Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Zjeść Boga

Święta, święta, święta... wielkiej nocy. Przedwczoraj przyniosłam chleb z kościoła z okazji Wielkiego Czwartku. Żadna tam tradycja, bo każdego roku ewoluuje na troszkę coś innego, ale miło. Jeszcze ubiegłego roku małe bochenki były sprzedawane przed kościołem, żeby dzielić się nimi z bliskimi w domu na Wielkanoc, a teraz chleby zostały połamane, odkruszane między setki dzielących się na mszy. Był wprawdzie apel, aby odpłacić za chleb łaskawymi datkami do ustawionego koszyczka, ale zamiast tego dostawały czasem buziaki małe harcerki latające z tym chlebem po kościele lub stojący obok człowiek, który podał chleb. Nawet całe połówki chlebów, które na koniec wypełniły stolik za ławkami jako odłamki, miały darmowe wzięcie po zakończeniu mszy. Czasem tylko z niepewnym uśmiechem właściciela wyciągniętych po nie rąk. No cóż z tego, że nie brał czyichś pieniędzy, tylko naruszone jedzenie, którego już nie chciano po nasyceniu. A jednak jakby czyjeś, jakby wbrew komuś, ponieważ padła prośba, żeby z tego, że się zje przyszły pieniądze...




Z kazania najbardziej zapadła mi w pamięci ta część, która mówiła o nierozumieniu prośby Jezusa z ostatniej wieczerzy, nawet przez tych, którzy uczestniczą w Eucharystii na znak ich spełniania.


Nie trzeba mi było kazania, żeby myśleć o sobie jako tej, która nie rozumie po co przystępuje do Komunii św. Chociaż paradoksalnie przez to, że te prośby rozumiem doskonale. Bądź źle rozumiem? W każdym razie nie mam pustki w głowie, co o tym myśleć.

Gdy ktoś rzuca prośbę, aby zjeść chleb w zamian za ofiarowanie mu pieniędzy, to jest to tak samo proste do rozumienia, gdy ktoś częstuje chlebem, aby biorca wyraził tym zgodę na jego śmierć, na jego przeminięcie, na pamiątkę po nim. Ten pierwszy chce zyskać coś dla siebie podarowując i zapraszając do jedzenia, a ten drugi stracić jeszcze więcej, niż to co podaje do ręki.
- Czy bierzesz z tym wszystko co posiadam, czym jestem? Aż tak, by mnie nie było wcale? - pyta człowieka. A człowiek niby myśli nad tym, że to bardzo dziwny dar, bo więcej w nim utraty, niż zysku, gdy mówi ten, kogo się kocha, ale odpowiada:

- Darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy!
I myśli: "Nie wypada nic innego jak zjeść, szczególnie, gdy wszyscy o to proszeni, a nie ja szczególnie." Potem wyciągając rękę po okruchy nie musi się wzdrygać, że nie dopełnił tego, co miał dać w zamian, ponieważ niczego nie miał dać, tylko czekać na swoje własne nieumieranie - odkupienie z grzechów...


Ilekroć pamiętam, że idę do ołtarza zjeść opłatek by wyrazić zgodę na śmierć kapłana, to myślę też o tym, co by się stało, gdyby taki kapłan był kimś kto mnie kocha. Pewnie płazem by mi taka zgoda nie uszła i musiałoby się stać ze mną coś strasznego... A już na pewno, gdyby do śmierci takiego kapłana doszło. Zaiste jakaś wielka noc nie do pokonania.

I jeszcze o tym, co by było, gdybym ja kochała tego kto prosi o wykonanie znaku zgody na jego śmierć - najprawdziwszą modlitwę o to. Czy nie wolałabym wstrzymać swoich nóg przez przekroczeniem progu kościoła, aby nie ryzykować zatracenia drogiej osoby? Czy raczej pocieszała się niemożliwością - czyż mam moc sprawczą, aby jakimś gestem, symbolem spowodować śmierć człowieka, choćby na dyktowane przez niego samego zaklęcie? Bo jeśli miałoby być inaczej, to co mnie usprawiedliwi, co mnie obroni przed krzywdą, brakiem sprawiedliwości, brakiem prawa, jeśli w zakres tego, co potrzebuję jeść by żyć wpiszę ciało ludzkie? Do jakiego nieba ma iść żarłoczne zwierzę nie szczędzące nawet własnego gatunku? A cóż dopiero Boga? O Chryste :(.


A potem tylko refleksja, czym jest inscenizacja tego, co już było. Czy w inscenizacji jest różnica, czy odtwarza się zdarzenie prawdziwe, czy wymyślone? A na odwrót - jaki warunek musi być spełniony aby to co się robi (nawet ustawicznie powtarzając) nie było inscenizacją? Nie robi inscenizacji kobieta codziennie przewijająca dziecko, karmiąca je. Dziecko dla którego wykonuje swe czynności jest prawdziwie zababrane i prawdziwie głodne.

W Kościele nie wykonuje inscenizacji ten, kto spełnia prawdziwą prośbę Jezusa. Jeżeli polegała ona na tym, aby pobudować świątynie i każdego dnia powtarzać prośby o spożywanie opłatków pszennych dla przeminięcia żywego Jezusa (na pamiątkę po nim) lub wszystkich kapłanów, którzy się do tej czynności zgłaszają, czy na czymkolwiek co miało prowadzić do tego co się robi w Kościele, to nie ma tam inscenizacji.

A jeżeli polegała ona na tym, aby iluś konkretnych mężczyzn żądnych kapłaństwa mogło roztrzygnąć w swoim sumieniu, czy ofiary z ludzkiego życia mogą być pragnieniem Boga. Dodają, czy odejmują? Radują, czy smucą? No to jest inscenizacją, nawet jeśli wymyśloną przez nich samych jako sposób na wierne posłuszeństwo.



Zjeść Boga | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,596 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń