę – w moim odczuciu – totalnie nierozumianą kwestię. Większość czytelniczek podniesie brwi ze zdumienia, że w XXI wieku są jeszcze ludzie, którzy kwestionują tak postępowy krok wywalczony przez międzywojenny ruch emancypacji kobiet. Zacznijmy jednak od stanu rzeczy...

Perspektywa

Pan Bóg mógł ustanowić w rodzinie przywództwo żony. Mógł, ale zdecydował, że przywódcą będzie mężczyzna. Miał do tego prawo? Miał. W końcu jest naszym Stwórcą. W związku z tym mamy dwa podstawowe problemy: 1. Niezrozumienie co to znaczy „przywództwo” męża w małżeństwie (i w rodzinie) oraz 2. nadużycia tej przywódczej roli.

Zacznę od drugiego. Przyznaję, że są straszliwe nadużycia ze strony mężczyzn i wstyd mi za tych, z powodu których do dziś dzień ciągnie się niekończący łańcuch krzywd wyrządzanych żonom w imię tego, że „mąż jest głową domu”. Nie ma to rzecz jasna nic wspólnego z Bożym zamysłem porządku w rodzinie. Dlatego żywienie urazy do Pana Boga za grzechy męża jest kierowaniem skargi pod zły adres.

Co do pierwszego to sprawa jest bardziej złożona. To co piszę pewnie nie będzie miało większego sensu dla osób sparzonych w więzi z drugim człowiekiem i dlatego dążących do niezależności, autonomii i „walki o swoje prawa” (jak sporo kobiet w ruchu feministycznym). To, że takie dążenia nie dają głębokiej satysfakcji – prędzej czy później dziewczyny te same się o tym przekonją. Ryzykując, że przez część czytelniczek będę niezrozumiany, mimo wszystko chcę sprawę pokrótce nakreślić i tym samym zachęcić Was do poważnego przemyślenia tematu. Stawką jest Wasze szczęście w małżeństwie i dużo więcej ponadto!

Ideałem, o który walczą współczesne kobiety jest tzw. małżeństwo partnerskie. „Nie ma mowy o uległości – jesteśmy równi i razem podejmujemy decyzje” – taka jest w przybliżeniu dewiza tych związków. W praktyce problem z małżeństwem partnerskim jast taki..., że ono nie działa. Oczywiście nie w sensie, że jakoś nie funkcjonuje; jest bowiem wiele takich małżeństw, ale nie są one w stanie dać małżonkom głębokiego poczucia spełnienia i wolności jakie niesie dopiero małżeństwo zbudowane w/g wzoru przedstawionego w Piśmie Św. przez projektanta małżeństwa – samego Pana Boga. I nie pomogą tu mnożące się konferencje i książki chcące ratować partnerski model małżeństwa – problem leży u podstaw: sama istota tak zdefiniowanego partnerstwa jest błędna. 

Bez uległości ani rusz

Zanim możemy mówić o małżeństwie w/g Bożego wzoru trzeba powiedzieć o ludziach w/g Bożego wzoru, którzy chcą wejśc w taki związek. Ludzie z natury są grzeszni, a sednem grzechu jest pragnienie bycia autonomicznym (także, a może przede wszystkim wobec Boga) – prościej nazywamy to buntem. Istotą zaś nawrócenia się do Boga i stania chrześcijaninem jest poddanie (czyli uległość) Chrystusowi, jako swojemu Panu i Zbawicielowi. Bez tego nie możemy mówić o małżeństwie chrześcijańskim.

Kiedy teraz dwie takie osoby wchodzą w związek małżeński, to jest to kolosalna różnica w porównaniu z małżeństwem dwóch nieujarzmionych egoizmów – jakimi jest mężczyzna i kobieta, którzy nigdy nie oddali swojego życia we władanie Jezusowi.

Boży zamysł jest więc taki: Mąż miłuje żonę jak Chrystus umiłował Kościól i wydał zań samego siebie. (Ef 5,25) – mamy tu miłość pełną poświęcenia. Kobieta zaś jest uległa mężowi swojemu jak Panu...(Ef 5,22) i ...poważa swego męża. (Ef 5,33). Niezwykle istotne w takim układzie, w normalnej sytuacji, jest to, że przez ustanowienie jednoosobowego przywództwa wyeliminowany został wewnętrzny czynnik konfliktujący małżonków. Mąż jest odpowiedzialny za podejmowane decyzje, ale przez pełną poświęcenia miłość do żony słucha jej argumentów i zawsze je w taki czy inny sposób uwzględnia. Z kolei żona nie ma poczucia odpowiedzialności za kierunek rodziny, jest pod parasolem przywództwa męża. Czuje się bezpieczna i doceniona, gdy mąż chętnie korzysta z jej rady.

Dla pełni obrazu należy dodać, że rola, jaką przyjmuje mąż w małżeństwie jest wyrazem jego uległości jego Panu Jezusowi. A ponieważ mamy ulegać sobie nawzajem (Ef 5,21) to uleganie męża swojej żonie wyraża się właśnie w tym, że on ją kocha miłością na wzór tej jaką Chrystus kocha Kościół. Wyrazem zaś uległości żony Chrystusowi jest jej chęć do bycia uległą mężowi; nie z musu, ale z miłości do Zbawiciela i zaufania Mu, że to będzie działać ku ich obopólnemu dobru.

Co więcej małżonkowie zdają sobie sprawę, że ich związek jest obrazem związku Jezusa z Kościołem (Ef 5, 32). Zatem oboje nie tylko godzą się na swoje role, ale dążą do jak najlepszego ich pełnienia (mąż wydoskonala się w pełnej poświęcenia miłości do żony i w odpowiedzialnym przywództwie, a żona wydoskonala się w posłuszeństwie i szanowaniu – byciu wsparciem – dla swojego męża.)

Jak to działa w praktyce? Żona nie musi ciągle walczyć z sobą, czy i w tym mam mu ulec – raz na zawsze zdecydowała – jestem uległa przez wzgląd na Chrystusa (oczywiście pozostawiamy na boku skrajne przypadki, kiedy to mąż namawia do grzechu itp. – to wymaga oddzielnego omówienia). Mąż zaś nie może umywać rąk i mówić „to przecież twoje dzieci...”, albo „to twoja wina, zrób jak uważąsz”, bo raz na zawsze wziął na siebie odpowiedzialność za swoją rodzinę.

Oczywiście życie to nie sielanka. Ten idealny obraz bywa psuty przez grzeszne odejście od biblijnego modelu którego z nich (lub obojga), jednak prędzej czy później uznają oni, że życie w grzechu jest żałosne i wracają na właściwą drogę przez mechanizm ratowania związków z tarapatów, który zwie się przebaczeniem.

Czemu jednak nie partnerstwo?

Któraś z Was może powiedzieć: „może tobie się taki związek podoba, lecz ja nie wyobrażam sobie bycia uległą mężowi, znacznie bardziej wolę partnerstwo.”

Odpowiedz mi zatem proszę na kilka pytań. Jak wyobrażasz sobie podjęcie decyzji w sytuacji, gdy macie skrajnie przeciwne zapatrywania na sprawę? Może głosowanie? Oczywiście negocjacje, dialog są dobre, a jeśli nie ma na to czasu i decyzję trzeba podjąć już zaraz? Kobiety ze związków partnerskich powiedzą Ci czym się to kończy – kłótnią lub też porządną awanturą.

Powiesz, „ale dzięki temu przynajmniej w niektórych kwestiach postawię na swoim, a jak będe stale ulegała, to zostanę zepchnięta w domu do roli jakiegoś popychła”. Jednak czy na pewno tak dużo wywalczysz? Kiedy dwoje ludzi zaczyna się ze sobą ścierać, to powstaje w nich naturalna chęć stawiania na swoim już przy każdej okazji (przez zwykłą przekorę) i to w kwestiach, które w innych okolicznościach spokojnie by sobie odpuścili. Dziewczyny z małżeństw partnerskich, które mają za sobą ze sto utarczek z mężami mogą zrobić uczciwy bilans: może i wywalczyły, postawiły na swoim, ale koszt jaki przyszło zapłacić – te wszystkie kłótnie, czyni te zwycięstwa raaczej pyrrusowymi. A na dodatek z perspektywy przyznacie, że o wiel z tych spraw nie warto się było wogóle wykłócać. Co więcej z taką postawą nieuchronnie czujecie, jak się od swoich mężów emocjonalnie odsuwacie. Wkrótce z przeciwników przeradzają się oni w Waszych wrogów.

Co innego z małżeństwem biblijnym. Dziewczyny ze związków partnerskich, które niepewnie patrzą w przyszłość stojąc na gruncie kruchego kompromisu nie mają pojęcia o pokoju i pociągającej w stronę męża miłości, jakich doświadcza kobieta, gdy świadomie decyduje się na powierzenie samej siebie mężowi. Z kolei faceci, którzy ciągle prowadzą grę ze swoimi żonami, aby manipulować nimi i starać się postawić na swoim, nie mają pojęcia o radości i satysfakcji jaką przeżywa mężczyzna, który na wzór Chrystusa przyjmuje odpowiedzialność za kobietę, którą Bóg daje mu jako bezcenny dar, aby się nią opiekował i o nią troszczył. To się nazywa szczęście w małżeństwie. Nie polega ono na trafieniu na „tę właściwą” / „tego właściwego”, ale na przyjęciu ról, jakie Bóg nam przypisał i ich realizowaniu. O ile w partnerskim związku wbudowany jest mechanizm odpychający partnerów od siebie na zasadzie konkurencji o tyle w biblijnym związku mechanizm jest taki, że ta więź jest z każdym rokiem zacieśniająca się! (Oczywiście trzeba też nad małżeństwem pracować – dobry model to nie wszystko, ale jednak dużo!).

Od ponad jedenastu lat jestem w takim związku i przyznaję, ze jest to jedna z najbardziej wspaniałych i spełniających rzeczy, które tu na ziemi przeżywam. Moja żona nie jest stłamszona ani zdepresjonowana – przeciwnie, podobnie jak ja – szczęśliwa. Oczywiście popełniamy błędy, ale wracamy do biblijnego modelu i wybaczamy sobie, wszystko to, co jest do wybaczenia.

Wiem, wiem, zaraz możecie przytoczyć mi sporo przykładów cioć, kumpli i znajomych, którzy żyją w związkach partnerskich a są bardzo szczęśliwi. Ośmielę się zauważyć że jest różnica między „szczęśćkiem” braku poważnych konfliktów (lub dobrania charakterologicznego minimalizującego prawdopodobieństwo powstania spięć w małżeństwie) a głębokim szczęściem osób wypełniających wzór Twórcy małżeństwa. Jest to różnica na wzór poczucia wolności ryby w akwarium i ryby pławiącej się w oceanie.

Małżeństwa partnerskie są dla nas nie do przyjęcia również z punktu widzenia teologicznego. Bóg zaprojektował związek mężczyzny i kobiety jako żywą ilustrację więzi Jezusa z Kosciołem. O ile biblijne małżeństwo swym porządkiem głosi: „Chrystus jest miłującym Panem dla Kościoła do tego stopnia, że oddał za Kościół swoje życie, a Kościół jest z wyboru całkowicie oddany Chrystusowi” to małżeństwo partnerskie głosi: „Chrystus i Kościół są partnerami. Każdy z nich ma swoją wolę i jakoś powinni się dogadywać czy przez kompromis, czy przez negocjacje” – co jest w sposób oczywisty nie do przyjęcia. Pomyśl: czy jesteś wierząca, czy nie – Twój związek małżeński głosi więź Chrystus – Kościół, i głosi albo prawdę – gdy jesteś uległą mężowi, albo kłamstwo, gdy z nim walczysz o włądzę.

Optymistyczna refleksja

Patrzymy, jak wokół nas małżeństwo po małżeństwie przeżywa kryzys, a potem często się rozpada. Myślimy: coś tu nie gra, coś jest u podstaw nie tak. Moja obserwacja jest następująca: nie tylko budujemy małżeństwa na złych modelach, ale całe życie wielu ludzi budowane jest nie tak jak powinno. I to jest problem źródłowy. Dopiero oddanie Jezusowi całej władzy w swoim życiu nadaje mu sens, otwiera nasze oczy na mądrość biblijnych wzorów i daje motywację, by pozostałe aspekty życia budować w oparciu o Boże objawienie przekazane nam w Piśmie Św. I wierzę, że coraz więcej ludzi w Polsce wkroczy na tę fascynującą, choć nie pozbawioną przeciwności drogę życia – drogę z Jezusem już jako Jego sługa i przyjaciel. 



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20040923215245777

No trackback comments for this entry.
Małżeństwa bez posłuszeństwa | 13 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Małżeństwa bez posłuszeństwa
dąbrowa pią, 24 wrz 2004, 09:21:30
Bardzo ekumeniczny tekst. Jako tradycyjny katolik żadko zgadzam się z protestantami ale w powyższym tekście na prawdę nie ma się do czego doczepić.
 
Małżeństwa bez posłuszeństwa
TanPra sob, 25 wrz 2004, 20:19:15
Według mnie najwięcej błędów w nauce kościoła wynika z łamania II Przykazania i twierdzeniu w imieniu Boga, co było lub jest Jego intencją. Z takiego właśnie rozumowego interpretowania Biblii powstało wiele błędnych teorii m.in. ta o wyższości mężczyzny nad kobietą.  Św. Augustyn pisał  „Jest to naturalny porządek rzeczy wśród ludzi, że kobiety usługują swoim małżonkom, a dzieci rodzicom, gdyż sprawiedliwe jest by niższe służyło wyższemu... Jest naturalną i słuszną rzeczą by słabszy umysł służył mocniejszemu. ".  A św. Tomasz: „Kobiety są błędem natury... z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu... są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny... Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna.”   Aktualnie nauka już dowiodła, że kobiety nie są błędem natury, ale chyba niektórym mężczyznom brakuje dowodu na to, o czym pisał Augustyn, że my kobiety nie jesteśmy od nich głupsze. W ogóle postawienie sprawy w ten sposób jest bezsensowne. To tak jakby chcieć dowodu, że blondyni są mądrzejsi niż bruneci, a rasa biała jest lepsza od każdej innej rasy. To wszystko należy rozpatrywać indywidualnie. Tak samo w każdym małżeństwie może być inaczej. Nie ważne jak się to nazwie: partnerstwo, posłuszeństwo czy opieka. Każdy związek może się rządzić własnymi prawami, które dla niego są najlepsze. Nie można z góry zakładać, że każdy mężczyzna jest mądrzejszy od każdej kobiety (lub poślubia zawsze głupszą), a kobieta nawet jeśli ma obiektywnie rację, to nie powinna za bardzo o nią walczyć (pod groźbą łamania przysięgi) w imię fałszywie pojmowanego dobra małżeństwa.   Na prawdę cieszy mnie fakt, że w tej kwestii stanowisko KK. wyprzedza kościoły protestanckie.

---
Magda

 
Małżeństwa bez posłuszeństwa
poetessa wto, 28 wrz 2004, 02:49:16
Szkoda, ze nie mam teraz czasu na glebsza analize tekstu oraz juz
istniejacych komentarzy. Powiem tylko tyle, ze jest to jedno wielkie
nieporozumienie. Zawsze mi sie wydawalo, ze fundamentalnym zadaniem
czlowieka jest poszukiwanie prawdy. Wszyscy powinni do niej dazyc,
wiedzac zarazem, ze nikt nie ma na nia monopolu. Zupelnie wiec nie
rozumiem, dlaczego to zawsze mezczyzna ma byc tym, ktory ostatecznie
podejmuje decyzje = zawsze ma racje. Przeciez to jest absurd, a mowiac
dobitniej po prostu nieprawda. Sa rzeczy, na ktorych mezczyzna zna sie
lepiej i sa takie, gdzie kobieta ma wieksze kompetencje. Oczywiscie nie
jest dobrze sie klocic, ale w klotni powinna zwyciezyc prawda, czyli to,
co rozum rozpoznaje jako najbardziej adekwatna odpowiedz ma dana
sytuacje. Takie "biblijne" myslenie, jak to podane w artykule, swiadczy o
istniejacym gdzies absolutnym przeklamaniu psychologicznej
rzeczywistosci. Madry mezczyzna bedzie umial ustapic swojej zonie,
kiedy zobaczy, ze to ona, a nie on ma racje. I tak samo kobieta, ktora ma
dobra wole, przyzna racje mezowi tam, gdzie ta racja NAPRAWDE jest.
Malzenstwo to sztuka dialogu i kompromisow, ktory obowiazuje obie
strony. Posluszenstwo owszem, obowiazuje, ale dzieci wobec rodzicow.
Malzonkowie maja sie sluchac nawzajem i wspolnie dazyc do prawdy.

Moze napisze kiedys o tym wiecej. Mam ochote tylko dorzucic, ze
skutkiem takiego podejscia, jak to zaprezentowane w artykule, bardzo
czesto jest przemoc w domu (masz mnie sluchac, to ja mam racje itd.),
ktorej ofiarami sa najczesciej kobiety. Slaba pociecha dla bitej kobiety
bedzie swiadomosc, ze jej maz nie jest prawdziwym uczniem Chrystusa
itd. Jestem absolutnie przekonana, ze za domowa przemoc odpowiada w
duzym stopniu takie "religijne" podejscie do spraw malzenstwa i relacji
damsko-meskich. Nie jest to tylko zreszta kwestia chrzescijanstwa;
wiekszosc religii uznaje niestety "podleglosc" kobiety. Widze to jako
swoiste continuum, na ktorego krancu, jak sie wydaje, jest muzulmanski
szariat z jego absolutna wladza mezczyzny nad kobieta, kamienowaniem
za cudzolostwo, zabojstwami "honorowymi" itd. Smutne to, ale niestety
prawdziwe.
 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,655 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń