Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

"Caritas in Veritate": fragmenty, polskie reminiscencje

Papież opowiedział się za interwencjonizmem, kontrolowaną przez państwo redystrybucją dóbr, społecznymi (europejskimi) modelami gospodarki rynkowej i wykluczył pogodzenie chrześcijaństwa z klasycznym kapitalizmem – zysk nie może być ponad człowiekiem. Potępił korporacyjny neokolonializm i spekulację, które niszczą społeczeństwo obywatelskie. W odniesieniu do globalizacji encyklika nawołuje do jej ukierunkowania i nie pozostawiania pod kontrolą jednych i tych samych sił. Benedykt XVI nie poprzestaje na krytyce. Wskazuje na alternatywy.



 

 

Tak długo oczekiwana encyklika papieska została wreszcie ogłoszona. Jej recepcja może się rozłożyć na wiele lat, i z całą pewnością wydźwignie z zapaści zapodziany punkt ciężkości w nauczaniu społecznym Kościoła na przekór niedopowiedzeniom, przemilczeniom i nadinterpretacjom, które już kiedyś spotkały inny dokument społeczny Kościoła: Centesimus Annus.

 

Encyklika jest kłopotliwa. Niebezpieczeństwo, jakie może ją spotkać pochodzi z postliberalnej interpretacji oraz intelektualnej i historycznej zapaści. Polscy hierarchowie duchem tkwią w euforii zwycięstwa nad komunizmem a zaangażowane w promocję liberalnego porządku i zakłopotane - (pojawienie się dokumentu zostało prawie przemilczane) -  media będą chciały złagodzić krytykę klasycznej gospodarki wolnorynkowej.

 

Jeśli akcent na społeczną gospodarkę rynkową dodamy do społeczeństwa aktywnego obywatelsko i zechcemy odnaleźć te fragmenty encykliki, które mówią o globalizacji w solidarności i miłości społecznej a dobro wspólne uznamy - jak papież - za ostateczny cel ekonomii to znajdziemy się w sąsiedztwie alterglobalistów. Żaden to wstyd znaleźć cokolwiek razem. Co nie znaczy oczywiście, że papież od nich czerpał. Wręcz odwrotnie.

 

(Paradoksem jest, że starzy neoliberałowie - Marcin Przeciszewski z KAI czy ojciec M. Zięba - podjęli się zaszczepienia społecznej myśli papieża na polskim gruncie.)

 

Warto jej prezentację rozpocząć od głównej tezy: krytyki klasycznego liberalizmu, którego zasadą jest zysk. Papież ustawia zysk za sprawiedliwością społeczną wbrew całej treści ideologii wolnorynkowej. Nie jest więc prawdą, że ostrze krytyki papieskiej dociera jedynie do jakichś marginalnych postaci wolnorynkowej konkurencji. (M. Przeciszewski: Benedykt XVI krytykuje skrajnie liberalne rozumienie rynku). Ojcu świętemu chodzi o istotę kapitalizmu i wolnorynkowych idei. Encyklika wydobywa determinacje kapitalizmu, który rozrósł się w oparciu o spekulację, zakwestionowanie realnej własności i postkolonialną charakterystykę dystrybucji i tworzenia barier (np. system celny i handlowy) właśnie dlatego, ze nie uznaje samoograniczenia i stał się zamkniętym systemem z cechami totalitarnymi i dogmatycznymi. (CiV 32). Kościół nie uznaje żadnego absolutu poza Bogiem. Papież relatywizuje kapitalizm, ale mając na względzie jego reformę a nie obalenie.

 

(…) nauka społeczna Kościoła nigdy nie zaniechała podkreślania ważnej roli sprawiedliwości rozdzielczej oraz sprawiedliwości społecznej dla samej ekonomii rynkowej, nie tylko ze względu na włączenie w szerszy kontekst społeczny i polityczny, ale również ze względu na splot relacji, w których się realizuje. Rynek bowiem, kierujący się jedynie zasadą równowartości zamienianych dóbr, nie potrafi doprowadzić do jedności społecznej, której zresztą potrzebuje, aby dobrze funkcjonować. (CiV 35).

 

Spór o kapitalizm w Kościele ma wiele podobieństw z dyskusjami na temat ewolucji. Honorując cały sens i logikę obu teorii trzeba zauważyć, że ich jądro wyklucza się z chrześcijaństwem a większość praktyków i teoretyków wyznaje definicję ewolucji skoncentrowaną na przypadku jako przypadku i zysku jako zysku, jeśli chodzi o wolny rynek. Będący w "mniejszości" (niekoniecznie statystycznej) w stosunku do nich chrześcijanie mówią, iż jest coś ponad przypadkiem i ponad zyskiem. Wyjściem z tej sytuacji nie jest wmawianie sobie, że przypadek i zysk można reinterpretować. Papież zrezygnował z takiej taktyki. Powiedział coś radykalnego: zysk nie może być najważniejszą zasadą kapitalizmu – jest coś ważniejszego.

 

 

PASTERZE

 

 

Mimo, że biskupi odżegnują się od wyłapywanych przez media w łonie episkopatu podziałów nietrudno zauważyć, że to co najbardziej ich dzieli to interpretacja społecznego nauczania. Jest ono pojemne i nie ma górnej granic. Moralne minimum określa dekalog, ale w zarzewiu sporów o kształty polityczne i społeczne oddające wymóg sprawiedliwości społecznej panuje dowolność. Hierarchowie bywają cichymi lub głośnymi lobbystami nieraz bardzo konkretnych rozwiązań politycznych, które pomysłowo montują w perspektywie Ewangelii. Teraz górna granica społecznych interpretacji kościelnych jest wyraźnie zarysowana – jest to poważna zmiana.

 

Stosujący nieaktualną narrację państwowości i ekonomii biskupi mieli macoszy stosunek do związków zawodowych i oddolnych ruchów obywatelskich, z którymi liczyli się tylko wtedy, gdy stała za nimi siła medialna. Ocierając się o snobizm ulegali łatwo czarowi inteligencji drapującej w kulturowy kostium zasady indywidualizmu.

 

Stosunek do społeczeństwa obywatelskiego nasi pasterze wynieśli z minimum, które zdefiniował następujący bezpośrednio po komunizmie ustrój. Tło komunizmu, na którym pojawiła się wolność obywatelska wypaczyło proporcje w relacjach między społeczeństwem a korporacjami, które nie zasługiwały na ten kredyt zaufania jaki dostały. Wypracowany w demokracjach zachodnich ruch obywatelski, który organizował opór wobec monopoli nie miał szans na zaistnienie w Polsce. Biskupi interpretują kontestację antykorporacyjną jako lewactwo, niewdzięczność i warcholstwo.

 

Refleksja polskiego Kościoła nad gospodarką rynkową jest zerowa. Kapitalizm pojawia się w niej zza historycznego widnokręgu zimnej wojny. Nie ma to wiele wspólnego z rzeczywistością. Papieska encyklika będzie okazją do wypracowania dokumentów określających stosunek polskiego episkopatu do współczesnych modeli ekonomicznych, których jest więcej niż jeden.

 

Papież nie neguje ustroju jako takiego, ale mówi: mamy wybór między opcjami społecznymi. Zachęca do wyboru tych, które są najbardziej życzliwe człowiekowi i społeczeństwu obywatelskiemu.

 

Encyklika Benedykta uświadamia katolikom, że jest wiele ścieżek gospodarki wolnorynkowej i nie każda z nich prowadzi do uszanowania ludzkiej godności. Kryterium w doborze wzorców społeczno-ekonomiczno-politycznych powinna być sprawiedliwość społeczna, którą papież definiuje. Ojciec święty szczególnie wyróżnia społeczną gospodarkę rynkową, pokrewną kapitalizmowi europejskiemu. Jest to - innymi słowy - pro-socjalna gospodarka rynkowa. Fala krytyki chrześcijańskiej spływa natomiast na wersję azjatycką kapitalizmu i amerykańską. To one zaciążyły na obecnym kryzysie.

 

Oznacza to, że biskupi polscy nie powinni już dobrowolnie wartościować systemów społeczno-politycznych wyznając zasadę, że politykom się przytakuje albo biernie przygląda. Encyklika to przewrót kopernikański w ich myśleniu skupionym na bardzo prostych opozycjach. Ochrona klasy średniej, drobnej przedsiębiorczości, ubogich warstw społecznych, własności niespekulacyjnej, spółdzielczości, prawa związków zawodowych do udziału w decyzjach ekonomicznych państwa jest także  zadaniem Kościoła wypływającym z przesłania Ewangelii – podkreśla następca św. Piotra.

 

Krytykowany za społeczne zaangażowanie abp L. Głódź okazał się w swoim nauczaniu i postępowaniu najbliższy wskazaniom społecznym stolicy apostolskiej.

 

Wpływ nowej encykliki społecznej podzieliłbym na trzy segmenty: sens lobbingu i zaangażowania Kościoła, refleksję nad prawdą w życiu społecznym i stosunek do neoliberalizmu.

 

 

NOWA TWARZ STARYCH WĄTKÓW SPOŁECZNYCH

 

 

Geneza dzieła społecznego Benedykta XVI sięga czasów "Populorum progressio", kiedy stolica apostolska uniesiona otwarciem dokonanym przez Sobór Watykański II, ufnie zapatrzona w przyszłość dawała katolikom wskazania, które można by uznać za fundament globalizacji.

 

"[…] przebywając w Nowym Jorku – przypominał Paweł VI - mówiliśmy o tym do przedstawicieli Narodów Zjednoczonych, powiedzieliśmy im między innymi: Waszym zadaniem jest łączenie bratnimi więzami nie jednego tylko, czy drugiego narodu, ale wszystkich w jedno. Kto bowiem nie dostrzega konieczności stopniowego dojścia do ustanowienia jakiejś władzy światowej, która mogłaby skutecznie działać tak w dziedzinie sądowej, jak politycznej?"

 

Dziś – niejako rewidując tamtą refleksję - Benedykt XVI pokazuje jak utrata kontroli nad międzynarodowym kapitałem zagroziła ładowi i wolności społecznej, zaprowadziła chaos i rywalizację. Bo nowa władza światowa ani myśli o ludzkiej solidarności.

 

Świat, jaki Paweł VI miał przed sobą, chociaż proces uspołecznienia był już zaawansowany, tak że mógł on mówić o kwestii społecznej w wymiarze światowym, tenże świat był o wiele mniej zintegrowany od dzisiejszego. Działalność ekonomiczna i funkcja polityczna w znacznej mierze miały miejsce w tej samej przestrzeni, a więc mogły nawzajem od siebie zależeć. Działalność produkcyjna prowadzona była w przeważającej mierze w obrębie granic państwowych, a inwestycje finansowe miały raczej ograniczony zasięg za granicą, ponieważ polityka wielu krajów mogła jeszcze ustalać priorytety ekonomii i w pewien sposób zarządzać procesem dzięki narzędziom, jakimi jeszcze dysponowała. Z tego powodu Populorum progressio wyznaczała «władzy publicznej» centralne, choć nie wyłączne zadanie. (CiV 24).

 

Benedykt XVI opowiada się za rozsądnym interwencjonizmem państwowym; w tym celu apeluje o wzmocnienie narzędzi państwa w konfrontacji z wzrastającą siłą instytucji ponadnarodowych.

 

W naszej epoce państwo znajduje się w takiej sytuacji, że musi stawić czoło ograniczeniom, jakie jego suwerenności narzuca nowy międzynarodowy kontekst ekonomiczno-handlowy i finansowy, charakteryzujący się również wzrastającą mobilnością kapitałów finansowych oraz materialnych i niematerialnych środków produkcji. Ten nowy kontekst zmodyfikował polityczną władzę państw. Dzisiaj, mając również na uwadze lekcję, jakiej nam udziela trwający kryzys ekonomiczny, w którym publiczne władze państw są bezpośrednio zaangażowane w naprawianiu błędów i dysfunkcji, wydaje się bardziej realistyczna ponowna ocena ich roli i władzy, które trzeba mądrze na nowo rozważyć i ocenić, tak by również dzięki nowym sposobom funkcjonowania były w stanie stawić czoło wyzwaniom współczesnego świata. Można przewidzieć, że dzięki lepszemu sprecyzowaniu roli władz publicznych zostaną wzmocnione nowe formy uczestnictwa w polityce krajowej i międzynarodowej, które się realizują przez działalność organizacji działających w społeczeństwie obywatelskim; w tym zakresie należałoby sobie życzyć, aby bardziej wzrastała uwaga i uczestnictwo w res publica ze strony obywateli. (CiV 24).

 

Czy to oznacza, że Watykan absolutyzuje państwo, albo przecenia jego rolę w stosunku do rynku? Z całą pewnością nie.

 

Kiedy logika rynku oraz logika państwa zgodnie usiłują zachowywać monopol swoich własnych obszarów kompetencji, na dłuższą metę w stosunkach między obywatelami brakuje solidarności, uczestnictwa i poparcia, bezinteresownego działania, co jest czymś innym wobec dać, aby mieć, właściwym dla logiki wymiany, i do dać z obowiązku, właściwym dla logiki zachowań publicznych narzuconych przez prawo państwowe. Przezwyciężenie niedorozwoju wymaga pracy nie tylko nad polepszeniem transakcji opierających się na wymianie, nie tylko nad przesunięciami struktur opiekuńczych natury publicznej, ale przede wszystkim nad stopniowym otwarciem się, w kontekście światowym, na formy działalności ekonomicznej charakteryzujące się elementami bezinteresowności i komunii. Wyłączne binomium rynek-państwo niszczy zmysł społeczny, natomiast solidarne formy ekonomiczne, znajdujące swój najlepszy teren w społeczeństwie obywatelskim, nie sprowadzając się do niego, stwarzają zmysł społeczny. Rynek bezinteresowności nie istnieje i nie można zarządzać prawem postaw bezinteresownych. Natomiast zarówno rynek, jak i polityka potrzebują osób otwartych na wzajemny dar. (CiV 39).

 

Można więc wnioskować, że w chwili, gdy państwo ustępuje wolnemu rynkowi papież przypomina jego konieczne zadania, z których nie powinno zrezygnować. Chce więc zachowania równowagi między rynkiem a państwem; podkreśla jednakże prymarność osobowego wkładu, który przekłada się na społeczeństwo obywatelskie – to ono jest podmiotem działań rynku i państwa - a jeszcze bardziej szczegółowo - rodzina.

 

Tak więc rynek i państwo budują się wokół rodziny nie zagęszczając jej pola i nie przywłaszczając sobie jej autonomii. Rodzina zakreśla granice społeczne, sensowność państwa i rynku, które mieszczą się właśnie w "społecznym i ludzkim". To jeszcze jedno pokłosie relatywizacji państwa i rynku, jako podmiotów służebnych nie będących celami samymi w sobie.

 

Rynek i państwo są narzędziami w rękach osób, które muszą nimi kierować tak, by ich celem nie był wyłącznie zysk albo struktura sama w sobie.

 

Rodzi się pewne napięcie w interpretacji wolnego rynku, bo czy istnieje on bez własnych zasad – jak pisze papież? Jest bezwolny sam w sobie, czy też jego ideologia prowokuje zachowania gospodarcze?

 

Papież raczej nie wini państwa za kryzys, ale wolny rynek pozbawiony paradygmatu etycznego. O kryzysie papież pisze dużo, ale w następujących kontekstach:

- nieumiarkowana chęć zysku,
- zysk w miejsce dobra wspólnego,
- wzajemne planetarne relacje, zgubne dla realnej ekonomii skutki działalności finansowej źle spożytkowanej, a nawet spekulatywnej (tłumaczenie kiepskie bardziej pasuje spekulacyjnej),
- aktualnie występujące siły techniczne,
- nieumiarkowane wykorzystywanie zasobów ziemi,
- wysokie bariery celne ustalone przez kraje ekonomicznie rozwinięte i które nadal utrudniają towarom pochodzącym z krajów ubogich, by dotarły na rynki krajów bogatych,
- i oczywiście zaniechanie etyki społecznej, godności ludzkiej i szacunku dla natury.



Encyklika podejmuje wątek sprawiedliwości społecznej realizującej się na poziomie dystrybucji dóbr, które trafiają nieproporcjonalnie do odbiorców. Papież posługuje się językiem nieznacznie zbieżnym z manifestami alterglobalistów pisząc o roli państwa – wspólnoty politycznej, która ingeruje w ekonomię:

 

Działalność ekonomiczna nie może rozwiązać wszystkich problemów społecznych przez zwykłe rozszerzenie logiki rynkowej. Jej celem jest osiąganie dobra wspólnego, o które powinna się także i przede wszystkim troszczyć wspólnota polityczna. Dlatego trzeba mieć na uwadze, że przyczyną poważnego braku równowagi jest oddzielenie działalności ekonomicznej, do której należałoby tylko wytwarzanie bogactw, od działalności politycznej, do której należałoby osiąganie sprawiedliwości przez redystrybucję dóbr. (CiV 35).

 

Wynikające z tego zachowania ekonomiczno przedsiębiorcze znajdują przeważnie punkt zbieżny w poszanowaniu sprawiedliwości rozdzielczej. Życie ekonomiczne niewątpliwie wymaga kontraktu, aby regulować stosunki wymiany między równoważnymi wartościami. Ale podobnie potrzebuje sprawiedliwych praw oraz form podziału dochodów kierowanego przez politykę, a także dzieł odznaczających się duchem daru. Ekonomia zglobalizowana wydaje się uprzywilejowywać pierwszą logikę – logikę wymiany kontraktowej, ale bezpośrednio lub pośrednio wykazuje, że potrzebuje również dwóch innych logik – logiki politycznej oraz logiki daru bez rekompensaty. (CiV 38).

 

Dokument skupia się na międzynarodowych przedsiębiorstwach, które unikają odpowiedzialności przed pracownikami. Watykan krytykuje delokalizację kapitału pracowniczego i rozluźnienie więzów między stosunkiem pracy a pracodawcą.

 

Ponadto tak zwana delokalizacja działalności produkcyjnej może osłabiać u przedsiębiorcy poczucie odpowiedzialności w odniesieniu do ludzi przynoszących dochody, jak pracownicy, dostawcy, konsumenci, do środowiska naturalnego i szerszej społeczności sąsiedzkiej, na korzyść akcjonariuszy, niezwiązanych ze specyficzną przestrzenią, a więc cieszących się nadzwyczajną mobilnością. Dzisiaj międzynarodowy rynek kapitałów oferuje bowiem wielką wolność działania. Jednak jest również prawdą, że szerzy się świadomość konieczności większej odpowiedzialności społecznej przedsiębiorstwa. Nawet jeżeli założenia etyczne kierujące dzisiaj debatą nad odpowiedzialnością społeczną przedsiębiorstwa nie wszystkie są do przyjęcia z perspektywy nauki społecznej Kościoła, faktem jest, że coraz bardziej rozpowszechnia się przekonanie, że zarządzanie przedsiębiorstwem nie może uwzględniać jedynie interesów jego właścicieli, ale musi także dbać o wszystkie inne kategorie podmiotów, wnoszących wkład w życie przedsiębiorstwa: pracowników, klientów, dostawców różnych składników produkcji i wspólnotę, z którą jest związane. (CiV 36).

 

Za chęć reaktywowania klasy średniej można poczytać próbę powrotu do drobnej przedsiębiorczości.

 

W kontekście tego, co mówimy, jest rzeczą pożyteczną zauważyć, że przedsiębiorczość ma i zawsze powinna mieć wielostronne znaczenie. Utrzymująca się przewaga binomium rynek-państwo przyzwyczaił nas do myślenia wyłącznie o przedsiębiorcy prywatnym typu kapitalistycznego z jednej strony, a z drugiej o dyrektorze państwowym. W rzeczywistości trzeba jasno zrozumieć przedsiębiorczość. Wynika to z serii motywacji metaekonomicznych. Przedsiębiorczość, zanim będzie miała znaczenie zawodowe, ma znaczenie ludzkie. Wpisana jest ona w każdą pracę, postrzeganą jako «Artus personae», dlatego jest rzeczą słuszną, aby każdemu pracownikowi była ofiarowana możliwość wniesienia własnego wkładu, tak by on sam «miał poczucie, że pracuje „na swoim”».(CiV 41).

 

Realnym wymknięciem się neoliberałom i neokonserwatystom jest wystawienie refleksji nad ekonomią poza horyzont polityczny i konsumencki. Ekonomia to w swej istocie problem antropologiczny.

 

Nie można też podobnych doświadczeń ekonomii na rzecz rozwoju łączyć z wizjami ideologicznymi pewnych partii. Jako czynnik demokracji ekonomicznej pożądana jest natomiast bardziej wyrazista rola konsumentów, pod warunkiem, by nie byli manipulowani przez stowarzyszenia, które nie są naprawdę reprezentatywne. (CiV 66).

 

Pod koniec swojego dzieła ojciec święty dokonuje zasadniczego zwrotu politycznego. I w duchu augustiańskim postulując dążenie do idealnego państwa opowiada się za światowym rządem. Jego zadanie w żadnym wypadku nie ma umniejszać autonomii lokalnej. Równy podział dóbr, promocja zdrowia i edukacji a zwłaszcza pokój wymagają koordynacji na międzynarodowym szczeblu.

 

Istnieje pilna potrzeba prawdziwej politycznej władzy światowej – nakreślonej już przez mojego Poprzednika, błogosławionego Jana XXIII – dla zarządzania ekonomią światową; dla uzdrowienia gospodarek dotkniętych kryzysem; dla zapobieżenia pogłębieniu się kryzysu i wynikającego stąd zachwiania równowagi; dla przeprowadzenia właściwego, pełnego rozbrojenia oraz zagwarantowania bezpieczeństwa wyżywienia i pokoju, dla zapewnienia ochrony środowiska i regulowania ruchów migracyjnych. Tego rodzaju władza musi być regulowana przez prawo, przestrzegać w sposób spójny zasady pomocniczości i solidarności, być ukierunkowana na realizację dobra wspólnego, zaangażować się w realizację autentycznego integralnego rozwoju ludzkiego, inspirującego się wartościami miłości w prawdzie. Ponadto taka władza powinna być uznana przez wszystkich, skuteczna, by każdemu zagwarantować bezpieczeństwo, zachowanie sprawiedliwości i przestrzeganie prawa. Oczywiście, powinna się ona cieszyć uprawnieniami, by strony przestrzegały jej decyzji, a także podjętych i uzgodnionych środków na różnych forach międzynarodowych. Gdyby bowiem tego zabrakło, prawo międzynarodowe, pomimo wielu postępów na różnych polach narażone byłoby na ryzyko uwarunkowania przez równowagę sił pomiędzy najsilniejszymi. Integralny rozwój narodów i współpraca międzynarodowa wymagają, aby ustanowiono wyższy stopień porządku międzynarodowego o charakterze pomocniczości dla zarządzania globalizacją149 i żeby wreszcie zaprowadzono porządek społeczny zgodny z porządkiem moralnym i z tym odniesieniem między sferą moralną i społeczną, między polityką i sferą ekonomiczną i obywatelską, jaki już jest zarysowany w Statutach Narodów Zjednoczonych. (CiV 69).

 

 

ŹRÓDŁA KRYTYKI NEOLIBERALIZMU, WSKAZANIE NA ALTERNATYWĘ

 

 

Benedykt XVI czując się bardziej teologiem niż filozofem, i to społecznym korzystał z eksperckiego sądu włoskich i niemieckich duchownych. Pewne passusy encykliki wydają się wprost przepisane z dziełka niemieckiego hierarchy przewrotnie i bardzo symbolicznie noszącego nazwisko Marx, a nawet pochodzącego z Trewiru jak słynny filozof. Abp Marx nadał tytuł swoje pracy Kapitał, ale – bez obaw – niemiecki duchowny nie jest teologiem wyzwolenia. Pomysłowo i przenikliwie krytykuje kapitalizm, zwłaszcza w wydaniu neoliberalnym posługując się narzędziami analizy marksistów, którzy widzieli ogromne zagrożenie w jego płynności i ponadnarodowym charakterze.

 

Ordynariusz archidiecezji Monachium-Fryzyngii nie tylko krytykuje ale pokazuje jak ma być według Kościoła, jakie są alternatywy dla neoliberalizmu. Robi to w duchu alterglobalizmu, który obok klasycznej krytyki kapitalizmu okazał się kolejną inspiracją dla Kościoła. W swojej książce bardzo silnie odwołuje się do Jana Pawła II.

Przekonuje - tak jak polski papież - że ani rewolucja liberalna, ani marksistowska nie przyniosły szczęścia ludzkości. I w tym kontekście trudno doszukiwać się do jakiegokolwiek antagonizmu pomiędzy siłą odwołania się do Pawła VI i Jana Pawła II. Benedykt płynnie przechodzi od jednego do drugiego.

 

A jak ma być?

 

Kapitał trzeba wyzwolić ze spekulacji, własność – z wirtualnych mielizn, handel z chciwego pośrednictwa. Wymaga tego swoboda i wolność – wynikające z natury człowieka i jej przypisane. Rozwój związany z realną własnością może być wolniejszy, ale jest po prostu prawdziwy i nie grozi opuchlizną spekulacyjną. Bezpośredni stosunek producenta i konsumenta chroni wartość pracy i prawa nabywcy. Wirtualne pułapki odrealniły własność i oddaliły ją od człowieka. (CiV 21).

 

Rozwój ekonomiczny, jakiego życzył sobie Paweł VI, miał być taki, by przynosić realny wzrost obejmujący wszystkich i konkretnie zrównoważony. To prawda, że rozwój był i nadal jest pozytywnym faktorem, który uwolnił z nędzy miliardy osób i w końcu przyniósł wielu krajom możliwość, by stały się skutecznymi protagonistami polityki międzynarodowej. Trzeba jednak przyznać, że ten sam rozwój ekonomiczny był i nadal jest naznaczony zniekształceniami i dramatycznymi problemami, jeszcze bardziej oczywistymi w obecnej sytuacji kryzysu. (CiV 21).

 

Papież kilka obszernych fragmentów swego dokumentu społecznego poświęcił spekulacji i zadłużeniu. Napędzanie konsumpcjonizmu i zadłużania całych społeczeństw jest niemoralne i zmierza do złamania ludzkiej natury.

 

Trzeba unikać sytuacji, w której motyw lokowania zasobów finansowych byłby spekulatywny i ulegał pokusie szukania jedynie zysku na krótką metę, a nie był ukierunkowany również na podtrzymywanie przedsiębiorstwa na dłuższą metę, na jego posługę dla realnej ekonomii, a uwaga nie byłaby skierowana na promocję, w sposób stosowny i odpowiedni, inicjatyw ekonomicznych także w krajach potrzebujących rozwoju. (CiV 40).

 

Zarówno regulacja prawna sektora w celu ochrony słabszych podmiotów i przeszkodzenia skandalicznym spekulacjom, jak i wypróbowanie nowych form finansowania przeznaczonych do wspierania projektów rozwoju, stanowią pozytywne doświadczenia, które należy pogłębiać i sprzyjać im, podkreślając odpowiedzialność oszczędzającego.  (CiV 65).

 

Kapitał nie musi być prywatny, może być społeczny, spółdzielczy.

 

Trzeba również, aby na rynku otwarły się przestrzenie dla działalności ekonomicznej realizowanej przez podmioty, które w sposób wolny decydują się kształtować swoją działalność w świetle zasad odmiennych od czystego zysku, nie rezygnując z tego powodu z wytwarzania wartości ekonomicznej. Liczne formy ekonomii, mające początek w inicjatywach religijnych i świeckich pokazują, że jest to konkretnie możliwe. (CiV 36).

 

Papież odważnie proponuje nowe postacie ekonomiczne.

 

Również doświadczenie mikrofinansowania, mające swoje korzenie w refleksji i w dziełach aktywistów obywatelskich – mam przede wszystkim na myśli powstanie Banków Miłosierdzia – trzeba wzmocnić i uruchomić, zwłaszcza w tych momentach, gdzie problemy finansowe mogą stać się dramatyczne dla wielu najbardziej najsłabszych warstw ludności, aby chronić je przed lichwą czy rozpaczą. Podmioty najsłabsze trzeba formować do obrony przed lichwą, podobnie jak narody ubogie trzeba uczyć czerpania realnych korzyści z mikrokredytu, zrażając je do stosowania form wyzysku możliwych również w tych dwóch dziedzinach. Ponieważ również w krajach bogatych istnieją nowe formy ubóstwa, mikrofinansowanie może stanowić konkretną pomoc dla powstania nowych inicjatyw i sektorów z korzyścią dla słabych kręgów społeczeństwa także w fazie możliwego zubożenia społeczeństwa. (CiV 65).

 

Inaczej postrzega konsumpcję.

 

Również w dziedzinie zakupów, właśnie w momentach, których doświadczamy, gdy siła nabywcza może się zmniejszyć i istnieje potrzeba bardziej umiarkowanej konsumpcji, trzeba wybrać inne drogi, na przykład formy współpracy przy zakupach, takie jak spółdzielnie konsumentów, działające od XIX wieku także dzięki inicjatywie katolików. Pożyteczne jest również wspomaganie nowych form komercjalizacji produktów pochodzących z ubogich regionów planety. Chodzi o to, by zapewnić produkującym godziwą zapłatę, z zastrzeżeniem, zapewnienia transparentnego rynku, aby produkujący otrzymali nie tylko większy zarobek, ale także pełniejszą formację, umiejętności zawodowe i technologię. (CiV 69)

 

Przyczyny obecnej recesji są głębsze niż problematyczne zachowanie kilku protagonistów międzynarodowej finansjery. "Gospodarczy dyktat skupił się w rękach nielicznych zarządców cudzej własności" – otwarcie głosili włoscy purpuraci. Państwo może i powinno czerpać zyski ze swoich złóż naturalnych nie oddając ich w ręce pośredników odbierających mu pokaźne zyski. Nadto papież zauważa, że u podstaw rozwoju leżą zasoby naturalne, których zachód stał się arbitralnym depozytariuszem nie zawsze w uczciwy sposób.

 

Zagarnianie zasobów naturalnych, które w wielu przypadkach znajdują się właśnie w krajach ubogich, rodzi wyzysk i częste konflikty między narodami i w ich obrębie. Konflikty te rozgrywają się często na terytorium tych krajów, powodując poważne straty w postaci śmierci, zniszczeń i dalszej degradacji. (CiV 49).

 

Dzielenia się dobrami i zasobami, będącymi źródłem autentycznego rozwoju, nie zapewnia jedynie postęp techniczny i czysto interesowne relacje, lecz potencjał miłości zwyciężający zło dobrem (por. Rz 12, 21) i otwierający na wzajemność sumień i wolności. (CiV 8).

 

Wyzysk może mieć charakter technologiczny.

 

(…) mnoży się obieg informacji technicznych, ale na użytek ich właścicieli, natomiast rzeczywista sytuacja narodów żyjących pod wpływem, i prawie zawsze w niewiedzy co do tych procesów, pozostaje niezmienna, bez realnych możliwości niezależnienia się. (CiV 71).

 

Papież w tym punkcie ustosunkowuje się do władzy informacyjnej.

 

Oznacza to, że mogą one stać się okazją do humanizacji nie tylko wtedy, gdy dzięki rozwojowi technologicznemu stwarzają większe możliwości komunikacji i informacji, ale przede wszystkim wtedy, gdy są zorganizowane i ukierunkowane na naświetlenie obrazu osoby i dobra wspólnego, odzwierciedlającego jej uniwersalne wartości. (CiV 71).

 

Biorąc pod uwagę ich podstawową rolę w określaniu zmian w sposobie postrzegania i poznawania rzeczywistości oraz samej osoby ludzkiej, rzeczą konieczną staje się uważna refleksja nad ich wpływem. (CiV 73).

 

Rywalizacja podmiotów gospodarczych musi uwzględniać słabszych i państwo ma obowiązek wyrównywania szans pomiędzy średnimi przedsiębiorcami a wielkimi potentatami.

 

Również «władza polityczna» ma wielorakie znaczenie, o czym nie można zapominać zmierzając do realizacji nowego porządku ekonomiczno-produkcyjnego, społecznie odpowiedzialnego i na miarę człowieka. Jak zamierza się prowadzić przedsiębiorczość zróżnicowaną na poziomie światowym, tak powinno się propagować władzę polityczną rozdzieloną i aktywną na różnych poziomach. Zintegrowana ekonomia naszych dni nie eliminuje roli państw, a raczej angażuje rządy do głębszej wzajemnej współpracy. Racje wynikające z mądrości i roztropności sugerują, by nie ogłaszać nazbyt wcześnie końca roli państwa. W odniesieniu do rozwiązania obecnego kryzysu, rola państwa wydaje się wzrastać, odzyskując wiele ze swych kompetencji. Istnieją ponadto narody, w których budowanie lub odbudowywanie państwa jest nadal kluczowym elementem ich rozwoju. Międzynarodowa pomoc w obrębie planu solidarnościowego mającego na celu rozwiązanie obecnych problemów ekonomicznych, powinna raczej wspierać konsolidację systemów konstytucjonalnych, prawnych i administracyjnych w krajach, które nie cieszą się jeszcze tymi dobrami. (CiV 41).

 

Papież zdaje się rozstrzygać stary spór między socjalizmem a kapitalizmem w praktyce wybierając szwedzki model społecznoekonomiczny. Miłosierdzie i skracanie dystansu między ubogimi a bogatymi nie może być powierzane woluntaryzmowi, powinno być zadaniem państwa, czymś systematycznym mierzalnym, planowanym i kontrolowanym.

 

Angażowanie się na rzecz dobra wspólnego oznacza z jednej strony troszczenie się, a z drugiej korzystanie z zespołu instytucji tworzących z punktu widzenia prawnego, cywilnego, politycznego i kulturalnego strukturę życia społecznego, które w ten sposób przyjmuje kształt pólis, miasta. Tym bardziej skutecznie kochamy bliźniego, im bardziej angażujemy się na rzecz dobra wspólnego, odpowiadającego również na jego rzeczywiste potrzeby. (CiV 7).

 

Systemowe zwiększanie się nierówności między grupami społecznymi w tym samym kraju i pośród ludności różnych krajów, czyli masowy wzrost ubóstwa w sensie relatywnym, nie tylko zmierza do niweczenia więzi społecznych, i dlatego wystawia na ryzyko demokrację, ale ma także negatywny wpływ w zakresie ekonomicznym przez postępującą erozję «kapitału społecznego», czyli całego zespołu relacji zaufania, wiarygodności i poszanowania reguł, nieodzownych w każdym współżyciu obywatelskim.(CiV 32).

 

Doktryna neokonserwatywna stoi na stanowisku, że gwarantujące większą równość obciążanie najbogatszych podatkami jest zwykłym socjalizmem. Papież rozprawia się z tą i inną lansowaną przez noekonserwatystów tezą, że ludy Afryki i Ameryki łacińskiej same są sobie winne.

 

Wolność ta odnosi się do stojącego przed nami rozwoju, ale jednocześnie dotyczy różnych sytuacji zacofania, które nie są wynikiem przypadku lub konieczności historycznej, lecz zależne są od ludzkiej odpowiedzialności. (CiV 18). Trzeba jednak uważać za błędną wizję tych, którzy uważają, że ekonomia rynku potrzebuje strukturalnie pewnego zakresu ubóstwa i niedorozwoju, by mogła lepiej funkcjonować. (CiV 35).

 

Nie zgadza się również z lansowanym od czasów kolonializmu poglądem o wyższości kulturowej zachodu.

 

Społeczeństwa technologicznie zaawansowane nie powinny mylić swojego rozwoju technologicznego z domniemaną wyższością kulturową powinny odkryć w sobie zapomniane czasem cnoty.Społeczeństwa rozwijające się powinny pozostać wierne temu wszystkiemu, co jest prawdziwie ludzkie w ich tradycjach, unikając automatycznego narzucania sobie mechanizmów zglobalizowanej cywilizacji technologicznej. (CiV 59).

 

Czysty kapitalizm stawiający zysk nad dobrem wspólnym i ludzką godnością, czyli kierujący się samym mechanizmem wolnorynkowym bez hamowania go i kontroli społecznej jest sprzeczny z chrześcijaństwem.

 

Rynek nie jest i nie powinien się stawać sam z siebie miejscem przemocy silniejszego nad słabym. Społeczeństwo nie powinno się chronić przed rynkiem, tak jakby rozwój tego ostatniego pociągał za sobą ipso facto unicestwienie prawdziwie ludzkich stosunków. Jest z pewnością prawdą, że rynek może być ukierunkowany negatywnie, nie dlatego, że taka jest jego natura, ale ponieważ pewna ideologia może nadać mu inny kierunek. Nie trzeba zapominać, że rynek nie istnieje w stanie czystym. Przyjmuje on kształt od konfiguracji kulturowych, które go specyfikują i ukierunkowują. (CiV 36).

 

Uwypukla tę prawdę chrześcijańska antropologia, do, której odwoływał się już Jan Paweł II apelując o to, by zysk nie stał ponad człowiekiem. Benedykt XVI pogłębia uzasadnienie tej orientacji społecznej i antropologicznej.

 

We współzawodnictwie różnych wizji człowieka, proponowanych dzisiejszemu społeczeństwu jeszcze bardziej niż w czasach Pawła VI, szczególnym rysem wizji chrześcijańskiej jest potwierdzenie i uzasadnienie bezwarunkowej wartości osoby ludzkiej oraz sensu jej wzrastania. (CiV 18).

 

Na kształt encykliki wpływ mieli Włosi. Zwłaszcza kardynałowie R. Martino i bardziej pośrednio emerytowany ordynariusz Turynu, przyjaciel antyglobalistów C. M. Martini. Przyprowadzili oni do papieża dwóch włoskich ekonomistów Stefano Zamagniego i Ettore Gotti Tedeschiego, komentatora dziennika „L’Osservatore Romano”, którzy są znanymi promotorami gospodarki wolnorynkowej wyzwolonej od nacisku korporacji. Ekonomiści roztoczyli przed ojcem świętym panoramę stosunków światowych. Papież z tej wizji wyciągnął następujący pro-socjalny wniosek.

 

Procesy te [wolne przemieszczanie kapitału – od autora] pociągnęły za sobą redukcję sfery bezpieczeństwa socjalnego w zamian za poszukiwanie większych korzyści konkurencyjnych na rynku globalnym, stwarzając wielkie niebezpieczeństwo dla praw pracowników, dla fundamentalnych praw człowieka oraz dla solidarności realizowanej w formach tradycyjnych państwa socjalnego. (CiV 25).

 

Globalizacja jawi się papieżowi jako neutralna siła wymagająca ujarzmienia, poddania kontroli, nadania kierunku.

 

Globalizacja jest zjawiskiem wielowymiarowym i poliwalentnym, i trzeba ją pojmować w jego różnorodności i jedności wszystkich jego wymiarów, włącznie z wymiarem teologicznym. Pozwoli to przeżywać i nadać kierunek ludzkości w duchu relacyjności, komunii i wzajemnego dzielenia. (CiV 42).

 

Proces globalizacji mógłby zastąpić ideologie techniką, która sama stałaby się władzą ideologiczną, narażającą ludzkość na ryzyko zamknięcia się wewnątrz pewnego a priori, z którego nie mogłaby wyjść, aby spotkać istnienie i prawdę. (CiV 71).

 

W encyklice papieskiej można doszukać się także refleksji anglikańskiej. Hierarchowie anglosascy zawsze wysuwali się na czoło w dziedzinie społecznej.

 

- Kryzys ma wymiar nie tylko gospodarczy, ale ujawnia także problem moralny. Stawia nam bowiem pytanie o sposób, w jaki staramy się o dobra. Jeśli robimy to nieodpowiedzialnie, poniesiemy tego konsekwencje – upominał abp Desmond Tutu, z RPA na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos.

- Gdy niektórzy konsumują więcej niż im się słusznie należy, tworzy to „brak równowagi, przepaść między najbogatszymi i najbiedniejszymi, między państwami, ale i w łonie narodów, jak np. w Afryce Południowej i USA”. Tę słabość społeczeństw ujawnił huragan Katrina – zauważył anglikański hierarcha.



Tymczasem „nierówności rodzą ludzi zdesperowanych, gotowych stosować jeszcze bardziej desperackie środki. Terroryzm pokazuje, że nawet najpotężniejsze państwo nie zdoła go zwalczyć samo” – twierdził duchowny.

 

Wprowadzamy w życie model darwinowski, w którym tylko najsilniejszy przetrwają – dowodzi hierarcha. - Nadmierna konkurencyjność, którą zakłada kapitalizm – przekonywał emerytowany metropolita Kapsztadu - prowadzi do tego, że widzi się winnych jedynie rywali, podczas gdy powinniśmy w nich widzieć braci i siostry.

 

Jakie są kluczowe pojęcia tej encykliki? Na pewno solidarność, godność ludzka, dobro wspólne w opozycji do podstawowego mechanizmu wolnorynkowego: zysku. Oraz rozwój.

 

Papież odbiera neoliberałom główny argument, który zasłaniał arytmetyczny wzrost nierówności. Przedstawiciele wielkich korporacji przywłaszczali sobie honor regulowania ludzkim postępem, ponieważ dostarczali technologię. Benedykt XVI zauważa jednak, że rozumienie rozwoju tak partykularnie jak praktykowały to podmioty gospodarcze nastawione na zaprzęgnięcie odkryć naukowych w mechanizmy rynkowe przynoszące im zysk mija się z poważną i ogólnie przyjętą definicją rozwoju ludzkości.

 

To prawda, że rozwój był i nadal jest pozytywnym faktorem – demaskuje kolejny stereotyp wykorzystywany przez bogatych -  który uwolnił z nędzy miliardy osób i w końcu przyniósł wielu krajom możliwość, by stały się skutecznymi protagonistami polityki międzynarodowej. Trzeba jednak przyznać, że ten sam rozwój ekonomiczny był i nadal jest naznaczony zniekształceniami i dramatycznymi problemami, jeszcze bardziej oczywistymi w obecnej sytuacji kryzysu.(CiV 21).

 

Benedykt nawiązuje do sławnej myśli swojego poprzednika o wolności zewnętrznej i wewnętrznej zastosował ją do progresizmu.

 

Prawda rozwoju tkwi w jego integralności: jeśli nie ogarnia całego człowieka i każdego człowieka, rozwój nie jest prawdziwym rozwojem.(CiV 18).

 

Powstaje pytanie czy oryginalny kapitalizm, nie interpretowany w świetle Ewangelii jest dopuszczalny w społeczeństwach chrześcijańskich?

 

Mówiąc o kryzysie z roku 1929, Pius XI wskazywał, że wolny rynek sam się niszczy, jeżeli nastawiony jest wyłącznie na zysk – zwracał uwagę kard. Tomasi. Podobnie w dzisiejszych czasach należy uwzględnić gospodarcze, prawne i kulturowe wymiary kryzysu. Działalności finansowej nie można redukować do łatwego zysku. Winna ona być nastawiona także na dobro wspólne tłumaczył na forum ONZ.

 

W encyklice znajdziemy wskazanie, ze bez zmiany celowości wolnorynkowej nie ma mowy o sprawiedliwości społecznej. Zatem nie jest to tylko kwestia odczytywania ekonomii w świetle Objawienia, ale też w kontekście ogólnoludzkim.

 

Rozbrat chrześcijaństwa i neoliberalizmu zyskał rangę oficjalnej wykładni. Kapitalizm kierujący się zasadą zysku ponad innymi zasadami, czyli klasyczny i nie reinterpretowany model wolnorynkowy wyklucza się z Ewangelią, nie można go z nią pogodzić. Dopiero kapitalizm zredukowany przez zasadę solidarności społecznej traci znamiona ideologicznej doktryny kolidującej z chrześcijaństwem.

 

Zysk jest pożyteczny, jeśli jako środek skierowany jest do celu nadający mu sens zarówno co do tego, jak go uzyskać, jak i do tego, jak go wykorzystać. Wyłączny cel zysku, jeśli został źle uzyskany i jeśli jego ostatecznym celem nie jest dobro wspólne, rodzi ryzyko zniszczenia bogactwa i tworzenia ubóstwa. (CiV 21).

 

Nauka społeczna Kościoła uważa, że można utrzymywać stosunki prawdziwie ludzkie, przyjaźni i zmysłu społecznego, solidarności i wzajemności, również w obrębie działalności ekonomicznej, a nie tylko poza nią albo «po» niej. Sfera ekonomiczna nie jest ani etycznie neutralna, ani ze swej natury nieludzka i antyspołeczna. Należy ona do działalności człowieka, i właśnie dlatego, że jest ludzka, powinna być etycznie strukturyzowana i instytucjonalizowana.(CiV 36).

 

Wstosunkach rynkowych zasada bezinteresowności oraz logika daru jako wyraz braterstwa mogą i powinny znaleźć miejsce w obrębie normalnej działalności ekonomicznej. (CiV 36).

 

Czy to koniec kariery neoliberalizmu w Kościele? Raczej początek niezwykłej ewolucji, która bierze swój początek z sukcesu demokracji chrześcijańskiej w latach powojennych.

 

Ratzinger doskonale pamięta, co leżało u podstaw gospodarki wolnorynkowej w ubiegłym wieku: siła drobnej przedsiębiorczości, oszczędności i racjonalne planowania. Właściciele oglądali się na pracowników, liczyli się z nimi. A w centrum ekonomii im państwa stała rodzina.

 

 

TEOLOGIA SPOŁECZNA, PRAWDA SPOŁECZNA, ANTROPOLOGIA

 

 

Prawda, która w równym stopniu co miłość – pisze ojciec święty - jest darem, jest większa od nas, jak naucza św. Augustyn. Także prawda nas samych, naszego osobistego sumienia, w pierwszym rzędzie jest nam dana. Istotnie, w każdym procesie poznawczym prawda nie jest naszym wytworem, ale zawsze jej szukamy albo – lepiej – przyjmujemy ją. Ona to, podobnie jak miłość, «nie rodzi się z myśli i woli człowieka, ale w pewien sposób mu się narzuca».(CiV 34).

 

Encyklika zasypuje przepaść pomiędzy prawdą społeczną a moralną. Zadaniem polityków nie jest uprawianie własnej działki, posługiwanie się swoim językiem czy tworzenie odseparowanego od antropologii systemu. Politycy mają za zadanie odkrycie dobra społecznego i zapewnienie mu szans realizacji w wymiarze wspólnym współpracując ściśle w duchu interdyscyplinarności.

 

Pojęcie dobra wspólnego stoi współczesnym modelom liberalnego społeczeństwa jak ość w gardle, ponieważ wyklucza ono relatywizm i wybujałą heterogeniczność. Odkrywając dobro podążamy za nim we wspólnym projekcie, który umniejsza indywidualizmy.

 

Trzeba także mieć bardzo na względzie dobro wspólne. Kochać kogoś, to znaczy pragnąć jego dobra i angażować się skutecznie w tym celu. Obok dobra indywidualnego istnieje dobro związane ze współżyciem społecznym osób: dobro wspólne. (CiV 7).

 

Jednak pójście dalej nie oznacza nigdy abstrahowania od konkluzji rozumu, zaprzeczania jego wynikom. Nie ma inteligencji, a potem miłości: istnieje miłość ubogacona inteligencją oraz inteligencja pełna miłości. (CiV 31).

 

Za integralnością prawdy społecznej czy to badanej naukowo, politycznie czy filozoficznie opowiada się papież w następujących fragmentach swojego dzieła społecznego.

 

Kościół nie ma do zaofiarowania technicznych rozwiązań i jest «jak najdalszy od mieszania się do rządów państw». Ma jednak misję prawdy do spełnienia, w każdym czasie i okolicznościach, dla społeczeństwa na miarę człowieka, jego godności i powołania. Bez prawdy człowiek skazuje się na empiryczną i sceptyczną wizję życia, niezdolną wznieść się ponad praxis, ponieważ nie interesuje ją dostrzeżenie wartości – a czasem nawet znaczeń – dzięki którym mogłaby ją osądzać i ukierunkować. Wierność człowiekowi wymaga wierności prawdzie, która jako jedyna gwarantuje wolność (por. J 8, 32) i możliwość integralnego rozwoju ludzkiego. Dlatego Kościół jej poszukuje, niezmordowanie głosi i uznaje ją, gdziekolwiek się ujawnia. Tej misji prawdy Kościół nie może się wyrzec. Jego nauka społeczna stanowi szczególny element tego głoszenia: jest ona służbą prawdzie, która wyzwala. Otwarta na prawdę, pochodzącą z jakiegokolwiek źródła wiedzy, nauka społeczna Kościoła przyjmuje ją, scala w jedno fragmenty, w jakich często ją odnajduje i staje się jej mediatorem w nowym zawsze życiu społeczności ludzi i narodów. (CiV 8).

 

Oznacza to, że oceny moralne i badania naukowe powinny razem wzrastać i że miłość powinna je ożywiać w jedną harmonijną, interdyscyplinarną całość, na którą się składa jedność i rozróżnienie. Nauka społeczna Kościoła, posiadająca «ważny wymiar interdyscyplinarny», w tej perspektywie może spełnić rolę o nadzwyczajnej skuteczności. (CiV).

 

Pozwala ona wierze, teologii, metafizyce i naukom znaleźć swoje miejsce w obrębie współpracy w służbie człowieka. Zwłaszcza w tym zakresie nauka społeczna Kościoła realizuje swój wymiar mądrości. Paweł VI dostrzegał jasno, że pośród przyczyn niedorozwoju jest brak mądrości, refleksji i myśli zdolnej dokonać syntezy wskazującej kierunek, dla której wymaga się «jasnej wizji wszelkich aspektów ekonomicznych, społecznych, kulturowych i duchowych». Zbytnia wycinkowość wiedzy, zamykanie się nauk humanistycznych na metafizykę, opór w dialogu nauk z teologią, szkodzą nie tylko rozwojowi wiedzy, ale także rozwojowi narodów, ponieważ kiedy ma to miejsce, trudniej jest dostrzec całe dobro człowieka w różnych wymiarach, jakie je charakteryzują. «Rozszerzenie naszej koncepcji rozumu i posługiwania się nim» jest nieodzowne, aby odpowiednio wyważyć wszystkie pojęcia związane z kwestią rozwoju i rozwiązania problemów społecznoekonomicznych. (CiV 31).

 

Nie miałyby znaczenia wnioski społeczne Kościoła bez umiejscowienia ich źródeł w Ewangelii. Papież rozpoczyna swoją refleksję od ukazania relacji między prawdą a miłością: odwagą w głoszeniu zasady braterstwa i miłością w praktykowaniu tej zasady.

 

Językiem świeckim papież nazywa braterstwo między ludźmi i moralność odpowiedzialnością, i to szeroko pojętą, np. za akt stworzenia. Również apelując o moralność w ekonomii papież odwołuje się do odpowiedzialności za bliźnich.

 

Benedykt XVI bardzo osobiście i umiejętnie przenosi wątek ze swojej pierwszej encykliki o podobnie brzmiącym tytule "Deus Caritas Est".

 

Prawda uwalnia miłość od wąskich dróg emocjonalności, pozbawiających ją treści relacyjnych i społecznych, i od fideizmu, pozbawiającego ją spojrzenia ludzkiego i uniwersalnego. Miłość odzwierciedla w prawdzie wymiar osobisty i jednocześnie publiczny wiary w Boga biblijnego, będącego równocześnie «Agápe» i «Lógos»: Miłością i Prawdą, Miłością i Słowem.

 

Wzruszający fragment encykliki poświęcił papież obronie ludzkiej tożsamości, która w kategoriach eklektyzmu kulturowego, osłabienia etosu pracowniczego i komercjalizacji kultury weszła w fazę kryzysu. (CiV 25, 26).

 

W obecnym kontekście społecznym i kulturowym, w którym rozpowszechniona jest tendencja do relatywizowania prawdy, przeżywanie miłości w prawdzie prowadzi do zrozumienia, że wybór wartości chrześcijańskich jest nie tylko sprawą pożyteczną, ale niezbędną dla budowania dobrego społeczeństwa oraz prawdziwego, integralnego rozwoju ludzkiego. Chrześcijaństwo miłości bez prawdy można łatwo zamienić na magazyn dobrych uczuć, pożytecznych we współżyciu społecznym, lecz marginalnych. W ten sposób nie byłoby już prawdziwego i właściwego miejsca dla Boga w świecie. Miłość pozbawiona prawdy zostaje sprowadzona do środowiska ciasnego i pozbawionego relacji z drugim człowiekiem. Zostaje wyłączona z projektów i procesów budowania ludzkiego rozwoju o uniwersalnym charakterze, w dialogu wiedzy i czynu.

 

 

CZY KOŚCIÓŁ POWINIEN LOBBOWAĆ?

 

 

Encyklika to inaczej list okólny, adresowany do szerokiego grona odbiorców. Już to świadczy o tym, że Kościół chce mieć pewien wpływ na bieg spraw społecznych, ponieważ nie zawęża swojego przesłania, a rozszerza je o wszystkich ludzi dobrej woli.

 

Encyklika w ten sposób wyklucza dwupodział do którego czasami uciekają się ludzie Kościoła w sytuacji oskarżenia o politykę lub lęku społecznego, który go paraliżuje. Papież niejako apeluje: biskupi stawiajcie wymagania i warunki politykom.

 

Zachęca do wspierania ruchu obywatelskiego i zabierania głosu w obronie słabszych warstw społecznych. Niewątpliwie jest to głos sprzeciwu wobec silnych, którymi w obecnym świecie są korporacje. Daje wiele praktycznych wskazówek, które mogłyby swobodnie być zamieszczone w pracy ekonomicznej.

 

Np. odnośnie organizacji handlowych.

 

Znaczące jest, że niektóre przyczyny tej sytuacji były już zidentyfikowane w Populorum progressio, jak na przykład wysokie bariery celne ustalone przez kraje ekonomicznie rozwinięte i które nadal utrudniają towarom pochodzącym z krajów ubogich, by dotarły na rynki krajów bogatych. Natomiast inne przyczyny, o których Encyklika tylko napomknęła, ujawniły się z większą oczywistością. Jest to przypadek oceny procesu dekolonizacji, który wówczas w pełni się odbywał. Paweł VI postulował autonomiczną drogę, przemierzaną w wolności i pokoju. Po upływie ponad czterdziestu lat musimy przyznać, że ta droga była bardzo trudna zarówno z powodu nowych form kolonializmu i zależności od dawnych i nowych krajów przewodzących, jak i z powodu poważnych nieodpowiedzialności wewnętrznych samych krajów, które uzyskały niepodległość. (CiV 32).

 

I związków zawodowych.

 

Całość zmian społecznych i ekonomicznych sprawia, że związki zawodowe doświadczają większych trudności w wypełnianiu swojego zadania reprezentowania interesów pracowników, również i z tego powodu, że z powodu korzyści ekonomicznych rządy ograniczają często wolność związków zawodowych lub zdolność do negocjacji ze strony tychże związków. W ten sposób tradycyjne sieci solidarności spotykają się ze wzrastającymi przeszkodami do pokonania. Dlatego dzisiaj jeszcze bardziej niż dawniej trzeba respektować zachętę nauki społecznej Kościoła, poczynając od Rerum novarum, aby powstawały stowarzyszenia pracowników do obrony własnych praw, dając nade wszystkim szybką i dalekosiężna odpowiedź na pilną potrzebę zespolenia nowych energii na poziomie zarówno międzynarodowym, jak i lokalnym. (CiV 25).

 

Kościół pełni rolę publiczną – tłumaczy Benedykt XVI -  która nie zacieśnia się do jego działalności opiekuńczej lub edukacyjnej, ale objawia swoje energie w służbie promocji człowieka i powszechnego braterstwa, gdy może korzystać z wolności. W wielu wypadkach przeszkodę dla tej wolności stanowią zakazy i prześladowania, albo jest ona również ograniczana, gdy publiczna obecność Kościoła zostaje sprowadzona jedynie do jego działalności charytatywnej. Drugą prawdą jest to, że autentyczny rozwój człowieka dotyczy całości jego osoby we wszystkich jej wymiarach. (CiV 11).

 

Co najważniejsze papież uważa, że wszyscy: biskupi, księża, laicy w istocie powszechnego powołania jesteśmy zaangażowani w promocję sprawiedliwości społecznej.

 

Każdy chrześcijanin wezwany jest do tej miłości zgodnie ze swoim powołaniem i swoimi możliwościami oddziaływania w pólis. Oto droga instytucjonalna – możemy także powiedzieć polityczna – miłości, nie mniej kwalifikowana i wyrazista niż miłość odnosząca się bezpośrednio do bliźniego, poza mediacjami instytucjonalnymi w obrębie pólis. Gdy miłość ożywia zaangażowanie na rzecz dobra wspólnego, ma ono większą wartość niż tylko świeckie i polityczne zaangażowanie.

 

Jak każde zaangażowanie na rzecz sprawiedliwości, wpisuje się ono w świadectwo miłości Bożej, które działając w czasie przygotowuje wieczność. Gdy działalność człowieka na ziemi czerpie natchnienie i podtrzymywane jest przez miłość, przyczynia się do budowania powszechnego miasta Bożego, do którego zmierzają dzieje rodziny ludzkiej. W społeczeństwie znajdującym się na drodze do globalizacji, dobro wspólne i zaangażowanie na jego rzecz muszą przyjąć wymiar całej rodziny ludzkiej, to znaczy wspólnoty ludów i narodów, aby nadać kształt jedności i pokoju miastu człowieka, czyniąc je w pewnej mierze antycypacją zapowiadającą miasto Boże bez barier. (CiV 7).

 

Konfrontacja dwóch wizji społeczno-ekonomicznych nie jest elementem jakiejś obcej Kościołowi rozgrywki – należy do ewangelicznego zmagania się o sprawiedliwość, w której wszyscy chrześcijanie i ludzie dobrej woli mają udział. A jej stawką jest przetrwanie społeczeństwa obywatelskiego i rodziny.

 

Jacek Lehr



Opcje Artykułu

"Caritas in Veritate": fragmenty, polskie reminiscencje | 8 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
"Caritas in Veritate": fragmenty, polskie reminiscencje
skierka czw, 16 lip 2009, 16:54:34

            Kawał dobrej roboty ,Drogi Autorze kiedy ty śpisz ?

 
"Caritas in Veritate": fragmenty, polskie reminiscencje
Kruk nie, 19 lip 2009, 22:36:48

 Hmm Benedykt XVI zawsze bedzie dla mnie Papiezem i nie dziwia mnie jego poglady na temat funkcjonowania gospodarki i zycia spolecznego. W koncu wyrósł w atmosferze Narodowego Socjalizmu.

---
Niech radują się rodziny, a ich miłość promienieje, jak chleba okruszyny nieśmy wiare i nadzieje...Nam pisane Krzyża bronic, teraz, dzisiaj, jutro, zawsze!

 
"Caritas in Veritate": fragmenty, polskie reminiscencje
skierka pon, 20 lip 2009, 12:25:03

     No dobrze, tylko dlaczego źródeł encykliki poszukuje się w środowisku w jakim

      żył i pracowal papież ? W końcu... Jan Paweł II sporą część życia spędził w komuniźmie...

              rzeczywiście z tego powodu można uważać go za "kryptokomunistę" ? chyba nie prawda?

     Ot i całe nieszczęście kościoła w Polsce / i nie tylko / w kategoriach systemowych jest skazany

     na to co ...wymyślą poganie...

     Zarówno "realny socjalizm" jak i liberalizm ... pochodza z tego samego pnia etycznego.

          Nie ukrywam że podzielam pogląd śp. kard. Wyszyńskiego o tym,że zarówno kapitalizm

     jak i komunizm dążą do maksymalnego wykorzystania świata pracy, wyzysku ,calkowicie

      ignorując to co mozna nazwać życiową pomyślnością człowieka.

            Ale co ja tu... przecież zdecydowana  większośc elit rządzących byłej P.Z.P.R. jest dzisiaj

     znakomitymi kapitalistami i to   bez moralnej czkawki.

            " po owocach ich poznacie," polecam ostatnie fragmenty "Folwarku zwierzęcego" G.Orwella

      No dobrze a co w zamian ? a to juz zupełnie odrębny temat, więc żeby nie drażnić

    Gospodarzy  zalecam chociażby lekturę np.

     a/ Dziejów apostolskich  no... chyba że uznajemy to za utopię...

     b/ encyklikę "Quadrogesimo..." /możliwy błąd w pisowni/ z 1934 roku

      mowa w niej o zastąpieniu wolnego handlu przemocą gospodarzą i koniecznością...

            OPRACOWANIA  NOWYCH STOSOWNYCH   DO POTRZEB STRUKTUR.

     Dla ilustracji powiem że jest to całkowicie zgodne z nauką, nauka systemów głosi że,

      dla zrealizowania jednego zadania grupowego może istnieć nieskończenie wiele

      schematów organizacyjnych, to nie pomyłka nieskończenie wiele,

        a my tutaj albo do "komuny" albo do liberała...

     ciasny jest nasz światopogląd... oj ciasny

         P.S. Dobrze że  J.M.G . nie czytuje papieskich encyklik, pewnie by nie zostawił suchej nitki

       na administracji watykańskiej i spytał kto za to odpowiada.

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń