Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Prawa człowieka w Kościele i świecie

Ta refleksja powinna spędzać sen z powiek każdego chrześcijańskiego biskupa: jak odróżnić prawa człowieka wywodzące się z Ewangelii od praw człowieka zakotwiczonych – już nawet nie w Oświeceniu – lecz wynaturzonym liberalizmie? Do analizy tej zasadniczej różnicy podchodziłem kilkakrotnie. Bogu dzięki, że pojawił się felieton Bronka Wildsteina. Będzie łatwiej.



Wildstein w Rzeczpospolitej (dzienniku, w którym publikują biskupi zanim utworzą swoją gazetę codzienną) opublikował swoje przemyślenia na temat nowych praw człowieka. Trafnie je zatytułował "Młot antydyskryminacji".

Stolica Apostolska od ćwierćwiecza boryka się z przedefiniownymi pojęciami, które usadowiły się w kulturze, a teraz zdobywają nomenklaturę polityczną. Całe zamieszanie bierze się z odmiennych wizji człowieka. Ta ewangeliczna została pozbawiona, prawie że całkowicie, filozoficznego potwierdzenia.

Wraz z nadejściem dwóch opozycyjnych do siebie kierunków – interpretatywizmu i determinizmu – pewna głęboko humanistyczna – proponowana przez Kościół – równowaga pomiędzy naturą a kulturą uległa zachwianiu. Chwiejąc się już to w kierunku totalnego materializmu, już to w postnowoczesny chaos liberalna wizja człowieka poćwiartowała ludzką tożsamość.

Dyplomaci watykańscy przy niejednorodnym wsparciu lokalnych episkopatów próbowali zahamować ten proces przeprowadzając rozróżnienie na prawa podstawowe i "jakby wtórne", wątpliwie należne.

Jak tu jednak walczyć z hasłem o równości, wykładanym nie inaczej, jak powszechne obdarowanie wszystkich wszystkim. Nam się to odpowiednio kojarzy. Ale na zachodzie - ukształtowanym przez francuską rewolucję  - równośc jest prawie tym samym co wolność. Próba jakiegkolwiek uporządkowania tych paru zasadniczych pojęć zawsze będzie potykać się o mur ignorancji i uproszczeń.

- Pod szczytnymi hasłami – pisze Wildstein - władze unijne domagają się, aby używając prawa i administracji, państwa członkowskie ingerowały głębiej w życie społeczne i narzucały nowe normy swoim obywatelom. Zmianie ulegać mają obyczaje oraz kultura, a w ich miejsce kreowane mają być nowe wzorce zachowań.

Hasła rewolucyjne zawsze kończą się tym samym: wychowywaniem nowego człowieka.

Prawo wypiera politykę, która jest domeną wolności – tłumaczy felietonista Rzeczpospolitej. Polityka to sfera wyborów, a prawo to jego granice. Narzucone przez Brukselę zasady tworzą nowy porządek, którego obywatele krajów członkowskich właściwie nie są w stanie zmienić, a ich demokratycznie wybierane władze zmuszone są do zaakceptowania go.

Dyskryminacja

Przyjrzyjmy się słowu symbolicznemu w batalii o nowe prawa ludzkości.

Chyba ogromna większość współczesnych ludzi Zachodu zgodzi się, że dyskryminacja, czyli gorsze traktowanie kogoś ze względu na jakieś jego niezawinione cechy, jest rzeczą złą. Problemy zaczynają się, gdy próbujemy definiować, co znaczy owo „gorsze traktowanie”, jakie cechy powinniśmy brać pod uwagę i jakimi metodami należy (jeśli należy) z dyskryminacją walczyć.

Kościół katolicki za bezwgkędnie wazną uważa zasadę sprawiedliwości. Równość i sprawiedliwość, czyli oddanie każdemu tego, co mu się należy uzupełniają się – nie wykluczają.  Według magisterium jedna wartość nie istnieje bez drugiej. Katastrofalne skutki będzie miała taka równość, której nie współkształtuje sprawiedliwość.

Żyjemy w cywilizacji obsesyjnej równości – ostrzega Widlstein. Każde zróżnicowanie traktowane jest jako przejaw dyskryminacji. Jak zwykle tego typu skrajne podejście wikła się w rozliczne paradoksy.

A jednak ludzie różnią się od siebie, i to w sposób naturalny. I może w tym momencie pojawia się źródło problemu. Przecież – zgodnie z ustaleniami współczesnej filozofii natury nie ma.

Mają różne temperamenty, możliwości i zdolności – kontynuuje redaktor. Różnią się charakterami, ale także płcią. Duże zmiany osiągnąć można przez wychowanie i edukację, ale istnieją ograniczenia, których przekroczyć się nie da. Pojawia się zresztą fundamentalne pytanie: czy jest sens walczyć z każdym zróżnicowaniem? Można wyobrazić sobie świat ludzki bez podziału na płcie, ale nie byłby to dla większości z nas świat atrakcyjny i budziłby wątpliwości: na ile jeszcze jest to świat ludzki?

Wniosek płynący z przyjęcia za pewnik, że nie ma natury i naturalnych róznic między ludźmi może być tylko jeden.

(…) prawa, a zwłaszcza antydyskryminacyjna praktyka współczesnej Europy, domagają się wyeliminowania zróżnicowanego podejścia i tropią je we wszelkich kulturowych postawach, w tradycjach i obyczajach. W imię wolności człowieka, któremu zbiorowość, zgodnie z nowym dekalogiem, nie może narzucać żadnych wyborów, a więc nie może go za nic „dyskryminować”, wyposażamy państwo w najdalej idące uprawnienia i ograniczamy wolność wszystkich obywateli. W imię wolności zasadniczo ją ograniczamy.

Norma

Nie ma natury, nie ma różnic, nie ma i norm.

Najbardziej dobitnym przykładem problemów walki z dyskryminacją jest „walka z dyskryminacją pod względem orientacji seksualnej”. (…).  Wydawałoby się, że fundamentalnym i wystarczającym krokiem do przezwyciężenia tej dyskryminacji było odejście od penalizacji związków homoseksualnych. (…). To wszystko jednak lobby walczącemu z homofobią nie wystarcza. Domaga się ono, aby zrównać w traktowaniu homoseksualizm z heteroseksualizmem, a więc odrzucić istniejące dotychczas kryterium normy i narzucić społeczeństwu odmienne.

Relegowanie norm – najbardziej żmudne i pracochłonne zadanie doktrynerów - polane jest kilkoma sosami, dla urozmaicenia: antydyskryminacją i tolerancją. Smak tej ostatniej zaostrzają takim ułożeniem postaw, by wolni obywatele sami, od siebie akceptowali.

Jest to ten sam paradoks, który dostrzegamy w rozszerzaniu współcześnie zasady tolerancji: od rezygnacji z agresji wobec niechętnych sobie poglądów i postaw do wymogu ich pełnej akceptacji.

To prawdziwy majstersztyk: kontrolować i zmieniać postawy bez przymusu. W swoim slangu - spin doktorzy - odwołują się do przymusu pośredniego. Najpierw zmieniamy język, najskuteczniej od samego przedszkola.

W ramach walki z homofobią pojawiają się realizowane już w Europie postulaty lekcji poglądowych, które mają nauczać dzieci, że w homoseksualizmie nie ma niczego złego i jest on jednym z równowartościowych wyborów erotycznych. Zresztą sama formuła orientacji seksualnej sprowadza erotyzm do sposobu zaspokajania popędu seksualnego. W rzeczywistości nawet w naturze seksualność związana jest z prokreacją. Również jednak w świecie ludzkim erotyzm pozostaje anarchicznym żywiołem, który cywilizacja usiłowała ograniczać i pętać na rozmaite sposoby. Współcześnie zgadzamy się, że prywatnie, nie naruszając wolności innych, mamy prawo robić ze swoją seksualnością, co się nam podoba. Daleko jednak od tego do uznania, że jest to wystarczająca zasada podejścia do erotyzmu w życiu społecznym.

Rodzina

Najbardziej dramatyczne boje Kościół toczy wokół rodziny.

Sporem, który ogniskuje podejście do normy – zauważa felietonista - w życiu seksualnym, jest kwestia homoseksualnych małżeństw. Pasja, z jaką antydyskryminatorzy walczą o takie właśnie sankcjonowanie homoseksualnych związków, może zdumiewać. Jako przeciwnikom tradycyjnej, patriarchalnej kultury, której fundamentem jest małżeństwo właśnie, sankcje owe powinny być z gruntu obojętne, a nawet niechętne.

Odium nienormalności ma być zdjęte z homoseksualistów przez zapomnienie społecznej funkcji rodziny. Czy to nie za wysoka cena za dobre samopoczucie homoseksualistów?

W rzeczywistości szczególny charakter małżeństwa nie wynika ze sposobów zaspokajania w nim seksualnego popędu, ale z odpowiedzialności, jaką wobec wspólnoty biorą ludzie wchodzący ze sobą w taki związek. Etymologicznie ślub oznacza zobowiązanie właśnie. Trwałość małżeństwa warunkowana była koniecznością opieki nad potencjalnym potomstwem.

To z tego tytułu małżeństwo uzyskiwało (i powinno uzyskiwać) szczególne przywileje. Fakt, że istnieją małżeństwa bezdzietne, nie zmienia fundamentalnego charakteru tej ludzkiej instytucji. Nie zmienia ich również margines małżeństw patologicznych. Zasadniczo małżeństwo było zobowiązaniem na całe życie, którego zerwanie mogło być uwarunkowane szczególnymi okolicznościami.

Na straży trwałości małżeństwa stała zarówno religia, czyli sankcja boska, jak i wspierająca ją presja społeczna. Wspólnota musiała angażować się w należyty rozwój swoich najbardziej bezbronnych członków, jakimi są dzieci. Naturalnym i optymalnym środowiskiem dla ich rozwoju jest rodzina właśnie. Troska o dzieci to jednocześnie troska o przyszłość społeczeństwa, które ma poczucie długiego trwania: zakorzenienia w przeszłości i perspektywy na przyszłość.

Jaki jest sens – zastawania się autor Rz-j utrzymania formalnej nazwy małżeństwa dla związków, które tracą przywileje i treść małżeńską?

Współczesna łatwość rozwodu podważyła już instytucję małżeństwa. Dzisiejsze małżeństwo stało się więc w dużo większym stopniu samorealizacją, spełnieniem uczucia niż zobowiązaniem wobec innych. Nadal występuje jednak różnica między małżeństwem a konkubinatem, gdyż uczestnicy tego pierwszego, choćby formalnie, podejmują wobec siebie trwałe zobowiązanie, czego odmawiają uczestnicy tego drugiego.

Dlatego próba zrównania konkubinatów z małżeństwami jest zamachem na zasadę małżeństwa i jej istotę. Jest konsekwencją niezwykle agresywnie narzucanego modelu życia jako samorealizacji, czytaj: dobrej zabawy. Zobowiązania mają zostać przerzucone na państwo.

Dzieci

Geje i amerykańska psychologia włożyli mnóstwo wysiłku w udowodnienie, że dzieci chowane przez pary jednopłciowe są takie same jak te ze związków heteroseksualnych. Problem jest realny, bo jeśli uznajemy, ze geje są tacy sami jak hetero, to musimy im przyznać prawa do małżeństwa i posiadania dzieci.

Jeśli uznamy związki takie za małżeństwa, to nie sposób odmówić im pełni praw, jakimi cieszy się ta instytucja. Inaczej byłby to czysty przykład dyskryminacji. Musimy więc przyznać im prawa do adopcji – ostrzega publicysta.

Zgoda na tego typu działanie jest odrażającym eksperymentem, odrażającym, gdyż dokonywanym na najbardziej bezbronnych ludziach, jakimi są dzieci.

Zdrowy rozsądek i całe dane człowiekowi doświadczenie wskazują, że do właściwego rozwoju dzieci potrzebują dwojga rodziców. Brak któregokolwiek z nich tworzy niezwykle trudne do przezwyciężenia problemy. Aplikowanie im dwóch tatusiów lub mamuś jest skandalem, gdyż oznacza poświęcenie dobra dziecka na rzecz satysfakcji dorosłych. Notabene niejedyna to taka sytuacja w naszej współczesnej, jakoby tak bardzo humanitarnej cywilizacji, kiedy dobro słabszych poświęcane jest wygodzie silniejszych.

 

Marcin Stanowiec


 



Prawa człowieka w Kościele i świecie | 10 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Prawa człowieka w Kościele i świecie
JMG wto, 24 lut 2009, 17:38:05
Kosciol kat., nie ma zdolnosci honorowej w kwestii wypowiadania sie nt praw czlowieka (patrz: historia kosciola znaczona krwia i deptaniem godnosci ludzi).
 
Prawa człowieka w Kościele i świecie
wuko śro, 25 lut 2009, 10:28:23

Dziwne, że obsesja na punkcie związków homo przewyższa troskę o prawdziwe dobro dzieci, molestowanych przez patologiczne małżeństwa.  O ich prawa żaden homofob nie będzie walczył. P. Wildstein jest homofobem-intelektualistą i usiłuje swoje animozje uargumentować, głównie strasząc tym, że małżeństwa homo/ związki osób tej samej płci  są jakimś zagrożeniem dla rodziny i kultury europejskiej, więc należy te 5% ludzi (osoby homo) zamieść pod dywan i udawać, że nie istnieją. Ciekawa taktyka, ale prowadzi do nikąd, bo ci ludzie już nie dadzą się zamieść pod dywan.

Dziwne też, że p. Wildstein z taką wrogością występuje przeciw antydyskryminacji mniejszości. Widocznie nie padł nigdy ofiarą dyskryminacji.

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń