Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!

Polemiki

Poniższy tekst stanowi kontynuację oraz poszerzenie tez artykułu zamieszczonego tutaj 2 lata temu pod tytułem „Reinkarnacja – czyli wszystko w porządku, Panowie!. Bezpośrednim bodźcem do napisania obecnego tekstu stały się obszerne cytaty zamieszczone pod tamtym artykułem. Zawarte w nich argumenty zasługują, jak uznałem, na szerszą odpowiedź. Serdecznie dziękuję „Łukaszowi” za zwrócenie mi na nie uwagi. Również „MedievalMan” (Andrzej), stały i zadomowiony gość tego Serwisu (i mój stary znajomy z niejednej tu dyskusji) parę miesięcy temu zasugerował powrót do tego tematu. Powracamy więc do niego ponownie (i zapewne nie po raz ostatni). Pod tekstem podane są linki do wszystkich stron proponowanych przez "Łukasza", a także parę innych, niemniej użytecznych.



Nie będziemy tu jakimś „tytułem rewanżu” próbowali montować tezy, według której np. wiara w fizyczne zmartwychwstanie ciał “okalecza człowieczeństwo poszczególnego człowieka niszcząc jego osobowość” (to też autentyczny cytat wyjęty z ust polskiego duchownego nt reinkarnacji...). W ogóle nie zamierzamy się tu ustosunkowywać do tezy o fizycznym zmartwychwstaniu ciał. Nie będziemy więc próbowali dokonywać jej oceny jako czegoś doskonałego, dobrego, złego czy nijakiego, zostawiając to samym wierzącym. Nie zamierzamy w związku z tym zestawiać całego tasiemca cytatów, od starożytnych po współczesne, wykpiwających teorię zmartwychwstania ciał (a byłoby co poczytać i z czego się pośmiać) choć zapełniłyby one niezłą broszurkę. Ustosunkujemy się jedynie do ataków na reinkarnację i do oceny tych ataków, nie próbując żadnego kontrataku czy „przeniesienia walki na terytorium przeciwnika”. Gdybyśmy bowiem to zrobili, zarzuconoby nam od razu obrazę uczuć religijnych i hipokryzję.

Dlaczego trwa?

Ileż to zawdzięczamy „poganom”! My i „ortodoksi”! Nie byłoby dzisiaj żadnej dyskusji o reinkarnacji między nimi a nami, nie byłoby zaangażowania całych nieraz ośrodków kościelnych, ba, nawet poszczególnych najwyższych rangą hierarchów. Nie byłoby w ogóle żadnej dyskusji na ten temat, gdyby nie ogromne dziedzictwo „pogańskie”, które my, heretycy, dzielimy wraz z „ortodoksami”. Bo żeby taka dyskusja stała się możliwa, to najpierw konieczny był koncept nieśmiertelnej duszy. A ten starożytni Żydzi przejęli wprost od pogan, najprawdopodobniej od Greków. Przejęli i zachowali go. I dzięki temu wszystkie trzy religie „niepogańskie” były w stanie rozwinąć całe filozofie bazowane na tym koncepcie przejętym od religii, o których niektórzy nasi ortodoksi twierdzą, że tak niewiele rzekomo mają z nimi wspólnego.

Wiedząc jak cienka jest ewidencja potępiania przez kościół chrześcijański idei reinkarnacyjnej, kardynał Schőnborn użył niedawno zadziwiającego argumentu. Mianowicie kościół nigdy formalnie jej nie potępił...

„nie dlatego, by mógł uważać ją za doktrynę do pogodzenia z wiarą chrześcijańską, lecz wprost przeciwnie, ponieważ reinkarnacja w tak oczywisty sposób przeczy podstawowym zasadom tej wiary, że potępienie nigdy nie wydawało się konieczne.”

Przyjrzyjmy się temu bliżej. Gdyby istotnie tak było, że reinkarnacja była nie do pogodzenia z chrześcijaństwem, to po prostu wiara w nią nie trzymałaby się go, a praktycznie rzecz biorąc trwa ona w nim bez przerwy. Byłoby to po prostu niewykonalne. Już sam fakt jednak, że jest ona nieprzerwanie w nim obecna, stanowi żywy i niepodważalny dowód, że godzi się ona z nim perfekcyjnie. Nie jest ona sprzeczna z żadną wartością chrześcijańską. Dosłownie z żadną.

Jeśli natomiast miałaby ona być nie do pogodzenia z naszą religią, to nie trzymałaby się ona jej tak jak nie trzyma się jej politeizm. Te dwa systemy: chrześcijaństwo i politeizm po prostu się siebie nie trzymają (no, mówi się co prawda o mormonach, że są politeistami, ale ich politeizm jest pozorny i powierzchowny). Politeizm trzyma się natomiast i to całkiem dobrze hinduizmu. Niekoniecznie dlatego, ze hinduizm nie może być czym innym niż politeizmem. Może, bowiem istnieje w nim także nurt monoteistyczny, a nawet panteistyczny.

Chrześcijaństwo od samego swego początku stykało się z kulturami politeistycznymi dokładnie tak, jak z reinkarnacjonizmem. Jednak reinkarnacjonizm zadomowił się w nim na stałe, podczas gdy politeizm nie.

Fakt, że politeizmu w chrześcijaństwie nie uświadczysz, jest z kolei niepodważalnym dowodem, że jest on z nim (przynajmniej teoretycznie) istotnie nie do pogodzenia. Jedną z przyczyn (choć nie jedyną, oczywiście) jest fakt, że chrześcijanie od początku i bez owijania w bawełnę stwierdzali, że ich zdaniem jest tylko jeden Bóg (ewentualnie dwóch lub jeden oraz demiurg). Postępowali oni zatem w sposób zupełnie odwrotny niż sugeruje kard. Schőnborn, według którego potępienie poglądu nie jest konieczne, jeśli pogląd ten w oczywisty sposób przeczy podstawowym zasadom (...) wiary”.

Nie da się tego powiedzieć o reinkarnacji, co do której takich zdecydowanych stwierdzeń nie było. Polemiści próbujący (tak jak chociażby o. Jacek Salij) podważyć sens reinkarnacjonizmu w naszej religii m.in. za pomocą cytatów biblijnych, stąpają tu po wyjątkowo śliskim gruncie, bo żaden cytat biblijny, jak wskazywaliśmy już w poprzednim artykule, nie zawiera niczego, co stanowiłoby jakąkolwiek ewidentną krytykę reinkarnacjonizmu. To, co zatem owi polemiści mogą nam przeciwstawić w tej mierze, to ich własne interpretacje poszczególnych, nielicznych (na ogół jednozdaniowych) cytatów. Nie inaczej wygląda to w owym słynnym, nieustannie przywoływanym cytacie z Listu do Hebrajczyków, do którego ustosunkowaliśmy się już 2 lata temu w artykule „Reinkarnacja – czyli wszystko w porządku, Panowie!” :

“Pod zdaniem zaś z listu do Hebrajczykow, obojętnie kto go napisał, ze "Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd" (Heb 9;27) podpisać mógłby się równie dobrze każdy hinduista, gdyż w jego rozumieniu kolejne wcielenie jest właśnie swego rodzaju "wyrokiem". A każde ciało umiera istotnie tylko jeden raz. Ów sąd odbywa się bez przerwy, w każdej chwili odpowiedzialni jesteśmy za swoje życie.”

To nasza interpretacja tego wersetu. Przeciwnicy reinkarnacji mają oczywiście swój własny sposób tłumaczenia tego fragmentu, co niewątpliwie potrafimy uszanować. Ba, nie wykluczamy i tego, że autor owego Listu sam nie wyznawał reinkarnacji. Sposób sformułowania tego zdania jak najbardziej uzasadnia i taką możliwość. Jednak nawet jeśli tak istotnie było, to nigdzie w jego tekście nie znajdziemy jakiegokolwiek potępienia takich wierzeń, dokładnie tak, jak nie znajdujemy ich gdziekolwiek indziej w całej Biblii, bo już nie tylko w Nowym Testamencie. Stąd też moje wcześniejsze określenie o „milczeniu grzmiącym niczym ciężkie działa”. Grzmiącym nie poparciem reinkarnacjonizmu, ale grzmiącym brakiem jego krytyki. Dlatego też poźniejsze pełne nieraz przysłowiowej „piany na ustach” tyrady innych zupełnie autorów z powołaniem się na teksty biblijne, stanowią zabieg w tym samym stopniu wątpliwy w sensie merytorycznym, co wręcz po prostu nieuczciwy.

Poglądy reinkarnacjonistyczne stanowią u nas stały już element tradycji i wszystko wskazuje na to, że tak już pozostanie. Probują liczni teologowie, hierarchowie i bibliści wykazać i udowodnić jej "obcość" u nas i wszyscy dobrze widzimy z jak beznadziejnym skutkiem: reinkarnacjonistów u nas coraz więcej. Skutek ten sam w sobie wykazuje ponad wszelką wątpliwość, że jeśli cokolwiek tu jest istotnie nie do pogodzenia z chrześcijaństwem, to raczej próby "odkrojenia" odeń reinkarnacjonizmu. Zupełnie one zawodzą i stanowią całkowitą stratę czasu i energii. Skazane są (i były) na całkowitą klęskę i to już od samego zarania. Wypada jednak przyznać, że odegrały one też pozytywną role swego rodzaju "próby ognia" oraz testu, który reinkarnacjonizm zdał po prostu celująco, wychodząc zwycięsko z owych egzaminów i wodząc za nos swych "prześladowców" niczym Joanna d'Arc swoich sześcdziesięciu sędziów w Rouen. Reprezentuje ona upór i witalność godną owej dziewiętnastolatki z Lotaryngii. Ma jednakże nad ową zbrojną dziewicą ogromną przewagę: reinkarnacjonizmu nie da się spalić niczym żywego człowieka.

Czy jednak – brzmi uzasadnione pytanie – kościół chrześcijański nie powinien odrzucić reinkarnacji w celu zachowania pewnego niekwestionowanego fundamentu, pewnych granic, po przekroczeniu których chrześcijańska tożsamość staje pod znakiem zapytania?

Na ten argument udzielić można dwojakiej odpowiedzi, a obie jej części, traktujące o rozmaitych aspektach zagadnienia, doskonale się wzajemnie uzupełniają, jeśli nie wręcz zazębiają:

1. Właśnie po to istnieją rozmaite kościoły, denominacje, nawet sekty, by mogły one zachować, strzec i propagować rozmaite dogmaty, rozmaite interpretacje dogmatów, interpretacje wierzeń czy Biblii (i takie też zadania same sobie stawiają). Tak więc "rozmywaniem granic" nie ma specjalnego powodu się przejmować. Jest to, nawiasem, jeden z tych powodów, dla których nie należy tworzyć jednej wspólnej instytucji kościelnej z jedną hierarchią i doktrynalną urawniłowką. Historia uczy bowiem, że takie unifikacje, obok oczywistej sztuczności, przynoszą ze sobą pokusę - a co za tym idzie, również praktykę - uniformizacji, której owocem jest nietolerancja nawet w ramach jednego i tego samego kościola, "denominacyjny imperializm", który dokonał w przeszłości straszliwego spustoszenia i przyniósł ze sobą poźniej prawdziwie bolesne podziały i niejedną wojnę religijną chrześcijansko-chrześcijanska oraz wiele straszliwych zbrodni czyniących z kościoła kościoł-imitacje. Lepiej już, jeśli się denominacje kłocą niż żeby chrześcijanie mieli się wzajem nienawidzić.

2. Troska o granice dogmatyczne i obawa przed dogmatycznym relatywizmem przesłania znacznie ważniejszą kwestię: kwestię relatywizmu moralnego, która gubi się nieraz w gąszczu szarpaniny np. o prymat papieski, liczbę sakramentów oraz czy sakramenty są ważne tylko w jednym kościele i czy wolno przystępowac w kościele innym niż własny. Prowadzi się dziką kampanię dzielenia chrześcijan na chrześcijan i niechrześcijan. Owa mania "wykluczactwa" sięga już nieraz takich szczytów, że nawet podstawowe wspólne akcje o charytatywnym charakterze stają się niemożliwością. Miałem szereg lat temu okazję rozmawiać ze Świadkami Jehowy na temat takich wspólnych akcji i zapytałem, czy prowadzą takie akcje np. wspólnie z kościołem katolickim. Odpowiedzieli, że nie. Na pytanie zaś o powody tego stanu rzeczy stwierdzili, że m.in. dlatego ,że "nie uznajemy ich (t.j. KRK) dogmatu o Trójcy Świętej". My też nie mamy się tu czym poszczycić, bo nasze dytansowanie się od nich w kwestii wspólnej działalności motywowane jest tymi samymi powodami.

Stara, chrześcijańska tradycja…

Niejednokrotnie czytamy, że antropologia biblijna rzekomo wyklucza reinkarnację. Korzeni tej antropologii poszukiwać należałoby oczywiście już w Starym Testamencie.

Ale właśnie ten argument pośrednio dodatkowo uzbraja naszą tezę. Otóż fakty, które się przytacza (a których ja nie neguję, jeśli już, to raczej wręcz przeciwnie) świadczą jedynie o tym, że Żydzi z owego okresu nie znali (lub co najmniej mogli nie znać) pojęcia reinkarnacji. Nie dziwi to wcale: skoro bowiem później niż poganie posługiwać się zaczęli pojęciem nieśmiertelnej duszy, to i później też przyszło im zastanawiać się nad pojęciem reinkarnacji. Nie znając go zaś, nie mogli go odrzucać. Odrzucać bowiem da się jedynie coś, o czym się wie. Odrzucanie lub akceptacja (tudzież obojętność) były zatem dla nich możliwe tylko po tym, gdy koncepcja ta stala się dla nich dostępna. Stąd też dziś część z nich tego konceptu nie aprobuje, a część aprobuje, wszyscy oni jednak są Żydami. Byłoby raczej nieładnie z naszej strony pouczać judaistów co to jest "prawdziwy judaizm". Chyba, że jesteśmy gotowi z pokorą poddać się tyradzie np. sikha na temat tego, czy jesteśmy "prawdziwymi chrześcijanami" i dać się takiemu uturbanionemu Azjacie "wykluczyć" z naszej religii, jeśli on dojdzie do wniosku, że się już nie zaliczamy...

Argument o "wykluczeniu przez nieznajomość" jest zatem poważną pułapką.

Jeśli przed Kolumbem w Europie nikt nie wiedział o istnieniu Ameryki, to czy fakt tej niewiedzy wykluczał jej istnienie? I czy po jej odkryciu kwestią "ortodoksji" naukowej jest nieuznawanie możliwości istnienia tego kontynentu? Czy fakt, że nie spotykamy się na codzień z "kosmitami" stanowi dowód rozstrzygający o braku życia poza naszą planetą? Zgoda, historycznie rzecz biorąc systemy religijne i filozoficzne bazowały na założeniu, że gdzie indziej nie ma życia ludzkiego (lub podobnego). Nie da się jednak na tej podstawie wykluczyć innych możliwości, tak jak nie sposób kompromitować tych religii. Czy zatem wierzący w istnienie "kosmitów" to ludzie, którzy kompletnie błądzą?

Po to, by w cokolwiek wierzyć, nie trzeba dowodow, że wierzono tak już przed wiekami czy tysiącami lat. Naukowcy co prawda nie wykluczają, że koncepcje reinkarnacyjne mogły istnieć niemal od zarania historii ludzkości, ale nawet gdyby ich wtedy nie było, to co z tego? Chrześcijaństwo ani judaizm czy islam też nie istnieją "od zawsze", czy zatem należy je z tego powodu marginalizować?

Tak i z reinkarnacją: wierzyć w nią można, nawet gdyby jako koncepcja pojawiła się dopiero wczoraj. Gwoli ścisłości podkreślić warto jednak, że tak oczywiście nie jest. Samo chrześcijaństwo jest "młodzieniaszkiem" wobec tej koncepcji, co oznacza, że cała chrześcijańska tradycja i dogmatyka jest od niej młodsza. A w samym chrześcijaństwie (żeby już zbyt daleko w przeszłośc nie wychodzić) jest ona starsza niż zdecydowana większość tradycji, starsza niż wszystkie dogmaty. Wiara w nią czyni zatem z każdego chrześcijańskiego reinkarnacjonisty spadkobiercę tradycji:

- starszej niż dogmat o Trojcy Świętej,

- starszej niż doktryna o wspołistotności Pomazańca z Bogiem Ojcem, czyli:

- starszej niż cała kontrowersja ariańska,

- starszej niż Credo nicejsko-konstantynopolitańskie,

- starszej niż proklamowanie Marii "Matką Boską" (Theotokos),

- starszej niż wiara w Niepokalane Poczęcie oraz Wniebowzięcie (nie mówiąc już o dogmatach na ich temat, bo są one wręcz tworami "historii najnowszej", gdzie jeden z nich liczy sobie trochę tylko ponad pół wieku…),

- starszej niż jakikolwiek "Ojciec Kościoła",

- starszej niż kult jakiegokolwiek świętego,

- starszej niż papiestwo, a co za tym idzie:

- starszej niż wiara w papieską nieomylnośc (nie mówiąc już o dogmacie o tej nieomylności…)

- starszej niż znany nam kanon Pisma Świętego (zwłaszcza chrześcijański)…

- starszej niż jakiekolwiek potępienie Orygenesa,

- starszej niż którykolwiek sobór powszechny i jego ustalenia (nie mówiąc już o jakiejkolwiek współczesnej nam kampanii antyreinkarnacyjnej, prowadzonej przez którykolwiek ośrodek lub jakiegokolwiek ojca dominikańskiego...)

Możnaby tak długo jeszcze ciągnąć… Mówimy tu zatem - praktycznie rzecz biorąc - o reinkarnacji jako stałym i ugruntowanym elemencie chrześcijańskiej tradycji oraz depozytu wiary chrześcijańskiej, a nie o jakimś "obcym ciele". Obcym ciałem, jeśli chodzi o ścisłość, były u nas inkwizycja i zbrodnie popełniane w imie dogmatu i t.zw. "prawdziwej wiary". To one z chrześcijaństwem, jako ideą, nie miały absolutnie niczego wspólnego, tak jak pozbawione jest jego ducha "wykluczactwo" bazujące na tym, że ktoś nie uznaje takiego czy innego dogmatu lub wierzy sobie w reinkarnację. Jeśli cokolwiek zatem jest tu w stanie okaleczać chrześcijaństwo, to takie właśnie praktyki wykluczackie, a nie wiara w reinkarnację, która tej religii ani nie przyczynia żadnej szkody, ani też jej nie przyczyniała w przeszłości.

Stwierdziwszy zaś, że nasz rodzaj wiary chrześcijańskiej istnieje od zarania dziejów naszej religii, nie twierdzimy, że był to jedyny reprezentant chrystianizmu w przeszłości. Pod tym względem różnimy się od (niektórych) naszych ortodoksyjnych koreligionistów, którzy fakt istnienia w starożytnym chrześcijaństwie wrogów naszej wiary próbują uczynić jedynym chrześcijańskim punktem widzenia. Poszczególne zaś wypowiedzi takiego rodzaju z tamtego okresu mianują dowodem, że to kościół (cały?) jednoznacznie potępiał itd.

Kwestie biblijne "Drogą do nikąd"

Jak już wiemy, Biblia w ogóle niczego nie mówi na interesujący nas temat. Nie mówi, gdyż autorzy najstarszych jej ksiąg nie byli w stanie ustosunkować sie do niego, autorzy zaś pism późniejszych nie zdecydowali się tego uczynić. Jedyne, co pozostaje tym, którzy chcą argumentować "z pozycji biblijnych", to próba interpretacji poszczególnych fragmentów tekstów, a to - jak zobaczymy - wyjątkowo "śliska" sprawa.

Próba wykluczania jakiegoś poglądu z uwagi na to, że ktoś nie był w stanie się do niego ustosunkować, wydaje się zatem "nie fair" i to zarówno w stosunku do tego poglądu jak i w stosunku do tego kogoś. Starożytni Żydzi nie byli też w stanie ustosunkować się np. do późniejszych teorii dotyczących powstania wszechświata oraz "obrotów sfer niebieskich", o których to "obrotach" nie zdawali się mieć jakiegokolwiek pojęcia porównywalnego z obecnym.

Z tego też powodu wielu krytyków Biblii zakwalifikowalo Księgę Genezy niemalże "na szmelc" lub - w najlepszym wypadku - do muzeum, nie pozostawiając na niej "suchej nitki". Z drugiej jednak strony obrońcy Biblii, w tym "ortodoksi" (jeśli nie wręcz oni przede wszystkim) posługują się takimi współczesnymi (a więc też nieznanymi starożytnym autorom Pisma) interpretacjami, które, jeśli już nie wpisują wprost obecnych teorii do opisów Genezy, to co najmniej stwierdzają, że są one z nimi "niesprzeczne". Takie stanowisko stało się już "klasyką" współczesnego nam interpretowania i nauczania biblijnego, od lekcji religii dla uczniów podstawówki aż po uniwersytety. Istnieje przebogata literatura na ten temat, dostępna praktycznie wszędzie, której czytanie jest zalecane uczniom, studentom i profesorom. Autorzy tych pozycji dają nam praktyczny pokaz tego, że można - a nawet trzeba - przeinterpretowywać starożytne teksty biorąc pod uwagę późniejszy dorobek myślowy i naukowy.

Chrystus uczył teorii zmartwychwstania. Tak, to prawda. Ale czy on kiedykolwiek ostrzegał przed reinkarnacją? Ja rozumiem fizyczne zmartwychwstanie właśnie jako reinkarnację – w odróżnieniu od zmartwychwstania duchowego (czyli “ponownego narodzenia”), które następuje w trakcie tego samego życia cielesnego.

"Teraz jest dzien zbawienia" (2Kor 6;2) – to kolejny znakomity cytat po Hbr9,27: istotnie teraz jest dzień zbawienia, bo teraz odpowiadamy za swe życie. I trwa to przez cały czas, my już możemy zostac zbawieni, nie dopiero "przy końcu czasow". Sąd Ostateczny jest tak samo wieczny, jak zbawienie, odbywa się on zatem nieprzerwanie.

Baptistes na pytanie czy jest Eliaszem, odpowiedział "Nie" (Jn1;21). Co tylko potwierdza, że nie był tym "wniebowziętym" Eliaszem z ST (co akurat między nami nie budzi kontrowersji). Jeśli natomiast miał byc istotnie przereinkarnowanym, to - za przeproszeniem - niczego by o tym wiedział. Więc z argumentu nici.

Wersety z Jana 3;3-6 nie budzą kontrowersji między nami rownież. Jasne, że chodzi o ponowne duchowe narodzenie. Ale i tu mamy pewną niespodziankę: skoro "ciało rodzi ciało, a duch rodzi ducha", to może to oznaczac, że "narodzenie ducha" niekoniecznie musi byc rownoczesne z narodzeniem ciała… Choć naturalnie może ten fragment być interpretowany (zapewne lepiej interpretowany w całym kontekście) w ten sposób, że tak jak ciało rodzi się z ciała, tak narodzenie duchowe jest czymś innym, więc Nikodem nie musi „wskakiwać z powrotem” do łona swej matki...

Krótko mówiąc: śledzenie tekstów biblijnych w celu wykazania, czy są one za lub przeciw, jest drogą do nikąd. Poza tym oczywiście, na co wskazywaliśmy już niejednokrotnie: że nie potępiają one reinkarnacji, bo albo ich autorzy o niej nie słyszeli, albo nie decydowali się wystąpić przeciw niej. To jedyna konkluzja możliwa do wyciągnięcia z całą pewnością.

T.zw. „problemy praktyczne”

Dlaczego ktoś ma być karany w przyszłym życiu za coś, czego nie pamięta z poprzedniego? – zdają się pytać przeciwnicy reinkarnacjonizmu. No coż, reinkarnacjonistyczny fundamentalista mógłby tu odpowiedzieć fundamentaliście nie-reinkarnacjonistycznemu:

"On pamiętał w poprzednim życiu to, co zrobił i był wtedy już ostrzegany, że w przyszłym przyjdzie mu za to zapłacić."

Socjologicznie i psychologicznie miałoby to ten sam efekt, jak ostrzeżenie: "jeśli będziesz czynił źle, pójdziesz do piekła".

Oba te ostrzeżenia mają na celu skłonienie osoby do tego, by w miarę swych możliwości starała się żyć jak najlepiej.

Ale jeśli istotnie sprawa braku pamięci poprzedniego życia jest dla kogokolwiek tak istotna, że stanowi argument przeciw konceptowi reinkarnacji, to sami z pewnością wiemy o praktykach w naszym kościele, stanowiących wyjątkowo podobny "grzech":

Dlaczego to należy chrztem oczyszczać niemowlaka (lub w ogóle kogokolwiek, również osobę dorosłą)z grzechu pierworodnego, którego on nie popełnił i nawet nie miał warunków, by go popełnić? I dlaczego ma się to odbywać wtedy, gdy on - jako niemowlak właśnie - nie jest nawet w stanie zdawać sobie sprawy z konceptu istnienia czegoś takiego jak "grzech pierworodny"? Jeśli potrafimy odpowiedzieć na to pytanie - a w to akurat nie wątpię - to będziemy mieli odpowiedź na nasze wątpliwości odnośnie "praktycznych problemów" z reinkarnacją. Skoro bowiem możemy dźwigać w sobie ciężar grzechu całej ludzkości (mitycznego Adama), to jaki mamy mieć problem z dźwiganiem grzechów swego własnego poprzedniego wcielenia?

Czy nie można wierzyć równocześnie w zmartwychwstanie ciał i reinkarnację? Owszem, można. Służę własnym przykładem: w reinkarnację wierzę od co najmniej 20 lat (no, może 25). Z wiarą w zmartwychwstanie ciała (tego samego) rozstałem się jednak dopiero jakieś 3-4 lata temu. Czyli, że przez co najmniej 16-17 lat (jesli nie 22) wierzyłem w obie te rzeczy naraz. Można więc polegać na moim kilkunastoletnim (co najmniej) doświadczeniu w tej mierze, jeśli innego takiego (lub lepszego) przykładu nie ma akurat pod ręką… Choć można mieć: w poprzednim artykule na ten temat zacytowałem wypowiedź Orygenesa na rzecz preegzystencji dusz. Ojciec Jacek Salij u siebie cytuje inną wypowiedź tego samego człowieka, w której ten potępia „głupią wiarę w reinkarnację” (tak nawiasem: głupiej wiary w reinkarnację ja też nie pochwalam). Ten sam człowiek, dwie różne wypowiedzi. Która jest prawdziwsza? A może obie są jednakowo prawdziwe? Gdyby mnie ktoś szereg lat temu spytał czy wierzę w zmartwychwstanie ciał, odpowiedziałbym, że tak. I zapewne ten ktoś odniósłby wrażenie, że jestem przeciwnikiem wędrówki dusz. Popełniłby błąd...

Wielu ludzi zmienia swoje poglądy niejednokrotnie w ciągu życia. Wielu innych (jeśli nie większość) potrafi jednocześnie wierzyć w rzeczy, które, gdy traktowane bardzo sztywno, mogą uchodzić za sprzeczne. Pojęcia „zmartwychwstanie” i „reinkarnacja” są tak szerokie, że w zależności od ich rozumienia mogą albo się wzajemnie wykluczać albo wzajemnie uzupełniać. Można więc wierzyć tylko w zmartwychwstanie ciał, a w reinkarnację nie. Można też wierzyć tylko w reinkarnację, a w zmartwychwstanie ciał nie. Ale możliwe jest także, by wierzyć w reinkarnację, po której – przy końcu wszystkich czasów – nastąpi zmartwychwstanie wszystkich ciał. Jeśli się dobrze przyjrzeć temu ostatniemu poglądowi, to uderzy fakt, że nie jest on sprzeczny wcale z chrześcijańską ortodoksją. Jest od niej różny, ale nie jest sprzeczny (różnica i sprzeczność to dwie odmienne rzeczy...). Jest to jednym z powodów, dla których tylu chrześcijan obecnie wierzy w reinkarnację oraz w Sąd Ostateczny. Jak widać, ich poglądy nie są tak nielogiczne, jak się to wydaje niektórym spośród nas... W końcu “ortodoksi” też nie wierzą, że co chwila ktoś zmartwychwstaje, lecz że stanie się to dopiero przy końcu wszystkich czasów...

Wyobraźmy sobie jednak, że ktoś mógłby zapytać:

" No, dobrze, pisze pan, a ja dalej mam wąty. Może moje pytanie wyda się panu naiwne, ale ja naprawdę chciałbym wiedziec jak to możliwe wierzyć naraz w reinkarnację i zmartwychwstanie ciał? To które w końcu ciało będzie sądzone na Sądzie Ostatecznym, jeśli ten Sąd nie odbywa się bez przerwy, lecz (bo i to trzeba brać pod uwage, jeśli się jest uczciwym, panie heretyku!) będzie on miał miejsce tylko raz, przy końcu wszystkich czasów?"

Aaa! To bardzo proste: w takim wypadku na Sądzie stawi się dusza wraz ze wszystkimi ciałami, przez które przewędrowała. Tam oceni się ją oraz ciała zbiorczo. Jak bowiem, pisząc biografię jakiegoś człowieka, jesteśmy w stanie nie tylko podsumować jego całe życie, ale i poszczególne jego etapy, które mogą być zmienne, tak i na Sądzie oceni się nie tylko duszę, lecz również etapy jej ziemskiego bytowania.

"Game over!"

Miejsce poczesne wśród nas ma koncepcja reinkarnacyjna wręcz zapewnione. Proszę spojrzeć nieco szerzej. Proszę mianowicie postawić się na moment w pozycji kogoś, kto nie jest ani chrześcijaninem, ani buddysta itd. Nie zastanawiał się on zbytnio ani nad zmartwychwstaniem (tego samego) ciała, ani nad wędrowką dusz. Jak myślicie: który z tych dwóch konceptów łatwiej będzie mu przyjąć? Biorąc pod uwagę, że w nieśmiertelność duszy wierzą wierzący wszystkich religii, a w możliwość przywrocenia umarłego do życia - mało kto, wynik wydaje się być z góry przesądzony. W ten sposób łatwo pokazać, że koncept transmigracji duszy (ducha? Boskosci?) jest naturalnie i obiektywnie silniejszy od konceptu zmartwychwstania (tego samego) ciała. I to nie silniejszy "muskułami" oczywiście, ale intelektem właśnie (pod względem duchowym oba koncepty idą "łeb w łeb"). Wygra zatem silniejszy, a nie słabszy. Zwłaszcza, że pogląd taki znajduje pełne potwierdzenie w praktyce: jeśli ktoś nawraca się z hinduizmu lub buddyzmu na chrześcijaństwo, to niekoniecznie porzuca on wiarę reinkarnacyjną. Jeśli zaś jego nawrócenie odbywa się "w odwrotną stronę", to zawsze towarzyszy temu "przejście na reinkarnacjonizm", o ile wręcz przejście owo nie dokonało się już na długo przed konwersją!

Spójrzmy prawdzie w oczy: jedna czwarta populacji społeczeństw Zachodu wierzy w reinkarnację, co jest procentem ogromnym wobec istniejącej tam liczby buddystów i hinduistów. Nikt nigdy tam takiego konceptu nie narzucał. I liczba reinkarnacjonistów szybko wzrasta… A ilu buddystów i hinduistów wierzy w zmartwychwstanie ciała?

Gdy chodzi o walkę o miejsce reinkarnacjonizmu w chrześcijaństwie i o próby jego tam zmarginalizowania lub wyparcia stamtąd, to ciśnie mi się na usta właśnie owo podane w tytule "podrozdziału" stwierdzenie: jest "po meczu" ("game over!")… Zresztą i w skali globalnej wydaje się, że koncept zmartwychwstania (pojmowany literalnie) już przegrał z reinkarnacjonizmem. Daleko jeszcze do upadku ostatniej twierdzy i do "bezwarunkowej kapitulacji", ale po następnym pełnym pokoleniu lub najwyżej dwóch czy trzech… Kto wie: może spotkamy się wtedy po raz kolejny i dokończymy naszą dyskusję? Ktoś ją wszakże z pewnością dokończy i podsumuje ostatecznie

“Pantera” i M3

Gdy przeglądamy przeróżne polemiki z reinkarnacjonizmem, będące autorstwa “ortodoksyjnego”, stwierdzamy nieodmiennie coś, co stanowi niemal rytuał takich polemik. Mianowicie górnolotne i wzniosłe stwierdzenia (ba, niemalże wersety!) sławiące oficjalną wykładnię ortodoksji zestawia się tam z najbardziej literalistycznymi, najprostszymi, a nawet z najbardziej prymitywnymi wersjami reinkarnacjonizmu. Jest to w ogóle pewien rodzaj tendencji polemicznej, nie tylko w odniesieniu do omawianej problematyki i nie tylko współcześnie. Polemiści wszelkich epok lubili i lubią sobie swego przeciwnika sami tworzyć: dobierają jego cechy w sposób, w jaki lalkarz tworzy kukłę, by ją potem można było dowolnie obijać, kopać i deptać bez ryzyka, że ta kukła się zdenerwuje i skopie w końcu swego twórcę. W taki jednak sposób nie da się przedyskutować dosłownie niczego. Można co najwyżej malować egoistycznie swój własny portret niczym kolonialnego myśliwego, co to z angielskim białym kapeluszem kolonialnym (t.zw. “pith-hat”) w triumfalnej pozie staje przy ubitej zebrze, dla większego jeszcze efektu stawiając na niej stopę i oświadcza nam na dodatek z tupetem, że w ten sposób ubił nie tylko tę jedną zebrę, lecz cały gatunek, wraz z innymi koniowatymi, jak perszerony, araby czy mustangi... Przypomina to pewną niemiecką kronikę wojenną, której autorzy, pragnąc pokazać przewagę niemieckiej broni pancernej nad analogiczną bronią przeciwnika, zestawili ze sobą najnowszą wówczas „Panterę” z jakimś nieprawdopodobnym gratem amerykańskim (znanym jako M3). Widać było różnicę w sile ognia, w rozwijanej prędkości, w szczegółach projektu pancerza i podziwiać można było łatwość, z jaką „Pantera” pokonywała trudne nawet przeszkody terenowe, podczas gdy amerykański gruchot został w tyle i za nic nie umiał przeszkody pokonać, niczym skończony mazgaj... (fragment można obejrzeć tu, jeżeli kogo interesuje http://www.youtube.com/watch?v=qPn1xS54rKo ).

Przykładem takiego argumentowania jest choćby podnoszony często inny jeszcze „problem praktyczny”, mianowicie niemożliwości reinkarnacji, bo przecież ludzi przybywa, a skoro ma istnieć transmigracja dusz, to ta liczba nie mogłaby się zmieniać („więc szczęśliwi i weseli reinkarnacjęśmy zarżnęli!”). No cóż, jeśli kto zamierza tak nas „szachować”, to dajmy i jemu małę kostkę do zgryzienia i to tego samego rodzaju, co i on nam serwuje: ludzi istotnie przybywa. Ale ubywa zwierząt i roślin. Gdzie te bory nieprzebyte, co niegdyś rosły i tam, gdzie dziś pustynie? Wyginęły wszystkie dinozaury i nieprzeliczona liczba innych stworzeń. Jak tacy chętni do liczenia się z nami, to niechaj się teraz sami mozolą ze swoją własną „Wunderwaffe”, szczegółowo wyliczając ile to (dokładnie, co do sztuki!) wymarło dinozaurów, mamutów, pterodaktyli, owadów i paproci. A potem niechaj spróbują nam tryumfalnie obwieścić, że to my się mylimy, bo się liczby nie zgadzają! Droga wolna, proszę bardzo: the ball is now in their court!

Nieco bardziej wyrafinowaną odmianą powyższej metody “zestawiania ‘Pantery’ z M3” są powtarzane poglądy (również na kościelnych stronach internetowych), że reinkarnacja jest tak nielogiczna i bezmyślna, że nawet starożytni jej zwolennicy jak Platon „nie potrafili jej obronić”. Drodzy Autorzy takich nonsensów! Nie wpadliście na to, że gdyby istotnie tak było, to do dziś nie pozostałby dosłownie kamień na kamieniu z tego reinkarnacjonizmu, bo już tysiące lat temu rozprawionoby się z nim dokumentnie, tak jak Wy próbujecie (równie bezskutecznie) rozprawiać się z nim teraz i przy użyciu tych samych „argumentów”?

Groteskowo wyglądają próby stwierdzeń, że kościół chrześcijański zawsze (sic!) potępiał reinkarnację. Oczywiście „ortodoksyjni” polemiści za punkt wyjścia biorą tu swój własny ekskluzywistyczny osąd, że poza nimi, ich własnymi ojcami kościoła i ich zwolennikami nie ma i nie było już kościoła chrześcijańskiego. Ale nawet w tak zawężonym spektrum ich twierdzenia nie pokrywają się z rzeczywistością. Pokazaliśmy to już wcześniej na wybranych przykładach czołowych liderów „ortodoksyjnych”, których wypowiedzi nie zostały w tym celu wyrwane z kontekstu (oczywiście nie twierdzimy, że reinkarnacjonistami byli oni „zawsze”, „od początku” i „niezmiennie”; zwłaszcza skoro sami też nie „od zawsze” i nie „od początku” nimi jesteśmy); wskazaliśmy, że Orygenesa potępiono wśród „ortodoksów” dopiero 300 lat po jego śmierci, a to stało się w około połowie pierwszego tysiąclecia n.e. Próby wykazania rzekomej ostateczności owego potępienia prezentują się jeszcze gorzej. Zwłaszcza w świetle coraz większego rozpowszechniania się wiary w reinkarnację teza o owej „ostateczności” obnażona zostaje jako kompletna fikcja. Konieczność ciągłego odżegnywania kościoła od reinkarnacjonizmu obecnie nie jest niczym innym zatem, jak tylko głośnym potwierdzeniem, że „ostateczność” ta jest jak najbardziej daleka od rzeczywistości. Również merytoryczna jakość tych ataków pokazuje jak w gruncie rzeczy ubogie są argumenty atakujących. To częste zestawianie reinkarnacji w komentarzach jej przeciwników z „kłamstwami”, „fałszywą nauką”, „grzechami” i pełnymi potępienia cytatami z Biblii (które akurat o reinkarnacji nie mówią nic!), wszystko to świadczy o tym, że przeciwnicy naszych wierzeń gonią resztkami sił w swoim polowaniu na wyimaginowane czarownice. Cel takiej propagandy obnażany jest przez nią samą: zohydzić, spotwarzyć, oczernić, a potem jeszcze kłamstwo przypisać zaatakowanemu poglądowi.

Z naszego punktu widzenia jest to dla nas sytuacja wręcz znakomita. Naprawdę zatem: jest jeszcze lepiej, Panowie!


Kliknij, żeby powiększyć

Michał Monikowski

Użyteczne linki

http://catholica.pontifications.net/?p=1840 - Kard Schőnborn o reinkarnacji

http://www.archidiecezja.lodz.pl/czytelni/kulbat/t5_3.html -tekst ks. Waldemara Kulbata, krytyczny o reinkarnacji

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/V/VS/reinkar_zmartw.html -tekst z Opoki, krytycznie o reinkarnacji

dwa teksty Ojca Jacka Salija nt. Reinkarncji (krytyczne, rzecz jasna)

http://www.sekty.net/?n_id=224&P=0

http://www.sekty.net/?n_id=225

http://www.sekty.net/?n_id=226 tekst o psychologii, hipnozie i reinkarnacji (też krytyczny)

http://www.near-death.com/experiences/reincarnation01.html Dr Ian Stevenson i jego badania nad prawdopodobieństwem reinkarnacji

http://www.childpastlives.org/stevenson.htm Dr Ian Stevenson I problem poprzednich wcieleń pamiętanych przez dzieci

http://www.skepticreport.com/psychics/stevenson-belief.htm krytycznie o Stevensonie

http://www.healpastlives.com/future/rule/rudebunk.htm o poprzednich wcieleniach, pozytywnie

http://www.near-death.com/experiences/origen05.html reinkarnacja i judaizm

http://www.atmajyoti.org/ch_christian_insights_reincarnation.asp hinduski pogląd na reinkarnację w chrześcijaństwie



Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie! | 71 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
montsegur wto, 28 lis 2006, 23:46:34

Może tylko małe wyjaśnienie odnośnie fragmentu, w którym mowa, że doktryna reinkarnacyjna jest silniejsza intelektem. Oczywiście nie chodzi tu o to, że ta inny doktryna jest "dla nieinteligentnych", lecz o to, że reinkarnacyjna jest łatwiejsza do zaakceptowania intelektualnie, przez osoby postronne, które nie zdecydowały jeszcze w którą stronę pójdą.

Cheers!!!

 
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
dluhomil śro, 29 lis 2006, 10:25:37
Skąd mogę pobrac ikone o wiekszej rozdzilelczosci symbolizujacą reinkarnacje, ktora jest na koncu tekstu? Jest bardzo ciekawa, tak jak caly artykul.
Poza tym ja tez uwazam, ze w reinkarnacje szybciej "da sie wierzyc", niz w niepokalanie, trojce, nieomylnego czlowieka itp.
Uwazam, ze ta prehistoryczna wiara tak naprawde jest w przededniu swojej swiatowej kulminacji. Moze to jest niezreczne sformulowanie, bo nie nalezy konstatowac, ze archetyp ma przyszlosc, ona byla i bedzie.
 
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
Dezerter śro, 29 lis 2006, 11:52:32
Ucieszyłem sie gdy dostałem maila z powiadomieniem o artykule tym bardziej, że wysoko oceniłem pana pierwszy artykuł o reinkarnacji. Z przykrością muszę stwierdzić, że w tym obszernym artykule nie wnosi pan prawie nic nowego, a artykuł jest nudny i rozwlekły. godzący reinkarnacje z chrzescijaństwem Piotr

---
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie

 
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
Maciek śro, 29 lis 2006, 14:52:31
Może wykazuję się tępotą, ale nadal nie wiem, jak pogodzić reinkarnację z wiarą w zmartwychwstanie. Biblia nigdzie nie mówi, że powstaniemy w ciele odmiennym, ale że w odnowionym i w takim zanczeniu nowym. Jezus nie reinkarnował, tylko zmartwychwstał w tym samym ciele (dowodzi tego fakt, że uczniowie Go rozponawali i że zachował na ciele rany po gwoździach i włóczni). Dalej, w jaki sposób Abraham mógł widzieć "Dzień Pański", jeśli jego duch reinkarnował? I tu można mnożyć pytania. Jedyny tak naprawdę motyw sugerujący wiarę nowotestamentowych Żydów w reinkarnację jest rozmowa faryzeuszy i kapłanów z Janem Chrzcicielem, którego brali za reinkarnację Eliasza i słowa Jezusa, że Jan rzeczywiście wcieleniem Eliasza był. Pozostaje jednak pytanie, na ile te słowa miały charakter symboliczny. Natomiast muszę zakwestionować kilka argumentów: Autor sugeruje, że reinkarnacja jest faktem, bo wierzy w nią większość Amerykanów. Po pierwsze: prawda - wbrew powszechnemu na lewicy przekonaniu - nie podlega głosowaniu. Nawet jeśli 100% ludzi na świecie przegłosuje, że trawa ma kolor błękitny, nie zmieni to faktu, że w istocie jest zielona (choć pewne odmiany traw mogą mieć niebieski odcień). Po drugie: Amerykanie owszem, wierzą w reinkarnację, ale w sposób zupełnie odmienny od oryginalnego, hinduistycznego. To znaczy wierzą w wędrówkę dusz, ale w kontekście wędrówki wyłącznie przez wcielenia ludzkie. A taka teza jest do łatwego obalenia wspomnianym przez autora argumentem ilościowym (o czym zaraz). Autor sugeruje, że reinkarnacja jest faktem, bo jest łatwiejsza do zaakceptowania. Opierając się na takim myśleniu musielibyśmy przyjąć, że Ziemia jest płaska i stoi w miejscu, a Słońce, gwiazdy i planety obracają się wokół niej. Innymi słowy musilibyśmy wrócić do ptolemejskiego, geocentrycznego obrazu świata, który oczywiście jest fałszywy. Dodam, że łatwy intelektualnie jest także nazizm, komunizm, alkoholizm i inne odchyły. Prawda najczęściej, mimo swej prostoty i oczywistości, jest trudniejsza do akceptacji. Na marginesie, dlaczego reinkarnacja jest łatwiejsza inteletualnie od przekonania, że wiara w Jezusa zbawia i gwarantuje zmartwychwstanie? Autor sugeruje, że reinkarnacja jest faktem, bo jest doktryną starszą od dogmatów wiary chrześcijańskiej. Pomijając fakt, że tylko część wymienionych dogmatów jest "ogólnochrześcijańskich" i wiara w nie jest niezbędna do wierzenia (bo np. wiara w niepokalane poczęcie Matki Boskiej do zbawienia konieczna nie jest i spokojnie mogę tego dogmatu nie uznawać, jeśli nie jestem katolikiemi - BTW czy autor rozumie sens tego dogmatu, czy zwyczajowo myli niepokalane poczęcie z zapłodnieniem mocą Ducha Świętego?), to opierając się na argumencie starszeństwa powinniśmy odrzucić teorię kwantową na rzecz falowej teorii światła, a tę na rzecz teorii Newtonowskiej. Powinniśmy też hołdować kanibalizmowi jako doktrynie starszej, niż zasada szacunku dla zwłok. O prawdziwości doktryny nie świadczy jej broda, tylko zgodność z tak, czy inaczej poznawalną prawdą, a ta - jak już wyżej wspomniałem - nie podlega głosowaniu. Autor obala ilościowy argument przeciw reinkarnacji (podawany zresztą swego czasu przeze mnie) przytomnie wykazując, że choć ludzi jest więcej, to roślin i zwierząt jest mniej. Otóż kontrargumenty autora artykułu są błędne. Po pierwsze: jak już wspomniałem, powszechnie występująca wiara w reinkarnację nie obejmuje wcieleń w rośliny i zwierzęta (co zresztą wyraża załączony do artykułu obrazek). Do tych przekonań kontrargument autora ma się nijak. Po drugie: pewne gatunki zwierząt i roślin rzeczywiście wymierają, ale inne mają się całkiem dobrze, a wciąż odkrywane są nowe, a co więcej, tworzone są nowe rasy gatunków istniejących. Psów i kotów jest coraz więcej, podobnie jak much i szczurów. Co do roślin, to jak wyliczył pewien duński statystyk ogólna powierzchnia lasów na świecie nie uległa zmianie na przestrzeni ostatnich 100 lat. W miejksce lasów wyciętych sadzone są nowe. Tyle, że na jednym hektarze starego lasu sosnowego występuje mniej drzew gatunku sosna, niż na jdnym hektarze szkółki leśnej, czy młodnika (można to sprawdzić organoleoptycznie, że przyrost jest ok. 90-krotny). Oznacza to, że 30 wyciętych sosen zostaje zastąpionych przez 270 młodych sosenek. O lasach tropikalnych nie wspominam, bo wbrew lewacko-ekologicznej histerii dżungla w pełni odradza się w ciągu kilku miesięcy. BTW. Jeśli las zostanie zastąpiony przez łąką, to ilość pojedynczych bytów roślinnych rośnie, a nie maleje. Teza o zmniejszaniu się populacji(?) roślin i zwierząt jest więc fałszywa, co utrzymuje w mocy ilościowy argument przeciw reinkarnacji. No chyba, że "nadproghramowe" dusze zasiedlają inne planety. Ale jak kgtoś chce mnie przekonać, że taka teoria jest łatwiejsza do uwierzenia od wiary chrześcijańskiej, to nie potraktuję go poważnie (choć intelektualnie jest ciekawa).

---

Kto umie czynić dobrze, a nie czyni, dopuszcza się grzechu.

 
Reinkarnacja - czyli nie w porządku
Łukasz T śro, 29 lis 2006, 18:16:15
Poniżej wstawię jeszcze parę artykułów, ale najpierw od siebie.
Po pierwsze uważam, że wiara w reinkarnacje jest przede wszystkim złudzeniem szatana, który chce poprzez nią zasłonić prawdę o istnieniu piekła. Czemu tak uważam? Ponieważ wierzenie, że tak długo się będzie powtarzało życie aż pójdzie się do nieba zaprzecza istnieniu piekła, bo w takim razie po co by istniało, skoro człowiek tam nie trafia.
Jeśli chodzi o liczę zwierząt- czemu nie rośnie?- to odpowiedź jest prosta: polowanie, jedzenie ich, coraz bardziej człowiek zabudowuje powierzchnie ziemi. Hm, a w takim razie co wy jecie, albo czy można być chrześcijaninem i jednocześnie wierzyć w reinkarnacje? Bo zepniesz muchę to naruszasz przykazanie - "Nie zabijaj"- bo to jest ktoś kto zamieni się w człowieka. Czy nie widzicie że jesteście zwodzeni przez szatana, który chce żeby człowiek nie wierzył, że dostanie się do piekła.
Może liczba zwierząt się nie rośnie, a czyż liczba ludzi stale nie rośnie?
Wiara w reinkarnacje zaprzecza też istnienia czyśćca.
Podsumowując powiem tak: Albo wierzysz we wszystkie Prawdy chrześcijańskie, albo odrzucasz jakąś z nich i wierzysz w np. reinkarnacje, która jest zaprzeczeniem chrześcijaństwa. Chrześcijanin to taki ktoś który wierzy w Prawdy chrześcjijańskie i stara się uczyć miłości, żyć miłością, dążąc do osiągnięcia Zbawienia


---
Łukasz T
 
rozważenie- Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd
Łukasz T śro, 29 lis 2006, 18:17:44
Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd Śmierć jest najważniejszym, kulminacyjnym momentem w życiu każdego człowieka. Sam Pan Bóg uświadamia nam, że na ziemi żyjemy tylko jeden raz: Nie zapominaj, że nie ma powrotu (Syr 38, 21); Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd (Hbr 9, 27). Nasze życie na ziemi jest jedyne i niepowtarzalne, po śmierci nie ma już powrotu. Umierając człowiek spotyka się z Chrystusem i dokonuje się sąd, w czasie którego zostaje podjęta nieodwołalna decyzja zbawienia albo wiecznego potępienia. Teoria reinkarnacji jest zaprzeczeniem objawionej przez Boga prawdy o niepowtarzalności ludzkiego życia na ziemi. Ci wszyscy, którzy wyznają wiarę w reinkarnację, odrzucają Chrystusa i idą za filozofią będącą czczym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie (Kol 2, 8). Chrystus doświadczył prawdziwej, ludzkiej śmierci, która definitywnie zakończyła jego życie na ziemi. Umierając, obarczył się naszym cierpieniem... był przebity za nasze grzechy... zdruzgotany za nasze winy (Iz 53, 4-5), wziął na siebie grzechy wszystkich ludzi. W ten sposób Jego śmierć ukazała całą prawdę o konsekwencjach grzechu, którymi są cierpienie i śmierć oraz przedśmiertelne doświadczenie braku obecności Boga. Jezus wyraził to w słowach: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mt 27, 46). Równocześnie całkowicie powierzył siebie miłości Ojca: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego (Łk 23, 46). Dzięki temu śmierć stała się bramą prowadzącą do pełni życia. Każdy człowiek ma szansę udziału w zwycięstwie Chrystusa nad grzechem i śmiercią, jeżeli tylko żyje i umiera w zjednoczeniu z Nim. Tak jak Jezus podczas śmierci krzyżowej, również każdy człowiek, umierając, doświadcza w jakiejś mierze podobnych przedśmiertelnych cierpień. Św. s. Faustyna tak je opisała: Nagie zasłabnięcie - cierpienie przedśmiertelne. Nie była to śmierć, czyli przejście do życia prawdziwego, ale skosztowanie jej cierpień. Straszna jest śmierć, chociaż nam daje życie wieczne. Nagle zrobiło mi się niedobrze, brak tchu, ciemno w oczach, czuję zamieranie w członkach - to duszenie jest straszne. Chwilka takiego duszenia jest niezmiernie długa... Także przychodzi lęk dziwny pomimo ufności. Pragnęłam przyjąć ostatnie sakramenty św. Jednak spowiedź święta przychodzi bardzo trudno, pomimo pragnienia spowiadania się. Człowiek nie wie, co mówi; jedno zacznie, drugiego nie kończy. - O, niech Bóg zachowa każdą duszę od tego odkładania spowiedzi na ostatnią godzinę. Poznałam wielką moc słów kapłana, jaka spływa na duszę chorego (Dz 321). W momencie śmierci dokonuje się sąd. Jezus Chrystus szczegółowo wyjaśnia, na czym ten sąd będzie polegał. Pan Jezus mówi: A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu (J 3, 19-21). Chrystus wyraźnie stwierdza, że ludzie, którzy w czasie ziemskiego życia., dopuszczając się nieprawości, "umiłowali ciemność", w chwili śmierci "znienawidzą światło". To znaczy, że znienawidzą Boga, odrzucą dar Jego miłości, a więc sami wybiorą piekło. Ci natomiast, którzy szli przez ziemskie życie drogą Bożych przykazań i "spełniają wymagania prawdy", "zbliżą się do światła", czyli przyjmą dar zbawienia ofiarowany im przez Boga. Tak więc sąd polega na tym, że Stwórca zostawia człowieka własnej mocy rozstrzygania. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane (Syr 15, 14. 17). Ta najważniejsza życiowa decyzja, wybór zbawienia albo potępienia, uzależniona jest jednak od historii całego ludzkiego życia: A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon dala zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne (Ga 6, 8). W momencie śmierci w każdym człowieku kończy się w sposób definitywny proces kształtowania się jego człowieczeństwa. Dokonuje się on w ciemnościach wiary w ciągu całego ziemskiego życia. Trzeba pamiętać, że nieskończona dysproporcja pomiędzy Stwórcą i stworzeniem sprawia, że owe ciemności wiary dają człowiekowi możliwość niczym niezdeterminowanego wyboru Boga. To dzięki wierze człowiek może z Bogiem nawiązać relacje miłości. Każdy wolny wybór dobra, w czasie ziemskiego życia, pogłębia w człowieku wolność i zdolność do miłości, natomiast każdy grzech zniewala i tę zdolność deformuje i niszczy. Życie na ziemi jest dla każdego człowieka czasem niepowtarzalnego i definitywnego dojrzewania do wieczności nieba lub czasem degeneracji i staczania się w kierunku absolutnego egoizmu i zguby wiecznej. Kiedy człowiek stanie przed Bogiem twarzą w twarz, kiedy wiara i nadzieja przestaną istnieć, wtedy sam będzie musiał podjąć ostateczną decyzję. Będzie ona zawsze wyrazem prawdy o człowieku, czyli o tym, jakie jest jego człowieczeństwo, które się ukształtowało poprzez całkowicie dobrowolne czyny, decyzje, wybory dobra lub zła dokonane w czasie ziemskiego życia. Pan Bóg objawia nam, że to sam człowiek skazuje siebie na potępienie, jeżeli żyje tak. jakby Boga nie było i sam chce decydować o tym, co jest dobre, a co złe. Ostrzega nas: Nie dążcie do śmierci przez swe błędne ycie. nie gotujcie sobie Zguby własnymi rękami (Mdr 1, 12). W chwili sądu w śmierci każdy otrzyma to, czego będzie pragnął. Absolutny egoista będzie pragnął tylko zaspokajać swój egoizm, a więc znienawidzi i odrzuci Boga. natomiast człowiek spragniony miłości, z wielką radością miłość Bożą przyjmie i z nią się zjednoczy. Czytamy na ten temat w Dzienniczku św. Faustyny: Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny i tajemniczy. Na zewnątrz widzimy, jakby wszystko było stracone, lecz nie tak jest; dusza, oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga przebaczenie win i kar. O, jak niezbadane jest miłosierdzie Boże. Ale, o zgrozo! Są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę laskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny wewnętrzny, że jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło, udaremnią wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą i nawet same wysiłki Boże (Dz 1698). ks. Mieczysław Piotrowski TChr

---
Łukasz T

 
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
Łukasz T śro, 29 lis 2006, 20:40:37
Recepta na życie wieczne Czy moment śmierci jest całkowitym unicestwieniem ludzkiej osoby czy też przejściem w nowy, nigdy niekończący się wymiar istnienia? Ucieczka od osobistej odpowiedzi na pytanie o sens mojej nieuniknionej śmierci sprawia, że życie traci swój autentyzm i okrywa się płaszczem hipokryzji. Trzeba otwierać się na tajemnicę człowieka i szukać ukrytej obecności Jezusa Chrystusa, który daje jedyną odpowiedź na pytanie o sens mojego cierpienia i śmierci. Należy szukać - pisze Pascal - Jeśli ci mówię, że musisz poszukiwać, to czynię to nie z powodu świętej gorliwości człowieka pobożnego (...) Mówię, że musimy poszukiwać nie ze względu na duchową pobożność lub zwykłą ciekawość, ale z powodu naszej osobistej korzyści. Zadziwia mnie i przeraża obojętność wobec następującej kwestii: wieczność, którą przynosi ze sobą śmierć, jest rzeczą tak bardzo wzniosłą, tak głęboko nas dotyczącą, że trzeba być pozbawionym wszelkiego poczucia logiki, aby pozostać obojętnym wobec takiego problemu. (...) Nie ma dla człowieka nic ważniejszego jak j ego przeznaczenie; nic nie jest bardziej niepokojące od wieczności, która go wszakże oczekuje. Natomiast wobec innych rzeczy człowiek zachowuje się zupełnie inaczej: boi się, ufa, zapobiega, informuje się. I właśnie tenże człowiek, który spędza wiele dni i nocy w za- gniewaniu i desperacji z powodu niepowodzenia w karierze, zdąża bezmyślnie ku śmierci, która jest stawką o wszystko lub nic. Jest dla mnie rzeczą straszną widzieć, jak prosty człowiek z wielką wrażliwością zabiega o małe i przemijające rzeczy, a z ogromną obojętnością podchodzi do tego, co wielkie i wieczne. Jest to niepojęte zaciemnienie umysłu i serca, spowodowane tym, że jak mówi Jezus: ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki (J 3, 19). Aby obudzić ludzi z letargu myślenia o swojej śmierci, Pascal używa ostatecznego argumentu: Jeżeli wierzący myli się i skoro naprawdę poza progiem śmierci są tylko milczenie i ciemności, on się nigdy o tym nie dowie. Jeżeli natomiast niedowiarek się myli, jeżeli coś jest, to przez całą wieczność będzie ponosić konsekwencje swego błędu. Jedyną rozsądną postawą człowieka w obliczu śmierci jest więc przylgnięcie do osoby Chrystusa. Może to się dokonać tylko w "ciemnościach wiary", o których pisze św. Jan od Krzyża. Nie ma tu pewności empirycznej, trzeba po prostu podjąć osobistą decyzję poznania i przyjęcia radosnej nowiny o zbawieniu, którą przekazali nam apostołowie. To właśnie dla mnie i dla mojego zbawienia, Bóg stał się prawdziwym człowiekiem w konkretnym miejscu i czasie. Wziął na siebie grzechy moje i wszystkich ludzi, został skazany na śmierć krzyżową w Jerozolimie przez prokuratora Palestyny, Poncjusza Piłata. Po śmierci na krzyżu został pochowany w grobie. Trzeciego dnia zmartwychwstał, jak sam zapowiedział i ukazał się wielokrotnie apostołom i swoim uczniom. W swojej śmierci i zmartwychwstaniu odniósł ostateczne zwycięstwo nad grzechem i śmiercią i zaprasza mnie i każdego człowieka, abyśmy uczestniczyli w Jego zwycięstwie. Jezus mówi: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki (J 11, 25-26). Aby wydostać się z beznadziejnej i bezsensownej niewoli grzechu i śmierci trzeba oprzeć się na nadziei wbrew nadziei, że Bóg do końca mnie umiłował (por. J 13, 1). Stając się prawdziwym człowiekiem, zjednoczył się i pozostaje ze mną przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (por. Mt 28, 20) w tajemnicy Eucharystii, aby dawać mi udział w swoim zmartwychwstałym życiu. Wielu słuchaczy gorszyło się słuchając tego, co Jezus mówił na temat Eucharystii: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata... Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew mój a jest prawdziwym napojem (J 6, 51. 53-55). Tylko wtedy będę wyrwany z piekielnej beznadziei grzechu i śmierci, jeżeli z całą swoją grzesznością, tak jak marnotrawny syn, rzucę się w ramiona Jezusa, który czeka na mnie w sakramencie pokuty, a po wyznaniu grzechów, przyjmę Go do swego serca w darze Eucharystii. Eucharystia to zmartwychwstały Chrystus w swoim uwielbionym człowieczeństwie i dlatego jest największym skarbem i szczytem całego wszechświata. Andre Frossard, znany francuski dziennikarz i pisarz, odkrył tajemniczą rzeczywistość obecności Boga w Eucharystii, dzięki przypadkowemu spotkaniu z Najświętszym Sakramentem wystawionym do adoracji w jednym z paryskich kościołów . Tak opisuje historię swojego nawrócenia w książce Bóg i ludzkie pytania ("Jedność", Kielce 1991): wszedłem do kaplicy jako ateista, a w kilka minut później wyszedłem z niej jako chrześcijanin i byłem świadkiem mojego własnego nawrócenia, pełen zdumienia, które ciągle trwa... Mój ojciec chciał mnie widzieć w szkole przy ulicy Ulm. Poszedłem tam w wieku dwudziestu lat, ale pomyliłem stronę ulicy i zamiast wstąpić do Wyższej Szkoły Nauczycielskiej, wszedłem do sióstr od Adoracji po kolegę, z którym miałem iść na obiad. To, co zamierzam wam opowiedzieć, to nie historia jakiegoś odkrycia intelektualnego. Jest to relacja o doświadczeniu fizycznym, o doświadczeniu prawie laboratoryjnym. Otwierając żelazne drzwi klasztoru byłem ateistą. Ateizm przybiera wiele form. Jest ateizm filozoficzny, który wcielając Boga w przyrodę odmawia Mu odrębnej osobowości i umieszcza wszystkie rzeczy w zasięgu ludzkiej inteligencji; nic nie jest Bogiem, wszystko jest boskie. Ten ateizm prowadzi do panteizmu pod postacią jakiejś ideologii. Ateizm naukowy odrzuca hipotezę Boga jako nieodpowiednią w badaniach i usiłuje wyjaśnić istnienie świata tylko poprzez właściwości materii, nie pytając, skąd ona sama pochodzi. Jeszcze bardziej radykalny ateizm marksistowski nie tylko neguje Boga, ale posłałby Go na urlop, nawet gdyby istniał. Jego natrętna obecność przeszkadzałaby w wolnej grze woli człowieka. Istnieje również ateizm najbardziej rozpowszechniony, który dobrze znam, to ateizm idiotyczny. Taki był mój ateizm. Ateizm idiotyczny nie stawia sobie pytań. Uważa za naturalne przebywanie człowieka na ognistej kuli pokrytej cienką warstwą suchego błota i obracającej się wokół swojej osi z prędkością ponad-dźwiękową dookoła słońca - czegoś w rodzaju bomby wodorowej, unoszonej przez miliardy lampionów (gwiazd) o zagadkowym pochodzeniu i nieznanym przeznaczeniu. Byłem jeszcze takim ateistą, kiedy przechodziłem przez drzwi kaplicy i pozostawałem nim nadal w jej wnętrzu. Obecni tam ludzie, widziani pod światło, rzucali tylko cienie, między którymi nie mogłem odróżnić mojego przyjaciela i coś w rodzaju słońca promieniowało w głębi kaplicy. Nie wiedziałem, że był to Najświętszy Sakrament. Nie doznałem nigdy zmartwień miłosnych ani niepokoju, ani ciekawości. Religia była starą chimerą, a chrześcijanie, gatunkiem opóźnionym na drodze historycznej ewolucji. Historia opowiedziała się za nami - za lewicą, a problem Boga był rozwiązany przez negację, co najmniej od dwóch do trzech stuleci. W moim środowisku religia wydawała się tak niemodna, że nie było się już nawet antyklerykałem, chyba tylko w dniach wyborów... Jeszcze dzisiaj widzę tego dwudziestoletniego chłopca, którym wtedy byłem. Nie zapomniałem jego osłupienia, kiedy nagle wyłaniał się przed nim z głębi tej skromnej kaplicy świat, inny świat - o blasku nie do zniesienia, o szalonej spoistości, którego światło objawiało i jednocześnie zakrywało obecność Boga, tego samego Boga, o którym jeszcze przed chwilą przysięgałby, że istnieje tylko w ludzkiej wyobraźni. Jednocześnie spływała na niego fala słodyczy zmieszanej z radością o mocy, która może skruszyć serce, i której wspomnienie nigdy nie zaniknie, nawet w najgorszych chwilach życia, niejednokrotnie przenikniętych lękiem i nieszczęściem. Odtąd nie stawia sobie innego zadania, jak tylko świadczyć o tej słodyczy i o tej rozdzierającej czystości Boga, który mu pokazał owego dnia przez kontrast, z jakiego błota został ulepiony... Owym światłem, którego nie ujrzałem cielesnymi oczyma, nie było to, jakie nas oświeca łub powoduje opalanie. To było światło duchowe, tzn. światło pouczające - jakby żar prawdy. Odwróciło ono definitywnie porządek rzeczy. Od chwili, kiedy je ujrzałem, mógłbym powiedzieć, że dla mnie tylko Bóg istnieje, a wszystko inne jest jedynie hipotezą... Jeśli chodzi o moją wolną wolę, to posługiwałem się nią naprawdę dopiero po moim nawróceniu, kiedy zrozumiałem, że tylko Bóg może nas uratować ze wszystkich zależności, w jakie nieuchronnie popadlibyśmy bez Niego. Podkreślam. To było obiektywne doświadczenie, prawie z dziedziny fizyki, i nie mam nic cenniejszego do przekazania, jak tylko to: poza tym światem, który nas otacza i którego cząstką jesteśmy, odsłania się inna rzeczywistość, nieskończenie bardziej konkretna niż ta, w której na ogół pokładamy ufność. Jest ona ostateczną rzeczywistością wobec której nie ma już pytań (s. 21-24). Wiele lat później już jako światowej sławy pisarz i dziennikarz mówił: Co ja mogę uczynić na wieść, że chrześcijaństwo jest prawdziwe? Co na to poradzę, że istnieje Prawda i że Prawda ta jest Osobą? Chrześcijaństwo nie jest ani rzeczą, ani ideą, ale to Osoba Jezusa Chrystusa, który zwyciężył śmierć przez swoje zmartwychwstanie i pozostał z nami w sakramentach pokuty i Eucharystii, aby nas prowadzić do życia wiecznego w niebie. Jego Boską Miłość i życie wieczne, każdy człowiek może otrzymać za darmo, musi spełnić tylko jeden warunek: w ciemnościach wiary całkowicie zaufać i zawierzyć Jezusowi całe swoje życie. To jest jedyna recepta na pełnię szczęścia i osiągnięcie życia wiecznego w niebie. Zmarnować taką szansę byłoby szczytem bezmyślności i głupoty. ks. M. Piotrowski TChr

---
Łukasz T

 
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
Łukasz T śro, 29 lis 2006, 20:52:05
Aby już nie zasypywać komentarzami, bardzo polecam wejść na poniższe linki, w których każdy dowie się bardzo dużo.


http://adonai.pl/wiecznosc/


http://adonai.pl/zagrozenia/


---
Łukasz T

 
Anneliese Michel
Łukasz T śro, 29 lis 2006, 21:52:13
Informacje ogólne
Śmierć Anneliese Michel wywołała gorącą dyskusję w mediach niemieckich i falę krytyki w stosunku do Kościoła katolickiego, kapłanów, którzy egzorcyzmowali Michel, a także jej rodziców. Zarzucano im ciemnogród, wiarę w szatana i średniowieczne przesądy, których rzekomo ofiarą stała się Anneliese, na skutek wyczerpania w trakcie przeprowadzania egzorcyzmów.

Warto tutaj podkreślić, że nastolatka wychowała się w bardzo religijnej rodzinie i nigdy nie zajmowała się okultyzmem ani spirytyzmem, co mogłyby stać się przyczyną opętania oraz to, że poza swoją religijnością nie odróżniała się specjalnie niczym od młodzieży w jej wieku. Lubiła towarzystwo rówieśników, miała chłopaka. Nie stroniła od różnych form rozrywek takich jak: tańce, zabawy. Jednak po nasileniu się objawów opętania zmuszona była odizolować się od przyjaciół i przerwać studia pedagogiczne, których nigdy nie ukończyła.

W ostatnich latach życia na jej ciele w charakterystycznych miejscach pojawiły się niegojące się rany/blizny (według Kościoła katolickiego - stygmaty).


Zjawiska nadprzyrodzone

Egzorcyzmy
Anneliese Michel egzorcyzmowało dwóch księży: proboszcz Ernst Alt oraz salwatorianin Arnold Renz. Większość przeprowadzonych egzorcyzmów została udokumentowana przez nagranie 52 taśm magnetofonowych. Pierwsze symptomy opętania pojawiły się już w 1968. Mimo, iż była pod stałą kontrolą kapłanów, minęło 7 lat od wystąpieniu pierwszych symptomów opętania zanim biskup Würzburga Jesef Stangl udzielił oficjalnej zgody na egzorcyzmy jesienią 1975.

Anneliese podczas występowanie objawów mówiła sześcioma różnymi głosami męskimi, a każdy z nich określał siebie innym imieniem (Lucyfer, Judasz, Kain, Neron, Hitler i Fleischmann). Dokładna analiza tych głosów, a także naoczne relacje świadków, pozwoliły niezależnym badaczom potwierdzić hipotezę opętania dziewczyny.


Objawy opętania
Anneliese doświadczała między innymi następujących objawów opętania: widziała "diabelskie twarze", nie mogła przez chwilę usiedzieć w miejscu, rozbierała się do naga i skakała jak kozioł po ścianach, łapała ptaki i odgryzała im głowy, piła swój mocz, spożywała muchy i pająki, żuła węgiel, gryzła ludzi.

Prawie w ogóle nie mogła spać, wyła na głos całymi nocami, czując ciągłe uczucie gorąca łóżko było dla niej za ciepłe, kołdra nie do zniesienia, szukała chłodu wchodząc cała do zimnej wody, wkładała głowę do muszli klozetowej, tarzała się w czarnym pyle węglowym w piwnicy, czasami po atakach zastygała na wiele godzin bez ruchu, zmuszana była do całodziennego klęczenia na modlitwie.

Mięśnie jej szyi robiły się twarde jak wiązki stali i uniemożliwiały połykanie. Napięcie mięśni rozszerzało się na klatkę piersiową i przeszkadzało jej w oddychaniu. W walce o powietrze ciągle przyciskała twarz do podłogi, aż nos jej się płaszczył, potem prostowała się i szybko łapała oddech.

Anneliese w pewnym okresie życia dzień i noc była w nieustannym pobudzeniu, które ciągle na nowo rozpalało się i było nie do opanowania, a kiedy jej siły ulegały wyczerpaniu, już po dwóch godzinach była na nowo pobudzona.

Dysponowała ogromną siłą fizyczną. Jej chłopak Piotr widział jak jedną ręką rozgniatała jabłko tak, że miąższ pryskał na ściany. Wielokrotnie rzucała ludźmi o ściany jak szmacianymi lalkami.

Szczególną jej agresję wywoływały dewocjonalia: niszczyła krzyże i maryjne figurki, rozrywała różańce, rozlewała wodę święconą, nie mogła przełknąć Komunii Św. Nie mogła znieść ceremonii kościelnych. Im większe święto przypadało w danym dniu, tym większe przeżywała męki.


Objawienia
Anneliese Michel twierdziła także, że ukazywała jej się Matka Boża oraz Jezus Chrystus, którzy podtrzymywali ją na duchu i zapewniali o tym, że zostanie świętą. Twierdziła także, że widywała zmarłe osoby.


Anneliese o sensie swojego cierpienia
Kobieta mówiła, że cierpi za kapłanów, w szczególności za tych, którzy nie wierzą w istnienie osobowego szatana oraz za młodzież niemiecką. Według zeznań ks. Ernsta Alta, kierownika duchownego Anneliese Michel, którego wtajemniczała w swoje największe sekrety, wynika że dziewczyna dobrowolnie przyjęła na siebie cierpienia związane z opętaniem jako pokutę za grzechy innych ludzi (cierpienie ekspiacyjne). Cierpienia, jakich doświadczała, powodowały jednak, że pragnęła końca udręk i dlatego poddawała się egzorcyzmom.


Śmierć
Ostatni egzorcyzm miał miejsce 30 czerwca 1976. Tego dnia Anneliese poprosiła kapłana o rozgrzeszenie. Po tym jak uczynił to ks. Renz, poszła spać i już się nie obudziła. Zmarła w Klingenbergu nad Manem 1 lipca 1976.


Leczenie medyczne
Jak wynika z dzienników, które prowadziła, a także świadectw lekarzy i egzorcystów, nie zrezygnowała z pomocy medycznej. Poddawana była systematycznemu leczeniu medycznemu (które - jak się okazało - nie przynosiło żadnych rezultatów). Sama poszkodowana podkreślała jednak wielokrotnie, iż stosowane od wielu lat leki nie przynosiły żadnych pozytywnych rezultatów, a wręcz przeciwnie - zwiększały dolegliwości. Według niej znaczną ulgę w cierpieniu przynosiła jej natomiast pomoc duchowa. Poza tym sami egzorcyści zmuszali ją do częstych regularnych kontaktów z lekarzami, którzy, mimo że nie stwierdzili objawów wskazujących na epilepsję (np. uszkodzenia mózgu), przepisywali jej niebezpieczne leki przeciwpadaczkowe: zentropil, aolept i jeszcze bardziej niebezpieczny tegretol, wywołujące poważne skutki uboczne.


Rozprawa sądowa
Podczas rozprawy sądowej nie wykorzystano czterech poważnych książek uznających opętanie Anneliese Michel za fakt (Bullinger 1979, 1981, 1983; F. D. Goodman 1980), sześciu publikacji medycznych oraz jednej publikacji prawniczej i teologicznej, 52 taśm z nagranymi egzorcyzmami, negując od samego początku możliwość wystąpienia opętania.

Według oficjalnego wyroku sądowego przyczyną śmierci Anneliese było zagłodzenie. Po śmierci nastolatki nie stwierdzono jednak pewnych zawsze występujących symptomów (np. odleżyny). Rodzice dziewczyny, a także dwaj duchowni egzorcyści zostali oskarżeni i skazani przed Sądem Krajowym w Aschaffenburgu o nieumyślne spowodowanie śmierci. Skazując wszystkich czworo oskarżonych "za doprowadzenie dziewczyny do śmierci wskutek zaniedbania" na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, sąd dalece wykroczył poza propozycje prokuratury.

Niektórzy obserwatorzy uznali ten proces za najważniejszy - po Norymberdze - do jakiego doszło nie tylko w Niemczech, ale także w całej Europie.

Przypuszczalna przyczyna śmierci
Według wyroku sądowego Anneliese zmarła w wyniku zagłodzenia. Niektórzy twierdzą jednak, że prawdziwą przyczyną śmierci miałoby być przedawkowanie tegretolu, który przez wieloletnie przyjmowanie i nagromadzenie się w organizmie spowodował śmierć. Lek ten przy długotrwałym zażywaniu powoduje uszkodzenie ciałek krwi, w szczególności trombocytów. Poza tym przed śmiercią dźwięki, jakie z siebie wydawała, były jakoby podobne do tych wydawanych u pacjentów z przedawkowaniem narkotyku LSD.


Badania prof. Felicitas D. Goodman
Powyższe fakty zostały udokumentowane w sposób wiarygodny w oparciu o setki zebranych materiałów dowodowych w tej sprawie przez amerykankę prof. Felicitas D. Goodman, antropologa kultury, religioznawcę i językoznawcę.

W swojej książce "Egzorcyzmy" Felicitas D. Goodman przeprowadziła gruntowne badania naukowe tej sprawy, potwierdzając fakt opętania Anneliese i demaskując przy tym dotychczasowe błędy, przesądy i fałszywe pseudonaukowe opinie w ocenie tego zjawiska. Według opinii Felicitas D. Goodman, nastolatka zmarła nie wskutek średniowiecznych przesądów religijnych, a oświeceniowych przesądów naukowych. Prof. Goodman posiadała jedną z największych na świecie dokumentacji na temat opętań, religijnych transów i stanów mistycznych, zebraną wśród szamanów, czarowników i wyznawców religii animistycznych.

Książka ta stała się później dla Scotta Derricksona inspiracją do stworzenia filmu - "Egzorcyzmy Emily Rose".


Badania dr Theo Weber-Arma
Lektura prac prof. F. Goodman zainspirowała do badań także szwajcarskiego naukowca dr Theo Weber-Arma. Zajął się on analizą przebiegu choroby z medycznego punktu widzenia. Odkrył on, że badania EEG robione w 1969, 1972 i 1973 r. nie wykazały u Anneliese śladów epilepsji, natomiast wycieńczenie organizmu podane jako przyczyna jej zgonu jest identyczne ze skutkami zatrucia wywołanymi długotrwałym przyjmowaniem leków antyepileptycznych.

Doszedł do wniosku, że na ławie oskarżonych powinni zasiąść nie egzorcyści, lecz lekarze, którzy błędnie zdiagnozowali religijny stan wyjątkowy jako padaczkę. Twierdził, że "nie sposób za objawy epilepsji uznać wstrząsania głową w prawo i w lewo z taką szybkością, że świadkowie mieli wrażenie, jakby oglądali film na przyspieszonych obrotach".


Postawa Kościoła katolickiego w Niemczech
W obronie egzorcyzmów w tamtym czasie nie stanął żaden z niemieckich biskupów, a Joseph Stangl, biskup Würzburga, który sam wydał wcześniej zgodę na egzorcyzm Anneliese, stwierdził publicznie, że „szatan nie istnieje, a opętanie jest chorobą”(Stwierdzenie tego faktu, iż "szatan nie istnieje" analogicznie mówi nam,że również nie ma Boga, ponieważ w religii katolickiej istnieje zarówno Bóg jak i Szatan). Od tego czasu aż po dziś dzień w Kościele niemieckim nie odprawia się egzorcyzmów.


Opinia społeczeństwa niemieckiego dzisiaj
Wśród większej części społeczeństwa niemieckiego, panuje przekonanie o chorobie psychicznej kobiety i o słuszności wyroku sądowego. Według lokalnej ludności Klingenbergu rodzice Anneliese Michel są współodpowiedzialni za śmierć swojej córki.


Oficjalne stanowisko Kościoła katolickiego
Kościół katolicki ostatecznie potwierdził wystąpienie opętania demonicznego u Anneliese. Według opinii środowisk katolickich Anneliese umarła w stanie świętości i zostanie beatyfikowana.



---
Łukasz T
 
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
eviva czw, 30 lis 2006, 12:44:04
Łukasz T
Co na to poradzę, że istnieje Prawda i że Prawda ta jest Osobą? Chrześcijaństwo nie jest ani rzeczą, ani ideą, ale to Osoba Jezusa Chrystusa, który zwyciężył śmierć przez swoje zmartwychwstanie i pozostał z nami w sakramentach pokuty i Eucharystii, aby nas prowadzić do życia wiecznego w niebie. Jego Boską Miłość i życie wieczne, każdy człowiek może otrzymać za darmo, musi spełnić tylko jeden warunek: w ciemnościach wiary całkowicie zaufać i zawierzyć Jezusowi całe swoje życie. To jest jedyna recepta na pełnię szczęścia i osiągnięcie życia wiecznego w niebie. Zmarnować taką szansę byłoby szczytem bezmyślności i głupoty. ks. M. Piotrowski TChr ---

Chrystus  pozostał z nami nie w sakramentach,ale w sercach wszystkich ludzi jako Duch Chrystusowy ,Duch Prawdy i Osobisty  Zbawiciel każdego czlowieka.On też świadczy,że istniała i istnieje reinkarnacja.Tylko Duch Chrystusowy pomaga nam, w uwolnieniu się od naszych grzechów w kolejnych reinkarnacjach. Tylko On jest "żródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu".Tylko On może zbawić dusze nasze:Jak.1.21.Przeto odrzućcie wszelki brud i nadmiar złości i przyjmijcie z łagodnoscią wszczepione w was SŁOWO,które może zbawić dusze wasze.

---
W każdym z nas jest Bóg jako Duch Boży,Ojciec i Chrystus jako Duch Chrystusowy,Syn,Słowo,Osobisty Zbawiciel,Wewnętrzny Lekarz i Uzdrowiciel.

 
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
Łukasz T czw, 30 lis 2006, 17:09:17


  Rozdział 1

 I tak upłynął wieczór i poranek - dzień piąty.
     Potem Bóg rzekł: «Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów!» I stało się tak.  Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że były dobre.  * A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!»
     Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz,
    na obraz Boży go stworzył:
    stworzył mężczyznę i niewiastę.
     Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi».  I rzekł Bóg: «Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem.  A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona». I stało się tak.  A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre.
    I tak upłynął wieczór i poranek - dzień szósty.

Rozdział 2

    Gdy Pan* Bóg uczynił ziemię i niebo,  nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi, ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła - bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię  i rów kopał w ziemi*, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby -  wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia*, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.

     A zasadziwszy ogród w Eden* na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił.  Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła*.
     Z Edenu zaś wypływała rzeka, aby nawadniać ów ogród, i stamtąd się rozdzielała, dając początek czterem rzekom*.  Nazwa pierwszej - Piszon; jest to ta, która okrąża cały kraj Chawila, gdzie się znajduje złoto.  A złoto owej krainy jest znakomite; tam jest także wonna żywica i kamień czerwony.  Nazwa drugiej rzeki - Gichon; okrąża ona cały kraj - Kusz.  Nazwa rzeki trzeciej - Chiddekel; płynie ona na wschód od Aszszuru. Rzeka czwarta - to Perat.
     Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał.  A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: «Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania;  ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz»*.
     Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc».  Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę "istota żywa"*.  I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny*.
     Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał wyjął jedno z jego żeber*, a miejsce to zapełnił ciałem.  Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny,  mężczyzna powiedział:
    «Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!
    Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta»*.
     Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem*.
     Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu.

Rozdział 3   Upadek Człowieka

 A wąż* był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?»  Niewiasta odpowiedziała wężowi: «Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy,  tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli».  Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie!  Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło».
     Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł.  A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.
     Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.  Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?»  On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się».  Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?»  Mężczyzna odpowiedział: «Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem».  Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: «Dlaczego to uczyniłaś?» Niewiasta odpowiedziała: «Wąż mnie zwiódł i zjadłam».  Wtedy Pan Bóg rzekł do węża:
    «Ponieważ to uczyniłeś,
    bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych;
    na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia.
     Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę,
    pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej:
    ono zmiażdży* ci głowę,
    a ty zmiażdżysz* mu piętę».
 Do niewiasty powiedział: «Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą».
     Do mężczyzny zaś [Bóg] rzekł: «Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść -
    przeklęta* niech będzie ziemia z twego powodu:
    w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie
    po wszystkie dni twego życia.
 Cierń i oset będzie ci ona rodziła,
    a przecież pokarmem twym są płody roli.
 W pocie więc oblicza twego
    będziesz musiał zdobywać pożywienie,
    póki nie wrócisz do ziemi,
    z której zostałeś wzięty;
    bo prochem jesteś
    i w proch się obrócisz!»*
     Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa*, bo ona stała się matką wszystkich żyjących.
     Pan Bóg sporządził dla mężczyzny i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich.  Po czym Pan Bóg rzekł: «Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki»*.  Dlatego Pan Bóg wydalił go z ogrodu Eden, aby uprawiał tę ziemię, z której został wzięty.  Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia*.

 

Wniosek jest jeden: zwierzęta poddane są człowekowi, a człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga i uważam, że reinkarnacja obraża Boga, ponieważ zwoerze nie jest obrazem i podobieństwem Boga.

Tak samo Pan Jezus jadł rybę, wyruszył z piotrem na połów ryb, czyli według reinakrnacji Pan Jezus jedząc rybę to tak jaby jadł człowieka. Czy jest sens. Albo czy kiedy zwierzęta się rozmnożą to ktoś najpierw jest zwierzęciem? Odpowiedź chrześcijanina i wierzącego w Pana Jezusa i Jego Zmartwychwstanie powinna zaprzeczać reinarnacji. Lecz niech każdy się uciszy, przemyśli i pomodli się aby poznać Prawdę.



 

---
Łukasz T

 
Wstwiłem to w poprzednim artykóle, ale wciąż są bardzo istotne
Łukasz T czw, 30 lis 2006, 18:17:01

REINKARNACJA CZY ZMARTWYCHWSTANIE - http://www.opoka.org.pl/biblioteka/V/VS/reinkar_zmartw.html

Może dziwić fakt, że w Polsce, kraju, w którym większość społeczeństwa identyfikuje się z chrześcijaństwem, tak wiele osób opowiada się za reinkarnacją. A przecież Pismo Święte nigdzie o niej nie wspomina. Są natomiast wypowiedzi, które jednoznacznie odrzucają tę ideę. Znajdujemy je zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie. Autor Księgi Mądrości Syracha pouczając, jak ma wyglądać żałoba po zmarłym, mówi: „Nie zapominaj, że nie ma on powrotu, tamtemu nie pomożesz, a sobie zaszkodzisz” (Syr 38, 21). W Księdze Daniela, w rozdziale 12, gdzie jest mowa o zmartwychwstaniu w czasach ostatecznych, czytamy: „Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie” (Dn 12, 2).

W Nowym Testamencie za jeden z najważniejszych pod tym względem cytatów uważany jest fragment listu do Hebrajczyków, w którym św. Paweł wyraźnie podkreśla: „...postanowione ludziom raz umrzeć a potem sąd...” (Hbr 9, 27). Prawda ta stanowi też tło całej głoszonej przez Jezusa Chrystusa Dobrej Nowiny, co w szczególności ma swoje odzwierciedlenie w mowie o sądzie ostatecznym (Mt 25, 31-46).

W starożytności wiara w reinkarnację cieszyła się dużą popularnością. Jednakże pierwsi chrześcijanie odrzucali tę naukę. Była ona głoszona jedynie w ramach herezji. Nauczanie Ojców Kościoła jednoznacznie ją potępiało. Na przykład św. Klemens Aleksandryjski (zm. 212 r.) uważał, że reinkarnacja jest mrzonką, ponieważ nie opiera się ani o Biblię ani o naszą ludzką świadomość. Potępiał on Bazylidesa i Marcjona, którzy byli gnostykami i wierzyli w reinkarnację. Tertulian (zm. 220 r.) uważał, że reinkarnacja jest sprzeczna ze zmartwychwstaniem, zaś każda dusza powróci do swego ciała, które opuściła w chwili śmierci. Tertulian zauważył również, że w przypadku reinkarnacji liczba ludzi zawsze musiałaby być taka sama. Święty Hipolit (zm. 334 r.) przypominał, że chrześcijanie nie wierzą w reinkarnację, lecz w zmartwychwstanie swych własnych ciał.

Kościół wielokrotnie i w wielu dokumentach potępił teorię transmigracji dusz i reinkarnacji, uznając je za niezgodne z wiarą chrześcijańską. Można wymienić tu np. Edykt Justyniański z 543 r., odczytany na Synodzie w Konstantynopolu, a następnie przytoczony na drugim Soborze w Lyonie w 1274 r. i we Florencji w 1439 r.

W jednym z dokumentów Soboru Watykańskiego II, w Konstytucji Dogmatycznej Lumen gentium (nr 48) czytamy: „A ponieważ nie znamy dnia ani godziny, musimy w myśl uprzedzenia Pańskiego, czuwać ustawicznie, abyśmy zakończywszy jeden jedyny bieg naszego ziemskiego żywota (por. Hbr 9, 27), zasłużyli wejść razem z Panem na gody weselne i byli zaliczeni do błogosławionych (por. Mt 25, 31-46)”. Zacytowana wypowiedź wyraźnie podkreśla niepowtarzalność ludzkiego życia, co zarazem stanowi stanowcze odrzucenie doktryny reinkarnacji.

Należy również zauważyć, że nauczanie biblijne o tym, iż Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo całkowicie mija się z teorią reinkarnacji. Bóg powołał do istnienia osoby zdolne do wolnych relacji. Ten charakter osobowy człowieka jest koroną stworzenia, stanowi cechę wyróżniającą istotę ludzką, w której odbija się coś z tajemnicy boskiego życia w Trójcy Świętej. „Tymczasem różne teorie reinkarnacji prowadzą do zaprzeczenia osobowemu charakterowi istoty ludzkiej i w ten sposób podważają jej niezbywalny charakter i jej istotną wartość. W ten sposób również pozbawiają podstaw całą biblijną moralność opartą na osobowym przymierzu Boga z Jego Ludem.”

 

 

    O. Jacek Salij  "Problem reinkarnacji" ( wybrane fragmenty)

Chrześcijańska droga do rzeczywistości duchowej jest inna (abstrahuję na razie od tego, co w chrześcijaństwie najistotniejsze: od wiary, że Syn Boży naprawdę -- że nie jest to tylko jakaś idea -- stał się człowiekiem i jest naszym Zbawicielem). Mianowicie chrześcijaństwo chce przyjąć człowieka i świat w całym ich realizmie. A więc nie tylko nie chce pomniejszać faktu, że czas jest istotnym wymiarem świata, w którym żyjemy, że cielesność jest istotnym wymiarem człowieczeństwa -- ale nawet szczególnie podkreśla, że czas jest zupełnie nieodwracalny, a życie jest jedynym darem Bożym, którego nie otrzymuje się dwukrotnie, że ciało jest otwarte na przeduchowienie i tak samo potrzebuje zbawienia jak dusza. Przeszkodą do wejścia w rzeczywistość duchową i zaprzyjaźnienia się z Bogiem jest zło, grzech, a nie czasowość, materialność czy cielesność naszej obecnej egzystencji. O tym, że życie ludzkie jest niepowtarzalne, że zostało nam dane tylko raz i że można je nieodwracalnie zmarnować oraz że Bóg chce nas obdarować sobą w sposób absolutnie nieutracalny -- mówi Pismo Święte wielokrotnie. Przecież to jest podstawowy sens Bożej nauki o sądzie Bożym, o zbawieniu i potępieniu. "Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd" -- pisze autor Listu do Hebrajczyków (9,27). Zaś syn Syracha: "Nie zapominaj, że nie ma powrotu" (38,21). Albo św. Paweł: "W czynieniu dobra nie bądźmy opieszali, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy. A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, a zwłaszcza naszym braciom w wierze" (Ga 6,9n).

Owszem, chrześcijaństwu nie jest obce pojęcie powtórnych narodzin, ale nie tylko nie ma ono nic wspólnego z wędrówką dusz, lecz właśnie podkreśla jedyność naszego życia. Chodzi mianowicie o te narodziny, o których Pan Jezus mówił Nikodemowi, że "jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego" (J 3,3). Mianowicie człowiek, który się narodził tylko cieleśnie, a nie narodził się duchowo, dla Boga, marnuje nie tylko swoje życie, ale samego siebie marnuje: bo tylko w tym życiu -- mamy je tylko jedno jedyne! -- można znaleźć Boga, a przecież nasze życie ma sens tylko w odniesieniu do Tego, który jest Miłością. Kto zmarnuje to życie, które ma obecnie, już nigdy tego nie naprawi.

Prawdziwe przeżywanie czasu, który został nam dany, powinno raczej odtwarzać ideał Jana XXIII, który chciał "być zawsze zajęty i nigdy się nie śpieszyć". Nie trzeba marnować czasu, bo mamy go za mało, ale właśnie dlatego nie wolno nam się śpieszyć: żeby nie przeoczyć tego, co naprawdę ważne. W ten sposób nasz czas stanie się początkiem wieczności, bo wieczność będzie przecież polegała właśnie na tym, co Jedynie Ważne.

                               

---
Łukasz T

 
Przeczytajcie uważnie, a dużo się dowiecie, np. o Janie Chrzcicielu- potórne przyjście Eliasza
Łukasz T czw, 30 lis 2006, 19:53:39

 

W ciele czy w Bogu? - powtórne narodziny

(reinkarnacja czy zmartwychwstanie)

                 Jeden z moich znajomych oznajmił mi kiedyś z wielką radością, że wreszcie znalazł to, czego szukał, ćwiczenia, które go ubogacają i otwierają na świat – jogę. Zapytałem go wtedy czy chce się wyrwać z zaklętego kręgu wędrówki dusz. To pytanie bardzo go poruszyło. System jogi stara się być dzisiaj – w zachodnioeuropejskim ujęciu – systemem filozoficznym a nie religijnym – joga stała się systemem „dobrowolnej samokontroli”, doskonalenia fizycznego i psychicznego. Z drugiej jednak strony joga w rzeczywistości oznacza odpowiednio ukierunkowane działanie człowieka prowadzące do wyzwolenia (Joga w sanskrycie oznacza: przedsięwzięcie, metodę, osiągnięcie, zjednoczenie), czyli inaczej rozumianego na Wschodzie zbawienia.

Hinduizm, który jest zbiorem wielu kierunków i ujęć myśli wschodniej a także bazą dla buddyzmu i innych religii wschodnich postrzega świat przez pryzmat nieustannych przemian cyklicznych. Brahman, który jest najwyższym bezosobowym stwórcą wszechrzeczy, jedynym bytem istniejącym naprawdę, czystą świadomością, wyemanował z siebie cały świat i cyklicznie wciąż go z siebie emanuje. Świat więc podlega powstawaniu i zniszczeniu, ciągłemu powtarzaniu narodzin i śmierci. W ten krąg transmigracji włączony jest także człowiek. Według zasady „wędrówki dusz” każde bóstwo, człowiek i zwierzę przechodzi nieustannie z jednej egzystencji w drugą. Jej kształt, a więc powtórne narodziny w bóstwie czy demonie, w zwierzęciu czy człowieku, zależą od postępowania w życiu poprzednim, dobrym lub złym. Łańcuch wcieleń, czyli powtórnych narodzin jest przygniatający, stąd oczekiwanie i dążenie do coraz lepszych narodzin. Hinduizm przyjmuje co prawda istnienie nieba i piekła, ale są one traktowane jako światy stworzone, a przebywanie w nich nie jest wieczne. Po czasowym przebywaniu w szczęśliwości lub potępieniu człowiek ponownie się odradza.

Całością tej wędrówki kieruje prawo karmy – prawo przyczyny i skutku, czyli zapłaty za czyny. Wszystko cokolwiek człowiek czyni, cokolwiek mówi lub myśli, przynosi pomyślny albo zgubny, szczęśliwy albo nieszczęśliwy skutek; skutki te nadto mają przedłużenie w życiu nie tylko aktualnym, ale i po śmierci. Dążenie więc do wyzwolenia – zbawienie, rozumiane jest jako unicestwienie skutków czynów, czyli wyjście z zaklętego kręgu wędrówki dusz i powrót do absolutnej jedni – Brahmana. Takie ujęcie podają systemy wisznuickie i śiwackie.

Elementy wierzeń w reinkarnację można znaleźć także w innych religiach nie związanych ze Wschodem np. w Afryce czy Ameryce Południowej. Wyznawali ją też twórcy filozofii np. Pitagoras, Platon, Schopenhauer.

Dzisiaj w świecie zachodnim dostrzegamy zafascynowanie „modą” na reinkarnację ze względu na wdzierający się w naszą wizję świata New Age, który bardzo lubi korzystać z elementów religii wschodnich. Sposób jednak w jaki postrzegają i głoszą reinkarnację wyznawcy New Age’u różni się znacznie od spojrzenia hinduskiego i buddyjskiego. Według nich krzywa transmigracji zawsze się wznosi – człowiek zawsze „wspina się wyżej”, z jednego życia do drugiego. W religiach Wschodu natomiast istnieje także krzywa spadkowa. Człowiek, którego karma była zdecydowanie negatywna, może stać się po śmierci muchą, żabą lub wężem. Czegoś takiego nie ma w wizji New Age. Tu człowiek nieustannie przenosi się ku „lepszemu życiu”, zawsze piękniejszemu, zawsze doskonalszemu. W New Age’u też nie chodzi – tak jak w hinduizmie – o wyzwolenie, zbawczym staje się utkwienie w procesie transmigracji na zawsze. To właśnie przez przechodzenie od jednej do drugiej reinkarnacji człowiek wznosi się ku swej ostatecznej pełni. Transmigracja jest stanem stałym, wiecznym powracaniem, jest stanem, którego nie opuszcza się nigdy – jest naturalnym składnikiem, w którym człowiek trwa zawsze, jak ryba w wodzie. Chcieć się zeń wydostać znaczyłoby podpisać akt śmierci: „Rodzić się, umrzeć, znów się narodzić i zawsze się rozwijać: to jest właśnie prawo! (por. Bernard Franck, Leksykon New Age, Wyd. M, Kraków 1997, s. 188).

Także chrześcijaństwu nie jest obce pojęcie powtórnych narodzin, ale te powtórne narodziny nie tylko nie mają nic wspólnego z wędrówką dusz, lecz wręcz podkreślają jedyność naszego życia. Chodzi oczywiście o te powtórne narodziny, o których Pan Jezus mówił Nikodemowi, że „jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może wejść do Królestwa Bożego” (J 3, 3). Człowiek, który narodził się tylko cieleśnie, a nie duchowo, dla Boga, marnuje nie tylko swoje życie, ale i samego siebie – bo tylko w tym jednym jedynym życiu można szukać i znaleźć Boga.

Wyżej wymieniona rozmowa z Nikodemem oraz inne fragmenty Ewangelii, te, w których tłumy uważają Jezusa za Jana Chrzciciela, Eliasza, Jeremiasza lub innego z proroków (Łk 9, 19 i Mt 16,14), gdzie Herod zastanawia się czy Jezus to nie Jan Chrzciciel (Mk 6, 14-16 i Łk 9, 7-9), gdzie Chrystus mówi o Janie Chrzcicielu, że Eliasz już przyszedł (Mt 17, 9-13), oraz samo uzdrowienie niewidomego od urodzenia i pytanie uczniów: „kto zgrzeszył on (sugerowanie poprzedniego wcielenia) czy jego rodzice?” (J 9, 2-3) – są przedstawiane przez zwolenników reinkarnacji jako argumenty z Biblii, które mają potwierdzić, że Kościół pierwotny wierzył w reinkarnację i sam Chrystus temu nie zaprzecza. Kiedy się jednak wchodzi w całość nauczania Chrystusa, dostrzega się bezpodstawność tej argumentacji. Chrystus zawsze podkreślał jedyność ludzkiego życia i jedyność zmartwychwstania po śmierci – nigdy nie mówił o reinkarnacji.

Twierdzenia zwolenników reinkarnacji można bardzo prosto obalić czytając dokładniej cytowane teksty. Herod nie mógł myśleć o reinkarnacji jeśli ściął Jana parę miesięcy wcześniej, a Chrystus jest dorosłym człowiekiem. Jezus wprost mówi, że nie jest Eliaszem (J 1, 21), poza tym Żydzi uważali, że Eliasz nie umarł, ale żywcem został wzięty do nieba (2 Krl 2, 11) i oczekiwali jego powtórnego przyjścia – nie może więc być mowy o reinkarnacji. Chrystus gdy mówił, że Eliasz już przyszedł miał na myśli Jana Chrzciciela, który poprzedza samego Pana „z duchem i mocą Eliasza” (Łk 1, 16) – nie chodzi więc o osobę Eliasza, ale o samo posłannictwo. Domyślanie się poprzedniego wcielenia w pytaniu „kto zgrzeszył” nie ma także podstaw biblijnych. Pytanie to opiera się na niesłusznym (co wynika z odpowiedzi Chrystusa) założeniu, że każde nieszczęście stanowi karę za grzech. Pojawiały się w ówczesnym czasie spekulacje, że człowiek może zostać ukarany za grzech, który dopiero popełni albo który popełniłby, gdyby miał ku temu sposobność – Chrystus poddaje w wątpliwość te twierdzenia.

Możemy śmiało stwierdzić, że nie ma żadnych biblijnych podstaw dla przyjęcia reinkarnacji. Twierdzenia, jakoby wielu Ojców pierwotnego Kościoła było wyznawcami reinkarnacji oraz, że Kościół reinkarnację odrzucił i potępił dopiero na trzecim ekumenicznym soborze w Konstantynopolu (563) są także pozbawione wszelkich poważnych danych historycznych. W licznych fragmentach biblijnych reinkarnacja została jasno i otwarcie potępiona, przeciwko tym wierzeniom występowali Ojcowie Kościoła, ukazując je jako cudaczne i absurdalne (Argumenty biblijne i Ojców Kościoła zostały wspaniale przedstawione w: ks. Andrzej Zwoliński, W kołowrocie istnień, Kraków 1995, s. 35-49). Ludzie umierają tylko raz, poczym odbywa się nad nimi sąd (Hbr 9, 27-28) – sąd odbywa się zatem po jednym życiu, a nie po licznych kolejnych wcieleniach (Łk 16,19n.; Dz 7, 59).

Żadne więc teorie o reinkarnacji nie dadzą się pogodzić z chrześcijańską nadzieją, pokładaną w nowym, wiecznym życiu. Sprzeczne są one z Pismem Świętym oraz z dogmatami Kościoła. Kierują nas one w stronę przeciwną Ewangelii i oddalają od podstawowych idei wiary chrześcijańskiej.

Wiara w reinkarnację jest wynikiem zupełnie innego postrzegania świata, zupełnie innego stosunku do rzeczywistości niż chrześcijańska nauka o zmartwychwstaniu. Chrześcijaństwo rozumie świat i czas jako ciągle biegnącą naprzód i nigdy nie wracającą linię, podczas gdy hinduizm nie zna idei nieodwracalności czasu – czas według tej koncepcji biegnie raczej ruchem kolistym i raz po raz powtarza drogę wielokrotnie już przebytą. Hinduizm stara się usunąć czas z ludzkiego przeżywania rzeczywistości. Doświadczenie pozorności świata umieszczonego w czasie staje się dla człowieka Wschodu warunkiem wejścia w rzeczywistość daleko więcej prawdziwszą, duchową – a tylko to co duchowe jest prawdziwe i realnie istniejące

Chrześcijańska droga do rzeczywistości duchowej jest z założenia inna. Chrześcijaństwo przyjmuje człowieka i świat w całym ich realizmie – nie pomniejsza faktu, że czas jest istotnym wymiarem świata, w którym żyjemy, a cielesność istotnym wymiarem człowieczeństwa. Chrześcijaństwo podkreśla nawet, że czas jest zupełnie nieodwracalny, a życie jest jedynym darem Bożym, którego nie otrzymuje się dwukrotnie, że ciało jest otwarte na przeduchowienie i tak samo potrzebuje zbawienia jak dusza. Przeszkodą do wejścia w rzeczywistość duchową i zaprzyjaźnienia się z Bogiem jest zło, grzech, a nie czasowość, materialność czy cielesność naszej obecnej egzystencji.

Ta wizja znaczenia czasu w naszym świecie wpływa także na wizję osoby ludzkiej. Jeśli odbierze się światu tak istotny wymiar jakim jest czas i zarazem próbuje się traktować rzeczywistość materialną jako coś pozornego, to pozornymi staną się również takie przeżycia jak szczęście i cierpienie, miłość i nienawiść – przeżycia, które nas tworzą i wyrażają. Czymś nieznanym staje się przyjęcie cierpienia jako czegoś realnego, co nie musi niszczyć człowieka, ale może go budować, odpada także wezwanie do aktywnej miłości bliźniego i nienawiści tego co złe.

„Jednorazowość życia ziemskiego nadaje katolickiej eschatologii piętno szczególnie poważne. Memento mori, jakie ona nieustannie powtarza, ma w sobie coś z dzwonu bijącego na trwogę: nagli do pośpiechu celem ratowania swej duszy. (...) Wszelkie, nawet najmniejsze spóźnienie, może tu być fatalne w następstwa." (Paweł Siwek SJ, Wędrówka dusz. Reinkarnacyjne utopie, Warszawa1937, s. 38).

                Chrześcijaństwo daje nam również odpowiedź na podstawowe pytanie o ostateczny los człowieka i jego wieczność. Zwykle bardzo mocno doświadczamy „obrócenia się ciała ludzkiego w proch” i trudno wtedy uwierzyć w zmartwychwstanie ciała. Jednak „wskrzeszenie umarłych (nie ciał!), o czym mówi Pismo, dotyczy (...) zbawienia jednego niepodzielnego człowieka, a nie losu połowy (może jeszcze tej drugorzędnej) człowieka" (Joseph Ratzinger, Wprowadzenie w chrześcijaństwo, Znak, Kraków 1994, s. 346). Zmartwychwstanie polegać będzie na tym, że Bóg swoją mocą przywróci ciałom ludzkim nieśmiertelne życie jednocząc je z ich duszami. Dokona się ono w „dniu ostatecznym”, „na końcu świata” w związku z powtórnym przyjściem (paruzją) Chrystusa. Sposób w jaki się to stanie przekracza naszą wyobraźnię i nasze rozumienie. Zmartwychwstanie ciał nie będzie jednak powrotem do ziemskiego życia – będzie to nowe życie w nowym ciele – ciele przemienionym i niezniszczalnym. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że „przez śmierć dusza zostaje oddzielona od ciała, ale w zmartwychwstaniu Bóg udzieli naszemu przeminionemu ciału niezniszczalnego życia, ponownie łącząc je z duszą” (KKK 1016). Nasze zmartwychwstanie więc zobowiązuje nas do szacunku dla ciała własnego i bliźnich, zwłaszcza ciała dotkniętego cierpieniem. Zobowiązuje też do szacunku dla ciała zmarłego – z tego to względu Kościół sprzeciwiał się kremacji zwłok, gdy wyrażała ona pogardę dla ciała lub chęć zaprzeczenia prawdzie o zmartwychwstaniu ciał.

W zamyśle Bożym człowiek nie miał umierać – umiera z powodu grzechu. Chrystus zmartwychwstając zgładził ten grzech. Śmierć więc nie jest naszym unicestwieniem, ale przejściem, wprawdzie bolesnym, do radosnego spotkania z miłującym nas Bogiem w niebie. Do tego spotkania należy się przygotować tu na ziemi. Każdy człowiek w swojej nieśmiertelnej duszy zaraz po śmierci na sądzie szczegółowym otrzymuje zapłatę: niebo, czyściec, albo piekło. W momencie paruzji odbędzie się sąd ostateczny nad światem – nadejdzie czas odnowienia rodzaju ludzkiego i świata w Chrystusie. Zbawionym ukaże się Bóg w sposób niezgłębiony i będzie dla nich nie kończącym się źródłem radości, pokoju i wzajemnej komunii. Wszechświat zaś widzialny, przywrócony do pierwotnego stanu, będzie służył już bez żadnej przeszkody zbawionym. To tajemnicze odnowienie ludzkości i świata Pismo Święte nazywa „nowym niebem i nową ziemią” (2 P 3, 13).

Zbawienie to zjednoczenie się z Bogiem w miłości, a miłość nie odbiera osobowości, ani tożsamości, przeciwnie, pogłębia je. Polega ono na uzyskaniu najgłębszej osobowej tożsamości, jest wyzwoleniem z grzechu, który więzi nasze moce duchowe, oraz darem Bożego synostwa, przez który wszystko, co w nas dobre, doznaje przebóstwienia. Logika wiary chrześcijańskiej domaga się więc, aby świat oraz samego siebie – swoje ciało, swoje cierpienia i swoją miłość – przeżywać jako coś rzeczywistego  (por. Jacek Salij OP, Szukającym drogi, W drodze, Poznań 1988, s. 55).

 o. Grzegorz Kluz OP

---
Łukasz T

 
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
eviva pią, 1 gru 2006, 10:08:15
Szanowny Panie
1.Chrystus mowił o reinkarnacji też w V Ewangelii.To,że Kościół jej nie uznaje ,o niczym nie świadczy.

2.Przypomnę,co o zmartwychwstaniu pisze Paweł w Nowym Testamencie. Bóg daje zmartwychwstanie umarłych do ponownego życia I Kor.: 15.35.Ale powie ktoś:Jak zmartwychwstają umarli?I w jakim ciele przychodzą? 15.36.Niemądry.To,co siejesz,nie ożywa,jeśli nie umrze. 15.38.Ale Bóg daje mu ciało,jakie chce, a każdemu z nasion własciwe jemu ciało. 15.32...Jeśli umarli nie zmartwychwstają,jedzmy i pijmy,bo jutro pomrzemy. Paweł pisze w czasie teraźnieźniejszym"Jak zmartwychwstają umarli",a nie w czasie przyszłym"Jak zmartwychwstaną umarli".Opisany proces zmartwychwstania trwa w czasie obecnym,a nie w przyszłym.Co zmartwychwstaje w człowieku do nowego życia na ziemi? Ponieważ w każdym naszym nowym życiu otrzymujemy zawsze nowe ciało fizyczne,pozostaje więc zmartwychwstanie duszy. Wynika z tego,że ZMARTWYCHWSTANIE DUSZY = REINKARNACJA.

3.Obecnego w nas Ducha Chrystusowego Bóg zesłał po śmierci Jezusa,a więc ponad 2000 lat temu.Było to jednorazowe zesłanie do wszystkich żyjących wówczas ludzi na ziemi i dusz będących w oszarach oczyszczania.Jeśli wszyscy posiadamy Ducha Chrystusowego,to musieliśmy gdzieś istnieć w czasach ,kiedy On był zesłany ponad 2000lat temu.

 4.W Biblii pisze ,że człowiek jest nie tylko duszą,ale i nieśmiertelnym duchem,dzieckiem Bożym.Ciało umiera,a duch jest "sądzony",na jaki poziom ma się udać,do czasu ponownego wcielenia się w ciało fizyczne.W uwolnieniu się każdego czlowieka od grzechów,pomaga obecny w nas Duch Chrystusowy.Jest On dany nam nie na pamiątkę,nie w celach ozdobnych,ale jest Osobistym Zbawicielem każdego człowieka.Gdyby czlowiek tylko raz żył na ziemi,to obecność w nas Ducha Chrystusowego,nie byłaby nam do niczego potrzebna..eviva.

---
W każdym z nas jest Bóg jako Duch Boży,Ojciec i Chrystus jako Duch Chrystusowy,Syn,Słowo,Osobisty Zbawiciel,Wewnętrzny Lekarz i Uzdrowiciel.

 
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
Łukasz T pią, 1 gru 2006, 16:22:24

 Chrystus wstąpił do nieba nie tylko dla własnego dobra, ale dla dobra swoich wybranych. Pan Jezus nie po to Zamrtwychwstał aby człowiek narodził się powtórnie na ziemi, ale w niebie, a ciało fizyczne już wtedy człowiekowi nie jest potrzebne, więc go tam nie ma, ponieważ fizyczne=grzeszne, a duchowe=doskonałe. Dlatego jest też ostanim ratunkiem dla niektórych - czyściec, aby oczyścić duszę aby stała się właśnie doskonała.

W uwielbionym ciele Chrystus już nie mógł umrzeć, a ponieważ ziemia nie była odpowiednim miejscem dla Jego chwalebnego życia, przeto musiał przed powtórnym przyjściem na sąd ostateczny (Paruzją) wstąpić żywy do nieba i przebywać tam aż do czasu odnowienia wszechrzeczy.

 Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie* w Boga? I we Mnie wierzcie!  W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce.  A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Jezus im odpowiedział: «Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej. Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie.  A co do zmartwychwstania umarłych, nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba?* Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych». (Mt 22,30-32)

W Księdze Daniela, w rozdziale 12, gdzie jest mowa o zmartwychwstaniu w czasach ostatecznych, czytamy: „Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie” (Dn 12, 2).

 

Przeczytaj jeszcze raz to co już wcześniej umieściłem:

W Nowym Testamencie za jeden z najważniejszych pod tym względem cytatów uważany jest fragment listu do Hebrajczyków, w którym św. Paweł wyraźnie podkreśla: „...postanowione ludziom raz umrzeć a potem sąd...” (Hbr 9, 27). Prawda ta stanowi też tło całej głoszonej przez Jezusa Chrystusa Dobrej Nowiny, co w szczególności ma swoje odzwierciedlenie w mowie o sądzie ostatecznym (Mt 25, 31-46).

W starożytności wiara w reinkarnację cieszyła się dużą popularnością. Jednakże pierwsi chrześcijanie odrzucali tę naukę. Była ona głoszona jedynie w ramach herezji. Nauczanie Ojców Kościoła jednoznacznie ją potępiało. Na przykład św. Klemens Aleksandryjski (zm. 212 r.) uważał, że reinkarnacja jest mrzonką, ponieważ nie opiera się ani o Biblię ani o naszą ludzką świadomość. Potępiał on Bazylidesa i Marcjona, którzy byli gnostykami i wierzyli w reinkarnację. Tertulian (zm. 220 r.) uważał, że reinkarnacja jest sprzeczna ze zmartwychwstaniem, zaś każda dusza powróci do swego ciała, które opuściła w chwili śmierci. Tertulian zauważył również, że w przypadku reinkarnacji liczba ludzi zawsze musiałaby być taka sama. Święty Hipolit (zm. 334 r.) przypominał, że chrześcijanie nie wierzą w reinkarnację, lecz w zmartwychwstanie swych własnych ciał.

Kościół wielokrotnie i w wielu dokumentach potępił teorię transmigracji dusz i reinkarnacji, uznając je za niezgodne z wiarą chrześcijańską. Można wymienić tu np. Edykt Justyniański z 543 r., odczytany na Synodzie w Konstantynopolu, a następnie przytoczony na drugim Soborze w Lyonie w 1274 r. i we Florencji w 1439 r.

W jednym z dokumentów Soboru Watykańskiego II, w Konstytucji Dogmatycznej Lumen gentium (nr 48) czytamy: „A ponieważ nie znamy dnia ani godziny, musimy w myśl uprzedzenia Pańskiego, czuwać ustawicznie, abyśmy zakończywszy jeden jedyny bieg naszego ziemskiego żywota (por. Hbr 9, 27), zasłużyli wejść razem z Panem na gody weselne i byli zaliczeni do błogosławionych (por. Mt 25, 31-46)”. Zacytowana wypowiedź wyraźnie podkreśla niepowtarzalność ludzkiego życia, co zarazem stanowi stanowcze odrzucenie doktryny reinkarnacji.

Należy również zauważyć, że nauczanie biblijne o tym, iż Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo całkowicie mija się z teorią reinkarnacji. Bóg powołał do istnienia osoby zdolne do wolnych relacji. Ten charakter osobowy człowieka jest koroną stworzenia, stanowi cechę wyróżniającą istotę ludzką, w której odbija się coś z tajemnicy boskiego życia w Trójcy Świętej. „Tymczasem różne teorie reinkarnacji prowadzą do zaprzeczenia osobowemu charakterowi istoty ludzkiej i w ten sposób podważają jej niezbywalny charakter i jej istotną wartość. W ten sposób również pozbawiają podstaw całą biblijną moralność opartą na osobowym przymierzu Boga z Jego Ludem.”

---
Łukasz T

 
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
Łukasz T pią, 1 gru 2006, 16:53:02

niebo-http://www.teologia.pl/m_k/spis08c.htm

piekło- http://www.teologia.pl/m_k/spis08d.htm

czyściec - http://www.teologia.pl/m_k/spis08b.htm

Jezus Chrystus – Odkupiciel i Zbawiciel

http://www.teologia.pl/m_k/spis04.htm

W uwielbionym ciele Chrystus już nie mógł umrzeć, a ponieważ ziemia nie była odpowiednim miejscem dla Jego chwalebnego życia, przeto musiał przed powtórnym przyjściem na sąd ostateczny (Paruzją - http://www.teologia.pl/m_k/spis08f.htm) wstąpić żywy do nieba i przebywać tam aż do czasu odnowienia wszechrzeczy.

 Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie* w Boga? I we Mnie wierzcie!  W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce.  A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Jezus im odpowiedział: «Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej. Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie.  A co do zmartwychwstania umarłych, nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba?* Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych». (Mt 22,30-32)

4. Co znaczy, że człowiek nie utraci swej tożsamości ani po śmierci, ani po zmartwychwstaniu? Łk 20,27-40

Po śmierci, kiedy będzie żyła tylko nasza duchowa i nieśmiertelna dusza, pozostaniemy tymi samymi osobami, którymi byliśmy w czasie naszego ziemskiego życia. Chociaż w chwili zmartwychwstania otrzymamy zupełnie nowe ciało, inne niż teraźniejsze, jednak nie przekształcimy się w jakieś odmienne istoty. Zresztą nawet na ziemi człowiek posiada inne ciało jako dziecko, inne jako dorosły, inne jeszcze jako starzec, a jednak ciągle jest tą samą osobą, chociaż inaczej myśli, inaczej nieco odczuwa i wygląda. Podobnie po śmierci człowiek nie zmienia się w kogoś innego. Wierzymy, że Matka Najświętsza w niebie jest tą samą Maryją, która żyta na naszej ziemi. Tak samo jest ze wszystkimi świętymi żyjącymi w niebie. Podobnie i my ani po śmierci, ani po zmartwychwstaniu nie utracimy naszej tożsamości.                     Ks. Michał Kaszowski

 

Życie człowieka podlega różnym przemianom, lecz nigdy się nie kończy. Śmierć nie unicestwia ludzkiego istnienia, ponieważ — dzięki nieśmiertelności duszy—świadome i wolne „ja" żyje nadal. W momencie odchodzenia z tego świata ustala się na zawsze los człowieka: może on być zbawiony lub potępiony. Oprócz tych dwóch wiecznych stanów istnieje możliwość ewentualnego czasowego oczyszczania się, nazywanego czyśćcem, które zawsze kończy się dojściem do oglądania Boga twarzą w twarz, wejściem we wspólnotę zbawionych, osiągnięciem miłości czystej i doskonałej, czyli — dojściem do zbawienia. Kto osiągnie niebo, ten zostanie wyzwolony z niewoli grzechu, cierpienia i śmierci. Zbawienie lub potępienie poprzedza sąd szczegółowy, w momencie śmierci, który umożliwia umierającym dokładne poznanie swojego życia. Na końcu świata nastąpi drugi sąd, zwany ostatecznym, który pozwoli człowiekowi dostrzec wszystkie historyczne skutki jego dobrych i złych czynów. Sąd ten nie zmieni jednak losu wiecznego ustalonego w chwili śmierci. U kresu historii przyjdzie Chrystus w chwale, aby dopełnić dzieła zbawienia. Wskrzesi wówczas ciała wszystkich zmarłych i odnowi cały kosmos. Nastanie królestwo Ojca, w którym nie będzie grzechu, cierpienia ani śmierci, w którym wszyscy będą szczęśliwi.

Aby osiągnąć zbawienie, człowiek potrzebuje łaski Bożej. Jest ona zazwyczaj udzielana w sakramencie chrztu. Chrystus może jej jednak udzielić także poza tym sakramentem. Bóg nie odmawia nikomu swojej zbawczej pomocy. Każdy otrzymuje tyle łaski, by osiągnąć życie wieczne, musi jednak z nią współpracować. Dzięki otrzymanej łasce człowiek złączony jest z Chrystusem i Jego Kościołem, koniecznym do zbawienia    Ks. Michał Kaszowski

http://www.teologia.pl/m_k/spis08h.htm

---
Łukasz T

 
Parę drobiazgów
heinrichboll nie, 3 gru 2006, 10:50:01

Maciek ciut się myli utrzymując, że "jedyny przypadek, kiedy można sugerować ponowne wcielenie dotyczy Jana Chrzcielna, co do którego uczeni w Piśmie i Jezus uznali, że jest wcieleniem Eliasza". Bezpośrednio pod słynnym fragmentem o Piotrze-Opoce, co to ma pierwotności papiestwa dowodzić, znajdują się w Mateuszu następujące wersy: (13) Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? (14) A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. (15) Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? (16) Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego".

No to powiedz teraz, Maćku, co to niby znaczy, że Jezus miałby być takimi czy innymi osobami z przeszłości? Nie brzmi to troche jakby "reinkarnacyjnie"? Czy nie wynika z tego, że wierzenie w powrót umarłego w nowym ciele było częścią ówczesnej mozaiki wierzeń? (Chrzciciel raczej chyba nie został wziety do nieba, tylko zabity po prostu?) Niech Cie tu nie myli okoliczność, że akurat opcja mesjańska zostaje wybrana przez Jezusa, bo tutaj to juz kwestia ustalenia pierwotnego tekstu. Natomiast ślad pewnych oczekiwań Żydów w czasach Jezusa jest niezaprzeczalny. Mamy tu zresztą typowo chrześcijańskie nałożenie się aż 3 różnych tradycji: Syna Człowieczego, mesjańskiej, a także wiary w powrót wielkich proroków. Ta ostatnia brzmi mi z lekka reinkarnacyjnie.

Pytanie do Montsegura: jaki jest w ogóle stosunek wierzeń w reinkarnacje do myslenia poprzez prefiguracje? Moze to było w poprzednich Pana artykułach?

 

 

 

 

---
"Myślę, że mylicie kolejność. Nie można mówić, że Jezus wyrasta ponad historię, bez wcześniejszej próby umieszczenia go w niej" (Geza Vermes)

 
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
montsegur nie, 3 gru 2006, 11:02:10

Mnie stosunkowo najbliższe jest pojęcie reinkarnacji w ujęciu podobnym do żydowskiego oraz do tego, jakie formułował swego czasu Swedenborg (wspomniany w poprzednim artykule. Ciekawostką jest, że on sam nie nazywał tego reinkarnacją...). Ale generalnie rzecz biorąc, mnie niewiele osobiście interesują rozmaite teorie nt reinkarnacji. Odnotowuję je dla porządku, jako ciekawy fakt, ale dla mnie nie mają znaczenia. Dla mnie bowiem (jak już pisałem w pierwszym artykule) to nie teorie były decydujące. W końcu nie liczy się dla mnie kwestia czy np. w nastąpnym wcieleniu okażę się być psem, wilkiem, człowiekiem czy jaszczurką. Dla mnie liczy się kwestia, czy istnieje coś takiego lak reinkarnacja, a nie kim ja będę. nawet gdybym narodzić się miał jako zwierzę, to i tak nie pamiętałbym swego poprzedniego, ludzkiego wcielenia, więc nie zostałbym zaszokowany...

A dlaczego nie uznaję dogmatów? Bo nie są mi do niczego potrzebne jako dogmaty. Zastanów się przez chwilę sam, czy wierzysz w treść dogmatów katolickich, np. w treść dogmatu o Trójcy Swiątej. jeśli tak, to po co Ci jeszcze dogmat, skoro już wierzysz w treść? uczynienie z tego wierzenia dogmatu bynajmniej w niczym Ci nie pomaga. czyli jest Ci potrzebne jak zającowi dzwonek. Natomiast jesśli ja nie wierzę w treść tego dogmatu, to uczynienie z tego wierzenia dogmatu nie zmieni mojej opinii, czyli pomoże mi jak umarłemu kadzidło.  Potrafię jednak uznawać ową trójcę jako bardzo użyteczną alegorię.

A jak to jest z tym uważaniem się za chrześcijanina bez dogmatów, to wyjaśniłem w dwóch artykułach, "Gnostyk i chrześcijanin" oraz "Gnostyk i chrześcijanin, cz2 - tym razem polemicznie", który ma także długie przypisy "Gnostyk i chrześcijanin, cz2". Wszystkie one są zamieszczone w tym Serwisie. jedną z przyczyn ich napisania było to, że wielokrotnie byłem zapytywany dlaczego uważam się za chrześcijanina. Jak zauważysz, pierwszy z tamtych artykułów nawet zadedykowałem pewnej Użytkowniczce, która również zadała mi to pytanie.

Piszesz, że nie szukasz tego, co kościół zabrania. otóż nie zabrania. Kościół nie zabrania swoim członkom czytania litaratury "heretyckieję, buddyjskiej czy żydowskiej. A czy zabrania samej reinkarnacji (t.j. wiary w nią), to jak już wspomniałem wyżej, hierarchia tego kościoła sama nie jest pewna, czy potępiła reinkarnację czy nie. jeden ksiądz uważa, że tak, a kardynał, że nie... Hierarchia co najwyżej ogranicza sią do ataków na reinkarnacjonizm (na buddyzm też, jeśli przeczytasz odpowiednie pasaże w "Encyklopedii Katolickiej", ale nie twierdzi, że jej wyznawcy będą "na wieki potępieni" dlatego, że tak wierzą.

Co do karania Zydów za odstępstwa od wiary, to zupełnie nie tak. Niewolą byli hebrajczycy "karani" nie dlatego, że wierzyli tak czy inaczej, ale dlatego, że byli słabsi od Egipcjan, Babilończyków i Asyryjczyków. Od Rzymian też. Rzym był, jak na owe czasy, mocarstwem tolerancyjnym. Nie wtrącał się do religii Zydów i mieli oni w Imperium swoje własne wasalne państwo. Ucierpieli dopiero, gdy się przeciw Imperium zbuntowali. Wtedy to największy żydowski historyk starożytny, Józef Flawiusz, przeszedł na stroną Rzymu. Uznał on, że w tym wypadku Bóg stanął po stronie Rzymu...

Ale jeśli uwżasz dalej, że cierpienia Zydów były rezultatem ich win i stanowiły karę za "odstępstwa", to jak myślisz: jakie to "winy" Zydów zostały przez Boga "ukarane" Hitlerem i Holokaustem? ja nie potrafią się takowych doszukać, które byłyby "godne" aż takiego "gniewu bożego". Acha: ostrzegam tu przed odpowiedzią typu: "to nie Bóg, to szatan spowodował". Bo szatan jest słabszy od Boga, więc gdyby nawet on tu "zadziałał", to byłoby to możliwe tylko jako "dopust boży". Tak jak biblijne działania faraona, którego akcje przeciw ńydom spowodował Yahwe (tak pisze w ST!).

Przestrzegam przed zbyt dosłownym interpretowaniem Biblii...

Cheers!!!

Post Scriptum: to jedyny raz, gdy czynię wyjątek (specjalnie dla Ciebie) odpowiadając na pytania niezwiązane z reinkarnacją. Bo już na wstępie artykułu obiecałem, że ograniczę się tu tylko do reinkarnacji i ataków na nią. Nie chciałbym robić "z gęby cholewy". jeżeli masz pytania odnośnie innych kwestii miż reinkarnacja, to bardzo bym jednak prosił, by je stawiać pod tekstami, które tych innych kwestii dotyczą

 
Reinkarnacja - czyli: jest jeszcze lepiej, Panowie!
Łukasz T wto, 5 gru 2006, 21:37:29

Można śmiało stwierdzić, że nie ma żadnych biblijnych podstaw dla przyjęcia reinkarnacji. Twierdzenia, jakoby wielu Ojców pierwotnego Kościoła było wyznawcami reinkarnacji oraz, że Kościół reinkarnację odrzucił i potępił dopiero na trzecim ekumenicznym soborze w Konstantynopolu (563) są także pozbawione wszelkich poważnych danych historycznych. W licznych fragmentach biblijnych reinkarnacja została jasno i otwarcie potępiona, przeciwko tym wierzeniom występowali Ojcowie Kościoła, ukazując je jako cudaczne i absurdalne (Argumenty biblijne i Ojców Kościoła zostały wspaniale przedstawione w: ks. Andrzej Zwoliński, W kołowrocie istnień, Kraków 1995, s. 35-49). Ludzie umierają tylko raz, poczym odbywa się nad nimi sąd (Hbr 9, 27-28) – sąd odbywa się zatem po jednym życiu, a nie po licznych kolejnych wcieleniach (Łk 16,19n.; Dz 7, 59).

Bardziej niż "zabrania" mogłem napisać "ostrzega", ponieważ spójrz, że przed czym Kościół ostrzegał lub odrzucił, to nie zbyle powodu, a którzy ludzie to czynili, bądź oglądali to sam napewno wiesz jakie potem mają "dylematy wiary". W Piśmie świętym nie ma żadnej mowy o reinkarnacji, a jest mowa o tym, że człowiek raz żyje, a potem będzie sądzony (Hbr 9, 27-28).

Ja rozumiem czytając Pismo Święte, że po grzechu pierwotnym ludzie trafiali do Szeolu ( a, że mowa o Szeolu jest tak częsta, więc wiara w reinkarnacjie też jest tu zupełnie wykluczona)( ludzie prawi właśnie liczyli, że nadejdą czasy, że ci co czynili sprawiedliwość nie będą trafiali razem z nieprawymi do Szeolu), a po Zmarwychwstaniu Pan Jezus nadał sens życiu przez szanse na życie wieczne w niebie, dla tych którzy w Niego wierzą, kochają, postępują sprawiedliwie...

Jeśli chodzi o wojny to są one wywołane przez grzechy ludzi i odejście ich od Boga. Bo tak jak kiedyś prorocy ostrzegali, że jeśli się Izrael nie nawróci będzie wojna, tak też teraz przez Objawinia jesteśmy ostrzeganie przed wojną( Jeśli chodzi o wojne światową - uprzedziło je objawinie w Fatimie,  że jeśli się ludzie nie nawrócą i cały świat nie będzie poświęcony Niepokalanemu Sercu Maryi to nadejdą wojny i poszczególne kraje będą popełniać błędy rosji- homoseksualizm, itd., a owocem nawrócenia najlepszym przykładem jest Niniwa, która gdy się nawróciła, Bóg odwołał to, co głosił Jonasz.

---
Łukasz T

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,641 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń