Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Spór z J. Hołówką. Metafizyka znaczy "ludzkie"

Polemiki

Pełne przylgnięcie do człowieka oznacza wyjście poza swoją granicę. Ale trzeba ją mieć. Polemika profesora Jacka Hołówki z księdzem kardynałem Dziwiszem (Jacek Hołówka: Metafizyka prenatalna Kościoła - Rzeczpospolita) wpisuje się w dramatyczny spór o wolność człowieka i granice ludzkiego.



Odkąd Emmanuel Levinas wyprojektował innego – pielęgnowana  w chrześcijańskiej mistyce - ekstaza znalazła jeszcze bardziej wiarygodną transkrypcję kulturową. Poczucie odpowiedzialności za innego budzi - szczególną i niezbędną w dyskursie antropologicznym - refleksję nad człowiekiem: rozważania o jestestwie człowieka, jego tożsamości, pochodzeniu i celu.

Filozofów i etyków podzielił pogląd, że wolność indywidualną najlepiej, a może jedynie gwarantuje i podtrzymuje „dobrze” zorganizowane społeczeństwo, odcięte od troski o międzyludzkie więzi. Byli intelektualiści, którzy w takiej relacji ja - społeczeństwo dostrzegali śmiertelne ryzyko alienacji. Bo co oznacza gwarancja ludzkiej wolności - godności przez  choćby idealną  strukturę?

Postmodernizm wniósł przekonanie o niemocy społecznej i niemożliwości poznania, których ofiarą padła ludzka natura. Reguły postępowania – indywidualnego i społecznego  -  są "obozem koncentracyjnym” a natury nie ma, jak nie ma prawdy.

Profesor Hołówka wypowiada się na temat prawdy, osoby ludzkiej (potencjalności) i seksualności z wysublimowanych dwóch perspektyw: teologicznej (biblijnej) i filozoficznej (etycznej). Do końca nie wiadomo czy jest teologiem czy filozofem, racjonalistą kpiącym z teologicznej spekulacji czy teologiem waluującym pewną wizję człowieka. Mieni się przyjacielem teologów i filozofem przyjaźni. Broni godności człowieka (par małżeńskich), ale podważa granice ludzkiego. Postępujące z dyscyplinarnego eklektyzmu błędy przypisuje instytucji  przechowującej w swoim skarbcu - od ponad dwóch tysięcy lat - mądrość grecką i biblijną antropologię.

O tyle dyskusja z profesorem jest trudnym, wymagającym wcześniejszego rozdzielenia porządków filozoficznego i teologicznego zadaniem. Żeby łączyć je tak umiejętnie i delikatnie jak Kościół trzeba mieć świadomość ciągłości – drastycznie urwanej w dyskursie współczesnym - myśli filozoficznej i teologicznej. Autentyczna zdolność poruszania się miedzy porządkiem filozoficznym i teologicznym  – chroni przed wyciąganiem pochopnych i nieprawdziwych wniosków.

Żeby trafnie odpowiedzieć profesorowi Hołówce staram się prześledzić definicje, które – otwarcie lub dyskretnie – sugeruje czytelnikowi swojego tekstu.

Próbuję  - w końcu - nakreślić wspólnotę przekonań z profesorem i charakterystyczne różnice interpretując ich znaczenie dla etycznej ewolucji i rozumienia granic ludzkiego, które "dzieją się w miłości”.

Co powiedział kardynał Dziwisz?

W – krytykowanym przez Jacka Hołówkę – artykule o godności metropolita krakowski przybliża czytelnikom problematykę zawartą w instrukcji Dignitas personae, ogłoszonej w Watykanie. Zwraca uwagę, że sprawy omawiane w dokumencie nie dotyczą wizji rzeczywistości zależnej od wyznawanej religii. Godność przynależy  osobie ludzkiej z samego faktu istnienia – przekonuje duchowny – nie w wyniku akceptacji społecznej.

Wnikliwa opinia kardynała Dziwisza wypełnia - wykopany prze polityków i media - dół w społecznej debacie i konfiguruje stanowisko nt. in vitro z trzech perspektyw: filozoficznej, naukowej i teologicznej.

Serwowane przez etyków katolickich pojęcie prawa naturalnego bliższe jest wizji mądrościowej, motywowanej Objawieniem. To utrudniało dialog. Bo elokwentni zwolennicy humanistycznego wyznaczania kresu ludzkiego życia – poczynania zawsze mogli przedstawić swoich religijnych adwersarzy jako nieracjonalnych.

Kardynał przerzuca ciężar dyskusji na pułap uniwersalny, wspólny wierzącym i niewierzącym: odpowiednikiem prawa naturalnego, na gruncie filozofii jest odpowiedzialność za drugą osobą i próba rozszyfrowania godności ludzkiej.

Przywołuje w dyskusji z laikami - wyrzucony poza nawias ideologicznego paradygmatu - fakt istnienia.

Jeśli debata zdominowana jest przez media, to automatycznie ontologia zostaje wzięta w nawias; istotne jest nie to co jest, lecz to co uważamy za istniejące lub ważne. Nie przyjmuje się do wiadomości faktów, nie zaafirmowanych przez umysł. Co jest poza umysłem i jego kapryśną wolą afirmacji, nie istnieje, a osoba ludzka nie przyjęta do wiadomości nie ma prawa do życia. Zatem – wyciąga się wniosek - moralność jest nieracjonalna i drażniąca, a zorientowane na wartości autorytety nie powinny zabierać głosu. Jedyną publicznie deklarowaną wartością może być pluralizm. Cóż jednak z tego, skoro sama metoda nie jest w stanie zastąpić tożsamości społecznej, równie koniecznej dla szczęścia jednostek jak indywidualne identyfikacje.

Profesor Hołówka – krytykując księdza kardynała - zaakcentował swój stosunek do teologii i filozofii realistycznej. Metafizyka to dla niego synonim irracjonalizmu. Dosłownie znaczy jednak po fizyce. Kiedy odkryto zaginione przez wieki księgi Arystotelesa, ktoś nazwał te odszukane na temat bytu, metafizyką, ponieważ w pewnej kolejności znajdowały się one za księgami o fizyce. Mówmy więc lepiej o filozofii bytu.

Refleksja nad bytem – a ostatecznie jej brak - zadecydowała o kierunku rozumienia praw człowieka. Subtelniejsze rozróżnienia wymykają się współczesnym, którzy byt jako byt zastąpili autorefleksją, rozważaniem nad umysłem i językiem generującym rzeczywistość.

Godność

Zakreślenie granic natury człowieka także nie mieści się w paradygmacie wolności oraz idealistycznego samostanowienia jednostki. A czy można wygrać z pragnieniem przekraczania wszelkich granic? Tylko, że takie zwycięstwo - konsekwentnie konsumowane - okupione jest samounicestwieniem. Śledząc losy bohaterów zekranizowanej powieści  Virgini Wolf konstatujemy, że związek wolności ze śmiercią nie jest przypadkowy. Zastąpienie więzi, szczęścia i miłości przez wolność - w takim sensie, że to wolność zawiera w sobie miłość a nie na odwrót i że to wolność jest celem miłości a nie na odwrót - prowadzi do samozagłady.

Wolność  skomunikowana zaś z miłością wyłania - z całym jej bogactwem - godność. Oczywiste jest, że bez zdefiniowania – znaczonej relacją miłości i wolności - natury będziemy się poruszali po omacku, nie respektując ani granic ludzkiego, ani ludzkiej i osobowej godności.

Nie inaczej należy odczytać troskę profesora Hołówki o pary niezdolne do zrodzenia potomstwa.

Antagonizm i napięcie wpisane są w definiowanie ludzkiej godności, która wymaga sama z siebie ciągłego zaangażowania w proces odkrywania osoby. Zadajemy więc sobie pytanie: co jest dobrem człowieka: dziecka, mężczyzny kobiety, wspólnoty osób? Heterogeniczność oraz złożony charakter odpowiedzi wywołuje napięcie.

Kościół odkrywa, że  sprzyjający bliskości i radości akt poczęcia zostaje zastąpiony procedurą, która warunkowo niesie oddalenie i samotność. Powoduje pęknięcie w ludzkiej naturze i poniża godność człowieka.

Zarzut Hołówki wobec Kościoła, który zatrzymuje się nad każdym przypadkiem ludzkim jest jak pretensja do samego Boga o padający śnieg w zimę. Gdyby zaniechać zapytania o to, co jest bardziej ludzkie – in vitro czy tkwienie w bezpłodności – to tym samym wprowadzilibyśmy chaos i przypadkowość w respekt dla ludzkiej godności i jej ochronę.

Prawdziwe niebezpieczeństwo nadchodzi wtedy, gdy już zaprzestajemy wysiłku rozpoznawania granic człowieczeństwa i mieszczącej się w nich godności.

Prawda

W opatrzonym przedwczesną  ewaluacją ustępie o prawdzie profesor Hołówka popełnia – dosyć częsty - z punktu widzenia teologii - błąd: myli moralność z etyką. To konsekwencja nieumiejętnego łączenia porządku teologicznego i filozoficznego. Teologia ma nieco odmienną strukturę, metodykę i założenia.

Otóż moralność ma swój punkt wyjścia nie w rozumie, a w Objawieniu – biblijnym gotowcu, sporządzonym pod natchnieniem Ducha świętego. Autorzy Pisma świętego są raczej pośrednikami przekazu, który jest istniejącym poza czasem Logosem.

Moralność i etyka spotykają się i posiadają sporą połać identycznych zainteresowań. Ich źródła są jednak różne.

Można więc powiedzieć, że moralność – wręcz odwrotnie niż sugeruje profesor – wymaga wiary i kieruje  się powziętymi z góry założeniami. A umysł pobudzony wiarą dokonuje wysiłku po z góry zarysowanej linii. Przejście od zaleceń biblijnych do aksjomatów jest zgodne z naturą teologii moralnej.

Autorzy Dignitas Humanae, tak jak miliardy ludzi na świecie, uważają, że wiara nie przeczy rozumowi i stanowi w pewnych granicach właściwą inspirację dla poszukiwań rozumu. Mało tego, sądzą, że prawda etyczna, do której staramy się dotrzeć rozumem, pokrywa się z moralnością.

Żeby było to jeszcze bardziej jasne: mamy jedną prawdę, i trzy sposoby na dotarcie do niej: filozofię - wysiłek rozumu, naukę posługującą się eksperymentem oraz wiarę bazującą na spekulacji teologicznej i objawieniu.

Są takie przedmioty poznania, jak miłość, które poznaje filozofia i teologia. W innych przoduje proces empiryczny.

W dziedzinie, o której mowa, wszystkie trzy gałęzie mają coś do powiedzenia. Są to trzy reflektory, których światło pada na ten sam punkt.

Kościół chce poszukiwać prawdy przez duże „P” – zgodnej z rzeczywistością, ma więc zdrowy dystans do rotujących faktów naukowych, które wymagają obróbki, interpretacji, weryfikacji i replikacji, osadzenia w teorii. Potrzebują czasu, lat i odniesienia do mądrości, bo informacja nie jest tym samym co mądrość, a wyniki doświadczeń nie fundują prawdy, która bardziej jest przedmiotem odkrycia niż stanowienia.

A co z zależnościami w jakie popadła nauka? Spożywcza substancja bywa jednego dnia trująca, zaś następnego – dzięki wynikom laboratoriów powiązanych z koncernem ją produkującym – krzepi. Na badania ideologicznie poprawne znajdują się pieniądze. Syndrom postaborcyjny nie ma szczęścia do finansów uniwersyteckich. Znanemu badaczowi dymorfizmu płciowego odradza się na uniwersytetach szwedzkich naukowych poszukiwań. „Nie zawracaj sobie tym głowy, przecież wiadomo, że to kultura tworzy płeć”.

Na polu naukowym musimy jeszcze długie lata nabywać przekonania o in vitro, gdyż tak ważki eksperyment na człowieku powinien być potwierdzony przez systemową metaanalizę, złożony dobór próby, podejście longituidalne. Już w tej chwili wiemy, że in vitro nie spełnia standardów medycznych i obniża szanse zdrowotne matek i dzieci.

Przykładem służą ostatnie badania amerykańskiego ośrodka wad wrodzonych i zaburzeń rozwoju (Nbdps), które mówią o tym, że dzieci będące owocem zapłodnienia in vitro częściej są nosicielami tych wad, aniżeli dzieci poczęte w sposób naturalny.

W latach 70. medycyna odreagowywała tragedię wojenną przesadnie przywiązując wagę do higieny, która przybrała postać sterylności. Dzieci w inkubatorach i szpitalnych salach - dotykane jedynie przez pielęgniarkę - chowały się źle. Odkryto to po wielu latach. Dzisiaj biologia zaprezentowała hormony, które uruchamiają się pod wpływem bezpośredniego kontaktu matki z dzieckiem, zaraz po porodzie. Te dzieci, które były zabierane z sali porodowej niemal natychmiast po urodzeniu, bez szansy na fizyczny kontakt z matką,  jej pieszczoty i dotyk, przejawiały po latach niższe kompetencje  w kontaktach społecznych.

Jakie niespodzianki, kryje metoda, która wyrywa Je z brzucha matki na chwilę, lub na cały okres ciążowy i zanim się w nim zadomowiły? Ostrożność Kościoła docierającego do prawdy, w tym co dotyczy człowieka, jest więc jak najbardziej uzasadniona i konieczna.

Prawdy - wzorcza i naśladowcza, o których pisze Hołówka - mają jeszcze inne konotacje we współczesnym Kościele. Obsadzenie rzeczywistości jako punktu wyjścia rozumowania byłoby odpowiednikiem naśladowczości, a rozwijana w umyśle koncepcja  - idealistycznej wzorczości.

Pośpieszanie debaty, pomijanie pełnego spectrum głosów, odwoływanie się do komunikatów emocjonalnych kosztem meritum, wreszcie ograniczanie perspektywy interdyscyplinarnej, holistycznej są rezultatem nadmiernego przywiązania do koncepcji umysłu z pominięciem rzeczywistości. A prawda jest to zgodność z rzeczywistością.

Potencja

- Przecież żołądź pochodzi z dębu, a nie jest dębem, jabłko z jabłoni, a nie jest drzewem – pisze profesor. - Więc jak można mówić o zarodku człowiek – dziwi się. To twierdzenie – protestuje - to odprysk jakiejś bezdusznej metafizyki prenatalnej, nigdzie jasno niesprecyzowanej i niegłoszonej otwarcie.

Rację ma jednak kardynał unikając konfesyjnych skojarzeń. Pytanie o ludzkie nakłada się w filozofii, teologii i nauce. Punkt wyjścia w refleksji – także chrześcijańskiej – nad ontologią człowieka ustanowiła filozofia przedchrześcijańska, nie mająca dosłownie nic wspólnego z wiarą chrześcijańską.

(Arystoteles doszedł do punktu, w którym znalazł się także Mojżesz. Bóg objawia siebie: jestem, który Jestem. Byt sam w sobie jest przyczyną naszego istnienia – powie Arystoteles. Uważa się, że za rozmycie granic człowieczeństwa odpowiedzialna jest teologia np. śmierci Boga lub bezreligijnego chrześcijaństwa.)

Zwracam uwagę na skrzyżowanie filozofii i teologii. Jest ono najbardziej przekonującym dowodem na istnienie prawdy jako osobnej, w pełni niezależnej jakości oraz osoby ludzkiej jako złożenia wielu poziomów będących – jednocześnie – procesem (miłość, ekstaza) i strukturą (jakości, komunikacja).

Pielęgnowana - długie wieki - przez Kościół filozofia oparła się powszechnemu i tragicznemu w skutkach kryzysowi etyki, jako filozofii praktycznej właśnie dlatego, że w krytycznym momencie magisterium papieskie  zaoponowało przeciwko fideizmowi i podążaniu jednostronną i arbitralną ścieżką osądu moralnego, której świeckim rewersem jest ideologia społeczna. Kościół otworzył okna rozumu szerzej niż nauka, dla której wyjście poza metodę oznacza - z góry - brak zjawiska, choć rozumem filozoficznym odkrywamy, że ono istnieje.

A konkretnie. W Kościele przetrwały następujące rozróżnienia: życie, żyjący, byt potencjalny, człowiek, osoba, osoba ludzka (wszak istnieją anioły), dusza i substancja. Miały one swoje przedziwne koleje, były przygniecione przez spory teologów, znowu odżyły, oparły się idealizmowi kantowskiemu, heglowskiemu itd.

Profesor ma częściową rację: musimy rozróżnić życie, życie ludzkie i osobę ludzką, ale po to by zachować ich jedność, gdyż - cały czas - mamy do czynienia z jednym bytem, logiczną i sekwencyjną całością, która składa się na ludzki proces i nie daje się sfragmentaryzować. Rozróżnić nie znaczy jednak rozdzielać.

Tysiąc razy już się przypominało -  niecierpliwi się profesor Hołówka - że około 30 proc. zarodków opuszcza organizm kobiety spontanicznie, i nikt wtedy nie twierdzi, że są to przypadki zgonu. Zwolennicy "godności" są głusi na ten argument.

Dzieje się tak bez zamierzonej – intencją śmierci embrionów – ingerencji człowieka, w głębokim rytmie natury, której reakcja kobiety jest częścią. To prawda, że inaczej reagujemy na śmierć bliskich, obeznanych, z którymi jesteśmy zżyci. Wrażliwość kobiety na dziecko będzie rosła liniowo wraz z każdym tygodniem jego życia. Manifestacją tej psychologicznej prawidłowości jest chociażby uchwała szwedzkiego parlamentu z roku 2006, kiedy to podwyższono czasowy próg zabijania z 24 tygodnia na 14, uzasadniając to odczuwaniem bólu przez dziecko.

Między postrzeganiem filozoficznym a psychologicznym istnieje zasadnicza różnica w wrażliwości. Tego nie unikniemy. Niemniej o etyce stanowi prawda filozoficzna, jako bardziej obiektywne kryterium, niż emocje. I choć może być ona negowana przez skrajnych popleczników interpretatywizmu, to na niej budujemy prawo czy medycynę.

W porządku legislacyjnym ocieramy się o tę samą niekonsekwencję, bo człowiek w łonie matki posiada prawa spadkowe, ale można – wykorzystując „dziury” w prawodawstwie - przeprowadzać na nim eksperymenty. Art. 157a Kodeksu Karnego § 1 powiada: Kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. A Konstytucja mówi o "Przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka, która stanowi źródło wolności i praw" oraz, że "Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. (...)".

Lekarz składający przysięgę Hipokratesa uznaje, że najważniejsze jest ludzkie życie, które zaczyna się od momentu połączenia komórki jajowej z plemnikiem. I w konsekwencji sprzeciw wobec zapłodnienia in vitro wyprowadza się na gruncie medycznym z owej przysięgi.

Rozstrzygnięcie dylematu człowiek – potencjalny człowiek przyniosło odkrycie kodu genetycznego. J. Habermas oparł o niego przyszłość natury ludzkiej.

Przypomnijmy, że Jürgen Habermas – czytamy w referacie E. Bendyka, spór o naturę ludzką - szukając świeckiego języka, w którym można by przedstawić podstawową prawdę o godności człowieka, sięga do poziomu DNA, w nim odnajdując Logos świata i podstawę różnorodności gwarantującej osobową wolność.

We frankfurckim przemówieniu "Wiara i Oświecenie" z 14 października 2001 roku Habermas pisze: "Gdyby zatem człowiek według własnych preferencji ingerował w przypadkową kombinację rodzicielskich chromosomów, nie mogąc nawet kontrfaktycznie zakładać konsensu z ową inną istotą, której to dotyczy to ta wykładnia nasuwa pytanie, którym zająłem się w innym miejscu. Czy pierwszy człowiek, który według własnego upodobania określi, jaki ma być z natury inny człowiek, nie zniszczy siłą rzeczy owych jednakowych wolności, które przysługują ludziom równym z urodzenia, aby zagwarantować ich różność?" .

Żaden rozsądny człowiek, lekarz czy laik, nie zakwestionuje wartości ludzkiego życia w fazie embrionalnej mając tak poruszające dane, jak te które dostarcza nam genom.

Irytacja – na rzekome mataczenie Kościoła w sprawie ludzkiego życia w fazie prenatalnej – ociera się, niestety, o ignorancję.

Poczęcie i świętość aktu seksualnego

W refleksji nad poczęciem i świętością aktu seksualnego – profesor Hołówka - posuwa się jeszcze dalej i przenosi akcent na teologię. Słusznie. Najbardziej oczywistą i powszechnie akceptowaną konstrukcją takiej refleksji jest przecież Księga Rodzaju.

Z groteskową powagą – etyk - zabiera się za wyłapywanie luk w teologicznej wizji kardynała Dziwisza identycznie jak przed laty w ferworze dyskusji o aborcji podpierający się Tomaszem z Akwinu Mikołaj Kozakiewicz a dzisiaj – jeszcze innymi świętymi – Joanna Senyszyn. Temat poczęcia i aktu seksualnego wart jest jednak większej subtelności i uwagi niż mało poważne filipiki polityków.

W tekście profesora Hołówki pojawiają się insynuacje kierowane pod adresem Kościoła:  „tajemnie uświęcona kopulacja” poczyna dzieci z poszanowaniem podmiotowej godności. „Akt seksualny wyrażający tylko miłość partnerską jest nieświadomym i niezamierzonym przypadkiem cudzołóstwa, lubieżności i hedonistycznego rozpasania” – profesor cytuje św. Augustyna.   Ponieważ ich stosunki seksualne nie są prawdziwym i wyjątkowym "aktem przekazywania życia" - przedrzeźnia stanowisko Kościoła - ale czymś innym to dzieci stałyby się wbrew ich intencjom "przedmiotem posiadania", jak auto, telewizor czy pies .

Kto został pobłogosławiony – Hołówka deprecjonuje kontrmanichejski szacunek Kościoła dla ciała  - metafizycznie przez sprawne jajniki i żwawe plemniki, może mieć własne dzieci. Kto tego daru nie otrzymał, ma się zająć czyimiś dziećmi.

Autor przenosi w swój tekst o in vitro schemat polemiki aborcyjnej: Dzieci poczęte w akcie przemocy mają podmiotowość osoby ludzkiej, bo lekarz nie pośredniczył przy zapłodnieniu. Oraz: Zgwałcona kobieta ma obowiązek urodzić dziecko, choćby nienawidziła mężczyzny, który ją upokorzył, ponieważ w takim przypadku wyjątkowy akt poczęcia w miłości nie jest najwyraźniej potrzebny.

Nie da się spuentować jednym zdaniem - wyrzucanych złośliwym impetem - zarzutów. Część z tych obrazów – jak na przykład wyrwana z kontekstu wizja św. Augustyna – uległa wewnątrzkościelnej ewolucji. Inne są tylko karykaturalną projekcją profesora, do której - ani rozsądnego ani wierzącego – człowieka nie przekona.

Profesor Hołówka zarzuca Kościołowi niekonsekwencję i (nie)rozróżnianie poczęcia z gwałtu i z probówki. A Kościół – tak naprawdę - mówi o istotnych brakach personalistycznych. Zatem rozróżnienie sprawców poczęcia – gwałciciela czy pana w białym kitlu – ma znaczenie drugorzędne, choć ważne. W komplementarnej wizji poczęcia, która determinowana jest nie skutkiem – jak sugeruje profesor Hołówka, ale środkiem to sposób i okoliczności w jakich dochodzi do rozpoczęcia nowej historii życia ludzkiego kreśli granice ludzkiego. Człowiek może być poczęty nieludzko. Właśnie fakt, że zmierzamy do bytu ludzkiego obliguje do właściwych dla takiego bytu okoliczności poczęcia.

Podmiotowość dziecka nie jest bynajmniej podważana przez odgórnie umocowany zakaz. Chodzi o to, że poczęcie wynika z pewnej całości i kolejności - działań i osób.

Mówiąc o ludzkiej sytuacji poczęcia opieramy się o gradację. Bo inny – pod względem zakresu i jakości – będzie miał nieludzki charakter poczęcia z gwałtu a inny z probówki, ale oba odstają od ludzkich okoliczności powstania człowieka.

Czy dziecko poczęte z gwałtu jest gorsze? Mam nadzieję, że profesor nie to suponuje Kościołowi, dla którego walka o życie embrionów zasadza się na równym traktowaniu każdej istoty ludzkiej. Procedura in vitro - nie mając nic do stosunku Kościoła do tych dzieci - zagraża ich godności. Zagrożenie wypływa z braków – które sprowadzają się do rozerwania lub poranienia więzi między mężczyzną a kobietą - w procedurze poczęcia a nie z postrzegania Kościoła.

Kobieta zgwałcona, podmiotowość dziecka poczętego w dramatycznych okolicznościach, poczęcie zgodne i niezgodne z planem Bożym – to zagadnienia układające się na - zintegrowanej z ludzkimi wyborami - jednej osi teologicznej opatrzonej etykietą teodycea. Profesor przywołuje sytuacje niepożądane, trudne i graniczne. Teologia poradziła sobie z ich interpretacją w ten sposób, że dokonała rozróżniania: Opatrzność Boża (co Bóg dopuszcza) – Wola Boża (czego Bóg chce).

Opatrzność jest tym co Bóg dopuszcza z uwagi na wolność człowieka, ale wcale nie musi tego chcieć. Bóg dopuszcza – przywołany szacunkiem dla ludzkiego ciała - powstanie człowieka in vitro, ale sprzeciwia się to Jego woli. In vitro nie jest zamysłem Boga, nie daje mu „radości” stwarzania. Bo jest zdepersonalizowane. Bóg jest osobą i personalistą. On się cieszy we wspólnocie osób. Pierwszą wspólnotą po Trójcy jest rodzina, której zalążkiem jest partnerstwo kobiety i mężczyzny. Ono żyje i rozpoczyna swoją ludzką przygodę w oparciu o wspólne odniesienia mężczyzny, kobiety i Boga. W intymnym etapie tej wspólnoty nie ma miejsca dla osób trzecich.

Gwałt na kobiecie to tylko jeden z wielu takich sposobów poczęcia, które przywołują Bożą obecność i budzą Boży sprzeciw. Problemem teologicznym jest też wszechmoc Boża zastopowana przez wolność człowieka, w której zło znajduje swobodną przestrzeń. Bóg wyprowadza wtedy większe dobro z prokurowanych - w wolności rozumnych bytów -  tragicznych sytuacji.

W psychologii rozwoju jest kilka poziomów negatywnego zaznaczenia relacji rodziców z dzieckiem. Jeśli dziecko powstało dzięki pośrednictwu banku spermy albo z gwałtu, to siłą rzeczy brak pozytywnego odwołania się do biologicznego rodzica powoduje komplikacje nie tylko w obrazie siebie dziecka, ale też w stosunku do niego - matki lub ojca. Współczesna psychologia nad wyraz jasno wykazała znaczenie triady: matka – dziecko – ojciec. Znaczy to, że stosunek do syna lub córki jest reprezentacją relacji matki z ojcem lub ojca z matką dziecka. Większość zaburzeń tożsamości bierze się z problemów z identyfikacją.

Dzieci mają prawo, potrzebują i poszukują odniesienia do genetycznego dziedzictwa. Błędem jest mówienie: jestem twoją mamą, w domyśle biologiczną. Nikt nigdy nie zastąpi biologicznego rodzica, może podjąć całkiem nieźle jego funkcje. Ale poczucie ciągłości w rozwoju dziecka wymaga choćby symbolicznego uhonorowania jego pochodzenia.

Świadomość symboliczna żywi reprezentacje umysłowe, a te składają się na tożsamość. Wprowadzenie nowego wyabstrahowanego z fizycznej relacji rodziców konstruktu w umysł dziecka, albo rozbicie go może powodować nieobliczalne szkody. To właśnie identyfikacja konstytuuje ludzkie szczęście, a in vitro jest jej naturalnym wrogiem. Dzieci poczęte w laboratorium mają dużo mniejsze szanse na pozytywne zebranie rozmaitych cząstek obrazu siebie rozproszonych między tak wielu depozytariuszami ich życia i rozwoju. W naturze jest to tylko ojciec i matka.

W łagodniejszej wersji degradacji poczęcia, kiedy dawcą spermy jest ojciec biologiczny, stosunek do dziecka również naznaczony jest sposobem zapłodnienia.

Posłużę się drastyczną analogią: dziecko z gwałtu. W psychikę matki moment poczęcia wdrukowuje się jako akt uniesienia lub degradacji. Nierzadko utrwala się on, właśnie jako pozytywne lub negatywne nastawienie do dziecka. W sensie psychologicznym to pozytywne nastawienie - negatywne ma inne konotacje. Na poziomie świadomym oczywiście wiele korygujemy. Są jednak takie zakamarki psychiki, w które pełnego wglądu nie mamy. Tu zaczyna się problem psychologiczny, bo pierwsze wdruki są bardzo ważne.

W odniesieniu do in vitro możemy powiedzieć, że pierwszego – fundamentalnego wdruku – poruszanego siłą fizycznej i duchowej jedności mężczyzny, kobiety i Boga - w ogóle nie ma. Jest biała plama. Brakuje – na co zwraca uwagę ksiądz kardynał - pewnego istotnego punktu wyjścia w historii dziecka, który niesie w sobie matka i potem przekaże dziecku.

I w wymiarze teologicznym, zabraknie duchowego odcinka przygody seksualnej, bo Bóg jest zawsze przy człowieku i naznacza moment poczęcia i zjednoczenia miłosnego swoją dyskretną obecnością. Co jednak, gdy tej fizycznej, intymnej platformy – bliskości osób po prostu nie ma, by Bożą obecność wywołać uroczyście i harmonijnie?

Cokolwiek byśmy sądzili o poczęciu – in vitro nie jest i nie będzie optymalną drogą człowieka.

Człowiek a osoba

Tezę profesora Hołówki o przynależeniu godności osoby istocie świadomej można oczywiście – jak zrobili to internauci - łatwo obalić. Czy umysłowo chory lub upośledzony człowiek nie jest osobą? 

Chrześcijaństwo znalazło subtelniejsze wyróżnienie osoby: sposób istnienia.

Dowolne odrywanie zdrowia i życia ludzkiego od ontologicznej bazy, jaką dlań stanowi osoba ludzka – głosi Kościół -  powoduje niebezpieczne przesunięcie akcentów w podejściu do nienarodzonych dzieci, osób nieuleczalnie chorych czy umierających. Swoiste mierzenie przydatności tych osób, np. pod kątem ekonomicznej kalkulacji, grozi dziś ich uprzedmiotowieniem.

Profesor uzależnia wartość bytu od jego oryginalności – właściwości, które bywa że są potencjalne, a więc poza formą ostateczną. Tylko, że człowiek jest w ciągłym rozwoju. I starość jest fazą rozwojową; jej celem jest dzielenie się mądrością. (E. Erikson). W tej epigenezie wartość fazy poprzedniej równa się wartości fazy następującej po. Erikson zauważył, że mają one coś z interferencji: jedna zachodzi na drugą i istnieje w kolejnych. 

Widać wyraźnie jak bardzo nam – współczesnym brakuje języka operacjonalizującego istnienie. W człowieku dopiero co poczętym dotykamy niepodzielności. Najlepiej ją rozumiemy w miłości. Matka kocha swoje dziecko nie za to jakim jest, ale że jest. Ktoś kto kocha, potrafi dotrzeć do "niepodzielnego". Godność ludzka jest uzasadniona samą obecnością człowieka, nie zaś jego kolorem skóry, zapachem, płcią czy orientacją seksualną. 

Wywodzenie godności ludzkiej z jednego  – reagującego na kulturę  – szczebla planu rozwojowego byłoby czymś takim jak miłość warunkowa. 

Skoro wartość ludzkiego życia ocenia się po inteligencji, zdolnościach etc., a nie bierze się pod uwagę, że życie samo w sobie stanowi wartość to łatwo o całą masę nadużyć, których wspólnym mianownikiem jest poszukiwanie doskonałego człowieka. (Według bp. Pieronka rozwój metod zapłodnienia pozaustrojowego może doprowadzić do tego, że "w przyszłości będziemy zamawiać sobie dzieci obdarzone określonymi cechami".  - Rodzice będą wybierać płeć, kolor oczu, włosów, wzrost, geny geniusza lub zbrodniarza.) 

Roman Nowosielski, adwokat specjalizujący się w prawie cywilnym uważa, że adopcja mogłaby powodować nadanie zarodkowi ochrony prawnej, takiej jaką mają dzieci poczęte. Zwraca jednak uwagę również na problemy: - Rodzice nie będą mieli pewności, na co trafią. Dlatego nie powinni być obarczani wadami genetycznymi takiego zarodka - zauważa. 

Osoba ludzka istnieje w sobie samej, a jej ogromna złożoność realizuje się w głębokiej jedności. Uszanowanie tej jedności i przyjęcie do wiadomości faktu istnienia, jako ostatecznej determinacji, w której nie ma pośrednictwa kultury, komunikatywności, racji, inteligencji i wielu innych jakości – jest twardym jądrem definicji godności ludzkiej. 

Czy – zatem – embrion to człowiek? Przedstawiłem zdanie teologii, która konsekwentnie podtrzymuje stanowisko, że obecność oraz intencja Boża humanizują cały proces powstawania człowieka. Filozofia realistyczna – podobnie jak wielu współczesnych myślicieli – wiąże godność embriona z ludzkim bytem (mówimy embrion ludzki) zaszyfrowanym na najgłębszym – niewymazywalnym jak twardy dysk komputera  -  z możliwych poziomów istnienia. Z tym stanowiskiem identyfikuje się – oczarowana genomem – medycyna naukowa. 

Ludzkość potrzebuje filozofii bytu

Prześmiewanie filozoficznej intuicji Kościoła jest niebezpieczne. Gdy profesor deprecjonuje metafizykę, jako zamyślenie nad bytem, to odcina – nigdy samodzielną - etykę od jej źródeł i przestawia ją w sąsiedztwo eugeniki. 

Problem in vitro powiązany jest - na każdym poziomie - z paradygmatem społeczeństwa konsumpcyjnego. Profesor Hołówka oburza się na Kościół, który nazywa dziecko produktem techniki laboratoryjnej. Ale drobny krok dzieli in vitro prowokowane przez niepłodność od in vitro jako zabiegu oszukującego naturę – nie bez powodu z uwagi na jakość więzi  - fundującą dolegliwości rodzenia i donoszenia ciąży. Zaś dziecko z każdą zmianą techniczną, która wypiera relację psychiczną i fizyczną – u samego podłoża procesu życiowego czy przed narodzinami - będzie coraz bardziej samotne i wydane na impas - krystalizującej się w dosłownej niebliskości i niefortunnym zróżnicowaniu na społeczną i genetyczną - identyfikacji. 

Wspomniany psycholog rozwoju, Erik Erikson – profetycznie – przypisywał przyszłym pokoleniom kryzys tożsamości. Jest on daleko bardziej bolesny, niż jakiekolwiek ograniczenie, które niesie człowiekowi natura. Dążenie do - niemożliwego lub okupionego zbyt wysokimi kosztami - przesunięcia granic kończy się na ponurej statystyce rozwodów, uzależnień, przemocy i samobójstw. (Nie sugeruję statystyce czarnowidztwa). Człowiek nie jest stworzony, by ogrywać swoją tożsamość, do czego skłaniamy się w przerysowanej perspektywie kulturowej. Stajemy jako społeczeństwo przed wyborem między wsparciem dla podstawowej – ujętej i działającej w granicach naturalnych - tożsamości kobiet i mężczyzn , a honorowaniem zasady heterogeniczności za wszelką – bywa, że tragiczną - cenę. 

Kryzysowi ludzkiego może tylko zapobiec postawienie tych granic człowieczeństwa, które przez wieki nie pozwalały nam żenić się z bliskimi krewnymi, uprawiać seksu ze zwierzętami, zjadać siebie nawzajem czy zabijać.  A co nas powstrzymuje przed ich przekraczaniem: kultura czy natura? Być może profesor Hołówka ma pomysł na uzyskanie odpowiedzi na to pytanie. Kościół tę odpowiedź odnalazł. Jeśli nie ma lepszej to szkoda toczyć boje o nic. 

Obszar etyki - reprezentowanej przez profesora - dzielony z Kościołem to – bez wątpienia – delikatna równowaga miedzy naturą i kulturą, ich wzajemne powiązania i determinacje.   

Pytamy o granice etyczne biotechnologii: czy można je trochę przesunąć? Bez szkody dla człowieka nie można. Akurat w biotechnologii, to człowiek jest i powinien być punktem wyjścia refleksji etycznej, a nie – dokumentowana z pozytywistyczną pasją przez filozofów  - skuteczność (w in vitro nie przekracza ona progu 20 procentowego).  

Bluźnierstwo biotechnologii nie dotyka bezpośrednio Boga, ale obrazu Bożego i polega na przeakcentowaniu praw jednych ludzi a niedocenieniu lub całkowitym pominięciu innych.  

Nasza natura jest uszczuplonym obrazem Boga. Jest w niej zaszczepione pragnienie szczęścia osobowego, poza którym człowiek nie jest zdolny się spełnić. Predyspozycja do wzajemnej komunikacji, przekraczania siebie w wychodzeniu ku innemu  współczucie oraz zdolność dom odkrycia i budowanaia swojej tożsamości najbardziej ją determinują określając zarazem czym ona jest.  

Kultura niezdolna wyjść naprzeciw temu celowi człowieka, którym jest miłość stawała się zazwyczaj nieludzka i unicestwiała samą siebie. Jest kwestią heroizmu wydobycie miłości i pragnienia bliskości na przekór – zbiegających się w technice in vitro i nagięciu ludzkiej natury do tez kulturowych - oddaleniu, anonimowości i zahamowaniu spowodowanemu przez fizyczną nieobecność ludzi, od których zależymy i na których nam zależy. 

Metafizykę, czyli filozofię bytu można rozumieć jako najbardziej wyrafinowane stadium kultury i ludzkiej autorefleksji. Nie ma więc sensu jej przedrzeźniać i ją podważać. Kościół dzięki temu narzędziu, posiada ogromną wrażliwość na człowieka, którego obraz w oczach ludzi niechętnych do posługiwania się filozofią bytu jest zredukowany i okaleczony, a niekiedy brutalnie negowany. 

Jacek L.

"Poszukującym prawdy"

 

 



Spór z J. Hołówką. Metafizyka znaczy "ludzkie" | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Spór z J. Hołówką. Metafizyka znaczy "ludzkie"
robertr śro, 11 lut 2009, 11:56:04

Cześć :) Mam dwa pytania - niedyskretne.

1 - czy masz żonę? Dzieci?

2 - z iloma małżeństwami katolickimi, które leczą się na niepłodność lub już poddały się in vitro rozmawiałeś?

Pozdrawiam :)

 

 

---
robertr

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,617 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń