Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Minął rok: ekumenizm; wojna, polityka i Kościół; media w Kościele

Ekumenizm zaistniał jako uznana inspiracja duchowa i teologiczna. Jaka jest jego konkretna przyszłość w dobie powrotów do własnych tożsamości? Zastanawiamy się, gdzie biegnie granica miedzy sacrum a profanum w polityce i w mediach. Przedstawiamy 4 roczne analizy. Rozstrzelone między zagadnienia stricte religijne a polityczne, w rzeczywistości, w której porusza się Kościół i lud Boży.



RELIGIA.TV – PRZYSZŁOŚĆ MEDIÓW KATOLICKICH?

Jaka jest przyszłość mediów katolickich? Różowa lecz poza kontrolą i wpływem Kościoła. To co zrobił TVN przebija wszystko, co dotąd widziałam. Drżyjcie kościołkowe pisemka i sztywniackie produkcje o ni to moralizującym, ni to  przygodowym profilu.

Jakimże smaczkiem jest dobra telewizja katolicka. Najlepiej wyszła ona Francuzom. KTO, francuski kanał religijny to wyrafinowana uczta duchowa. Można posłuchać tam świetnej muzyki i śledzić ludzkie – wspólnotowe i indywidualne – losy w znakomitych reportażach. Jej tropem poszedł kanał TVN-u.

Warto oglądać

Znakomite produkcje włoskie i francuskie uzupełniają kultowe – już programy publicystyczne: Szymona Hołowni: Między sklepami i księdza Kazimierza Sowy:  Słownik boski.

Można więc zobaczyć w telewizji księdza Sowy historyczny program o Malcie i jej kawalerach, o siostrze Sarze i zmarłej siostrze Emmanueli, wieści z Watykanu, kalendarz liturgiczny judaizmu, luteranizmu i prawosławia.

Śledzić działalność misjonarzy i wejrzeć w duszę Rosji. Mały, niepełnosprawny Sasza wzruszająco wyzna: jestem wdzięczny, że mama mnie urodziła.

Pan od kultury zapozna nas z kalendarzem o mocnej gejowskiej nucie, ale po to, by podyskutować nad sąsiedztwem sacrum i profanum, bo modele z kalendarza to klerycy.

Nietandetny dialog z widzem

Zaczerpnięta z Radia Maryja formuła gawędzenia ze słuchaczami okazała się czymś daleko głębszym pod względem katechezy. I choć bywa, że ego, któregoś z ojców dominikanów się nadyma w konfrontacji z krytyką interlokutora – to i tak jest to dialog ciekawszy niż ten, do którego przyzwyczaiły nas babcie dzwoniące do toruńskiej rozgłośni.

W Polsce mamy trzy profile katolickich mediów: religijne, z dodatkiem religii i pół - na pół. Radio Plus i telewizja Puls są przykładem lekko posolonych religią mediów. Gość Niedzielny to byłby ten model fity-fifty. A telewizja „Trwam” i religia TV są to kanały wyłącznie religijne. Niestety na przeciwległych biegunach. TV Trwam oferuje niskobudżetowe produkcje. Sztuczny, moralizujący pogłos wszechobecny w media Rydzyka plasuje telewizję redemptorystów daleko w tyle za kanałem księdza Sowy.

Sukces Kościoła, sukces TVN

Sukces religii. tv, jeszcze niedoceniony, nieobecny w sferze finansowej, rośnie z każdym dniem. Kanał należy do imponującej całości: dziesiątek tematycznych ścieżek cierpliwie wydeptywanych przez Waltera  od dziesiątek lat. Widz religijny przylgnie do firmy, która zapewnia mu wszechstronną ofertę. Mariusz i Bożena Walterowie są legendą polskiej telewizji. Legendy należą do przeszłości, ich geniusz trwa.

Dziennikarze religii.tv  przewyższają poziomem: znajomością tematu i gotowością do jego eksploracji oraz zasobami komunikacyjnymi  - dziennikarzy innych telewizji katolickich.

Pogratulować należy kierownictwu ITI Polska wyczucia i otwartości na sacrum. To także sukces polskiego Kościoła, który odważył się współpracować z firmą niosącą rozproszony przekaz moralny. Mam na myśli poparcie stacji TVN dla aborcji i promocję homoseksualizmu.

Kto na tym sąsiedztwie wygra: czy – rozwadniany - w laickim sąsiedztwie - Kościół, czy też licząca się z katolicką większością stacja?

Mówi się, że lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć. Czuję, że Kościół i TVN - współpracując ze sobą - wiele skorzystają.

Maria Czerw

 

WOJNA, EKONOMIA, POLITYKA - KOŚCIÓŁ

 

„Nie bójcie się wierzyć w swoje najpiękniejsze sny – one się kiedyś spełnią” . Co wam to przypomina? Tak, nie mylicie się. Donald Tusk. A także Nicolas Sarkozy. Wyrafinowani populiści w doskonale skrojonych garniturach. Uwodzą słowami spragnione nadziei masy. Znakomicie wypadają na spreparowanym przez media tle polityków nie dość kompatybilnych z światowymi korporacjami.

Oprócz nienagannego pr-u, bezczelnej łapczywości na kapitał państwowy i media publiczne oraz braku pomysłu na reformy i obronę przed kryzysem PO szczyci się wyrafinowanym antyklerykalizmem, który nazywa rozdziałem Kościoła od państwa.

Zarówno Sarkozy, Tusk jak Obama położą rękę na Biblii, ale w kwestii konkretnych rozwiązań po linii żywej wiary będą się zachowywać jak diabeł pokropiony święconą wodą. Religia, na którą ostentacyjnie się powołują jest dla nich wbudowanym w społeczny organizm terenem laickiej – liberalnej misji. Wiedzą, że społeczeństwo jest konserwatywne – głównie z odwiecznych racji religijnych. Nie zamierzają więc nawracać nikogo na ateizm, ale proponują własną wersję chrześcijaństwa - w zależności od stopnia zakonserwowania społeczeństwa -  otwartego na in vitro, aborcję, albo antykoncepcję. Wszyscy trzej spłaszczają obraz Boży w człowieku.

Polityka peerem stoi

Dobry image polityczny wcale nie potrzebuje realistycznego programu. Jeśliby zapytać zwolennika PO co jego partia zrobiła dla Polski w minionym roku, to miałby duże trudności z wymienieniem chociażby trzech punktów. Z przywołaniem konkretów nie miałby problemu PiS-owiec.

Zwycięstwo PO i nowy sposób na utrzymanie się przy władzy ma znaczenie historycznego przełomu. Po raz pierwszy w historii Polski o zwycięstwie i utrzymaniu się przy władzy polityków decydują psychologowie społeczni. Majstrują przy wizerunku liderów partii, instruują jak maja się wypowiadać, jakie myśli przekazywać. Każdy krok polityków jest wyreżyserowany.

Na dobrą sprawę w pojedynkach politycznych mogliby występować tylko spin-doktorzy jak legendarni królowie zaoszczędzający krwi swych armii. Licytowaliby się na marketing polityczny, a my sms-ami decydowalibyśmy o przewadze jednych lub drugich.

To nie fantasy polityczne. Programy i działania rządów stały się dodatkiem do politycznego teatru kukiełek.

To już nie program ani dokonania decydują o ocenie rządu.

Jaki mechanizm społeczny decyduje o poparciu dla Tuska? Kompleks. Dla świętego spokoju, żeby nie być pośmiewiskiem Europy, czyli mediów czepiających się Kaczyńskiego poprzemy Tuska. Faktycznie to media – manipulując naszymi kompleksami – decydują za nas. I są niemal – absolutnie – władne ustanawiać nasze wybory.

Co po opadnięciu kurzy bitewnego?

Nowy ład wyłaniał się z wojen. Jutro wyłoni się z kryzysu ekonomicznego. Z sieci manipulacji osłabiona wyjdzie Rosja i twory narodowe, zadłużone i szantażowane przez finansową aglomerację.

Czy i w dziedzinie ekonomii mamy do czynienia z manipulacją? Wszystko na to wskazuje. Stary Żyd z Podkarpacia mawiał: jak nie wiesz o co chodzi, patrz kto zyskuje.

Bezpośrednio kryzys wziął się z wojny. Biliony dolarów pożyczane amerykańskiemu państwu nie mogły brać się znikąd. Zadłużenie amerykańskich biedaków tracących po kolei swoje domy to nic naprzeciw finansowej opuchliźnie Białego Domu. No i skąd ci bankierzy mieli brać na kolejne pożyczki dla nieodpowiedzialnych polityków? Ano z dodruku pieniądza oraz z wszechświatowego podatku w postaci dotacji dla banków. System naczyń połączonych posłużył jako materia szantażu.

Niezdobyta dotąd Rosja – pada. Akcje rosyjskich firm są przejmowane za bezcen przez te same banki, które wymusiły na wielu zachodnich państwach „pomoc”. Owe banki przejmują zadłużenia Ekwadoru, intratne państwowe firmy, dalej spekulują i korumpują kogo się da, żeby osiągnąć zysk.

Z kryzysu - pozornie osłabiona - finansjera wychodzi uzbrojona w kolejne zdobycze.

Polskim paradoksem jest powtórzenie się cyklu znanego pod chwytliwym hasłem transformacja. Zaaplikowano nam najostrzejszą – spekulacyjną wersję kapitalizmu. Unieruchomiono zaistnienie klasy średniej, bo wielki kapitał spekulacyjny został uhonorowany bezpardonową pozycją suwerena.

Rząd PO – jak najgorszej klasy najemnik – osiąga płynność finansową kosztem tej samej brutalnej prywatyzacji, służeniu monopolowi (chociażby energetycznemu i medialnemu)  i wypełnianiu zachcianek pożyczkodawców co całkowicie poddani instruktażowi Balcerowicza „KOR-owcy” w rządzie Mazowieckiego.

Nie jest dobrze znać historię – słusznie zauważa środowisko Platformy. Ten sam Balcerowicz, który podpisał własną krwią cyrograf ekonomiczny leżący u podstaw wcześniejszego kryzysu światowego, dalej dumnie i bezczelnie obnosi się ze swoją zatrutą receptą uzdrowienia gospodarki.

A jeśli komuś przyjdzie bronić Balcerowicza to powinien zapytać się sam siebie o różnicę między państwem silnym klasą średnią a emigrantami.

Rok wojny

Rok spod znaku manipulacji wciągnął nas w konflikt izraelsko-palestyński.

Lobby proizraelskie w Waszyngtonie, czyli rząd amerykański (bo różnica między jednym a drugim jest niewielka) posłużył się nami jak kartą przetargową w negocjacjach z Rosją. Amerykanom, czyli Żydom amerykańskim i izraelskim chodzi cały czas o wycofanie rosyjskiego zaangażowania na bliskim wschodzie. 

- Niejednokrotnie przypominaliśmy Kremlowi, że dostawy nowoczesnej broni do Iranu, który raz w tygodniu obiecuje zmieść Izrael z powierzchni ziemi, to poważny problem – powiedział pracownik ministerstwa spraw zagranicznych Izraela rosyjskiemu dziennikowi. 

Tel–Aviv ma możliwości, zaproponowania Rosji, wielu korzyści związanych z bliską współpracą między państwami – przekonują eksperci w sprawach bezpieczeństwa Izraela. Oprócz dwustronnych projektów i dostaw technologii wojskowej (bezzałogowe samoloty szpiegowskie) Izrael może skorygować swoje geopolityczne interesy na rzecz Rosji [dywersja na Kaukazie]. Tel – Aviv, może rozszerzyć możliwości wpływów Moskwy na Bliskim Wschodzie, wesprzeć Kreml w negocjacjach ze Stanami Zjednoczonymi dotyczącymi rozmieszczenia elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie Środkowej, oraz udzielić poparcia na Kaukazie. (Za Jerusalem Post). 

Więc już – prawie oficjalnie - wiemy po co Polskę narażano na uwikłanie w nuklearny konflikt? Ale czemu nam tego nie powiedziano wprost. Po co nobliwi komentatorzy bili pianę: na rosyjskim konflikcie z Gruzją, zagrożeniu rosyjskim dla Polski, amerykańskim współczuciu dla Polski? Kto wie, czy w pełni świadomi, i tak nie chcielibyśmy pomóc Żydom. Przecież to nasi Żydzi.

Kościół nie chowa się przed światem

Jak się ma odnaleźć instytucja Jezusa Chrystusa w tym świecie dwuznaczności?

Kościół nie raz w swojej historii adaptował się do nowej rzeczywistości. Przykładem jest episkopat amerykański, który zleca znanym firmom badania statystyczne nad stosunkiem amerykanów do aborcji. Ich wyniki robią na polu publicznego oddziaływania więcej, niż najlepsze listy duszpasterskie. "Więcej niż 80 procent amerykanów jest za zaostrzeniem prawa antyaborcyjnego" - czyż tak ujety wynik nie robi wrażenia? Oczywiście duże znaczenie ma treść pytania i gra warsztatem socjologicznym, zależne od zleceniodawców. Wyobraźmy sobie teraz rezultat badań nad stosunkiem lekarzy do in vitro.

Nie rezygnując z klasycznego ujęcia i poszukiwania prawdy Kościół zmuszony jest przestawić się na skrajnie różne fale komunikacji społecznej. Przestrzeń publiczna, w której staje jako jeden z ważniejszych społecznych podmiotów jest materią zmagań wizerunkowych, komunikacyjnych, perswazyjnych – dziesiątek istotnych, a wręcz decydujących o rozwiązaniach społecznych technik wpływu. Jeśli Kościół – jako jeden z „centralnych” podmiotów odpuści sobie konsultację z psychologami społecznymi to wkrótce znajdzie się w pozycji leżącego i kopanego.

To oczywiście żaden wstyd, ale po co skazywać się na przegraną.

Bilans relacji Kościół – Platforma Obywatelska jest ujemny. PO nie miała żadnych powodów, by odmówić ustanowienia święta Trzech Króli dniem wolnym, matury z religii, czy wsparcia ekologicznej energetyki redemptorystom. Można odebrać jej postępowanie jako nieżyczliwość względem Kościoła.

Marcin Stanowiec

 

EKUMENIZM

Sytuacja ekumeniczna szybko się zmienia, jak pędzący ku wielkiej niewiadomej świat. Dziś najważniejsze jest to, by znaleźć dla ekumenizmu nowy entuzjazm – stwierdził kard. Walter Kasper.

A – rzeczywiście – tego entuzjazmu brakuje. Niemieccy ewangelicy borykają się z katolicką definicją Kościoła, rosyjscy prawosławni noszą w sercu wizję prawosławia, jako ciężko chorego w gipsie, którego kalectwo katolicy wykorzystali dla prozelickich manewrów. Może najlepiej się ma ekumenizm praktyczny: jako szereg doraźnych, politycznych sojuszy. Tak jak w USA.

Czy Benedykt zmroził ekumenizm?

Nie dajmy się uwieść pozorom. Ekumenizm europejski i światowy podąża własną nieuchronną, czyli opatrznościową ścieżką. Ma wszczepioną wewnętrzną topografię, której żaden z teologów czy hierarchów kościelnych nie jest w stanie wykrzywić.

Punktem wyjścia dla dialogu ekumenicznego były wzajemne animozje, anatemy, ekskomuniki, nieporozumienia i niezrozumienie. Dobra wola i przylgnięcie do modlitwy Pana Jezusa: aby byli jedno sprawiły, że chrześcijanie zaczęli się przyglądać sobie, odwiedzać się i czytać siebie w świetle ewangelii – dobrej nowiny, jako współczesnego tekstu fundującego drogę ich zbawienia.

Ewangeliczny pozytywizm zakiełkował ciekawością siebie. Każde z trzech wyznań miało do zaproponowania coś unikalnego. Stąd krok do wymiany.

Wspólne słuchanie Słowa Bożego zaowocowało potrzebą ubogaconej o doświadczenie „innego” praktyki duchowej.

Wkrótce się okazało, że zagrożeniem ekumenizmu jest synkretyzm. Postulat powrotu do własnej tożsamości okazał się aktualny w świecie liberalnym, w którym każde doświadczenie zyskiwało rangę najważniejszego.

Następnie chrześcijanie zauważyli, ze dotykają ich te same zagrożenia. A wspólne wystąpienie zwiększa szanse na ich obecność w przestrzeni publicznej i odparcie ataków sekularyzmu.

W którym punkcie ekumenii znajdujemy się teraz? Grzecznościowy dialog, dążenie do zrozumienia stanowiska drugiej strony zastąpił dyskurs – nieco twardsza zasada wymiana zdań płynąca z przekonania, że jest prawda.

Chcemy troszkę zmienić adwersarza, ale nie jak przed soborem watykańskim II, siłą i przekonaniem o własnej nieomylności.

Musimy przekonać siebie i innych powagą argumentacji.

Dlatego nazwałbym obecny etap – następujący tuż po przechwyceniu własnej tożsamości – dyskursywnym. Przypomina on klimatem średniowieczne dysputy. Chcemy w ferworze wymiany „dowodów” poznać prawdę teologiczną. Nawet, jeśli jest ona oddalona od nas samą naturą Boga.

To najciekawszy, najbardziej pasjonujący etap przygody teologicznej i ekumenicznej. Kiedy już świadomi jesteśmy teologii ekumenii,  jako wezwania Pańskiego do jedności, przychodzi nam rozumieć, że własna tożsamość może być jeszcze bogatsza, gdy poglądy teologiczne wystawimy na krytykę i sami taką podejmiemy w stosunku do wierzących inaczej.

Taka ekumenia wymaga dojrzałości i teologicznego treningu. Konfrontuje ze słabymi punktami własnej denominacji.

Inną cechą obecnego dialogu jest konfrontacja interkonfesyjna, na przecięciu między - obecną w paradygmacie religijnym - ideologią liberalną  a kontrliberalizmem.

Kwestia kapłaństwa kobiet, dopuszczenia homoseksualistów do kościelnego błogosławieństwa czy oceny kapitalizmu to przejawy filozoficznego napięcia wewnątrz grupy ludzi wierzących. Trzeba je odróżnić od refleksji teologicznej.

Nie da się cofnąć paradygmatu ekumenicznego, można już iść tylko naprzód, głównie dlatego, że stał się on wiarygodną i przekonującą częścią teologii.

Artur Niemiec

 

IN VITRO TO NIE PROBLEM

Subtelna gama środków jakimi dysponują ludzie mediów sprawia, że ich presja jest prawie niedostrzegalna. Dotyczy to i Kościoła. Sprawa in vitro – dopuszczenia do głosu zwolenników zakazu - stawia pod znakiem zapytania katolicką spójność, której wartość wzrasta w sytuacjach konfliktu z laicką wizją człowieka. Jeśli Kościół nie uzyska reprezentacji odzwierciedlającej poglądy większości episkopalnej w swoich mediach, to jego szanse na przegranie konfliktu z laicyzmem wzrastają wielokrotnie. 

Jak ustalać  osobowy skład redakcji, żeby był on reprezentatywny dla episkopalnej większości, żeby i "reszta" biskupów miała wpływ na obsadę struktur komunikacyjnych episkopatu? A nauczanie Kościoła nie było subtelnie skręcane w lewo lub w prawo, w zależności od niereprezentatywnych dla jego całości osobistych preferencji dziennikarzy?

Komunikowanie intencji Kościoła bez żadnych zniekształceń okazuje się wcale niełatwe - nawet - dla mediów katolickich. 

Dyskretny sabotaż

Z  perspektywy Kościoła to nie in vitro - czy inne bioetyczne poprzeczki - stanowią problem. „Świat będzie przeciwko wam” i „nie jesteście z tego świata” to trafny program chrześcijaństwa na każdy czas. Polaryzacja wokół in vitro jest dobrą, ewangeliczną fermentacją. Tak się Królestwo Boże staje na ziemi.

Frapuje natomiast polifonia w katolickiej komunikacji społecznej. Nie wygra wojny królestwo wewnętrznie skłócone – wysyłające sprzeczne komunikaty. Kościół jest wtedy, jak człowiek krzyczący spod tafli lodu. 

Na ile ofensywnie - i na ile wiernie względem magisterium Kościoła - dziennikarze – wolnych jeszcze mediów katolickich – konfigurują etykę chrześcijańska z praktykę kulturową i polityczną? W końcu to elita rozumiejąca nauczanie społeczne Koscioła i wielką politykę zadecyduje o losie chrześcijańskiego społeczeństwa.

Kościół dysponuje olbrzymim potencjałem, o ile ośrodki antyewangelizacyjne nie przejmą kontroli nad jego mediami – pod pretekstem profesjonalizmu, wolności świeckich itp. Tak jak stało się to z mediami katolickimi na wyspach brytyjskich.

Jeden z cenionych autorów brytyjskich opisywał w "The Tablet" – katolickim czasopiśmie - konflikt wokół polskich stoczni. Artykuł przefiltrowany przez redakcję projektował wykoślawiony obraz polskiego katolicyzmu. Okazało się, że naniesiono poprawki bez wiedzy autora artykułu. Ten skomentował to tak: nie wiem dlaczego to zrobili. Identyczne zdanie wypowiedział dyrektor BBC w kmentarzu do działań sekcji religijnej tej brytyjskiej telewizji.

Działania grup lobbystycznych wydają się czasami nie do roszyfrowania i współgra to z absurdalną niechęcią do rodziny, wiary, wspólnot narodowych, katolickich rozwiązań bioetycznych czy ekonomii lokalnych.

Suma dziwnych przemilczeń, przeakcentowań, wprowadzanych - tylnymi drzwiami - autorów przemycających opinie opozycyjne względem ojca świętego i stolicy apostolskiej, czy nawet większości biskupów krajowych (najczęściej ocena moralna wojny, stosunku do inspiracji i kontroli liberalnej w kulturze, neoliberalnej ekonomii, demokracji liberalnej – wykluczającej kierowanie się wartościami, dyskusji nad ustawami parlamentarnymi) skutecznie dywersyfikuje  nauczanie Kościoła w kluczowych kwestiach.

Dotrzymać kroku biskupom

Część katolickiego środowiska dziennikarskiego nie dotrzymała kroku biskupom, którzy jasno nakreślili strategię: najpierw walczymy o zakaz in vitro. Redukcja kolejności działań politycznych w sprawie in vitro - która wprost wypisuje się z tak istotnych dokumentów jak Ev. Vitae, Dignitas Personae i komunikat ekspercki komitetu abp. Hosera - zagłuszyła intencję Kościoła.

Świeccy dziennikarze katoliccy piali w tym samym chórku co media laickie, których obrazowanie katolickiej etyki biskup Pieronek nazwał agresywnym.

W pewnych kwestiach - jak na przykład stosunek do korporacji i wolnego rynku, Izraela, tarczy antyrakietowej, wojny w Iraku i Afganistanie, sterowania kulturą,  istotnych legislacyjnie zwrotów akcji - część dziennikarzy mediów katolickich bezrefleksyjnie powiela stanowisko mediów świeckich. I robi to – jak na złość – wtedy gdy klaryfikuje się opinia publiczna.

W sprawie in vitro uderzyła mnie dychotomia panująca między serwisem wiara. pl oraz księżmi publikującymi na łamach GN a świeckimi dziennikarzami tygodnika. Na przykład „wiara pl” komentowała inicjatywę posła Piechy następująco: to dobrze, będziemy wiedzieć kto jest posłem katolickim - nie z nazwy.

W podsumowaniu roku w GN czytamy, że Jarosław Gowin – zadeklarowany zwolennik pomagania małżeństwom na drodze in vitro – podjął się bohaterskiego czynu uporządkowania dylematów bioetycznych. Nie powiedziano nic o bohaterstwie posła Piechy. (Tak minął rok, Gość Niedzielny, 01/2009).

A jednak manipulacja

Pod większą częścią opinii niejakiego „jck” można by się podpisać, nawet tych dotyczących problematycznego Gowina. Ale „jck” poszedł za daleko: pominął milczeniem polityków, którzy dramatycznie potrzebują poparcia.

Czy jest to manipulacja? Uważam, że tak. Przemilczanie inicjatywy ustawodawczej wywołanej przez Kościół jest swoistą próbą zagłuszenia Kościoła i polityków katolickich.

Z perspektywy wpływu społecznego są to niuanse istotne, decydujące. Bo czytelnik zapyta sam siebie: o co temu Kościołowi chodzi?

W tym tygodniu tamten błąd naprawił Przemysław Kucharczyk, który nie tylko wniósł posła Piechę na agorę, ale i dał cudowne świadectwo będące przeciwwagą dla - manipulującego uczuciami odbiorców - przesłania par decydujących się na in vitro.

 

Jacek Lehr



Minął rok: ekumenizm; wojna, polityka i Kościół; media w Kościele | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,599 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń