Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Wymaganie miłości

Żyjąc wśród ludzi zawsze kogoś lubimy, a kogoś mniej, czy wręcz wcale. Ci z nas, którzy uważają się za chrześcijan zobowiązani są do miłości względem innych chrześcijan nakazem samego Pana Jezusa, potwierdzonym i rozbudowanym do rangi sprawdzalnego znaku miłości do Boga poprzez Jana Apostoła, w jego pierwszym liście. W chrześcijaństwie miłość bratnia, „agape” jest znakiem prawdziwego Kościoła.




J 13:34: Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi [Jezusa], jeśli miłość wzajemną mieć będziecie.

1 J 4:20: Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.

Na podstawie powyższego twierdzę, że niewątpliwie najbardziej widoczną, wręcz sztandarową cechą chrześcijan powinna być miłość. Jednak jaka ma być ta miłość? Większość ewangelikałów myli miłość z czułostkową, słodkawo-familiarną atmosferą, poklepywaniem się po plecach i niezarzucaniem nikomu, niczego. Coś w stylu: „kochajmy się i nie mówmy o tym, co mogłoby nas poróżnić, bądź sprowokować do dyskusji”. W takiej atmosferze absolutnie nie można nikomu nic wyrzucać, nikogo krytykować, należy natomiast uśmiechać się do wszystkich i być bardzo miłym. Tylko czy to jest miłość? W niniejszym artykule nie chcę dokonać pełnej analizy greckiego wyrażenia „agape”, czy też przedstawić jego wyczerpującej definicji, chcę natomiast powiedzieć o cesze, o której zapomina większość z nas — o PRAWDZIE.

W moim odczuciu osoba, która mnie miłuje, nie musi koniecznie być zawsze dla mnie miła, natomiast koniecznie powinna mnie szanować i mówić mi prawdę. Jeśli na jakimś chrześcijańskim bądź ekumenicznym spotkaniu pojawią się ludzie, którzy idą zwyczajnie do piekła, a nas upewnia w tym Słowo Boże, gdyż ich grzech, np. bałwochwalstwo, bądź sodomia, wyraźnie na to wskazuje, to czy miłością będzie familiarne ich przyjęcie, poklepanie po plecach i nie mówienie o tym, co nas dzieli? No to pytanie pomocnicze: Jeśli ktoś umiera na chorobę, na którą jest znane lekarstwo i my o tym wiemy, to czy miłością jest nie powiedzieć mu o tym w imieniu miłej, przyjaznej atmosfery? Chyba nikt, przy zdrowych zmysłach tak nie uważa! I tu docieramy do cechy, o której chcę pisać, a jest nią PRAWDA. Miłość wymaga prawdy. Nie ma miłości bez prawdy. Jeśli nie mówię komuś prawdy, to oczywisty dowód, że go nie miłuję. Nie jest miłością zamiatanie spraw pod dywan w imię dobrej atmosfery, bądź z innych powodów, np. niechęci, bądź lęku wobec trudności i nieprzyjemności związanych z ogłaszaniem prawdy. Jest miłością docieranie, pomimo trudu, przeciwieństw, groźby utraty sympatii przyjaciół, groźby wyszydzenia, oplucia, groźby wyłączenia z jakiegoś grona (np. listy dyskusyjnej), itp. do samego sedna prawdy i wyraźne jej ogłaszanie. Niestety, jak napisał niedawno Paweł Chojecki: „od prawdy ludzie wolą prawdę przegłosowaną”; niestety — O zgrozo! — dotyczy to również chrześcijan.

Biblia mówi, że chrześcijanie powinni pewnych ludzi unikać. Czytamy o tym np. w 1Kor 5:9-11, gdzie Paweł Apostoł tak nakazuje:

Napisałem wam w liście, abyście nie przestawali z wszetecznikami; Ale nie miałem na myśli wszeteczników tego świata albo chciwców czy grabieżców, czy bałwochwalców, bo inaczej musielibyście wyjść z tego świata. Lecz teraz napisałem wam, abyście nie przestawali z tym, który się mieni bratem, a jest wszetecznikiem lub chciwcem, lub bałwochwalcą, lub oszczercą, lub pijakiem, lub grabieżcą, żebyście z takim nawet nie jadali.

Jaki cel ma unikanie takich ludzi, którzy podają się za chrześcijan, a którzy w pełni świadomie trwają w ciężkim grzechu? Otóż celem dyscypliny kościelnej, bo o niej właśnie tu mówimy jest doprowadzenie grzeszącego brata do pokuty. Dyscyplina właśnie jest wyrazem miłości kościoła i sposobem jej okazania zatwardziałym w grzechu jego członkom. To właśnie miłość nakazuje nieudawanie, że wszystko jest wporzo i nic nas nie dzieli. To miłość ratuje tonącego, choćby nawet, jak to bywa w praktyce ratowników medycznych, przyszło połamać żebra w trakcie masażu serca; byle by uratować życie ginącego na całą wieczność umiłowanego brata w Panu. Natomiast chrześcijanie nie mają unikać grzeszników, którzy nie są wierzącymi. Najlepszy przykład tego mamy w samym naszym Panu, który, ku oburzeniu faryzeuszów jadał z celnikami i prostytutkami, a co więcej potrafił się o nich dobrze wyrażać i doceniać ich gesty. Dziś sytuacja w kościele jest dokładnie odwrotna. Och gdyby tak ktoś zobaczył nas w barze przy piwie z kolegami z pracy! Co za skandal! Niestety, bardzo niewiele prac misyjnych prowadzi się w środowiskach ludzi głęboko upadłych w grzech, a już wspólne jedzenie z „takimi…”, czy pochwalenie ich… Wiemy przecież.

Jakich grzeszników tolerujemy?

Tolerujemy na naszych chrześcijańskich nabożeństwach i w naszym środowisku ludzi, którzy, dla przykładu będąc posłami głosowali za aborcją, są byłymi agentami UB, którzy w PRL-u donosili na swoich braci w Panu, są jawnymi bałwochwalcami, są rozpustnikami, są chciwcami, (np. zbyt dużo czasu i uwagi poświęcają zdobywaniu pieniędzy), są złodziejami (np. prowadząc tzw. chrześcijańską księgarnie nie płacą wydawcom za książki po kilka lat), itp. Czemu ich nie piętnujemy? Czemu nie okazujemy im miłości?1

Powodów jest wiele, ale najogólniej, dlatego, że nie chcemy widzieć i wiedzieć, gdyż widzenie i mówienie o tym, co widzimy narazi nas na otwarty konflikt z tymi ludźmi i z ich poplecznikami. A otwarty konflikt w naszych środowiskach to wstyd. Tak? A mnie się przypominają słowa pewnego rapera:

Mówię co widzę,

a niech się wstydzi,

ten co to robi,

a nie ten kto widzi.

Chciało by się powiedzieć: Amen. Oprócz tego taki otwarty konflikt boli. Oj tak, bardzo potrafi boleć i jątrzyć się latami. Taki ból, a także wyśmianie, odrzucenie i obrzucenie wyzwiskami są ceną, którą powinien być gotowy zapłacić miłujący swojego brata wierzący. Jednak w opinii większości wierzących miłością jest niedenerwowanie innych i niepowodowanie żadnych zadrażnień; najogólniej „tolerancja”.

Co do słowa „tolerancja”, to bynajmniej nie oznacza ono tego, co dziś, większość ludzi uważa, że oznacza. To słowo oznacza uznanie praw i godności ludzi źle postępujących i heretyków, a nie uważanie ich poglądów i jakości życia za równie dobre, co prawowiernych, porządnych chrześcijan. Tolerować oznacza znosić z trudem i nie prześladować, a nie akceptować z „dobrodziejstwem inwentarza” pod pozorem miłości. Raz jeszcze powtarzam: miłość ratuje, a nie olewa. Ostrzeganie i napominanie to nie bluźnierczy osąd, tylko wyraz najgłębszej, gotowej na poniesienie bólu, odrzucenia, oplucia, wyzwisk, itp. miłości.

Mogłoby się wydawać, że taka atmosfera zredefiniowanej tolerancji niczego nie piętnuje i niczego nie odrzuca. Że wszyscy się tam mieszczą i wszyscy mogą się tam dobrze czuć. Otóż nie! Jest pewien rodzaj ludzi, jest pewno określenie, które nie mieści się w tym modelu. Jak określa się ludzi, którzy wzbudzają „niepotrzebne” niepokoje? …którzy są gotowi nazwać innego członka wspólnoty np. złodziejem? …którzy nie zawsze bez gadania podporządkowują się kierownictwu? …którzy są gotowi nie podawać komuś ręki, gdy uważają go za zatwardziałego grzesznika? …którzy używają epitetów? …którzy wiedzą kim są i co jest słuszne i nie patrząc na innych według tego postępują? OSZOŁOM! To jest właśnie to słowo, które w takich przypadkach pada. Słowo oszołom pochodzi od wyrazu oszołomienie2. Przepraszam, że to powiem, ale obawiam, że Pan Jezus i Jego apostołowie też otrzymali by taką łatkę od dzisiejszych chrześcijan. Szkoda, że ci „porządni” wierzący nie czytali nigdy np. Lutra3, jak epitetami karci Erazma z Rotterdamu i nazywa jego diatrybę „O Wolnej Woli” gównem podanym na srebrnej i złotej zastawie. Pan Jezus też używał epitetów, bo jakże inaczej rozumieć określenie „groby pobielane” (Łk 11:44), którego użył wobec faryzeuszów? To był epitet tak ciężki i obelżywy, że nie mamy nawet podobnego w języku i kulturze polskiej. Epitet ten, z jednej strony odnosił się do pojęcia czystości liturgicznej, wymaganej przez Prawo Mojżeszowe, a z drugiej do smrodu gnijących zwłok. Przy tej okazji powiem, że znam przypadek brata, który pomimo wieloletniego stażu wiary i nieposzlakowanej opinii został zawieszony w publicznym usługiwaniu, gdy stając w obronie pokrzywdzonego przez zborokrążcę brata (próba kradzieży mieszkania), nazwał go chamem.

Niedawno miałem okazję przekonać się jak daleka jest niechęć do oszołomów. Kiedyś pewien brat (powiedzmy: Brat A), z którym korespondował inny (Brat B) wysyłając mu czasem jakieś swoje opracowania, poprosił Brata B żeby ten już więcej mu nic nie przysyłał. To nic, bo Brat A nie chciał wziąć od Brata B nawet bardzo spokojnej i stonowanej gazetki Augustinus. Wstępem do tej, narastającej sytuacji było niekonwencjonalne zachowanie Brata B i określenie go przez Brata A właśnie oszołomem. Jakie są powody takiego postępowania? Sądzę, że Brat A myśli tak bardzo emocjonalnie, a nie logicznie, że nie jest w stanie wznieść się ponad swój emocjonalizm żeby cokolwiek merytorycznego zza niego zobaczyć; on już w ogóle nic od tego oszołoma nie weźmie; nie usłyszy też nic, co Brat B do niego powie. Tak bardzo przeszkadza mu wizerunek Brata B, który sam sobie wykształtował w umyśle, że nie jest w stanie. Aż dziw, że jeszcze podaje mu rękę. Jego emocje są już tak negatywne, że, obawiam się, że choćby Brat B cytował expressis verbis Pismo Święte, tamten niczego nie usłyszy. To jest niestety coraz częstszy problem naszych czasów. W czasie reformacji ludzie myśleli rozumem, obecnie myślą emocjami. To na emocjach właśnie oparte są dzisiejsze reklamy, wizerunki wyborcze kandydatów; to emocjami, li tylko była cała historia „nawróceń” przy okazji śmierci JP2. Człowiek posiada emocje, ale czy one powinny przeważać nad rozsądkiem i trzeźwą oceną ludzi, sytuacji itd.? To nie wrażenie emocjonalne, jakie na nas robi jakiś człowiek jest miarodajne, aby ocenić, kim on jest, ale owoc jego życia. Ewangelista Mateusz tak przekazuje nam słowa samego Pana Jezusa (Mt 7:15-20):

Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi! Po ich owocach poznacie ich. Czyż zbierają winogrona z cierni albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień. Tak więc po owocach poznacie ich.

Zwróćmy uwagę, że Pan Jezus wypowiada te słowa właśnie w kontekście przyjmowania czyichś słów.

Oszołom oszałamia, więc czasem trudno wznieść się ponadto, żeby dostrzec owoc. Ludziom, którzy mają problem ze swoimi emocjami, którym przysłaniają one wnioski logiczne, polecam Przypowieści Salomona, a szczególnie fragment Prz 2,1-3,5. Ten fragment rozmyślania Salomona zaczyna się od słów „…zwracając serce do rozumu…”, a kończy „Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie!”. Wewnątrz tego tekstu znajduje się tajemnica przemiany serca ludzkiego i człowieka z myślącego własnym sercem, na ufającego Bogu sercem przemienionym. To właśnie taka przemiana powinna pomóc najbardziej w omawianym przypadku.

Wracając do oszołomów, pomyślmy jakim oszołomem musiał wydawać się np. prorok Jeremiasz, który gromił ostro swoich współbraci, czy namawiał rodaków do poddania się ich wrogom, albo Izajasz, który „…chodził nago i boso” (Iz 20:2), albo Ezechiel, który leżał po kilkadziesiąt dni na każdym ze swoich boków (Ez 4), albo Ozeasz, który ożenił się z nierządnicą (Oz 1:2), a także Paweł Apostoł, który przewrócił całą Europę głosząc Ewangelię. Mało? To pomyślcie o Augustynie, Wiklifie, Wesleyu itd. W dzisiejszych zborach, uznani byli by za istnych oszołomów!

Kolejna historia, to historia pewnego brata, który jednoznacznie wypowiadał się, werbalnie i pisemnie przeciwko przystąpieniu pewnego niewielkiego kościoła protestanckiego do Aliansu Ewangelicznego. Ponieważ umieszczał swoje opinie na ten i inne kontrowersyjne tematy na stronie owego kościoła, a także zamieszczał na niej linki do swoich artykułów, więc osoby opowiadające się za jego przystąpieniem do AE, które miały akurat taką możliwość, zablokowały mu dostęp do strony, a dla usprawiedliwienia swojego czynu przykleiły mu właśnie miano oszołoma.

Pismo Święte, pod karą piekła zabrania nazywania brata głupcem (Mt 5:22), dzisiejsi chrześcijanie mają jednak inne słowo, po którym każdy „rozsądny chrześcijanin” powinien, kogoś tak określonego unikać jak ognia, bardziej niż trędowatego.

Dziś wszystko musi być poprawne i grzeczne, zarówno w polityce i w życiu społecznym, jak i w religii. Ja jednak sądzę, że ludzie, którzy wprost piętnują grzech, którzy bezkompromisowo chcą trzymać się Biblii, którzy walczą o wiarę raz na zawsze świętym podaną, którzy postępując wedle swoich przekonań nie oglądają się na innych, którzy podejmują trudy i są gotowi do poświęceń, którzy jadają z pijakami i grzesznikami, to nie oszołomy, tylko prawdziwi chrześcijanie. Oby tylko finał ich służby nie był taki jak za „oszołoma” Noego.

Marek Handrysik

Świętochłowice 03.10.2007

poprawki: 02.11.2007 0912.2007, 17 luty 2008 (w moje urodziny :-)


Wszystkie cytaty za Biblią Warszawską, Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 1999


1 Nie zapomnijmy przy takich okazjach o modlitwie, bo „Jeżeli ktoś widzi, że brat jego popełnia grzech, lecz nie śmiertelny, niech się modli, a Bóg da mu żywot,…” (1J 5,16).

2 Oszołomienie: Stan zamroczenia, półprzytomności, odurzenia. Stan wywołany silnym przeżyciem uczucie wielkiego zdziwienia, radości, onieśmielenia itp. Spoglądać na coś w oszołomieniu. Wprawić kogoś w oszołomienie. Ochłonąć z oszołomienia. [Słownik Języka Polskiego T2; Warszawa 1979]

3 Marcin Luter „De Servo Arbitrio” – „O Niewolnej Woli”; tłum. ks. prof. dr. hab. Wiktor Niemczyk; Towarzystwo Upowszechniania Myśli Reformowanej „HORN”; Świętochłowice 2002.



Wymaganie miłości | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Wymaganie miłości
medieval_man sob, 23 lut 2008, 16:42:50

Kiedy przeczytałem po raz pierwszy tekst Marka o Miłości, która domaga się Prawdy poczułem pewien niepokój. Pozornie zdania zazębiają się ze sobą. Następuje logiczne wynikanie, uzasadnianie, przekonywanie. A jednak coś sprawia, że z całym tym tekstem nie mogę zgodzić się do końca. Coś mi w nim przeszkadza, coś zawadza, coś kłuje.

Z pozornie logicznych założeń wynika bowiem w tekście wiele rzeczy, z którymi się nie zgadzam. Czy to przejaw tego, że nie wszystko dobrze przemyślałem w swoim życiu i tekst Marka wytrąca mnie z błogiej nieświadomości czy też zawiera on w sobie błąd, który wiedzie mnie na manowce?

 Jednak już wiem, co mi przeszkadza. To przedstawianie subiektywnych osądów jako obiektywnych zdań.

 Zgadzam się co do wzajemnego przenikania się Miłości i Prawdy, ale nie zgadzam się do końca, że Prawda jest  cechą Miłości. Nie jest przynajmniej tylko cechą. Jest wartością równie uniwersalną co Dobro i Piękno. Wraz z nimi tworzy klasyczny zestaw wartości powszechnych. Prawda, Dobro i Piękno to transcendentalia relacyjne czyli właściwości bytów uwzględniające relacje między bytem jako bytem i bytem jako osobą . Te więzi relacyjne przybierają różne formy. „Prawda, Dobro, Piękno ujawniają związek relacyjny bytu i osoby w aspekcie poznania (prawda), w aspekcie pożądania (dobro) i zarazem poznania i pożądania (piękno)”.

 Natomiast Miłość jest postawą czyli aktem woli.

 I teraz najważniejsze.

Kiedy Marek pisze: Miłość wymaga prawdy. Nie ma miłości bez prawdy, to zgadzam się z nim bez dwóch zdań, bo to opinia obiektywna.

Kiedy natomiast pisze:  Jeśli nie mówię komuś prawdy, to oczywisty dowód, że go nie miłuję, to nie zgadzam się z nim.

Marku: jakiej Prawdy?

Twojej "prawdy" czy obiektywnej Prawdy?

Z całego kontekstu wynika, że twierdzisz iż musisz komuś kogo kochasz mówić swoją prawdę.

prawdę, która jest Twoim osądem postawy drugiego człowieka, Twoją interpretacją Ewangelii.

Ta prawda ma bardzo niewiele wspólnego z Prawdą o jakiej mówisz gdy używasz sformułowania Miłość wymaga prawdy. Nie ma miłości bez prawdy.

 Miłość i Prawda splecione są ze sobą w taki sposób, że Miłość wymaga Prawdy, a Prawda Miłości. Nie dzieje się to jednak w taki sposób, że przejawem naszej miłości ma być „walenie z grubej rury” innym, co o nich myślimy. To jest zwykły brak poszanowania wolności innych ludzi i jednocześnie pełne pychy przeświadczenie, że nasze zdanie (nasza prawda) jest tożsame z Prawdą absolutną. Miłość jest wtedy gdy poznajesz daną osobę w Prawdzie i kochasz ją w Prawdzie, czyli w Tym, który siebie takim mianem określił. Nie, kiedy zarzucasz swemu bratu niespełnianie Twoich wymogów prawdy, ale wtedy gdy kochasz go tak samo jak Pan go ukochał.

I z drugiej strony: nawet mówienie Twojej prawdy musi dokonywać się w Miłości. Josemaria Escriva, założyciel Opus Dei tak pisał:

Czy nie czujesz się przypadkiem powiernikiem dobra i absolutnej prawdy? I czy dlatego nie uważasz, że masz szczególny tytuł lub prawo do wykorzeniania zła za wszelką cenę?
— Tą drogą niczego nie naprawisz! Jedynie przez Miłość i z miłością! Pamiętając, że Miłość ci przebaczyła i przebacza ci tak wiele
.

Dlatego w moim rozumieniu, jeśli kogoś obdarzasz Miłością nie jest twoim zadaniem wytykanie mu wad, zwracanie uwagi, wzywanie do zmiany postępowania a potem cierpienie z tego powodu, że w „imię Prawdy” jesteś „wyśmiany, odrzucony, obrzucony wyzwiskami”. Nie dzieje się tak bowiem w „imię Prawdy”, ale w „imię Twojej prawdy” Marku. A za to cierpieć nie warto.

Jeśli nie mówisz komuś „Twojej prawdy” to nie jest znak tego, że go nie miłujesz. Po prostu wystarczy odróżnić „swoją prawdę” od „stanięcia w Prawdzie”, które jest warunkiem Miłości.

---
Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii, rozumienia, które wychodzą poza klasyczną fundamentalistyczną interpretację

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,655 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń