Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Pochodzenie i doktryna protestantyzmu cz. 2

Wbrew przyjętemu schematowi Luter nie zaatakował nauki, doktryny, ani Tradycji Kościoła i to nawet nie tyle dlatego, że jego poglądy były z nimi zgodne, ale przede wszystkim dlatego, że w pierwszej połowie XVI wieku nie istnieje sprecyzowany zestaw poglądów, które można byłoby przyjąć za oficjalną naukę, doktrynę i Tradycję Kościoła.



Budowanie doktryny

Trzeba pamiętać, że po XII-wiecznym odrodzeniu (drugim w historii Europy) i XIII-wiecznym zwrocie ku tomizmowi i racjonalizmowi nastąpiła seria katastrof, które cofnęły Europę do wieków ciemnych. Wśród nich należy wymienić przede wszystkim „czarną śmierć”, która nie tylko wyludniła miasta i wsie, ale ucięła kontakty handlowe i kulturalne, zatrzymując tym samym wymianę myśli. Następnym wstrząsem była wojna stuletnia w Europie Zachodniej i wojna polsko-krzyżacka (a raczej szereg wojen), które z jednej strony zahamowały inwestycje w kulturę i naukę powodując skierowanie funduszy na cele wojenne, a z drugiej znów ucięły kontakty między intelektualistami (trzeba pamiętać, że po stronie Krzyżaków stanął cesarz niemiecki). Na te zamieszania nałożyła się Wielka Schizma Zachodnia, której skutkiem znów było z jednej strony ograniczenie kontaktów między uczelniami, a z drugiej dążenie do wykazania prawowierności i legalności jednej ze stron konfliktu. Te czynniki spotęgowały i tak już spore zamieszanie wywołane XII-wiecznym renesansem i trwającym wciąż sporem między zwolennikami augustynizmu i tomizmu. O ile w normalnych warunkach dysputy takie i intelektualny niepokój są czymś ze wszechmiar pozytywnym, to w warunkach kryzysu i braku stabilizacji oraz ograniczonych kontaktów między ośrodkami intelektualnymi skutkuje rozgałęzieniami doktrynalnymi prowadzącymi do pęknięcia.

Europa średniowieczna żyła turniejami. Wszystko traktowano w kategoriach sportowych. Pojedynkowali się wszyscy: rycerze urządzali turnieje, bardowie konkursy poetyckie, rzemieślnicy rywalizowali na targach i przed obliczami władców, uczeni zaś... Tak, uczeni też toczyli pojedynki zwane dysputami, a angażowane przy tym emocje były nie mniejsze, niż te wyzwalane dziś w czasie meczy piłkarskich. Wyniki dysput ustalali często studenci rywalizujących profesorów w czasie ulicznych bójek. Publiczna dysputa naukowa była normą ówczesnej Europy, a sztuka argumentacji i przekonywania była wysoko cenioną umiejętnością. Podobnie jak w przypadku pojedynku rycerskiego, kiedy pokonany miał przyznać rację zwycięzcy (na ogół w kwestii damskiej urody i cnoty), tak w wyniku dysput uczonych pokonany, czy raczej przegadany musiał odwołać swoje poglądy i przyznać rację zwycięzcy.

Podobnie jak w przypadku turniejów rycerskich rzucano publiczne wyzwanie każdemu chętnemu poprzez przybicie rękawicy do drzwi kościoła, tak publiczne wyzwanie na dysputę naukową polegało na przybiciu do drzwi kościoła tez, które będą omawiane.
I tak, zgodnie z ówczesnym obyczajem postąpił Marcin Luter. Przybijając do drzwi kościoła zamkowego w Wittemberdze swoje 95 tez był przekonany, że broni nimi prawdziwej nauki, doktryny i Tradycji Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Nie wzywał do zmian, tylko proponował dyskusję... Fakt, że dyskusję o zmianach, zresztą w duchu ze wszechmiar konserwatywnym, ale tylko dyskusję.

Zgodnie z ówczesnym zwyczajem ci, którzy mieli zdanie przeciwne powinni mu odpowiedzieć. Odpowiedział dominikański mnich Tetzl, którego metody handlu odpustami wywołały wystąpienie Lutra, odpowiedzieli dominikańscy zwierzchnicy Tetzla, odpowiedział wreszcie Jan Eck z uniwersytetu w Ingolstadt. Nie odpowiedziała oficjalna hierarchia kościelna.
Wszyscy oni ze starcia z Lutrem wyszli pokonani. Teztl w ogóle nie odpowiedział na tezy, ale na osobistą krytykę, z jaką wystąpił przeciw niemu augustianin. Jak można przeczytać na arcykatolickim portalu Zawsze wierni: Oliwy do ognia dolali dominikanie, wśród których magister pałacu apostolskiego z Rzymu Sylwester Prierias i Jakub Hoogstraten z Kolonii zasłynęli zaciętością przeciw Lutrowi, która mało miała jednak do czynienia z rzeczową polemiką.

Dominikanie zamiast rzeczowo odpowiedzieć zaczęli insynuować związki Lutra z humanistami niemieckimi, co było o tyle bez sensu, że właśnie lider humanistów, Erazm z Rotterdamu był jednym z głównych oponentów Lutra. Z kolei Eck powiązał Lutra z potępionym przez Sobór w Konstancy Husem. Z tzw. dysputy lipskiej Eck wyszedł jednak pokonany. Wynikiem dysputy lipskiej było między innymi przyłączenie się do Lutra Filipa Melanchtona, głównego pisarza Reformacji.

Ta sytuacja nie była skutkiem słabości intelektualnej przeciwników Lutra, bo poza może Tetzlem byli to wykształceni i zaprawieni w dysputach ludzie, ale przede wszystkim słabości doktrynalnej Kościoła Rzymskiego. Nie chodzi o to, że nie było dokumentów określających czym jest wiara chrześcijańska w wydaniu rzymskim. Było mnóstwo uchwał soborów, papieskich dekretów i bulli omawiających te kwestie. Nie istniał jednak żaden system określający, co w Tradycji jest nienaruszalnym fundamentem, a co ujęciem mającym znaczenie jedynie w kontekście sytuacyjnym, historycznym. Nie istniał też żaden dokument łączący w jedną całość Tradycję i odnoszący ją do Pisma Świętego. Na sformułowanie spójnego systemu katechetycznego Kościół zdobył się dopiero po 1545 roku, na Soborze w Trydencie. 

Przeciwnicy Lutra mogli więc wykazać mu, gdzie jego poglądy są zbieżne z poglądami Husa, ale nie potrafili określić, gdzie poglądy obu są niezgodne z nauką Kościoła. W efekcie jedynym argumentem, na jaki było stać papistów był nakaz milczenia. Argument: i bez dyskusji jest najlepszym dowodem świadomości, że nie ma się argumentów.

W efekcie Luter znalazł się w bardzo niebezpiecznej sytuacji. Z jednej strony nacisk na odwołanie poglądów, zmuszający do obrony i znajdowania coraz to nowych argumentów do obrony swoich racji, a z drugiej brak rzetelnej dyskusji zdolnej do solidnej weryfikacji poglądów. Skutkiem tego było, że Luter sam się nakręcał, coraz bardziej przekonany o swoich racjach, co doprowadziło go do stosowania w polemikach zwrotów nawet wówczas uznawanych za obraźliwe. W efekcie zaczął tracić przyjaciół i gubić szanse na sojusze, jak choćby w relacjach z Kalwinem i Zwinglim, czy też w stosunku do Żydów, z którymi najpierw łączyła go przyjaźń, a w końcu nawzajem obrzucili się błotem. Nie bez powodu autorem podstawowych dokumentów Reformacji: Wyznania Augsburskiego i Apologii (Obrony) Wyznania Augsburskiego był spokojny i pojednawczo nastawiony Melanchton.
To wszystko razem spowodowało, że dyskutanci przestali się nawzajem słuchać. Wymiar tragedii najlepiej pokazuje porównanie dokumentów Soboru Trydenckiego i Konfesji Augsburskiej oraz jej Apologii.

W Dekrecie o grzechu pierworodnym Soboru Trydenckiego czytamy:
Jeśli ktoś przeczy temu, że łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa udzielona na chrzcie gładzi winę grzechu pierworodnego, albo też twierdzi, iż nie odpuszcza [ona] tego wszystkiego, co ma prawdziwy i właściwy charakter grzechu, lecz tylko zaciera lub sprawia, że nie bywa dalej poczytywane jako wina - niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych. (...) To zaś, że w ochrzczonych pozostaje pożądliwość lub zarzewie [grzechu], ten święty Sobór przyznaje to i z tym się zgadza. Ponieważ zaś ta pożądliwość jest nam pozostawiona dla walki, nie może ona szkodzić tym, którzy jej nie dają przyzwolenia i mężnie opierają się [jej] z pomocą łaski Jezusa Chrystusa. Właśnie dzięki temu "każdy otrzyma nagrodę, kto będzie należycie walczył" [2 Tm 2,5]. A co do tej pożądliwości, którą Apostoł niekiedy nazywa "grzechem" [Rz 6, 12n], święty Sobór oświadcza, iż Kościół katolicki nigdy nie rozumiał tak, jakoby u [ludzi] ochrzczonych była prawdziwym i właściwym grzechem, lecz [tak jest nazwana], ponieważ jest pozostałością po grzechu i do grzechu nakłania. Jeśli ktoś przeciwnie sądzi, niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych.
Natomiast w Apologii Konfesji Augsburskiej (dwadzieścia lat wcześniej) Melanchton pisze tak:
35. Tutaj przeciwnicy napastują także Lutra, że napisał: „Grzech pierworodny pozostaje po Chrzcie", i dodają, że ten artykuł został prawnie potępiony przez Leona X. Lecz Najjaśniejszy Pan dopatrzy się w tym miejscu i odkryje jawne oszczerstwo. Przeciwnicy bowiem wiedzą, w jakim znaczeniu Luter to wypowiedział, iż grzech pierworodny utrzymuje się po Chrzcie. Zawsze tak pisał, że Chrzest znosi i niweczy, i gładzi winę grzechu pierworodnego, chociaż materialny pierwiastek grzechu (jak oni to nazywają), mianowicie żądza, pozostaje". A co do tego pierwiastka materialnego, dodał, że Duch Święty darowany przez Chrzest zaczyna zabijać żądzę i stwarza w człowieku nowe poruszenia.

Czy teksty te czymś się różnią?
Także tekst potępiającej Lutra bulli Leona X Exsurgere Domine świadczy o niezrozumieniu lub wręcz nieznajomości poglądów Lutra. Słowa: wolna wola po grzechu pierworodnym jest tylko pustym słowem; gdy człowiek działa zgodnie z własną wolą grzeszy śmiertelnie współbrzmią przecież z luterską doktryną niewolnej woli.
Obie strony przestały się już jednak słuchać. 

Pismo ponad wszystkim 

W czasach Lutra podstawowymi punktami odniesienia w określaniu prawowierności były pisma Ojców Kościoła. Biblię znano, tłumaczono i wydawano, ale nie traktowano jej w kategoriach fundamentu wiary. Do wieku XIII ten stan nie był specjalnie groźny, gdyż wszystkie pisma Ojców Kościoła odwoływały się do tego samego – Biblii i platońskiego warsztatu pojęciowego i  w zasadniczych sprawach były zgodne. Można więc było przyjąć, że to, w czym się zgadzają jest niepodważalną prawdą wiary. Tymczasem pojawienie się odwołującej się do Arystotelesa myśli Tomasza z Akwinu wprowadziło sporo zamieszania. Pojawiły się polemiki i kontrpolemiki powodujące coraz większe zamieszanie, tym bardziej, że wszyscy powoływali się na Ojców Kościoła.

Żeby zorientować się w panującym bałaganie wystarczy prześledzić choćby koncepcje dotyczące Łaski, których było kilkanaście.

Do tego poszczególni wyżsi duchowni narzucali niepiśmiennemu ludowi różne formy praktyk religijnych całkowicie nieuzasadnione ani biblijnie, ani w pismach Ojców Kościoła tylko w celu np. zwiększenia „turystyki pielgrzymkowej” w swojej okolicy. Niezbędność do zbawienia traktowano w kategoriach hasła reklamowego, żeby wspomnieć Tetzlowskie „Kiedy pieniądz brzęknie w skrzyni, dusza w Niebo skok uczyni”.  

Nic dziwnego, że w tej sytuacji pierwszym, co zrobił Luter było określenie stałego punktu odniesienia i shierarchizowanie pozostałych źródeł.

Prawdziwym skarbem Kościoła jest najświętsza Ewangelia chwały i łaski Bożej, powiada Luter w tezie 62, SOLA SCRIPTURA, tylko Pismo!

Luter nigdy i nigdzie nie odrzucił jednak Tradycji jako takiej. Biblia przecież jest częścią Tradycji i jej źródłem. Tradycja nie istnieje bez Biblii, ale i Biblia bez Tradycji staje się niezrozumiałą. Luter wskazał jednak na Biblię, jako jedyny i ostateczny punkt odniesienia.  

Największym dziełem Ojców Kościoła nie są poszczególne pisma każdego z nich, ale stworzony przez nich kanon Pism Świętych, zawierających prawdziwe Słowo Boże. Pisma Ojców Kościoła są objaśnieniami Pisma Świętego, ale nie samym Pismem i jako takie stoją poniżej Słowa.

W następnej kolejności Luter stawiał uchwały soborów ze szczególnym naciskiem na sobory ekumeniczne, czyli przeprowadzone do 1054 roku, w których uczestniczyły patriarchaty wschodu i zachodu. Potem dekrety i bulle papieskie, a na końcu ustanowienia biskupów. Taka hierarchia źródeł zdawała się gwarantować, że na przyszłość uniknie się błędów.

Najlepszym dowodem na to, że Luter szanował Tradycję było zachowanie przez niego w Nowym Testamencie Listu Jakuba i Apokalipsy, których nie rozumiał i nie lubił. Uznał jednak, że skoro Ojcowie Kościoła, a szczególnie jego umiłowany Augustyn, włączyli te księgi do kanonu, to „coś w tym musi być”. 

Postawienie Biblii ponad resztą Tradycji spowodowało jednak pewien zgrzyt. Część nauk i praktyk uznawanych za Tradycję w sposób drastyczny kłóciło się z Biblią. Inne z kolei nie stały w sprzeczności, ale nie znajdowały też uzasadnienia. W tej sytuacji Luter przyjął trzy kategorie nauk i praktyk:

- zgodne z Pismem i przez nie potwierdzone,

- niezgodne z Pismem i przez nie odrzucone,

- nie potwierdzone, ale nie niezgodne, które określił jako adiafora, czyli „nieistotne”. Nieistotne bowiem jest, czy w kościele grają organy, czy nie. Chociaż Biblia o nich nie mówi, to ich nie zabrania.

Kalwin poszedł dalej i z kościoła wyrzucił wszystko, o czym nie mówiła Biblia, czyniąc przez to raczej więcej szkody, niż pożytku. Cóż byśmy dziś poczęli bez luterańskiego organisty, Jana Sebastiana Bacha, którego największe dzieło, toccata i fuga F-moll, kończyła inauguracyjną mszę Benedykta XVI? 

Podobnie, za adiaforę – niewspomnianą w Piśmie, ale w gruncie rzeczy pożyteczną – uznali reformatorzy hierarchię kościelną i prymat papieski zastrzegając jednak, że warunkiem ich uznania jest dopuszczenie przez biskupów nauki ewangelickiej (Co do papieża, niechby i był, byleby na Ewangelię pozwolił – pisał Melanchton). 

Część środowisk „protestanckich” uznaje, ze zasada Sola Scriptura oznacza niemal nie czytanie niczego poza Biblią. Jest to jednak zwulgaryzowana forma tej zasady i z gruntu fałszywa. Ci sami ludzie bowiem wysłuchują swoich przywódców, którzy głoszą im Słowo Boże i przyjmują je w tych ludzi interpretacji. W efekcie więc tworzą nową, własną Tradycję, oderwaną od Tradycji Kościoła. Efektem jest upadek w sekciarstwo, co można obserwować np. u Świadków Jehowy.

Inną formą wulgaryzowania tej zasady jest budowanie całych doktryn i nauk na pojedynczych fragmentach, w czym celują ruchy milearystyczne i apokaliptyczne. Tymczasem zasada Sola Scriptura oznacza „Tylko CAŁE Pismo”. Pismo Święte jest nieomylną prawdą w całości, a nie w poszczególnych wersetach. Z pojedynczego wersetu można dowiedzieć się, że Boga nie ma (Ps.14). Wreszcie prawdą jest Pismo w perspektywie jego istotnego sensu, a nie jego litery. Nie ma znaczenia, czy świat powstawał siedem dni, czy przez miliardy lat, ważne jest, że powstał mocą Bożego Słowa. 

Polemiki 

Współcześnie w odniesieniu do zasady Sola Scriptura toczy się w łonie protestantyzmu wyróżnić można teologię liberalną i konserwatywną. Oba nurty powstały między połową XIX a początkiem XX wieku, kiedy wielkie odkrycia i nowe teorie naukowe zakwestionowały potoczny obraz biblijnego świata i podważyły przekonanie o prawdziwości Biblii. Pojawił się wówczas nurt liberalny stawiający tezę, że należy przyjąć ustalenia nauki, a skupić się na tym, co Pismo Święte mówi o Bogu. Nurt ten rozwinął się przede wszystkim w Niemczech, a jego głównymi przedstawicielami byli Paul Tillich i Karol Barth. Z kręgów liberalnej teologii wywodził się też Dietrich Bonhoeffer, przywódca buntu ewangelickich teologów przeciw Hitlerowi i tzw. Kościoła Wyznającego, zamordowany przez nazistów w kwietniu 1945 roku. W trakcie wieloletniej niewoli Bonhoeffer zastanawiał się, jak można być chrześcijaninem, jeśli jest się bez swojej wspólnoty, swojego kościoła. Doszedł do wniosku, że dopiero w samotności człowiek naprawdę naśladuje Chrystusa, że do bycia chrześcijaninem instytucja nie jest potrzebna. Od wiary liberalnej doszedł on do wiary żywej, osobistego doświadczenia Chrystusa. Barth i Tillich też zresztą należeli do Kościoła Wyznającego i byli więzieni za niezłożenie hołdu bestii. Do teologów liberalnych zaliczał się także słynny misjonarz, lekarz i etyk, Albert Schweitzer.

Z czasem z łona teologii liberalnej i w opozycji do niej wyłoniła się teologia dialektyczna, której lider, Rudolf Bultmann dążył od „odmitologizowania” Nowego Testamentu. Współcześnie do absurdu ten nurt doprowadził biskup szkockiego Kościoła Episkopalnego, John Spong, który uważa, że nie trzeba wierzyć w Boga, żeby być chrześcijaninem, a Zmartwychwstanie nie odbyło się w konkretnym czasie i miejscu, ale „w kosmosie” poza czasem i miejscem.  Spong i jego zwolennicy sprawiają wrażenie jakby bardzo bali się, że Biblia może mówić prawdę. 

Koncepcje dialektyczne doprowadziły część myśli protestanckiej w ślepy zaułek. Skoro bowiem Biblia nie mówi o realnych faktach, a zawarte w niej wskazania mają podtekst historyczno-kulturowy, to w zasadzie każdy fragment można podważyć, bo wtedy nawet Zmartwychwstanie można uznać za „historyczno-kulturowe” wyrażenie nadziei pierwszego Kościoła, co twierdzi Spong. A skoro Jezus nie zmartwychwstał, daremna jest wiara nasza – ostrzegał apostoł Paweł Sponga prawie 2000 lat temu.

W celu wyprowadzenia swoich koncepcji dialektycy porzucili Sola Scriptura (tylko Pismo) na rzecz sola Verbum (tylko Słowo). W polemikach odrzucają oni argumenty oparte na cytatach z Pisma Świętego odwołując się do Tillicha, Bultmana i Sponga.

W ten sposób skrajnie liberalne skrzydło protestantyzmu wróciło do punktu wyjścia: uznania Ewangelii za „baśń o Chrystusie” (Leon X) i postawienie Tradycji (w wydaniu ewangelickim) na równi z Pismem, jeśli dodamy, że głoszą oni także liberalne zasady moralne (homoseksualizm nie jest grzechem), to okażą się parodią XVI-wiecznego Kościoła. 

Przeciwny nurt, rozwijany głównie w Kościołach nurtu kalwińskiego w USA, ale obecny i w luteraniźmie, dał początek nowemu słowu: fundamentalizm. Ruch fundamentalny w zderzeniu z tą samą rzeczywistością, z jaką spotkał się ruch liberalny, odpowiedział inaczej: Biblia jest fundamentem (stąd fundamentalizm), jeśli nauka przeczy Biblii, to myli się nauka.

Choć w XIX wieku teologowie ci wydawali się być strasznymi konserwatystami, to współczesna nauka potwierdziła ich stanowisko. Kolejne odkrycia archeologiczne od odkrycia Niniwy począwszy kolejno udowodniły, że Biblia nie myli się nawet w kwestiach historii i geografii. Potwierdzono jako historyczny fakt m.in. globalny potop, współczesna biblistyka przesunęła datę powstania najstarszych fragmentów Nowego Testamentu na lata 50-te I wieku, odkrycia z Qumran potwierdziły, że ewangeliści korzystali z jednego tekstu zawierającego spisywane „na gorąco” nauki Jezusa (tzw. tekst Q) i wiele wiele innych. Mało znane, ale moim zdaniem najbardziej doniosłe są odkrycia dr Davida M. Rohla z Uniwersytetu w Oxrfordzie, który po 20 latach badań wskazał teksty pozabiblijne i stanowiska archeologiczne potwierdzające Stary Testament od Józefa począwszy, a za dotychczasowe rozbieżności obwinił archeologów, którzy w chronologii Egiptu pomylili się o... 150 lat.

Skrajny nurt fundamentalistów biblijnych odrzuca wszystkie teorie niezgodne ich zdaniem z Biblią. To oni stanowią siłę napędową ruchów kreacjonistycznych. Jego przedstawiciele są również radykalnymi konserwatystami w zakresie etycznym. Ich dziełem była m.in. prohibicja w USA, której jedynymi skutkami był rozwój gangsteryzmu i powołanie FBI.

Z drugiej strony, fundamentaliści sakralizując literę Pisma ignorują podstawowe zasady egzegezy, czyli interpretacji, doprowadzając nieraz do absurdów. Co gorsza trudno wskazać wybitnych teologów tego nurtu, natomiast łatwo negatywne skutki, że znowu przywołam przykład Świadków Jehowy. Ich postawa może jednak być traktowana jako sprzeciw wobec fałszowaniu Biblii pokrętnymi teoriami Sponga i jego kolegów.

Z drugiej strony, to właśnie luterańscy przedstawiciele ruchów fundamentalistycznych zapoczątkowali i rozwinęli współczesny ruch misyjny, rozumiany nie jako narzucanie innym kulturom obyczajowości europejskiej, ale jako wszczepianie Chrystusa w kulturę miejscową.

Te dwa nurty, wychodzące z dwóch słusznych skądinąd założeń, są pewnymi skrajnymi przykładami i żaden z nich nie stanowi dominującej większości, ani nie ma urzędowo stwierdzonej nieomylności. 

Odwołanie się do zasady Sola Scriptura powoduje, że póki trwamy w Słowie Bożym może bez szkody trwać dyskusja nad różnymi aspektami wiary i moralności, bo i tak wszyscy spotkamy się pod krzyżem.

Jednocześnie dorobek ewangelickiej teologii liberalnej w zakresie egzegezy biblijnej został przeszczepiony do teologii katolickiej powodując coraz lepsze zrozumienie i stopniowe zbliżanie się obu skłóconych nurtów Kościoła. Natomiast nurt fundamentalistyczny stale sprowadza nas na ziemię, kiedy w teologicznych dywagacjach odlecimy zbyt daleko od czystej Ewangelii.

Pochodzenie i doktryna protestantyzmu



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050424183518288

No trackback comments for this entry.
Pochodzenie i doktryna protestantyzmu cz. 2 | 13 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Pochodzenie i doktryna protestantyzmu cz. 2
hermes wto, 26 kwi 2005, 17:24:24
"Skutkiem tego było, że Luter sam się nakręcał, coraz bardziej przekonany o swoich racjach, co doprowadziło go do stosowania w polemikach zwrotów nawet wówczas uznawanych za obraźliwe. W efekcie zaczął tracić przyjaciół i gubić szanse na sojusze, jak choćby w relacjach z Kalwinem i Zwinglim, czy też w stosunku do Żydów, z którymi najpierw łączyła go przyjaźń, a w końcu nawzajem obrzucili się błotem."

Caly artykul bardzo mi sie podoba Macku ale nie bylbym soba gdybym czegos nie wtracil. Wlasnie chodzi mi o ten fragment - to prawda luter byl grubianski a nawet chamski wobec innych. Ale wtedy takim jezykiem poslugiwali sie wszyscy - luter nie byl wyjatkiem - jak chcesz to ci moge przytoczyc kilka cytatow jak okreslali lutra jego przeciwnicy lacznie z okolicami papieza. Przypisywanie grubianstwu jego - ze z tego powodu tracil sojusznikow to moim zdaniem nieporozumienie. Tracil sojusznikow bo byl osoba calkowicie bezkompromisowa i na zadne ustepstwa nigdy nie chcial isc, a nie z powodu jezyka.

---
"Kosciół jest tam, gdzie jest prawda, nie jest zas tak, że prawda jest tam, gdzie jest Kosciół"

 
Pochodzenie i doktryna protestantyzmu cz. 2
lech.rp wto, 26 kwi 2005, 21:14:57
"Z drugiej strony, to właśnie luterańscy przedstawiciele
ruchów fundamentalistycznych zapoczątkowali i rozwinęli
współczesny ruch misyjny, rozumiany nie jako narzucanie
innym kulturom obyczajowości europejskiej, ale jako
wszczepianie Chrystusa w kulturę miejscową."
...
Ze co ?

A mnie sie wydawalo (czytaj: historia, powszechnie
dostepne), ze to wlasnie nie kto inny, ale zakon jezuitow
zaczal tak rozumiana sluzbe misyjna i to juz w XVI w. w
Ameryce, narazajac sie wtedy nawet owczesnym wladzom
Kosciola.

Czyzby chodzilo o jakis protestancki zakon jezuitow ?
 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,697 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń