Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Świadkowie XX wieku - Albert Einstein

100 lat temu, w dniu 30. czerwca 1905 szacowny periodyk naukowy "Annalen der Physik" (tom 17) opublikował artykuł 26letniego urzędnika patentowego pod niewiele mówiącym laikowi tytułem Zur Elektrodynamik bewegter Körper ("O elektrodynamice ciał w ruchu"). Autorem tym był Albert Einstein, a artykuł prezentował jego tzw. Szczególną teorię względności. W tym dniu całe dotychczasowe wyobrażenie o świecie, nauce, czasie, Bogu, przestrzeni uległo dramatycznemu "przenicowaniu". Już nie można było powiedzieć, że jest tak jak było wcześniej.

Aby zrozumieć istotę teorii Einsteina i znaczenie jej ogłoszenia dla ludzkości, w tym dla rozumienia pojęć: Bóg, stworznie, religia, świat trzeba się cofnąć trzysta lat wcześniej. Wtedy to, na przełomie XVI i XVII wieku za sprawą m.in. Galileusza krystalizowały się nauki empiryczne. Idea tych nauk polegała na odrzuceniu spekulatywnego, abstrakcyjnego myślenia opierającego się jednie na lekturze i zmysłowym odbiorze otaczającego nas świata na rzecz badania tego świata metodami doświadczalnymi i zapisywaniu efektów tych badań precyzyjnym matematycznym wzorem. Aby "coś" uznać za naukowe (czyli bezwzględnie prawdziwe) musiał być spełniony podstawowy warunek: zgodność matematycznego (jako najbardziej precyzyjnego i jednocześnie ogólnego ujęcia) z doświadczeniem. Nauka biegła niejako dwutorowo: z jednej strony uczeni teoretycy (przede wszystkim w zakresie tzw. Nauk przyrodniczych) poszukiwali matematycznego zapisu, wzoru ogólnego a z drugiej strony praktyka doświadczalna miała potwierdzić (lub sfalsyfikować) ten wzór. Odwrotnie: po przeprowadzeniu serii doświadczeń i uzyskaniu kolekcji jednostkowych, powiązanych ze sobą wyników, starano się wypracować wzór (znów wyrażony matematycznie) pozwalający na stworzenie teorii uogólniającej.

Na przełomie XVII i XVIII wieku miał miejsce intelelektualny pojedynek dwóch gigantów. Isaac Newton i Gotfried Wilhelm Leibniz spierali się o analizę matematyczną, rachunek różniczkowy, budowę wszechświata, teologię i astronomię. Fundamentem tego sporu była oczywiście filozofia i pytanie: co to jest czas? Newton wychodził z założenia, że czas jest pojęciem absolutnym, rozumianym jako trwanie. Czas wg niego był zawsze i wszędzie. Bóg stworzył świat zanurzony w czasie i cokolwiek człowiek by nie uczyni, nie wyjdzie poza czas. Leibniz do zagadnienie czasu podchodził zupełnie inaczej. Czas, twierdził, to nie jest żadne trwanie tylko następstwo rzeczy i zdarzeń. Aby mówić o czasie musimy wiedzieć, że coś było "przed" i coś było "po". Czas Leibniza więc nie jest absolutny, niezależny ale jest względny, bo zależy właśnie od tych zdarzeń, w których następstwie się wyraża. Bóg stwarzając świat, stworzył czas. Bóg wg Leibniza jest poza czasem i nad nim panuje. Newton w trakcie tej polemiki opublikował pracę Philosophiae Naturalis Principia Mathematica ("Matematyczne podstawy filozofii przyrody"), w której wyłożył podstawowe zasady tzw. Fizyki Newtonowskiej, zwanej inaczej klasyczną. To jest ta fizyka, która opisuje naszą, ziemską rzeczywistość: Ruch przedmiotów, przyciąganie wzajemne przedmiotów, akcje-reakcje. Opis tej rzeczywistości fizycznej Newton wyraził w eleganckich wzorach matematycznych, tak doskonale znanych nam z podręczników szkolnych. We wzorach tych istotną rolę odgrywa owa zmiena "t" wyrażająca czas absolutny. To czas jest zmienną niezależną od innych i determinującą funkcje matematyczne opisujące świat. Czytelnicy prac Newtona zostali porażeni geniuszem i precyzją sir Isaaca. W sporze z Leibnizem Anglik został uznany za zwycięzcę a jego fizyka stała się podstawą całego naukowego poznania świata. Od tej chwili, wszystko co było w zgodzie z jego fizyką było prawdziwe, co nie, to wędrował o do lamusa dziwactw i zacofania.

Ludzkość poszła szlakiem wytyczonym przez Newtona. Metody Newtonowskie znalazły zastosowanie nie tylko w naukach ściśle technicznych (mechanika i powstałe dzięki niej maszyny, które zmieniły świat i ludzi) ale i w naukach przyrodniczych a nawet społecznych. To co dało się ująć w formułę i wyeksperymetnować było poznawalne, niepodważalne i prawdziwe. Ponieważ formułę można było wypracować taką lub inną a z eksperymentem ją weryfikującym poczekać (bo np. nie ma właściwych urządzeń laboratoryjnych) wydawało się, że człowiek może poznać wszystko i nad tym wszystkim zapanować, pokierować. Nie ma tajemnic, wszystko można naukowo uzasadnić, ba nawet przewidzieć i zaplanować. Cały świat jest poznawalny we wszystkich jego aspektach i bardzo przewidywalny. To, kiedy ostatecznie się to osiągnie wydawało się, szczególnie w końcu XIX wieku, tylko kwestią czasu potrzebnego na ostateczne dokończenie wyliczeń i zakończenie eksperymentów. Darwin ogłosił, że wie naukowo, jakie prawa rządzą doborem gatunków, czyli rozwojem przyrody a Marks stwierdził to samo w odniesieniu do społeczeństwa i gospodarki. Bóg-Stworzyciel i Opiekun nie był potrzebny, religia jako sposób mówienia o Bogu wędrowała do lamusa, co najwyżej uznawano ją tylko jako pożyteczny aspekt kształtujący etykę.

Pierwsze rysy na tej fenomenalnej konstrukcji zaczęły pojawiać się pod koniec XIX wieku. I to z dwóch bardzo odległych stron. Po pierwsze, filozofia zaczęła pytać się znów o człowieka jako takiego i jego relacje z "drugim". Prym wiedli w tym Austriacy. Fizyk Ernst Mach (zaczytywał się w nim młody Einstein) zaczął od krytki "naukowości" pozytywizmu a psychiatra Freud pokazał w sposób bardzo widoczny, że w człowieku tkwią ogromne pokłady "czegoś" co od niego nie zależy. Czegoś, czym nie jest w stanie kierować a co najwyżej może to "coś" sobie uświadomić w lepszym lub gorszym sposobie i, przy ogromnym wysiłku stricte medycznym, starać się z tym "czymś" żyć, tak by to "coś" go nie unicestwiło. Pytanie: jak więc człowiek kierowany podświadomym popędem (w ujęciu Freuda) może rządzić światem, zmieniać go i rozumnie sobą kierować?

Druga rysa pojawiła się na samej fizyce, czyli na fundamencie konstrukcji Newtona, jego punkcie wyjścia. Odkrycia elektrodynamiczne Maxwella kazały postawić pytanie: jaka jest wzajemna relacja ruchu i przestrzeni, w której ruch ten się odbywa; dlaczego w ogóle ruch jest możliwy w przestrzeni, szczególnie w odniesieniu do fal. Stwierdzono istnienie tzw. Cząstek elementarnych, czyli najmniejszych, niepodzielnych części materii. Im bardziej je badano, tym schodzono na niższy poziom obserwacji i ze zdumieniem stwierdzano, że cząstki są coraz mniejsze (to co kiedyś uznawano za ostatecznie niepodzielne, przy zastosowaniu nowszych metod okazywało się składać z jakiś jeszcze mniejszych elementów, te z kolei za jakiś czas okazywały się i tak dalej) i z jeszcze większym zdumieniem konstatowano, że nie da się ich zachowania opisać fizyką. Po prostu to co uważano za ostateczny, najprecyzyjniejszy i kompletny zapis świata fizykalnego (czyli to co ogłosił Newton w "Matematycznych podstawach") nie wystarczało. Ludzie nauki, a szczególnie fizycy i przedstawiciele nauk pokrewnych, czuli, że zbliża się koniec idei "nowego wspaniałego świata", że coś musi się wydarzyć. Tym czymś było wystąpienie młodego, skromnego inspektora patentowego.

Co ogłosił Einstein? A w zasadzie pytanie powinno brzmieć: co swoim odkryciem zmienił Einstein, jak zmienił ludzkość? Jakie były efekty ogłoszenia jego teorii? Nie sposób wyjaśnić to w tym miejscu i to bez uciekania się do wyrafinowanych narzędzi i skrótów ale spróbujmy. Einstein wyszedł o pojęcia ruchu i założył, że prędkość światła w próżni jest stała. Zadał sobie pytanie: jak to możliwe, że coś się dzieje w tym samy czasie. Legenda głosi, że pytanie to wynikło bezpośrednio z faktu, że do urzędu, w którym pracował Einstein zgłosił się pewien "geniusz" pragnący opatentować urządzenie gwarantujące, to, że zegary na wszystkich stacjach świata będą pokazywać dokładnie ten sam czas (matematyczny, nie geograficzny), dzięki czemu będzie można skonstruować idealny rozkład jazdy.

Einstein wywnioskował, że czas absolutny, bezwzględny, niezwiązany z niczym nie istnieje przy takich założeniach jakie zrobił. Bowiem dwa zdarzenia równoczesne z punktu widzenia jednego obserwatora nie są równoczesne z punktu widzenia innego. Czym innym jest ruch pasażera w pędzącym pociągu widziany przez współpasażera a czym innym przez zawiadowcę stojącego na stacji, przez którą pociąg ten przejeżdża. Tym samym Einstein podważył filozoficzny fundament, na którym opierała się fizyka Newtona, dogmat czasu bezwzględnego. Im bardziej prędkość ciała (układu) rośnie, tym bardziej zjawisko to jest widoczne a najbardziej jest widoczne gdy mamy do czynienia z prędkością światła. To jest właśnie jądro słynnej teorii względności zwanej szczególną, bo odnosi się do szczególnego przypadku ruchu. Dzięki niej ostatecznie została sfalsyfikowana zasada bezwzględnej czasowej równoczesności.

Teoria Einsteina została potwierdzona doświadczalnie, na drodze obserwacji astronomicznych ruchu światła we wszechświecie. Tak teoretycznie jak i praktycznie nie dało się wskazać, że nie ma w otaczającym nas wszechświecie prędkości większej od prędkości światła. Pozytywistyczne założenie, że można w nieskończoność poznawać, aż do momentu, kiedy pozna się już wszystko rozpadło się jak domek z kart. Poza prędkość światła nie wyjdziesz poznawco! Znów padło pytanie o Absolut. Bo skoro wszystko co poznajemy jest w relacji do czegoś, to gdzieś musi być miejsce Czegoś/Kogoś, kto jest Absolutny, niczym nie związany.

Zostawmy w tym momencie Einsteina, bo i tak nie przedstawimy tu nawet zarysu jego dorobku. Dość powiedzieć, że 11 lat po opublikowaniu szczególnej teorii względności ogłosił tzw. Ogólną teorię względności. Było to przejście na wyższy poziom oglądu wszechświata. Grawitacja, czyli to co w powszechnej świadomości obrazuje jabłko spadające na głowę odpoczywającego Newtona otrzymuje własności geometryczne opisujące czas i przestrzeń. Grawitacja to nie siła przyciągająca (tak jest tylko w warunkach ziemskich) ale krzywizna czasoprzestrzeni. Ziemię opisujemy wzorami trójwymiarowej geometrii Euklidesa, według niej budowano piramidy, nowojorski World Trade Center i Leonardo malował swoją "Ostatnią wieczerzę". Wszechświat teorii ogólnej teorii względności Einsteina opisuje geometria Riemanna, której tylko szczegółowym przypadkiem jest geometria Euklidesa. Wszystkie dotychczasowe teorie fizyczne i opisujące je formuły matematyczne stały się tylko wariantem, szczegółowym przypadkiem tego co jest we wszechświecie, w warunkach szybkości światła, odnoszącym się do nas tu, na kolorowej planecie Układu Słonecznego.

Co ciekawe, po ogłoszeniu tej teorii, Einstein zakończył swoje odkrycia. Postawił bowiem przed sobą arcyambitne zadanie opracowania zuinfikowanej teorii pola. W dużym skrócie: to taka teoria, która opisywała Wszechświat przed chwilą określoną czasem t=10-44 sekundy po Wielkim Wybuchu. Górnolotnie rzecz ujmując, chciał opisać świat tuż po stworzeniu. Był bowiem Einstein kreacjonistą i deistą (czytelnikiem Spinozy), wierzącym w to, że świat został stworzony przez Niego i to w sposób rozumny. Powiedział: "chciałbym wiedzieć jaki zamysł miał Bóg stwarzając świat". Einstein nie dokonał tego ale jego marzenie nie było mrzonką. Współczesna fizyka krok, po kroku, powoli ale systematycznie przybliża się, w kolejnych odsłonach, do opisania tego co był przed czasem t=10-44 sekundy.

Zostawiwszy Einsteina na boku przyjrzyjmy się kolejnemu "ciosowi" jaki zadano wyżej opisanemu mechanistyczno-pozytywistycznemu obrazowi świata, który wyprowadzono z fizyki Newtona. Był to również "cios" zadany przez fizyka. Z tym, że punkt badań był zupełnie inny. O ile Einstein zajmował się wszechświatem, czasoprzestrzeniami, światłem w kosmosie i tym podobnymi, to Werner Karl Heisenberg (bo o nim mowa) "wgryzał się" w strukturę cząstek elementarnych. W roku 1927 (także w wieku 26 lat!!!) opublikował wyniki swoich prac, które ogłaszały światu tzw. Teorię nieoznaczoności. Według niej, jeśli badamy cząstki elementarne na poziomie atomu i niżej (np. elektrony) to chcąc określić ich dwa parametry, mianowicie pęd i położenie stajemy przed nieprzekraczalną barierą. Nie da się bowiem jednocześnie określić położenia cząstki i jej pędu. Im więcej wiemy o położeniu, tym mniej o pędzie i vice versa. Iloczyn błędu (a w zasadzie nieokreśloności) pomiarów położenia oraz pędu nie może być mniejszy niż pewna stała, zwana stałą Plancka. I nie wynika to, z niedokładności pomiarów spowodowanej nieprecyzyjnym sprzętem. Po prostu tak jest bo jest. Albo jedno albo drugie można poznać. Obu naraz nie! Co ciekawe, Heisenberg podobnie jak Einstein był zdeklarowanym kreacjonistą i deistą przekreślając tym samym mit o ateistycznym (czy nawet agnostycznym) naukowcu.

Odkrycia Einsteina i Heisenberga obaliły ostatecznie pyszny mit, w którym człowiek może poznać wszystko, wszystko przeliczyć, zaplanować, ułożyć. Że nic nie został stworzone ale rozwija się samo przez się w myśl logicznych i weryfikowalnych formuł. Że wystarczy odrzucić stare przesądy, skoncentrować się na rozumie, pracy i będzie dobrze. Powszechny dobrobyt, brak chorób, szczęście, rozumne rządy, równość, wolność i braterstwo wszystkich ludzi. Einstein i Heisenberg powiedzieli: uwaga! Jest Coś poza prędkością światła, przed czasem t=10-44 sekundy, poza stałą Plancka. Są takie poziomy poznania świata, których nigdy nie przekroczymy, czy to idąc "do góry", czy to "schodząc w dół". Powyżej prędkości światła i poza czasem oraz poniżej zasady nieoznaczoności nie mamy nic do powiedzenia. Tam jest Tajemnica, którą nazywamy Bogiem.

Teologia od średniowiecza do końca XIX wieku tkwiła w okręgu zakreślonym scholastyką. W miarę upływu lat spychana była na margines życia umysłowego, uznawana za dziedzinę niepoważną i nienaukową. Sama też obracała się w kręgu pojęć św. Tomasza z Akwinu. Tak myśl katolicka, jak i protestancka. Jakby wstydziła się mówić o Bogu, co było jej przecież pisane. Nauka pisana dużym N (jak Newton) wypierała ją i spychała w skansen. 30. czerwca 1905 Einstein ogłosił światu także jeszcze jedną prawdę. O Bogu można znów mówić. I to mówić językiem świeżym i odkrywczym, odsłaniającym przed człowiekiem to o czym ta Nauka nie może powiedzieć, sięgającym w stronę Tajemnicy Jego i Jego stworzenia. Można mówić bez wstydu, bo religia sięga poza naukowe poznanie i uzupełnia je, tam gdzie jest ono ze swej natury bezradne. Nie ma alternatywy "Fides contra Rationem"a w zasadzie "Ratio contra Fidem". Jest "Fides et Ratio".

Nie ma co się cieszyć z upadku mechanicystyczno-pozytywistycznego punktu widzenia. Jak pisałem na początku aby coś uznane było za naukowe musi przejść przez dwojaką weryfikację: teoretyczną i empiryczną. Teorie zakładające pozytywny rozwój ludzkości w oparciu o rozum ludzki bez potrzeby Tajemnicy zweryfikował XX wiek. Dwoma największymi w historii wojnami, dymami Auschwitz, chłodem Kołymy, rzeziami, klęskami głodu i podobnymi zjawiskami, o których nie można było wcześniej nawet pomyśleć.

Artykuł został nadesłany przez Czytelnika VerbaDocent. Serdecznie dziękujemy.



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050630101643708

No trackback comments for this entry.
Świadkowie XX wieku - Albert Einstein | 5 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Świadkowie XX wieku - Albert Einstein
medieval_man czw, 30 cze 2005, 14:42:58

To ciekawy tekst, (dzieki Verbadocent) który pozwala nam patrzeć na nasz sposób poznawania świat i wynikające z niego konsekwencje w zupełnie inny, niż tradycyjnie "naukowy" sposób. Tym bardziej, że nauka w widoczny sposób odseparowała się od tak zwanego "przeciętnego człowieka". Nie ukończywszy wyższych, wyspecjalizowanych studiów nie jesteśmy w stanie nawet zrozumieć spisu treści naukowych periodyków roszczących sobie prawo do wyjaśniania świata

Łatwo zauważyć, że w chwili obecnej naukowcy odpowiadają na widoczną złożoność przyrody równie skomplikowanymi wyjaśnieniami. Czy jednak konieczność tworzenia złożonych modeli dla wyjaśniania świata mówi nam coś o naturze tego świata, czy raczej charakteryzuje sposób funkcjonowania naszego mózgu? Niektórzy z wielkich fizyków bronią tezy, zgodnie z którą świat miałby być prosty. „Przyroda lubi prostotę, nie ma w niej nigdy nic niepotrzebnego lub zbytecznego” twierdził w 1596 roku Kepler. Einstein zaś stwierdzał: „Bóg jest subtelny, ale nie złośliwy.” Był on przekonany, że uda się w końcu człowiekowi odnaleźć powód istnienia świata, co do którego twierdził, że jest on w najbardziej podstawowy sposób prosty i racjonalny.

Być może brakuje nam dzisiaj nowych Keplerów, nowych Newtonów czy nowych Einsteinów mogących przekazać nam głęboki sens świata. Fizycy, od kilkudziesięciu lat, usiłują zgromadzić w jedno wszystkie wyjaśniające teorie w nadziei dojścia do zdefiniowania jedynego prawa, które pomogłoby zrozumieć świat w jego całości. „Nadejdzie dzień, mówił jeden z tych fizyków, John Wheeler, kiedy otworzy się brama odsłaniająca przed nami centralny mechanizm świata w jego promieniującym pięknie i prostocie.” Również i inni naukowcy podzielają jego troskę. „Kiedy odkryjemy Ogólną Teorię Wszystkiego, będzie ona musiała być zrozumiała w swych ogólnych zarysach dla wszystkich, a nie tylko dla garstki naukowców. Wtedy dopiero my wszyscy razem, filozofowie, naukowcy i zwykli ludzie z ulicy, będziemy mogli wziąć udział w dyskusji nad pytaniami o „dlaczego” wszechświata i naszego życia. Jeśli odnajdziemy odpowiedź na takie pytanie, będzie to równoznaczne z ostatecznym triumfem ludzkiego umysłu – z tą chwilą poznamy myśl Boga” pisze angielski kosmolog Stephen Hawking, w zakończeniu swej książki "Krótka historia czasu". Niestety jesteśmy jeszcze daleko od tej chwili.

Być może współcześni filozofowie, a nawet teolodzy, na wzór wielkich teologów Średniowiecza (to mój konik :-) ) powinni pokusić się o próbę tworzenia syntezy opierającej się o osiągniecia fizyki i astronomii, syntezę, która w innym świetle będzie mówiła nam o świecie stworzonym przez Boga, tak jak czyniły to wielkie Summy teologiczne i filozoficzne? Ja czekam na takie dzieło wierząc, że jest ono możliwe.

Inną odpowiedź proponuje znany fizyk d'Espagnat. Wyraża on przekonanie, że nauka, która nie opisuje tego, co jest, lecz jedynie jego przejawy, będzie na zawsze niezdolna do doprowadzenia nas do poznania rzeczywistości. To wszystko, o czym mówi fizyka, atomy, cząsteczki nie przedstawia bowiem rzeczywistości w sobie, lecz jedynie „przysłonięty” obraz tej rzeczywistości w sobie, lecz jedynie „przysłonięty” obraz tej rzeczywistości, pewne przybliżenie tego, co rzeczywiste. Absolutna rzeczywistość jest dla nas w fundamentalny sposób nieznana i na zawsze pozostanie okryta tajemnicą. Postawy takiej bronili kiedyś liczni filozofowie od Platona po Kanta, dla których człowiek może mieć dostęp jedynie do fenomenów. Natomiast dla Espagnata, sacrum - czyli wiara w Boga – sztuka, poezja czy filozofia, mogą w równie skuteczny sposób, jeśli nawet nie lepiej niż nauka, doprowadzić do poznania rzeczywistości.

 

---
Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii, rozumienia, które wychodzą poza klasyczną fundamentalistyczną interpretację

 
Świadkowie XX wieku - Albert Einstein
Miłka czw, 30 cze 2005, 21:58:24
Panie Verbadocent, dokonał Pan cudu. ;) Po raz pierwszy z zainteresowaniem przeczytałam tekst dotyczący fizyki. ;)
 
Świadkowie XX wieku - Albert Einstein
wojtekae nie, 11 lut 2007, 23:03:00

Artykuł bardzo fajnie napisany, ale niestety przeceniono w nim rolę Einstein'a. Zupełnie tak jakby rozwój fizyki zakończył się z chwilą jego śmierci. Po pierwsze: Einstein nie dokonał unifikacji oddziaływań w 100% (jak zdaje się sugerować autor artykułu). Pozostały mu pracę nad polem grwaitacyjnym i niestety założenie istnienia pięciowymiarowej przestrzeni okazało się błędem, o czym uczony nie wiedział. Obecnie pracuje się nad teorią strun, mającą na celu unifikację wszystkich znanych nam oddziaływań. Obecnie nie posiadamy, co ciekawe, dostatecznego aparatu matematycznego, aby podać odpowiednie równania. Czekamy na okrycia z dziedziny matematyki. Ogólnie rzecz ujmując nauka XX wieku dostarcza nam wielu "zasad nieoznaczoności", jak choćby twierdzenie Goedla dotyczące niezpuełności systemu matematycznego. Nadużyciem jest jednak interpretowanie praw statystycznych, probabilistycznych (takowym jest zasada nieoznaczoności) jako przejaw boskiego planu, czy działania w stylu: "Tylko Bóg raczy wiedzieć ile wynosi p i x elektronu". Świat ukazuje nam się jako złożony i w mikroskali nieprzewidywalny. Jednak można określić zachowania makroskopowe określając prawdopodobieństwo ich zaistnienia z ogromną dokładnością, równe de facto 1. Nie ma też istoty która mogłaby ogranąć procesy mikroświata, albowiem wymagałoby to symulacji tegoż co, przecież jest niemożliwe. Może nie wyartykułowałem zbyt jasno tego co mam na myśli, ale nie przeceniajmy roli sił (Siły) nadprzyrodzonych.

Pozdrawiam.

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,600 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń