Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Pogrzeb nienarodzonych dzieci to łamanie praw kobiet?

W mieście Boulder, w stanie Colorado, wkrótce będzie obchodzona 32 rocznica... legalizacji aborcji. Grupa kobiet z rzymskokatolickiej parafii pod wezwaniem Najświętszego Serca Maryi, chce przypomnieć o sprawie sądowej, która umożliwiła legalne usuwanie ciąży, organizując uroczystości pogrzebowe i chowając na parafialnym cmentarzu skremowane szczątki płodów pochodzących z aborcji dokonywanych w miejscowej klinice.



Susan LaVelle, wolontariuszka pracująca w parafii twierdzi, że usunięte szczątki płodów mają prawo do godnego pogrzebu: "Aborcja jest zagadnieniem kontrowersyjnym, ale według mnie i ludzi, którzy biorą w tym udział wierzymy, że te dzieci zasługują na godny i właściwy pogrzeb."

Okazuje się, że dyrektor domu pogrzebowego - Chuck Myers, który zgodził się kremować szczątki płodów, bez porozumienia z władzami kliniki, od trzech lat oddawał skremowane prochy wolontariuszkom pracującym w parafii pod wezwaniem Najświętszego Serca Maryi. Następnie w tajemnicy odbywały się uroczystości pogrzebowe, podczas których prochy były grzebane na cmentarzu parafialnym pod tak zwaną "Ścianą Pamięci Nienarodzonych". Główny menadżer domu pogrzebowego Michael Greenwood powiedział w środę, że prochy muszą być gdzieś pogrzebane i miejsce to zapewniła parafia. Zaprzecza, jakoby były w tym ukryte jakieś cele polityczne.

Zachowanie Myers'a oburzyło dyrektora kliniki aborcyjnej, doktora Warren'a Hern'a, który stwierdził, że zostało nadużyte zaufanie jego oraz jego pacjentek. Wydał on w tej sprawie oświadczenie, w którym napisał m. in.: "Jestem zbulwersowany tym, że Kościół Katolicki po raz kolejny pod pozorem dobrych chęci, wykorzystuje osobisty żal i ból kobiet, decydujących się na legalną aborcję, dla realizowania własnej polityki." Takie postępowanie nazywa zjawiskiem wątpliwym etycznie i okrutnym. "Fanatyczni przeciwinicy aborcji, katolicy i inne osoby mają za nic, że swoim postępowaniem wzmagają poczucie winy i potęgują żal, smutek oraz uczucie straty jakich te kobiety doświadczają. (...) Oni po prostu nie potrafią pozostawić w spokoju innych ludzi z ich najbardziej osobistym bólem." W klinice aborcyjnej doktora Hern'a dokonywane są zabiegi aborcyjne nawet po trzecim miesiącu ciąży, gdy badania prenatalne ujawnią mocne upośledzenie płodu.

Kate Horle, rzeczniczka organizacji do spraw Planowania Rodziny w Rocky Mountain powiedziała, że przekazywanie prochów płodów przez dom pogrzebowy, a następnie publiczny pogrzeb jaki się ma teraz odbyć jest wyrazem braku szacunku dla pacjentek kliniki, które trafiają tam nie dlatego, że nie chcą urodzić dziecka, ale dlatego że z przyczyn zdrowotnych muszą poddać się zabiegowi.

Sergio Gutierrez, rzecznik archidiecezji w Denver powiedział, że tylko słyszał o planowanych uroczystościach pogrzebowych, natomiast nie zna żadnych bliższych szczegółów tej historii. Nie jest zatem jasne, czy praktykowane od kilku lat przez lokalną społeczność parafialną pogrzeby prochów płodów ludzkich, a także sposób ich otrzymywania były uzgadniane z władzami kościelnymi.

Zgodnie z prawem w stanie Colorado o szczątkach płodu może decydować kobieta, która dokonała aborcji. Natomiast jeśli ona tego nie zrobi, zostają one przekazane do domów pogrzebowych, które mają dokonać kremacji lub pochówku. Według Glenna Mallory, rzecznika Departamentu do spraw Zdrowia Publicznego i Środowiska, kremacja dokonywana w Boulder jest w pełni zgodna z prawem.

Podczas niedzielnej ceremonii pogrzebowej zostaną pochowane prochy około 1 000 płodów, które zostały usunięte w wyniku aborcji w klinice w okresie od listopada 2003 roku do listopada roku ubiegłego. LaVelle twierdzi, że pochówki prochów odbywają się dwa razy do roku od 3 lat, ale dopiero teraz zdecydowano się na publiczny, jawny pogrzeb.

Według doktora Hern'a to, co się dzieje w mieście jest zwykłym nękaniem kobiet poddających się aborcji i "ktoś powinien z tym skończyć".



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050122125837470

No trackback comments for this entry.
Pogrzeb nienarodzonych dzieci to łamanie praw kobiet? | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Pogrzeb nienarodzonych dzieci to łamanie praw kobiet?
Xylomena nie, 23 paź 2005, 17:46:47


   Gdyby macieżyństwo zawęzić do kwestii - urodzić czy nie urodzić - to okazałoby się nie tylko, że każda śmierć dziecka jest dowodem na nieistnienie Boga, ale jeszcze, że o Kościele nie da się powiedzieć zupełnie nic (bo jest taki idealny?).

   Kiedyś miałam taki pomysł na książkę kilku autorów, których podział ról oparłby się na rotacji. Ich światopogląd miał się wyrażać w ramach prowadzenia hipotetycznej redakcji katolickiej, do której napływają listy, głównie antyklerykalne czy antykościelne, polemizujące z umieszczonymi w niej artykułami. Coś jak niniejsza redakcja internetowa, tylko w gronie hermetycznym, wymuszającym polaryzacje i ewoluowanie poglądów. Mniejsza o to - w każdym razie odzew jaki spodziewałam się uzyskać, poszukując chętnych do jej stworzenia (bez wielkiego rozmachu - anonsem w lokalnej prasie), miał pochodzić bądź od tych osób nastawionych anty, bądź pro (dokładnie - jednych i drugich), a ja dostałam jedynie telefon nie na temat. Zadzwoniła do mnie kobieta, która powiedziała mi o śmierci swojego kilkunastoletniego syna, zadając pytanie - gdzie wówczas był Bóg...
   Jako osoba ze skłonnością do medytowania (rachunków sumienia - jak kto woli), pomyślałam w pierwszym rzędzie, że jedno z moich dzieci już przekroczyło wiek nastolatka, i że jest to właśnie syn... Ja miałam syna, o którego wieku telefonująca do mnie kobieta nie mogła już marzyć dla swojego. Nie umiałam jej powiedzieć niczego pocieszającego. Nawet nie śmiałam się przedstawić, że jestem matką kilkorga dzieci, nie - jednego.

   Bez wątpienia istnieją też okoliczności, w których, myślenie o rodzicielstwie w kategoriach pychy, nie jest na miejscu.
   Pamiętam jak kiedyś zostałam wykorzystana jako nieświadomy pomocnik usuwania ciąży - koleżanka poprosiła mnie o towarzyszenie w dalekim dojeździe do ginekologa i z powrotem (bo mąż w wojsku) na zabieg mający wynikać z kobiecej choroby... Przez wiele lat dziwiło mnie tylko, jak to jest możliwe, że dziewczyna młodsza ode mnie woli zwierzać się mojej matce, a ze mną umie mówić tylko o niczym (czy napijemy się kawy, czy herbaty, albo może odwiedzimy inne młode sąsiadki), chociaż nasze dzieci były rówieśnikami i zdawałoby się, że zmagałyśmy się z analogicznymi problemami.
  O aborcji powiedziała mi dopiero, kiedy nasze najstarsze dzieci były już dorosłe, a ona źródło niepowodzenia swojego małżeństwa (zdrady męża z jakimiś nienormalnymi kobietami, które napastowały ją o złe zajmowanie się nim - były dumne z siebie) zaczęła widzieć w jego pierwszej dziewczynie, o którą to rolę, jak się okazało, podejrzewała mnie...
   Zresztą okolicznościami pochwalenia się swoją aborcją jeszcze bardziej zaskoczyła mnie moja najbliższa przyjaciółka. Postawiła siebie za wzór odpowiedzialności za dziecko takim działaniem jak skrobanka (łyżeczkowanie), krytykując kogoś tam w rodzinie za niedbałe zajmowanie się dziećmi i ordynarnymi słowami przedstawiając, jak jak owa kobieta powinna była usunąć swoje dzieci, żeby nie musiały się swoją matką męczyć...
   Chcąc wniknąć w źródło (ofiarodawców) zainteresowania  śmiercią dzieci w oparciu o te dwie aborcje, nie umiałabym znaleźć nic jednoznacznego (wręcz przeciwnie). W jednym przypadku pieniądze na zabieg wyasygnowała teściowa w trosce o swojego syna (i tajemnicy przed nim), zagrożonego, w jej mniemaniu, nadmiernym obciążeniem aż trójką dzieci. W drugim - sam ukochany, z pragnienia oszczędzenia zawodu swoim rodzicom, którzy wybrali mu inną narzeczoną i bodajże zdążyli już nawet opłacić zapowiedzi.
   Ważne powody do umierania?
   Gdzie wówczas były matki? Bo można na te usunięcia spojrzeć wężej - tylko z punktu widzenia matek. I wówczas już obraz wyjdzie zbieżny - obie te kobiety nie chciały, żeby dziecko zaważyło na życiu mężczyzn więcej niż one same (one bez dzieci). Ten pierwszy ojciec ucieszył się wiadomością z poczęcia - że będzie mógł wyjść "na dziecko" z wojska. Drugi - przedstawił ciężarnej, że wiadomość o dziecku, spowoduje zmianę planów jego rodziny wobec niego.
   Obie wolały mężczyzn nie mieć, niż czuć się odpowiedzialne za bezwolność (bierność) tych dorosłych ludzi wobec świata zewnetrznego. Ale czy jedynym środkiem do usunięcia tego niewątpliwego cierpienia psychicznego musiał być trup?

   Pamiętam takie swoje wakacje z dziećmi w domu, kiedy mąż wyjechał na urlop sam (tak lubi), a teściowa, chcąc je rozerwać, wywiozła do rodziny swojego męża, nawet nie rozmawiajac o tym ze mną (powodu do awantury nie znalazłam, bo dzieciom nie działa się krzywda, ani nie przeciwstawiały takiemu planowi). Zostałam z moim najstarszym dzieckiem z pierwszego małżeństwa. Młodzieńcem, przy którym można było mieć wyrzuty sumienia raczej robiąc mu śniadanie - około południa (potrafił wynajdywać sobie rozrywki uniemożliwiające mu zaśnięcie przd połnocą) - niż nie robiąc wcale.
   Nowy dzień po wyjeździe młodszych dzieci nastał i obudził, a mnie ogarnęło przykre poczucie, że nie mam po co podnieść się z łóżka czy choćby otworzyć oczu. Nikt nie wołał - jakby powiedział wieszcz. I nawet mi się o nim pomyślało, bo zupełnie nie mogłam pojąć, dlaczego w związku z tym niewołaniem wziął się za jechanie, zamiast na odwrót...
   Jest wiele okoliczności, w których można myśleć, że bycie matką nie ma wartości, ani dla ludzi , ani dla Boga. Tylko że odbieranie matkom dzieci przez ludzi pociąga zwątpienie jednocześnie w moc Boga, natomiast kiedy dziecko umiera, łatwo myśleć, że dobro mieszka tylko w ludziach, że ci są od Boga lepsi.
   Nie poleżałam długo, z takim myśleniem, że nie mam powodu wstać, bo nie mam komu służyć - nikt niczego ode mnie nie chce, a prace, cele, które ja wymyślam, źle się dla mnie końcżą, więc lepiej już nic nie robić.
   Kobiecy głos,który z napięciem wyszeptał moje imię z progu drzwi, jakby dopraszając o aktywność, potraktowałam jako niezapowiedzianą wizytę kogoś znajomego (w dzień nie zamykamy furtki, ani domu). Z zamkniętymi oczami zgłosiłam gotowość słuchania, mówiąc szybko: Co?. Dopiero niedoczekanie kwestii skłoniło mnie do otworzenia oczu i przyjrzenia przybyszowi. Nikogo nie było...
   A jednak Mickiewicz wiedział co mowi, ponieważ po tym odkryciu od razu ruszyłam z łóżka i zrobiłam śniadanie śpiącemu dziecku, większemu ode mnie o głowę z szyją i ważącemu prawie dwa razy tyle co ja.
   Do każdego cierpienia psychicznego zdaje się istnieć działanie zapobiegające mu, bez sterowania działaniami innych ludzi, więc tym bardziej bez konieczności pozbawiania życia drugiego człowieka.

   Chociaż na każdy rodzaj śmierci (włączając zabójstwo) można patrzeć jako na wynik woli Boga, to jednak takiej woli, aby śmierć NIE ISTNIAŁA. Obligacją do istnienia śmierci jest wyłącznie ludzka mowa. Słowa Boga (wola) nie mają z nią nic wspólnego. Bo czy Bóg może przyjść, stanąć nad jednym, by powiedzieć: "Nie zgadzam się!"? (Myślę o pytaniu, które zadała mi cierpiąca matka: "Gdzie wówczas był Bóg?".) Tyle woli Boga w śmierci każdego człowieka, że nie przychodzi i tak nie mowi. A nie mówi, ponieważ od tego zaczął, że powiedział człowiekowi czego mu nie wolno, dla uchronienia go przed śmiercią. Nie może wziąć w obronę nieposłusznego, bo zniszczyłby tym siebie razem z nim.
   Jesteśmy nieposłuszni jako cały gatunek - wiek poszczególnych osób nie ma tu nic do rzeczy. Dowodem na to jest fakt, że z umiejętnością mówienia się rodzimy, pomimo że na oko (ucho) tego nie widać (noworodka ogranicza nie tylko nierozwinięty aparat mowy w sensie mięśniowym, ale i nieumiejętność współczucia - rozumienia). Jestem o tym przekonana.
   Kiedy pierwsza moja córka była niemowlęciem dane mi było doświadczyć, że jest istotą myślącą słowami. Doszło do wypadku jej duszenia się podczas snu, kiedy przygniotłam ją własnym ciałem, śpiąc razem z nią i mężem na niezbyt dużym łóżku. Jej: "Duszę się!" usłyszałam we własnych trzewiach głosem młodej kobiety.
   O takim zdarzeniu trudno myśleć jako o opatrznościowym śnie, który uratował życie dziecka - wstrząsnął i obudził. To było doświadczenie empiryczne i z jawy. Nie - wyjątkowe (jak sny), tylko znane wielu. Błogosławieństwo dla ubogich w duchu, to błogosławieńswo dla tych, w których sercu nikt nie gada, do których nikt nie umarł.
   Czy dla matki może być coś cięższego, niż przeżycie śmierci własnego dziecka? Wygląda na to, że może. Może jeszcze z tym zmarłym dzieckiem żyć... I być tą, która mówi: "Błogosławione łona, które nie rodziły." - żałować własnych narodzin przeklinając matkę.
   Dużo ludzi zna taką formułę, że chrzest to obmycie z grzechu pierworodnego (grzechu nieposłuszeństwa Bogu i werbalnego komunikowania z drugim człowiekiem), ale czy wiąże działanie chrztu z wędrówką dusz (świadomości)?
   Do tego trzeba wiary.
   Moja córka nie była ochrzczona jeszcze przez wiele lat. Zaczęła popadać w ciężkie zimnice nocami ok.11 roku życia i wówczas bardzo bała się smierci (rozgrzewałam ją własnym ciałem). Ja też się bałam razem z nią. Bałam się, że to dziecko nie ma dokąd umrzeć, a ze mną nie będzie jej dobrze. Na Chrzest i Komunię dla niej zdecydowałam się wraz z nadejściem rocznika komunijnego jej młodszej siostry, a do ceremonii dołączył jeszcze ostatni nieochrzczony - kilkuletni braciszek (najstarszy syn był po Chrzcie i Komunii). Byle żadne dziecko nie umarło do mnie.
   Małgorzata Karska-Wilczek

 

 

---
Xylomena

 

Szukaj

Polecamy



EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 9,840 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń