Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Minął tydzień: Gowin Piechę, czy Piecha Gowina - przekona? Kochliwy Kaziu; Kampania w episkopacie; Sorry Kaczyńskiego

Kościół polski czeka kampania kandydatów na fotel przewodniczącego konferencji biskupiej. Nie będzie to brutalna gra, jaką znamy z polityki. Gowin puszcza oko do Piechy. Czy politycy coś sobie ustąpią? Kiedy PiS potrzebował kampanii pozytywnej, Kaczyński dążył do konfrontacji, którą przegrał. Gdy kryzys wymusza kampanię rozliczeniową z PO, Kaczyński spuszcza głowę i prosi o wybaczenie.



Czy Gowin wchłonie Piechę?

Kto kogo połknie: Gowin Piechę czy Piecha Gowina? Dyskretny urok burżuazji skorumpuje katolickiego posła?

Wychowanie młodzieży czy mentalna kompozycja społeczna bez - korespondującej z systemem wartości - legislacji prawnej byłyby zawieszone w sosie, który usztywnia wzorce rodzicielskie i rodzinny - chrześcijański system wartości.

Pamiętamy aborcyjny dyskurs Tygodnika Powszechnego: prawo nie ma wielkiego znaczenia, bo ważne jest, co ludzie będą wybierać.

Ale poparcie dla aborcji uzależnione od rozwiązań prawnych przesunęło się w stronę punktu ciężkości, który ustanawia zakaz aborcji. To naturalne z perspektywy społecznej arytmetyki, która sumuje legislację i poglądy. W 2006, kiedy przewagę w sondażach trwale uzyskali przeciwnicy aborcji, Tygodnik Powszechny poniósł moralną klęskę i o pokrętnej retoryce inteligentów z Wiślnej zapomniano.

Dziś Jarosław  Gowin pełen współczucia - jak to środowisko Tygodnika Powszechnego - przeciera bezdzietnym małżeństwom antropologiczny skrót. Jest przekonany, że Kościół nie ma racji zabraniając in vitro.

Siła perswazji rozwodnionego katolicyzmu z Wiślnej przebrana w nowe – po Unii Wolności – atrybucje polityczne zasymiluje zrodzoną w bólach PiS – owską ADAPTACJĘ nauczania Kościoła?

Za wcześnie mówić o kompromisie. Ale jeśli poseł Piecha nic nie zyska, a utrzyma tylko zakaz produkcji embrionów ludzkich w jakiejś liczbie "do", to trudno będzie powiedzieć o pełnym zrozumieniu sensu zakazu bioetycznego eksperymentu na człowieku.

Artur Niemiec

 

Biskupi startują do kampanii przedwyborczej

Wizyta abp. Hosera w toruńskiej szkole redemptorystów, duszpasterska wizja abp. Nycza nagłośniona przez KAI…  Czy to zwiastuny przedwyborczej kampanii przy skwerze Wyszyńskiego? Episkopat czeka wymiana prezydium.

Elektorzy muszą mieć dostęp do programu kandydatów. Kandydaci na przewodniczącego episkopatu powinni więc przedstawić swoją wizję kościelną, duszpasterską, publiczną.

Ponieważ dwaj najpoważniejsi aspiranci są wyjątkowymi ludźmi, kapłanami, intelektualistami nie musimy się obawiać brudnej gry. Opowiedzą tylko o sobie i mapie znaków drogowych, przestojów i miejsc docelowych Kościoła polskiego.

Kim są i czym się różnią? Najpoważniejsi kandydaci do episkopalnego prezydium zasiadają na obu stolicach warszawskich. Reprezentują podobny, poziom, wigor publiczny, duszpasterski i religijny. Błyskawicznie analizują aktualną sytuację polityczną. Są tez podobni do siebie fizycznie, jakby byli braćmi. Odrobina męskiej ambicji nie przesłania im Kościoła, w którego są służbie.

Łatwiej wskazać na podobieństwa niż na różnice między obu arcybiskupami. Ale różnice są. Oponenci jednego czy drugiego wymienią ich rozmijające się doświadczenia duszpasterskie. Hoser zjeździł świat i związany jest z Rzymem. Nycz to mistrz przesuwania się po polskiej szachownicy.

Definiują się jako centrum. Hoser leciutko jednak skłania się ku prawicy kościelnej, a Nycz widzi się bardziej po lewicy. Pierwsze kroki poza swoją diecezję Hoser skierował do uczelni redemptorystów, gdzie miał – znakomity - odczyt. Nycz poszukuje wsparcia w kontrolowanej przez abp. Życińskiego KAI. Dziennikarze Agencji opublikowali kilka dni temu obszerny wykwiad z abp., który stanowi deklarację programową. To dużo mówi o przyszłym elektoracie obu książąt Kościoła. Metropolita warszawski może liczyć na głosy z diecezji Gądeckiego, Muszyńskiego i Życińskiego. Staną za nim jego byłe wspólnoty kościelne: metropolia krakowska i diecezja koszalińska. Były i obecny sekretarz episkopatu, a także Śląsk, dolny i górny. To wystarczy żeby wygrać.

Szala może się jednak przechylić na stronę Hosera. Światowe doświadczenie, które posiada arcybiskup nie jest osiągalne dla Nycza. A w polskich realiach Hoser już się szlifuje. Że jest twórczy, to oryginalny program duszpasterski dla Warszawy, inteligencji i studentów, wysunie na dniach.

W Nyczu urzeka pragmatyzm, ale jest on i barierą. Siła Jana Pawła II nie tkwiła w pragmatyzmie, kompromisowości czy układach, które dyskretnie zawiązuje metropolita warszawski. W kluczowych momentach, gdy ważyły się losy ustaw rzutujących na kierunek społecznego wędrowania Wojtyła zachowywał się jak wybitny strateg. Nie ustępował przed polskim sejmem i rządem w sprawie religii w szkołach, ani w sprawie aborcji, a w ONZ – prawie cudem – wywalczył wolność od praw reprodukcyjnych. Polski papież miał przede wszystkim śmiałe pomysły na odwrócenie złej koniunktury.

Na plus Nycza można zaliczyć jego umiejętne postępowanie z mediami. Wzorem Wojtyły bardziej on posługuje się nimi, niż one nim. Dziennikarze go dobrze znają i szanują. Zarazem nie narzucają się sobie. Nycz jest bilateralistą, w którego towarzystwie każdy się dobrze czuje.

Hoser jest potrzebny episkopatowi z uwagi na kwestie bioetyczne. Z pozycji przewodniczącego łatwiej byłoby mu perorować z politykami i mediami. Skuteczniej wypromuje polski Kościół w Europie i podejmie – pożyteczną – współpracę z międzynarodowym episkopatem.

Język, którym się obaj biskupi  posługują jest świeży i komunikatywny. Nycz kapitalnie puentuje i potrafi subtelnie krytykować, bez obrażania kogokolwiek. Hoser odnajduje się we współczesnej debacie dysponując bazą koniecznych rozróżnień nawiązujących do filozoficznej polaryzacji i jest - jako lekarz - antropologiem.

Szansę na wybór nie ma nikt skrajny. Będzie to – z pewnością - biskup centrowy. Hierarchowie - nauczeni doświadczeniem - będą woleli kogoś ze stolicy.

Decydujący głos może zabrać kardynał Dziwisz – o ile sam nie wyrazi zgody na kandydowanie. Będzie w dylemacie: zachować lojalność względem uzdolnionego organizatora papieskich pielgrzymek czy postawić na kogoś trochę mniej znanego, z zagadkowym – ale niezwykle zapowiadającym się - potencjałem

Tak czy siak przyszły przewodniczący episkopatu powinien blisko współpracować z ordynariuszami warszawskimi. Mają oni wiele do zaproponowania Kościołowi lokalnemu, krajowemu i powszechnemu.

I jeszcze jedno. Czy nie byłoby dobrze – wzorem soboru prawosławnego – dopuścić do głosowania nad wyborem przew. episkopatu przełożonych zakonnych, świeckich?

Artur Niemiec

 

Kochliwy Kaziu

Marcinkiewicz ani trochę nie przestał być sobą. Jest ciągle tym samym swojakiem: raz pobożnym ministrantem, a raz polskim emigrantem, który o brytyjskie skały rozbija sobie małżeństwo i ojcostwo. A co wybierzemy: kompetencję czy moralność? A jeśli Kaziu postradał jdno i drugie?

Najbardziej przeżyłam rozwód Jana Frycza. Byli cudownym małżeństwem; kupka przesympatycznych dzieciaków... A tu ni stąd ni zowąd gruchła wieść: rozstają się.

Rozwody nie powinny nas dziwić, lecz gdy ktoś deklaruje przywiązanie do pewnych wartości rozczarowujemy się. Chcielibyśmy mieć jakiś wzór małżeństwa, ba opieramy się w budowaniu swoich związków na takich modelach jak ten – onegdaj - Fryczów czy Marcinkiewicza.

Częściej mężczyźni porzucają kobiety. Dlaczego? Tęsknota za młodością? Chęć odmiany? (Przed)Ostatni poryw namiętności? To są wszystko problemy do rozwiązania. Gdzie jednak szukać wsparcia i pomocy, skoro kościelne poradnie są nieporadne, kultura masowa nakręca mężczyzn i kobiety na przypadkowy seks (opaczne prawo do orgazmu) a porady psychologów kosztują?

Trudno zestawiać każdy z tych przypadków – Boruca, Marcinkiewicza, Frycza. Boruc "młody, głupi". Frycz "popijał". A Marcinkiewicz "oddalił się". Łączy ich jedno. Mimo deklarowanej wiary nie potrafili odróżnić jednej, namiętnej miłości od drugiej, duchowej, wiernej aż do końca, z której będziemy rozliczeni.

Maria Czerw

 

Złe przeprosiny Kaczyńskiego

Pijarzy, który doradzili Kaczyńskiemu przeprosiny musieli być przekupieni przez konkurencję. Właśnie teraz gdy Platforma na dniach zacznie topnieć w oczach społeczeństwa, J. Kaczyński powinien twardo powiedzieć: miałem rację. A on - najbardziej wiarygodnie jak mógł - potwierdził - z pieczołowitością pielęgnowany przez media - swój antyinteligencki wizerunek. Zmarginalizował intelektualistów bardziej sympatyzujących z nim, niż z Platformą. Tych którzy się wahali zniechęcił.

Wyciągnietą do zgody dłoń Kaczyńskiego już uścisnął "dr" Władysław Bartoszewski: Wielokrotnie przytaczałem porównanie, które i tym razem pasuje jak ulał: kiedy ktoś mnie po pijaku obrzyga w autobusie, to nie jest obraza - . To jest obrzydliwość - zjadliwie komentuje gest Kaczyńskiego.

Rasowi inteligenci, tacy jak "dr" Bartoszewski, dalej - bez względu na wszystko - trwają w swoim prostym i niezawodnie skutecznym obrzydzeniu.

Kaczyński - nic nie zyskując a ryzykując stratę - uwiarygodnił prostą manipulację, że inteligencją są ci którzy występują w telewizji, desygnowani przez Czerską albo jakiegoś innego Springera, Waltera.

Kaczyński przeprosił, ale za co i kogo? Bo kto jest inteligencją: ta część społeczeństwa z mgr, dr czy prof - albo i bez tytułu - przed nazwiskiem, która z trzech typów modelu ekonomicznego, medialnego i demokratycznego umie wskazać tylko jeden.

Milcząca większość inteligencji potrafi rozróżnić ich co najmniej trzy, zaprezentowane chociażby w takich klasycznych pozycjach jak:

- Globalizacja. Zbiorowa hegemonia mocarstw i korporacji transnarodowych a globalny marketing

- Koniec Snu Konstantyna

- Systemy medialne. Trzy modele mediów i polityki w ujęciu porównawczym

- Systemy ekonomiczne 

Orientacja - w pocie czoła - wypracowywana przez Barbarę Ferdyszak - Radziejowską, Marka Migalskiego , Pawła Lisickiego, Dariusza Karłowicza, Grzegorza Kołodkę i wielu, wielu innych została paru sfałszowanymi poradami spin doktorów zdezawuowana. Szkoda!

Na marginesie warto wspomnieć o tej inteligencji, która kryje się w szeregach Kościoła, w stosunku do której politycy Platformy są oschli i hipokrytyczni. Ale cóż z tego skoro Tusk ma lepszych peerowców.

Marcin Stanowiec

 



Minął tydzień: Gowin Piechę, czy Piecha Gowina - przekona? Kochliwy Kaziu; Kampania w episkopacie; Sorry Kaczyńskiego | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,698 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń