Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Kreacjonizm a porządek społeczny

Tytuł przypomina znane określenie "Słoń a sprawa polska", które stosuje się do tych wszystkich osób, które przesadnie traktują znaczenie tego, co robią i wszystko sprowadzają do tego samego problemu. Poniżej postaram się przekonać Czytelnika, że sprawa propagowania kreacjonizmu i zwalczania ewolucjonizmu (czym sam się zajmuję) nie jest marginalną sprawą, że jest naprawdę istotna dla każdego, komu leży na sercu tradycyjny porządek społeczny.



Wszyscy słyszeliśmy kilka lat temu o uczniach w toruńskim technikum, którzy znęcali się nad nauczycielem języka angielskiego. Wielu z nas dziwi się, jak to było możliwe. Wielu z nas zastanawia się, czy jest to odosobniony przypadek, czy raczej reguła. Ale przecież widzimy, że nie tylko w szkołach źle się dzieje. Niemal każdego dnia słyszymy o przestępstwach i zbrodniach, czasami bardzo szokujących - o znajdowaniu zwłok dzieci w beczkach, o zleceniu wydanym przez matkę, by utopiono jej dziecko itp. Nie czujemy się bezpieczni na ulicach. Bandytyzm rośnie niemal z dnia na dzień. Napadów bandyckich dopuszczają się nawet dzieci. Podobno organizacje przestępcze wykonanie morderstw zlecają także dzieciom, bo im jako nieletnim praktycznie nic nie grozi, jeśli zostaną złapane (pobyt w domu poprawczym do osiągnięcia 21 lat życia).

Niektórzy mówią uspokajająco, że zawsze starsi narzekali na młodzież. Daje się nawet przykład jakiegoś starego zapisu egipskiego, który stwierdzał, a było to jeszcze przed narodzeniem Chrystusa, jak bardzo zepsuła się młodzież. Niewątpliwie młodzież wszystkich epok była zawsze bardziej lekkomyślna i skłonna do wybryków niż starsze pokolenia. Ale niewątpliwie mamy też do czynienia z istotną zmianą, jaka zachodzi naprawdę, nie tylko w wyobraźni starszych osób.

Spostrzeżenie Kena Hama
Ken Ham, przewodniczący kreacjonistycznej organizacji Answers in Genesis w Kentucky, USA, wspomina w jednej ze swych książek, że z tym problemem zetknął się 30 lat temu, gdy był nauczycielem biologii w szkole w Australii (Ham jest Australijczykiem z pochodzenia). Już wtedy nauczyciele zaczynali się skarżyć na młodzież, że coraz trudniej im jest ją kontrolować. Młodzi ludzie nie odnosili się z takim szacunkiem do nauczycieli jak dawniej. Szczególne powody do narzekania mieli nauczyciele religii. Młodzież coraz mniej interesowała się tym, czego ich nauczano, a nauczano ich o podróżach apostoła Pawła, o ewangelii Jezusa Chrystusa, o Jego śmierci i zmartwychwstaniu, o nowej ziemi i nowym niebie, i innych nowotestamentowych nauk. Ale młodzieży szkolnej to w ogóle nie interesowało. Ujawniała ona coraz mniejsze zainteresowanie nauczaniem treści biblijnych.

Ken Ham był wówczas nauczycielem biologii i to pozwoliło mu zrozumieć, skąd bierze się ten niekorzystny dla chrześcijaństwa trend. Zauważył mianowicie, że podręczniki biologii oraz innych nauk były przesiąknięte filozofią ewolucjonizmu. Ewolucję, rozwój od mikrobów do człowieka, przedstawiano w nich jako fakt. Dzieci i młodzież przez wiele lat naucza się, że są tylko zwierzętami, które wyewoluowały z jakiejś pierwotnej zupy miliony lat temu. Indoktrynuje się ich, że ewolucjonizm jest nauką. A ponieważ na co dzień widzą, jak nauka – poprzez zdobycze technologii – ulepsza nasze życie (telewizory, telefony komórkowe, samoloty, samochody, szybka komunikacja naziemna i podziemna, itd., itp.), cokolwiek ma więc charakter naukowy, zasługuje tym samym na wielki szacunek. Ewolucjonizm istnieje nie tylko w biologii. Astronomia uczy, jak nasz Układ Słoneczny powstał samorzutnie z wielkiej chmury gazu i pyłu miliardy lat temu. W geologii naucza się, że Ziemia liczy sobie miliardy lat i że zapis kopalny jest zapisem ewolucji życia. Ewolucjonizm przenika niemal wszystkie lekcje szkolne. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku dzieci wchłaniają “prawdę” o ewolucji, o stopniowym procesie, który pozwolił człowiekowi wydobyć się z półzwierzęcego stanu w epoce kamiennej.

Jak w tym świetle wygląda sprawa religii i Biblii? Patrząc z perspektywy współczesnej nauki, tej wchłanianej przez wiele lat szkolnej edukacji, Biblia jest po prostu przestarzałą księgą religijną. Była być może potrzebna, gdy człowiek dysponował niewielką wiedzą o świecie. Ale co może ona powiedzieć współczesnemu człowiekowi, skoro pochodzi sprzed kilku tysięcy lat? Biblia mówi coś o pochodzeniu świata i o pochodzeniu człowieka, ale czy takie starocie mogą mieć jakąkolwiek wartość? Ken Ham zrozumiał, że współczesny system edukacyjny, że treści wpajane w szkołach i na uniwersytetach są wrogie Biblii, są skierowane przeciw niej, nawet jeśli nic się w nich o Biblii nie mówi. Cała ideologia stopniowego rozwoju nieuchronnie prowadzi do wniosku, że wartościowe jest tylko to, co niedawne, że im starsze poglądy, tym bardziej są fałszywe. Biblia uczy, że pochodzimy od Adama i Ewy, ale przecież z nauki wiemy, że to nieprawda, więc co warte są twierdzenia Biblii? Jeśli ewolucja jest faktem, to nauka dowodzi, że Biblia się myli. To nie Bóg stworzył świat. Wszechświat i życie powstały przez przypadek i rozwijały się w dużym stopniu w przypadkowych procesach. Pochodzimy nie od Adama, ale od małpoludów. Tego typu nauki z konieczności muszą zasiewać wątpliwości co do religii w umysłach młodych ludzi.

Zgubny kompromis
Niektórzy chrześcijanie poszli na kompromis; myślą, że wystarczy pozbyć się pierwszych rozdziałów z Księgi Rodzaju, uznać je za poezję, za coś, czego nie należy traktować dosłownie, a wszystko będzie w porządku. Katoliccy teologowie i filozofowie głoszą to od dawna: [...] Kościół teorii ewolucji nie zwalczał. Darwin miał pogrzeb chrześcijański w katedrze westminsterskiej, a do jednego z witraży wprowadzono nawet jego postać jako człowieka, który przyczynił się do wielkiego postępu nauki. 1

Niestety, pogląd ten głosi wiele kościołów protestanckich, nawet ewangelikalnych, a jeśli nie ma go w oficjalnej doktrynie, to uważa tak wielu wierzących. Sądzą oni, że przecież istotą chrześcijaństwa jest osoba i czyny Jezusa Chrystusa, a nie to, o czym pisze Księga Rodzaju! Skoro jakaś część Biblii jest niezgodna z nauką, odrzućmy tę część – rozumują ci chrześcijanie – a pozbędziemy się kłopotu. Trzeba zauważyć, że chrześcijanie ci mają mocne argumenty: rdzeniem chrześcijaństwa rzeczywiście jest Jezus, a zbawionym można być przecież, nie wierząc w dosłowność opisu stworzenia świata w Księdze Rodzaju. To wszystko prawda, a mimo to chrześcijanie ci tragicznie się mylą. To prawda, że jeśli ktoś wierzy w Jezusa, w Jego ofiarę na krzyżu, śmierć i późniejsze zmartwychwstanie, i jeśli uzna, że Jezus jest jego Panem i Zbawicielem, to będzie zbawiony, ale jak do tej wiary doprowadzić miliony współczesnych ludzi? Każdy, kto choć raz próbował ewangelizować obce osoby, wie, jaka jest najczęstsza reakcja. Ludzie po prostu nie chcą słuchać. Oni nie są zainteresowani sprawami religijnymi. Nie mają, jak to się mówi, “wielkiego nabożeństwa” do religii. A dlaczego? Dlatego, że nie religia, a nauka jest dzisiaj w największym poważaniu. A to, co się ludziom podaje za naukę, jest niezgodne z religią. Ewolucjonizm wpaja ludziom ideę postępu, rozwoju, zmiany. Religia powoli staje się przeżytkiem, reliktem przeszłości. Zanim więc możemy skutecznie mówić ludziom o Jezusie i Jego dziele, muszą oni być przychylnie nastawieni wobec tego, co mamy do powiedzenia. Zanim zasiejemy ziarno prawdy, glebę należy zaorać i spulchnić. Dopiero wtedy treści religijne mają jakieś szanse. Ale jeśli tak, to należy najpierw zadbać o przywrócenie autorytetu dla Biblii. Ewolucja nie jest żadnym faktem. Nie istnieją dowody na jej rzecz, to zwykła hipoteza. Nie było żadnych małpoludów. Ziemia nie liczy sobie miliardów lat itd., itd. Jednym zdaniem, prawdziwa nauka nie tylko nie obaliła Biblii, ale Biblia nadal może służyć jako wskazówka w badaniach naukowych.

Istota kreacjonistycznej ewangelizacji
Ken Ham propaguje tzw. kreacjonistyczną ewangelizację. Skoro współcześni są przekonani, że nauka jest wroga religii, należy pokazać, że błędne są podstawy tego, co dzisiaj przedstawia się jako naukę – czyli ewolucjonizmu. Nie byłoby to potrzebne w epoce, w której religię się szanuje, w której Biblię czyta się w domach na co dzień. W takiej epoce można było od razu zaczynać od spraw najistotniejszych. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj ewangelizacja nawet w tzw. krajach chrześcijańskich, jak Polska, musi przebiegać podobnie jak w krajach o zupełnie innej kulturze. Należy najpierw zrozumieć ową kulturę, a potem ewangelizację prowadzić odpowiednio do jej charakteru.

W Japonii na przykład nie wystarczy mówić po prostu o Bogu, bo w religii szintoizmu jest wiele bogów i Japończyk zrozumie, że mówimy o jednym z nich. Jeśli Japończykom mamy mówić o Bogu z Biblii, to musimy powiedzieć, że mamy na myśli Boga, który wszystko stworzył i którego nie należy mylić ze stworzonym światem. W Polsce tego nie trzeba tłumaczyć. Inna kultura wymaga innego podejścia. Ale znaczy to także, że zmieniające się pod wpływem propagandy ewolucjonistycznej w naszym kraju postawy ludzi wymagają zmiany charakteru ewangelizacji. Do nich trzeba docierać inaczej niż do ich ojców i dziadków.

Prawdą jest, że bez pomocy Boga nie dotrzemy do serc ludzi z przesłaniem o Jezusie. Tylko On może otworzyć serca ludzi, aby słyszeli i rozumieli. Nie znaczy to jednak, że ewangelizację możemy uprawiać byle jak, bo i tak Bóg zrobi resztę za nas. Przykłady, jakie widzimy w Biblii, pokazują, że Bóg zostawił także i nam, wierzącym, wyraźne obowiązki. Wiele przykładów ewangelizacji ludzi o różnych przekonaniach znajdujemy w Dziejach Apostolskich. Często tam występują takie słowa jak “rozprawiał” (9:29; 17:2; 18:4; 18:19), “rozprawiając i przekonując” (19:8-9), “dowodząc” (9:22), “wyjaśniał” (17:3), “dzielnie uchylał twierdzenia (...), wykazując (...)” (18:28). Wszystkie te określenia świadczą, że Paweł Apostoł stosował ewangelizację na najwyższym poziomie intelektualnym i nie polegał jedynie na, niezbędnej skądinąd, łasce od Boga. Paweł używał każdego rozumowania, jakiego mógł użyć, by przekonać swoich słuchaczy do Słowa Bożego, wiedząc, że ostatecznie to nie on, Paweł, przekonuje i to nie on, Paweł, nadaje moc argumentom. “Chodźcie i spór ze mną wiedźcie! – mówi Jahwe” (Iz. 1:18).

W dzisiejszych czasach, w czasach, w których żywi się nabożną cześć dla nauki i w których za naukę przedstawia się ewolucjonizm, ewangelizacja z Biblią w ręku ma sens tylko wówczas, jeśli nasi słuchacze mają dla Biblii szacunek, jeśli nie uważają jej za śmieszny przeżytek sprzed tysięcy lat, “stare legendy Bliskiego Wschodu”, jak ją nazwał Izaak Asimov, znany pisarz Science Fiction i czołowy propagator ewolucjonizmu.2 Ale to jest możliwe tylko wtedy, gdy im wykażemy, że ewolucjonizm nie ma charakteru naukowego, że jest to teoria bez poparcia empirycznego, że główne poparcie czerpie ona z pewnej filozofii i z pewnego światopoglądu, światopoglądu ateistycznego.

Artykuł jest częścią cyklu "Meandry sporów o pochodzenie" z  miesięcznika "idź POD PRĄD"



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20051106152636981

No trackback comments for this entry.
Kreacjonizm a porządek społeczny | 20 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Kreacjonizm a porządek społeczny
rkopec śro, 9 lis 2005, 10:31:01
Powszechna aprobata teorii ewolucji, to potworny dorobek ludzkości o jeszcze gorszych konsekwencjach.
 
Kreacjonizm a porządek społeczny
rkopec śro, 9 lis 2005, 17:02:20
Podobno Darwin mówił, że jeżeli nie znajdzie się ogniw pośrednich między gatunkami (czy rodzdajami), to od jego teorii należy odstąpić i uznać ją za fałszywą. Ogniw pośrednich nie znaleziono. Od darwinizmu nie odstąpiono. Na podwalinach darwinizmu wytworzono, wiele różnych teorii ewolucji o wspólnym rdzeniu, którego zadaniem jest wyklaczenie stworzenia. Oni wszystko zaakceptują, byleby to nie miało nic wspólnego z Bogiem. Wyjątkiem są Katolicy, którzy lubują się w łączeniu sprzeczności.
Radosław Kopeć
 
Kreacjonizm a porządek społeczny
hharald(zaw) pon, 14 lis 2005, 19:46:18
Co mają grzechy i zbrodnie ludzkie do nauczania kreacjonizmu - poza tworzeniem atmosfey regligianckiego zagrożenia światem dookólnym, którego religiant z reguły nie rozumie, więc się go boi?
 
Kreacjonizm a porządek społeczny
rkopec wto, 15 lis 2005, 21:57:00
Kreacjonizm to ruch naukowy. Ewolucjonizm i kreacjonizm to dwa różne sposoby wyjaśniania Początku. Naukowo oba są uprawnione. Bezczelność ewolucjonistów polega na tym, że chcą być monopolistami.
 
Kreacjonizm a porządek społeczny
ejan nie, 27 lis 2005, 21:14:23
Aby wypowiadać się na temat teorii ewolucji należy najpierw ją poznać, przy tym najlepiej po prostu być biologiem. Ten podstawowy warunek nie został jednak spełniony przez Pana Mieczysława Pajewskiego, o czym przekonuje mnie kilka tez zawartych w artykule jego autorstwa (Kreacjonizm a porządek społeczny).
1) „Cała ideologia stopniowego rozwoju nieuchronnie prowadzi do wniosku, że wartościowe jest tylko to, co niedawne, że im starsze poglądy, tym bardziej są fałszywe.” Teoria ewolucji niczego nie wartościuje, a ewolucjoniści nie uważają, że formy „niedawne” są lepsze (lub gorsze) od wyjściowych, od tych, które były wcześniej. To tak jakby powiedzieć, że skrzydło ptaka jest lepsze od płetwy ryby. To przyroda „wartościuje” i wybiera te formy żywe, które są do określonych warunków lepiej przystosowane.
2) Biologia, w łonie której narodziła się teoria ewolucji jest nauką w świetle metodologii nauk przyrodniczych (czy tego chcemy, czy nie). Jeśli, jak się wyraził Pan Pajewski „ewolucjonizm nie jest nauką”, to nie są nauką także inne teorie i prawa: Newtona, Einsteina, Kopernika i in. Co zrozumiałe – mogą nam się osiągnięcia naukowe nie podobać.
3) „Ewolucja nie jest żadnym faktem. Nie istnieją dowody na jej rzecz, to zwykła hipoteza.” Owszem istnieją dowody potwierdzające teorię, a sama hipoteza, jako że nie została obalona przez pokolenia biologów - posługujących się metodami naukowymi, w oparciu o naukowe kryteria - zyskała status utwierdzonej teorii. Można sprzeczać się o przebieg ewolucji, o jej tempo (i czynią to ewolucjoniści), ale nie sposób zaprzeczać faktom, że np. populacje roślin i zwierząt izolowane na wyspach wyodrębniają się z „typów” swoich gatunków, za sprawą doboru naturalnego owady nabierają odporności na środki ochrony roślin, a bakterie uodparniają się na pestycydy. Czym jeśli nie etapem ewolucji (mutacje genotypu) jest powstawanie nowych odmian wirusa grypy, na które każdego roku tworzy się nowe szczepionki? W związku z tym nieprzemyślane jest twierdzenie, że „ewolucjonizm nie ma charakteru naukowego, że jest to teoria bez poparcia empirycznego.
4) Mam wątpliwości, co autor rozumie pod pojęciem „filozofia ewolucjonizmu”. Czy filozofia to „umiłowanie mądrości”, jak to rozumieli starożytni, czy według niego to „rzecz trudna do zrozumienia, wykonania” (wg Słownika wyrazów obcych PWN)?
5) „Jeśli ewolucja jest faktem, to nauka dowodzi, że Biblia się myli.” Nauki przyrodnicze nie zajmują się światem nadprzyrodzonym, który leży poza dziedziną ich zainteresowania, a w związku z tym nie do ich kompetencji należy formułowanie takich twierdzeń jak: „nie Bóg stworzył świat”, albo „Biblia się myli”. Owszem nauka prezentuje inną teorię powstania świata niż Biblia, ale odnosi się ona tylko do świata materialnego. Pogodzenie obu prawd o świecie rzeczywiście nie jest rzeczą łatwą. Może jednak warto spojrzeć na ten paradoks oczyma Platona?
6) „Jednym zdaniem, prawdziwa nauka nie tylko nie obaliła Biblii, ale Biblia nadal może służyć jako wskazówka w badaniach naukowych.” Nie może, gdyż kompetencje nauk ścisłych i religii nie pokrywają się, o czym napisałem w punkcie 5. Nauka nie przyjmuje założeń, które nie są zakotwiczone w niej samej. I dobrze. To tak jakby planować podróż opierając się na założeniu, że ziemia jest płaska. Nikt tego współcześnie nie czyni.
7) Teoria [...] czerpie z pewnej filozofii i z pewnego światopoglądu, światopoglądu ateistycznego.” Kreacjonizm czerpie, owszem, ze światopoglądu religijnego, ale to jest właśnie powód, dla którego nie można uważać tej koncepcji za naukę. Jest to tylko przypadek ideologizacji nauki (pozostawiam sumieniu, czy opierając się na nim jesteśmy bliżej poznania prawdy). Dosłowne rozumienie opisu stworzenia mogę nazwać wiarą i każdy ma do niej prawo, ale nie nauką. W tym świetle „prawdziwa nauka” (określenie Pajewskiego) jest protezą, która nie ma nic wspólnego z osiągnięciami naukowymi (powtarzam - oparta jest na innych kryteriach).
8) Konkludując, Autorowi nauka po prostu się nie podoba (w takiej formie, w jakiej ona istnieje), a podoba się jej alternatywna wersja. Cóż, każdy ma do tego prawo. Nie jest to jednak umiłowanie prawdy, ale jej ignorowanie.
Zdając sobie sprawę, że nieprzekonanych i tak nie uda mi się przekonać, serdecznie pozdrawiam Autora i Komentatorów.

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń