Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Lista Wildsteina - polowanie na czarownice czy spóźniona sprawiedliwosć?

Listy od czytelników "Lista Wildsteina", IPN, SB - to słowa w ciągu ostatniej doby najcześciej poszukiwane w polskim internecie. Na wielu serwerach znajduja się już kopie listy, która kilka dni temu zelektryzowała opinię publiczna. Dodajmy - w większosci niewiarygodne kopie listy, która wcale nie jest listą agentów. A jak cała sprawa wyglada z moralnego punktu widzenia?

Szef Instytutu prof. Kieres ma żal do "Gazety Wyborczej" za to, że swojej publikacji na temat incydentu dała tytuł "lista ubecka", a do Bronisława Wildsteina za to co zrobił, czyli, że listę zasobów IPN przekazał grupie dziennikarzy. Wczoraj podczas konferencji prasowej przypomniał, że "Lista Wildsteina" jest po prostu powszechnie dostępnym w czytelni IPN indeksem, nadal będzie jawna i poszerzana o coraz to nowe nazwiska.

Za nieetyczne uważa postępowanie Wildsteina prof. Andrzej Zoll, Rzecznik Praw Obywatelskich. Twierdził o również, że wyniesienie z Instytutu Pamięci Narodowej listy inwentarzowej mogło być nadużyciem prawa. Sprawą zajmuje się już GIODO, choć wstępnie wiadomo że samo nazwisko nie jest sensu stricte daną osobową. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych rozpoczął wczoraj kontrolę w Instytucie.

Apel związany z sytuacją zaistniałą po upublicznieniu „listy Wildsteina” skierowała też Rada Etyki Mediów, w którym czytamy: "Proces odtajniania akt znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej jest odsłanianiem prawdziwej historii powojennej Polski. W tym dziele ważną rolę odegrają media, gdyż ich celem jest urzeczywistnianie prawa obywateli do jawności życia publicznego. Zadaniem dziennikarzy jest również minimalizowanie kosztów społecznych, jakie ów proces za sobą pociąga.
Takie względy jak oglądalność, słuchalność i poczytność muszą ustąpić poczuciu odpowiedzialności i rozwadze.
Nie rezygnując z przysługującej mediom funkcji kontrolnej, muszą one z dobrą wolą towarzyszyć działaniom IPN – instytucji zaufania publicznego – której autorytet może zapewnić pożądany przebieg odtajniania dokumentów. Dziennikarze nie powinni na własną rękę wyprzedzać takich działań, chyba że byłyby one zagrożone przez przeciwników ujawniania prawdy.
Zadaniem w tej chwili najważniejszym jest ciągłe powtarzanie, iż krążący w internecie skorowidz nazwisk NIE JEST listą agentów. REM postuluje, by media jak najpełniej korzystały z wiedzy specjalistów IPN.
Zwracamy uwagę, że niektóre publikacje np. Gazety Wyborczej („Ubecka lista krąży po Polsce” , „Barbarzyństwo Wildsteina”) dezinformowały odbiorców, nasilając atmosferę wzajemnych podejrzeń.
Przestrzegamy przed próbami instrumentalnego traktowania mediów przez przeciwników odsłaniania prawdy o historii Polski."

Na temat słynnej listy wypowiadały się juz niemal wszyskie polskie autorytety, w rózny spoób oceniając postępowanie byłego już dziennikarza "Rzeczpospolitej". Wielu polityków podkreśla, że taki sposób zapoznawania się z pracą IPN jest skandaliczny, stwierdzając przy tym iż nie byłoby problemu, gdyby lustracja w Polsce została przeprowadzona znacznie wcześniej. Padają też oskarżenia zarówno w kierunku Wildsteina jak i samego IPN-u.

- Nie wiem, czy lustracja jest tak wielką wartością, aby z tego powodu cierpieli niewinni ludzie - stwierdziła Józefa Hennelowa, dziennikarka "Tygodnika Powszechnego".

W rejestrze IPN-u było także nazwisko profesor Staniszkis. Wystąpiła ona do IPN o nadanie jej statusu pokrzywdzonej. Jednocześnie zadzwoniła do Wildsteina i powiedziała, że nie powinien odchodzić z pracy podkreślając, że choć było dla niej bolesne, że jej nazwisko znalazło się w rejestrze, to miała nadzieję, iż jego ujawnienie doprowadzi do pogłębienia ustawy lustracyjnej i zniesienia ochrony ludzi, którzy współpracowali z tajnymi służbami po 1983 roku.

Były prezydent Lech Wałęsa powiedział, że trudno jest oceniać "wyniesienie" przez Bronisława Wildsteina materiałów z IPN, uznał jednak, że "widząc ten marazm, jakiś ruch był potrzebny".

Publikując powyższe, zróżnicowane opinie chciałbym dodać coś od siebie. "Sąd nad Wildsteinem" jest moim zdaniem kompletnie bezpodstawny. Otóż wyniósł on z IPN powszechnie dostępny indeks nazwisk i rozdał go dziennikarzom, którzy i tak (jak twierdzi samo IPN) mają do niego dostęp. Nie zamieścił go w internecie i podkreśla, że listy opublikowane w sieci nie są tożsame z tą jaka jest w jego posiadaniu. Tymczasem po publikacji "GW" rozpoczęła się histeryczna nagonka na tego człowieka, połączona z usunięciem go z redakcji Rzeczpospolitej. W sumie nie bardzo wiadomo za co... a jak Czytelnicy tego portalu (w końcu w przytłaczającej większości chrześcijanie) oceniają sytuację pod kątem moralności?

Abp. Życiński: lista Wildsteina wymaga dystansu



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050203150506729

No trackback comments for this entry.
Lista Wildsteina - polowanie na czarownice czy spóźniona sprawiedliwosć? | 13 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Lista Wildsteina - polowanie na czarownice czy spóźniona sprawiedliwosć?
verbadocent czw, 3 lut 2005, 16:21:52

Moje nazwisko znajduje się na liście. Dla mnie to żadna nowina, bo:

a)wiem co robiłem w latach 80 i dlaczego SB interesowała się moją skromną osobą;

b)wiem co to jest ta lista i zdziwiony byłbym, gdybym się tam nie znalazł.

Wiedziałem, że "oni" założyli mi teczkę. To było pewne jak w banku. Dlatego jak tylko była taka możliwość, jako jeden z pierwszych pognałem do budynku na Towarowej w Warszawie i złożyłem wniosek. Trzeba było przejrzeć się w ubeckim lustrze. Cokolwiek by się tam zobaczyło. No i raptem po 3 latach, wiosną tego roku, otrzymałem zaproszenie do IPN aby zapoznać się z moją teczką. Nie znalazłem tam niczego, czego bym nie wiedział, żadnych sensacji. Wręcz nuda i sztampa. Tak naprawdę nic nie wiedzieli, a przynajmniej nic istotnego o mnie i moich przyjaciołach. Nie żebyśmy tacy ważni byli, bo nie byliśmy. "Oni" po prostu nie byli tacy dobrzy. Jakby byli dobrzy, to by nie dali się wygryźć, a się dali. W nagrodę otrzymałem od IPN pisemko, że jestem "osobą poszkodowaną w rozumieniu ustawy" i cześć. Moje wnioski od IPN, notatki z teczki i pisemko ogłaszajace mnie ofiarą ładnie zapakowałem do archiwum i spokój. Ani bohater, ani świnia mogłem dalej żyć i miałem to co najważniejsze w Polsce: kwity. Ksiądz Stefan Batory, ten sam co pierwszą pielgrzymkę do Częstochowy po wojnie prowadził, mówił, że człowiek składa się z ciała, duszy a Polak dodatkowo z papieru. Masz kwit to jesteś, nie masz nie ma cię. O sprawie zapomniałem a tu buch! Najpierw Wyszkowski ze swoimi sensacjami, potem Niezabitowska a teraz afera Wildsteina.
Uważałem i uważam, że sprawę "teczek" trzeba wyjaśnić. W tym lustrze trzeba się przejrzeć. To nie jest paranoja. Tego wymaga prawda o nas samych. Teoria była bardzo fajna. Zabrano teczki następcom UB (a w zasadzie to co po nich zostało, ja nie byłem na tyle ważny aby moją teczkę spalić), przekazano je do instytutu naukowego a instytut miał przygotować to do wglądu publiczności i badań naukowych. Ale IPN skrewił. Raz, bo nie miał pieniędzy (moja faworyta filozof-etyk od pederastów  i senator RP Szyszkowska Maria rządała parę tygodni temu kolejnego obcięcia budżetu IPN i przekazania zaoszczędzonych środków na "ważne cele społeczne", jakie to już filozof-etyk nie sprecyzowała, bo ona jest od pederastów a nie od budżetu) a dwa, że kierownictwo IPN nie wykazała się chęcią działania i nie alarmowało poprzez media o roli i znaczeniu IPN. Mam wrażenie, ale to tylko wrażenie, że oni byli w komfortowej sytuacji ciszy i spokoju, więc po co im było wywoływać burzę? Burzę wywołał Wildstein, bo z dobrej woli z jednej, a z głupoty z drugiej strony, puścił listę w obieg. Niby listę, którą mógł w czytelni obejrzeć każdy, niby nic tajnego, niby lista "zasobów" ale.... No właśnie. Wildstein nie przewidział, że hasło "lista" kojarzy się w kraju z "listą Maciarewicza", który szantażując swoich kolegów w parlamencie chciał uzyskać w ten sposób votum zaufania dla rządu Olszewskiego. Lista okazała się lipą, bo większość z ludzi z jego listy została uniewinniona przez sądy. Ale hasło jest hasłem. Do tego tzw. kultura masowa wmawia skutecznie jak widać, że gdzieś są jakieś teczki, którymi można ludzi szantażować. Nikt nie wie, co jak, gdzie ale wiadomo, że można, no bo widział na filmie. Kogo można, tego można ale czy znany jest poza przypadkiem Maciarewicza jakikolwiek przypadek szantażu teczkowego, poza kinem oczywiście? Po drugie Wildstein nie przewidział reakcji Gazety Wyborczej. Największy dziennik w kraju, w wydaniu weekendowym krzyczał: ubeckie teczki!!! I inni, np. Żakowski w programie telewizyjnym w niedzielę rano, powtórzyli. Ubeckie, to znaczy są tam ubecy. I strach padł. Ten jest, tamtego nie ma. Widzieliście prof. Sztaniszkis? BO ja widziałem, to był zaszczuty człowiek. O jej niewinności świadczył prof. Friszke: ja czytałem Pani papiery, Pani jest ok. A co byłoby gdyby go wtedy w studio nie było? Właśnie usłyszałem w radiu jak prof.  Czapiński powiedział: oczywiście, że ta lista to blaga ale odtechnąłem z ulgą, gdy nie zobaczyłem na niej swojego nazwiska. Spokojnie profesorze, spokojnie. Ta lista to dopiero część,raptem ćwiartka. Więc wyszło na to, że moja zapobiegliwość przydała się. Mam spokój. Noszę przy sobie na wszelki wypadek parę kopii pisma z IPN i daję, trzeba czy nie trzeba. Gorzej mają ci, którzy 3 lata temu nie przewidzieli sytuacji. I to właśnie w nich uderzy głupota Wildsteina.

A wiecie kto się najbardziej cieszy? Stary Kiszczak. On spokojnie pieska na spacer wyprowadza, popija ulubiony koniak siedząc w fotelu. Co miesiąc emeryturkę mu prześlą. Cisza spokój. Jego na tych listach nie ma. Nie ma tam również pana Piotrusia, b.kapitana SB, który mną "się opiekował".  Spotkałem go jakiś czas temu, już po przeczytaniu teczki. Też ma emeryturę, kręci jakieś interesy, córkę wydał za mąż. Ot normalne życie. W sumie porządny facet, dużo szkód mi nie narobił, a to co narobił na dobre mi wyszło. Jak to pisał Gogol? "W naszym mieście wszyscy złodzieje i łobuzy. Jedyny porządny człowiek to prokurator, a i on prawdę mówiąć świnia".

Może więc o to w tej całej zabawie chodzi?

---
Verba Docent Exempla Trahunt

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,705 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń