Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Robert Krasowski i kulisy jego państwa neutralnego

Kierunek zaangażowania publicystów Dziennika w batalię o kształt polskiego życia społecznego, zwłaszcza w kontekście wartości etycznych, budzić może uzasadniony niepokój . Czy są to narodziny nowych postaci antyklerykalizmu? Tak jak kiedyś środowisko Michnika prezentowało się w grzecznych uśmiechach podeszłych wiekiem inteligentek, w spojrzeniu prosto w oczy bojowników o wolność tak teraz miły, centralnie zorientowany dziennikarz - Robert Krasowski - spogląda na katolickie społeczeństwo z perspektywy tego samego umiaru, kompetencji, dystansu i pogardy podszytej agresją. Może z tą różnicą, że nie ma tak pięknej karty solidarnościowej.



Redakcja Dziennika, pisma które krytykuje biskupów za moralny konserwatyzm, konstruuje naiwną i cyniczną eksplikację obiektywizmu. Gdy temperatura sporów eksponuje opinię publiczną na największe przemiany świadomości, Dziennik operuje obiektywizmem Kalego: do debaty dopuszcza tylko jedną stronę. Nietrudno odgadnąć którą. Robi to w imię prawa do własnego zdania. Czy nie będąc neutralne pismo może być bezstronne. Pewnie tak, gdyby nie fakt, że obok tekstu np. Marcina Króla nie pojawił się żaden traktujący o in vitro z odmiennej perspektywy.

Sporej części Polaków chodziło o szczery pluralizm i równowagę w prezentowaniu stanowisk bez ulegania pokusie kategorycznego przesądzania, kto ma w tym sporze rację.

Bo nie ma wystarczających powodów, dla których konserwatyzm nie miałby iść śladem republikanów stanowczo opowiadających się za całkowitą ochroną życia i nie tracących nadziei na taki zapis, a nie naśladować paru europejskich konserwatystów, którzy zawarli kompromisy moralne i są stawiani przez pismo Springera za wzór.

Media obniżają swoją rangę ilekroć inwestują w zbyt zmaterializowany projekt polityczny. Ich misja publiczna, służba prawdzie i społeczeństwu – warunkowana bezstronnością relacji staje wtedy pod znakiem zapytania, gdyż będziemy zastanawiać się w czyim interesie działa dziennikarz.

Na ile ze szkodą dla przekazu obrazu rzeczywistości Dziennik aspiruje do zmiany moralnych postaw Polaków? Lekcja o in vitro autorstwa Marcina Króla adresowana pompatycznie do polskiego katolicyzmu gnieździ się w dużo szerszym manifeście postliberalnym. Liberalizm Dziennika przebrany w konserwatywną powierzchowność, bez konserwatywnego przekonania przenosi stary i niespełniony schemat wolności. To dziwna konstrukcja, ale nie czytelnicy są jej winni. Jest podyktowana koniecznością zagospodarowania konserwatywnej większości.

„Rzecz w tym, iż radykalizm może być dziś jedynie karykaturą samego siebie – pisze Krasowski. Realna polityczna siła fundamentalizmu jest więc żadna. Nie cieszy się on poparciem społeczeństwa.” Czyż zdanie to nie brzmi jak klasyczna projekcja, a faktycznie odnosi się do liberalizmu, który znajduje się już w takim stadium, że potrzebuje do podtrzymania swej egzystencji aparat przemocy?

Ni mniej, ni więcej życzenie Krasowskiego (w Europie radykalna prawica ma się całkiem nieźle) to prosty i bezduszny zakaz posiadania wyrazistych poglądów. Zrównanie fanatyzmu, fundamentalizmu z wiernością nauce Kościoła przewijało się w dorobku publicystycznym lat 90. Papież wówczas odpowiedział liberałom krótko, acz dobitnie: hałaśliwa propaganda liberalizmu. Dziś o niektórych tekstach Krasowskiego można by powiedzieć to samo.

O ile dobrze zrozumiałem redaktora naczelnego czołowej gazety Springera w Polsce, jego obiektywizm miałby polegać na zajęciu pozycji środka, owej magicznej loży zdrowego rozsądku i pluralizmu. Jest to wygodne i widowiskowe, ale bardzo powierzchowne stanowisko nawiązujące do nierozstrzygalności sporów ideowych i antropologicznych. Nie na tym polega obiektywizm.

Dlaczego ten złoty środek jest naganny uświadamia wypowiedź jednego z francuskich intelektualistów. Cytuję z pamięci: 60 % dzieci rodzi się w pozamałżeńskich związkach, kobiety są często pozbawione wsparcia męża. Jako społeczeństwo musimy się z tym pogodzić – przekonywał filozof. Ale czemu nie mielibyśmy zrobić wszystkiego w granicach naszych możliwości, by dzieci rodziły się w środowisku sprzyjającym ich rozwojowi? Pogodzenie się z tym stanem rzeczy to nie wyraz postepu cywilizacji, ale jej regresu.Nasuwa mi się jeszcze na myśl przypadek 60 - letniej hiszpanki, która zapragnęła mieć dziecko w tym właśnie wieku, nie bacząc na fakt, że dziecko potrzebuje bardziej matki, niż babki. W in vitro dobro dziecka jest zawsze drugorzędne, nigdy równorzędne dla miłości między rodzicami, ponieważ jedność między nimi zostaje rozbite przez to trzecie - techniczny gadżet, czy osobę nosiciela.

Argumentację antropologiczną, którą się posłużyłem Dziennik dyskredytuje redukując ją do wymiaru kulturowego.

Symbolika kulturowa została sprowokowana przez ludzki gatunek celem wsparcia fundamentalnych dla ludzkiego rozwoju - indywidualnego i społecznego – procesów. Gdy zaczyna żyć własnym życiem instytucji wyalienowanych z dobra osoby może to grozić światu samounicestwieniem – ostrzega socjolog Jonathan Turner. (Turner, 1998).

Zatem stajemy przed wyborem: samounicestwienie w imię krotochwilnej wolności tragicznie rozmijającej się z prostymi konsekwencjami rzeczywistości (bo dobra i prawdy zgodnych z rzeczywistością nie ma) albo zdecydowanie się na jakąś umiarkowaną formę podporządkowania państwa i wolności indywidualnej dobru obiektywnemu. Dylemat podjęty w rozprawie Luca Bovens: In love with philosophy.

Mędrkujący Krasowski nie dopuszcza do społeczeństwa takiego wyboru, z pewnością trudnego, ale koniecznego. Wolę dyskusji nad nim uważa za oznakę fundamentalizmu.

Między Michnikiem a Krasowskim

Ich wizja społeczna – Michnika i Krasowskiego - prawie się nie różni. Z Gazetą Wyborczą jest o tyle łatwiej, że prostolinijnie komunikuje, po której stronie sporu cywilizacyjnego się znajduje. Z Dziennikiem jest inaczej. Do czasu. Takie tematy jak in vitro czy aborcja demaskują pozory polaryzacji. Nie dlatego, że ktoś jest za lub przeciw. Jest nieciekawie, bo wszyscy są przeciw.

Obaj autorzy się nie znoszą. Wytaczają sobie procesy i rywalizują. Ale trzeba odróżnić konkurencję na tle korporacyjnym od obsady ideologicznej. Rywalizują ze sobą dwa koncerny. Mają jednak tę samą misję i rezerwują dla polskiego czytelnika tę samą bajkę. Pluralizm wygospodarowany w obu podmiotach: Gazecie Wyborczej i Dzienniku jest tak samo pozorny. Jednakowoż oba pisma użyją porażającego wpływu dla sparaliżowania wizji społecznej odmiennej od ich własnej.

Sprawa Rywina, którą dość bezrefleksyjnie obraca Krasowski w noworocznym wydaniu Dziennika jest podwójna. Pierwsze jej dno to łapówka. Wpadł na nią sam Rywin. Chciał zarobić. Drugie, którego ani na moment nie dotknął Krasowski to ustawa antykoncentracyjna. Korporacja Michnika (amerykański nadzór Agory) i Korporacja Krasowskiego – są zainteresowane w obaleniu przepisów antykoncentracyjnych, ich nie uchwalaniu i nie debatowaniu nad ich znaczeniem. A jest ono ogromne, bowiem koncentracja tak olbrzymiej władzy, jaką dysponują media w jednym ręku, lub parze rąk jest nie do pomyślenia bez zagrożeń dla demokracji.

Eksploatowanie pierwszego wątku afery Rywina wskazywać może jedynie na braterski charakter rywalizacji między jednym a drugim bogiem mediów. Równie żałosny.

W przypadku Dziennika próba skrzywienia społeczno-politycznej trajektorii nadanej przez największy współczesny autorytet Polaków - Jana Pawła II przybiera rozmiary nachalnej, publicystycznej socjomanipulacji. Neurotyczni autorzy, jeszcze niedawno oburzeni na dogmatyczny ton Adama Michnika i tzw. salonu sami kreują się na centrowych mędrców obłudnie kreśląc znak równości między fundamentalizmem a państwem zorientowanym na dowartościowanie całego człowieka.

To, o co walczy Krasowski, jest dawnym marzeniem Adama Michnika: obskuranckim zmarginalizowaniem religii w sferze publicznej. Bo czymże innym jest odmowa tysiącom uczniów prawa do zdawania matury z przedmiotu, który nie tylko, że na uniwersytetach był wykładany wieki wcześniej, ale był podwaliną wszelkiego życia akademickiego (scholastycznego). (Wojna o duszę Platformy, Dziennik z piątku 4 stycznia 2008).

Michnik z dużo mniejszym zapałem zwalcza dziś religię, choćby w tak przedmiotowej sprawie jak zdawana z niej matura. Może wyciągnął wnioski, do których za następne piętnaście lat dojdzie i Krasowski, po zaliczeniu etapu maoistowskiej kontestacji fundamentów kultury europejskiej.

O fikcji nierozstrzygalności

Liberalny consensus wcale nie musi być źródłem pokoju społecznego, gdy ż skrywa nierozstrzygnięte konflikty, nie dlatego że są nierozstrzygalne. Liberalizm podtrzymuje złudzenie nierozstrzygalności i może byłoby ono nieszkodliwe gdyby nie fakt, że plejada indywidualnych wyborów niesie ze sobą chaos, rywalizację a ostatecznie zwycięstwo silniejszych i grup lobbingowych. Prawda pisana przez zwycięzców - parafrazując głośne zdanie Michalskiego - jest żałosnym i nieobliczalnym traktatem ideologicznym. Należy zapytać do czego to prowadzi, bo spekulacja Krasowskiego, z powierzchowności szlachetna, monstrualnie wypełnia się w absurdach totalitaryzmu, za jaki należy uznać wszelki system powątpiewający w godność najsłabszych jednostek.

Krasowski serwuje nam dziś umiarkowany liberalizm ludzkiego oblicza, nie dając żadnych gwarancji, że nie zradykalizuje się on, gdy tylko pogodzimy się z jego wewnętrzną logiką. Owszem, boimy się. Jakiś czas temu liberalizm był w Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii oswojonym wujkiem Samem. W tej chwili jest to okrutny i nienasycony twór podporządkowujący spłaszczonej wizji sumienia jednostek.

Krasowski może wyśmiewać krytykę stabilnych demokracji, sytych i przyciągających światową biedotę. Ale korzystanie z przewagi technologicznej - nawet w ideowym sporze - zbyt oczywiście przeradza się w przemoc. Ocena demokracji zachodnich nie może polegać na ich ekonomicznym statusie, bowiem ubezwłasnowolnienie społeczeństw nie od razu przekłada się na nędzę. Współczesny system ekonomiczny to nieogarniona sieć subtelnych zależności począwszy od niewinnego kredytu dla Smithów i Kowalskich. Finezja niewolniczego charakteru zachodniej cywilizacji szczytuje w rozpaczy, która ogarnia tę najbardziej sytą część ludzkości i wpływa czy wypływa z jakości więzi międzyludzkich. (Zygmunt Bauman, Szanse etyki w zglobalizowanym świecie).

Korzystniej zdecydować teraz, co jest dobrem społecznym, aniżeli za lat pięć borykać się z przeforsowaną w konkretnych rozwiązaniach społecznych ideologią, która wypali pozostały nam z czasów "przedrewolucyjnych" potencjał.

Dotykamy głębokiego złudzenia obu intelektualistów, którzy popełnili ten sam błąd co ich ideologiczni poprzednicy od nazizmu do bolszewizmu. Są antyklerykalni i nie znoszą konstytuwnego dla zdrowej demokracji elementu duchowości w przestrzeni publicznej - co tylko poszerza przestrzeń materializmu i karykatur duchowości. Natura, również ta duchowa, nie znosi pustki i w miejsce wyrugowanej religii monoteistycznej weszły propozycje imitujące duchowość. Czego obaj publicyści są raczej świadomi.

Ideolodzy naszych czasow tez chcą zbudować państwo bez Boga, szczęśliwą wieżę Babel. Lecz doświadczenie wskazuje, że takiej nigdy nie było w historii ludzkości.

O radykalizmie

Jeszcze raz zapytam: Czym różni się teza o rzekomych radykałach islamizujących nam życie społeczne od słynnego michnikowskiego ciemnogrodu – epitetu nonszalancko zamykającego wszelką dyskusję etyczną?

W myśl linii programowej pisma Springera stanowienie zasad społecznych w oparciu o prawdę jest fundamentalistycznym zamachem na pluralizm państwowy. Neutralność państwa to – według Krasowskiego – brak jakiejkolwiek tożsamości, gdyż wszystkie są równie dobre i tak samo ważne. Ta konkluzja jest katastrofalna w skutkach dla społeczeństwa i trzeba jasno powiedzieć, że jest pochodną refleksji konstruktywistycznej, w której model społeczny wyprzedza rodzinę, konsensus natury, znany choćby z Deklaracji Praw Człowieka czy z osądu nad zbrodniarzami hitlerowskimi w Norymberdze.

Ostatecznie można by zapytać Krasowkiego, na czym polega ta granica, która zakazuje nam żenić się z krewniaczkami, czy współżyć ze zwierzętami. (Związki partnerskie we Francji mogą być zawierane między krewnymi). Nie chodzi o skrajne przypadki. Pytanie czy przyjmować imigrantów na własnych warunkach, zapobiegać skutecznie rozwodom, chronić rozwój dzieci przed społeczną akceptacją pornografii itd. ma prawo do egzystencji w przestrzeni publicznej.

Doświadczenie podpowiada, że deptanie praw religijnych osoby ludzkiej (także prawa do obecności w sferze publicznej) kroczy wraz z arbitralnym, a niekiedy cynicznym obchodzeniem się z jej godnością. Przypadek Michalskiego i Krasowskiego to potwierdza. Nawiązuję do cytowanego nie dla matury i nie dla prawa dziecka do narodzin niealaboratoryjnych.

Publicyści Dziennika publicznie obrażają episkopat, posądzając go otwarcie o radykalizm i fundamentalizm. Idąc tokiem ich rozumowania głos abp. Życińskiego przeciwko legalizacji praktyk in vitro i nieuchronnemu zabijaniu embrionów jest fanatyczny. Tylko dlatego, że domaga się ustanowienia granic etycznych dla eksperymentów na człowieku. To absurd.

Radykałami są Michalski i Krasowski. Adresowałbym do nich przywołane przez księdza Bonieckiego zdanie Jacka Kuronia:

Jeśli rzucam granat przez mur, a istnieje choćby cień możliwości, że za tym murem jest człowiek, odpowiadam za jego zabicie.

Krasowski i Michalski nie mogą zaprzeczyć, że dzielenie polskiej sceny społecznej na ateistów i teistów jest uproszczeniem, albo przynajmniej nie zastępuje odpowiedzi na pytanie: gdzie jest prawda. Ta z pośrodka okazała się połowiczna i wygenerowała tylko kolejne konflikty, jak wykazuje ostatnie piętnastolecie polskich doświadczeń, a pięćdziesięciolecie europejskich.

Państwo neutralne - nie antyklerykalne

Premier Tusk nie ma wyboru – pisze Krasowski. [Notabene: kto mu tego wyboru odmawia? – pytanie od autora polemiki. – Kościół czy media korporacyjne?]. Neutralne państwo nie może się zgodzić na maturę z religii i powinno refundować in vitro. Ważne jednak, żeby te decyzje premier przeprowadził w taki sposób, aby nie stać się zakładnikiem z jednej strony próbującej go wychrzcić liberalnej lewicy, z drugiej Kościoła chcącego go przerobić na gorliwego sługę Bożego, który da Kościołowi więcej, niż gotowi byli mu dać Kaczyński i Krzaklewski. (Dziennik z piątek 4 stycznia 2008).

Żądania Krasowskiego wysunięte pod sam koniec tekstu o walce Kościoła o duszę Platformy są rozbrajające, bo autor tej dobitnej krytyki Kościoła wykonuj wszystkie ruchy, które potępia - atakuje duszę Platformy. Tyle, że legitymizowany przez naród Kościół ma dużo większe prawo do pouczania polityków niż arogancki przedstawiciel koncernu Springera.

To oczywisty brak konsekwencji ze strony redaktora i ten wyraz nadmiernej pewności siebie, którą dzisiaj modnie nazywamy hucpą. Krasowski przypomina dziecko z piaskownicy, które stricte egocentrycznie postrzega świat dookoła i reifikuje swoje złudzenia. Moralność Kalego w tym wypadku polegałaby więc na tym, że Krasowski infantylnie odmawia Kościołowi tego, do czego sam daje sobie prawo. Jest to postępowanie, które można rozciągnąć na wszystkich ideologów liberalizmu. Gdy oni narzucają swoją ideologię innym, to jest to upowszechnianie zasad tolerancji i wolności.

Platforma ma szansę zostać wymarzoną partią chadecką Polaków, dużo bardziej klasyczną niż PiS, ale Krasowski histerycznie odmawia jej rozwoju w tym kierunku.Dystansując się do lewicy laickiej Krasowski chce wprowadzić tylnymi drzwiami jej główne postulaty i skłonić do ich zaakceptowania partię, która najwyraźniej ma się ku centroprawicy.

Wątpię, żeby politycy PO posłuchali Krasowskiego. Nie tylko dlatego, że opozycja do Kościoła może sprowokować jego podejrzliwość co do ekonomicznych intencji partii, która zamierza sprywatyzować resztki polskich banków.

Chodzi o czystość profilu politycznego, jego niezakłamanie, które szybko mogą docenić wyborcy. Mamy dwie partie centroprawicowe. O jedną za dużo. A większość Polaków jest centro-prawicowa. Logiczne, że wybierzemy tę, która jest bardziej autentyczna.

Siłą Platformy są ludzie – choćby tacy jak Gronkiewicz – Waltz, którzy przekroczyli starą retorykę liberalizmu o neutralności światopoglądowej, nieudolnie reanimowaną przez Krasowskiego.

Ostatni przykład statutu Warszawy można by streścić w zasadzie: godzić wszystkich, podkreślać tożsamość większości.

Hanna Gronkiewicz – Waltz opowiedziała się za wpisaniem invocatio dei do konstytucji stolicy. Rozwiązanie niedoskonałe? Niekoniecznie. To żydzi i muzułmanie dopominali się o jawne i nieskrępowane obchodzenie świąt Bożego Narodzenia w Londynie. Państwo, które rzekomo występowało w ich obronie odmówiło chrześcijanom prawa do publicznej ekspresji wiary. To kolejny absurd wynikający z tego samego rozumienia neutralności państwa, które podziela Krasowski.

Państwo neutralne uznaje wkład większości w kulturę, dziedzictwo historyczne i społeczne. Może ono robić wszystko dla mniejszości, ale nie podważając znaczenia tożsamości większości. Wersją antyklerykalizmu uprawianego przez redaktora naczelnego Dziennika jest chroniczne lekceważenie tego faktu.

Dzisiaj poglądy Arystotelesa na politykę - pisze Bovens - zostałyby uznane za niebezpieczne. Arystoteles sądził bowiem, że państwo powinno mieć udział w moralnym kształtowaniu ludzi . Ale czy wykluczając Arystotelesa nie fundujemy społecznej katastrofy. Krasowski nie lęka się społeczeństwa bez zasad. Wystarczy jednak przeczytać Houellebecqa, by zrozumieć, że kryzys tożsamości jest najbardziej bolesnym procesem, który może dotknąć cywilizację.

Jeśli miałbym wskazać na źródła antyklerykalizmu Krasowskiego to zacytowałbym Benedykta XVI, nie jako autorytet religijny, lecz społeczny.

Wśród niemałej liczby myślicieli zdaje się dominować pozytywistyczne pojęcie prawa. Według nich ludzkość czy społeczeństwo, bądź nawet większość obywateli stają się ostatecznym źródłem prawa cywilnego. Problemem, jaki to stwarza, jest więc poszukiwanie nie dobra, ale władzy, czy raczej równowagi władzy.

U źródeł tej tendencji leży relatywizm etyczny, w którym niektórzy upatrują wręcz jeden z głównych warunków demokracji, albowiem relatywizm miałby gwarantować tolerancję i wzajemny szacunek między osobami. Gdyby tak było, większość w danym momencie stałaby się ostatecznym źródłem prawa.

Jacek Lehr


Konserwatyści





Robert Krasowski i kulisy jego państwa neutralnego | 3 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Robert Krasowski i kulisy jego państwa neutralnego
Thomas Z nie, 13 sty 2008, 13:08:05
Czemu Kościół Katolicki nie potrafi się odnaleźć w demokracji?
Czemu buduje się w opozycji do niej, i nie potrafi skorzystać z
olbrzymich możliwości jakie ona oferuje?
Czemu Chrześcijaństwo w USA kwitnie a w Europie przymiera?
Te pytania należy myślę zadać.
Tu jest artykuł, który trochę odpowiada na te sprawy:
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,69806,4826077.html

---
Jeśli chrześcijaninowi nie podoba się polityczna poprawność to niech zrezygnuje z niej też dla siebie, będąc przeciwko karaniu za obrazę uczuć religijnych.

 
Robert Krasowski i kulisy jego państwa neutralnego
Łukasz Godzwoń sob, 19 sty 2008, 09:18:50

Michalski w kółko i to samo: broni prawicy przed nią samą? Czyżby Dziennik był tak dobry dla prawicy? A skądże. Bronią maksymalnie laickiej wizji państwa. Czyli chcą ugrać ile się da i jak się da, żeby tylko Polska nie za bardzo skręciła w prawo. Mają swoją politykę, którą forsują.

Przegrana PiS to min. efekt wycofania się części elektoratu, który zrażony był niekonsekwencją moralną partii. Wieś i miasteczka nie zmobilizowały się.

 
Robert Krasowski i kulisy jego państwa neutralnego
Łukasz Godzwoń sob, 19 sty 2008, 10:49:13
W artykule znalazłem pewną niekonsekwencję. Raz autor wzywa dziennikarzy do powściągliwości w eksponowaniu swoich poglądów (nieprzesądzanie racji) kilka akapitów dalej, że neutralność, nierozstrzyganie są szkodliwe.
 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,682 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń