Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Apostazja Węcławskiego: Cios dla Kościoła - czy szansa?

"Potwierdzam, że 21 grudnia 2007 odstąpiłem od przynależności do Kościoła Rzymskokatolickiego" - napisał Tomasz Węcławski na internetowym forum założonej przez siebie Pracowni Pytań Granicznych. Informację tę podał też w najnowszym numerze Tygodnik Powszechny. W marcu br. minęłaby 28 rocznica jego święceń kapłańskich. Czy polski katolicyzm podtrzymuje już tylko prosta wiara ludu i chłopski rozsądek biskupów? A intelektualny wymiar katolicyzmu wycieka? Apostazja Węcławskiego napędzi słabnącą koniunkturę słabo przygotowanych do tematów eklezjalnych publicystów. Episkopat musi znaleźć swe niezależne odpowiedzi.



Na pytanie "Tygodnika" o powody decyzji porzucenia wiary Tomasz Węcławski odsyła do swoich wykładów z ostatnich tygodni. Ich zapis audio oraz skrypty znaleźć można na stronie internetowej interdyscyplinarnej Pracowni Badań Granicznych, założonej w 2006 r. w ramach Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

Bert Hellinger jest terapeutą, który odradza aborcję, rozwody, zdrady. Neguje homoseksualizm. Jeśli chodzi o moralne inklinacje można go uznać za sprzymierzeńca katolicyzmu. Ale cóż, jest apostatą. Nie wierzy w Pana Jezusa, choć niegdyś studiował pedagogikę i teologię chrześcijańską. Był księdzem, misjonarzem w Afryce. Ksiądz Aleksander Posacki uważa, że jest diaboliczny i w swojej terapii przenosi wątki heretyckie. Oczywiście warto odróżnić w kontekście krytyki księdza Posackiego porządek nauki od porządku wiary. Byli gorsi od niego, choćby Freud, na którym cała psychologia się zbudowała. Jako terapeuta Hellinger przyniósł ulgę w cierpieniu tysiącom ludzi i zdał swój egzamin w środowisku naukowym.

Jak widać można poznać smak Jezusa i odwrócić się od niego. Taki wybór ma w sobie coś absolutnie zatrważającego. Jest to trwoga bytu odwracającego się od aktu największej miłości.

Powołuję się na postać Berta Hellingera, bo ksiądz Obirek, Tomasz Bartoś i Tomasz Węcławski znajdują się na tej samej równi pochyłej, co wielki niemiecki terapeuta. Posiadają transcendentną wrażliwość, ale postanowili obyć się bez Kościoła, a czasami – nieprzypadkowo - bez Jezusa.

Kiedy człowiek pozostaje sam na sam ze swoim umysłem może dojść do takiego wniosku, że miłość jest mniej ważna niż wolność, albo gdy ma wybrać między jedną a drugą wartością wybiera wolność narażając się na samotność. Bowiem bez wspólnoty, której centrum jest Chrystus – Słowo wcielone człowiek nigdy nie pozbędzie się doskwierającego poczucia samotności.

Tę samotność – pomimo psychologicznej odporności – wyczuwa się w osobie Hellingera. Nie potrafi on wytłumaczyć, co to jest poświęcenie się przyjaciela dla przyjaciela, albo tłumaczy to tylko jako nieodwracalną, niszczącą siłę patologii.

W podobnej bezradności wobec miłości stają pozostali katoliccy apostaci.

Ich postępowanie jest niewytłumaczalne, bo nie ma żadnej racji, która mogłaby podważać absolut miłości, a więc i ofiarności, i wierności, i zaufania, i posłuszeństwa.

* * *

Odejście Węcławskiego od Kościoła w już wykształconym schemacie opozycji do struktury, ale i osoby Chrystusa nie wyczerpuje się na krytyce samego Węcławskiego – wielkiego umysłu, dotkniętego niewiarą. Kościół już to przerabiał w swojej historii.

Dramatyczna decyzja Węcławskiego prowokuje inne pytanie. Dlaczego polski Kościół nie wydobywa owego szlachetnego napięcia teologiczno-filozoficznego, które ukształtowało nowe chrześcijaństwo Europy zachodniej? Temu się naprawdę dziwię. Dawno już powinno się sprowadzić znakomitych filozofów i teologów z Saint Jodard (wspólnota św. Jana). I niech - bywa, że pyszny - Kościół w Polsce nie mawia: my nie potrzebujemy. Taka odmowa otwarcia się na doświadczenia ostrej konfrontacji z laicyzmem jest wyrazem destrukcyjnej siły zachowawczości. Poprzestanie na połowicznym wysiłku intelektualnym i oparcie się na Kościele ludowym jest niewystarczające we współczesnych realiach. Nowe prądy myślowe - nowe wyzwania - nowe odpowiedzi. Nauka Chrystusa jest ta sama, ale może ona dialogować ze światem i ujmować go swoją głębią, albo odwrócić się od niego lub ze strachem uciec, gdy nie znajduje języka.

Nie ma co rąk załamywać nad Węcławskim. Jego życie, jego wybór. Ale z myślą apostatów trzeba dialogować, bo jest ona wcieleniem nowych postaci ateizmu i antyklerykalizmu, z którymi sami sobie nie radzimy. Dajmy więc szansę ośrodkom, które – jak miałem się okazję przekonać – doskonale obnażają pustkę takich wyborów, jak ten Węcławskiego.

Niech to smutne wydarzenie stanie się zwycięstwem Jezusa. Tego możemy sobie życzyć - my chrześcijanie.

Jacek Lehr



Apostazja Węcławskiego: Cios dla Kościoła - czy szansa? | 22 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Deklaracja
reguly śro, 23 sty 2008, 21:06:34
Ks. Tomasz Węcławski "zakończył i zamknął" działalność kapłańską

Po wieloletnim i gruntownym zastanowieniu doszedłem do przekonania, że z racji sumienia nie powinienem już w moim działaniu reprezentować instytucji i wspólnoty kościelnej. Zakończyłem i zamknąłem moją działalność kapłańską. Zamierzam działać publicznie wyłącznie na moją własną odpowiedzialność.

Przyjąłem świadomie święcenia kapłańskie jako człowiek odpowiedzialny i wolny i nie wyrzekam się tamtej decyzji ani ukształtowanych przez nią 28 lat życia. Natomiast teraz dojrzałem do tego, by pójść konsekwentnie dalej – zgodnie z rozeznaniem mojego sumienia.

Podkreślam wieloletnie przygotowanie, pełną świadomość i niezależność mojej decyzji – decyduję sam, o sobie samym, nie uzależniając się od nikogo i na nikogo nie zamierzając wpływać. Mówię o tym także dlatego, że docierają do mnie głosy o osobach, które czują się ze mną tak związane, że trwają przy swojej dotychczasowej formie życia, ponieważ ja trwam przy mojej, albo wahają się co do swoich własnych decyzji i losów i moje decyzje gotowe są potraktować jako punkt odniesienia dla swoich. Jeśli tak rzeczywiście jest, to tych, którzy tak rzecz widzą, ostrzegam przed poważnym błędem, jeśli nie zdecydują o sobie całkowicie niezależnie ode mnie i moich decyzji. To nie są sprawy, w których można decydować – w jakimkolwiek kierunku: a więc o trwaniu w dotychczasowym lub też o istotnej życiowej zmianie – opierając się na decyzjach czy autorytecie kogoś innego.

Nie mam dlatego zamiaru tłumaczyć dodatkowo mojej decyzji, nie zamierzam także rozwijać niniejszej deklaracji i komentować jej inaczej niż przez moją dalszą działalność publiczną.

O wszystkich istotnych decyzjach, które podejmuję, i o tych, które podejmę w przyszłości, chcę teraz powiedzieć tylko jedno, najważniejsze: moje decyzje są i mam nadzieję będą także w przyszłości takie, że z każdą z nich mogę w każdej chwili umrzeć bez lęku. To jest moja wolność. Nie boję się śmierci. Swoją osobistą prawdę przemyślałem gruntownie. Wybrałem uczciwie, bo w prawdzie wobec własnego sumienia.

Dzisiaj jestem gotowy na śmierć – bez lęku. Nie, jakobym nie miał dla kogo i dla czego żyć – bo oczywiście mam, i to tym bardziej, im bardziej świadomie wybieram. Mówię o prawdzie mojego wyboru. Tak wybieram, jestem z tym wyborem gotów dzisiaj umrzeć bez lęku i pragnę, by taka powaga wszystkich moich istotnych wyborów trwała do godziny mojej śmierci.

Tomasz Węcławski

Poznań, 9 marca 2007 http://tygodnik.onet.pl/1546,1398376,dzial.html

---
Świętowit Widzi Więcej Bo Ma Cztery Twarze

 
Apostazja Węcławskiego: Cios dla Kościoła - czy szansa?
kacerz_Marek śro, 23 sty 2008, 22:01:07

Coś zatrważajacego, równia pochyła, bezradność wobec miłości, niewytłumaczalność, brak racji podważającej absolut, nowe postaci ateizmu i antyklerykalizmu, pustka takich wyborów... Panie Jacku, czy był Pan kiedyś apostatą? Niekoniecznie formalnym; po prostu czy publicznie wyrzekł się Pan kiedyś Boga? Pyta ktoś, kto kiedyś sam apostatą był, a dziś - właśnie dziś, choć już dawno do Chrystusa wróciłem - w niekoniecznie pojęty dla siebie sposób został do Niego jeszcze bardziej popchnięty właśnie przez postać prof. Węcławskiego.


---
Flp 4:4
 
Apostazja Węcławskiego: Cios dla Kościoła - czy szansa?
verbadocent czw, 24 sty 2008, 08:13:16

Tak, to jest cios i to cios potężny. Nie ma co kryć i udawać: jego sprawa, jego problem, Węcławski z wozu, Kościołowi lżej. A co z jego uczniami, wychowankami. Tymi którzy wierzyli jego słowu, których przekonywał on do poglądów, których dziś się wypiera.

Z drugiej strony dziwi mnie trochę obecny szum wobec informacji na temat apostazji Węcławskiego. Każdy, kto zna jego poglądy zaprezentowane w ramach PPG nie ma żadnych wątpliwości, że nie są to poglądy chrześcijańskie ale ariańskie. Można badać fenomen Jezusa jako człowieka w ramach chrześcijaństwa. Ale jeśli neguje się Jego boskość, to wychodzi się poza ramy chrześcijańskie. Zrobił to kiedyś Ariusz, niedawno Węcławski. Gdy słuchałem jego wykładów nie miałem żadnej wątpliwości.

Sam profesor wcale się nie krył z faktem apostazji. Sam byłem   świadkiem gdy publicznie się do niej przyznał.  Nie rozwodził się nad nią, nie wyjaśniał ale po prostu stwierdził, że "nie jest członkiem Kościoła". Oprócz mnie wypowiedź tę słyszało ok. kilkudziesięciu osób, w tym paru znanych "eksów" i osób znanych z mediów. Nikt specjalnie nie zareagował, nie było żadnych komentarzy. Znaczy wszyscy (przynajmniej obecni) albo wiedzieli o tym wcześniej albo uważali ten stan rzeczy za oczywistość. Dlaczego więc teraz ten szum?

---
Verba Docent Exempla Trahunt

 
Brawo
anthem pią, 25 sty 2008, 09:56:12
Moim zdaniem bardzo dobrze zrobił.
Z kościoła powinni odejść wybitni!
Po prostu się tam tylko marnują.

---

Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana.
 
Apostazja Węcławskiego: Cios dla Kościoła - czy szansa?
kazema pią, 25 sty 2008, 17:21:09
A ja podziwiam jedo odwagę (a może pychę?) Można dyskutować o słuszności jego decyzji, ale co do świadomości wyboru - nie ma wątpliwości.
 
Apostazja Węcławskiego: Cios dla Kościoła - czy szansa?
montsegur sob, 26 sty 2008, 01:25:56

Tym razem występuję tu w roli pokornie pytającego: czy ktoś pokrótce może mi wyjaśnić kim właściwie jest "Tomasz Wącławski"? Przyznam, że dla kogoś nie mieszkającego w Polsce to nazwisko (nigdy wcześniej o nim nic nie słyszałem) brzmi trochę jak "John Brown". I dlaczego odejście tego "Johna Browna" ma być "ciosem" dla kościoła. Były takie "afery" wcześniej, nazwisk już nawet tych występujących nie pamiętałem (dopiero powyżej wspomniano "Obirka" i "Bartosia" - dla mnie to też coś jak "John Brown" czy "John Smith") - o tych ludziach nic nie słychać, nawet w tych serwisach już "znikli we mgle", choś przedtem "błysnęli" nagłą i "gwiazdorską" popularnością i udzielali pracowicie wywiadów, jakby byli "mężami opatrznościowymi". jest w tym coś, czego nie rozumiem: jeśli odejście takich ludzi to cios, to czemu po odejściu już o nich nic nie słychać?

Czyżby Wielkość nagle ich opuściła, dając "nogi za pas", gdy tylko owi Nosiciele Wielkości pozbyli się swego katolicyzmu? Czy też owa Wielkość polegała na tym jedynie, że wystąpili z kościoła? Sam jestem heretykiem - i nie zdziwiłoby mnie zbytnio, gdyby mnie biskup ekskomunikował (ale tego nie robi, bo jestem zwykłym "człowiekiem z ulicy"). Uznaję fakt, że kościół traci wielu intelektualistów, ale czy to aby nie jest przesadą z drugiej strony z każdego takiego intelektualisty robić gwiazdę dlatego, bo ma problemy ze zdecydowaniem się do którego kościoła ma należeć? Są ważniejsze sprawy na świecie i w kościele niż pojękiwanie raz po raz nad denominacyjnym "rozdwojeniem jaźni" poszczególnych (niby to Wielkich) "Johnów Brownów", nie sądzicie?

Cheers!!!

 
Apostazja Węcławskiego: Cios dla Kościoła - czy szansa?
Jacek2 pon, 28 sty 2008, 22:04:48
Dorzucę i swoje 5 groszy do powyższych wyjaśnień. Główny problem nie leży po stronie Węcławskiego. Dziwne i tragiczne jest to, że Węcławski nie ma alternatywy - owych mocnych umysłów, któe potrafiłyby z nim dialogować, może po bratersku upomnieć, może się przeciwstawić, ale na tym samym poziomie, który on reprezentuje. Nie ma umysłów w polskim Kościele, które uniosłyby ciężar dyskursu z światem wątpiącym, poszukującym, i na tyle otwartym, że dyskurs ten jest sensowny.

Mamy dobrych biskupów, ale cierpimy na brak intelektualistów zdolnych do dyskusji z liberalizmem nie na zasadzie schematów i pouczeń, ale racjonalnego przekonywania.

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,682 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń