Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

In vitro - o co w tym tak naprawdę chodzi?

Zdecydowana większość Polaków (w tym katolików) traktuje zapłodnienie in vitro jako alternatywę dla metod naturalnych. Bynajmniej nie dostrzega żadnego zła w tym zabiegu. Koronny argument duchowieństwa przypominający, że nowe życie powinno powstawać w atmosferze miłosnego zespolenia małżonków nie znajduje oddźwięku w sumieniach ludzi wierzących. Dlaczego tak się dzieje?




Pewne tematy rozpalają naszą wyobraźnię do czerwoności. Tak jest i w tym przypadku. Niepokoi fakt, że temperatura debaty na temat pozaustrojowych metod zapładniania zdaje się przybierać zależność odwrotnie proporcjonalną do siły i kultury argumentów.

Przyrównywanie in vitro do wyrafinowanej aborcji, choć trafne, może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Forma przekazu jest nie mniej cenna od treści, a bywa, że to właśnie ona decyduje o opowiedzeniu się po którejś ze stron.

Małżeństwa decydujące sie na tą metodę prokreacji nie mają złych intencji stąd dialog z nimi powinien być prowadzony w atmosferze życzliwości bez niepotrzebnych wielkich słów.

Warto przypomnieć na marginesie, że to, co podpowiada nam sumienie jest dla nas moralnie wiążące. Jednak dzieje się tak tylko wtedy, gdy towarzyszy nam świadomość, że sumienie może nas wprowadzać w błąd. Stąd konieczność ciągłej nad nim pracy. Mamy zatem nie tylko prawo, ale i obowiązek kierować się tym, co podpowiada nam nasza najlepsza wiedza przy jednoczesnym zobowiązaniu do permanentnego rozwijania tej wiedzy.

Racje przytaczane przez księży i biskupów są niewątpliwie słuszne. W pełni zrozumiałe stają sie jednak wtedy, gdy umieszcza się je na tle ogólniejszych rozważań. Etyka chrześcijańska tworzy bowiem spójną całość i pewne jej wnioski mogą być niezrozumiałe bez uwzglednienia jej ogólnofilozoficznych założeń. Nie należy zatem powoływać sie na sumienie, jeśli zanidbuje się samokształcenie w tym względzie.

Co ważniejsze namysł nad moralnym statusem zabiegu in vitro może stać się okazją do refleksji nad własną chrześcijańską tożsamością, skłonić do zadania sobie pytania: o co w tym tak naprawdę chodzi?

Ogólnie można powiedzieć, że Kościół proponuje nam takie rozwiazania, które przydają naszemu życiu sens. Przykładem takiego najlepszego rozwiązania w kontekście omawianego problemu jest decyzja o adopcji.

Oto czynimy częścią rodziny małego człowieka, którego rozwój osobowy jest w pewnym sensie zagrożony. Truizmem jest już dzisiaj stwierdzenie, że żadna instytucja nie jest w stanie zastąpić naturalnej rodziny.

Mamy tu niewątpliwie do czynienia z pewną formą poświęcenia. Ostatecznie dziecko nie jest nasze. Nie będzie do nas podobne, nie odziedziczy po nas pewnych cech, którymi można się pochwalić przed rodziną i znajomymi. Towarzyszy nam jednak myśl, że stajemy się darem dla kogoś, kogo los był niepewny. To dziecko kiedyś dowie się o naszym geście i samo będzie promowało kulturę miłości.

Decydujac się na przygarnięcie porzuconego dziecka człowiek przy okazji zaświadcza, że jest czymś wiecej niż tylko ciałem i psychiką. Poprzez ten akt pokazuje, że jest w nim obecny także pierwiastek duchowy wyrażajacy się w wewnętrznej wolności. Z punktu widzenia biologii sprzyjanie cudzym genom jest czymś niezrozumiałym. Człowiek natomiast jest wolny, bo potrafi oprzeć się silniejszemu przyrodniczemu motywowi skłaniającego go do przekazania swoich genów.

Oczywiście nikt nie jest zobowiązany moralnie do adopcji. Nie można dowieść w sposób logiczny słuszności takiego rozwiązania. Warto jednak pamiętać, że dążenie do minimalizmu etycznego jest czymś głęboko niezgodnym z duchem chrześcijaństwa.

Czy tym, co nas tak fascynuje w nauce Jezusa nie jest właśnie pewien maksymalizm, dążenie do pełni człowieczeństwa? Zadania, jakie wynikają z bycia chrześcijaninem są wprawdzie trudne, ale ostatecznie dają radość i poczucie spełnienia.


In vitro - o co w tym tak naprawdę chodzi? | 7 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
In vitro - o co w tym tak naprawdę chodzi?
matejanka czw, 31 sty 2008, 17:53:10

Bardzo podobał mi się Pana artykuł zarówno od strony merytorycznej jak i sposobu argumentacji pozbawionej kategoryczności i agresji. Pozwoliłam sobie również przeczytać Pana zdanie dotyczące kary śmierci i również pod tym, co Pan napisał mogę się podpisać oboma rękoma.Mogę jedynie wyzrazićmój żal, że najprawdopodobniej Pan nie podpisałby się pod moimi poglądami, gdyż odbiegają one znacznie od uznanej chrześcijańskiej teologii, choć we wnioskach moralnych się z nią spotykają! 

Serdecznie pozdrawiam 

---
Nikt na ziemi nie zna całej Boskiej Prawdy, a człowiek powinien znać z Niej tyle, ile potrafi przyjąć i zrozumieć, aby w chwili doświadczenia nie zwątpił

 
In vitro - o co w tym tak naprawdę chodzi?
BLyy czw, 31 sty 2008, 19:18:22
Skoro kulturalna tu twa debata to postaram się też tak wypowiedzieć. Myślę że problemem katolików nie jest brak wiedzy na ten temat, chociaż u pewnej części na pewno. Są inne ważniejsze i częstsze powody dla których większość katolików nie ma nic przeciwko tej metodzie, a nawet samemu z niej korzysta. Faceci chcą pozostawić po sobie „geny” i to jest u płci męskiej normalne, taki instynkt. Chcą mieć swoje z punktu widzenia biologicznego dziecko. A kobieta jest bardziej skłonna zaadoptować dziecko. Tylko facet chce mieć SWOJE i koniec, przez co kobieta decyduje się na in-vitro. I właśnie zamiast adopcji częściej decydują się na tą metodę. Był taki przypadek niedawno co o nim pisali w gazetach. Innym powodem jest to że kościół miesza się w politykę, robiąc to agresywnie. Gdyby kościół był u władzy to by zakazał in-vitro, jak i aborcji. Ale to jest państwo świeckie, nie może dosłownie wszystkim zakazywać, wyznawcom innej wiary czy ateistom. I tu jest pies pogrzebany. Kościół powinien promować i zachęcać pary które nie mogą mieć dzieci do adopcji w sposób tolerancyjny. Bo mieszanie w politykę przynosi odwrotny skutek niż jaki chcą. Wierni odwracają się od kościoła, nie ufają kapłanom. A co za tym idzie oddalają się od Boga, wspólnoty. Więc promowanie i zachęcenia w sposób tolerancyjny, nie chcącym zabraniać, tylko zachęcać. Innym powodem jest problem samej adopcji, a właściwie sama chęć zaadoptowania dziecka to za mało. Proces zaadoptowania dziecka jest długi i trudny. Takie prawo, trzeba je uprościć. Każdy na te sprawy patrzy inaczej, każdy ma inny poglądy. Jedni są zwolennikami tej metody, inni przeciwnikami mówiąc że to niemoralne, zaś dla innych to jest to konieczność by mieć własne dziecko. Każdy inaczej na to patrzy, więc nie można mówić że przeciwnik tej metody uważa że to niemoralne i ludzi którzy z tego korzystają są niemoralni, nie. Każdy ma inne poglądy, więc potrzebny jest dialog. Nie zabraniać, tylko rozmawiać. Ja osobiście jestem zwolennikiem tej metody i gdybym nie mógł mieć swego dziecka to bym chciał mieć dziecko za pomocą tej metody, to moje zdanie, więc mam nadzieje że nikt nie powie mi że jestem zły, albo że błądzę, po prostu takie mam zdanie, tak na to patrzę. Pozdrawiam

---
Nie trzeba wierzyć by być prawym,ateista też może.

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,698 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń