Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Sawa, pasterz wierny

Zmorą mediów jest brak oddźwięku wśród odbiorców, albo industrialne echo głucho przemieszczające się między samymi tytułami. Tak dzieje się z dziennikarską lustracją Koscioła. Katolicy uważają, że to wewnętrzna sprawa Cerkwi. Prawosławni mówią: niewiele nas to obchodzi. Ale komuś lustracyjny osąd Kościoła - bo jakoś nie słychać nic o oficerach UB – przynosi korzyść. Więc może lepiej i sprwiedliwiej będzie, gdy śledczy pójdą śladami autorów polskiego terroru lat powojennych, a nie śladem katolickich, prawosławnych czy luterańskich ofiar.



Do lektury artykułu Cezarego Gmyza w Rzeczpospolitej - "Przeszłość arcybiskupa Sawy" (nr z 13 stycznia 2009) - zasiadałem z niepokojem. Bałem się, że monumentalny urok liturgii pod przewodnictwem abp. Sawy czy abp. Jeremiasza bezpowrotnie coś utraci przysłonięty "KGB-owskim wyrachowaniem".

Spokojnie, to tylko emocje

Błądząca architektura dowodów w tekście red. Gmyza – wydaje mi się - nie zdyskredytowała władyków.

"Raporty współpracy" nie zawierają ponurego ładunku znanego choćby z przesłuchań katolickiego biskupa Kaczmarka osaczonego - przez donosicieli - oskarżeniami o przyjaźń z imperialistami. Sawa plótł agentom bzdury z pogranicza kpiny, które wszyscy znali, które były dosłowną tajemnicą poliszynela. O proboszczu w miejscowości letniskowej moich znajomych – że ma „babę i dziecko” - wiedzą 8-letnie dzieci. Pewnie to źle, ale tak już jest. A niczego poważniejszego ponad te plotki z magla – Sawa nie podkładał pod nos "ubeków".

Autor artykułu dysponując przygasłym żarem treści donosów bez przerwy obraca - funkcjonującą raczej jako literacka niż historyczna - porażającą frazą: "Prawosławny Metropolita Warszawski i Całej Polski był świadomym i tajnym współpracownikiem SB". Nawet jednej pieczeni na tym ogniu się nie przygotuje.

Co innego znaczy „współpracownik” w przypadkach osób duchownych. Inny ciężar gatunkowy niosła taka współpraca. Kapłani byli - ukrytymi czy jawnymi - wrogami systemu, nawet jeśli zmuszał on ich do współpracy.

Oficerowie cieszyli się, bo mogli produkować materiały o wartości papieru toaletowego i dostawali za to pensje, a w - postkomunistycznej – przyszłości sowite emerytury. Tak się kręcił socjalistyczny przemysł "ministrantury wewnętrznej". Torowanie sobie ścieżek do kariery miało chyba dla Sawy o wiele mniejsze znaczenie, niż przerażenie siłą komunistycznej władzy i bizantyjska wobec niej lojalność. A trzeba zważyć na to, że Cerkiew Polska kulturowo związana z Patriarchatem moskiewskim i Rusią przekazała – młodemu, wówczas, duchownemu - wzorzec przetrwania za wszelką cenę.

Dla ludzi obeznanych ze „stosunkiem sił” w otoczeniu metropolity Bazylego – poprzednika Sawy na tronie warszawskim i jego ojca duchowego, który znał tajniki jego duszy -– nie ulegało wątpliwości, że o karierze ojca Michała Hrycuniaka nie zadecydowało UB. Bazyli był człowiekiem proroczym i nad wyraz sprytnym – jak mówili o nim bliscy współpracownicy. Grę prymitywnych "ubeków" przejrzał na wskroś. Wyczuł w Sawie kompetentnego następcę, który rozwinie Cerkiew w warunkach wolności. Co też się stało.

Sawa z wyczuciem porusza się w świecie mniszym – jakże istotnym kadrowo dla prawosławia – i w kręgach politycznych. Potrafił nakrzyczeć na parlamentarzystów ociągających się z subwencjami dla zabytkowego Supraśla oraz upomnieć się o pasy transmisyjne dla pielgrzymek i uroczystości prawosławnych w TVP.

Ale nade wszystko metropolitę kocha lud, z którym łączy go pewna rubaszność, prostota i mistyka. Abp Sawa jest wirtuozem duszpasterstwa prawosławnego. Nikt tak jak on nie rozumie potrzeb wiernych i konieczności reformy, na przykład otwarcia liturgii na język ojczysty.

Co ważniejsze Sawa jest urodzonym dyplomatą, a nie - jak twierdzi Gzym - intrygantem. Metropolita potrafi utrzymać – niemal doskonałą – równowagę między konserwatystami cerkiewnymi a progresistami. Jest poważany w monasterach, ale też przez wybitnego teologa ks. Henryka Paprockiego, który zawdzięcza władyce sporą - jak na Cerkiew - autonomię.

Od czasów Bazylego Cerkiew rozwinęła się w postępie geometrycznym. Stary władyka wiedział kogo namaszcza na swojego następcę. Niezłomne zaufanie Bazylego - który najprawdopodobniej znał i traktował wyrozumiale ubeckie konszachty Sawy – podjął lud prawosławny. Zwłaszcza że metropolitę oskarżają - postrzegane w świecie prawosławnym jako ostoja diabła - media.

Przykład patriarchy Aleksego

Na stosunku polskich prawosławnych do Sawy odbił się przykład moskiewski. Rosjanie zdawali sobie sprawę dzięki czyjemu przyzwoleniu Aleksy Rydygier został patriarchą Moskwy i całej Rusi. Mieli pełną świadomość, że ten potomek szlacheckiego rodu był - niestety - "uwikłany".

„Reprezentując Cerkiew w strukturach międzynarodowego ruchu ekumenicznego przekonywał zachodnich partnerów o wolności religii w Związku Sowieckim oraz pokojowych intencjach Kraju Rad”. (GN, artykuł z numeru 50/2008).

Ale Rosjanie wiedzieli też, że nikt tak jak Aleksy nie ukochał Cerkwi, że oddałby za nią życie i zdrowie.

„Jak wielokrotnie wspominał, na jego życie duchowe miała wielki wpływ pielgrzymka do sławnego klasztoru Wałłam, bajecznie położonego na wyspie na jeziorze Ładoga w Karelii, która wówczas należała do Finlandii. Już jako patriarcha Aleksy II doprowadził do odbudowy klasztoru, zniszczonego w czasach sowieckich, i odrodzenia tam życia monastycznego. Po wojnie Estonia została wcielona do Związku Sowieckiego, co jednak nie zmieniło postanowienia młodego Aloszy, aby zostać księdzem.” (Tamże).

Aleksy odbudował sieć diecezji, parafii, świątyń, seminariów duchownych. Prawosławie w Rosji stało się na powrót głównym wyznaniem chrześcijańskim. Otwarto tysiące nowych cerkwi, odtworzono 23 seminaria duchowne, 2 prawosławne uniwersytety, 40 wspólnot zakonnych. Duchowni prawosławni pojawili się w szpitalach, więzieniach oraz w wojsku. 70 procent Rosjan świętuje Boże narodzenie. W ciągu 18 lat rządów patriarchy Aleksego II trzykrotnie wzrosła grupa wierzących. Za takich uważa się już 73 procent Rosjan. Dobrym znakiem dla rosyjskiego prawosławia jest zaangażowanie młodych i postępujący spadek liczby aborcji. Do trumny patriarchy ludzie ustawiali się tysiącami. Rosja płakała kilka tygodni. 

** 

„W 1997 r. w Estonii odnalezione zostały nowe dokumenty – pisze historyk Andrzej Grajewski w Gościu Niedzielnym. Świadczyły o tym, że tuż przed sakrą biskupią ks. Rydygier został zwerbowany przez KGB, jako tajny współpracownik „Drozdow”. On sam wszystkiemu zaprzeczał, nazywając pojawiające się na ten temat w prasie rosyjskiej artykuły elementem kampanii antykościelnej. Przypominał o dramatycznych uwarunkowaniach, w jakich żyła Cerkiew w czasach ateistycznego reżimu. Kompromisy, nawet daleko idące, były konieczne, podkreślał, aby Cerkiew w tych nienormalnych warunkach mogła w ogóle istnieć.” (Artykuł z numeru 50/2008).

Atak i Spisek

Tą samą – krytykowaną za niekonsekwencję - linię obrony, co Aleksy obrał metropolita Sawa. A jednak baczna analiza listu metropolity, w którym przeprasza i wyrzuca dziennikarzom potajemne intencje, skłania do uznania jego stanowiska.

Publicystom nie udało się uniknąć wrażenia agresywnego zaatakowania „naszego batiuszki”. Oskarżenie Rz-j na forach prawosławnych nazywano „przewrotnym prezentem urodzinowym”, „podarunkiem szatana, który odwraca uwagę od Bożego Narodzenia”, „wpisem masonerii niechętnie spoglądającej na cerkiew od Grecji, poprzez Serbię i Rosję”.

Trzeba przyznać rację prawosławnym, że publikacja wyszła w niefortunnym czasie, była napisana zbyt sensacyjnie i nie przedstawiła dowodów winy jakich - po tak ostrej stygmatyzacji – można było się spodziewać. Sawa nie był niebezpiecznym agentem, nie zaszkodził Cerkwi ani odrobinę – uważają wierni. A szkodliwość działania metropolity mogą właściwie ocenić tylko oni.

Boże spojrzenie w Cerkiew

Abp Sawa nie powinien brać do siebie zagrywki mediów, które ewidentnie przechyliły  bilans komunistycznej inwigilacji w stronę chrześcijańskich Kościołów, zapominając o autorach systemu i jego dzisiejszych dziedzicach. Duchowni prawosławni są kolejnymi – po katolickich – elementami dwubiegunowej (prawica złym, lewica dobrym policjantem) instalacji zasłaniającej powojenną wymianę kulturalnych i politycznych elit .

Kiedyś i Sawa będzie żegnany z miłością i płaczem przez swoich wiernych, dla których zrobił równie wiele co – przynależący do KGB – patriarcha Aleksy. Nikt nie wspomni o jego przeszłości i śmiesznych pomówieniach. Będzie się mówiło o jego zasługach dla Cerkwi.

Trzeba życzyć prawosławnym, tak jak ich przywódca Sawa, żeby nie ulegli zamieszaniu wywołanemu przez szatana. Złe drzewo nie przynosi dobrych owoców. A królestwo szatana wewnętrznie skłócone nie ostałoby się. Dobre drzewo Sawy przynosi dobre owoce. Bóg namaścił Sawę i ma to głęboki sens w itinerarium prawosławnego ludu na polskiej ziemi.

Jacek Lehr



Sawa, pasterz wierny | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,682 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń