Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Minął tydzień: Modlitwa przed sesją parlamentarną; która matka, czyje dziecko? Ksiądz Stopka ...

Poruszamy tematy, które budzą kontrowersje. Tożsamość dziecka poczętego w innych niż naturalne okolicznościach. Ksiądz Artur Stopka, red. naczelny wiara.pl zachęca do wstrzymania protestów – wszelkich. Modlitwa i polityka, co na to amerykanie?

 

 



In vitro niszczy tożsamość dziecka

To się musiało wydarzyć. Chaos, który niesie in vitro - skrzętnie dotąd zamiatany pod medialne dywany a na co dzień goszczący w życiu mężczyzn i kobiet, którzy uciekli się do metody sztucznego zapłodnienia - sieje spustoszenie.

Pokazywało się nam zrozpaczone pary, które nie mają dziecka lub uszczęśliwionych jego posiadaniem, za każdą cenę, rodziców - jakby dramatów wywołanych rozproszeniem ról i tożsamości nie było.

Sytuacja jest skomplikowana – tłumaczy ks. Kieniewicz – teolog moralny. W tym przypadku dziecko ma czworo rodziców: dawcy materiału genetycznego - choć dawczyni komórki jajowej pozostaje anonimowa - są rodzicami biologicznymi, jest żona ojca biologicznego, która chce to dziecko wychować jako swoje i jest kobieta, która fizycznie to dziecko urodziła. I każda z tych osób może czuć się rodzicem. Jednocześnie w centrum tego dramatu znajduje się dziecko, które jest automatycznie postawione w sytuacji konfliktu tożsamości. Bo nie ma możliwości, żeby określiło, kto jest moim tatą, a kto jest moją matką. Ma kilkoro rodziców i będzie zagubione.

Dziecko, dojrzewając w łonie kobiety – tłumaczy oczywistości, które pomijali dziennikarze - nawiązuje z nią bardzo głęboką więź fizyczną i psychiczną i to do tego stopnia, że noworodek przytulony do matki i czujący jej zapach natychmiast się uspokaja, instynktownie czuje, że to jest jego matka. Dlatego amerykańskie piśmiennictwo bioetyczne mówi, że nie ma sposobu, aby w sytuacji, o której rozmawiamy, uniknąć problemu konfliktu tożsamości.

Problemem jest tożsamość dziecka? – pyta zdziwiona dziennikarka.

Tak, bo ono nie wie, kim jest i ta niepewność jest źródłem ogromnych komplikacji rozwojowych i egzystencjalnych. Ale to nie jest jedyny problem moralny. W omawianej sytuacji doszło do instrumentalnego potraktowania kobiety i dziecka. Para, która wynajęła ją, by urodziła im dziecko, tak naprawdę wynajęła tylko jej macicę, ale przecież i dziecko potraktowane zostało jak zamawiany w sklepie towar, za który się płaci i czeka na dostawę. Jest to może bardziej skomplikowane w sensie logistycznym, ale nadal jest tak, że klient płaci i klient wymaga - oczywiście w odpowiedniej jakości. Kobieta jest traktowana przedmiotowo - przez nich, ale i przez siebie. Robi to niby na własne życzenie, za swoją zgodą, ponieważ jest wolna i może to zrobić, ale narusza w ten sposób swoją godność.

Spór między Beatą Grzybowską rozstrzygnie Temida:  mater semper certa Est - matką jest ta która urodziła.

Teodor Lacher

 

Czy upierać się przy modlitwie?

W kwestii wolności religijnej są dwie szkoły. Obie stawiają różne granice dla ekspresji wiary.

Akademia watykańskiej dyplomacji idzie w kierunku dalekiego respektu dla wyznania dominującego w danym kraju i godzi się na drugi plan wyznaczany przez nie Kościołowi katolickiemu. Tak mamy w Rosji i krajach muzułmańskich.

Trend laicki wypiera z przestrzeni publicznej jakąkolwiek religię i gwarantuje wolność indywidualnego wyboru.

W Izbie Reprezentantów stanu Pensylwania zakazano wypowiadania słowa „Jezus” podczas modlitwy, która zwyczajowo poprzedzała sesję parlamentarną. Skoro nie ma zgody na imię Jezusa modlitwy nie będzie w ogóle – zadecydował prowadzący ją pastor.

Mądrość Kościoła podpowiada, żeby nie rugować wiary. Większościowe wyznanie, czyli denominacja najbardziej powszechna w danym kraju czy regionie organizuje obrządek, w którym czci się publicznie Boga. Jest to sprawdzona zasada: Kościół rezygnuje z przywileju dla dobra wspólnego.

Spotkałem się w internecie z opiniami, że dobrze się stało. Skoro jest spór, jakaś walka to lepiej się wycofać, odpuścić – bo może i Pan Jezusa by tak chciał.

Ok, gdy następna na celowniku będzie modlitwa i zaprzysiężenia amerykańskiego prezydenta też się wycofajmy. Skoro trzy procent hinduistów poczuje się obrażonych to im ustąpmy w imię miłości społecznej, zgody itd.

Problem w tym, że tzw. neutralność światopoglądowa wcale nie jest obojętna ideologicznie ani też umiarkowana w swoich żądaniach. Jeśli zgodzimy się z jej logiką to musimy oddać wszystko, nasze sumienia także. W miejsce wartości reprezentowanych przez większość przeciwnicy chrześcijaństwa wprowadzają swoje – podzielane przez kilka procent agresywnej i wiedzącej czego chce mniejszości – wizje społeczne i ludzkie.

Teodor Lacher

 

Ksiądz Stopka potępia protesty

Ufność jest cnotą, ale naiwność może być przekleństwem. Red. naczelny portalu Wiara.pl pisze o prywatyzacji: "zdziwiłem się bardzo, czytając w dwóch bardzo różnych polityczne gazetach podobne komentarze. Pochwalające w tej materii kierunek działania rządu". Czy aby przypadkiem oba periodyki nie należą do skoligaconych wspólnymi interesami koncernów, albo nawet tych samych spółek? 

Ks. Artur Stopka potępia protesty górników odrzucających model gospodarki zależnej od korporacji międzynarodowych, parafian wiernych staremu proboszczowi i przeciwników koncertu Madonny. O prywatyzacji pisze, że poważne periodyki ją lansują, zatem musi być dla Polski korzystnym rozwiązaniem. Ekonomia jest dziedziną obcą księdzu – sam to przyznaje. Posłużę się więc przykładem z bioetyki.

Obce sobie ideowo gazety bliźniaczo gardłują o zakazie in vitro, przemilczają stanowisko episkopatu i eksponują szczęśliwe z poczęcia na szkle lub czepiające się ostatniej deski ratunku pary nie wspominając nic o tych, które są szczęśliwe bo zrezygnowały z kontrowersyjnej metody i postanowiły adoptować sierotę. (Nie wartościuję jednych ani drugich). Gdy na ekrany kin wchodziła "Pasja" wielkie światowe tytuły prasowe wypuściły w tym samym tygodniu identycznie zredagowany pamflet dyskredytujący film o Jezusie. Ilość informacji w mediach o problemach krajów rozwijających się jest wielokrotnie niższa niż o wydarzeniach z życia gwiazd.  Gdzie ten oczekiwany pluralizm w mediach?

W Niemczech mówi się, że to "Bild" ustanawia i obala rządy. Nie ma polityka, na którego pismo nie znalazłoby haka – pisał jakiś czas temu "Przekrój". O prywatyzacji można powiedzieć, że zdania ekonomistów są podzielone, ale media cytują tylko tych, którzy ją popierają. Wszyscy zaś zgadzają się co do jednego: prywatyzacja to jednorazowa sztuczka oszukująca pustkę budżetową. Co ksiądz powie o reklamach zachęcających społeczeństwa do zadłużania się i konsumpcjonizmu, nierzetelnych informacjach, które zwiodły drobnych przedsiębiorców w aferze opcji walutowych. Czy to nie następny lobbing korporacji, który potępił papież w swoim dokumencie?

W Polsce wykształcił się pewien model autoprezentacji duchownego: wypośrodkowany, ksiądz ma sądy wyważone. Dystansuje się do obu skrajności (Radio Maryja, "Gazeta Wyborcza"). Jest otwarty. Uważa, że w mediach panuje pluralizm, prądy relatywizujące osobę ludzką w wysiłku ekonomicznym, bioetyce czy popkulturze są spontaniczne i oczywiste. Wolność w demokracji jest przez takich duchownych brana dosłownie bez żadnych poprawek. Na tej samej szali kładą każdą skrajność gubiąc w przesadnej dbałości o wizerunek zrównoważonego politycznie celebryty prawdę. 

W świetle nowej encykliki społecznej repertuar skryptów uruchamianych przez księdza Stopkę jest niewystarczający. Epatuje banalnością i nieznajomością kryteriów sprawiedliwości społecznej. Jest łagodnie podporządkowany poprawności politycznej.

Znam biskupów, którzy zawarli kompromis z parafiami. Proboszcza im pozostawiono. Po latach hierarchowie przyznawali, że są zadowoleni ze swojego ustępstwa. 

Co jest ważne? Kompromis. Dialog społeczny, który nie będzie fikcją. Moze to siła  do zorganizowania protestu i przeciwstawienia się ekspansji ekonomicznych rekinów jest miarą dojrzałości współczesnego społeczeństwa obywatelskiego? Krzywdzące jest stwierdzenie, że protestujący nie mają racji. Jakaś część ich żądań jest zapewne racjonalna. Nie ma jedynie słusznej strategii względem takich prowokacji scenicznych jak koncert Madonny. Jeżeli pewnej grupie katolików sumienie dyktuje sprzeciw, to czemu nie pozostawić im swobody wypowiedzi w demokratycznym Hyde Parku powstrzymując się od oceny, która wydana przez kapłana ma  wartość silnie stymulującą. Nikt księdza Stopki nie zmusza do uczestniczenia w ich happeningu.

Podoba mi się przywołana w artykule Ja protestuję! (info.wiara.pl) nowa linia watykańskiego dziennika "L'Osservatore Romano" (ukłon w stronę Harry'ego Pottera). Ale niech to nie będzie nowa, jedynie słuszna linia. Siłą Kościoła – jak każdej lobbującej grupy – jest różnorodność reakcji, która wymusza kompromisy i podtrzymuje dialog.

Jeszcze o szczecińskim geju

Stosunek do penalizacji ludzkiego odruchu obrony, irytacji czy też zestawienia (porównania) tożsamości seksualnych nie testuje wykładni Katechizmu KRK. Nie jest też jakimś rodzajem selekcji postaw konserwatywnych. Demonstruje monstrualne pomieszanie pojęć, które dokonało się w zaledwie kilkadziesiąt lat za sprawą tajemniczego mainstreamu kulturowego. 

W tej dyskusji (Dwójmyślenie napadowe Tomasza Terlikowskiego) wszyscy się pogubiliśmy. Atakowanie kogoś za nazwanie homoseksualisty bliźnim może się wydawać równie absurdalne co mówienie swoim dzieciom, że całujący się panowie są be. Kiedy ktoś następuje nam na odcisk wrzeszczymy, a gdy natręt nie ustępuje odpychamy go. Polacy nie są skłonni otwierać życiową przestrzeń dla gejów. Homoseksualiści mogą tylko cieszyć się zadekretowaną pół wieku wcześniej – niż w krajach zachodniej demokracji – tolerancją stricte prywatnych zachowań. 

Łamanie kanonów międzyludzkiej komunikacji napotka opór – pokazuje szczecińskie wydarzenie. Reakcja obronna może przybierać tysiące postaci, za którymi prawo albo organy ścigania nie nadążą. W dynamice oporu akcja wywołuje reakcję. Im silniej wymiar sprawiedliwości będzie dławił niezgodę na homoseksualną ostentację tym drastyczniejsze formy odreagowania nastąpią. W Portugali jak zwierzę zarżnięto paradującego po miasteczku transseksualistę. W Anglii kibice wydzierają się na biseksualnych piłkarzy. W Holandii domowe instrukcje dla synów nie odbiegają od tych, które spotkać było tam można w ustawodawstwie stosunkowo niedawno. Gdzie popełniamy błąd? 

Potykamy się o definicję praw człowieka. Kościół nie dość jasno – również w katechizmie – wyartykułował różnicę pomiędzy klasycznym – chrześcijańsko-oświeceniowym – rozumieniem praw człowieka a ich liberalną wykładnią. Myśliciele oświeceniowi inspirowali się mądrościową wizją ludzkiej natury. Człowieka definiowali i odgraniczali od reszty bytu, akcentowali to co ludzkie. Wszystko się zmieniło w odpowiedzi na pozytywistyczne spłaszczenie człowieka. Hermeneutyka filozoficzna rozmyła granice człowieczeństwa, a tym samym natury ludzkiej w źle pojętej trosce o indywidualność. Liberalizm przypieczętował swoje społeczne ambicje. (Jak każda filozofia chce mieć polityczną reprezentację). Człowiek odtąd nie ma kolektywnych  granic swojej tożsamości, celu i sensu życia. Zła to sytuacja o tyle, że wraz  z – poniekąd słuszną – promocją indywidualności wyprano projekt polityczny z obiektywnego dobra osoby, czyli takiego, które jest uniwersalne i kompatybilne z rzeczywistością. Tak więc liberalne prawa człowieka od klasycznych różni to, że w tych pierwszych dobro osoby zostało zmarginalizowane, stało się praktycznie nieobecne i oderwane od prawdy. 

Jak to wygląda praktycznie? Parlament europejski nadaje prawa i przywileje w płaszczyźnie horyzontalnej – równości. Klasyczna – przedliberalna myśl europejska, rozpatrywała je w dwóch kategoriach: jednostkowym i grupowym. Prawie zawsze w oparciu o dobro wnoszone przez osobę i grupy ludzi. Prawa jednostkowe wyrażały powszechność ludzkiej natury (nie segmentowanej przez orientację seksualną): dążenie do wolności, posiadania, rozwoju. Przywileje grupowe zabezpieczały interes społeczny. Jakim dobrem jest homoseksualizm, a jakim heteroseksualizm? Co obie kondycje wnoszą w rozwój indywidualny i przetrwanie całego społeczeństwa? Dotarcie do prawdy o dobru skutecznie zapobiegnie desperackim aktom obrony swojego terytorium – widocznych międzyludzkich kontaktów, które decydują o eudajmonii ludzkiej wspólnoty. Fakt że homoseksualizm naraża życie społeczne i rewiduje tożsamość jednostek w kierunku przeciwnym do trajektorii biologicznej i rozwoju psychoseksualnego nie podlega dyskusji. Kiedy agora (debata, poszukiwanie prawdy) zostanie przyporządkowana spójnej tożsamości ludzi, takiej która nie rani, nie generuje kolejnych patologii i zagubienia, a dogmat heterogeniczności pomieści w granicach instynktu samozachowawczego wtedy irytacja ustąpi innym obrazom odpowiedzialności. Bez refleksji o homo- i heteroseksualnym dobru nie rozstrzygniemy czy pani z szczecińskiego osiedla kierowała się wrodzonym sobie temperamentem czy też troską. Wypada życzyć sejmowi by zduplikował litewską ustawę.

Marcin Stanowiec



Minął tydzień: Modlitwa przed sesją parlamentarną; która matka, czyje dziecko? Ksiądz Stopka ... | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,655 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń