Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Prawica w dialogu

PolemikiInspiracja chrześcijańska w polityce jest dobrowolna, wypływa z "obfitości serca" i uformowanego po chrześcijańsku umysłu. Posiłkuje się dwoma porządkami: objawienia i racjonalnym. Racjonalny w tym ujęciu to inaczej filozofia, realistyczna lub klasyczna, która podpowiada, że dobro wspólne i wartości są warunkiem "zdrowia" i pokoju społecznego, są też uniwersalne i ponad religijne. W artykule: Jakiej prawicy potrzebują Polacy? A jakiej nie? (Dziennik z 22 marca), Robert Krasowski transgresyjnie forsuje projekt prawicy nieróżniącej się programem ekonomicznym, politycznym i obyczajowym od liberalizmu, w którym inspiracja chrześcijańska nie ma racji bytu. Popełnia sumę tragicznych błędów konserwatyzmu, który zachowuje nie rozwijając i lewicy, która rozwija nie zachowując. Zdaniem dziennikarza powinniśmy skapitulować przed wielkim liberalnym systemem europejskim, dla którego nie ma alternatywy i odciąć się od chrześcijańskiej nadziei i antropologii w polityce.

Z dotychczasowych tekstów Krasowskiego wynikało, że prawdy społecznej nie ma, bo nie ma prawdy obiektywnej, a państwo nie może stwierdzać, co jest prawdą, bo o tym decyduje jednostka. Zadaniem państwa jest takie układanie współżycia jednostek, by każdemu wiodło się w miarę dobrze i było jak najmniej kolizji. Z prawdą religijną Krasowski poradził sobie zapędzając ją do getta ludzi wierzących, którzy z państwem nie powinni mieć wiele do czynienia. Nie mają prawa do manifestacji publicznej swoich przekonań ponad to, co proponuje im wolnorynkowa gra idei.

Odpowiadając Krasowskiemu odwoływałem się do krytyki liberalizmu, bo cała konstrukcja publicysty Dziennika obciążona jest sprzecznościami i błędami tej ideologii. Konstrukcja Krasowskiego kłóci się z objaśnieniem neutralności światopoglądowej, które nie wypiera wyborów i tożsamości jednostek i nie organizuje jakiegokolwiek zastępstwa w ich dokonaniu. Czego przykładem jest wychowanie dzieci i młodzieży. Kiedy tzw. społeczeństwo przejmuje od rodziców ich wrodzone kompetencje kończy się to zazwyczaj źle.

Wspólnota polityczna bez podkreślenia tożsamości większości odbiera sobie siłę do poniesienia odpowiedzialności za słabszych (mniejszości) i wyzwala sekwencję zdarzeń niszczących więzi między ludźmi. Społeczeństwa wyznające radykalny liberalizm (czy może być inny?) składają się z jednostek nieszczęśliwych, które zatraciły wzajemną wrażliwość na siebie: wskazują na to liczby rozwodów, aborcji, uzależnień, dzieci wychowywanych przez samotne matki i zrodzonych poza związkami małżeńskimi, dającymi trwałość i stabilizację.

Równolegle do wykładu o społeczeństwie liberalnym Krasowski zaatakował katolicką naukę społeczną, która objawiła mu się jako niewygodny świadek prawicowych korzeni. Zrównał etyczne postulaty Kościoła (niezgodę na in vitro, maturę z religii, sprzeciw wobec zabijania dzieci poczętych w wyniku gwałtu) z fundamentalizmem, a klasyczne dochodzenie prawdy wyeliminował.

W stosunku do polityków Krasowski używa określenia radykalizm. Tak nazywa próby nadania kierunku społecznej peregrynacji i zabarwienia rzeczywistości społecznej wystarczająco silną esencją wartości, żeby jednostki tworzące wspólnotę polityczną nie oddaliły się od siebie, nie rozpadły na odrębne atomy i nie samounicestwiły.

Kościół posługuje się dwoma wymiarami prawdy: z objawienia i z rozumu. Ponieważ stoi na stanowisku klasycznym, Krasowski nie podjął z nim dyskusji filozoficznej na temat prawdy, tylko zepchnął ją do kruchty i zamknął udając, że to co mówi instytucja religijna o człowieku i społeczeństwie jest irracjonalne. Tak było mu łatwiej, ponieważ jego edukacja filozoficzna zatrzymała się na Kancie i współczesnych idealistach i nie potrafił – prawdopodobnie – zrozumieć argumentacji ukierunkowanej przez nurt "klasyczny" (mamy trudności z definiowaniem go, ale jego wyznacznikiem jest consensus wokół prawdy społecznej i antropologicznej). To rodzi nieporozumienia, bo wypływające w debacie społecznej stanowisko chrześcijan - i ludzi po prostu uznających antropologiczną prawdę o człowieku - jest identyfikowane z religią i zewnętrzną moralnością.

Gdyby Krasowski poszedł śladem swojej mentorki – Jadwigi Staniszkis – dojrzałby współczesne prądy myśli realistycznej (KUL, St Jodard, Louvain). Nie dlatego, żeby się miał z nimi bezkrytycznie zgodzić, ale żeby przyjąć do wiadomości ich prawo do obecności w obszarze dyskursu racjonalnego i przekładu na politykę. Jeśli osiągnięcia KUL go nie przekonują, to sama siła ich żywotności zdolnej inspirować polityków powinna dać mu do myślenia.

Niebezpieczeństwo polityczne tez stawianych przez Krasowskiego polega na oddzieleniu inspiracji chrześcijańskiej i racjonalnie odczytywanej prawdy od debaty społecznej a w rezultacie od - praktycznie najbliższych nauce społecznej Kościoła - idei konserwatywnych .

Polska prawicowość – przekonuje redaktor naczelny Dziennika - podobnie jak zachodnia, jest właśnie miękka. Normalna, pragmatyczna. To, co twardsze, to nie jest prawicowość, ale radykalizm. Nie ma radykalnego konserwatyzmu. To sprzeczność na poziomie pojęć. I to nie tylko w polityce, sferze obowiązkowego pragmatyzmu, ale także w świecie idei.

W wielkanocnym orędziu do prawicy Krasowski powiela swoje stare błędy metodologiczne i rozporządza kilku wnioskami, z którymi polemizuję.

1. Wartości nie potrzebują zabezpieczenia – obronią się same. Mówienie przez prawicę o potrzebie kolejnych społecznych zdobyczy, jeszcze silniejszych gwarancji – pisze Krasowski -stało się w Polsce szkodliwym rytuałem, który sprawia, że część prawicy nie potrafi dostrzec skali swojego zwycięstwa.

2. Jeśli gdzieś konserwatyści mogą ogłosić, że udało im się oprzeć Duchowi Dziejów, to właśnie w Polsce.

3. Lewica kona

4. Prawica PiS niczego wielkiego nie dokonała

Krasowski opisuje nas jako społeczeństwo przedmodernistyczne, którego jedyną bolączką jest czekająca je modernizacja. I owszem, stan zaburzenia tożsamości nas nie dotyczy. Lecz wcale to nie oznacza, że nic się nie zmieniło. Jeśli nie musimy bronić naszej tożsamości to z pewnością zmuszeni jesteśmy podjąć dialog z Europą ponowoczesną i to jest gwóźdź programu prawicowego, który Krasowski niesłusznie pominął. Współczesna prawica Polska jest prawicą w dialogu z liberalizmem, który faktycznie stał się jedyną ideologią Unii Europejskiej wbrew żywej wciąż tradycji klasycznej, która Europę ukształtowała. Do tego dialogu, skonstatowania różnic ideowych a czasami obrony własnej tożsamości Polska musi się akomodować. Celowo nie przywołuję analogii oblężenia, bo od nas zależy czy będziemy się bardziej bronić czy dialogować.

Tożsamość determinowana jest dynamiką dialogu i analizy, umiejętnością patrzenia w przeszłość i przyszłość, adaptacji i negocjacji, a bywa że uporu. Wartości odczytujemy w zmieniających się kontekstach, refleksyjnie i twórczo. Co ma wspólnego ta dynamika z postulatem "zastania", który publicysta Springera wysuwa, jako naczelną tezę?

Dużo gorzej kiedy wartości utracą sens, który jest do wybronienia tylko wtedy, gdy odczytuje się go na nowo. Lepiej, żeby były unicestwione politycznie, niż miałyby ulec bezmyślnemu powielaniu. Publicystyka Dziennika poluje na atrakcyjność wartości - umazuje je błotem, oszczerczo pomawia i zakazuje ich. Niech więc redaktor naczelny nie symuluje troski o nie. Przykład Europy zachodniej, która spasowała intelektualnie wobec idealizmu nie pozostawia nam wyboru i podpowiada, że w kwestii wartości tylko postawa aktywna – odrzucana przez Krasowskiego – uratuje je.

Nie można odrywać polskiego sukcesu ekonomicznego od sprawy tożsamości, gdyż jedno obstawia drugie. Błyskotliwe zagwarantowanie maksymalnie korzystnych warunków dla naszej klasy średniej związane jest z uznaniem wartości tego co nasze. (Np. warto i trzeba walczyć o naszych przedsiębiorców.) Problem jest więc bardziej uniwersalny niż sama tylko tradycja godna zachowania.

Jeśli czasami przebiją się w prawicowo-narodowym stylu bycia - wypomniane przez Krasowskiego - nastawienie bojowe, bywa, że poczucie klęski, alienacji i oblężenia są one całkiem uzasadnione. Wywołuje je bezpardonowa konkurencja i agresywna przebojowość najskuteczniejszych graczy wolno rynkowych i ideowych - korporacji i ich mediów.

Broniąc tezy o swoim zantagonizowaniu z Michnikiem Krasowski odwołuje się do przeszłości. Ale nie mówimy o niej. Czym różni się Krasowski od Michnika dzisiaj? To pytanie nas frapuje. Wszyscy zmiękli, może mniej Krasowski odmawiający matury z religii uczniom, co nasuwa skojarzenie z partyjnym betonem w czasach odwilży. Trudno o lepszy przykład będącej celem samym w sobie ambicji wpływania na rzeczywistość.

Ma rację Krasowski wysyłając sygnał o bezideowości Sarkozyego. Prezydent Francji realizuje założenia polityki liberalnej gromadząc wszystkich pod skrzydłami państwa laickiego - duchowo i moralnie. Groteskowe rozdawnictwo prezerwatyw na wyborczych piknikach nie przydaje mu żadnej wiarygodności w realizacji programu przywracania jakiejkolwiek tożsamości. Ale przykład Sarkozyego dowodzi jedynie tego, że prawica europejska niczym się nie różni obyczajowo od lewicy. Programem ekonomicznym niewiele więcej. Historia ta zakończy się wcześniej czy później odwrotem elektoratu prawicowego w kierunku partii bardziej skondensowanych programowo, bo strategia ich ciągłego kompromitowania i rozwadniania (vide Krasowski) też dobiegnie kresu. Depolaryzacja polityczna, do której chce doprowadzić Krasowski jest poważnym ostrzeżeniem dla polskiej prawicy.

Krasowski chce nas pozostawić w fazie snu rem, marzeń sennych, które podtrzymują przy życiu nie przywracając rzeczywistości na tyle, żeby porzucić stan niewolnika bezradnego wobec globalnych sił ekonomicznych i politycznych.

Po której stronie jest Krasowski – kilkakrotnie starałem się odpowiedzieć na Kościół.pl.

Pozostało mi odnieść się do dwóch ostatnich punktów polemicznych. Banalizacja dokonań rządu Kaczyńskiego jest gorsza w tekście Krasowskiego, aniżeli samo tłumaczenie oportunistycznej zmiany frontu Dziennika w stosunku do partii, która najśmielej zawalczyła z korporacyjną dyscypliną i z tego powodu poniosła poważna straty polityczne. Przypomnę, że to Dziennik torpedował działania rządu zmierzające do utrzymania odrobiny sektora bankowego, uczciwego potraktowania obsługi odsetek od zadłużenia Polski w bankach zachodnich, obsady telewizji publicznej dziennikarzami prawicowymi (np. w miejsce koterii Dworakowej w informacjach). Media korporacyjne nigdy nie będą przyjacielem polityka, który chce stanąć po stronie interesu narodowego. (Bynajmniej nie jest to retoryka narodowa.) Owszem PiS był chwalony za twardy kurs wobec Rosji, poparcie dla Ameryki w Iraku i Afganistanie. Za te błędy PiS-owskiej polityki zagranicznej jeszcze nam przyjdzie zapłacić.

Krasowski próbuje dorobić ideologię do prozaicznej rzeczywistości korporacyjnej, której służy gorliwiej niż tego od niego oczekują.

Co zaś do lewicy - jej pochówek jest przedwczesny. Polsce potrzebna jest lewica. Taka, która w sposób nowoczesny podejmie się krytyki liberalizmu i kapitalizmu odpuszczając sobie obyczajowe tematy zastępcze. Na polskim terytorium politycznym rozlała się olbrzymia biała plama: nie wypracowano stanowiska potępiającego nieracjonalne "wznoszenia demokracji na bagnetach", asertywnego stosunku do globalizacji i środków zaradzających spekulacyjnemu drenowaniu "Kowalskich".

Czy wartości nie powinny podlegać ochronie, jak proponuje Krasowski? Odpowiada mu biskup Pieronek.

Jest wreszcie wiele niebezpieczeństw płynących z propagowanych doktryn społecznych, traktowanych nieraz jako jedyne obowiązujące. Jeśli nawet nie stykamy się z całą antyboską doktryną, to chociażby z jednym z jej przejawów: próbą oddzielania człowieka od możliwości nabycia i poznania wiedzy religijnej.

Separowanie człowieka od nabycia formacji religijnej rozszerzam o cały garnitur szans. Zapewnienie wolnego wyboru jednostce wiąże się z dostępnością odpowiedniej oferty i zaakcentowaniem oferty wartościowej. Rola w tym państwa. Mentalność wolnorynkowa przeniosła się na więzi międzyludzkie, kulturę, duchowość, które wymagają takiego samego lobbingu i wsparcia jak wartości propagowane przez mniejszości.

Manifesty Roberta Krasowskiego są rozkraczone i niekomunikatywne jak kilkustronicowe odezwy Adama Michnika zamieszczane w Gazecie Wyborczej. Mało kto z nimi polemizuje i żyją swoim życiem, poza bieżącą rzeczywistością. Dlaczego więc interesuje mnie, co Krasowski napisał ostatnio w Dzienniku? Cudownie jest odkrywać siłę inspiracji chrześcijańskiej. Skazana na unicestwienie, zaklinana przez magów idei, odżywa na wzór swojego Twórcy. Jedyną pewną linią w artykułach Krasowskiego jest niepokój, podobny temu który przeżywali uczestnicy wydarzeń Zmartwychwstania, a który bywa, że jest początkiem nowego.

Krasowski nie ma już kogo przekonywać. Jego świat jest kolosem na glinianych nogach, który potrzebuje zakłamanych epigonów, bo skrywa brutalną tajemnicę przemocy silnych względem słabych. Demagogiczne oskarżanie kogokolwiek o radykalizm/fundamentalizm w cieniu wypadków targających Europą podkreśla tylko znaczenie logiki życia, która wszystko wygra lub wszystko przegra, bo – jakkolwiek - liberalizm wyparł się prawdy – dla swojego planu stwarza pozory niesprzeczności, których jest zakładnikiem i które domagają się radykalizmu dużo bardziej skrajnego i groźnego, aniżeli ten z inspiracji chrześcijańskiej.

Jacek Lehr

Robert Krasowski i kulisy jego państwa neutralnego



Prawica w dialogu | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Prawica w dialogu
thorgal17 śro, 26 mar 2008, 10:23:39

Polityka oczywiście nie jest neutralna religijnie i jak widać na przykładzie dążeń Rady Europy może stać się narzędziem walki z chrześcijańskimi wartościami. Nie ogniem i mieczem lecz uchwałami, których nierespektowanie będzie powodowało sankcje cywilno-prawne.

Jaka powinna być odpowiedź chrześcijan? Oczywiście głoszenie Ewangelii, która będzie zmieniała serca i umysły ludzi z każdego szczebla społeczenego. w tym polityków. Wierność Chrystusowi jednak idzie dalej niż głoszenie Dobrej Nowiny. Jako uczniowie Jezusa powinniśmy również wskazywać na jej społeczne, ekonomiczne, edukacyjne, polityczne skutki. Dlatego nie powinno być nam wszystko jedno jaka jest treść Traktatu Lizbońskiego (i czy go, jako kraj, przyjmiemy). Częstym argumentem jaki słyszę ZA ratyfikacją TL jest stwierdzenie, że nasz sprzeciw tylko spowoduje niechęć europejskich partnerów, którzy - można dodać - już dawno nasiąknęli niechrześcijańskim światopoglądem i pragną zdobyć ostatnie bastiony (Polskę, Irlandię i Maltę) ideologii, które powinny odejść do lamusa.

Oddzielenie Kościoła od państwa nie oznacza oddzielenia państwa od Boga. Wg Pisma jest ono narzędziem powołanym przez Boga do zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom oraz karania przestępców. Państwo, które daje przestępcom mandat do bezkarnego pogwałcania Bożego Prawa znajdzie się pod Bożym Sądem oraz wkrótce zmierzy się z niszczącymi skutkami ignorowania Chrystusa pod przykrywką "neutralności".

Pozdrawiam,

Pawel Bartosik - www.pbartosik.blogspot.com

 

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,682 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń