Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Ulecz nędznych, których chorobą są ich własne grzechy

„Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”
(J 8,11)

Nadszedł czas, żeby zastanowić się nad sobą. Wielki Post pragnie zbliżyć nas do Chrystusa, abyśmy przed Nim wyznali wszystko, co obciąża nasze serca, nasze sumienia i usłyszeli od Niego te same słowa, które usłyszała jawnogrzesznica.



Bardzo często okres Wielkiego Postu kojarzy się nam tylko z dodatkowymi nabożeństwami pasyjnymi, takimi jak Gorzkie żale czy Droga Krzyżowa. Wiemy, że księża na kazaniu będą rozpamiętywać, nieraz szczegółowo, etapy Męki Pańskiej. My wtedy w swoich myślach, sercu i pamięci litujemy się nad cierpiącym Chrystusem i często powtarzamy: „On – tak frasobliwy, samotny, opuszczony i czekający na nasze współczucie”.

Tymczasem zapominamy, że pomocy i współczucia potrzebujemy my. My, którzy na co dzień zapominamy o Bożej sprawie. My, którym tak bardzo brakuje wiary i ufnego oczekiwania na spotkanie z Panem. My, którzy tak notorycznie odrzucamy miłość, którzy działamy przeciw sobie, przeciw bliźniemu. My, którzy ciągle grzeszymy. Co gorsza, świadomie trwamy w grzechu. To On – Chrystus ukrzyżowany – ma nas wybawić od naszych słabości, wad i grzechów oraz okazać nam miłosierdzie.

Okres Wielkiego Postu to czas naszego nawrócenia. W tym szczególnym okresie częściej powinienem zastanawiać się nad samym sobą: Kim jestem? Człowiekiem stojącym pod krzyżem, wiernym Chrystusowi i Ewangelii? Czy stojącym pod krzyżem, ale negującym jego wartość i sens, czekającym na zmianę korzystną dla siebie? Pamiętajmy – nasze życie ziemskie jest zarabianiem na wieczność, wędrówką ku wieczności, oczekiwaniem na spotkanie z Bogiem. Czas Wielkiego Postu przypomina nam cierpienia Jezusa Chrystusa, który ofiarował je za nas, ofiarował za nasze grzechy. Naszym wielkopostnym zadaniem jest zrobić wszystko, aby te cierpienia i męki Jezusa uczynić lżejszymi, krótszymi i łatwiejszymi do zniesienia. Zatem, powinniśmy więcej się modlić. To nasze pierwsze i główne wielkopostne zadanie.

Jan Lechoń napisał: „Można zawsze znaleźć w swej inteligencji, woli, sercu coś, co pomoże nam w walce z życiem, z ludźmi… Ale na walkę z sobą – jest tylko modlitwa”. Pan Jezus stale nas prosi o modlitwę, a my Mu odmawiamy, odwracamy się od Niego. Nie mamy czasu i cierpliwości, gdy na przykład ktoś przychodzi do ciebie i prosi cię o coś, ty mu odmówisz. Przychodzi i prosi drugi raz – też umiejętnie się wykręcisz, ale trzeci raz już nie wytrzymasz tego proszącego, pokornego, przenikliwego wzroku i usłużysz. Tak jak św. Piotr, który za każdym razem jeszcze mocniej się wypierał, „A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra” (Łk 22,61). Spojrzał – i Piotr zapłakał. Czy mój grzech nie jest czasem tym wyparciem się Jezusa? Czy nie jest on barierą, która nas od Chrystusa oddziela?

Pewien amerykański uczony Thomas Simpson, wielki badacz
w dziedzinie matematyki, zapytany, które ze swych odkryć uważa za największe, rzekł: „To, że jestem grzesznikiem i że grzechy moje mogę zgładzić przez łaskę i miłosierdzie Jezusa – Odkupiciela”.
A my, czy odkryliśmy już w sobie tę łaskę? Czy potrafimy spojrzeć szczerym i czystym obliczem na Jezusa ukrzyżowanego? Czy grzech tak nas zniewolił, że nie potrafimy się od niego oderwać? Tak okrutnie zniekształcił nasze oblicze, że nie potrafimy z Bogiem porozmawiać? Jesteśmy zatruci złem, grzechem i nienawiścią…

Leonardo da Vinci długo szukał modelu do twarzy Chrystusa, chcąc namalować Ostatnią Wieczerzę. Pewnego dnia, wchodząc do kościoła, napotkał rozmodlonego i wielce uduchowionego śpiewaka o pogodnej twarzy. Posłużyła mu ona za wzór do namalowania oblicza Zbawiciela. Artysta długo i dokładnie pracował nad treścią słynnego dzieła. W końcu brakowało mu jeszcze postaci Judasza. Ponownie zaczął poszukiwania wzoru do twarzy zdrajcy Pana. Odnalazł go w jednej z karczm jako cynicznego pijaka i szulera. Zaprosił go do swojej pracowni i tu zaszła niespodziewana scena. Żebrak, spoglądając na oblicze Chrystusa – gorzko zapłakał. Zdziwiony malarz zapytał o powód nagłego wzruszenia? Tamten odpowiedział: „Przed laty byłem modelem do twarzy Jezusa, obecnie po grzesznym i zmarnowanym życiu stałem się wzorem dla zdrajcy mojego Mistrza”.

Obyśmy my – swoim życiem, swoim postępowaniem – nigdy nie przyczynili się do zdrady naszego Pana i Mistrza. Obyśmy w porę się opamiętali i wyszli z ciemności grzechu. Rzeczą ludzką jest grzeszyć, ale szatańską trwać w grzechu…

Nie wszyscy potrafią odkryć wielką radość wyzwolenia z sideł szatańskich – z grzechu. Kiedy jednak ono przyjdzie, dziwią się: „Jak mogłem tak długo żyć w grzechu, żyć bez Chrystusa?”. Przeżywamy wtedy nowe narodzenie, narodzenie dla czystości, dla prawdy. Stajemy się pogodni, łagodni i spokojni. Możemy znowu spojrzeć Bogu w oczy. Możemy znowu, przez modlitwę, spokojnie z Bogiem porozmawiać.

Za Tatianą Goryczewą należy powtórzyć: „Jedynie modlitwą możemy przezwyciężyć grzech, absolutne zło, modlitwa w postaci stałego dialogu z Bogiem jest dla nas obecnie bardziej naturalna od powietrza, którym oddychamy, jest ona naszym zbawieniem”.

Tak, jest naszym zbawieniem. Chrystus, gdy wysłucha nasze prośby, modlitwy i błagania – okaże nam swoje Miłosierdzie. Aby uzyskać Boże Miłosierdzie, musimy być wytrwali i nasza modlitwa musi być stała. Musimy uzbroić się w wytrwałość.

Zapytano kiedyś Benjamina Franklina, skąd u niego tyle wytrwałości w dążeniu do wytyczonego celu? Wynalazca piorunochronu tak odpowiedział: „Obserwował już pan kiedyś rzeźbiarza przy pracy? Sto razy uderza on w to samo miejsce, a mimo to nie widać najmniejszej rysy. Ale potem za sto pierwszym uderzeniem kamień pęka. Jednak przecież nie ostatnie uderzenie przynosi sukces, lecz tamte sto poprzednich prowadzi do niego”. Podobnie jest z naszym sumieniem, skamieniałym sercem, sto razy musimy w nie uderzać, aby za sto pierwszym uderzeniem pękło. Wtedy zegniemy kolano
u kratek konfesjonału, wyznamy Bogu nasze grzechy i nawrócimy się. Nie odwlekajmy nawrócenia, poprawy, powróćmy w okresie Wielkiego Postu do Chrystusa, bo On na nas czeka, On nas kocha. Chce nas obdarzyć swoim Miłosierdziem.

Za księdzem biskupem Józefem Zawitkowskim zapytam:

Siostro i Bracie!

Nie wiem, gdzie jesteś, ale wiem, że jesteś w Chrystusie.

Nie wiem, kto jest przy tobie, ale wiem, że jest przy tobie Chrystus.

Nie wiem, ilu ludzi darzy cię miłością, ale wiem, że miłuje cię Chrystus.

Nie wiem, co jeszcze przyjdzie nam przeżyć, ale wiem, że przeżyjemy wszystko godnie, jeżeli będziemy zawsze z Chrystusem.

Powiedz mi, czy potrafisz w sercu zapłakać jak Piotr, jak Magdalena?

Czy potrafisz nawrócić się znowu twarzą do Boga?.

o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp

z Montrealu w Kanadzie


Opcje Artykułu

Ulecz nędznych, których chorobą są ich własne grzechy | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń