Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Mgła: horror egzystencjalny

Gdyby Bóg był, nie pozwoliłby na to zło – mówi jedna z bohaterek prozy Stephena Kinga. Reżyser "Mgły " – ostatniej ekranizacji powieści mistrza grozy - bez skrupułów zainfekował swoje dzieło kalką hollywoodzką: zły, fundamentalistyczny i nieludzki jest przeciwnik aborcji i in vitro. Ale końcowe sceny "The Mist" wywracają ten banalny schemat do góry nogami: zadanie śmierci w imię współczucia jest najgorszą pomyłką człowieka. Nie spotkałem jeszcze w Hollywood tak ostrej krytyki eutanazji.



"Najlepszy horror ostatnich dziecięciu lat" (slogan reklamowy) nie jest mistrzostwem gatunku. Można za to wyśledzić w filmie Frank Darabonta wątki przesłania pokrewnego "Osadzie". Jako horror film jest do bólu przewidywalny. Plastikowe potwory i nieprzekonywająca gra aktorów plasują tę adaptację powieści Stephena Kinga daleko w tyle za "Zieloną milą" czy "Skazanymi na Shawshank". A jednak - z projekcji "Mist" wynosi się niepokój metafizyczny. To dzięki ostatniej scenie, która transcenduje filmową konstrukcję i przenosi środki charakterystyczne dla filmu grozy na drugi plan. Mamy więc szekspirowską tragedię z Jurassic Park w tle.

Sprzeczności towarzyszą Mgle od początku do końca. I trafiają za nią aż do dystrybutorów, którzy w wersji kinowej okroili film z 20 najważniejszychminut. Film promowany jako klasyk gatunku utrzymany był w klimacie nieco ostrzejszym, aniżeli Jurassic Park. Napięcie zniweczone zostało przez serię niedoróbek, emocjonalny dysonans między wyzwaniami filmowej fikcji a wysiłkiem aktorów oraz falstart w początkowych scenach, które doszczętnie odarły film z tajemniczości charakterystycznej dla twórczości Kinga.

Drażni w reżyserii Darabonta nachalnie wyeksponowany podział filmowych postaci na złych i wstecznych popleczników najbardziej wyrazistej bohaterki Mgły znakomicie odegranej przez Marcię Gay Harden pani Carmody i dobrych, szlachetnych "liberałów". Absolutnie naturalny instynkt religijny nie odbił się żadnym echem w filmie. Ukazane zostały postawy ekstremalne – powiedzmy otwarcie - karykaturalne, bez żadnego środka.

Jesteśmy karani za sprzeciwianie się woli Boga – obsesyjnie powtarza Carmody (Marcia Gay Harden), a widz utwierdza się z każdą minutą filmu w przekonaniu, że odwołanie się do Boga w chwili katastrofy to zjawisko o podłożu fundamentalistycznym i patologicznym. Obrzydzenie do religijnego przeżywania cierpienia i zła osiąga punkt krytyczny wtedy, gdy dochodzi do samosądu na żołnierzu, którego religijny tłum oskarża o sprowadzenie nieszczęścia.

Nie chce mi się wierzyć w przekonanie reżysera do takich środków artystycznego wyrazu, które pachną ideologiczną nienawiścią do przeciwników aborcji. David Drayton grany przez Thomasa Jane wynosi swojego synka poza oszalały tłum i z grupą przyjaciół opuszcza sklep. Z tą chwilą kończy się horror – o ile się kiedykolwiek zaczął.

Cezurą w filmie jest też muzyka. Utwór Dead Can Dance, z płyty “The Serpent Egg”, oddziela nas swoim nastrojem od zwodniczego kiczu i wprowadza w tragedię o wiele gorszą niż nalot obrzydliwych robali na ziemię.

Drayton uznał, że jego walka jest przegrana. Chcąc zaoszczędzić bólu swojemu dziecku i przyjaciołom – wśród nich dziewczynie, z którą zaczyna go coś łączyć – zabija ich po kolei. Dla niego samego nie starczyło kulki. Wychodzi z samochodu, klęka. Z mgły wyłania się czołg. To nadchodząca pomoc. Żołnierze likwidują robaki a mgła opada. David Drayton klęczy w udręce.

Końcówka różni się od tej, którą znamy z książki. Mistrz, Stephen King przyjął z uznaniem pomysł Franka. Reżyser, a zarazem scenarzysta filmu podjął realne wątki: wojna (kojarzenie akcji z Bałkanami), nastrój katastrofizmu w amerykańskim społeczeństwie, fundamentalistyczna interpretacja nieszczęść spotykających Amerykę, i jakże autentyczne – czyż więc nie osobiste – potraktowanie problemu życia, śmierci i nadziei.

To pytanie nie zostaje postawione wprost, ale jest ono konsekwencją rozczarowania wolnością wyboru głównego bohatera: czy wolno nam utracić nadzieję? Reżyser bez wahania odpowiada widzowi, że nie. Klamrą spinającą film jest osoba matki kilkorga dzieci pozostawionych w domu nieopodal sklepu. Wchodzi w mgłę, bo ośmioletnia córka nie poradzi sobie z rodzeństwem. Powiedziałam im, że nie będzie mnie tylko kilka minut. Na ich miłość…Wszyscy ją ostrzegają: nie rób tego, skazujesz się na pewną śmierć. Mówi też tak Drayton.

Pozbawieni nadziei popełniamy zbrodnię. Tracimy na własne życzenie intuicję dyktującą właściwe postępowanie. W jednym z transporterów jedzie matka Wiktora, ze wszystkimi swoimi dziećmi – cali i zdrowi. Wymieniają się spojrzeniami z Draytonem. Ta milcząca konfrontacja zamyka film i nie pozostawia złudzeń co do intencji autora: świat ocali tylko prawdziwa miłość. Trzeba się obawiać ludzi, którzy nie są do niej zdolni.

David Drayton trafił do piekła, tak jak mu to przeciwdziała demoniczna pani Carmody. Będzie musiał żyć z świadomością, że zabił własne dziecko.

T.L.



Mgła: horror egzystencjalny | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Mgła: horror egzystencjalny
Bai Lung nie, 16 mar 2008, 11:58:07
"Mgły" jeszcze nie oglądałem, wypowiem się zatem bardziej ogólnie. Przede wszystkim "Zielona mila" i "Skazani na Shawshank" to nie horrory. To tylko potwierdzające mistrzostwo Kinga filmy – pokazujące, że można, i że on to umie, budować nastrój, napięcie i całą fabułę, bez wspomagania się potworami.
Chapeau-bas!

Co do tytułu komentowanego postu, to właśnie on skłonił mnie do reakcji. I powiedzmy sobie szczerze - wku****a mnie to jak mało co. Nie jest to pierwsza taka reakcja, spotkać to można wszędzie - ostatnio nawet w <a http://www.gazetawyborcza.pl/0,79469.html>"Wysokich Obciachach"</a> ukazał się wywiad z matką Chodorkowskiego - zdjęła z piersi krzyżyk, gdy aresztowano jej syna, "bo gdyby Bóg istniał nie pozwoliłby ba taką niesprawiedliwość". Cóż z chrześcijaństwem ma wspólnego owa kobiecina? No, chyba niewiele, tak jak ze zdrowym rozsądkiem.
Tak już zupełnie złośliwie przypomnijmy, że Chodorkowski nie dostał "czapki", ale sześć lat tiurmy.Owszem, wiadomo, że nie w luxusie, do jakiego przywykł, ale może nie jest to najgorsze, co może człowieka spotkać.
To idiotyczne (i będę bronił tego epitetu) podejście jest niestety dość powszechne - pleni się jak zwykła głupota, co z resztą nie dziwno... Frazy tej używają ludzie gdy ICH osobiście dotknęła jakaś tragedia; niestety okazuje się wtedy (właśnie), że całe to chrześcijaństwo jest tylko czymś nabytym, ale  nie bynajmniej wyznawanym.
To, co widzą co dzień w telewizorni, a przecież przekaziory [media] na tym się właśnie skupiają, nie jest niczym innym - to przecież relacje z ludzkich tragedii. Ale przecież i mediów nie trzeba - czy osoba apostazjująca ze względu na "takie zło, którego Bóg[?], dopuścił, słyszała kiedyś cokolwiek o historii?!
Przecież nawet nie Auschwitz, ale miliony innych ciekawostek mogą zmrozić krew w żyłach... jakby7 o trym nie wiedzieli.

Bóg przestaje istnieć dopiero gdy ich bliskim się coś przydarzy...
 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,682 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń