Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Kobieta z cudzą biografią

...obok sytuowania jej na obrazach u stóp krzyża lub w pozie skruchy i pokuty równie często w symboliczny sposób nawiązywano do jej niechlubnej rzekomo przeszłości: bywała przedstawiana z długimi, rozpuszczonymi lub ornamentalnie trefionymi włosami, w bogatych strojach o kolorze purpury i szkarłatu (symbolika koloru), w drogocennej biżuterii – wszystkie te atrybuty miały bezpośrednio wskazywać na powszechnie potępiany sposób utrzymania.

Na początek spróbujmy rozszyfrować, kogo może dotyczyć tytułowy kaprys historii. W Ewangeliach pojawia się postać kobieca, która w potocznym wyobrażeniu bywa utożsamiana z następującymi wydarzeniami: Jezus wypędził z niej siedem demonów, została uratowana przez Jezusa przed ukamienowaniem z powodu przyłapania na cudzołóstwie, była siostrą Marty i Łazarza, a także jedną z kobiet, które przybyły do grobu w Niedzielę Wielkanocną, a trzy dni wcześniej były świadkami ukrzyżowania Jezusa; uważa się też ją za jedną z uczennic Jezusa lub też zamożną Żydówkę sprawującą mecenat nad grupą Nazarejczyka. Wszystkie przytoczone powyżej fakty kojarzone są na ogół z Marią Magdaleną. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że w kontekście tej postaci Ewangelie potwierdzają jedynie: fakt wypędzenia z niej demonów (Łk 8:2), to, że była uczennicą Jezusa (Łk 8:1-3) (Mk 15:40-41), do końca wytrwała przy Nim podczas ukrzyżowania (Mt 27:55-56; Mk 15:40-41; J 19:25) oraz wczesnoporanną wyprawę do grobu w Niedzielę Wielkanocną (Mk 16:1-2; Mt 28:1; J 20:1-2). Zatem nie można na podstawie relacji Ewangelistów przypisać jej nic, co kładłoby się cieniem na dobrej reputacji tej kobiety. Nie ma podstaw, by mówić o niej „Jawnogrzesznica” zamiennie z prawowitym imieniem Maria Magdalena. Przypisywane jej inne doświadczenia są wynikiem wielowiekowych naleciałości i nieścisłości, które utrwaliły się w świadomości zbiorowej.

Świadectwo Ewangelii
Maria od chwili uzdrowienia przez Jezusa przystała do grupy jego uczniów i została zaliczona w ich poczet. Można o tym wnioskować na podstawie użycia tego samego terminu, który oznaczał decyzję uczniów pójścia za Jezusem: „Użycie tego terminu [hkolouqou] do grupy kobiet oznacza, że i kobiety należały do grona uczniów Jezusa, że nie były z niej wykluczone”[1].

Możemy jedynie próbować współczuć z człowiekiem, który zanim doznał uzdrowienia, żył wiele lat we władzy upokarzającego i wyniszczającego opętania. Profesor Anna Świderkówna podaje jako jedno z możliwych wyjaśnień opętania, że: „było najprawdopodobniej jakąś ciężką chorobą psychiczną lub epilepsją, a nic zgoła nie wskazuje, by przed swoim spotkaniem z Jezusem miała uprawiać rozpustę, chociaż późna legenda tego się właśnie domyślała“[2].

Wydaje się, że bezmiar jej wdzięczności był odbiciem uprzedniego stanu obojętności, odrzucenia i szyderstwa, a może nawet wrogości, jaki przed uzdrowieniem towarzyszył jej codziennie w kontaktach z innymi ludźmi. Przez lata prawdopodobnie pozostawała pod stałą presją nieprzyjaznego otoczenia, nie będąc świadomą przyczyn swojego zachowania, które pozostaje poza kontrolą – jakby własne „ja” uwięziono w obcym, wrogim pancerzu. Możliwe, że z tej właśnie przyczyny była osobą samotną i samodzielną, na co mogłoby wskazywać jej miano – z Magdali – nie nosiła przy swoim imieniu imienia ojca ani męża.

Szczególny charakter jej życiu i miejscu w pamięci potomnych nadają jej jednak wydarzenia u grobu Chrystusa. Jej decyzja o namaszczeniu ciała Mistrza w trzy dni po Jego śmierci, w bezlitośnie gorącym klimacie, wydaje się podyktowana raczej chęcią bliskości, niepogodzenia się z ostatecznością śmierci niż względami praktycznym. Przypomina się nawet stare przysłowie: „Pomoże, jak umarłemu kadzidło”. Kiedy przybywa do grobu, niecodzienność okoliczności, jakie tam zastaje, sprawiają, że biegnie po pomoc Piotra i drugiego ucznia, którego miłował Jezus. W przekazach różnych Ewangelii opis następujących potem wydarzeń nie jest jednolity: u Jana czytamy, że jeden z uczniów zobaczył i uwierzył; w Ewangelii Marka natomiast: oni jednak słysząc, że żyje i że Go widziała, nie chcieli jej uwierzyć (Mk 16:11); podobnie jest w relacji Łukasza: Opowiadały o tym apostołom, ale słowa te wydały im się tak niedorzeczne, że nie uwierzyli (Łk 24:10-11).

Kiedy Piotr i Jan powrócili do siebie (w opisie z Ewangelii Jana), Maria Magdalena zostaje dalej przy grobie, wiedziona intuicją może, i wówczas zostajemy wprowadzeni przez Jana w atmosferę jednego z najbardziej intymnych i znaczących mimo swej lakoniczności dialogów między Jezusem a Jego uczniem: „Mario” - wymawia Jezus imię tej kobiety. „I to wystarczyło. Wszystko nagle się przemienia. Magdalena odnajduje swego Mistrza. Zwraca się do Niego, używając uroczystej formy aramejskiej: »Rabbuni« (Mój Nauczycielu)”[3]. Fakt, że Jezus ukazał się po śmierci tym, którzy byli w stanie w Niego uwierzyć, a nie np. któremuś z czcigodnych członków Sanhedrynu, prof. A. Świderkówna uzasadnia następująco: „Poznaje Go najłatwiej miłość (Maria Magdalena i »uczeń umiłowany«)”.[4]

Maria jako pierwsza widzi Zmartwychwstałego; ukazuje się jej dopiero po odejściu Piotra i Jana. To jej pierwszej zostaje powierzone zadanie o wyjątkowym w tradycji chrześcijańskiej znaczeniu – ogłoszenie Dobrej Nowiny o Zmartwychwstałym Jezusie [Chodźcie i zobaczcie miejsce gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei (Mt 28:6-7) oraz:...udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział (J 20:17-18), podobną relację znajdujemy w Ewangelii Marka].

Z tego właśnie powodu otrzymała ona tytuł „Apostołki Apostołów” nadany jej przez Rabanusa Maurusa w IX w. i właśnie jako Święta Równa Apostołom jest Maria Magdalena czczona w Kościele Wschodnim[5]. Zgoła inaczej postać ta jest postrzegana w Kościołach Zachodu zarówno protestanckich, jak i katolickich.

Maria Magdalena i sztuki piękne
Kiedy szukamy pierwszej osoby, która dokonała połączenia faktów z życia kilku różnych Marii w jednej postaci Marii Magdaleny, natrafimy na trop papieża Grzegorza Wielkiego. Od tamtego czasu wiele legend utrwaliło zagmatwany wizerunek tej kobiety i jej biografii. Prawdopodobnie największą jednak rolę odegrała wizualna sztuka sakralna, będąca na przestrzeni wieków jednym z najpotężniejszych narzędzi przekazywania i utrwalania nauki Kościoła. Jeśli nawet wierni nie słyszeli często o Marii w kazaniach (co można założyć z dużym prawdopodobieństwem biorąc pod uwagę to, jak rzadko słyszy się w nauczaniu kościelnym nawiązania do postaci kobiet), to mogli ją oglądać na obrazach w nawach kościelnych, ilekroć się tam zjawiali. Ze względu na „dopisane” szczegóły biografii była „nośnym” tematem, ponieważ sztuka sakralna doby Renesansu nie stroniła od nagości i przedstawiania niezupełnie zakrytego ciała ludzkiego (dopiero Sobór Trydencki w 1564 r. potępił przedstawianie świętych nago). Oddzielne studium można by poświęcić temu, jak wpływało to na częstotliwość odwiedzania świątyń. Wracając do Marii Magdaleny, to obok sytuowania jej na obrazach u stóp krzyża lub w pozie skruchy i pokuty równie często w symboliczny sposób nawiązywano do jej niechlubnej rzekomo przeszłości: bywała przedstawiana z długimi, rozpuszczonymi lub ornamentalnie trefionymi włosami, w bogatych strojach o kolorze purpury i szkarłatu (symbolika koloru), w drogocennej biżuterii – wszystkie te atrybuty miały bezpośrednio wskazywać na powszechnie potępiany sposób utrzymania. Taką odnajdujemy ją na obrazach Tycjana, Botticellego, Cranacha, Tintoretta czy Durera, którzy ze względu na przypisywaną jej atrakcyjną cielesność nawiązywali w sposobie uwiecznienia Marii do starożytnych bogiń miłości Afrodyty lub Wenus. Zabiegi te utrwaliły tylko błędną kompilację, jakiej dokonał Grzegorz Wielki. Odium niejednoznacznego usytuowania Marii Magdaleny wśród uczniów Jezusa utrwalają również rozliczne dzieła współczesne, jak choćby kontrowersyjny film „Ostatnie kuszenie Chrystusa”, bestseller czytelniczy ostatnich miesięcy „Kod Leonarda da Vinci”, a także mowa potoczna; w niedawno czytanej książce natknęłam się na passus: „była lokalną Marią Magdaleną...”, czy stosowany w szeroko rozumianej kulturze termin „święta jawnogrzesznica”.

Przesłanie Jezusa
Spróbujmy dokonać analizy nie wprost i na podstawie nielicznych wzmianek o Marii Magdalenie dowiedzieć się czegoś nowego o głównej postaci Ewangelii – o Jezusie.

Po pierwsze Maria z Magdali jest jedną z Chrystusowych uczennic. Już sam ten fakt ukazuje w nowym świetle radykalnie nowe podejście Mistrza do zastałych obyczajów panujących w ówczesnym Izraelu. Kobiety tamtych czasów nie studiowały Tory, ich nieformalne nauczanie ograniczało się do wiedzy wyniesionej z synagogi, niesłychanym był więc fakt, żeby któraś z nich została uczennicą rabbiego. Tymczasem czytamy, że w grupie podążających za Nim uczniów było kilka kobiet (Łk 8:1-3), i tu kolejna rozterka: kobiety te najwyraźniej dysponują własnymi środkami finansowymi (ideał takiej kobiety znajdziemy co prawda w Księdze Przypowieści, 31 rozdział, ale trudno byłoby go znaleźć w tamtejszej praktyce, bo jakże realizować to chwalebne powołanie, jeśli zależy się materialnie od ojca lub męża i z rzadka wychodzi z domu). Tymczasem powołanie Jezusa wystawia te kobiety na ciężką próbę opuszczenia bezpiecznych czterech ścian, a nawet rozluźnienia więzów rodzinnych (np. Joanna żona Chuzy).

Zaskakujące są również przesłanie i konsekwencje spotkania Marii Magdaleny z Jezusem przy grobie. W relacji Marka i Łukasza czytamy, że uczniowie nie uwierzyli relacji Marii. Nic dziwnego: wedle panującego zwyczaju świadectwo kobiet nie miało mocy prawnej, dlatego nie mogły one występować w roli świadka przed sądem. Może to tłumaczyć, dlaczego wśród świadków Zmartwychwstania podanych przez apostoła Pawła nie znajdziemy Marii Magdaleny (1 Kor 15:3-8). W świetle prawa jej świadectwo nie miało znaczenia. Ale nie dla Jezusa. Dziwnym mogło by się wydawać, że nie zważając na tradycję (o której nie mógł nie wiedzieć) Jezus powierza kobiecie tę jakże ważną misję, jakby chcąc udowodnić (nie po raz pierwszy zresztą), że nie zamierza kierować się powszechnie panującymi w tym względzie obyczajami. Odnajdujemy zatem w relacji Zmartwychwstania „oprócz podstawowej prawdy chrześcijaństwa i to dodatkowe przesłanie, że rygorystyczne uleganie powszechnym, uniwersalnym (z naszej oczywiście tylko perspektywy) normom, panującemu obyczajowi, może zamknąć nasze oczy i uszy na sprawy ważniejsze”. Marii niepotrzebne były niezbite „dowody” czy dotykanie ran. Pobiegła zanieść radosną nowinę.

Maria Magdalena nie była może tak barwną postacią biblijną, jak wynikałoby to z uwikłania historii. A może właśnie była, tylko w zupełnie innych kategoriach niż te, jakie pozwoliłyby sprzedać jej fabularyzowaną biografię producentom filmowym. Niewątpliwie jawi się jako postać dramatyczna, dynamiczna, podejmująca odważne decyzje, których ceny możemy się tylko domyślać.


Aż szkoda, że ten ze wszech miar pozytywny archetyp kobiecy tak słabo i dwuznacznie funkcjonuje w naszej świadomości. Szczególnie, że należne jej miejsce w historii spotkań człowieka z Bogiem zawdzięcza autorytetowi Chrystusa.

Inspiracją powyższego artykułu stało się rozważanie autorstwa Danuty Lukas „Maria Magdalena – równa Apostołom”, zamieszczone w Kalendarzu Ekumenicznym 2001.

Przypisy:
1. E. Adamiak, Milcząca obecność, Warszawa 1999 s.104

2. A. Świderkówna, Rozmowy o Biblii – Nowy Testament, PWN, Warszawa 2000, s.266.

3. Tamże, s. 267

4. Tamże, s. 97

5. Danuta Lukas, Maria Magdalena – równa Apostołom, [w:] Kalendarz Ekumeniczny 2001, Lublin 2001, s. 138.

Bibliografia:
1. M. Śnieciński, Od Ewy do Marii Magdaleny, Wrocław 1998.

2. A. Ohler, Postacie kobiet w Biblii, Kraków 1996.

3. Kalendarz Ekumeniczny 2001, Lublin 2001.

4. A. Świderkówna, Rozmowy o Biblii. Nowy Testament, Warszawa 2000.

5. R.A. Tucker, Daughters of the Church: Women and Ministry from New Testament Times to the Present, Grand Rapids 1987.

6. E. Adamiak, Milcząca obecność, Warszawa 1999.

7. ks. W. Chrostowski, Rzeczywistość i symbolika kobiety w Biblii, „Pastorem”, 14(1), 2002.

Artykuł pochodzi z miesięcznika Słowo Prawdy i został opublikowany za zgodą redakcji.

Kiosk Kosciol.pl - Słowo Prawdy



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050711014330969

No trackback comments for this entry.
Kobieta z cudzą biografią | 3 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Kobieta z cudzą biografią
milka pon, 11 lip 2005, 10:02:13
duze podziekowania dla pani patalon za ciekawy artykul. gratuluje!
 
Kobieta z cudzą biografią
remigius pon, 11 lip 2005, 12:14:36
Bardzo ciekawy artykuł. Osobiście jednak wolę tradycyjno-romantyczną opowieść o Marii Magdalenie. Leoiej mi sie o niej myśli jako o nawróconej prostytutce, niż nawróconej opętanej. Jednak nie zgadzam sie z Tradycją w jednym punkcie. Jest rzeczą raczej niemożliwą, aby Maria z Magdali i Maria z Betanii (siostra Łazarza, czyli Eleazara) były tą sama osobą, z razji ich óznych miejsc zamieszkania, bądź pochodzenia. Żeby jednak pozostać przy wersji o nawróconej prostytutce, tłumaczę to sobie nastepująco. Skoro Maria Magdalena była opętana, to prawdopodobnie demony wpływały także na jej stan zdrowotny. Myślę, że demony te miały coś współnego z lubieżnością i sprowadziły na osobowość psycho-fizyczna Magdaleny chorobę zwana nimfomanią. Jesli zaś Maria była jeszcze do tego atrakcyją niewiasta to myślę, że jej choroba była dla niej źródłem zysków materialnych. (Podobnie jak w przypadku dziewczyny z duchem wieszczym egzorcyzmowanej przez Pawła). Jedenak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Sądzę, że nagromadzone przez Marię pieniążki, pozwoliły jej później na finansowe wspieranie Jezusa i Jego uczniów (którzy tej pomocy napewno potrzebowali, bo zwykle nie mieli co jeść ani gdzie spać).

---
A ja odniosłem to do siebie samego i do Apollosa przez wzgląd na was, bracia, abyście na nas się nauczyli nie rozumieć więcej ponad to, co napisano. (1 Kor 4,6)
 
Kobieta z cudzą biografią
Xylomena wto, 25 paź 2005, 19:11:42


      Juda był bardzo zakochany w Marii Magdalenie, która tylko w Jezusa była wpatrzona. Pragnął, żeby też na niego zwróciła uwagę. Ale jedyne co mu przychodziło do głowy - co takiego mógłby dla niej zrobić, czego Jezus nie robi - to obdarować ją hojnie...
    A był akurat skarbnikiem, dysponującym pieniędzmi ofiarowywanymi im przez bogaczki (Joannę, żonę zarządcy dóbr Heroda, i Zuzannę, nie wiadomo czyją żonę), za uzdrowienia dokonywane przez Jezusa i jego uczniów. Dlatego - on, ponieważ był najmłodszy i jemu pasowało chodzić na posyłki i zakupy.
   Od tego ciągłego rozmyślania o Marii, wyszło mu, że gdyby dał dziewczynie prezent godny Kleopatry, to zrozumiałaby jaka jest ważna dla niego. Powierzonych pieniędzy nie było mu szkoda, bo i tak ciągle ich przybywało, a nikt nie patrzył ile, byle Juda przynosił jedzenie.Kupił więc Marii niebywale kosztowne pachnidło (maść nardową) w alabastrowym flakonie, który też miał nielichą wartość.
    Prezent podrzucił w posłanie Marii  podczas  wizyty (zamówionej) uczniów z Jezusem  w domu jej szwagra, który przejął zajazd po śmierci Łazarza, (posiadanie domów przez samotne Żydówki było niemożliwe nawet dla wdów, a cóż dopiero panien;  kobiety funkcjonowały jedynie jako mienie mężczyzn, więc po wymarciu wszystkich mężczyzn w rodzinie przechodziły na utrzymanie tzw. gminy wiernych czyli  kapłanów, którzy szybko troszczyli się o ich zyskowną sprzedaż wraz z majątkiem;  cały notariat, zarząd spadkami i testamentami znajdował się w rękach kapłanów).
     Był pewien, że Maria zacznie używać kosmetyku  mniemając, iz to od Jezusa, albo nawet nie przywiązując wagi - od kogo.  Takim podstępem chciał nabyć od niej prawo do zadośćuczynienia.
    Nie pomyślał jakoś, iż Marii specyfik ten może  przypomnieć, jak to brat jej był wskrzeszony przez Jezusa, gdyż tłuszcz ten bywał też używany (kogo było stać) do namaszczania  ciał przed pogrzebaniem, w celu  hamowania odoru z rozkładu.
    Maria Magdalena na widok prezentu popadła we wściekłość, iż Jezus tak haniebne upomnienie  dokonuje za uczynek swój dobroczynny. Pochwyciła flakon w garść i pobiegła za Jezusem do domu uzdrawianego z syfilisu męża swojej siostry, do którego był On zaproszony z uczniami.A  widząc, iz siedzi sobie zadowolony, rozmyśliła się z dokonania zwykłego zwrotu, i ze łzami w oczach, rozłupała alabastry na głowie Jezusa, żeby też dostąpił jasnego rozumienia bez słów.
    Na taką pogardę dla drogocenności Juda poczuł się dobrym uczniem w uczynkach miłosiernych. Popadł w furię i wykręcił jej ręce jakby dla obrony Jezusa:
    - Jeżeli aromat ten, wart przeszło trzysta denarów, był niepotrzebny, to trzeba go było sprzedać, a pieniądze ubogim rozdać!
    Dziewczyna oniemiała w myśleniu swoim (bo mówić i tak nic nie mówiła), gdy usłyszała kto się przyznaje do znajomości ceny upominku.
   Jezus nastał na Judę:
   - Daj jej spokój! Przyjemność chciała mi sprawić!
   Przez moment wydawało się, że Juda rzuci się na Jezusa, aby Go udusić, ale chyba nikt nie zauważył tej zmiany adresata jego wściekłości. Powstrzymały go dalsze słowa nauczyciela:
     - Przed złożeniem do grobu wypada człowieka namaścić... Dobrze uczyniła chowając olej na tą godzinę...
   Juda wiedział, że w sprawie namaszczania głowy zakon mówił coś zupełnie przeciwnego, niż to że w związku pochówkiem się tak czyni:" A kapłan w gronie swoich braci najwyższy godnością, na którego została wylana oliwa namaszczenia i którego ręce zostały upoważnione przez włożenie na niego świętych szat (...) Weźmie sobie dziewicę za żonę (...) Aby nie zbeszcześcił swego ludu; gdyż Ja Pan uświęcam go."  Pochamował porywczość, ale tylko przez nakręcanie się mściwymi myślami:"Ani w tej godzinie, ani własnymi rękoma nie muszę się tobą brudzić...Myślałby głupi, że ona na śmierć twoją czeka,  jak ona tylko ciebie chce! Triumfujesz na moim bólu gadzie! Swoim pogrzebem ją uwodzisz? To ja ci załatwię pogrzeb!"
     - Godnych zlitowania nie zabraknie wam nigdy, a mnie wam zabraknie...
    Maria zaczęła już wyć na całego, ujrzawszy, że nie tylko niesłusznie pomyślała o Jezusie, to jeszcze ból tęgi Mu zadała. Na rekompensatę ją naszło i mazidło z głowy Jezusa zaczęła pośpiesznie zbierać na swoją łepetynę, dla okazania wstydu i chęci wyrównania w oszpeceniu  (tłuszcz spływał także po twarzy i piekł oczy).
   Wówczas zebrani w izbie zgorszenie poczuli, że to  gesty lubieżne wobec nauczyciela, gdyż włosy rozpuściła do tego. Krzyki oburzenia podnieśli, a Wysłannicy jakby w uradowaniu, że zarówno obrony Jezusa mogą dokonać jak i uznania racji Żydów zebranych do oglądania cudu wyleczenia, razem z nimi poderwali się na równe nogi, aby Marię do kamienowania pochwycić.
Juda tylko oparł się o ścianę jak najdalej od tumultu, starając uniknąć dotknięcia z wyrywającymi mężczyznami. I pomyślał, że Bóg jest sprawiedliwy...
    Jezus nie obdarzył go nawet spojrzeniem. Reprymendę skierował do ogółu, gdy wystraszona Maria przypadła jak zwierzę do Jego stóp szukając obrońcy.
   - Co was boli? Czy za złe macie tej kobiecie, że was wyręcza? Wierni miłośnicy zakonu jesteście? A czy w domu tym znalazł się gospodarz, który nogi mi obmył (obowiązek miski wody)? Czy choć kubek wody podał?
     Zamilkli. Natomiast zapłakana Maria, na słowo o zaniedbanych nogach, natychmiast do obrządku stóp Jego przystąpiła i dalejże zbierać  brud z nich na wyaromatyzowane włosy swoje. Pracę tą obficie skrapiała łzami z nieumiejętności jej sprostania, gdyż więcej rozmazania z tego wychodziło niż oczyszczenia. Może i śmiesznie to wyglądało, ale normalnemu prędzej nasunęło by to obawę o powrót Marii do obłędu, niż kpiny z niskich lotów jej umysłu, na które zebrało się jakiemuś niedoszłemu egzekutorowi:
    - Namaszczenie na umarłym się robi, nie na żywym!
    - A o namaszczaniu baranka ofiarnego nie wiecie z Pisma? - Jezus mówił to spokojnie, ale  z takim bólem na twarzy jakby do tych słów nie musiało dojść, gdyby nie przemądrzalec, spragniony udzielania nauk kobiecie, której życie bez wachania chciał dopiero co unicestwić.
    Tylko Juda ze spokojem nic wspólnego nie miał.  Jakby się szaleju najadł na widok Marii obgłaskującej teraz nogi Jezusa  sprawnie i poza kolana, niczym do namaszczenia, a nie mycia. I już sam nie wiedział, czy Jego by chętnie zabił, czy ją. Jezus mógł sobie zwiastować własną śmierć, żeby obronić życie Marii, ale mianować się ofiarą za grzech, tylko po to, aby nie dać jej pouczyć? To było urągające każdemu mężczyźnie i z pewnością nie mogło być zgodne z wolą Boga... 
    O tym, że w każdym momencie Juda mógł sam bronić Marii, przyznaniem  do własnego uczynku,  nie rozmyślał nawet przez moment Takie było jego zakochanie.
   Wybiegła.

---
Xylomena

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń