Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Kościól a polityka

Pytanie o to, czy i w jakim stopniu Kościół Chrystusa winien angażować się w sprawy "tego świata" (J 18,36)? [wyjaśnienie 1] jest - jak sądzę - wciąż aktualne. Stale spotykam się zarówno w rozmowach prywatnych jak i publicystyce z bardzo różnymi opiniami w tej sprawie, natomiast prób uzasadnionej rzeczową argumentacją odpowiedzi na postawione pytanie nie znam.

Np. nie potrafię zrozumieć dowodzenia prymasa Glempa, że pewne ugrupowania "chcą ograniczyć Kościół do sfery prywatności", co jest sprzeczne z wolnością religijną. Odnosi się to, jak widzę, do rzeczywiście częstych, publikowanych stwierdzeń, że katolicy pojmowani jako grupa o ujednoliconych poglądach, ingerują w sprawy państwowe, administracyjne i gospodarcze w sposób sprzeczny z konstytucyjną niezależnością państwa i Kościoła. W tej sprawie nie potrafię dopatrzyć się przekonującej argumentacji ze strony reprezentowanej przez cytowanego prymasa: nie negują oni bowiem zasadności obowiązujących w Polsce formuł prawnych dotyczących tej sprawy, natomiast przy rozpatrywaniu konkretnych spraw (zawieszenie krzyża w sali obrad Sejmu, oficjalny udział wojska, urzędników państwowych itp. w imprezach kościelnych, omawianie spraw publicznych w homiliach itp.) odwołują się do (wynikającego z gwarantowanej konstytucyjnie swobody wyznania) mglistego prawa do publicznego wyznawania wiary, a w wielu sprawach (nadzór nad organizacyjnym, dydaktycznym i wychowawczym aspektami nauczania religii w szkołach państwowych, jawność finansów itp.) do jeszcze trudniej poddających się próbie objaśnienia wywodów.

Rozpatrzenie tego wzbudzającego wątpliwości cywilno-prawnego aspektu nie zwalnia chrześcijanina od obowiązku znalezienia odpowiedzi na pytanie o to, czego w tej sprawie wymaga od nas Chrystus? Więcej: jestem przekonany, że dla prawdziwie wierzącego, w każdym rozstrzyganiu rozeznanie woli Boga powinno być podstawą, punktem wyjścia. Nie przypominam sobie jednak innego komentarza do przedkładanego przez stronę kościelną obrazu stosunków Kościół-państwo jak stwierdzenie przekonania o bezwzględnej zgodności planów bożych z własnym sądem (ks. Rydzyk, wspomniane stwierdzenia prymasa Glempa i in.). Zarazem, zwłaszcza uwzględniając tragiczne doświadczenia z 2000-letniej historii kościoła chrystusowego, niedopuszczalne jest poprzestanie na tak zawodnym narzędziu poznania, jak własny sąd oparty na "odczuwaniu". A przecież jest możliwe, tak w tej jak i innych kwestiach, podjęcie próby poznania niezamąconej własnym subiektywizmem woli Boga, który wielekroć przemawiał do ludzi. Szczególnie w omawianym przypadku, przed wyprowadzeniem ostatecznego wniosku, sądzę, że chrześcijanin powinien następujące pytania rozważyć kolejno, wg ich wagi:

1 - jakie wypowiedzi Jezusa dotyczące porządku cywilnego przekazali nam Ewangeliści?
2 - czy i jakie Nowy Testament zawiera treści pośrednio dotyczące sprawy?
3 - w szczególności w uzupełnieniu p. 2-go rozważyć "zagadnienie faryzeizmu"
4 - jakie wnioski wynikają z nauk Starego Testamentu?
5 - jakie wskazania od Boga otrzymał Kościół w czasie swego istnienia?
6 - jakie wnioski wynikają z historii Kościoła?
7 - jaki jest stan obecny?

1.
Wypowiedzi Jezusa. Ewangelia nie podaje żadnego polecenia danego apostołom przez Jezusa, czy i jak mają zabierać głos w Jego imieniu w sprawach dotyczących sprawowania władzy świeckiej, prawodawstwa i tp. Możemy jedynie stwierdzić, że nie znamy żadnego wypadku, by Jezus z własnej inicjatywy wypowiadał swój sąd w tych czy podobnych kwestiach. Ten fakt stawia m. in. pod znakiem pytania sensowność niekiedy wypowiadanego publicznie stwierdzenia, że "Kościół w pewnych okolicznościach MUSI zająć stanowisko dotyczące spraw świeckich" (np. "Przegląd Powszechny" 1'97 s.11 akapit 2 wiersz 7): jeżeli Chrystus nie "musiał", to z jakiej racji teraz Kościół "musi"? Czy w tym zestawieniu nie należałoby użyć określenia, iż uważamy, że jesteśmy mądrzejsi od Chrystusa?

Nie mając wyraźnej wskazówki Jezusa możemy jednak - z niektórych wydarzeń opisanych w ewangelii - pośrednio wnioskować, jaki był Jego pogląd w omawianej kwestii. Sądzę, że z wypowiedzi Chrystusa podanych przez ewangelistów tylko trzy dotyczą porządku cywilnego:

a) kwestia denara czynszowego (Mt 22,15-22, Mk 12,13-17, Łk 20,20-26),
b) sprawa kobiety cudzołożnej (J 8,1-11),
c) sprawa podziału spadku (Łk 12,13-14).[Wyjaśnienie 2]

Znamienne jest, że w dwu pierwszych wspomnianych fragmentach Pisma chodziło o prowokację (Mt 22,15, Mk 12,13, Łk 20,20, J8,6), a Jezus wypowiadał się z wyraźną niechęcią, co szczególnie da się zauważyć w (b). Z kolei w (c) ten sam Jezus, który przecież wyraźnie stwierdził: "jestem królem" (J 18,37), mówi: "któż mnie ustanowił sędzią?" (Łk 12,14). Ten paradoks wyjaśniają - jak sądzę - inne słowa Chrystusa: "królestwo moje nie jest z tego świata" (J 18, 36), jednak wyjaśnienie jest tylko wtedy przekonujące, gdy przyjmiemy, że rozgraniczenie między sprawami "tego świata" i sprawami królestwa Chrystusa jest zupełne.

Przystępując do szczegółowej interpretacji fragmentów, które dla wygody nazwałem a, b i c, muszę jednak stwierdzić, że takie objaśnianie ewangelii wydaje mi się czynnością jałową: poprostu słowa i czyny Jezusa są bardziej wymowne niż najświatlejszy komentarz, który w tym porównaniu wydaje mi się ubogi i mało zrozumiały. Więcej nawet, gdy mamy do ocenienia konkretną sytuację w naszym czasie, jestem przekonany, że na podstawie Pisma można z łatwością określić, jak postąpiłby i czego od swoich uczniów wymaga Chrystus, podczas gdy wszelkie wywody prowadzą często do wyraźnych zafałszowań. Ale skoro już zacząłem, będę brnął dalej. A więc:

ad a) - przechodząc do szczegółowego omówienia pierwszej ze wskazanych wypowiedzi Jezusa twierdzę, że sens postawionego Mu pytania można wyrazić jako żądanie określenia, czy ze względu na wiarę w Boga należy uznać słuszność sprawowania władzy przez Rzym, czy władzę tą odrzucić? Biorąc miarę z naszych wyobrażeń, wyraźna, jednoznaczna odpowiedź winna brzmieć w jednej z trzech możliwych wersji:

1. Sprawy cywilne nie mają żadnego związku z Królestwem Bożym i legalność jakiejkolwiek władzy ziemska nie podlega osądowi z punktu widzenia wierności Bogu,
2. Władzę nad narodem, który wierzy w Boga winien sprawować człowiek tak samo wierzący,
3. Władzy świeckiej przysługuje pewien zakres autonomii w odniesieniu do nakazów religijnych, należy jednak wymagać, by niezależnie od przekonań sprawujących władzę rząd uwzględniał zachowanie podstawowych postulatów religijnych (np "wartości chrześcijańskich", czy zasad prawa naturalnego). W tym wypadku należy jednak zastrzec, że takie postawienie sprawy wymagałoby ustalenia kryteriów określających te - jak je nazwałem - podstawowe postulaty, czego śladów w ewangelii dopatrzyć się nie sposób.

Jak przekazali ewangeliści, nie otrzymaliśmy od Jezusa takiej jednoznacznej wskazówki, jest jednak niezaprzeczalnym faktem, że Jezus swymi słowami uznaje władzę ówczesnego cesarza Tyberiusza, który na pewno nie spełniał wymogów władcy zachowującego "wartości chrześcijańskie". Na dodatek cezar również nie mógł pretendować do cywilnie legalnego posiadania Palestyny, jako że Rzymianie przybyli do tego kraju jako wojsko sprzymierzone w walce ze wspólnym wrogiem i następnie, prawem kaduka zagarnęli całkowitą władzę (wyraźna analogia z sytuacją Polski przed niewielu laty) - tak więc Chrystus wyraźnie dystansuje się od osądzania sprawujacego władzę również i pod względem zgodności z prawem naturalnym.

ad b) scena opisana przez ewangelistę jest tak wymowna, że w tym szczególnie przypadku komentarz - o czym wspomniałem wyżej - wydaje się zbędnym dodatkiem. Oto powstaje konflikt: Jezus w królestwie swoim głosi miłość i przebaczenie, ale ustanowione dla utrzymania porządku prawo jest bezlitosne i zakłada okrutną karę. W długim milczeniu Jezusa domyślam się współczucia dla grzesznicy i troski o tych, którzy w wykonaniu wyroku znajdują nie ciężar bolesnego obowiązku, lecz - być może - zabawę, albo chęć skompromitowania samozwańczego proroka. Nie sądzę natomiast, by krył się za tym taktyczny wybieg: obecnie nie mam możności dyktowania praw, lecz kiedy Mój Kościół okrzepnie, wtedy nastąpi czas właściwy, by dyktować, jakie powinny być prawa! Jedyne wytłumaczenie zachowania Jezusa jest to, że uznaje on pełną autonomię ludzi w stanowieniu praw, a władzę swego królestwa widzi ograniczoną do oddziaływania na sumienia ("kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień") i tym sumieniom pozostawia zarówno wykonanie wyroku, jak i ew. złagodzenie prawa (z czym - jak wiadomo z historii - chrześcijanie bynajmniej się nie kwapili). Jest jednak oczywiste, że jeżeli Chrystus oczekiwał, iż Jego postawa i słowa obudzą sumienia słuchaczy, to jednocześnie nie usiłował nigdy dać wskazań co do tego, jak należy tę przemianę wewnętrzną przetworzyć na formuły prawne.

ad c) - nic ponad to, co powiedziano wyżej - zwłaszcza o pytaniu "kto Mnie ustanowił sędzią?".

2.
Nowy Testament. Pomijając "sprawę faryzeuszów" wyodrębnioną jako osobne i bardzo skomplikowane zagadnienie, jest w ewangelii kilka momentów, które pośrednio ukazują nam stosunek Jezusa do "spraw tego świata". I tak np. do grona apostołów zostali wezwani Mateusz - wysługujący się okupantom celnik i Szymon zelota (G.Ricciotti "Życie Jezusa Chrystusa" W-wa 1955 przedostatni akapit rozdz.43) - członek ugrupowania najbardziej radykalnie potępiajacego zależność od Rzymu. Co więcej - nie ma żadnego śladu tego, by Chrystus domagał się od którego z nich potępienia, czy choćby skorygowania poglądów, lub zerwania z dawnym środowiskiem. Owszem, (Mt 9,10) po powołaniu Mateusza Jezus nie tylko toleruje zachowanie więzi towarzyskich nowego ucznia, lecz sam uczestniczy w jego spotkaniu z przyjaciółmi, którym trudno przypisać dbałość o "wartości chrześcijańskie".

Z kolei w innych przypadkach Jezus zdaje się z upodobaniem podkreślać te momenty, które wskazują na niemożność skodyfikowania praw rządzących jego królestwem. Bo jak sformułować dla stosowania przez policję, sędziego czy choćby osąd przyjaciół nakaz nadstawienia policzka (Mt 5, 39; Łk 6 29), miłości nieprzyjaciół (Mt 5, 44; Łk 6, 27-28), albo podstawowe, znane ze Starego Testamentu przykazanie miłości? Jak w postaci skodyfikowanych reguł postępowania sformułować wnioski wynikające z przypowieści o synu marnotrawnym (Łk 15, 11-32)?

Nie można również wykluczyć, że opis kuszenia Jezusa panowaniem (Mt 4,8-10 i Łk 4,5-8) zawiera przekaz dla Kościoła co do angażowania się w sprawy świeckie. W tym jednak wypadku uważne zastanowienie się nad tekstem wskazuje na potrzebę szczególnego zachowania powściągliwości we wnioskowaniu:
Wiadomość o opisywanym zdarzeniu mogła do ewangelistów dotrzeć tylko od samego Jezusa. O ile jednak ewangeliści w każdym przypadku starają się wiernie powtórzyć słowa wypowiedziane przez Jezusa i opisać okoliczności jakie stanowiły tło wygłoszenia nauki, to o tym, jakimi słowami i w jakich okolicznościach uświadomił Jezus uczniów, iż był kuszony, nie wiemy nic. Nie możemy nawet wykluczyć, że dokładnie wypowiedź Jezusa podaje tylko 2-ga ewangelia (Mk 1,13), a szczegóły u pozostałych synoptyków powstały w wyniku dokonanej przez ucznów kompilacji różnych rozrzuconych w czasie wypowiedzi Jezusa uzupełnionych intuicją ewangelisty.
Uwzględniając te zastrzeżenia należy jednak brać pod uwagę, iż być może, Jezus ostrzega nas, że posługiwanie się środkami cywilnymi dla wprowadzania Jego królestwa jest równoważne z oddaniem pokłonu szatanowi oraz, że wykorzystanie przymusu prawnego dla realizacji ewangelii jest równoznaczne z odejściem od Jego nauki i stanowi największe zagrożenie dla Kościoła. Historia w wielu wypadkach potwierdziła to mniemanie.

3.
Faryzeusze (wyjaśnienie 3). Obecność faryzeuszów w Ewangelii wydaje się przypominać inne paradoksy wyakcentowane przez ludzi w powszechnie znanych przysłowiach: Piłata w "Credo", czy "wstąpienie" do piekieł w drodze do nieba. Cóż ci nieszczęśnicy mają do Dobrej Nowiny, którą odrzucili? Przecież np. w momencie, gdy święty Jan pisał 4-tą księgę, byli już reliktem historii, odseparowani od chrześcijan, rozproszeni po upadku powstania. A jednak ta właśnie ewangelia podaje chyba najbardziej dramatyczne opisy ich sprzeciwu. Czy św. Jan i pozostali ewangeliści poświęcając tyle miejsca przebrzmiałym sporom dawali jedynie upust swoim zapamiętanym z dawnych lat animozjom, czy w tym jest jakiś przekaz Boga do nas - chrześcijan żyjących 2000 lat później? Jeśli traktujemy poważnie przekonanie o natchnionym charakterze Pisma, chyba trzeba przyjąć tę drugą możliwość. Istnieje więc obawa, że faryzeusze w ewangelii nie występują jako ciekawostka historyczna, jednak w takim razie, biorąc pod uwagę ich gorliwość religijną oraz wynikający z niej prestiż (J. Ricciotti "Życie Jezusa Chrystusa p40/41), należy wnioskować, że stanowią oni wyobrażenie nasze - gorliwych chrześcijan. Sądzę, że Duch Święty poprzez ewangelistów kieruje do nas przestrogę, iż gorliwość religijna może uczynić z nas wrogów Chrystusa (co w historii Kościoła nieraz wyraźnie się sprawdziło).

Niestety, o ile inne wątki ewangelii doczekały się obszernych omówień w książkach, czasopismach i homiletyce, o tyle nie znam żadnego przykładu głębszej analizy "problemu faryzeuszów". Wręcz wygląda na to, że chrześcijanie obawiają się podjęcia tego tematu z wielu względów drażniącego i niewygodnego, z natury rzeczy skierowanego przeciw autorytetom. Poprzestajemy na ogólnikowym stwierdzeniu, że "faryzeusze byli fałszywi" (my oczywiście tacy nie jesteśmy) i są odpowiedzialni za ukrzyżowanie Chrystusa (my oczywiście z tą sprawą nic nie mamy wspólnego), pomijamy natomiast pytanie o to, w których momentach stajemy się podobni do faryzeuszy? I chyba jest to błąd o bardzo poważnych dla Kościoła konsekwencjach - gdyż przejawy faryzeizmu w dziejach Kościoła są bardzo liczne, a nie analizowane, traktowane jako fakty wstydliwe, o których nie należy mówić [wyjaśnienie 4], wciąż na nowo powtarzają się w postaci nieco tylko zmienionej odmiennością warunków.

Trzeba zarazem przyznać, że rozwinięcie poruszonego tematu wymaga znacznej wiedzy i z tego względu przerasta moje możliwości - w tym szczególnie znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy przewiny faryzeuszy mają związek z pytaniem o relacje Kościoła do spraw tego świata?

4.
Stary Testament zawiera liczne fragmenty, które w przeszłości traktowano jako nakazy do wykonywania władzy cywilnej w sposób podporządkowany wskazaniom religijnym z dopuszczeniem środków okrutnych. Obecnie przeważa pogląd, że fragmenty te są to poprostu kronikarskie opisy zaszłych faktów, a dołączona jako komentaż ich akceptacja lub pochwała, względnie potępienie dotyczą jedynie intencji sprawców, a nie metody (przemoc) i formy (działania władzy cywilnej) wprowadzania tych intencji w czyn.

Oczywiście nie dotyczy to pism prorockich, które są listami Boga do ludzi. Ale też w tych pismach trudno doszukać się wskazówek dla polityków lub wezwań do egzekwowania nakazów religijnych z wykorzystaniem władzy świeckiej. Nie ma też w wystąpieniach proroków agitacji przeciw władcy postępującego niezgodnie z nakazami religijnymi, czy żądania sprawdzenia prawowierności religijnej następującego kolejnego króla. Z kolei liczne opisy kar zsyłanych przez Boga na grzeszników nie zawierają zachęty dla wiernych, by wyręczali w tym działaniu Boga.

Ze względu na temat rozważań szczególnie zasługują na uwagę trzy fragmenty z 1-szej Księgi Samuela (1 Sm 8,7), (1 Sm 8,11-18) i (1 Sm 8,22). Z 1-go zdania zdaje się wynikać, że wg zamierzeń Boga, w Jego królestwie nie jest potrzebna jakakolwiek władza świecka, 2-gi cytat zawiera pierwowzór podstawowych tez teoretyków anarchii, a w 3-cim Bóg uznaje autonomię człowieka wynikającą z obdarzenia go przez Stwórcę wolną wolą. Sądzę, że przytoczone zdania przedstawiają stosunek Boga do władzy i praw cywilnych stanowionych przez ludzi. W tym rozumieniu słowa listu św. Pawła dotyczące władzy (Rz 13,1 i 13,7) są uzupełnieniem czy może komentarzem. Należy teraz postawić pytanie, jakie z takiego wyobrażenia wynikają wnioski w sprawie "Kościół a polityka"? Odpowiedź nie jest oczywista.

5.
Bóg przekazuje nam swą wolę uznanymi przez Kościół objawieniami, lub wskazując łaskami wybranych przez siebie ludzi jako wzorce do naśladowania. Jest to ogromna ilość pouczeń, niemożliwa do ogarnięcia przez kogoś, kto nie poświęcił się w całości badaniom tego tematu. Na podstawie częściowej znajomości faktów odnoszę wrażenie, że - tak samo jak to zauważyłem w p.1 - do angażowania się Kościoła w sprawy świeckie nie otrzymaliśmy jednoznacznych wskazań: tego nie wolno, tak należy czynić. Np. w objawieniach z Fatimy, gdy Matka Boża źle wyraziła się o sowietach, nie wspomniała jednak ani o konieczności zwalczania tego państwa, nie przestrzegała przed popieraniem komunistów, ale również nie zakazała występowania w Kościele przeciw bolszewikom i wogóle nie dawała jakichkolwiek praktycznych, możliwych do wyegzekwowania organizacyjnie wskazówek dotyczących spraw "tego świata". Tak więc podobnie jak i przy rozważaniu zapisanych przez ewangelistów słów Zbawiciela - jesteśmy zdani jedynie na wnioskowanie pośrednie. Naogół zresztą objawienia i działalość świętych pomijają sprawy świeckie - np. św. Katarzyna ze Sieny angażuje się wyłącznie w sprawy wewnątrzkościelne, święci królowie (św. Ludwik, św. Stefan, św. Wacław) podobnie jak święci żołnierze, prawnicy i politycy są jedynie dowodem tego, że świadkiem Jezusa można być w każdych warunkach, a konkretne przykłady stosowanych rozwiązań nie mogą stanowić normy dla chrześcijan podobnie, jak np. nie może być wzorcem sposób uprawy roli stosowany przez świętego rolnika.

Wyjątek stanowi św. Joanna d'Arc, której zaangażowanie w politykę z natchnienia nadprzyrodzonego jest oczywiste. Trudno jednak rozpoznać, jaki przekaz dla nas zawiera jej posłannictwo: nie jest nim angażowanie się w obronie "wartości chrześcijańskich" - pod tym względem nie ma wyraźnych różnic między ówczesnymi Anglikami, Francuzami, czy Burgundczykami, nic też nie wiadomo o różnicach między obu pretendentami do tronu francuskiego. Nie chodziło zarazem o przeciwstawienie się agresji: król agielski według praw akceptowanych powszechnie w średniowieczu nie był agresorem! Przypuszczam, że w osobie świętej Joanny Bóg dał ludziom wzór do naśladowania w nadchodzących czasach charakteryzujących się eksponowaniem narodowości w konfliktach, których apogeum stanowiły 2 wojny światowe, przy tym Bóg akceptuje patriotyzm czyli miłość narodu (tak zresztą jak uczucia rodzinne i wszystkie inne przejawy miłości stworzenia). Natomiast charakterystyczne jest, że Joanna wskazania otrzymuje od Boga ("głosy" - dla człowieka wzorujacego się na niej będzie to sumienie), bez pośrednictwa nauczania Kościoła, a cały wątek polityczny jest jedynie tłem dla cechujących Joannę heroicznie ujawniających się cnót jak czystość, prawdomówność, miłość (a przynajmniej, widoczny nawet za zagorzałego sceptyka, brak nienawiści) nieprzyjacół, powściągliwość w sądzeniu innych (właściwie zupełny brak skłonności do sądzenia), posłuszeństwo i szacunek dla władzy (i to nawet wrogiej!), wierność Kościołowi itp.

Innego rodzaju znakiem jest milczenie świętych. Jak wspomniałem, zarówno Jezus jak i jego posłańcy (święci Kościoła) nie przekazywali żadnych wskazówek dla władz świeckich, zarazem jednak znane są wypadki rzeczywistego ich oddziaływania na tok wydarzeń politycznych, odbywało się to jednak poprzez budzenie sumień w zupełnym oderwaniu od zaangażowania bezpośredniego. Przykładem jest tu wygaszenie konfliktu między Asyżem i Perugią dokonane przez św. Franciszka (Omer Englebert "Życie Franciszka z Asyżu" r.I - końcowe fragmenty).

6.
Historia Kościoła traktowana jako dyscyplina naukowa w sposób świecki - a więc z pominięciem zdarzeń opisanych w p.5 stanowi bardzo obszerny - niemożliwy do ogarnięcia i przez to trudny materiał do rozważania na temat: kiedy i jakie działania świeckie podejmowane przez Kościół dały pozytywne, a kiedy negatywne wyniki? Mamy więc np. spotkanie Leona I-go z Attylą, benedyktyńską działalność oświatową i gospodarczą, inkwizycję, bicie w dzwony dla uczczenia "nocy św. Bartłomieja", i wiele, wiele innych wydarzeń. W dodatku liczne są przypadki, jak choćby alians Kościoła z Karolem Wielkim, kiedy trudno jest osądzić rezultat. Jak się wydaje, można podać jako regułę, że działanie Kościoła wykonywane: 1-o z pozycji proszącego pokornie, 2-o nie skierowane przeciw komukolwiek - zawsze kończy się dobrze. Jednak muszę przyznać, że wykazanie prawdziwości tego twierdzenia przerasta moje możliwości.

Natomiast bezspornym wydaje się przekonanie, że upowszechnienie na całą Ziemię wiary katolickiej przy istniejącej od Konstantyna Wielkiego do dzisiaj strukturze administrowania Kościołem prowadziłoby do skorumpowania hierarchii kościelnej i byłoby wielkim nieszczęściem zarówno dla Kościoła jak i ludzkości. Ten wniosek wysnuty z refleksji nad historią może wyjaśnić, dlaczego Opatrzność pozostawia poza jednością w Mistycznym Ciele Jezusa tak liczne rzesze ludzi żyjących po bożemu? Pozostaje jednak pytanie, kto ponosi za ten stan odpowiedzialność, oraz w jaki sposób ja mogę się od swojej części tej odpowiedzialności uwolnić? Przy tym napewno należy brać pod uwagę twierdzenie, że źródłem tego skrzywienia jest angażowanie się instytucji kościelnych w rozwiązywanie problemów politycznych i społecznych metodami cywilnymi, a całość rozważań nad tą kwestią wydaje się nawiązywać do poruszonej uprzednio kwestii faryzeizmu.

7.
Współczesność - wydarzenia społeczne i polityczne, które rozgrywały się za mojego życia często przekraczały progi Kościoła. Z reguły powoduje to skutki fatalne dla życia duchowego wiernych. Przykładem, który mnie szczególnie poruszył, stało się spotkanie Zofii Kossak Sztuckiej z członkami Klubu Inteligencji Katolickiej, które miało miejsce w warszawskiej siedzibie Klubu bezpośrednio po powrocie pisarki z emigracji. Jak opowiedziała mi pani Janina Osińska, która uczestniczyła w tym wydarzeniu, gdy pani Zofia w jakiś sposób odniosła się życzliwie do będącej w tym czasie u władzy ekipie Gomółki "nikt z nas potem nie podszedł, by przywitać się lub bodaj zamienić kilka słów". Nie wiem, jak odczuła ten afront pani Zofia przyzwyczajona do manifestacyjnie okazywanej wrogości, ale z lękiem uświadamiam sobie, że przecież nastąpiło jawne zlekceważenie poleceń Jezusa jak np "przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali" (J 13,34). W dodatku dokonali tego najwierniejsi z wiernych (podobieństwo do faryzeuszów?), a odrzucono człowieka, który swoim życiem i twórczością dowiódł, że jeśli nawet rzeczywiście popełnił błąd, to intencje jego były z pewnością czyste.

Gdy w czasie stanu wojennego byłem świadkiem hucznych braw po wzmiankowaniu przez kaznodzieję, jacy to "oni" są źli ("my" oczywiście złymi nie jesteśmy!), zadałem sobie pytanie: jak ci chrześcijanie zachowaliby się gdyby stanął wobec nich św. Paweł i odczytał im fragmenty swoich listów dotyczące odnoszenia się do władzy (np. Rz.13)? No cóż, kamieniowanie obecnie nie jest w modzie, ale obawiam się że choć nie tak surowo, byłby potraktowany źle. Albo, czy fakt, że wielu chrześcijan używało epitetu "towarzysz Glemp" nie domaga się refleksji nad tym, jak byłby potraktowany prorok czyniący potężne cuda, który - podobnie jak w swoim czasie Jezus - nie kwapiłby się stanąć na czele buntu przeciw niesprawiedliwemu systemowi?

Kończę swoje rozważanie w przekonaniu, że kwestia stosunków państwo-Kościół nie jest przez chrześcijan należycie przemyślana. Szczególnie zaś gołosłowne zapewnienie iż "w danym przypadku Kościół nie może (nie mógł) milczeć" nie jest wystarczjącym usprawiedliwieniem dla przemawiających w imieniu Kościoła. Stanowczo, jeżeli ktokolwiek zabierając głos w imieniu społeczności tworzącej Kościół wykracza poza przekazywanie nauk Jezusa, winien dokładnie rozważyć (np. wg podanego schematu), czy rzeczywiście ma prawo przemawiać nie tylko w imieniu swoim, a uzasadnienie powinien poddać osądowi tych, do których się zwraca.

Zakończenie.
Po tak obszernych wywodach powinienem napisać tzw. podsumowanie. Nie czuję się zdolnym do tego, a więcej - przekonany jestem, że nie miałoby to sensu. W miarę bowiem postępu pisania zdałem sobie sprawę, że w coraz mniejszym stopniu mam na myśli rozpatrywanie konkretnej jednej sprawy, a coraz bardziej zastanawiam się nad pytaniem: kto to jest chrześcijanin? co dla mnie wynika z tego, że jestem chrześcijaninem? Ponieważ na te pytania też nawet nie próbowałem znaleźć odpowiedzi,
może nie tylko nie ma sensu skrót całości, ale również błędem jest dawać jakiekolwiek "zakończenie"? Mimo tej wątpliwości dodaję parę zdań, których związek logiczny z całością nie jest oczywisty nawet dla mnie samego.

Pismo Święte nie jest zbiorem kazusów, czy jednoznacznych przepisów postępowania Wyobrażam je sobie jako narzędzie służące do realizacji nakazu "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk 1:15), w którym Pismo podaje wskazówki do praktykowania "nawracania się", a ta z kolei czynność wyraża konieczność ciągłej pracy nad zrozumieniem tych wskazań i ich realizacją - przecież do całkowitego wypełnienia w warunkach ograniczoności ludzkiej niemożliwą ("Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski." - Mt 5:48) i to zarówno w odniesieniu do maksymalistycznie postawionych zadań (będziesz miłował Boga z całych sił ...) jak i do nadstawiania policzka, powstrzymania się od sądzenia i in.. Biblia w moim przekonaniu jest apelem do sumienia człowieka. Skierowana jest ona do jednostki i aczkolwiek wyraźne jest zastrzeżone, iż wykonanie tego posłania jest możliwa jedynie we wspólnocie, to poszczególne decyzje są sprawą indywidualną, odbywającą się w swego rodzaju dialogu Boga z konkretną jedną osobą, która "jest odpowiedzialna" bezpośrednio przed Nim i osądzona może być tylko przez Niego.



WYJAŚNIENIA.

1.
Jak przebiega granica oddzielająca "sprawy tego świata" od spraw dotyczących królestwa Jezusa, określił - jak sądzę - On sam odcinając się wyraźnie [wyjaśnienie 2] od wyrokowania w kwestii rządzenia państwem i prawodawstwa cywilnego, w tym ustalania reguł dzielenia dóbr ("sprawiedliwości społecznej").
2.
W "a" mamy do czynienia z kwestią należącą do sfery polityki, w "b" - jak sądzę - Jezus okazuje nam swoją postawę wobec prawa karnego stanowionego przez władzę świecką i wreszcie w "c" dopatruję się przykładu tego, jak w swoim królestwie traktuje rozwiązywanie spraw dotyczących sprawiedliwości społecznej - podziału dóbr. Tak więc:

a) Daninę od Żydów pobierał Rzym. Danina była widocznym znakiem poddaństwa Żydów wobec Rzymu. Pytanie o daninę, było w rzeczywistości pytaniem o to, czy Jezus uznaje tę władzę?

b) Przekonanie, iż będący przedmiotem sprawy przepis prawa mojżeszowego należy do prawa cywilnego nie jest bezpodstawny. Biblia zawiera nie tylko słowa Mojżesza natchnionego proroka przekazującego wolę Boga. Był on również twórcą izraelskiego prawa cywilnego. Należyte uzasadnienie i następnie rozgraniczenie tych dwu treści zawartych w Biblii przerasta możliwości amatora nie przygotowanego do tego przez odpowiednie studia. Niemniej z opisu wydarzenia wynika, że Jezus, który w sprawach interpretacji treści Księgi jest największym autorytetem, nie traktował odnośnego przepisu jako tego składnika, do którego stosuje się stwierdzenie bezwzględnej ponadczasowej prawdziwości wyrażone słowami (Mt 5, 18 i 19): "ani jedna jota, ani jedna kreska", czy "przykazań choćby najmniejszych". Podobny zresztą przykład interpretacji Pisma podaje ewangelista w sprawie "listu rozwodowego" (Mt 19,8).

c) - nie wymaga, jak sądzę, komentarza.

3.
Określenia "faryzeusze" używam umownie jako nazwy grupy wymienianej w Ewangelii jako: faryzeusze, "arcykapłani i faryzeusze", "uczeni w Piśmie i faryzeusze", "arcykapłani i uczeni w Piśmie", "arcykapłani i starsi z ludu". Wspólnymi cechami członków tej grupy są:
1-o łaska posiadania wiary w Boga objawionego przez Pismo Święte,
2-o wrogi stosunek do Jezusa,
3-o poważanie ze strony wyznawców jedynego prawdziwego Boga.

4.
Każdy faryzeizm, podobnie jak jego pierwowzór istnieje w połączeniu z autentyczną gorliwością religijną i przy przechodzącej nieraz w egzlatację aprobacie ogółu wiernych. Dodatkowo, również na podobieństwo z wydarzeniami ewangelicznymi, dzisiejsi faryzeusze nie są jednoznacznie negatywni. Faryzeizm przejawia się w pewnych momentach życiowych postaci skądinąd znanych jako zasłużeni dla chrześcijaństwa. Sprawia to, że rozważania nad tym, jakie czynniki sprzyjają rodzeniu się faryzeizmu, w wielu przypadkach mogą zostać odebrane jako szarganie świętości, jako działanie zniesławiające Kościół i w konsekwencji - jak sądzę - jest jedną z przyczyn zgubnego dlań milczenia.


Kościól a polityka | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,704 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń