Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Brakujące ogniwo znaleziono!

W dniach 21 - 22 października odbyła się w Poznaniu II Konferencja Kreacjonistyczna. Zorganizowana została wspólnie przez Biblijne Towarzystwo Kreacjonistyczne i Chrześcijańską Stowarzyszenie Akademickie. Podczas konferencji wykłady wygłosili: dr John Peet oraz znany brytyjski geolog, Paul Garner.

Paul Garner jest absolwentem Wydziału Geologii i Biologii uniwersytetu Anglia Politechnic i członkiem ekskluzywnego  Towarzystwa Geologicznego. Wyniki swych badań i przemyślenia na temat powstania życia i ewolucji zawarł w wielu cieszących się dużym uznaniem artykułów. Jest współredaktorem cieszącego się dużym, międzynarodowym uznaniem czasopisma „Origins” („Początki”), zaliczającego się do czołowych magazynów poświeconych tematyce powstania i rozwoju świata i życia.

Dr John Peet jest natomiast chemikiem, członkiem Królewskiego Towarzystwa Chemicznego. Obaj są kreacjonistami – ludźmi wierzącymi, że powstanie i byt wszechświata, a także życie to nie jest przypadek, czy skutek samoistnej ewolucji, lecz Boże dzieło, Boże stworzenie. Należą do brytyjskiego Biblijnego Towarzystwa Kreacjonistycznego.

W Poznaniu gościli już w roku ubiegłym, wygłaszając wykłady w ramach I Konferencji Kreacjonistycznej. Tegoroczne spotkanie z nimi było w pewnym sensie ich kontynuacją. Podczas tegorocznego wykładu starali się odpowiedzieć na takie kwestie, jak:
ile lat na ziemia?

  • czy człowiek żył równocześnie z dinozaurami?
  • czy informacja genetyczna może powstać przypadkiem?
  • czy jest możliwe, by człowiek pochodził od małpy?
  • czy teoria Darwina ukazuje rzeczywisty przebieg wydarzeń?
  • czy żyjący obecnie ludzie są rzeczywiście wyłącznie potomkami Noego?
  • jak powstały różne rasy?
  • czy znajdowane przez naukowców szczątki „praczłowieka” mogą być dowodem popierającym teorię Darwina?
  • czy biblijną historię stworzenia należy odczytywać jako zapis symboliczny czy ukazujący rzeczywistość?

Odpowiedzi zawarli w trzech interesujących wykładach: „Przygoda w Wielkim Kanionie” (Paul Garner), „Wątpliwości Darwina” (dr John Peet) i „Prawda o początkach ludzkości” (Paul Garner). Ich celem było ukazanie, że „oficjalna” nauka, z której prac korzysta się potem m.in. w szkołach, popełnia wiele karygodnych błędów i nadużyć, a największym z nich jest nie uwzględnianie biblijnego świadectwa. Podczas konferencji umiejętnie podważyli wnioski, do jakich doszli zwolennicy ewolucjonizmu i innych „tradycjonalistycznych” prądów w nauce, ukazując, że wyniki przeprowadzanych badań są... wysoce niewiarygodne. Przekonywali zgromadzonych, że mogło być zupełnie inaczej, i że to właśnie kreacjoniści mają rację.
Poniżej przedstawiamy w ogólnym zarysie informacje zawarte w poszczególnych wykładach.
 
„Przygoda w Wielkim Kanionie”

Na początku wykładu Paul Garner opisał piękno tego gigantycznego kanionu. Ma on ponad 500 km długości, około 1,6 km głębokości oraz ok. 29 km szerokości w najszerszym miejscu. Powstał rzekomo na przestrzeni ostatnich 10 milionów lat, wyżłobiony przez płynącą tamtędy rzekę Kolorado. W ubiegłym roku Paul Garner wraz z grupą naukowców z amerykańskiego Instytutu Badań Kreacjonistycznych i ekipą telewizyjną spędził w nim tydzień poszukując dowodów na to, że kanion wcale nie powstawał tak długo, lecz w bardzo krótkim czasie, pod wpływem jakiejś wielkiej katastrofy. Badacze odnaleźli wówczas wiele interesujących przesłanek potwierdzających ich teorię i doszli do naprawdę ciekawych wniosków.

Jako geolog przedstawił najpierw budowę skał kanionu, analizując poszczególne warstwy i czas ich powstania. Jest to kwestia, która badaczom sprawia najwięcej trudności, gdyż w przypadku Wielkiego Kanionu niewiele faktów zgadza się z wiedzą naukowców o powstawaniu poszczególnych warstw skalnych. Największą zagadką, zdaniem Paula Garnera, są ogromne pokłady piaskowca zwanego Coconino, zalegające nie tylko pod całym stanem Arizona, ale także pod sąsiednimi stanami. Naukowiec zastanawia się skąd wziął się taki ogromny pokład piaskowca. Musiał on pochodzić ze starszych skał. Jego zdaniem piasek, z którego uformował się ten pokład skalny został na te tereny naniesiony z odległej północy. Kolejny wniosek, jaki przedstawił jest taki, że osady, jakie utworzyły skały kanionu, wskazują, że musiała na tych terenach być woda, bowiem są charakterystyczne dla zbiorników wodnych. Zadziwiające dla niego są także przykłady osadów, które – jeśli przyjąć tok myślenia „tradycjonalistycznych” naukowców, powinny w Wielkim Kanionie być znacznie większe, lub znacznie mniejsze, niż są w rzeczywistości.

Wykazał też błędy „tradycjonalistycznych” naukowców w datowaniu wieku skał czy znalezisk archeologicznych i peleontologicznych. Świat naukowy ocenia bowiem wiek badając rozpad cząsteczek różnych pierwiastków radioaktywnych. Problem w tym, że korzystając z różnych metod badań można osiągnąć różne wyniki. Jako znakomity przykład przytoczył wyniki badań wieku skały z Wielkiego Kanionu, zwanej „Red Wall” („Czerwona Ściana”). Korzystając z trzech różnych metod naukowcy określili jej wiek następująco: 516 milionów lat, 1090 milionów lat, lub 1700 milionów lat. Wyniki te mówią same za siebie. Zdaniem Paula Garnera metoda ustalania wieku na podstawie rozpadu cząsteczek radioaktywnych nie zdaje się na nic, gdyż ten w różnych okresach czasu postępował w różnym tempie.

Powołał się przede wszystkim na odkrycie w latach 80-tych w jednym z bocznych kanionów skamieniałych muszli stworzenia zwanego „nautiloidem”. W latach 90-tych badania w tej kwestii podjęło dwóch znakomitych naukowców – peleontolog, dr Kurt Wise i geolog, dr Steven Austin. Udało się im. m.in. ustalić, że szczątków takich jest w Wielkim Kanionie bardzo wiele. Stwierdzono także, że wszystkie te stworzenia – których liczbę w obrębie Wielkiego Kanionu ocenia się na co najmniej miliard, a liczba ich może sięgnąć nawet dziesięciu miliardów – zginęły w jednym momencie. Świadczy o tym fakt, że wszystkie skamieniałości znajdują się w jednym pokładzie skalnym, a są wśród nich osobniki w każdym wieku. Naukowców zainteresował także fakt, że niemal wszystkie muszle ułożone są tak, jakby zwierzęta te porwał silny prąd wodny. „Cała populacja nautiloidów została zabita w jednym momencie. Gdyby te zwierzęta w sposób naturalny umierały i opadały na dno, ich muszle były by ułożone w różnych kierunkach. Powinny one się też raczej znaleźć na spodzie warstwy wapienia, a nie w jego środkowej części” – uważa Paul Garner. Jest przekonany, że warstwa wapienia, zwanego „Whitman Wash”, w której znaleziono nautiloidy nie osadziła się w sposób łagodny, ale naniesiona została przez bardzo silny prąd płynący na północ Arizony.

Kolejna ciekawa teza, jaką postawił Paul Garner jest odpowiedzią na teorię „tradycjonalistycznej” nauki, wedle której Wielki Kanion miała rzekomo wyżłobić płynąca przezeń obecnie rzeka Kolorado. Jego zdaniem absolutnie nie jest możliwe, by tak się rzeczywiście stało, gdyż Wielki Kanion przecina wyniesiony płaskowyż, co oznacza, że rzeka, by móc go wyżłobić, na pewnym odcinku swego biegu musiałaby... płynąć pod górę. Tymczasem wiadomo, że rzeki omijają przeszkody terenowe, a nie pokonują je! Wniosek z tego wynika taki, że rzeka nie wyżłobiła kanionu, lecz popłynęła nim, gdy ten już powstał! Taką tezę postawił Paul Garner podczas swego wykładu.

Cóż więc spowodowało powstanie owego gigantycznego cudu natury? Paul Garner ma n a ten temat własną teorię. Uważa mianowicie, że w okolicach obecnego Wielkiego Kanionu mogły istnieć ogromne jeziora, w których woda utrzymywała się dzięki znajdującej się gdzieś naturalnej zaporze. Sądzić tak pozwala fakt, że na wschód od Wielkiego Kanionu znajduje się wielki basen dopływowy, mający kształt ogromnego spodka. Odnajdywane są tam także warstwy osadów, które mogły powstać jedynie na dnie ogromnych zbiorników słodkowodnych. Naukowcy są także przekonani, że gdyby zablokować kanion, na wschód od niego powstał by kompleks ogromnych jezior, zdolnych pomieścić aż 48000 kilometrów sześciennych wody.

Prehistoryczne jeziora, o których mówił, miałyby być – jego zdaniem – pozostałością wód wielkiego, ogólnoświatowego potopu, znanego z kart Biblii. Doszło jednak do kataklizmu – gdy owa tama pękła, w krótkim czasie cała woda z tych jezior odpłynęła. To wyjaśniałoby zagadkę równoczesnej śmierci i identycznego położenia wszystkich „nautiloidów”. Te masy wody równocześnie wyżłobiły w krótkim czasie Wielki Kanion. Naukowiec podkreśla, ze bardzo podobny efekt zaobserwować można było po gwałtownej erupcji wulkanu św. Heleny (USA), kiedy to spływające wody stopionego lodowca, wyryły w podłożu bardzo podobny, choć oczywiście niewielki kanion. Oceniając według tradycyjnych metod, można by szacować, że kanion ten powstał w ciągu setek tysięcy lat, podczas gdy w rzeczywistości dokonało się to w ciągu jednej zaledwie doby.

Teoria powstania Wielkiego Kanionu, jaką w Poznaniu przedstawił Paul Garner, zyskuje w ostatnim czasie coraz więcej zwolenników, gdyż naukowcy pozyskują coraz to nowe dowody przemawiające na jej korzyść. Co ciekawe – jak podkreślił – również w legendach miejscowych Indian znaleźć można informację, że Wielki Kanion powstał na skutek ogromnego potopu! Może więc było zupełnie inaczej, niż o tym się uczy w szkołach? Podczas spotkania naukowiec podkreślił, że wielkim błędem współczesnej nauki jest odrzucanie możliwości, że Biblia nie zawiera opisów rzeczywistych wydarzeń dotyczących stworzenia świata, a co najwyżej symboliczne. Tymczasem badania prowadzone przez kreacjonistów, do których sam się zalicza, w Biblii właśnie znajdują poświadczenie.

Swój pierwszy wykład Paul Garner zakończył refleksją biblijną opartą na słowach św. Piotra z jego drugiego listu: „Wiedzcie przede wszystkim to, że w dniach ostatecznych przyjdą szydercy z drwinami, którzy będą postępować według swych własnych pożądliwości i mówić: Gdzież jest przyobiecane przyjście jego? Odkąd bowiem zasnęli ojcowie, wszystko tak trwa, jak było od początku stworzenia. Obstając przy tym, przeoczają, ze od dawna były niebiosa i była ziemia, która z wody i przez wodę powstała mocą Słowa Bożego. Przez co świat ówczesny, zalany wodą, zginął.” (2 Piotra 3 : 3 – 6). Paul Garner znany jest też i z tego, że w swoich wykładach łączy prezentacje naukowe z ewangelizacją. Nie inaczej było w Poznaniu, gdzie podzielił się ze słuchaczami i taką refleksją: „Jeśli mamy ocaleć przed zbliżającym się Bożym gniewem, musimy znaleźć miejsce, które wskaże nam sam Bóg. Poprzednio Bóg ukarał ziemię wodą, a teraz skarze ogniem. Poprzednio dał ludziom łódź, a teraz dał osobę – swego Syna, Jezusa Chrystusa.” Wskazał na Niego jako na nową arkę, w której można znaleźć ocalenie.

Pytania Darwina

Współczesna nauka o pochodzeniu ludzkości bazuje na wnioskach, do jakich doszedł Karol Darwin, wybitny XIX-wieczny biolog brytyjski, żyjący w latach 1809 – 1882. W 1831 roku, jako młody badacz, wyruszył on na statku „Beagle” w rejs, jako uczestnik wyprawy badawczej organizowanej przez brytyjski rząd. Darwin towarzyszył wyprawie, jako badacz – naturalista, nie pobierając z tego tytułu żadnego wynagrodzenia. W czasie tej, trwającej 5 lat, podróży uwagę Darwina przykuła niezwykłość fauny wysp, w szczególności wysp Galapagos, oraz szczególne następstwo geologiczne szczerbaków (Edentata) w Ameryce Południowej. Pokłosiem tej wyprawy była także stworzona przez niego, w oparciu o przeprowadzone obserwacje i badania teoria ewolucji, sformułowana około roku 1844. W 1859 roku ukazała się jego książka „O pochodzeniu gatunków”.

„Często mówimy o jego teorii i książce. Ale czy wiemy, co on tak naprawdę powiedział? Myślę, że nie. Wielu współczesnych ludzi tak naprawdę nie czytało jego książki” – mówił dr John Peet rozpoczynając swój wykład na temat darwinizmu i wątpliwości, jakie miał sam autor teorii ewolucji. Darwin wskazywał bowiem w swej książce nie tylko na wnioski, mogące potwierdzać jego teorii, ale także na jej „słabe punkty”. Sam więc nie wyrażał przekonania, że tak właśnie potoczyły się dzieje. Podczas gdy takie przekonanie żywi współczesna „tradycjonalistyczna” nauka, bazując na jego przestarzałych poglądach, i wiedzę taką przekazuje się także w szkołach. Dr Peet podkreślił, że Darwin miał wiele wątpliwości i oczekiwał, że rozwiązanie kwestii nie pasujących do jego teorii znajdzie się w przyszłości.

Podstawowym problemem, z jakim borykał się Darwin była złożoność życia. Uznawał, że wiele organizmów jest bardzo złożonych i wyjaśnienie ich prostą drogą ewolucji nie jest możliwe. Stwierdził m.in., że ewolucja nie mogła by stworzyć oka. Omawiając złożoność organizmów dr Peet wspomniał m.in. pewnych jakby „urządzeniach” w ludzkim ciele, bazujących na zasadzie koła, a będących jakby miniaturowymi „silniczkami”. Jak podkreślił tego też ewolucja nie była w stanie „wypracować”, bowiem zanim by organy te osiągnęły współczesną formę, były by zupełnie bezużyteczne. W zakłopotanie wprawiały też Darwina... pawie pióra, o których pisał: „Kiedykolwiek patrzę na wzór na pawim ogonie, to sprawia to, że czuję się chory.” Ornamenty na pawich piórach są bardzo precyzyjne.

Matematycy nawet wyprowadzają na ich podstawie matematyczne wzory. Do takiej precyzji ewolucja również nie mogła doprowadzić. Darwin nie wiedział jeszcze, że... pawie pióra są bezbarwne (całkowicie pozbawione pigmentu), a kolor powstaje na skutek odbicia promieni słonecznych. „Gdyby on to wówczas wiedział, to jestem pewien, że nie tylko czuł by się chory, ale położył by się do łóżka z bardzo wysoką gorączką” – żartował dr Peet.

Do teorii ewolucji Darwina nie pasuje też – czego naukowiec miał pełną świadomość – zagadnienie symbiozy – zjawiska, gdy jeden organizm nie jest w stanie przeżyć bez drugiego, wzajemna zależność. Dr Peet przytoczył wiele przykładów, których teoria ewolucji nie jest w stanie wyjaśnić. Jednym z nich jest pewien gatunek ślimaka morskiego, który jako jedyne stworzenie nie jest paraliżowany przez pewien gatunek ukwiała, a spożywszy jego parzydełka, przejmuje od niego komórki parzące.

Przytoczył także przykład jednego z gatunków orchidei – ze względu na budowę kwiatu zwanej „wiaderkową”, której zapach zwabia owada, a ten siadając na kwiatku ześlizguje się do wypełnionego wodą „wiaderka”, z którego jednak może łatwo się wydostać... zbierając po drodze pyłek, a po wyschnięciu odlecieć. Ciekawy jest także przykład pewnego gatunku kolibra, który pozostaje w symbiozie z kwiatami helikonii. Co fascynujące, samiec i samica wchodzą w układ z różnymi gatunkami tego kwiatu, dzioby ich odpowiadają bowiem dwóm różnym jego odmianom – dziób samca żółtej, dziób samicy zaś czerwonej.

„Darwin miał też problemy ze skamieniałościami. Materiał geologiczny nie pokazuje bowiem płynnych zmian, co sam uważał za najpoważniejszy punkt problematyczny swojej teorii. Liczył na to, że z czasem zostanie ten problem rozwiązany, że zostaną znalezione formy pośrednie” – mówił dr Peet. Powołał się tu na przypadek późniejszego odkrycia dwóch skamieniałości.

Pierwszą z nich była rzekoma „forma pośrednia” pomiędzy rybą a płazem. Naukowcy dopatrywali się w niej ryby z formującymi się w miejsce płetw nogami. Przekonani byli, że stworzenie to wymarło około 100 milionów lat temu. Tymczasem przed kilkoma laty kilka żywych sztuk tego stworzenia znaleziono na wybrzeżach Azji. Znalezione sztuki odpowiadały dokładnie skamieniałościom – przy czym były w sposób jednoznaczny rybami! Powołał się także na przykład słynnego Archeopteryksa, którego uważa się za formę pośrednią pomiędzy gadem a ptakiem, wykazując, że w rzeczywistości miał on cechy wyraźnie ptasie.

Darwin zdawał sobie także sprawę z tego, że jego teoria nie jest w stanie odpowiedzieć na zagadkę chemicznego początku życia. „Darwin uznawał, że to, by nieorganiczna materia miała utworzyć żywą komórkę jest czymś nieprawdopodobnym” – podkreślił dr Peet.

Prawda o początkach ludzkości

Z chrześcijańskiego punktu widzenia bardzo interesujący był ostatni wykład – „Prawda o początkach ludzkości”, wygłoszony przez Paula Garnera. Stawił on czoła wyzwaniu, rzuconemu kreacjonistom przez współczesną naukę.

d dziesięcioleci naukowcy odnajdują szczątki „praczłowiecze” – niektóre datowane na wiele milionów lat. Na ich podstawie „tradycjonalistyczne” kręgi naukowe starają się umacniać teorię Darwina, próbując udowodnić, że człowiek istotnie pochodzi z tej samej rodziny stworzeń, co małpy – nie tyle że od małp, co od wspólnych przodków. Stoi to w wyraźnej sprzeczności z Biblią, w której czytamy: „I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga go stworzył. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich” (Genesis 1: 27), „Ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą” (Genesis 2 :7) i „Wtedy zesłał Pan Bóg głęboki sen na człowieka, tak że zasnął. Potem wyjął jedno z jego żeber i wypełnił ciałem to miejsce. A z żebra, które wyjął z człowieka ukształtował Pan Bóg kobietę i przyprowadził ją do człowieka” (Genesis 2 : 21 – 22). I to jest właśnie powód, dla którego świat naukowy skłonny jest w najlepszym wypadku traktować Biblię jako zapis symboliczny, a w najgorszym całkowicie ją odrzucać i traktować jako zapis całkowicie mitologiczny.

„Jeśli mamy zrozumieć te pozostałości, musimy zrozumieć, co mówi Biblia. (...) Biblia mówi, że ludzie, którzy żyli przed potopem byli bardzo rozwinięci cywilizacyjnie. Byli muzykami grającymi na różnych instrumentach, metalurgami znającymi różne metale, farmerami, hodowcami, budowali miasta... W czasie potopu coś się stało – rodzaj ludzki został zredukowany do ośmiu ludzi. Reprezentowali oni tylko część technologii, jakie znane były ówczesnej ludzkości. Cywilizacja przedpotopowa została zniszczona” – mówi Paul Garner.

Biblia mówi, że po opadnięciu wód potopu ludzie nie posłuchali Bożego nakazu rozprzestrzenienia się po całej ziemi, lecz trzymali się razem. Tak było aż do czasu, gdy zaczęli wznosić Wieżę Babel, i kiedy zagniewany Bóg pomieszał ludzkie języki. Obecnie ludzkość włada tysiącami języków, które jednak należą do zaledwie kilkunastu dużych grup. „Tradycjonalistyczny” świat naukowy twierdzi, że wszystkie one pochodzą od dźwięków zwierzęcych. Paul Garner natomiast uważa, że nie ma żadnych przesłanek do tego, by tak twierdzić: „Każda z tych kilkunastu grup językowych pojawiła się nagle i od początku była bardzo rozwinięta.” Przyjmując takie twierdzenie można założyć, że to biblijny opis powstania różnych języków mówi prawdę.

Czym są odnajdywane przez badaczy szczątki „praczłowieka”? „My wierzymy, że to byli ludzie, którzy wyemigrowali z Wieży Babel – mówi Paul Garner. – Musieli oni używać kamieni, zanim mogli zacząć wytwarzać znów narzędzia z metalu i mieszkać w jaskini a nie w mieście. Musieli też polować, a dopiero później znów mogli stać się farmerami. Życie było prymitywne, choć ludzie byli inteligentni. Musieli na nowo wszystko wynajdować, na co potrzeba było czasu. Epoka kamienia tak naprawdę była bardzo krótkim czasem, co dobrze pasuje do znajdowanych przez nas dowodów. Znajdujemy grobowce z epoki kamienia. Gdyby trwała ona rzeczywiście tak długo, jak się sądzi, to powinny ich być miliony, a tymczasem są zaledwie setki.”

Paul Garner podkreślił, że peleontolodzy znają tylko dwa rodzaje szczątków – wybitnie ludzkie, jak kości neanderatalczyków, czy „człowieka z CroMagnon”, i bardziej przypominające małpę – jak np. australopitek. Nie ma natomiast formy pośredniej. Homo habilis – zwany „zaginionym ogniwem” – w ogóle bowiem nie istniał. Jego domniemane szczątki okazały się bowiem należeć do dwóch różnych gatunków. Powołał się przy tym na najnowsze badania naukowe. Naukowcy w ostatnim czasie prześwietlili promieniami rentgena czaszkę australopiteka, na podstawie czego stwierdzono, że „człowiek pierwotny” miał budowę ucha środkowego taką samą, jak małpy i różniącą się od ludzkiej tak znacznie, że gatunek ten nie mógł być przodkiem człowieka. Badając jedną z czaszek rzekomego homo habilis, będącą jednoznacznie ludzką, stwierdzono, że osobnik ten miał możliwość mówienia, porozumiewania się językiem. Wskazuje na to budowa czaszki.

Jak więc wytłumaczyć różnicę w budowie różnych „gatunków” uważanych przez kreacjonistów za ludzkie? Inaczej bowiem wyglądał neandertalczyk, inaczej człowiek z CroMagnon. Różnią się od siebie także obecnie znane „rasy” – kaukaska, negroidalna i mongoloidalna. Zdaniem Paula Garnera wszystkie te różnice – zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne, powstały na skutek życia w różnych warunkach. Dlaczego więc szczątki małpokształtnych, jakie znajdujemy, wyprzedzają wiekowo szczątku ludzi? Paul Garner wyjaśnia, że jest tak dlatego, że zwierzęta, w odróżnieniu od ludzi, rozpierzchły się po ziemi od razu, gdy tylko było to możliwe.

Naukowiec udzielił także odpowiedzi na niezwykle interesującą kwestię, którą często poruszają przeciwnicy przyjmowania zapisów biblijnych jako w pełni wiarygodnych. Chodzi o kwestię ras. Często można usłyszeć pytanie: jeżeli wszyscy ludzie pochodzą od Noego, to dlaczego różni nas kolor skóry?

„Różnice w rasach są tak naprawdę niewielkie. Pojawiły się one po tym, jak ludzie się rozprzestrzenili. Mogło to być skutkiem rozłożenia genów w poszczególnych grupach i miejsce, gdzie dana grupa wyemigrowała” – twierdzi Paul Garner. Podkreśla przy tym, że błędem jest mówić o kolorze skóry. I u murzyna bowiem, i u białego, azjaty czy indianina, skóra ma taki sam kolor. To, co nas różni zewnętrznie to nie kolor skóry, ale zawarty w niej pigment i jego ilość.

Czy rzeczywiście możliwe jest, by w ciągu zaledwie 5000 lat, jakie – zdaniem kreacjonistów „młodej ziemi” upłynęły od czasu potopu – powstały tak różne rasy? Paul Garner przytacza tu przykład pewnego małżeństwa europejsko – afrykańskiego, któremu urodziły się bliźnięta różniące się kolorem skóry. Jest to, jego zdaniem, doskonały przykład na różne rozkładanie się genów. Warto wspomnieć, że w ostatnich latach naukowcy doszli do wniosku, że cała obecnie żyjąca populacja ludzka wywodzi się od kilku zaledwie „prehistorycznych samic”! Wyniki badań zdają się więc potwierdzać tezę kreacjonistów!

Tak, jak każdy swój wykład, tak i ten, Paul Garner zakończył krótką myślą służącą rozwojowi duchowemu: „Bóg ma plan, aby odnowić rodzaj ludzki. I On posłał Jezusa, żeby umarł za nas na krzyżu. Ta ofiara odnowiła relacje między Bogiem a człowiekiem. Jeśli zawierzymy Jezusowi, możemy powrócić do rodziny Bożej. (...) Ja nie wierzę, że macie coś wspólnego z małpą, ale wierzę (...), że Jezus Chrystus jest tym „brakującym ogniwem”, którego my potrzebujemy, by odnowić nasze relacje z Bogiem.”

Pytania, pytania, pytania...

Po zakończeniu wykładów zgromadzeni na sali słuchacze mogli zadać naukowcom trapiące ich pytania. Poruszono między innymi kwestię jak to możliwe, że w ciągu zaledwie kilku tysięcy lat ludzkość rozrosła się liczebnościowo od ośmiu zaledwie ludzi do sześciomiliardowej ponad rzeszy, żyjącej obecnie. Dr John Peet wykazał, że na zaludnienie całej planety taka rodzina, jak Noego, nawet przy stosunkowo niedużym początkowo wzroście, potrzebowałaby zaledwie ok. 4000 lat.

Poruszono także kwestię kazirodztwa. Jeśli bowiem ludzkość miała się rozwinąć, to wnukowie i wnuczki Noego musiały wchodzić w układy seksualne między sobą. Tymczasem Bóg w Biblii zabrania kazirodztwa. Również i na tą kwestię, choć ma ona więcej wspólnego z moralnością i biblistyką niż z geologią i peleontologią – a więc głównymi dziedzinami, którymi się zajmują, naukowcy udzielili odpowiedzi. Prawo zabraniające kazirodztwa pojawiło się bowiem dopiero w czasach Mojżesza – a więc na długo po stworzeniu świata i po potopie. Bóg dał ten zakaz, bowiem kazirodztwo nie było już potrzebne, a prowadzić mogło do degenercji genetycznych.

Gdy jeden z uczestników konferencji, broniąc wyraźnie stanowisk a ewolucyjnego zapytał, czy dowodem na to, że człowiek pochodzi od małpy nie jest fakt, że małpy mają 95% takich samych genów jak ludzie, dr John Peet  żartując odparł: „Jeśli banan ma 60% genów takich, jak ludzie, to czy wnioskować można, że człowiek pochodzi od banana?” Dodał także, że współczesna nauka nie jest w stanie ocenić jak wiele informacji genetycznej jest zawartych w tych 5% genów, różniących człowieka od małpy. Dowiódł także, że ewolucja od małpy do człowieka, nawet jeśli to jest tylko 5% różnicy, zajęłaby około... miliarda lat.

Okazją do zadawania pytań było także spotkanie z badaczami, jakie odbyło się następnego dnia, w znanej poznańskiej kawiarni chrześcijańskiej „Cafe Betty”. Odbyła się tam interesująca dyskusja na temat „Kreacjonizm czy ewolucjonizm?” Już na zakończenie wykładów dr John Peet i Paul Garner przedstawili zgromadzonym podstawowy argument przemawiający za uznaniem kreacjonizmu: „My wierzymy, że jeśli pierwszy rozdział Biblii jest niewiarygodny, to nie mamy gwarancji, że reszta jej zawartości jest wiarygodna.”



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20051024234936391

No trackback comments for this entry.
Brakujące ogniwo znaleziono! | 21 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Brakujące ogniwo znaleziono!
Marcin W wto, 25 paź 2005, 00:08:54

Od razu małe słowo wyjasnienia:

- Nie zajmowałem się wcześniej tą tematyką. Mam nadzieję, że w moje notatki nie wkradł się żaden błąd. Starałem się wszelkie fakty notować rzetelnie.

- Na spotkania z P. Garnerem i dr J. Peetem szedłem nastawiony trochę sceptycznie, a wyszedłem nastawiony dość entuzjatsycznie! Niech żyje KREACJONIZM! ;-)))

---
"Bóg jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają.
Do Królestwa Niebios da się dotrzeć z każdej krainy."
Samthann z Clonbroney

 
Brakujące ogniwo znaleziono!
namor wto, 25 paź 2005, 07:40:14

„My wierzymy, że jeśli pierwszy rozdział Biblii jest niewiarygodny, to nie mamy gwarancji, że reszta jej zawartości jest wiarygodna.”

Jest to typowe podejście fundamentalizmu biblijnego, w którym nie zwraca się uwagi na gatunki literackie. Opis stworzenia świata jest poetyckim hymnem na cześć Boga i jego celem nie jest zrelacjonowanie JAK Bóg stwarzał swiat, ale ukazanie poprzez obrazowy język pewnej prawdy teologicznej. Podobnie jak Księga Jonasza nie stanowi opisu historyczych wydrzeń, ale jest midraszem, czyli właściwie przypowieścią o Bożym miłosierdziu i nacjonalistycznie nastawionym proroku, który tak naprawdę  nie chciał nawrócenia NIniwitów. Oczywiście w Biblii są też teksty o charakterze historycznych kronik, ale trzeba umieć odróżniać te różne gatunki literackie w Biblii, aby nie popełniać pomyłek interpretacyjnych.

Jeśli zaś chodzi o ewolucjonizm, to w wydaniu darwinowskim jest on nie do przyjęcia przez żadne kręgi naukowe. Ewolucjonizm to hipoteza, która ma wiele niewiadomych. Od czasów ks. Theilarda de Chardin sa jednak ludzie, którzy widzą mozliwosć łączenia ewolucjonizmu z kreacjonizmem. Według Teilharda nie należy obawiać się ewolucji, którą ukazuje w triadycznym modelu Stworzenia – Inkarnacji – Odkupienia. Wspomniane „momenty” zbawczego triduum są trzema różnymi stronami tego samego procesu twórczej unii świata, który wnika w Boga, zatapia się, ale nie ginie w Bożej rzeczywistości. W akcie tym świat osiąga swój cel, swoją pełnię (gr. pleroma), stąd Teilhard mówi o pleromizacji świata. Walka o chrześcijańską wizję ewolucji rzuciła Teilharda na fale niezwykle oryginalnej mistyki oraz otworzyła nowe perspektywy dialogu z naukami przyrodniczymi. Francuski jezuita sprzeciwiał się statycznej ilustracji ludzkiej egzystencji bezwolnego tkwienia przy martwym „teraz” lub nieokreślonym „później”. Dla Teilharda to właśnie ewolucja odzwierciedla dynamikę życia ku ostatecznemu celowi życia: do punktu Omega, którym jest Chrystus.

W roku 1950 papież Pius XII w encyklice Humani generis oświadczył, że dla uczonych katolickich teoria ewolucji może stanowić godną uwagi hipotezę, gdyż Bóg mogł wywieść ludzkie ciała z ciał zwierząt. POdkreślił jednak, ze dusza kazdego człowieka jest bezpośrednio stwarzana przez Boga, a więc nikt nie pojawia się na swiecie przez przypadek. Każdy jest chciany przez Boga.

Z kolei Jan Paweł II powiedział:"Dzisiaj, niemal pół wieku po ukazaniu się encykliki Piusa XII «Humani Generis», nowe dowody prowadzą do tego, że teoria ewolucji jawi się czymś więcej niż tylko hipotezą...

---
Mi ze maelim eca(h)beli daat lachen higgadeti welo awin niflaot mimmeni welo eda (Hi 42, 3)

 
Brakujące ogniwo znaleziono!
Maciek wto, 25 paź 2005, 18:44:30

A propos pawich piór. W Muzeum Narodowym w Pradze była w lipcu wystawa poświęcona Tajwanowi. Na tej wystawie był pokazany motyl (gigantyczny) na szpilce, na którego skrzydłach widnieje wyraźny wizerunek łba żmiji. Motyl siadając na pnuiu drzewa i składając skrzydła odstrasza wrogów wizerunkiem gada.

To także nie mogło powstać samo.

---

Kto umie czynić dobrze, a nie czyni, dopuszcza się grzechu.

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,619 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń