Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Rzymska kłótnia o gejów

Zaczęło się niewinnie - od kurtuazyjnej wizyty pewnego purpurata u włoskiej pani minister do spraw rodziny. Obywatele Watykanu dowiedzieli się, że rząd Prodiego podziela ich troskę o kondycję włoskich rodzin, ale inaczej niż Watykan widzi prawną sytuację konkubinatów – nieformalnych związków. Pani minister – na każdym kroku podkreślająca swoje przywiązanie do wiary katolickiej i pobożność – zaszokowała kardynała jeszcze jednym twierdzeniem. Dla niej i dla rządu Prodiego konkubinaty to związek dwojga ludzi bez względu na płeć. Tego dla przedstawiciela Watykanu było już za dużo.

Rozpoczęła się na dobre akcja przekonywania Włochów do swoich racji. Rząd liczy, że bez trudu uda mu się przeforsować rozwiązania, które współczesna demokracja awansowała do praw człowieka. Odwołanie się do laickiego humanizmu stanęło u podstaw zmian, jakie kilka lat temu wprowadził rząd Zapatero w Hiszpanii. Sytuacja Prodiego jest trochę inna. Jego zaplecze polityczne jest mocno podzielone. Ma też pod swoim bokiem niezwykłego przeciwnika – papieża Benedykta, który porywa tłumy i budzi ludzkie umysły z letargu, w jaki wprawia je popkultura. Czy uda się papieżowi zablokować zapowiadane przez włoską lewicę zmiany?

Sprzeciw Kościoła to nie manichejska histeria. Ustępstwo w sprawie partnerstwa dla gejów oprócz przyzwolenia na zmianę mentalności społecznej byłoby mimowolnym wyrazem poparcia dla wewnętrznej logiki rządzącej takimi zmianami. Jeśli uznać partnerstwo gejów za pozytywny przejaw życia społecznego, to negacja prawa do adopcji dzieci przez pary homoseksualne byłaby wyrazem jakiejś schizofrenii. Dobrze sobie zdają sprawę z efektu małych kroków, tak dzielnie wspierani przez ekspertów od wpływu społecznego, liderzy ruchów gejowskich. Zasada: jeden przywilej dla homoseksualistów to wszystkie przywileje (chcemy być spójni w swoim myśleniu i zachowaniu) ma też swoją tragiczną odwrotność. Jeden przywilej dla homoseksualistów to mniej uprzywilejowana pozycja małżeństwa i rodziny. Najpierw mentalnie, potem realnie. Naiwna wiara, że przywilej homoseksualistów to element mozaiki kulturowej ustępuje realiom: neutralność i równość może oznaczać panowanie jednej ideologii, bo neutralność światopoglądowa jest także światopoglądem. Rodzina i małżeństwo są zbyt kruchym materiałem by przetrwać wyścig na lobbing i techniki oddziaływania społecznego, w czym doskonale radzą sobie organizacje gejowskie.

Aż siedem procent nastolatków w Ameryce uważa się za homoseksualistów. To przynajmniej dwa razy więcej niż w poprzednim pokoleniu - alarmuje Rzeczpospolita. - Promocja zachowań homoseksualnych w amerykańskiej kulturze z pewnością przyczynia się do zasadniczego zwiększenia liczby gejów w amerykańskich szkołach – przyznaje profesor Stephen Russell, profesor socjologii na University of Arizona. - Dziś większość homoseksualistów deklaruje swoje preferencje już w wieku 13 - 15 lat, a nawet wcześniej. W telewizji widzą sławnych polityków, aktorów, piosenkarzy, którzy są gejami. W Internecie mogą znaleźć stowarzyszenia gejowskie. Dochodzą więc do wniosku, że nie trzeba się swoich skłonności wstydzić - uważa Russel. (Jaki absurd, nie skontrowany przez redakcję Rz-j, kryje się w tej wypowiedzi? Trudno mówić o wykształconych preferencjach seksualnych w wieku, w którym się dopiero one kształtują. Spośród wielu bodźców młodzież dobiera te, które są zgodne z jej płcią – jest to jeden z ważniejszych kulturowych mechanizmów wykształcania się orientacji. Zatem wpływ popkultury na zachowania młodzieży należałoby traktować jako ingerencję w procesy tożsamościowe, a nie jako ich zwieńczenie. Z depeszy Rz-j możemy raczej wnioskować, że tożsamość seksualna to kwestia wyboru – nie nadania.)

Prodi przekonuje: nie chcemy małżeństw homoseksualnych, lecz rozjaśnienia sytuacji prawnych ludzi, którzy chcą żyć razem. Watykan odpowiada: to podważa pryncypialne znaczenie rodziny. Rodzina oparta na małżeństwie jest dobrem człowieka. I daje do zrozumienia, że oczekiwana przez Włochów współpraca państwa i Kościoła oprze się tylko o tradycyjne znaczenie małżeństwa.

"Nie mogę nie wyrazić mego zaniepokojenia - powiedział Benedykt XVI przemawiając do zgromadzonych kardynałów kurii rzymskiej - tworzeniem nowych form prawnych, które relatywizują związek małżeński, ponieważ rezygnacja z definitywnego ustanowienia związku otrzymuje na tej drodze sankcję prawną".

I dodał: "wiele z tych par wybrało taką drogę, ponieważ przynajmniej na razie nie czują się na siłach zaakceptować prawnie uregulowanego i wiążącego związku małżeńskiego". "Dlatego - wolą pozostać jako pary de facto". Tymczasem - podkreślił papież - słowo "tak" wypowiadane w momencie zawierania związku "powinno być na całe życie".

Kościół wychodzi z założenia, że kto chce praw, powinien wziąć na siebie zobowiązania, czyli zawrzeć związek małżeński. Prawo do wspólnego opodatkowania i dziedziczenia oraz szereg przywilejów małżeńskich niebezzasadnie wyróżnia rodzinę. Podjęcie trwałych zobowiązań jest solidnym fundamentem pod wychowanie dzieci, a tych homoseksualiści nie mogą dać społeczeństwu.

"Czy trzeba podejmować nowe działania prawne, by spełniać czyjeś kaprysy?" - zapytał kardynał Trujillo w wywiadzie, opublikowanym przez dziennik "Corriere della Sera". Zdaniem kardynała, "osoby żyjące w konkubinacie nie zobowiązują się do niczego, nawet do trwania ich związku przez jeden dzień i nie mają żadnych zobowiązań wobec dzieci oraz społeczeństwa, ale proszą o prawa".

Od zdania do zdania i Włochy stały się świadkiem ostrego sporu cywilizacyjnego.

"Wykorzenienie rodziny to priorytet włoskiej polityki. To bezsensowna batalia" - napisał "L’Osservatore Romano", oficjalny dziennik Stolicy Apostolskiej. Według gazety, projekt ustawy o wolnych związkach dowodzi "hipokryzji inicjatyw, których celem jest wyłącznie legalizacja alternatywnej formy rodziny".

"Mówi się wciąż o tym, że rodzina będzie tylko jedna, tradycyjna, że nikt nie chce narazić jej na niebezpieczeństwo. To same kłamstwa" - twierdzi "L’Osservatore Romano". Watykańska gazeta nazywa najnowszy pomysł rządu "przejawem braku szacunku dla rodziny, a także pogardą dla inteligencji ludzi".

Do ataku przystąpiła też prawicowa opozycja, która obawia się, że projekt ustawy o wolnych związkach to pierwszy krok w kierunku uznania we Włoszech małżeństw homoseksualnych. "Premier Prodi celowo rozpętał dyskusję w tej sprawie przed Bożym Narodzeniem, które jest świętem rodziny. W ten sposób spoliczkował Kościół i chrześcijaństwo" - oświadczył lider separatystycznej Ligi Północnej Umberto Bossi na łamach dziennika „La Repubblica”.

Sytuację zaostrza dosyć obcesowe zachowanie działaczy homoseksualnych. Męczennikiem sprawy homoseksualistów został jeden z nich: Alfredo Ormando, pisarz homoseksualista, który 13 stycznia 1998 r. dokonał samospalenia na placu św. Piotra na znak protestu przeciwko ingerencji hierarchii katolickiej w sprawy legalizacji wolnych związków osób tej samej płci. Watykan co jakiś czas staje się obiektem protestów homoseksualistów, mniej dramatycznych, ale zaciekłych i skandalicznych. Kryje się za nimi głęboki kompleks. Homoseksualiści bardziej padają ofiarą rozdźwięku miedzy naturą a osobą, niż zachowawczego stanowiska biskupów Rzymu. Po prostu człowiek nie może zmienić natury (choćby celowości ciała), a tego chcą przynajmniej niektórzy z nich.

W krajach Beneluxu i w Wielkiej Brytanii małżeństwa homoseksualistów to dawno rozstrzygnięty dylemat. Na ten czas toczy się tam dramatyczna batalia o prawo do tożsamości heteroseksualnej. Bo jeśli prawdą jest, że ta kształtuje się i zachowuje w dużym stopniu w oparciu o społeczne preferencje, to pluralizm zrównujący wszystkie orientacje może być dla małżeństw i osób heteroseksualnych śmiertelnym zagrożeniem.

Tożsamość heteroseksualna należy do tych nielicznych zjawisk, które dla przetrwania w nieskażonej postaci potrzebują istnieć w sieci społecznych powiązań jako jedyne właściwe i najlepsze. Znaczy się zgodne z powołaniem do komplementarności możliwej tylko dla kobiety i mężczyzny – i płodności (etyka katolicka wiąże ją ściśle z miłością – zrodzone z aktu dwojga ludzi dziecko jest aktem ich miłosnej ekstazy; bywa , że małżonkowie nie mogą mieć potomstwa - wystarczy, że są otwarci na dar życia).

Relatywizacja męskiej i kobiecej tożsamości niesie ze sobą ryzyko zachwiania fundamentami społecznymi: zastępowalnością pokoleń i warunkami sprzyjającymi wychowaniu potomstwa. Głównym poszkodowanym takiej polityki jest rodzina i dzieci – ostrzega Pasterz Rzymu. Heteroseksualne wzorce są fundamentalne dla osobowego spełnienia się młodych ludzi. Energia społeczna rozpraszająca system przywilejów, skupionych do tej pory wokół heteroseksualnej rodziny, działa więc na pograniczu destrukcji – uważają katoliccy hierarchowie.

W demokracji liberalnej nie ma na takie przekonania miejsca. Izba Lordów w Wielkiej Brytanii, nie zważając na połączony protest różnych religii, przegłosowała ustawę potępiającą stanowisko chrześcijan i wyznawców innych religii uznających homoseksualizm za grzech. Kto by nie chciał uznać równorzędności homoseksualizmu będzie odtąd karany. Prawo brytyjskie zrównało takie stanowisko z dyskryminacją na tle rasowym. Protestujący przeciw penalizacji przekonań na temat homoseksualizmu zwracają uwagę na praktyczne konsekwencje tej ustawy. Odmowa wynajęcia sali weselnej homoseksualistom lub oddania im dziecka do adopcji będzie karalne.

A gdy Prymas Cormac Murphy-O'Connor napisał list otwarty do premiera Tony'ego Blaira z apelem, by wyłączył katolickie domy dziecka z nowej ustawy Lord Charles Falconer, członek gabinetu Blaira odpowiedział mu: jeśli przyjmujemy, że nie powinniśmy dyskryminować homoseksualistów, nie możemy ustępować ludziom, którzy kierowani religijnymi bądź rasowymi przekonaniami mówią: my się z tym nie zgadzamy. „Ustępstwa wobec Kościoła nie powinny mieć miejsca.”

Zmiany prawne dedykowane homoseksualistom powstają także na skutek niszowego oporu wobec homoseksualizmu. Sami homoseksualiści - od Holandii poprzez Hiszpanię, Francję aż po GB - skarżą się na powierzchowność tolerancji, która jest traktowana przez społeczeństwo jako zadanie zlecone do odrobienia, ale nie została przyswojona głębiej niż zasługują na to hasła popkultury.

Theo i Gerard, homoseksualni partnerzy z Amsterdamu, mówią że Holendrzy w swoich domach i tak gadają, że „homo” są gorsi i przekazują to przeświadczenie swoim dzieciom, zwłaszcza synom w mniemaniu, że utwierdza to ich w męskiej tożsamości oraz obroni przed zadawaniem się z homoseksualistami. Wszyscy rodzice - niezależnie od narodowości i ustrojów politycznych, w których przyszło im żyć - życzą sobie synów, którzy założą normalne rodziny. Z zasady uważają oni, że homoseksualiści to niepełnowartościowi mężczyźni.

To ostatnie, niemożliwe do wykorzenienia, przekonanie rozsierdziło organizacje homoseksualne na Zachodzie zwłaszcza, że nieoględnie brzmi ono w ustach kibiców, wojskowych i mężczyzn zgromadzonych w formalnych i nieformalnych grupach. Geje nie zadają sobie jednak trudu, by się dowiedzieć, dlaczego mężczyźni potrzebują wyraźnych rozgraniczeń płciowych, nie rozmywanych przez homoseksualną stylistykę.

Brak rozgraniczenia na homofobię realną a pozorną rodzi dalsze napięcia. Za homofobię pozorną należałoby uznać potrzebę i konieczność podkreślenia swojej odrębności, ochrony swojej orientacji, waloryzowania jej i utwierdzenia się w niej.

Ukrytym dramatem społeczeństw zachodnich staje się coraz bardziej widoczna opozycja między ideologią wolnościową a społeczeństwem. Przedefiniowania społeczne osiągnęły swój kres w granicy postawionej przez samozachowawczy instynkt rodziny. Ideologom nie pozostaje już nic prócz przymusu.

Gejom nie potrzeba małżeństw czy partnerstwa, bo - jak zauważają prawnicy - to samo zyskują na drodze zwyczajowego postępowania cywilnego. Socjologowie widzą w proponowanych przez parlamenty przemianach sens w mentalnym dowartościowaniu homoseksualizmu. Geje chcieliby być tacy jak wszyscy. Lecz realnym małżeństwem - wartościowym dzięki komplementarności fizycznej i psychicznej małżonków otwartych na najbardziej doniosły dla cywilizacji cykl prokreacji – nigdy nie będą. Jest to po prostu niemożliwe. Cała akcja homoseksualistów drapujących się na małżonków jest więc jakąś farsą, tanim widowiskiem, z rzędu tych, do których przyzwyczaiły nas drag-queens. Społeczeństwo, którego najbardziej pozytywnym i twórczym modułem jest rodzina heteroseksualna zostaje poddane presji ustawowej, by zaakceptować niekorzystne dla siebie zmiany oraz wchłonąć groteskowe kłamstwo.

Hierarchia rzymskokatolicka we Włoszech zmuszona jest uzasadnić związek, jaki widzi pomiędzy relatywizacją rodziny i małżeństwa heteroseksualnego a dopuszczeniem homoseksualistów do przywilejów legitymizowanego przez państwo małżeństwa. Jeśli jej się to uda, wówczas stanowisko opinii publicznej może się obrócić przeciwko Prodiemu.

Kościół posiada niezwykle silny argument: nie ma lepszego środowiska do wychowania, niż rodzina składająca się z ojca i matki. Nawet w liberalnym Nowym Yorku sędziowie odmówili homoseksualistom adopcji dzieci powołując się na najnowsze badania, z których jednoznacznie wynika, że heteroseksualne wzorce relacjonowania się w rodzinie są niezastąpioną wartością dla dziecka. Pozbawienie ich dzieci z racji ideologicznej („homoseksualiści są równie świetnymi rodzicami”), to zupełnie co innego niż smutna konieczność wynikająca z choroby lub śmierci rodziców naturalnych. Pierwsza z tych sytuacji odcina dziecko od prawidłowego wzorca, druga pozostawia je otwartym na niego. Dziecko nosi w sobie niezastąpioną reprezentację ojca i matki – rodzice homoseksualni nie widzą potrzeby jej kultywowania.

Najbardziej ludzka z relacji: matka-dziecko właśnie mentalnie mogłaby być zepchnięta na dalszy plan. Głośny stał się postulat organizacji gejowskich, które zażądały uznania zwrotu mama i tato za homofobiczne. W miejsce obiecanej heterogeniczności społeczeństwu zaserwowana byłaby homogeniczność. Rodzina pozbawiona pierwiastka kobiecego to powód do bólu i narzekania. Homoseksualizm racjonalizuje odcięcie się od kobiety – nazywa to alternatywą. Dla chłopca, który w przyszłości będzie budował swoje związki z kobietami jest to dyskomfortowa sytuacja. Jak je ma budować, skoro odcięto go od relacji z matką.

„Mam dwóch ojców... Kto lepiej niż oni mógłby zastąpić mi matkę?” – śpiewa holenderski nastolatek w niemalże hymnie gejowskiej rodziny. Jakie może być społeczeństwo, w którym kobieta przestaje być jedynym i najważniejszym partnerem mężczyzny, zdjęta ze swego piedestału również jako matka?

Wątpliwości wokół praw gejów rosną lawinowo – wprost proporcjonalnie do skrótu jaki w tym temacie dokonują demokracje liberalne. Włoska hierarchia przeszła do ofensywy.

Ujawniono raport dotyczący sytuacji rodziny we Włoszech. Okazała się ona tragiczna. Młodzi ludzie nie chcą wstępować w związki małżeńskie… głównie z powodów ekonomicznych. Gdy sytuacja ekonomiczna „singli” jest kwitnąca, to sytuacja rodzin jest relatywnie dużo gorsza.

Według najnowszych danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny ISTAT w 2005 roku zawarto 250 tys. związków małżeńskich. W tym samym czasie, pół miliona par żyło w wolnych związkach. Z badań wynika, że w ciągu ostatniej dekady podwoiła się także liczba dzieci rodzących się poza małżeństwem. Według Francesco Bellettiego, dyrektora Międzynarodowego Centrum Studiów nad Rodziną dane te pokazują, że we Włoszech brakuje polityki prorodzinnej.

Powinniśmy zadać sobie na przykład pytanie, jak traktowane jest 180 tys. rodzin, które mają ponad czworo dzieci. Uderza w nie choćby brak odpowiedniej polityki fiskalnej chroniącej rodzinę. Coraz trudniej zakładać rodzinę, nie tylko dlatego, że młodzi boją się zobowiązań, ale również dlatego iż sytuacja jest bardzo niepewna: brak pracy, mieszkania, perspektyw na przyszłość. Należałoby w centrum postawić promocję rodziny, ułatwić start młodzieży. Nie trzeba pogłębiać istniejących trudności. "Konieczna jest pomoc w zdobyciu własnego mieszkania, czy też otrzymania wsparcia gdy na świat przychodzą kolejne dzieci. Potrzeba więc polityki, która rodzinę uczyni dobrem całego społeczeństwa" - twierdzi prof. Belletti.

„Rośnie liczba rozwodów, samotnego rodzicielstwa, narodzin nieślubnych dzieci, wolnych związków. Mamy również dostęp do statystyk ukazujących korelację między upadkiem rodziny a wskaźnikami społecznych patologii. Na przykład w domach prowadzonych tylko przez matki zanotowano trzy razy wyższy poziom ubóstwa niż w domach małżeństw, a prawdopodobieństwo pozostania w biedzie przez kolejne lata w domach samotnych matek jest osiem razy większe. Prawdopodobieństwo, iż młodzi mężczyźni wychowani w domu bez ojca trafią do więzienia, jest dwa razy większe niż w przypadku tych, którzy wychowali się w pełnych rodzinach (dla wychowywanych przez ojczymów jest trzy razy większe).”

Kościół raz jeszcze zwrócił uwagę rządu włoskiego na to, że fundamentem rodziny jest wspólnota małżeńska. Jako jedyna i niepodważalna, uprzywilejowana będzie się umacniać. Relatywizowana przez związki homoseksualne i odzierana z kolejnych przywilejów pod pretekstem równości zaniknie.

Debata we Włoszech przybiera pomyślny dla Kościoła przebieg. Kościół posiada we Włoszech silne media – głos biskupów jest słyszany. Kościół działa konsekwentnie i nie godzi się na żaden kompromis jeśli chodzi o prawa człowieka. Te racjonalnie sytuuje w szerszej perspektywie – ponad prawem pozytywnym. W wolnej debacie argumenty homoseksualistów nie przekonują obywateli. Tylko debata manipulowana, oparta o strategie peryferyczne (odwoływanie się do komunikatów emocjonalnych i rozpraszanie uwagi merytorycznej) daje im przewagę.

To nie tylko geje, ale twórcy olbrzymiej machiny propagandowej posługują się demagogią polityczną i kulturową, by sfabrykować kuriozalne struktury społeczne. Można ostatecznie udawać, że te skoordynowane działania o charakterze prawnym, medialnym i kulturowym zmierzające do przedefiniowania małżeństwa i rodziny to dzieło przypadku. Wszechogarniająca fikcja jest dla wielu bezpieczniejsza, niż zmagania w rzeczywistości. Zignorowanie autorów nad wyraz logicznego i konsekwentnie realizowanego planu jest tragicznym dowodem inercji społecznej i intelektualnej.

Bezrefleksyjna akceptacja sytuowania rodziny na dalszym, nie pierwszym planie jest dowodem zakłamania, strachu i braku przenikliwości.

Watykan prawie samotnie staje naprzeciw tej siły urabiającej ludzkie środowisko. Kto z tej konfrontacji wyjdzie zwycięsko? O tym może zdecydować milcząca większość ignorowana dotąd przez media – zwyczajni obywatele. Pod warunkiem, że będą świadomi, iż jest to konfrontacja dwóch rodzajów mesjanizmu, dwóch wizji człowieka.

Zachowanie języka adekwatnego do dramatu ludzkiego w naszych czasach szalejącej ideologii zdecyduje o ich epilogu, gdyż trudność nie polega na braku potencjału wśród zwolenników realistycznej, aliberalnej antropologii, lecz na pomieszaniu pojęć i braku współpracy wśród jej zwolenników. Nieobecność opisu tej zasadniczej różnicy sugeruje nieobecność dramatu. Stąd zajadły atak na język korespondujący z napięciem powstałym wokół zmagań o człowieka.

Jeśli język debaty na temat rodziny i homoseksualizmu będzie trafny wewnętrznie i zewnętrznie to jest nadzieja na odpór dany konstruktorom nowego ładu cywilizacyjnego, który niszczy godność ludzką. Z tym postulatem wiąże się wielkopostny apel Benedykta XVI, aby rozpoznać rany zadane godności ludzkiej.



Rzymska kłótnia o gejów | 55 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Rzymska kłótnia o gejów
mateuszwroc czw, 22 lut 2007, 21:13:05
Benedykt XVI powinien jasno ostrzec, że jeżeli dojdzie do zalegalizowania związków osób jednej płci, to rzuci ekskomunikę zarezerwowaną Stolicy Apostolskiej na osobę, która pełniąc pewą funckję państwową bezpośrednio przyczynia się do powstania tego prawa [członkowie rządu (rząd przyjmuje projekty ustaw), parlamentu będący "za" i "wstrzymujący się", oraz prezydenta, który taką ustawę podpisze (nikt mu nie odetnie ręki i nie użyje jej do podpisu)]. Ponadto mocą swojego najwyższego na Ziemi autorytetu i z powodu bycia Władcą Świata [por. słowa używane podczas koronacji tiarą (dzisiaj już nie ma tego obrzędu, ale papież ciągle z urzędu ma każdy z tytułów występujących w tej formule)] Ojciec Święty powinien orzec, że na mocy prawa naturalnego, które stoi ponad wszelkimi konstytucjami i deklaracjami praw człowieka, jakiekolwiek przepisy nadające prawa związkom osób tej samej płci nigdy nie był, nie są i nie będą ważne, a przywileje z nich uzyskane są bezprawne i  nikt nie ma prawa się ich domagać.

---
"Nikt nie może się zbawić, jeżeli nie trwa w łonie Kościoła katolickiego i w łączności z nim." Sobór Florencki

 
Rzymska kłótnia o gejów
broken pią, 23 lut 2007, 00:39:29
"Ideologom nie pozostaje już nic prócz przymusu."

hmm  to brzmi tak znajomo...
I bynajmniej to działa w obie strony,
tak jak nie nalezy zmuszac homoseksualistów  tak  i nie nalezy zmuszac ludzi do akceptacji
powinna byc tolerancja , homoseksualisci niech mają równe prawa do wolnosci i wierzący do  swoich przekonan ale nie powinni nikomu ich narzucac ani zmuszac

"
Homoseksualizm racjonalizuje odcięcie się od kobiety – nazywa to alternatywą."
A ja głupi myslałem ze homoseksualizm obejmuje tez lesbijki ale cóz człowiek uczy sie przez całe zycie

"Prawdopodobieństwo, iż młodzi mężczyźni wychowani w domu bez ojca trafią do więzienia, jest dwa razy większe niż w przypadku tych, którzy wychowali się w pełnych rodzinach (dla wychowywanych przez ojczymów jest trzy razy większe).”
Czyli nie chodzi tylko o obecnosc męzczyzny i kobiety w związku tylko korelacje wewnętrzne miedzy poszczegolnymi osobami w rodzinie

"Jeśli język debaty na temat rodziny i homoseksualizmu będzie trafny wewnętrznie i zewnętrznie to jest nadzieja na odpór dany konstruktorom nowego ładu cywilizacyjnego, który niszczy godność ludzką."
Jakoś nie widze niszczenia tej godnosci ludzkiej , dwoje dorosłych  ludzi chce wejdz w prawny związek  i dązą do szczescia i to ma byc niby przyczyna iż  tamte małzenstwa sie rozpadają? jakos nie widzi mi sie.Jezeli RODZINA BEDZIE SIE OPIERAC NA  WZAJEMNEJ MIłosci to nie sądze by miała sie rozpasc

NO ale to jest tylko moje subiektywne zdanie , mozna sie z tym niezgodzic  i nie widze nic w tym złego;]

---
-" Ja was nie dzielę, na dobrych i złych, niewierzących i wierzących katolików i wyznawców buddyzmu, "czarnych", "żółtych" czy " białych".

 
Rzymska kłótnia o gejów
GAIGER pią, 23 lut 2007, 13:11:08

Qvo Vadis wspólczesny świecie ? Myślę że tu wszystkie Kościoły Chreścijańskie, trzymające się nauki Chrystusa i Słowa Bożego powinny trzymać się stanowiska Pisma świętego, marrtwi mnie ze sa środowiska Protestanckie ktore dopuszczają homoseksualistów  do poslugi w Kościele i akceptują takie preferencje,m tojest chore - Biblia mówi że to grzech i ja z tym nie dyskujtuję. Myslę ze na tym polu KK i Kościoły Protestanckie mogą podjąć wspólne ekumeniczny wysiłki aby bronić prawdy i świętości rodziny, albo laicki świat żwycięży Kościół albo zjednoczeni chrezścijanie dadzą odpór systemowi który odrzuca wszystkie wartości chrzescijańskie !!

---
Umiemy już latać w powietrzu jak ptaki i pływać w wodzie jak ryby, ale nie znamy prostej sztuki życia razem jak bracia. autor: Martin Luther King

 
Rzymska kłótnia o gejów
czytelnik.1 sob, 24 lut 2007, 13:51:55
GAIGER  pisze że Kościół Katolicki powinien razem z protestantami przeciwstawic się w walce z grzechem. To chyba błąd gdyż wielu protestantów wbrew stanowisku Biblii popiera homoseksualizm, wyświęca pastorów gejów, lesbijki, udziela małżeństw homoseksualnych a nawet wspiera adopcje dzieci przez gejów lub lesbijki. Czy to jest jeszcze chrześcijaństwo ? Raczej zaprzeczenie chrześcijaństwa. Najlepszym sojusznikiem Kościoła Rzymsko-Katolickiego w walce z tą zarazą jest napewno Cerkiew Prawosławna. Tam jeszcze oprócz Koscioła Katolickiego mamy do czynienia z prawdziwym chrzescijaństwem. Tam póki co nie ma mowy o wspieraniu homoseksualizmu. Zdecydowanie się je zgodnie z Biblią potępia. Oczywiście istnieją pewne różnice miedzy Kosciołem Rzymsko-Katolickim a Cerkwią Prawosławną ale nie aż tak wielkie żeby nie można było się zjednoczyć razem w walce z zarazą homoseksualizmu i wrogami chrześcijaństwa. Cerkiew Prawosławna jest poprostu tak jak i Kościół Rzymsko-Katolicki chrześcijańska.
 
Rzymska kłótnia o gejów
GAIGER pon, 26 lut 2007, 15:16:13

albo świadomie Mateuszu przekręcasz albo nie rozumiesz mojej wypowiedzi. Mi nie chodzi o żadną wspołnpote ołtarza ani o jednośc we wszystkich poglądach, ale współprace m.in. w te własnie kwestii czyli przeciwdziałaniu nachalnej probmocji zachowań homoseksualnych i obracaniu kota ogonem (czyli nazywaniu związku homoseksualnego rodziną co ma obecnie miejsce). Wszystkie Koscioły bazujące na nauce Pana JEzusa i Pisma Świętego powinny wtrażnie przeciwstawiać  sie temu co promuja organizacje gejowskie i stacniewzruszenie na stanowisku że rodzina to tylko kobieta i mężczyzna. Albo uda nam się wspólnie odeprzec atak pewnych ideologii albo  laickie myslenie zdomuinue koscioły - a to już prosta droga na zatracenie !!

 

---
Umiemy już latać w powietrzu jak ptaki i pływać w wodzie jak ryby, ale nie znamy prostej sztuki życia razem jak bracia. autor: Martin Luther King

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,655 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń