Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Chrześcijanie po wyborach

Listy od czytelnikówDynamika zmian w relacjach: władza doczesna – Kościół, oscylowały przez całe wieki wokół afirmacji władzy doczesnej przez Kościół posuniętej do całkowitego utożsamienia się z nią oraz sprzeciwu wobec rządzących, kiedy ci sięgali po przywileje Kościoła lub otwarcie podważali jego doktrynę i moralność. Współczesny wpływ Kościoła na życie społeczno-polityczne bywa rozmaicie oceniany.

Niejednokrotnie Kościół opisywany jest jako konający tytan. Tak ma się dziać z Kościołem w demokracjach zachodnich. Ale autor bestsellera, „Kod Leonarda Da’Vinci”, uważa zgoła odwrotnie. Ukryte struktury kościelne rządzą światem i dysponują potężnymi wpływami. Poważni publicyści wskazują na dwa testy społecznej siły Kościoła, których wyniki – o dziwo – są sprzeczne. Pierwszy to przeforsowanie prawa do adopcji przez pary homoseksualne w Hiszpanii, a drugi to fiasko włoskiego referendum w sprawie utylitarnego traktowania ludzkich embrionów. Zważywszy jednak na okoliczności, oba testy mogą być niemiarodajne. W Hiszpanii  dojście do władzy, promujących adopcję dzieci przez pary homoseksualne, socjalistów było skutkiem ubocznym zamachu madryckiego. A włoskie referendum…, no cóż, Niedziela była słoneczna i zwyciężyło lenistwo Włochów – orzekła nadtybrzańska prasa.

Casus amerykańskich polityków, ubiegających się o głosy elektoratu katolickiego, wskazuje, że powiązania, pomiędzy moralnością a polityką, są jak najbardziej aktualne. Odkładanie kwestii moralnych do lamusa, lub lekceważenie ich, jest poważnym błędem, i może drogo kosztować polityków.

Chrześcijanie do wyborów

Wszystkie denominacje chrześcijańskie kładą olbrzymi nacisk na zaangażowanie chrześcijan w życie społeczne i polityczne, choć same kościoły jako instytucje unikają otwartego popierania, którejkolwiek z partii politycznych. Dekalog chrześcijańskiego wyborcy można streścić w dwóch przykazaniach: głosuj na polityka kompetentnego, uczciwego i nie sprzeciwiającego się moralności chrześcijańskiej oraz, w ogóle, głosuj. Polityk nie powinien powoływać się na swoją relację z Kościołem – to ostatnia przedwyborcza dyrektywa episkopatu Polski. Rzeczywistość konkretnych wyborów jest o wiele trudniejsza, aniżeli ogólnikowe wskazówki.

Doświadczenie polityczne ostatnich lat wskazuje na to, że wyborcy w pierwszym rzędzie kierują się interesem grupy, do której przynależą, choćby to była bardzo wąska grupa i choćby jej interes stał w sprzeczności z szeroko pojmowanym dobrem wspólnym. Szansa na poprawę bytu stawiana jest ponad względami moralnymi. Np. wybierając w poprzednich wyborach działaczy SLD Polacy nie brali pod uwagę proaborcyjnych elementów programowych tej partii. Na decyzje wyborców olbrzymi wpływ mają media. Od dziesięcioleci zawłaszczają one przestrzeń publiczną promując jednych,  wyciągając błędy innych, albo zniechęcając do życia politycznego decydują o wyborach politycznych.

Ojciec psychologii społecznej, Eliott Aronson, sformułował w latach 60-ch ubiegłego wieku tezę uproszczeń umysłowych, jakie wszyscy stosujemy w postrzeganiu i interpretacji zjawisk społecznych. Przede wszystkim nie postrzegamy ich jako jednostki, ale jako grupy społeczne. Następnie wiedzy społecznej nie przyswajamy całościowo, lecz posługujemy się uproszczeniami, z których najpowszechniejszą jest heurystyka dostępności – najważniejsze wydarzenia i najsłuszniejsze interpretacje to te dostępne w powszechnej komunikacji i wymianie informacji. Według Aronsona, handel informacją nigdy jeszcze nie miał tak olbrzymiego wpływu na decyzje polityczne, jak w drugiej połowie XX wieku.

Programy polityczne a nauczanie społeczne Kościołów chrześcijańskich

Walka wyborcza to walka na idee i walka o wpływy. Na ile programy poszczególnych partii są, czy też nie, zgodne z nauczeniem społecznym Kościołów chrześcijańskich?

Na pierwszy rzut idą kwestie moralne. W Polsce Jana Pawła II po roku 2000 nie do pomyślenia są takie programy polityczne, w których zawarta była by obietnica legalizacji aborcji, eutanazji czy związków homoseksualnych. Wizja osoby ludzkiej zasadza się u podstaw programowych różnic poszczególnych partii nawet, jeśli nie ma o niej mowy w ich programach politycznych. Uznanie duchowego wymiaru człowieka decyduje o koncepcji społecznej wolności, jakości relacji państwo – Kościół,  odpowiedzialności rządzących, polityce rodzinnej i solidarności społecznej.

Perspektywa antropologiczna biegnie jak linia demarkacyjna wzdłuż zapatrywań politycznych dzieląc świat na tych, których potocznie nazywamy liberałami i konserwatystami. Liberalizm to słowo, które pochodzi od łacińskiego wolność. Była by więc to opcja, która wolność traktuje jako naczelną zasadę życia społecznego. Konserwatyzm etymologicznie można rozumieć jako zdolność do zachowania, w domyśle dobra. Publico bono jest istotnym punktem niezgody pomiędzy konserwatystami a liberałami. Radykalizacja rozumienia wolności indywidualnej w liberalizmie doprowadziła do nadużywania zasady równości, w imię której pozbawia się społeczeństw prawa do dobra wspólnego i rzetelnej informacji, która by to dobro określała.

Na tym min. tle doszło do kryzysu tożsamości społeczeństw zachodnich. Jeśli zastanowić się nad powiązaniami między modelem ekonomicznym a wizją człowieka należałoby wspomnieć nauczanie Kościoła katolickiego. Nie do pogodzenia z chrześcijaństwem jest system, który stawia zysk ponad osobę ludzką – głosił Jan Paweł II w dotkniętych wyzyskiem w neokolonialnym stylu krajach Ameryki łacińskiej. Inną prawdą Kościoła podkreślaną przez papieża Polaka był prymat miłości (solidarności społecznej) ponad ideę wolności, która według Wojtyły sama w sobie pozbawiona jest treści i wymaga nadania celu jeśli ma być konstruktywna. Kwestie społeczno-ekonomiczne zostały wnikliwie poruszone przez Kościół w dziesiątkach dokumentów, w tym w encyklikach papieskich, których punkt widzenia podziela wielu prawosławnych hierarchów (min. biskup Herman z Wiednia postulujący wspólne wystąpienia chrześcijan wobec świeckich władz Europy).

Korespondujący z ideą wolności indywidualnej indywidualizm ekonomiczny nazywany jest przez znanego filozofa społecznego Fukuyamę terrorem zysku i siły posiadania. Indywidualizm ekonomiczny działa na korzyść mega podmiotów gospodarczych, których interes rozmija się, a bardzo często stoi w sprzeczności z dobrem wspólnym narodów (choćby wspomnieć Kioto) i społeczeństw oraz rodzi fatalną dysproporcję w poziomie życia pomiędzy bogatymi a biednymi.

Prawo własności - rozumiane przez Kościół w kontekście natury stworzonej przez Boga -, i wynikająca z niego wolna przedsiębiorczość, doznają bolesnych strat w starciu z kapitalizmem menadżerskim, giełdową żonglerką, absolutyzmem bezimiennych funduszy inwestycyjnych, do których z powodzeniem można zastosować kryterium socjalistycznej "własności uspołecznionej". „Tak oto bohaterowie liberalnych epopei - kupcy, rzemieślnicy i producenci, zostali "niewidzialną ręką wielbionego przez liberałów kapitalizmu strąceni ze społecznego piedestału na rzecz specjalistów od rozporządzania cudzą własnością - "menadżerów" i spekulantów”.

Budzi to uzasadniony niepokój hierarchów prawosławnych i protestanckich, którzy coraz częściej zabierają głos na temat zagrożeń płynących z globalizacji, koncentracji własności, czy niszczenia naturalnego otoczenia człowieka. Dobro wspólne przekłada się na stabilizację ekonomiczną państwa. Jej zagrożeniem staje się anarchicznie przeprowadzana prywatyzacja. Niezwykle dochodowe segmenty własności państwowej przekazywane są w niejasnych okolicznościach w ręce ponadnarodowych podmiotów gospodarczych - dysponujących niedemokratycznymi środkami nacisku na rządy - w imię równie przestarzałych, co absurdalnych  mechanizmów wolnorynkowych i krótkotrwałego zysku, choć powinny stanowić jeden z filarów socjalnego bezpieczeństwa obywateli w perspektywie długodystansowej.

W proces wypierania obywateli i narodów z roli  podmiotów życia społecznego wpisuje się arbitralna koncentracja własności środków masowego przekazu. Dobro wspólne można również rozumieć jako aktywne wspieranie przez państwo klasy średniej, będącej motorem postępu nowoczesnych społeczeństw, stymulowane przez politykę podatkową .

Warto w tym kontekście przypomnieć, że klasa średnia w Polsce była pomijana w reformach lat 90-ch. Siła przywilejów rozkładała się na agresywny kapitał zagraniczny poszukujący lukratywnych obszarów pomnażania zysku i na grupy marginalne, które za „głośno krzyczały” wymuszając uwagę rządzących. Ograniczany wpływ obywateli na procesy ekonomiczne i polityczne rodzi zniechęcenie i apatię polityczną; ludzie czują się bezsilni. Elity, które mogłyby skutecznie odpowiadać na społeczne oczekiwania są drastycznie filtrowane i stymulowane przez decydentów komunikacji społecznej. Kościoły chrześcijańskie na przekór ogarniającej społeczeństwa apatii zgodnie przypominają o obowiązku uczestniczenia w życiu publicznym  - biernie  (wybierając) i czynnie (będąc wybieranym).

Chrześcijanie po wyborach

Ostatnie polskie wybory, zwłaszcza druga tura wyborów prezydenckich, postrzegane były jako konfrontacja liberalizmu i konserwatyzmu, prawicy i nowej lewicy. Niektórzy widzieli w nich konfrontację siły mediów i siły oddziaływania Kościoła. Echo tej iście manichejskiej dychotomii można było usłyszeć w komentarzach mediów krajowych i zagranicznych.

Wybory stały się okazją do odkrycia całej gamy socjotechnicznych zabiegów stosowanych z pozycji kandydatów, mediów i innych sił społecznych. Najbardziej plastycznymi i bogatymi środkami dysponowały media, do których sięgnęły, jak do arsenału zbrojnego, stając w uprzywilejowanej pozycji pośrednika informacji. Wszystkie ośrodki badawcze (oprócz niezależnej kapitałowo Polskiej Grupy Badawczej) przedstawiły wyniki badań rażąco odbiegające od rzeczywistych wyników wyborów. Nie były to pomyłki Freudowskie. W prezydenckim pojedynku na forum studia tvn, obecni dziennikarze, po zakończeniu debaty, podeszli do Lecha Kaczyńskiego i jego zaczęli fotografować.

Można wnioskować, że środowisko dziennikarskie doskonale zdawało sobie sprawę z rzeczywistych szans obu kandydatów. Regułą stał się przed wyborami obraz pomniejszonego Lecha Kaczyńskiego z lewej strony okładek, i powiększony proporcjonalnie obraz Tuska z prawej strony okładek.

Dla speców od psychologii społecznej przesłanie jest jasne: ludzie mają wybrać tych z prawej strony. Ośrodek przyjemności mieści się w lewej połowie mózgu, odpowiedzialnej za prawą stronę ciała. Zawsze przyjemne doznania kojarzą nam się z prawą stroną. Nawet czcionka została zaprzęgnięta w tryby propagandowe. Duża, tłusta oznaczała nazwisko Tusk. Mała drobna zapodziana u dołu reprezentowała Kaczyńskiego. Orwellowskiego obrazu dopełnia fakt, że te same schematy okładek, interpretacje i wyniki sondaży, „górne i dolne półki”, do których przydzielano kandydatów wyzierały jednakowo z wszystkich tygodników, w tym tak konserwatywnego za jaki uznawany jest Ozon. Te same proporcje sympatii dla kandydatów obowiązywały w telewizjach publicznych i komercyjnych - więcej Tuska, mniej Kaczyńskiego.

Te wybory powiedziały nam o świecie, w którym żyjemy więcej niż mogliśmy się po nich spodziewać. „Poczucie wolnej gry medialnej jest czystym złudzeniem, a granice demokracji są umowne i sterowne” – konkluduje Fukuyama. Prawdziwym przegranym tych wyborów są media, które zawiodły zaufanie społeczne. Z łatwością im jednak przychodzi je odbudować. Kupują naszą sympatię, bo są codziennym gościem naszych domów i odpowiadają na naszą potrzebę bliskości, zrozumienia, ciekawości świata i rozrywki.

A jak Kościół wpływał na wyniki wyborów? O ile media zachowały się jednoznacznie to elity katolickie były pod względem deklarowanego poparcia dla obu partii i obu kandydatów na prezydenta mocno podzielone. Zacznijmy od hierarchów gdańskiego i lubelskiego. Pierwszy, tragicznie uwikłany w finansowe afery z górnej półki, w zamian za dyskrecję i powściągliwość mediów alb też w obawie przed nimi, wyraźnie sympatyzował z Platformą Obywatelską; można było usłyszeć od wielu duchownych, niezadowolonych z polityki społecznej swojego biskupa. Nieoficjalnie mówi się w Gdańsku, że to cena jaką arcybiskup zapłacił Platformie za pomoc w przejściu z roli oskarżonego w poszkodowanego w niesławnym  procesie, którego bohaterem jest kuria gdańska.

Lubelski metropolita, arcybiskup Józef Życiński, staje w jednej linii z dosyć anachroniczną, forsowaną brutalnie przez międzynarodowe korporacje, wersją liberalizmu ekonomicznego, który stoi w wyraźnej sprzeczności z nauczaniem społecznym Kościoła katolickiego promującego z uporem zasadę: osoba ponad zyskiem. Metropolita Przemyski, Józef Michalik – choć oficjalnie chwalił obu kandydatów – kierował swoje sympatie na Lecha Kaczyńskiego. Sympatię metropolity przemyskiego podzielały min. kurie w Krakowie, Koszalinie („za co tvn ukarał biskupa Kazimierza Nycza emitując materiał o księdzu pedofilu” – twierdzą członkowie Akcji katolickiej w Koszalinie), Rzeszowie, Legnicy, Szczecinie i Toruniu.

Rozkład sympatii biskupów polskich dla poszczególnych partii nie jest zaskoczeniem i odzwierciedla podział biegnący w łonie episkopatu, którego ikoną jest stosunek do  inwestora strategicznego dla „Radia Plus” (por. newsy na Kościół Pl – posiadające większościowe udziały CR Media są partnerem dla postrzeganych jako związanych z „liberałami” arcybiskupów gnieźnieńskiego, poznańskiego i gdańskiego).

Hierarchowie mają prawo do swoich wyborów;  nie docierały żadne sygnały, by swoje sympatie narzucali wiernym. Ciekawsze jest zjawisko recepcji tychże sympatii przez wiernych. Chciałbym zwrócić uwagę na dwa kuriozalne wykresy wyborcze. Zarówno w Gdańsku jak i w lubelskim nie poparto Tuska. Lubelskie zagłosowało na przekór swojemu biskupowi (najwyższe poparcie dla PiS), a w Gdańsku pomimo sympatii biskupa ordynariusza dla PO ludzie do wyborów w większości nie poszli. Środowiska chrześcijańskie, z małymi wyjątkami (Nasz Dziennik popierający Kaczyńskiego i Ekumeniczna Agencja Informacyjna popierająca  w tzw. „gorących tematach” Tuska), zachowywały się powściągliwie i neutralnie.

Strach przed odpowiedzialnością

Tuż po wyborach nie trudno było się ustrzec wrażenia, że główne siły polityczne zagubiły równowagę między satysfakcją ze zwycięstwa, a koniecznością przyjęcia odpowiedzialności za rządy krajem, zwłaszcza w obszarze gospodarki. Rządzący naszym krajem do tej pory zachowywali się jak głowa rodziny, która zapewnia utrzymanie bliskim wyprzedając rodową zastawę i zaciągając kredyty nie patrząc, co będzie potem. Wyborcy rozliczali kolejne rządy z bardzo krótkiej perspektywy.

Obecnie dług zagraniczny Polski przekroczył 90 miliardów dolarów. Media niestety nie informują społeczeństwa, jaki procent budżetu państwa pożera obsługa odsetków, na jakich warunkach i od kogo zaciągamy kolejne pożyczki. Przywileje i warunki jakie stworzyliśmy pod ściąganie inwestorów sprzyjały przez długie lata takim lukratywnym sektorom gospodarki np. handlowi lub bankowości, które w innych państwach „oddaje się swoim” natomiast pomijano wysiłek ściągania inwestorów oferujących pracę Polakom i angażujących swój zysk na terenie Polski w postaci podreperowania naszej infrastruktury.

Bagaż III-j Rzeczpospolitej zawęża pole manewru politykom do tego stopnia, że nie chcą się oni podejmować uzdrowienia sytuacji ekonomicznej Polski, zwłaszcza, że społeczeństwo żąda szybkich i spektakularnych zmian (obniżenie stopy bezrobocia). To stosunek do reform gospodarczych najbardziej różni dwa najsilniejsze ugrupowania polityczne: PiS i Platformę Obywatelską. Pierwsze z tych ugrupowań może je skazać na porażkę absolutyzując ideę pokoju społecznego. Drugie proponuje utopijną inercję państwa, za którą kryje się dążenie do przeprowadzenia niepopularnej w Polsce prywatyzacji (ostatnie badania wskazują, że 80% Polaków jest jej przeciwna – chcielibyśmy pomnażać zysk rodzimych przedsiębiorstw i usługodawców).

PiS może w rezultacie pogłębić zadłużenie Państwa, a PO zdecyduje się na dopompowanie budżetu poprzez wyprzedaż pozostałej własności skarbu państwa. Ani jedno, ani drugie rozwiązanie nie jest perspektywiczne. PO posługuje się anachronicznym rozumieniem wolnego rynku. W dobie dumpingu, offsetu, praktyk pro i antymonopolistycznych odwoływanie się do czystych form wolnorynkowych jest zakamuflowaną protekcją najsilniejszych, i nie pozostawiających cienia szansy na konkurencję, gigantów gospodarki wolnorynkowej. W dziedzinie przyciągania inwestorów, bardziej skuteczna i przekonywająca, może okazać się PO.

Nie tylko dlatego, że polityka Platformy koresponduje z oczekiwaniami biznesu. Grupy interesów naciskające na rządy, by te wyprzedawały kolejne łakome kąski ze skarbca „bogactw” narodowych, to te same, które ukierunkowują politykę inwestycyjną wielu światowych firm. W dziedzinie promowania rodzimych przedsiębiorstw, bardziej stanowczy, może okazać się PiS.

Najważniejsze dla budżetu państwa są podatki. Jeśli mówimy o nich, to tak naprawdę pytamy, która grupa społeczna będzie nimi obciążona  bardziej, a która mniej. Doświadczenie chrześcijańskich demokracji wskazuje, że fiskus, przyjazny klasie średniej, jest przyjazny całemu społeczeństwu. Ani serwilizm wobec najuboższych, ani serwilizm ukierunkowany na najbogatszych, nie jest korzystny dla rozwoju ekonomicznego.

Znamienna jest, na przykład, próba sięgnięcia do kieszeni mediów komercyjnych w celu wsparcia kultury narodowej. PO była przeciwna takim rozwiązaniom. PiS obsadził resorty gospodarcze ludźmi, których doświadczenie jest niewątpliwe, ale i niejednoznaczne. Minister finansów Teresa Lubańska zasiadała we wladzach Unii Wolności, była doradcą Balcerowicza. Pracodawcą ministra skarbu Andrzeja Mikosza były kancelarie: Lovells i Weil, Gotshal & Manges. Piotr Woźniak – minister gospodarki – dał się poznać jako ekspert AWS, zwolennik zatajenia treści lukratywnych kontraktów na dostawę gazu do Polski. Minister rozwoju - Grażyna Gęsicka kojarzy się raczej z PO, anieli z PiS.

To skojarzenie narzuca się niestety w odniesieniu do całej ekipy rządzącej PiS i może być tłumaczone próbą depopulizacji programu gospodarczego, albo brakiem własnego pomysłu na gospodarkę. Niestety – zamyślając się nad ekonomiczną kondycją Polski - wszystko wskazuje na to, że Polacy nieprędko wyjdą z przypadającej  im w UE funkcji śmieciarzy, rzeźników i gastarbeiterów.

Jeszcze popolitykujmy

Cud polityczny ostatnich wyborów ma jeszcze inne oblicze. Otóż marek Jurek podaje rękę Wojciechowi Olejniczakowi. Wystąpienie kandydata na marszałka sejmu Marka Jurka charakteryzowało się wysokim poziomem kultury politycznej i otwarcia na wszystkie siły dopuszczone do władzy sejmowej przez wyborców. Oto uprzedzenia historyczne, tak pieczołowicie podsycane przez „różową” część sceny politycznej, schodzą na plan dalszy. Jeśli to mądre pojednanie oznacza zastopowanie mechanizmu rozgrywania jednych przeciwko drugim i wiedzie np. do przeciwstawienia się monopolizowaniu mediów to możemy się cieszyć. Nie ma sensu upokarzanie lewicy w obliczu takich zagrożeń jak dyktatura medialna, czy „brazylizacja” Polski. Takie zbliżenie jest realnym zagrożeniem dla Polski liberałów.

Zwróciłbym jeszcze uwagę na wystąpienie Bronisława Komorowskiego, kontrkandydata na urząd marszałka sejmu. Komorowski wyraził poważną obawę członków Platformy i tych sił społecznych, które za nią stoją (może niewielkich liczebnie, ale silnych jakościowo): narodem, Polską, patriotami są również ci, którzy z pochodzenia czy religii Polakami nie są. Byłoby klęską uniwersalizmu, pluralizmu proponowanego przez cywilizację judeochrześcijańską, praktyczne czy ideowe zaprzeczenie słowom Komorowskiego. Postawa Marka Jurka rokuje, że siły narodowe, wbrew definicji, zaproponują taki model państwa, a nawet swoich partii, w którym wszyscy Polacy będą czuli się bezpiecznie.

Równolegle do obrad sejmowych pojawiła się w mediach światowych zatrważająca informacja. Prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad wezwał świat muzułmański do wymazania Izraela z mapy bliskiego wschodu. Konfrontacja dwóch państw, posiadających broń jądrową, jest najczarniejszym scenariuszem, jaki ludzkość może sobie wyobrazić.

Nadchodząca z Iranu sekwencja zdarzeń obejmuje również Polskę – wiernego sojusznika USA. Zaangażowanie USA w konflikt bliskowschodni oznacza osłabienie pozycji tego supermocarstwa w Europie, czego konsekwencją może być bardziej harda postawa Niemców, których poczucie krzywdy związane z wypędzeniami jest bagatelizowane. Bardziej przewidywalne kierunki ofensywy zagranicznej braci Kaczyńskich to oczywiście stosunki z Rosją, UE i USA.

Stosunek do wojny w Iraku najbardziej różni ugrupowanie Kaczyńskich z Radiem Maryja, które konsekwentnie sprzeciwia się okupacji Iraku. Nominacja dla doskonale ustosunkowanego w Ameryce Radka Sikorskiego (jego żona Anne Applebaum pracuje dla wpływowych wydawców amerykańskich) wróżyła by ścisły sojusz z grupami interesów z USA, którym patronują takie jastrzębie jak Paul Wolfowitz. Złośliwi twierdzą, że ta nominacja rozpoczyna w Polsce złotą erę dla „demobilu” (sprzęt wojskowy z drugiej ręki) amerykańskiego.

Czas lewicy minął. Politycy w zrównoważony sposób powołują się na nauczanie społeczne Kościoła. Znaczenie naszego kraju na arenie międzynarodowej wzmacnia fakt, że potrafimy mieć swoje zdanie. Gospodarka polska, malutkimi kroczkami, idzie do przodu. Możemy się chyba pokusić o umiarkowany optymizm.



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20051021193523906

No trackback comments for this entry.
Chrześcijanie po wyborach | 5 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Chrześcijanie po wyborach
a1a1a1 pon, 7 lis 2005, 16:32:07
Ponad miesiąc temu też napisałem na ten temat artykuł, niestety nie ukazął się na kosciol.pl (ktoś z uczestników był go łaskaw umieścić na Forum). Zainteresowanych odyłam: http://www.knp.lublin.pl/knp.php3?dz=12&co=p&te=174
 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,682 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń