Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Kościół broni arcybiskupa Wielgusa

Stolica Apostolska decydując o nominacji nowego arcybiskupa metropolity warszawskiego wzięła pod uwagę wszystkie okoliczności jego życia, wśród nich także te dotyczące jego przeszłości – czytamy w oświadczeniu watykańskiego biura prasowego. Komunikat z dnia 21 grudnia potwierdza, że Ojciec Święty darzy abp. Stanisława Wielgusa pełnym zaufaniem i z całą świadomością powierzył mu misję pasterza archidiecezji warszawskiej.

- Jako kapłani diecezji płockiej pragniemy wyrazić stanowczy protest przeciwko publikacji zawartej w tygodniku "Gazeta Polska" – piszą w liście otwartym kapłani diecezji płockiej.

Płoccy kapłani wystosowali protest przeciwko publikacji "Gazety Polskiej", oskarżającej abp. Stanisława Wielgusa o współpracę ze służbami specjalnymi PRL W wydaniu z 20 grudnia 2006 r. pismo to zamieściło artykuł "Tajna historia metropolity", sugerujący jakoby Arcybiskup Stanisław Wielgus był tajnym i świadomym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa w okresie PRL – informuje KAI.

„Tekst podpisany przez Katarzynę Hejke i Przemysława Harczuka oceniamy jednoznacznie jako nierzetelny i niedopuszczalny z etycznego punktu widzenia. W artykule brak jest bowiem odwołania do jakichkolwiek faktów i dokumentów. Poziom ogólności sformułowań, a nadto używanie znanych stwierdzeń "nasi informatorzy", czy "jeden z watykańskich duchownych" to czytelne znaki, że pismo nie opiera się na faktach, lecz publikuje insynuacje. Wskazywanie winnych i oskarżanie bez podania jakichkolwiek dowodów wpisuje się w mechanizmy działania SB z epoki głębokiego komunizmu.

Artykuł zawiera treści nieprawdziwe. Należy do nich m.in. informacja jakoby Ksiądz Arcybiskup "od kilku tygodni" był przeciwnikiem lustracji w Kościele. Pragniemy podkreślić, że Ksiądz Arcybiskup nigdy nie zmienił swych poglądów na temat dokonywanej metodą ahistoryczną lustracji.

Za haniebny i odrażający uważamy komentarz Katarzyny Hejke, w którym insynuuje ona analogię pomiędzy postawą Judasza a rzekomą działalnością nowego Metropolity Warszawskiego.

Cały artykuł świadczy o niskim poziomie warsztatu dziennikarskiego redaktorów "Gazety Polskiej", tym bardziej, że przedstawiony jest jako działanie dla dobra Kościoła. Przypomina on czasy komunizmu, kiedy to walczono z Kościołem i jego hierarchią "dla dobra wierzących" – piszą kapłani diecezji płockiej.

Komentarz

Gazeta Polska nie mogła lepiej pogrążyć zwolenników lustracji. Oddała im niedźwiedzią przysługę. Nie wchodząc w posiadanie IPN-owskich materiałów zaistniała w nurcie lustracji ahistorycznej i amoralnej.

Mało tego, burzyła proporcje między katami i ofiarami. Kościół i duchowni byli kategorią przeznaczoną do zniszczenia w pierwszym rzędzie. - W pierwszym rzędzie należy się zająć „ubekami” i zbrodniczym systemem, a nie ofiarą – zaznaczył episkopat kilka miesięcy temu. Od medium prawicowego Kościół mógł się spodziewać poszanowania swojego apelu i swojej natury. Przecież Kościół ma swoje sądy dla duchownych, swoje procedury i oceny moralne. Czemu dziennikarze chcieli wyręczyć biskupów w ich obowiązkach? Rzecz dotyczy także autonomii Stolicy Apostolskiej w nominowaniu biskupów. Sprawy więc zaszły bardzo daleko.

W szeregu artykułów, podążających za głównymi wątkami tekstu Hojeckiej nie prezentowano wystarczająco jasno stanowiska ojca świętego i polskich biskupów. Za to ewidentnie przejaskrawiano wątek rzekomej współpracy arcybiskupa Wielgusa. Czytelnik mógł odnieść wrażenie, że za służbami PRL stoi sam Kościół. Arcybiskup Wielgus miałby destrukcyjnie wpływać na instytucję, którą tworzył.


Dramatem jest – w przypadku dziennikarzy otwarcie przyznających się do katolicyzmu – ocierająca się o laicką interpretacja Kościoła i wydarzeń kościelnych, gdyż Kościół jest wtedy postrzegany z zewnątrz, z pominięciem swojej natury. Obiektywizm takiej publicystyki jest więc pozorny, na wzór wrogiej separacji państwa od Kościoła w państwie bolszewickim albo republice francuskiej. Jeszcze gorzej się dzieje, gdy korporacje prasowe tłumaczą tę wrogą separację dziennikarskim profesjonalizmem. Takie tłumaczenie zakrawa na hipokryzję skrywającą łamanie podstawowych zasad etyki dziennikarskiej.

Oddzielanie inspiracji chrześcijańskiej w życiu zawodowym, w tym w publicystyce uprawianej przez katolików, prowadzi do takich sam absurdów jak radykalne rozumienie laickiego charakteru państwa.

Kościół wie, co to jest etyka zawodowa i doświadczył wielu szkód i krzywd z powodu dziennikarskiej nonszalancji, która sugestywnie i uparcie promowała go jako dzieło zboczeńców i wsteczników. Tylko gdy ktoś patrzy na Kościół z zewnątrz, to częściej myśli o pedofilach i współpracownikach, niż o świętych, którzy Kościół faktycznie budują i rozszerzają.

Przydałby się dokument episkopatu porządkujący pojęcia i zasady etyczne pracy dziennikarskiej. Bo kim jest publicysta-katolik a kim publicysta katolicki, czemu duchowni udzielają swoich wywiadów w gazecie, która zamieszcza je obok roznegliżowanych kobiet albo tekstów ewidentnie zwalczających nauczanie moralne Kościoła. Czym wreszcie różni się krytyka Kościoła wyalienowana z jego oglądu samego siebie, a więc filaru eklezjalno-chrystologicznego od przekazu, w którym honorowane są proporcje między dziejącym się w nim złem a dobrem.



Kościół broni arcybiskupa Wielgusa | 12 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Kościół broni arcybiskupa Wielgusa
montsegur śro, 27 gru 2006, 09:44:26

Albo abp Wielgus nie jest winien zarzucanych mu czynów, a wtedy nieważne która gazeta stawia mu zarzuty, są one wtedy nic nie warte, a arcybiskup może bez przeskód wykonywać swoją posługę i powinności; albo jest winien, a wtedy co ma do tego natura Kościoła oraz chrystologia?
Czy chrystologia sprawia, że obwiniany staje się mniej winny czy bardziej winny?
Czy o prawdziwości stawianych zarzutów świadczy to w jakiej gazecie ukazuje sią tekst ich dotyczący?
Czy umieszczenie takiego tekstu w gazecie świeckiej świadczy o nieprawdziwości zarzutów?
Czy umieszczenie takiego tekstu w gazecie kościelnej świadczy o prawdziwości zarzutów?
Czy umieszczenie takiego tekstu obok innych tekstów (nawet z "roznegliżowanymi kobietami") pomniejsza prawdziwość zawartych w nim informacji?
Czy o prawdziwości zarzutów decyduje nie ich charakter, ale zdjącie "roznegliżowanej kobiety" w tekście obok?
Czy "Gazeta Polska" lubuje się w "roznegliżowanych kobietach"?
Czy istnienie kościelnych sądów, kościelnych procedur i kościelnych ocen moralnych zwalnia od odpowiedzialności cywilnej i ogólnospołecznej?
Czy nieprawdą (w związku z powyższym pytaniem) jest, że wiele zła działo się i dzieje w kościele właśnie dlatego, że próbowano uwolniś winnych od odpowiedzialności cywilnej poprzez osłanianie ich tezą o "wewnętrznym" i "kościelnym" charakterze załatwiania sprawy?
Czy warażenie poparcia oraz zaufania osobie kościelnej przez episkopat lub osobiście przez papieża "załatwia" całą sprawę, eliminując jakiekolwiek wątpliwości?

Cheers!!!

 
Kościół broni arcybiskupa Wielgusa
Jer śro, 27 gru 2006, 10:12:08

"krytyka Kościoła wyalienowana z jego oglądu samego siebie, a więc filaru eklezjalno-chrystologicznego"

A coż to jest, na wielkiego Manitou???? W jakim to języku????

Nie można było po polsku zamiast jechać taką nowomową??? Czy nie można mówić/pisać o Kościele bez "dialogowania w przestrzeni" albo powyzszego "wyalienowania z oglądu, a więc filaru"???

 

 
Kościół broni arcybiskupa Wielgusa
Jacek2 czw, 28 gru 2006, 00:41:43

Walka o inwestyturę ciągnęła się kilka wieków. Wyciągnięto z niej poważny współcześnie wniosek, że w kwestiach dyscypliny kościelnej Kościół pozostaje autonomiczny, w kwestiach zbrodni podlegających kodeksowi karnemu, czy odpowiedzialności cywilnej duchowni odpowiadają przed sądami świeckimi.

Nie penalizowano jak na razie działalności agenturalnej, zatem duchowni, którzy współpracowali z aparatem bezpieczeństwa ponoszą formalną odpowiedzialność wyłącznie przed swoimi zwierzchnikami. Tak skwapliwie używane porównanie z pedofilami jest nietrafione. Aspekt moralny takiej współpracy jest wnikliwie przez Kościół podejmowany. Że przyjęto kryteria takiej oceny rozmijające się z oczekiwaniami jakiejś części środowisk dziennikarskich to inna rzecz. Jestem za kościelną wersją rozliczenia takich duchownych. Jest ona subtelniejsza w ocenie moralnej, bardziej zrównoważona, zgodna z naturą Kościoła i metodologią historyczną. A nade wszystko dystansuje się do wrzawy medialnej. Gdyby ludzkie sumienia podlegały grze medialnej to narażałoby kościół na manipulację przez dziennikarzy. Sprawa agentów to sprawa ich sumień i zadośćuczynienia – przede wszystkim. A w tej sprawie głównym poszkodowanym był kościół. Nie widzę powodu, żeby dziennikarze wyręczali Kościół w jego rozliczeniach z agentami w koloratkach.

Podtrzymuję swoją negatywną ocenę poziomu działalności dziennikarskiej w kwestii lustracji. Dziennikarz – katolik nie powinien oddzielać inspiracji chrześcijańskiej od działalności zawodowej, nie powinien firmować mediów szerzących immoralizm, nie powinien też lekceważyć natury kościoła, której rozumienie powinien przybliżać raczej niż zniekształcać, jak się wielu dziennikarzom zdarzało w ferworze publicystki sensacyjnej. Nie są to wymogi tak wysokie, żeby można ich zaniechać.

Pan stawia tezę, że nic to do prawdy o lustrowanych nie ma. Otóż ma. Jeśli krytyka dziennikarska jest niespójna moralnie (oskarżanie bez dowodów, legitymizowanie treści niezgodnych z ludzką godnością) to jest zarazem niewiarygodna. Trudno wierzyć dziennikarzom, którzy są stronniczy w ocenie Kościoła, albo zniekształcają jego obraz. A czymże innym  było pominięcie postulowanej przez episkopat kolejności: najpierw zanalizujmy system i rozliczmy jego twórców.

Uważam, że główną osią, po której ślizga się krytyka lustrujących i obrona lustrowanych w Kościele jest natura Kościoła. Nazwałem ją filarem eklezjologiczno-chrystologicznym. Nie znajduję bardziej trafnego określenia.

To wszystko sprawia, że opinia tej części mediów nie była ani wiarygodna ani obiektywna. Faktów na temat Wielgusa nie dostarczono nam, a powinno się rozmawiać o faktach nie o domniemaniach. Pańskie „czy” traci więc swój sens.

 
Kościół broni arcybiskupa Wielgusa
montsegur pią, 29 gru 2006, 05:05:39

Przede wszystkim dziennikarze nie “wyręczają” kościoła w jego rozliczeniach z “agentami w koloratkach”. Dowodu na to dostarczył Pan sam, powołując się na wewnątrzne regulacje kościelne. One same w sobie zadają kłam tezom o „wyręczaniu”.

Zamiast udzielić odpowiedzi na bodaj jedno z moich 10 „czy”, próbował Pan jedynie zbyć je twierdzeniem, że „tracą sens”. Dlaczego „tracą”? I które z nich „traci”? Próbuje Pan zasugerować, że sens ma „kościelna wersja” lustracji, zupełnie tak, jakby wykluczała ona jakąkolwiek inną. Wobec tego zadam Panu kolejne pytania z serii „czy...”:
Czy stosowanie wewnętrznych procedur kościelnych musi wykluczać konkretną odpowiedzialność społeczną oraz prawną?

Czy procedury wewnętrzne kościoła oraz prawne nie mogą być stosowane równocześnie? Wiadomo, że nie tylko kościół, ale szereg innych instytucji publicznych (o ile nie wręcz wszystkie instytucje...) posiada swoje wewnętrzne kodeksy postępowania oraz wewnętrzny system nagan i kar za niemoralne, aspołeczne i nieprawne czyny swoich członków.

Czy w związku z tym fakt przynależności do kościoła lub jakiejkolwiek innej instytucji zwalnia kogokolwiek od odpowiedzialności społecznej i prawnej tylko dlatego, że ten ktoś jest już przedmiotem wewnętrznego postępowania w swojej organizacji?

Czy prawo oraz odpowiedzialność społeczna są już tylko i wyłącznie dla tych winowajców, którzy nie są członkami żadnych instytucji?


Właściwie spośród moich pytań ustosunkwał się Pan jedynie do kwestii zła w kościele. I to też w zaskakujący sposób:

„Tak skwapliwie używane porównanie z pedofilami jest nietrafione.”

Ja nie pisałem o pedofilach, a jedynie ogólnie na temat zła w kościele. Zresztą też nawet nie wyjaśnił Pan dlaczego akurat porównanie tego rodzaju jest „nietrafione”. Ograniczyą się Pan jedynie do takiego stwierdzenia, bez jednak wyjaśnienia jakichkolwiek powodów. Ale rozumiem, dlaczego Pan odniósł się akurat do pedofilii (a wdomyśle zapewne w ogóle do skandali seksualnych, bo nie chodzi jedynie o samą pedofilię...): ona jest najczęściej powodem skandali w kościele katolickim i w samych tylko USA konieczność wypłacania odszkodowań osobom pokrzywdzonym spowodowała bankructwo co najmniej 2 tamtejszych całych diecezji... Tak nawiasem: nie byłoby tych odszkodowań (ani, jak mniemać można, owych bankructw...) gdyby ofiary stosowały sią skwapliwie do proponowanego przez hierarchię „niewynoszenia brudów kościoła poza kościół”, która to zasada w przeszłości owocowała głównie przenoszeniem bezkarnych duchownych po prostu do parafii w innych diecezjach, w których nie byli nikomu znani... Również nie byłoby tego „trzęsienia ziemi”, gdyby katoliccy dziennikarze równie skwapliwie ograniczali się do grzecznego pisania (i tylko tego, na co by im pozwolono...) w oficjalnych pismach kościoła, zamiast „firmowania” obcych kościołowi mediów (a jeśli takie media były jedynymi, które chciały ich materiał publikować, bo, bo te „własne” nie były takie skłonne do otwartego dyskutowania pewnych spraw? Do kogo ma Pan właściwie prentensję, panie Jacku? Do ludzi, którzy jedynie poza oficjalnymi kanałami kościelnymi mieli okazję mówić o tym, co dzieje się wewnątrz kościoła? A do tych ofijalnych „kanałów” tp pretensji mieć „nie łaska”?). Już nawet zatem to jedno odniesienie pokazuje czym kończy się jednostronne „załatwianie” spraw jedynie zgodnie z wewnętrznymi rozwiązaniami. Pokazuje to także, już w szerszym kontekście, zawodność (jeśli nie wręcz manipulatywność) stanowiska typu: „albo nasza wersja lustracji – albo żadna!”

Nie próbujmy tu „wykręcać się” kwestia miarodajności doniesień prasowych. To, że prasa donosi wiele bzdur nie może stać się pretekstem do ucieczki od lustracji. Już na wstępie pierwszego komentarza zaznaczyłem, że jeśli doniesienia są nieprawdziwe, to nie mogą one mieś wpływu na prawo do wykonywania powinności kościelnych przez obwinianego hierarchę. I tutaj dochodzimy do kolejnej kwestii, do której Pan sę ustosunkował, a mianowicie do „prawdy o lustrowanych”.

Istotnie, mogę jedynie potwierdzić swoje stanowisko, którego zasadności Pan nie był w stanie podważyć: albo dziennikarz pisze prawdę, albo nieprawdę, albo pół- lub ćwierć-prawdę. I wtedy nie ma znaczenia czy ta cała prawda lub jej pół albi ćwierć ukazuje się w pismach kościelnych czy pozakościelnych (tu jeszce raz zadam, tylko w nico zmienionej formie, dostosowanej do stwierdzenia zawartego w Pańskim ostatnim komentarzu: Czy „gazeta Polska” jest gazetą firmującąc immoralizm? Poprzednio spytałem czy lubuje się ona w roznegliżowanych kobietach, bo w artykule użył Pan takiego sformułowania). Kwestia bowiem stronniczości nie jest przypadłością jedynie środowisk pozakościelnych czy nawet antykościelnych albo tylko antyhierarchicznych. Prokościelnych bowiem i prohierarchicznych również. Dziennikarz kościelny (w tym także katolicki) może być dokładnie tak samo stronniczy, co i jego oponent. Tyle, że „na odwrót”. Ci, którzy chcieliby zamknąć całą sprawę jedynie „na podwórku” kościoła, są tak samo stronniczy co i ci, których Pan skrytykował.

Uwagi te powstają na tle szerszej dyskusji o „konieczności zmiany prawa prasowego”. Teraz proponuje się takie zmiany, ale cel tych zmian jest już tylko albo źle skrywany, albo w ogóle nieskrywany. Tu odejdę na moment od tła obecnej sprawy lub w ogóle od kościoła. Mamy co prawda nawoływania ze strony kościoła, by ludzie „nie kupowali” pewnych gazet. Politycy (niektórzy) popisali się nawoływaniem „do zamknięcia niektórych gazet” (przynajmniej czasowego. Na co z kolei red. Naczelny pewnej bardzo znanej a politycznej gazety wezwał do „zamknięcia niektórych klubów poselskich” (trzeba przyznać, że istotnie co myśl, to „lepsza”...). Cele zatem są jasno określone. Trudno postawić je jaśniej.

Obawiam sią osobiście, że celem tej tak nagłej „troski” nie jest wcale ani dobro dziennikarstwa ani społeczeństwa ani nawet konkretnych jednostek ludzkich. Wygląda raczej na to, że chodzi o próbę wykorzystania wrzawy dla wprowadzenia z powrotem, niejako „kuchennym wejściem”, „wykopanej” oficjalnie paręnaście lat temu cenzury... I to z powodów jak najbardziej politycznych, a nie moralnych, już nie mówiąc o „chrystologicznych” czy innych. Nie łudźmy się, że stare praktyki „zmiatania skandali pod dywan” lepiej służą „wierze kościoła”.

 

Cheers!!!

 
Kościół broni arcybiskupa Wielgusa
Stanley pią, 29 gru 2006, 14:54:51
Kościół broni swego - i co w tym nadzwyczajnego? Wiadomo przecież, że kruk krukowi .... bratem :)

---
- Maranatha! Przyjdź Panie Jezu!
- "Przyjdę niebawem, a moja zapłata jest ze mną"
 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń