Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Raczek, Szczygielski - medialny blef czy wielka miłość?

Hałaśliwe zaistnienie pary roku - Tomasza Raczka i Marcina Szczygielskiego – ponad statystyczną trwałością takich związków i ich - drastycznie odbiegającą od związku mężczyzny i kobiety - jakością ściśle wpasowuje się w powszechne już zjawisko faktu medialnego. W Faktach i Aktach (Wag the Dog) - Barry'ego Levinsona – jeden z bohaterów wygłasza kwestię: gdyby to nie zdarzyło się naprawdę, to patriotycznym obowiązkiem było by wymyślenie tej historii.  Czy przeciekanie owych zmyślonych historii do świadomości publicznej zmieni bieg rzeczy, naznaczy nasz stosunek do homoseksualizmu? Mamy milczeć zakłopotani, czy ruszyć ofensywnie na miłość Raczka i Szczygielskiego? I czy jest to spontaniczny element kolejnego show, czy socjotechniczna pułapka konsultowana z specami od zmiany postaw społecznych? Gdyby Raczek i jego partner bardzo chcieli prawa do odwiedzin w szpitalu poszliby do notariusza. Chodzi im jednak o coś więcej. Gra toczy się o zmianę mentalności.



Tomasz Lis w programie "Co z tą Polską?" projektuje dwie alternatywy: Polska homofobiczna lub tolerancyjna. Jeśli ośmielę się negować miłość Raczka, jestem homofobem. Zakłada się a priori, bez jakiejkolwiek dyskusji, że prawa małżeńskie im się należą (w programie Lisa zabrakło nawet antytezy). Żeńska kadra koncernów z właściwym jej wyczuciem intencji pracodawców epatuje telewidzów udawaną fascynacją gejami. Ale to właśnie kobiety najdotkliwiej odczują relatywizację ich wyjątkowej pozycji w stosunku do mężczyzn.

Różnica statystyczna i biologiczna

Media kreują związek Raczka i Szczygielskiego na typowy statystycznie układ homoseksualny. To przekłamanie. Prowokowane założenie, że gejowska para może być ostoją trwałości i miłości kłóci się z socjologicznymi spostrzeżeniami. Niewielki procent par gejowskich utrzymuje ponad trzyletni staż pożycia. Zaś więcej niż połowa z nich w długotrwałych związkach - wbrew wierności, jako konstytuanty miłości - przyzwala na seksualne zaangażowanie osób trzecich. W badaniach na gruncie amerykańskim wykazano, że 40 procent związków gejowskich dotyka problem przemocy domowej. (W związkach heteroseksualnych to około 20 procent). Więc na ile etyczne jest stawianie wzajemnej zależności Raczka i Szczygielskiego za wzór? W rzeczywistości homoseksualne pary z tzw. długoletnim stażem są co najwyżej układem przyjacielskim, dwóch takich samych – niemęskich i niekobiecych – egzemplarzy skazanych na siebie lub na samotność.

Nie da się wytłumaczyć tych statystycznych dysproporcji bez odniesienia do neurobiologicznych determinacji.  Jeżeli partnerzy mają się uzupełniać i żyć w harmonii muszą odnajdywać w sobie to, czego brakuje im w nich samych. Ciało migdałowate, spoidło, obszar, do którego włókna dochodzą z ciała migdałowatego, lateralizacja, kooperacja z hormonami są różne u kobiet i mężczyzn i kreują różnice w poznaniu i emocjach. (por. Raport  Ivanki Savic z Instytutu Karolinska opublikowany w "Proceedings of the National Academy of Sciences"). A mózgi (przypominają kobiece) i ciało gejów, ich złożony konglomerat neuronalny stanowiący oparcie dla więzi społecznych są tożsame, zbliżone budową i funkcjonalnością; nie różnią się i nie uzupełniają.

Nie ma więc mowy w związku dwóch homoseksualnych mężczyzn o komplementarności (jedności partnerów) bazującej na neurobiologicznej, poznawczej i emocjonalnej różnicy między mężczyzną a kobietą. Może ich łączyć gorący seks, przyjaźń, wspólnota zainteresowań i zawodu – (popęd seksualny), ale nie miłość wynikająca ze spotkanie dwóch polówek: mężczyzny i kobiety.

Nie ma wczesno rodzicielskich wzorców homoseksualnego relacjonowania się. Ani wypchniętych siłą dwóch zmiennych – biologii i nieświadomych oddziaływań rodzicielskich, tudzież ciągłości pokoleniowej – homoseksualnych modeli kulturowych. Pozostają więc modele kulturowe zmyślone – oderwane od dziedzictwa biologicznego, rodzicielskiego, socjologicznego (reprodukcja to fundamentalna zasada wszystkich społecznych procesów) i oparte o labilną fascynację seksualną lub co najwyżej odróżnialne od miłości koleżeństwo, być może okraszone szczyptą lojalności.

Eksploracja mózgu za pomocą tomografii ujawnia wiele sekretów z życia intymnego ludzi. Zakochanie się to siedem miesięcy podekscytowania, które ma na celu – w sensie neurobiologicznym - kontakt seksualny uwieńczony wzbudzeniem potomstwa. Miłość to z neurobiologicznego punktu widzenia stan, który mobilizuje mężczyznę do zaopiekowania się potomstwem a - w samej już predestynacji do ojcostwa – następne, wielkie pole samorealizacji.

Gdy ojciec Marcina z takim przekonaniem mówił o zakochaniu swojego syna, gdy nazwał je wielkim, nie mogłem nie pomyśleć o dwóch rzeczach. Miłość ujęta filozoficznie jest ekstazą. Teologicznie przekroczeniem siebie i wyjściem ku Bogu, a psychologicznie i biologicznie zejściem się dwóch osób w dziecku. Kiedy stają się jednym ciałem w zespoleniu fizycznym i jednym ciałem w wzbudzonym przez siebie życiu to możemy mieć na myśli tylko mężczyznę i kobietę. Geje odpowiadają, że z anatomiczną stroną pożycia sobie radzą, dziecko tez można dołożyć do związku. Lecz są to tylko karykatury czegoś prawdziwego, co dla nich jest niedostępne.

Przecież wszelka zasadnicza niepłodność, taka jak homoseksualizm uznawana jest za patologię. Częstym argumentem środowisk homoseksualnych jest wskazanie na pary niepłodne jako paralelę ich własnej niepłodności. Profesor Paszkowski, genetyk, prostuje taki argument. Nie ma par niepłodnych. Każda para jest powołana do aktu prokreacji – dlatego leczymy bezpłodność; u gejów (terapia dotyczy par) nie można leczyć bezpłodności, bo nie można leczyć czegoś co nie istnieje, a więc nie zostało nawet uszkodzone.

Sublimacja (najczęściej świadome przeformułowanie potencjału rodzicielskiego) i adopcja, jako sposoby radzenia sobie z psychiczną potrzebą ojcostwa i macierzyństwa (i samorealizacją) mają swój punkt wyjścia w biologicznej predestynacji do płodności - stanowionej przez zróżnicowanie fizjologiczne między mężczyzną a kobietą – znowuż nieobecnej u gejów.

Tato Marcina mógł obserwować z bliska dramatyczną przemianę swojego syna, jakże charakterystyczną dla homoseksualistów, którzy w osobowym zabarwieniu odpływają od własnej płci, stają się coraz bardziej kobiecy i zagubieni w nowych tożsamościach.

Nalini Ambady sprawdzała czy rozpoznamy orientację seksualną po obejrzeniu fotografii twarzy homo- i heteroseksualnych mężczyzn. Czas, w jakim badani patrzyli na zdjęcia, wahał się od 33 milisekund do 10 sekund. Już przy 100 milisekundowej ekspozycji badani odgadywali orientację seksualną osób na zdjęciach. Z niewiele mniejszą skutecznością badani rozpoznają orientację seksualną po głosie i sylwetce. Zastanawiano się co sprawia, że z taką precyzją można określić orientację seksualną. Na twarzy, w sylwetce i głosie odbijamy zespół cech charakterystycznych dla płci, które mają charakter uniwersalny, ponadkulturowy. Zasadniczym korelatem zmian w typologii osobowej okazała się aktywność seksualna mężczyzn oglądanych na zdjęciach lub słuchanych przez badanych. Statystyczna większość gejów pasywnych seksualnie miała typologię cech pośredniczącą między męską a żeńską z tendencją do przesuwania się ku żeńskiej. W innym badaniu homoseksualiści zgłaszali, że ich typologia cech osobowych była bardziej zbliżona do męskiej przed zaangażowaniem się w seks gejowski. Wyjaśnienie takiej ewolucji cechowej znajdujemy zarówno na gruncie teorii kulturowych (teoria roli płciowej i konstruktywizmu) jak i neurobiologicznej (plastyczność mózgu).

Jeśli ojciec Marcina pragnie jego szczęścia, to nie może mu być obojętna droga rozwoju syna. W którym punkcie tej drogi Mariusz był naprawdę sobą?

Sięgając po przywileje

Show z najpiękniejszą parą służy dawaniu za wzór. W tym tkwi główne przekłamanie, które Tomasz Raczek ochoczo, bezwstydnie  acz skromnie i taktownie  podejmuje. – Dzisiaj pracuje się na rozpad małżeństw nie na ich trwanie – mądrze poucza. I przy okazji pociąga telewidzów i czytelników na pierwszy – zdawałoby się niewinny szczebel ponowoczesnej emancypacji: – chcemy prawa do dziedziczenia, legalizacji związków partnerskich, nie małżeństw - wyznaje.

Czy je zwał małżeńskimi czy partnerskimi są to przywileje nie bezzasadnie przypisane wyłącznie do par heteroseksualnych. Tylko one są w stanie wzbudzić potomstwo i zapewnić mu wychowanie i wzorce heteroseksualne. Z racji potencjalnej otwartości na nowe życie oraz możliwej tylko dla mężczyzny i kobiety komplementarności zwiększającej szansę trwałości ich pożycia - a nie z powodu łączących ludzi węzłów przyjaźni – pewne przywileje są zarezerwowane wyłącznie dla kobiety i mężczyzny.

Czyż nie łatwiej skierować kroki do notariusza, aniżeli narażać społeczeństwo na skutki eksperymentu, który ewidentnie pogorszył sytuację młodych małżeństw i rodziny w krajach gdzie się nań poważono? Agresywna energia homoseksualnych lobbystów mogłaby sublimować w wsparcie rodzin, zapracowujących na zagrożoną dziś zastępowalność pokoleń?

Kampania Raczka ma jednak o wiele ambitniejszy cel, aniżeli banalne rozwiązania prawne, które w życiu można zastąpić paru urzędowymi wpisami. To walka o duszę społeczeństwa. O zachowanie praw człowieka takimi jakimi one są naprawdę lub zrelatywizowanie ich, jak się rozmazuje impresjonistyczne portrety. Nie sposób zachować świeżości barw na portrecie rodzinnym i bliskości miedzy mężczyzną a kobietą bez zadbania o ich wyjątkową pozycję w środowisku społecznym. A nic tak nie podważa związku mężczyzny i kobiety jak roztrwonienie ich przywilejów i poddanie ich relacji pod pręgierz alternatywy seksualnej.

Przywilej, który staje się udziałem wszystkich przestaje być przywilejem, staje się powszechnikiem. Równowaga między obowiązkami a przywilejami ulega wtedy zachwianiu. Małżeństwa, poprzez usankcjonowaną religijnie i społecznie zasadę trwałości, naturalną płodność, potencjał wychowawczy i ekonomiczną odpowiedzialność biorą na siebie szczególny ciężar. Podejmują niekwestionowane zadania kulturowe polegające na podtrzymaniu dziedzicznych tożsamości: etosu męskości i kobiecości, ojcostwa i macierzyństwa, których nie sposób podjąć spoza perspektywy heteroseksualnej komplementarności (kobieta uzupełnia męski etos i na odwrót).

Przez całe wieki ów wysiłek kobiet i mężczyzn był podtrzymywany i ujmowany jako nadrzędny. Nie tylko więc, że się opłacał mężczyznom i kobietom, był traktowany centralnie w strategiach społecznych i nagradzany. W świadomości społecznej małżeństwo funkcjonowało jako coś szczególnego, jedynego i lepszego. A współczesne badania socjologiczne niezbicie dowodzą, że małżeństwo jest najlepszym punktem wyjścia do tworzenia zdrowej rodziny i opłacalną inwestycją całego społeczeństwa. Ta świadomość uzupełniona praktyczną obserwacją buduje niezbędny klimat mentalny wokół związku mężczyzny i kobiety. Bez przekonania o świętości, uprzywilejowaniu i wyjątkowości relacji mężczyzny i kobiety wiele znaczący wysiłek budowania heteroseksualnej rodziny straciłby na koniecznej dla dynamiki społecznej intensywności i zostałby wyhamowany.

Wielorakość kombinacji seksualnych proponowana - w przestrzeni kulturowej - w oderwaniu od płci biologicznej osłabia więź mężczyzny z kobietą. Ich subtelna relacja nie odseparowana od grawitacji nieuporządkowanej przyjemności zostaje wystawiona na bezsensowną próbę. W latach 80. badano 100-osobową grupę mężczyzn biseksualnych. Znamienne, ze większość z nich deklarowała spadek kontaktów heteroseksualnych i więcej przeszkód w relacjach heteroseksualnych w miarę poszerzania doświadczeń homoseksualnych. Można stąd wyciągnąć wniosek, że nie ma doskonałej równowagi w biseksualności, która w klimacie przyzwolenia, mody na różnorodne doświadczenia i tożsamości seksualne oraz celowej korupcji (np. wymuszanie dwuznacznych zachowań przez prasę brukową, która kieruje uwagę na metroseksualnych) włącza się w repertuar behawioralny mężczyzn heteroseksualnych. Rzecz nie w tym, żeby represjonować niepożądane zachowania seksualne i alternatywy heteroseksualizmu, które osłabiają więzi między ludźmi i ich nie budują, ale żeby ich nie upowszechniać kosztem związku mężczyzn i kobiety, skoro związek ten jest tak ważny społecznie, a społeczne wsparcie jest dla niego tak samo ważne.

Przez fakt, że tożsamość mężczyzn i kobiet oraz trwałość ich związków znajdują oparcie i realizują się w publicznej sferze - gdzie sytuowane są centralnie - zmuszeni jesteśmy postawić granice dla różnorodności seksualnej, która siłą rzeczy wypchnęłaby je z pozycji centrum.

(Związek mężczyzny i kobiety nie byłby już jedyny w wymiarze publicznym, pierwszy - pierwszorzędny i najważniejszy. Ta hierarchizacja stoi w cieniu polityki społecznej skoncentrowanej na mniejszościach. Jeśli się jej bliżej przyjrzymy to okaże się, że ma ona fundamentalne znaczenie. Zejście z pozycji nr jeden na pozycję drugą, współdzieloną z parami dwupłciowymi oznacza degradację. Jak współdzielenie przywilejów oznacza wyzbycie się motywu do podjęcia wysiłku związanego z utrzymaniem małżeństwa i rodziny, tak hierarchiczna degradacja pustoszy mentalne postrzeganie małżeństwa. Trzecim modułem umniejszenia małżeństwa jest zanegowanie jego zasadniczej treści. Jeśli treść tę podepniemy pod każdy inny związek, to małżeństwo przestaje mieć znaczenie, gdyż jedyną różnicą jaka pozostanie to formalny podział na pary dwupłciowe i jednopłciowe.)

 Gdy kontury okalające rodzinę i małżeństwo staną się nieostre i do obiegu w sieci socjalnej zostaną dopuszczone alternatywne dla heteroseksualnych modele i wzorce zapanuje chaos i pogłębi się kryzys rodziny, mężczyzny i kobiety, jako jednostek. Stajemy jako społeczeństwo przed wyborem między wsparciem dla podstawowej tożsamości kobiet i mężczyzn, w takiej postaci jak zarysowana powyżej (centralność w strategii społecznej, prymat mentalny i wyłączność pod względem przywilejów) a honorowaniem zasady heterogeniczności za wszelką cenę.

Wcześniej czy później przyjdzie się pogodzić gejowskim aktywistom z prawdą, że nie ma pośrednich stanowisk w kwestii legalizacji ich postulatów. Jakakolwiek próba cywilnego zdefiniowania związków jednopłciowych usunie małżeństwo z pierwszego planu.

Wyrafinowane koneksje pomiędzy polityką społeczną a tożsamością męską i kobiecą muszą być znacznie lepiej wyeksponowane. Inaczej przeoczymy podstawowe źródło kryzysu międzyludzkich więzi.

Kościół w niezręcznej sytuacji

Środki perswazji społecznej zauważalne w metodyce medialnej to powstrzymanie negatywnych emocji towarzyszących zazwyczaj postulatom gejowskim, wystawa homoseksualistów (np. wyolbrzymianie znaczenia i liczby uczestników marszów równości) i komunikat centralny o trwałości - która świadczyłaby o autentycznej miłości - ich związku,.

Służy temu min. manipulacja statystyczna. Prawie 90 procent Polaków sprzeciwia się związkom gejowskim – czy zwał je małżeństwem czy partnerstwem. Konkurs na najpiękniejszą parę odwrócił tę statystykę do góry nogami. Postulat gejów jest więc przemycony w iluzji statystycznej większości.

Raczek będzie się pokazywał ze swoim partnerem do znudzenia. Nazywa się to w psychologii wpływu społecznego efektem ekspozycji. W Austrii efekt ten zadziałał na korzyść środowisk gejowskich po emisji reality show z udziałem transwestytów. Czy mamy nie lubić transwestytów? Właściwie dlaczego nie – odpowiadali Austriacy. Gdy będzie się nam ich pokazywać wystarczająco często w zabawnych, domowych sytuacjach to ich polubimy. Polubienie zaś przełoży się na słupki poparcia dla ich postulatów.

Drugim biegunem socjotechnicznej pułapki jest komunikat merytoryczny: oto mamy do czynienia z kochającą się parą. Miłości nie wolno niszczyć. Dajmy im szansę. Oczywiście wywołanie takiego wrażenia, nawet poczucia odpowiedzialności za szczęście owej pary gejów przełożyć się ma znowuż – w zamyśle manipulujących uczuciami publiczności - na słupki rosnącego poparcia.

Nie ważne już jest czy autorzy owego wydarzenia medialnego  zrobili to z rozmysłem czy bezmyślnie. Nominacja takiej pary roku jak geje - Raczek i Szczygielski - jest "kulturalnym" wydarzeniem wyjątkowo nieodpowiedzialnym, ma swoją – nakreśloną wyżej - dynamikę wpływu społecznego i przynosi efekt w postaci pomylenia wzorców partnerskich, które zlewają się w jednowartościową masę.

Kościół jest głosem prawdy, która nie dzieli się na ekonomiczną, antropologiczną czy społeczną. Jest też prawie jedynym społecznym podmiotem, który potrafi skontrować taką szkodliwą inicjatywę medialną.

Jeżeli Kościół zamilknie, to wszyscy zamilkniemy. Brak reakcji ze strony Kościoła będzie oznaczać akceptację antropologicznego kłamstwa, bo miłość Raczka nie może być stawiana za wzór, nie dorównuje miłości heteroseksualnej i jest przyjaźnią a nie miłością z punktu widzenia poza subiektywnego. Jest przyjaźnią o charakterze seksualnym, nieuporządkowaną, pomniejszającą godność i psychologiczne wyposażenie osoby ludzkiej.

Taka jest prawda o tej relacji niezależnie co o niej sądzą sami zainteresowani i głosujący na nich geje i znajomi, oraz uzależnieni - od właścicieli koncernów - dziennikarze.

Jeśli głosu sprzeciwu wobec manipulacji społeczeństwem zabraknie, to kłamstwo może zostać uznane za prawdę, a medialny akt pomylony z faktem.

 

Jacek Lehr

 



Raczek, Szczygielski - medialny blef czy wielka miłość? | 38 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Raczek, Szczygielski - medialny blef czy wielka miłość?
wuko wto, 2 gru 2008, 17:20:51
"Media kreują związek Raczka i Szczygielskiego na typowy statystycznie układ homoseksualny. To przekłamanie. Prowokowane założenie, że gejowska para może być ostoją trwałości i miłości kłóci się z socjologicznymi spostrzeżeniami."




To bzdura. Autor artykułu ocenia, ile może trwać czyjś związek, a ile nie. Kłopot w tym, że to partnerzy i okoliczności życiowe decydują o tym, czy ich związek będzie trwały, a nie pan Jacek, który nadyma się i wskazuje, który związek może, a które nie może być trwały. To tak jakby konserwator zabytków wypowiadał się na temat funkcjonowania układu trawiennego krokodyli. Zaś co do "socjologicznych spostrzeżeń", to podobne "spostrzeżenia", typu "wszyscy Polacy są pijakami" nie są już przez nikogo traktowane poważnie. Przepraszam, ale jeśli czyjaś wiedza na dany temat jest zerowa, to lepiej milczeć, niż pisać takie banialuki.
 
Raczek, Szczygielski - medialny blef czy wielka miłość?
Marcin Stanowiec wto, 2 gru 2008, 22:31:42
KONGREGACJA NAUKI WIARY
UWAGI DOTYCZĄCE PROJEKTÓW
LEGALIZACJI ZWIĄZKÓW
MIĘDZY OSOBAMI HOMOSEKSUALNYMI

Małżeństwo nie jest jakimkolwiek związkiem między osobami. Zostało ono ustanowione przez Stwórcę w swej istocie, zasadniczych właściwościach i celach.(3) Żadna ideologia nie może pozbawić ludzkiego ducha pewności, że małżeństwo istnieje tylko między dwiema osobami różnej płci, które przez wzajemne osobowe oddanie, im właściwe i wyłączne, dążą do jedności ich osób. W ten sposób udoskonalają się wzajemnie, by współpracować z Bogiem w przekazywaniu i wychowaniu nowego życia ludzkiego.

Sumienie moralne wymaga, aby w każdym przypadku, być świadkami pełnej prawdy moralnej, której przeciwstawiają się zarówno akceptacja stosunków homoseksualnych, jak niesprawiedliwa dyskryminacja osób o skłonnościach homoseksualnych. Należy zatem postępować w sposób dyskretny i roztropny, mając na uwadze, przykładowo, następujące cele: ujawnić ewentualne instrumentalne czy ideologiczne wykorzystanie tej tolerancji; wyrazić jednoznacznie niemoralność tego typu związków; przypomnieć państwu o konieczności utrzymania zjawiska w granicach, tak by nie stanowiło ono zagrożenia dla moralności społecznej i, przede wszystkim, nie narażało młodych pokoleń na błędne koncepcje płciowości i małżeństwa, co pozbawiłoby je koniecznej ochrony i przyczyniłoby się, ponadto, do rozszerzania się samego zjawiska. Tym, którzy w imię tej tolerancji chcą podejmować działania na rzecz przyznania określonych praw osobom homoseksualnym współżyjącym ze sobą, należy przypomnieć, że tolerowanie zła jest czymś zupełnie odmiennym od aprobowania i legalizowania zła.

Związki homoseksualne nie realizują, nawet w najdalej idącej analogii, zadań, ze względu na które małżeństwo i rodzina zasługują na właściwe i specyficzne uznanie prawne. Istnieją natomiast słuszne racje, by stwierdzić, że takie związki są szkodliwe dla prawidłowego rozwoju społeczności ludzkiej, szczególnie jeśli dopuściłoby się do wzrostu ich efektywnego wpływu na tkankę społeczną.

Nie jest słuszna argumentacja, według której zalegalizowanie prawne związków homoseksualnych jest rzekomo konieczne dla zapobieżenia sytuacji, w której współżyjący homoseksualiści straciliby, ze względu na sam fakt ich współżycia, rzeczywiste uznanie ich powszechnych praw, które mają jako osoby i jako obywatele. W rzeczywistości, mogą oni zawsze odwołać się – jak wszyscy obywatele, na podstawie swej prywatnej autonomii – do powszechnego prawa do ochrony sytuacji prawnych wspólnego interesu. Stanowi natomiast poważną niesprawiedliwość poświęcenie dobra wspólnego i słusznego prawa rodziny w celu uzyskania dóbr, które mogą i muszą być gwarantowane w sposób nie szkodzący całemu organizmowi społecznemu.

Kościół naucza, że szacunek dla osób homoseksualnych nie może w żadnym wypadku prowadzić do aprobowania zachowania homoseksualnego albo do zalegalizowania związków homoseksualnych. Wspólne dobro wymaga, aby prawa uznawały, popierały i chroniły związki małżeńskie jako podstawę rodziny, pierwszej komórki społeczeństwa. Prawne uznanie związków homoseksualnych albo zrównanie ich z małżeństwem oznaczałoby nie tylko aprobatę zachowania wewnętrznie nieuporządkowanego i w konsekwencji uczynienie go modelem dla aktualnego społeczeństwa, ale też zagubienie podstawowych wartości, należących do wspólnego dziedzictwa ludzkości. Kościół nie może nie bronić tych wartości ze względu na dobro ludzi i całej społeczności.

Jego Świątobliwość Jan Paweł II w czasie audiencji udzielonej 28 marca 2003 r. niżej podpisanemu Kardynałowi Prefektowi zatwierdził niniejsze uwagi, uchwalone na zebraniu plenarnym Kongregacji Nauki Wiary, i nakazał ich opublikowanie.
 
Raczek, Szczygielski - medialny blef czy wielka miłość?
wuko wto, 2 gru 2008, 23:16:32
Nie zamierzam prowadzić walki na statystyki, bo równie dobrze mógłbym zacząć liczyć ile to związków heteroseksualnych rozpadło się na moich oczach, ile istnieje związków konkubinackich i odseparowanych, ile trójkątów i wielokątów małżeńskich. I to wszystko dotyczy związków heteroseksualnych. Nie będę oceniać tych ludzi i ich stylu życia, ale te związki męsko-kobiece (MK) nie różnią się od związków MM i KK praktycznie niczym, prócz ukierunkowania popędu (na płeć własną lub przeciwną). Dlatego daleki jestem od prób pseudonaukowego uzasadniania, że związki te są np. zawsze nietrwałe, nigdy nie oparte na miłości i nikomu do niczego nieprzydatne.


A tu przychodzi taki Mądrala Mądralowicz, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumki i czuje się jak profesor zwyczajny w todze i birecie, pisze zamaszysty artykuł naukowy w stylu "Dlaczego związek homoseksualny nie może być trwały". A odpowiedź na pytanie "dlaczego?" daje się streścić w słowach: NIE BO NIE, I JUŻ. Reszta to wodolejstwo. Więc po co się tyle rozpisywać?


Nie będę też negował przytoczonych niżej dokumentów papieskich, które zapewne zostały rzetelnie przetłumaczone na polski i nie są falsyfikatami. Ale cóż dokumenty papieskie mają do trwałości lub nietrwałości czyjegoś związku? Nic. Podobnie fakt, że ktoś jest postacią medialną, czy osobą publiczną nie powoduje, że jego związek musi być nietrwały i zrobiony na pokaz. A jak ktoś zaczyna pouczać i udowadniać "naukowo", że dana para (nie ważne, czy homo, czy hetero) jest niezdolna do miłości, ich związek może być tylko nietrwały (więc już za długo trwa i dlatego należy go uznać za związek "na pokaz" albo "medialny"), to można już tylko się postukać w czoło.

 
Raczek, Szczygielski - medialny blef czy wielka miłość?
Marcin Stanowiec wto, 2 gru 2008, 23:30:05
Czytaj ze zrozumieniem

W Holandii męskie związki homoseksualne trwają średnio 1,5 roku, a homoseksualiści mają średnio ośmiu partnerów na rok poza związkami rzekomego "wzajemnego oddania". (Xiridou M. i inni. "The contribution of steady and casual partnerships to the incidence of HIV infection among homosexual men in Amsterdam", ["Zależność rozmiarów zakażenia HIV od trwałych i przypadkowych związków partnerskich wśród mężczyzn homoseksualnych w Amsterdamie"]. AIDS. 2003; 17:1029-38.)

Homoseksualiści uprawiają seks z kimś innym niż ich pierwotny partner w 66% związków w pierwszym roku jego trwania. Wskaźnik ten wzrasta do 90% w związkach trwających dłużej niż pięć lat. (Harry J. Gay couples)
 
Raczek, Szczygielski - medialny blef czy wielka miłość?
JMG śro, 3 gru 2008, 16:41:31
Katolicy maja jakas obsesje w temacie wchodzenia innym w zycie prywatne ze swoimi buciorami, a szczegolnie zainteresowani sa tym co inni ludzie robia ze swoimi narzadami plciowymi. Chore.
 
Raczek, Szczygielski - medialny blef czy wielka miłość?
medieval_man śro, 3 gru 2008, 20:18:25
Tak czytam te komentarze krytykujące artykuł i kopara mi opada na widok tego jak można być zacietrzewionym i nie rozumieć podstawowych tez tekstu? Oto wuko upiera się cały czas, że badania socjolgiczne wykazują nieprawdę. A przecież mowa o statystyce. Jesli nawet związek obu Panów z artykułu trwac będzie jeszcze osiemset dwa lata i pół to i tak nie zmieni to niczego w statystce. A skoro Pan czy Pani wuko pyta dlaczego to związek homoseksualny ma nie być trwały, to odpowiedź jest prosta jak konstrukcja cepa i brzmi: związki homoseksualne to związki osób o niedojrzałej emocjonalności wynikającej z niedoborów czy zlego funkcjonowania ojcostwa bądź macierzyństwa w dzieciństwie tychże osób.(żadna tam orientacja, czy geny) Osoby niedojrzałe emocjonalnie z zasady nie tworzą trwałych związków. Natomiast JMG zapytuje na bezczelnego o bezczelność. Twierdzi, że Katolicy maja jakas obsesje w temacie wchodzenia innym w zycie prywatne ze swoimi buciorami, a szczegolnie zainteresowani sa tym co inni ludzie robia ze swoimi narzadami plciowymi. Chore. Jak dla mnie, to Panowie Raczek i Szczygielski przez telewizję wchodzą innym w ich zycie prywatne ze swoimi buciorami i usiłują innym zobrazować, co to robia ze swoimi narzadami plciowymi i jakie to jest fajne. Czy nie to jest raczej chore? I potem jeszcze Panowie R i S a także JMG, dziwią się, że jesli ktoś publiczne poddaje się ocenie, ktoś inny go publicznie ocenia.. Gdyby Panowie R i S siedzieli cicho ze swoimi problemami afektywnymi rozwiązywanymi w ucieczce od inności a w zwróceniu się do bezpiecznej podobności, nikt, ale to nikt nie oceniałby ich postawy. Byliby nadal bezpiecznie ukrywającymi się ze swoim nieprzystosowaniem, ludźmi. Oni jednak wolą ze swojego nieprzystosowania i niedojrzałości emocjonalnej uczynić normę poprzez nachalną propagandę. Cóż dziwnego, że zdrowy odruch każe im powiedzieć: idźcie bawić się sami ze sobą, a nam o tym nie wspominajcie. I nie próbujcie nam wmówić, że skoro nie jesteśmy takimi jak wy, ba uważamy, że wasz przypadek jest "nie-normalnością" to stajemy się przez to waszymi wrogami.

---
Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii, rozumienia, które wychodzą poza klasyczną fundamentalistyczną interpretację

 
Raczek, Szczygielski - medialny blef czy wielka miłość?
Łukasz Godzwoń czw, 4 gru 2008, 23:02:57
Wuko, Prusak - chcecie pokrytykować Wojtyłę. Mam dla was cytacik z Miłości i odpowiedzialności. Przyszły papież nazwał tam homseksualizm zboczeniem. Dlaczego?

"Popęd seksualny u kobiety i mężczyzny nie wyczerpuje się zresztą w skierowaniu ku samym właściwościom psycho-fizjologicznym drugiej płci. Właściwości te przecież nie istnieją i nie mogą istnieć w oderwaniu, ale istnieją zawsze w konkretnym człowieku, w konkretnej kobiecie lub mężczyźnie. Siłą faktu więc popęd seksualny w człowieku jest zawsze z natury zwrócony do człowieka - takie jest jego normalne ukształtowanie. Gdy zwraca się on do samych właściwości seksualnych, wówczas należy to uznać za jego spłycenie czy nawet wypaczenie. Gdy zwraca się do tych właściwości w osobie tej samej płci, mówimy o zboczeniu homoseksualnym. Tym bardziej mówimy o zboczeniu, gdy popęd seksualny nie zwraca się do właściwości seksualnych u człowieka, lecz u zwierzęcia. Naturalny kierunek popędu seksualnego wskazuje na człowieka drugiej płci, a nie na samą tylko "drugą płeć". Ale właśnie przez to, że popęd zwraca się do człowieka, wyrasta w jego obrębie i poniekąd nawet na jego podłożu możliwość miłości."
 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń