Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Ten paskudny Neuhaus

O tych którzy odeszli do wieczności nie mówi się źle, ale obiektywnie. Z taką tezą na pewno zgodziłby się zmarły kilka dni temu  ks. Richard Neuhaus, redaktor naczelny pisma "First Things" – amerykański intelektualista neokonserwatywny, duchowny, najpierw luterański potem katolicki. Neuhaus to współautor doktryny łączącej w sobie konserwatywną etykę i kult wolnego rynku, uznanie dla tożsamości i prawdy oraz poparcie dla zderzenia cywilizacji i demokracji wniesionej na bagnetach.



W neokonserwatyzmie cynizm polityczny i ekonomiczny - dosadnie i zgrabnie - przemieszany jest z sakralnym uwielbieniem moralności.  To bardzo amerykańskie, jak sam Neuhaus. Czy w ludziach konstruujących tę użyteczną dla  polityków doktrynę drzemie wyrachowanie i naturalna potrzeba identyfikacji z silnym, czy też robią to dla idei?

Można się z Neuhausem nie zgadzać i posądzać go o różne bezeceństwa, ale z takim człowiekiem jak on chce się poszukiwać prawdy. Pewnie dlatego, że  jej nie negował i traktował poważnie.

Neuhaus dowiódł, że materializacja projektu politycznego w środowisku katolickim, ludzi wierzących jest możliwa i pożyteczna. Inna rzecz to słuszność treści, które za takim projektem się kryją. Potrafił kreować strategiczne sojusze międzyreligijne, co przysparzało mu ...  przyjaciół. Neuhausa trawili liberałowie, którym pasowała idolatria wolnego rynku i moralni konserwatyści. Jeśli ktoś był religijny i czuły jednocześnie na kwestie społeczne to mimo wszystko uznawał Neuhausa - w związku z jego moralnym konserwatyzmem - za sprzymierzeńca. Podobnie konsekwentni liberałowie przymykali oko na na "ciemną" stronę natury Richarda w nadziei, że liberalne społeczeństwo i tak poradzi sobie z próbą narzucenia mu ograniczeń, a ks. Neuhaus skutecznie pracuje nad uchyleniem kapitalizmowi drzwi Watykanu.

Redaktor naczelny First Things niechętnie zwracał uwagę na kolejność neokonserwatywnych korzeni. A na początku był wolny rynek. Zachwyt nad liberalizmem ekonomicznym, który ufundował dzisiejszą katastrofę poprzedzał puryzm moralny funkcjonujący w czasach Reagana I Thatcher  jako antysocjalna przybudówka, chętnie też kojarzona z batem na komunistów.

Do końca swych dni Neuhaus nie zaanimował społecznych prognostyków Jana Pawła II, jakże surowych dla systemu, który przedkłada zysk nad człowieka, a bez prymatu zysku wydaje się obumarły. Rozmijał się z wizją Jana Pawła II i Stolicy Apostolskiej, która inaczej niż on postrzega wojnę i wyzyskiwanie przewagi technologicznej. Dla Neuhasua te dwie motoryki – konflikt i moralność - były dla siebie i społeczeństwa niezbędne. Prężył się kokieteryjnie w kierunku historycznej dialektyki, która utkwiła w jego myśli, jako odpadek po lewicowych uniesieniach młodości, trochę jak u nawróconych trockistów,rozczarowanych polityką Cartera wobec Izraela (nie wyobrażał sobie broni jądrowej w rękach Izraelczyków). Agresywny ton polityczny i moralność, jak walka klas, miały przesunąć cywilizację ku amerykańskiej propozycji pokoju: Pax Americana.

Finalnym osiągnięciem wolnego rynku jest tak ogromna przewaga – medialna, ekonomiczna i polityczna nad masami, że sprawiedliwość nie będzie już wypadkową spontanicznych sił społecznych. Kształt jej nada na tyle świadoma i przygotowana elita, że być może dotychczasowy chaos w historii zostanie zastąpiony ładem i harmonią o konotacjach judeochrześcijańskich – miał nadzieję.

Neuhaus stał się pożytecznym narzędziem samej ideologii, jak i ludzi dla których piramidalna struktura społeczeństwa była najbardziej wygodna. Na tyle jednak świadomym, że wyprzedzał o krok praktyków. Nie był więc zwykłym doktrynerem.

Wyróżniało go jeszcze to, że spod ekonomicznych i wojennych zgliszczy wydobywał kulturę i separował ją subtelnie od porządku ekonomii i polityki. Miała dla niego znaczenie metafizyczne, jakże więc obce prostym rzemieślnikom układającym nowy ład społeczny.

Neuhaus rezerwował dla siebie wyjątkowe powołanie pośrednika między elitą, społeczeństwem a Bogiem. Był kapłanem, a być może arcykapłanem, na wzór starotestamentalny, do którego to wzoru chętnie powracał, bo losy świata odczytywał w trajektorii mesjańskiej.

Nie kto inny ale sam Bóg powierzył „pewnym ludziom , pewną władzę”. Był o krok od stwierdzenia amerykańskich fundamentalistów z południa, że aby „dopełniło się” potrzeba ostrzejszej konfrontacji między Arabami a Izraelczykami. Kroku tego jednak nigdy formalnie nie zamanifestował, choć w starciu doradców Białego Domu z papieską dyplomacją torpedującą pomysł agresji na Irak, opowiedział się dyskretnie po stronie tych pierwszych.

Na tym można by zakończyć – budzącą w niektórych odruch nie akceptacji - część życiorysu Neuhausa i przejść do chwalebnej partii jego dokonań, gdyby nie kolejne uwikłanie, za które brał osobistą odpowiedzialność. Był  głównym konstruktorem - rzadko wymienianej publicznie - transakcji miedzy Bushem a episkopatem USA.

Przewidując znaczenie zagadnień bioetycznych łagodził stanowisko biskupów w sprawach społecznych. Junior miał być nieco - a nawet więcej niż nieco - bardziej stanowczy np. w stosunku do badań nad komórkami macierzystymi. A duchowni mieli nieco łagodniej i ciszej domagać się sprawiedliwości społecznej w takich jej aspektach jak konflikty zbrojne wywoływane z niebywałym lekceważeniem consensusu międzynarodowego z inspiracji otoczenia Busha  i społeczne nierówności.

Episkopat -  od czasu do czasu - nawoływał prezydenta do kierowania się zasadami pokoju i sprawiedliwości społecznej, ale nie były to pouczenia na tyle mocne, żeby pogrążały wizerunek Busha i budziły antypatię katolików. Po cichu  – jak donoszą współpracownicy administracji waszyngtońskiej  – prezydent żałował, że nie posłuchał Polaka z Watykanu, który doskonale zdawał sobie sprawę z żałosnych konsekwencji przeżytej niegdyś przez siebie wojny.

Neuhaus nie wycofał swojego poparcia dla cywilizacyjnego paradygmatu konfrontacji, tak jak zrobił to Fukuyama. Zasłonił się - nie wiadomo czy do końca szczerze - kwestiami etycznymi, takimi jak aborcja. Odmienny pogląd na politykę społeczną i międzynarodową od prezentowanego przez Watykan nie podważał – w żadnym wypadku - katolickiego zaufania do Neuhausa, którego interpretowano jako zjawisko opatrznościowe w amerykańskim katolicyzmie. Przylgnięcie ks. Richarda do jastrzębiej polityki Białego Domu uchodziło mu na sucho biorąc pod uwagę wrażliwość Benedykta XVI na identyfikację duchowieństwa z konkretnymi programami politycznymi.

Sukcesem Neuhausa i grupy myślicieli - "neokonów" był niekłamanie poważny stosunek administracji Busha do spraw etycznych i wypracowanie zaplecza intelektualnego dla publicznej debaty o aborcji, eutanazji czy o komórkach macierzystych. Bez wigoru poznawczego, który wniósł  w publicystyczną debatę Ameryki nauczanie Kościoła byłoby tam tylko zwykłą formalnością duszpasterską.

 



Ten paskudny Neuhaus | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Ten paskudny Neuhaus
skierka wto, 13 sty 2009, 12:12:51
Jak bardzo łatwo zostać politykiem chrześcijańskim, starczy być przeciwko "pigułkom" ,aborcji itp.
i już można być chrześcijaninem...
Kiedyś, podczas jednego z wieców wyborczych zadałem konkretne pytanie jednemu z członków partii mającej
chrześcijaństwo w nazwie... i z rozpaczą stwierdziłem że on nie zna Biblii...po prostu.
Jak się ma amerykański liberalizm  do II Tes. ?
Największe wyzwanie ideologiczne dwudziestego wieku der Mehwert  Marksa był w zasadzie plagiatem
tej części Biblii , to oczywiście nawiązanie do roku św.Pawła.
                     Gratuluję wyważonego podjęcia tematu w stosunku do osoby kontrowersyjnej.

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,636 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń