Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

In vitro nie do zalegalizowania

Obniżenie pułapu negocjacji Kościoła z rządem nt. in vitro zaprzecza sztuce dialogu. To efekt subtelnej manipulacji. Spuścić z tonu zawsze można. Dobry negocjator nigdy nie zaczyna od zaniżenia stawki, raczej ją podwyższa. Niespodzianką jest, że wyrafinowaną sieć nacisku na episkopat - któremu zabroniono integralnego przełożenia swojej nauki na język prawny - zdemaskował Donald Tusk. Powiedział: "Kościół nigdy nie chciał zakazu in vitro". Dlaczego? Ucięłoby to u samego początku dość karkołomne pomysły zamrażania, mnożenia i transferu ludzkich embrionów, rozpoczynania ludzkiego życia w probówce i redukowania seksualnego aktu do samogwałtu.

W ocenie premiera żadna ze stron tej debaty, np. Kościół, nie postulowała prawnego zakazu stosowania metody in vitro. - Skoro zatem dzisiaj nie ma istotnych powodów ani istotnych sił czy interesów społecznych, aby zakazać metody in vitro to istnieje bezdyskusyjna potrzeba jej uregulowania tak, aby wiadomo było kto, za co, kiedy, w jakich okolicznościach tę metodę może stosować - wyjaśnił.

Parę błędów ludzi Kościoła

Sprzeciw wobec legalizacji metody in vitro był trudny do wyartykułowania z uwagi na to, że Jarosław Gowin perwersyjnie połączył sprawę ochrony embrionów z legalizacją in vitro. Faktycznie można było - po zachowaniu Gowina - wyciągnąć mylny wniosek, że bez legalizacji in vitro nie ma ochrony embrionów, a ponaglenia Brukseli skupiają się na dostępności tej metody dla par dotkniętych bezpłodnością.

W subtelne formowanie opinii episkopatu włączyli się katoliccy publicyści i politycy. Po stronie biskupów zaskakująco ambiwalentnie o planowanej ustawie wypowiadał się abp Życiński. Hierarchowie dali wolną rękę ks. Franciszkowi Longchampier, który reprezentował ich w komitecie rządowym. Nie tylko, że nie zdołał on uformować opinii wykluczającej in vitro w przygotowanym raporcie, to nawet nie znalazł się tam głos Kościoła jako votum separatum do przygotowywanej ustawy. W niczym by to nie pozbawiło hierarchii uzyskanego wpływu na jej kształtowanie się w pozostałych aspektach, poświęconych ochronie życia ludzkiego. Nie została tym samym uwzględniona centralna argumentacja Kościoła przeciwko metodzie sztucznego zapłodnienia.

Rząd - Tusk i Gowin - z góry założyli, że in vitro "musi być". Zawęzili naukowcom pole poszukiwania godziwych i rozumnych rozwiązań dotyczących pozaustrojowego zapłodnienia. W gronie eksperckim nie znalazło się ani jedno miejsce dla zdecydowanego przeciwnika poczęcia w probówce. Gremium dobrane przez Gowina nie było więc reprezentatywne dla środowiska naukowego, w którym panuje na tyle nierówny stosunek do metody sztucznego zapłodnienia, że powinien on znaleźć odzwierciedlenie w raporcie.

Niedopuszczenie krytyki jest poważnym błędem metodologicznym w porządku naukowym, który popełniła także Katolicka Agencja Informacyjna. Na konferencji poświęconej metodzie sztucznego zapłodnienia w roli jedynego przeciwnika in vitro osadzono ks. Szostka, choć sprzeciw wobec tej metody bierze się z przesłanek tak naukowych (medycznych), jak filozoficznych i teologicznych.

Ukrytą sugestią KAI posłużył się Jarosław Gowin, który powiedział: nie jestem teologiem. Wypowiedź z pogranicza fideizmu sugeruje, że przeciwko in vitro przemawiają tylko argumenty z wiary, nie racjonalne. Tak samo Rzecznik praw obywatelskich: "rozumie sprzeciw Kościoła w kwestii in vitro, ale w kontekście wiary, którą katolicy wyznają".

Z kolei polemika Gościa Niedzielnego ze zwolennikami in vitro nabrała charakteru kalkulacji politycznej i straciła dynamikę antropologiczną (twarde powtarzanie argumentacji to ważna część lobbingu). Tygodnik wyciąga wnioski, które kojarzą się z żydowską anegdotę. Jak zaanonsować Rotshildowej śmierć kuzynki? Napiszcie w telegramie: Adela lekko zachorowała, pogrzeb w czwartek.

Jacek Dziedzina, publicysta tygodnika, powiela jeszcze jedną tezę z kuźni Gowina: niech się Kościół cieszy z ochrony zarodków; to że będą one mrożone, transferowane, rozmrażane, laboratoryjnie produkowane ma drugorzędne znaczenie. Kościołowi nie jest obojętny los zakodowanego genetycznie życia i to, że jest ono tak utylitarnie rozpoczęte. Źródłem całego problemu jest aprobata samej metody, która jest immoralna. Jakże więc pomijać okoliczności, w których powoływani są do życia nowi ludzie. Pisze o tym co prawda ks. Garncarczyk, ale jego dyskurs zostaje kompletnie zdezorientowany przez sprzeczne komunikaty zawarte w pozostałych materiałach tego samego numeru czasopisma.

Błędem było traktowanie Gowina jako zwolennika nauczania Kościoła. Sam fakt wykluczenia z grona eksperckiego przeciwników in vitro mówi o intencjach posła. W konwencji dyskusji nt. in vitro siedzi on po przeciwnej stronie stołu. I nic to złego. Gorzej, gdy opinie Gowina identyfikowane są ze stanowiskiem episkopatu. Gowin pasuje się na człowieka Kościoła. Wtedy praktycznie nie ma kto z nim polemizować. Polaryzacja stanowisk wokół in vitro jest naturalnym biegiem rzeczy, którego Kościół nie musi się obawiać.

Podbudowę dla kompromisu legalizującego in vitro znaleziono - o dziwo - w nauczaniu Jana Pawła II. Papież zachęcał polityków katolickich do obrony życia na każdym etapie jego degradacji społeczno-politycznej. Co należałoby zinterpretować zupełnie odwrotnie, niż dokonali tego katoliccy publicyści. Obowiązkiem polityków katolickich jest wykorzystanie wszystkich środków politycznych dla dokonania rozdziału ochrony embrionów ludzkich od legalizacji metody, która je tworzy poza fizyczną jednością mężczyzny i kobiety.

Ustawa nt. in vitro nie wchodzi w życie bez konsultacji i debaty społecznej. To szansa, by wznawiać dyskusję z udziałem katolickich ośrodków naukowych i polityków kierujących się inspiracją chrześcijańską, ale poza kontrolą i inspiracją ambiwalentnych w swoim stosunku do nauczania Kościoła środowiska KAI i Gowina. Jest nieporozumieniem zakładanie, że projekt opierający się na nauczaniu społecznym Kościoła zaszkodzi życiu i poszanowaniu godności ludzkiej. Nie wiemy też czy taki projekt ma szansę ratyfikacji, bo nikt go jeszcze nie zgłosił.

In vitro - poza SLD - nie ma fanatycznych zwolenników wśród polityków. Spora grupa posłów PO opowie się za Kościołem. Można liczyć na poparcie PiS.

Zabiegi Gowina obliczone są na zneutralizowanie prezydenckiego veta. Jeśli Kościół zgodnie i zdecydowanie opowiedziałby się przeciwko legalizacji niegodziwej metody zapładniania to belwederski szach jest murowany.

Intencje zwolenników in vitro wewnątrz Kościoła demaskuje ich nachalna retoryka dzieląca Kościół na otwarty i zamknięty. Przeciwników legalizacji in vitro z góry traktuje się jako wrogów ludu, przycinanych na miarę Radia Maryja. (B. Łoziński, dziennik z dnia 3.XII.08). Próbuje się osłabić ducha biskupów, wolę ich walki o godność człowieka, zaciemnia się ich potencjał społeczny.

Pole technik lobbystycznych jest przez katolików prawie w ogóle nie zagospodarowane. Wspomniany Jacek Dziedzina w artykule " Tupanie po katolicku" identyfikuje ofensywne techniki wpływu społecznego z prymitywnymi zachowaniami. A przecież monitoring (wytrwałe informowanie o każdym wydarzeniu), bieżąca kontrola zachowań ("wiemy co robisz"), perswazja peryferyjna (emocjonalne komunikaty) - tak perfekcyjnie wykorzystane przez środowiska żydowskie - bywa, że mają większe znaczenie aniżeli merytoryczna informacja. To prawda, że katolicy nie mogą posługiwać się całą gamą technik wpływu społecznego, jak robią to pewne grupy i mniejszości. Lecz wystarczyłoby skorzystać z tych, które dopuszcza etyka katolicka.

Przed Kościołem staje inne zadanie, niż stricte polityczne. Jeśli hierarchia w swoich działaniach ograniczy się do listu duszpasterskiego wykładającego nauczanie Kościoła, to wiernych może to nie przekonać.

Są szanse na delegalizację in vitro

Kościół musi obronić się przed fragmentaryzacją swojego nauczania. Spróbować przekonać opinię publiczną do racjonalnych, naukowych przesłanek, które korespondują z jego nauczaniem, z poszanowaniem całej swojej doktryny, a nie jak robi to Gowin, ułamkowo, na zasadzie kalkulacji: wierni nie zaakceptują całości nauczania. Bo wtedy Kościół przestaje liczyć na swojego Założyciela.

Warto naprawić błąd Tuska i Gowina i dopuścić do głosu naukowców: psychologów, biologów, genetyków - z katolickich ośrodków naukowych - którzy utworzyliby pomost pomiędzy nauczaniem Kościoła nt. in vitro a nauką. Odpowiedzieliby na pytanie jakie ryzyko niesie dla człowieka: mężczyzny, kobiety i dziecka metoda in vitro? Czy ryzyko to warte jest podjęcia? Czy nie lepiej zaczekać, aniżeli pochopnie godzić się na eksperyment.

Uruchomienie perswazyjnych zasobów Kościoła na miarę lobbingu antyaborcyjnego może zapobiec przyszłej katastrofie antropologicznej. (Ktoś ukuł takie, może niezbyt chwytliwe hasło: "Modyfikowana genetycznie kukurydza może poczekać. In vitro też"). Społeczeństwo wymaga edukacji. W raporcie tym można by uporządkować pojęcia: leczenie, zapobieganie, embrion (ludzki) - zarodek (zwierzęcy).

Jeśli Kościół zdecyduje się na wygenerowanie raportu, który zbijałby argumenty zwolenników legalizacji in vitro to ma szansę na przekonanie całego społeczeństwa. Inaczej jego argumentacja ugrzęźnie w ślepej uliczce zaprojektowanej przez Tuska i Gowina. Zdanie biskupów może nawet zostać zinterpretowane jako wrogie człowiekowi lub wyizolowany od praktyki społecznej aspekt wiary i moralności.

Rozstrzygnięcia nt. in vitro będą miały dalekosiężne skutki antropologiczne. Zgoda na legalizację tej metody to wejście na pierwszy szczebel pohańbienia ludzkiego obrazu Boga. Nie udało się w Polsce zrobić tego za pomocą aborcji, legalizacji homoseksualnych związków i pornografii. Społeczna zgoda na tak perfidny proceder zniekształcenia aktu małżeńskiego byłaby zbiorową deprawacją sumienia. Jeśli mentalnie oddzielimy akt seksualny od aktu płodnego, to odbędzie się to z takimi samymi skutkami co proroczo przewidziana przez Pawła VI destrukcja moralnych fundamentów społecznych za pomocą antykoncepcji.

Być może szantaż Gowina okaże się skuteczny: akceptujecie ustawę w całości, albo przyzwalacie na zabijanie embrionów. Kościół mógłby - przynajmniej - spróbować ustawowego rozdzielenia tych dwóch spraw. Ochrona zarodków nie musi być sprzęgnięta z legalizacją in vitro.


Jacek Lehr


In vitro nie do zalegalizowania | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
In vitro nie do zalegalizowania
pawelll pią, 12 gru 2008, 00:07:33
Czemu ten artykuł ma służyc? Po pierwsze zabiegi in vitro są obecnie stosowane w Polsce (jest nierefinanowany). Po drugie zabieg ten stosowany jest w wieszości państw starej 12 w UE (finasowany). Moim zdaniem lepiej milczeć ... niż wypowiadać się na tematy  medyczne. Zostawić to lepiej specjalistom. Bo ludzie i tak wybrali. ....  chcą mieć dzieci, czy się to komuś podoba czy też nie.  Może ostre, jednak z tej wojny nic dobrego nie przyjdzie.  

---
Nauczyliśmy się fruwać niczym ptaki na niebie, pływać jak ryby w morzach, ale nie nauczyliśmy się tej prostej sztuki, by żyć ze sobą jak bracia. Matin L. King

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,698 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń