Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Czy jestem ekskomunikowany ??

Pytania i odpowiedzi

Ostatnio zdarzyla mi sie ''przygoda'' z gatunku ciezkich . To jest odbylem stosunek choc niepelny (przerywany ) z kolezanka . Potem dalej uprawialismy seks . Dzialo sie to podczas owoluacji . Nie doszlo do wytrysku w pochwie wiec szanse zaplodnienia sa o wiele wiele mniejsze ale i tak ryzyko jest . A potem przyszla refleksja a jesli ?? No mysle aborcja odpada , ale zycie mlodego taty patrzac po znajomych jest ciezkie , no coz jednak gdyby trzeba bylo .



   Ale byla jeszcze opcja uzycia tzw antykoncepcji po . Coz konsternacja szukam wszystkich danych na ten temat - na jednych stronach pisza ze jesli dojdzie do zaplodnienia to hormony z pigulki podtrzymaja ciaze na innych ze wydala zaplodniona komorke . Przynaje ze bylem zdenrowany i dopuszczalem ze moze sie zdarzyc usuniecie juz zaplodnionego ale sumienie mi  nie dawalo spokoju . Az wyczytalem ze do 24 h to raczej zabija plemniki czy raczej na pewno a potem zapldoniona tym plemnikiem komorke . Czyli do ok 24 h po to antykoncepcja a nastepne 48 h to jzu raczej wczesnoporonne . W sumie nie wiem kiedy zaczyna sie ludzkie zycie ale przyjmuje ze od zaplodnienia lub zagniezdzenia . Ale raczej od zaplodnienia nie tyle ze tak mwoi kosciol ale z logiczne najbardziej prawdopodobny wydaje mi sie ten moment . No i jedziemy do ginekologa i mysli a jak ne zdaze - kupi sie jutro . A nie nie zdazymy na pewno . Do zazycia preparatu doszlo po ok 23 godzinach .

Z tego co wiem aborcja skutkuje ekskomunika w moemcie popelnienia czynu . Czy byla to wiec aborcja ?? Nie wydaje mi sie patrzac na informacje ktore posiadam . Antykoncepcje to gzrech co prawda ciezki ale to nie aborcja . Treaz wiem ze gdyby tabletke zazyla np 47 h po to tak postapilem zle musze zalowac . Ale to bylo niecale 24 h po .

I nie wiem czy chcialbymw wracac do kosciola gdybym faktycznie swoim czynem sie wypisal . Mam serdecznie dosc  ciaglego schizofrenicznego uczucia , ze przyjmuje nauke kosciola nie w calosci . Zreszta wiekszosc moich znajomych bedacych wierzacymi - praktykuajcymi zyje w takiej ''schizofreni''  takie myslenie -nauka kosciola tak ale z drugiej strony czy idac do spowiezi zaluje szczerze ze uprawiam seks z swoja dziewczyna/chlopakiem . Moze lepiej odnosic sie z szacunkiem do religi do kosciola a nie byc pol-katolikiem , katolikiem wybiorczym , katolikiem selektywnym ?? Seks to potezna sila i naprawde ciezko jest zalowac ze sie go uprawia  szczegolnie z osoba ktora sie kocha . A brak seksu powodoje to wiadomo - agresja , klotliwosc , chlanie na umor , obsesyjne myslenie o seksie . Jak w ogole tlumaczyc to ze Bog stworzyl czlowieka tak ze poped seksualny jest jednym z najpotezniejszych sil deteminuajcych zycie wiekszosci ludzi a potem nakazal ludziom ze maja czekac z tym do slubu . Rozumiem w sredniowieczu to bylo latwe - 17 lat i slub ale teraz do 25 roku zycia ?? Moze do 29 ?? To jest naprawde bardzo ciezka proba.

 

 

 

 

Drogi Bracie, mówi się, że sex to problem aż do skończenia świata. Pewnie większość doda jeszcze : i to JAKI problem J Dobrze Cię rozumiem, i  wiele z tego co pisałeś sam przechodziłem.

Szczególnie sprawa schizofrenicznego uczucia, że nie przyjmuję nauki Kościoła, a kiedy  już  starałem się żyć nią, to było to ciążące. Te wszystkie ograniczenia dotyczące życia seksualnego, wymaganie czystości itd.

Pan sprawił, że jednak po wielu bojach, obecnie mogę czuć się wolny. Chciałbym się z Tobą podzielić tą wolnością, abyś mógł sam ja odkryć i w swoim pożyciu z drugą połówką czerpał pełnię radości, ale też to poczucie lekkości wewnętrznej jaką daje czysta miłość.

 

Na początek zapraszam Cię na odwiedziny w  dwóch domach.

 

Dom nr 1., ul. Przyjemna 6;

„Przyjeżdżam pod umówiony numer domu. Widać, że jest to dzielnica ludzi, którzy nie narzekają na brak forsy. Pomimo to, budynek robi na mnie odpychające wrażenie. Luksusowy dom, ale zaniedbany. Na pewno przydałoby się gruntowne malowanie. Trawnik zarośnięty, a na werandzie w doniczkach coś co pewnie kiedyś było różami.

Naciskam na dzwonek, ale odpowiada mi głucha cisza. Zacząłem kołatać, ale za trzecim razem, zardzewiały uchwyt został  w mojej ręce. Przypomniałem sobie mojego tatę, który nigdy nie odpuścił żadnej poluzowanej śrubce. Tak, był człowiekiem o żelaznej woli.

Wszedłem do środka. Zatrzymałem się w salonie i zacząłem przyglądać się wnętrzu. Mieszkanie bardzo funkcjonalne, ale widać, że domownicy żyją w nieustannym pośpiechu. Na pierwszy rzut oka panuje tutaj swoisty porządek, ale po chwili nie da się nie zauważyć mnóstwa drobiazgów:  długopisy, nadpalone świece, pocztówki, zwiędłe kwiaty, jakieś stare pamiątki, kamienie na szczęście. Mam wrażenie, że znalazłem się w dziupli wiewiórki z seriali animowanych, gdzie jest wszystko. Gdzie są sterty rzeczy zapomnianych, przykrytych przez następne warstwy magazynowanych rupieci. Przy suficie wisząca klatka na ptaki. Chyba już od dawna nie zamieszkana.

Nagle usłyszałem dziewczęcy głos za sobą.

- Skąd pan się tu wziął?!

- Przepraszam. Dzwoniłem, ale chyba z dzwonkiem u drzwi jest coś nie tak…

- No tak. Tata miał go już dawno temu naprawić…Ale..

Gdzieś z wnętrza domu dobiegł głuchy, zachrypły męski głos:

- Mój Boże!... Jak mnie łeb nawala!...tak samo było jutro.. czy wczoraj…k***a, gdzie są te piguły?!

Dziewczyna spojrzała na mnie. Teraz dopiero mogłem się jej przyjrzeć. Miała duże, hebanowe oczy, w których było jakieś oczekiwanie. A może to był smutek. Proste, cienkie brwi. Włosy tak samo kruczo czarne, upięte w kok, ale nie dokładnie, trochę zawadiacko.

Nos lekko zadarty i małe usta. Była niższa ode mnie o głowę, i była naprawdę ładna.

Ponieważ ja milczałem, ona spuściła oczy i tłumacząc rzekła:

- To właśnie tata… nie czuje się najlepiej. Wczoraj późno wrócił… z pracy.

- Byłem z nim umówiony dziś o dziesiątej. To ważna sprawa.

- Dziś to niemożliwe. Lepiej go dziś nie…

- Dorota? Kto przyszedł? – usłyszałem następny kobiecy głos.

Zauważyłem kobietę schodzącą po schodach. Miała około czterdziestu lat. Była podobna do mojej przedmówczyni, choć czas jej nie oszczędził. Była co najmniej „puszysta”, choć luźne, bordowe, niczym wschodnie kimono ubranie próbowało to zataić. Jej oczy tak samo czarne jak Doroty, ale podkrążone, i nie było w nich smutku. Nic w nich nie było. Obojętność i pustka.

- Tak, słucham pana?

- Właśnie rozmawiałem, domyślam się, że z pani córką, na temat spotkania. Byłem umówiony dziś z panem Wałęckim…

Kobieta spojrzała szybko na Dorotę, za chwilę gdzieś na moje dłonie i powiedziała:

- Niestety mąż jest w podróży służbowej…niespodziewanej. Pewnie zapomniał pana o tym powiadomić. Ale posiadam jego kalendarz więc możemy…

- Cholera! Mój łeb!... Otruli mnie!! Ja…wszystko… - znów doszedł nas głuchy jęk mężczyzny.

- To tylko uliczni pijacy…krążą pod oknami myśląc coś użebrać…wielu tu takich. Niech się pan nie przejmuje. A wracając do kalendarza… może usiądźmy na chwilę- lekko zmieszana kobieta, wskazała na część salonu, który zapewne był jadalnią.

- Mamo, nie będę wam przeszkadzać, lecę do szkoły.

- Kochanie, tak późno dzisiaj macie?

- ..no tak jakoś…a przy okazji, dzisiaj będę nocowała u Marka. Nie martw się o mnie. Pa!

- Znowu..- nie zdążyła dokończyć, bo już Dorota znikła za drzwiami.

- Młodzież.. już nie mam nad tym kontroli – westchnęła pani Wałęcka.- Ale spójrzmy w kalendarz.

- Może jednak poczekam i skontaktuje się bezpośrednio z pani mężem…

- Ależ nie ma problemu. To zdarza się dosyć często…taki nieplanowany wyjazd- dodała przyciszonym głosem.

Patrzyłem chwilę na kalendarz i na jej dłonie. Wiele kartek było bardzo pozaginanych, a jej  drżące palce zniekształcały następne rogi stron. Znaleźliśmy odpowiedni termin, a ja podałem jeszcze raz swoje dane kontaktowe. Gdy szykowałem się do wyjścia, zauważyłem że moja rozmówczyni bardzo zbladła. Zaniepokoiło mnie to.

- Czy wszystko w porządku? Dobrze się pani czuje?

Roześmiała się półgłosem, choć był to raczej udawany śmiech.

- Ach, to kobiece sprawy. Wy faceci nigdy ich nie zrozumiecie…

- Myślę, że dobrze znam swoją żonę.

- To pan tak myśli.

- Ufamy sobie i nie mamy tajemnic przed sobą.

- …

- Pewnie, każde małżeństwo ma swoje osobiste problemy. Nie moja sprawa, aby…

- Myślę, że jest pan dobrym mężem i pańska żona jest najszczęśliwszą kobietą na świecie.

Teraz ja zamilkłem.

- Teraz muszę pana pożegnać, jestem umówiona z lekarzem. A jeśli zna pan tak dobrze kobiety, to wie pan, że bez makijażu nie ruszymy na zewnątrz.

Poczułem lekką ironię w jej głosie. Byłem pewny, że na jej twarzy jest warstwa chemii, która mojej żonie starczyłaby na tydzień. Pożegnałem się. Kiedy znalazłem się na ulicy, moje nozdrza uderzyła fala świeżego, jesiennego powietrza. Cieszyłem się, że uwolniłem się z tamtego zaduchu, do którego nie chciałbym powrócić. Ciekawe, dlaczego nie poczułem go od razu?”

 

Dom nr 2, ul. Piękna 10

„Siedzą przede mną na kanapie mężczyzna i kobieta. Mąż i żona. Są swobodni. Przywodzą mi na myśl parę przyjaciół. Obrazki jakie kiedyś umieszczało się na pocztówkach: chłopczyk i dziewczynka siedzący na murku, trzymają się za ręce, i w tym są tacy wolni i trochę urwisowaci.

- To nie zastygłe uczucia, ale miłość będąca żywotną siłą - pomyślałem.

Na przemian zabierają głos odpowiadając na nurtujące mnie pytania. Opowiadają m.in. jak średnio co dwa tygodnie wychodzą sami na randki, pomimo tego, że są już małżeństwem od 10  lat i mają 3 dzieci; o tym ile czasu spędzają na rozmowy o sobie; ciekawe, że nie mają czasu na obgadywanie innych, bo wciąż siebie poznawają i ledwo im tego czasu starcza. Mówią także o przeszłości, gdy uczyli się swoich popędów, samych siebie, gdy chodząc razem, musieli czasem „uciekać” od siebie, aby dotrzymac czystości przed ślubem. Dla mnie czymś bezcennym było to, że zechcieli się ze mną podzielić dniem poczęcia ich córeczki. To nie był przypadek, efekt uboczny, chwila zapomnienia… To był jeden, wielki, przepiękny akt:

-Śniadanie do łóżka;

            -Wspólna modlitwa. Eucharystia;

            -Godzina na pływalni;

-Obiad połączony z taneczną nutką;

            -Wizyta w bibliotece;

             -Długie rozmowy przy kawie;

                        -Kąpiel;

                         -Kolacja przy świecach i muzyce;

 - Łóżko przybrane kwiatami w pachnącej sypialni;

             -Wspólne powierzenie się Bogu;     

-I uwieńczenie: poznawanie ciał, zjednoczenie.

 

Czy słyszeliście o takiej grze wstępnej? Trwająca 9 godzin, od rana aż do szczytu, którym był wieczór. I czy można jeszcze tutaj mówić o grze? Przecież to nie było żadne udawanie, sztuczne rozbudzenie. To była jedna „celebracja” aktu miłości.  W takiej atmosferze poczęła się Marysia. Prawdziwie zrodzona w miłości!

To była całkowita akceptacja ukochanego i ukochanej. Otwarcie na całą osobę wraz z jej siłami witalnymi, z płodnością, pełną płciowością. Respektująca potrzeby dwóch stron. Bez środków niszczących drugą osobę. Bez lęku. Atmosfera przesycona miłością.

Mąż sam przyznaje: jak mógłbym zgodzić się na antykoncepcję, która przede wszystkim szkodzi mojej ukochanej? Kocham ją. Chcę jej dobra, zdrowia, poczucia bezpieczeństwa i pełni szczęścia, jakie mogę jej ofiarować.

Raz po raz, Marysia wspina się po ramionach taty, i ześlizguje się po nich, to znów uwiesza się mu na szyi. W końcu zmęczona zabawą, wcisnęła się między mamę i tatę. Już zdawała się zasypiać, gdy nagle przywołała półgłosem rodzica:

-Tatusiu, tatusiu!

-Tak, Marysiu?

-Muszę ci coś powiedzieć…

-No to powiedz..

-Kocham cię tatusiu…

I zasnęła w objęciach rodziców, którzy już przyciszonym głosem kontynuowali naszą rozmowę.

Obraz domu drugiego nie jest fikcyjny. Jest oparty na doświadczeniu prawdziwego małżeństwa z trójką dzieci, które dane jest mi znać, i co mówię z dumą.

 

Obraz pierwszy powstał na skutek przeniesienia konsekwencji społecznych, psychologicznych, fizycznych i duchowych antykoncepcji w ramy rodziny.

 

Płaszczyzna zdrowotna: Zakłócenie w działaniu zdrowego organizmu kobiety i potomstwa.

Zwiększa niebezpieczeństwo powstawania stanów zapalnych, zmian nowotworowych, skłonność do poronień. Predysponuje do chorób: nadciśnienie tętnicze, powikłania zakrzepo-zatorowe, zmiany miażdżycowe, kamica pęcherzyka żółciowego, nowotwory złośliwe (rak macicy, piersi, jajnika, komórek pierwotnych wątroby), czynnościowe torbiele jajników, schorzenia sutków. Inne dolegliwości : nudności, wymioty, nieregularne krwawienia, bóle głowy, nadwaga, zmiany skórne.

Płaszczyzna społeczna: może być narzędziem społecznej manipulacji(Indie, Chiny), i dominacji nad narodami potrzebującymi pomocy (problem krajów trzeciego świata).

Płaszczyzna psychologiczna: chemiczne środki obniżają normalne odczuwanie wrażeń seksualnych i zakłócają warunki intymnego zbliżenia przed i po współżyciu. Wpływ na układ nerwowy kobiety. Stosunek przerywany powoduje uczucie napięcia związanego z pilnowaniem momentu przerwania zbliżenia. Lęk, że przerwanie nastąpi zbyt późno zmniejsza radość kontaktu, a wręcz powoduje, że jest on odbierany jako przykry i bolesny. Może w praktyce doprowadzić do oziębłości seksualnej oraz nerwicy lękowej.

Doustne środki: obniżenie libido, co jednak kobieta często odczuwa w inny sposób” obwinia męża za nie satysfakcjonujące życie seksualne, partner staje się mniej atrakcyjny. To z kolei może zrodzić w facecie problemy z potencją (potwierdzeniem tego jest zapotrzebowanie na viagrę). U kobiety środki hormonalne wywołują obawę przed utratą istotnych cech osobowości, lęk przed całkowitym wyeliminowaniem płodności, skutkami zdrowotnymi. Powodują też zubożenie przeżyć seksualnych, neurotyczne poczucie winy, lęk przed karą, rozterki moralne, a to prowadzi do depresji.

Traktowanie człowieka jako istoty niezdolnej do kierowania swoim zachowaniem w sferze seksualnej. Nie uwzględnianie wolnej woli i rozumu człowieka. Może on chcieć lub zaniechać aktywności seksualnej, w przeciwieństwie do zwierząt.

Oderwanie współzycia od prokreacji, prowadzi do rozpadu małżeństwa. Utrwala egoizm w małżeństwie. Sprowadza kobietę do rzędu rzeczy, użycia, a mężczyznę zwalnia z odpowiedzialności. Rodzi postawę aborcyjną, w wypadku zawodu technik antykoncepcyjnych.

Płaszczyzna antropologiczna : sprzeciwia się miłości małżeńskiej. Celem staje się tylko rozładowanie napięcia i chęć doświadczenia przyjemności zmysłowej. Zanika akceptacja drugiej osoby wraz z jej płodnością.

Płaszczyzna etyczno-moralna : oderwanie wymiaru oblubieńczego od prokreacji. Nie można eliminować możliwości poczęcia. Przypisywanie władzy należnej tylko Bogu – tj. władzy ostatecznego decydowania o zaistnieniu osoby ludzkiej.

 [za: Encyklopedia bioetyki, Radom 2009]

 

Widzisz, że mówiąc TAK dla antykoncepcji, wprowadzasz możliwość wystąpienia tego całego zła. Czy chcesz tego dla osoby, którą kochasz? Czy chciałbyś za parę lat mieszkać w domu nr 1, gdzie miłość stała się beznadzieją, gdzie żona jest wrakiem pod względem zdrowia, córka przestaje wierzyć w ojca, przestaje ufać rodzicom i ucieka od nich. Czy ty chcesz być tym facetem, którego syn będzie z dumą wspominał jako człowieka o silnej woli, podejmującego się zadań z determinacją i jednocześnie kochającego rodzinę i  dbającego o jej dobro? Czy kimś kogo wstydzi się żona i córka, kto z podpory i fundamentu rodziny stał się przeklinającym balastem, dzień w dzień topiącym się w zniewoleniach, których słaba wola nie potrafi przemóc…

Spójrz, że mentalność, którą nazywasz schizofreniczną, jest czymś co broni ciebie i Twoją przyszłą rodzinę. Czy potrafisz zapragnąć udziału w poczęciu nowej osoby, w sposób jaki została poczęta Marysia? Czy potrafisz tyle dać swojej żonie i dzieciom? Wiem, że potrafisz. Ale dobro i piękno wymagają wysiłku. Nie są jazdą z górki.

 

I jeszcze małe sprostowanie.

Cytat: „Seks to potężna siła i naprawdę ciężko jest żałować że się go uprawia  szczególnie z osoba która się kocha . A brak seksu powoduje to wiadomo - agresja , kłótliwość , chlanie na umór , obsesyjne myślenie o seksie . Jak w ogóle tłumaczyć to ze Bóg stworzył człowieka tak ze popęd seksualny jest jednym z najpotężniejszych sil determinujących życie większości ludzi a potem nakazał ludziom ze maja czekać z tym do ślubu . Rozumiem w średniowieczu to było łatwe - 17 lat i ślub ale teraz do 25 roku życia ?? Może do 29 ?? To jest naprawdę bardzo ciężka próba.”

Nie żałuje się uprawiania seksu z osobą, którą się kocha. Ale tego, że uprawiając w sposób niewłaściwy i w niewłaściwym czasie, ranisz siebie i tę osobę. Ale, trzeba to dostrzec, i dojrzeć, i mieć odwagę to przyznać. Brak seksu nie powoduje – agresji, kłótliwości, chlania na umór, obsesyjnego myślenia o seksie. Piszę to jako świadectwo, a nie w celu postawieniu siebie w pięknym świetle : żyję w czystości od ponad trzech lat, nie jestem agresywny (przynajmniej nikt mi tego nigdy nie wygarnął) ani kłótliwy (co nie oznacza, że czasem nie wyrażam gniewu),  od ponad dwóch lat nie piję wcale alkoholu, nie mam obsesyjnych myśli o seksie [ jest dużo więcej ważniejszych rzeczy na głowie niż sex].  Wszystko to jest łaską Boga, którą On zsyła gdy staram się być Mu wierny. Sam z siebie jestem bydlakiem i upadam od razu bez Jego pomocy. Sex nie jest siłą największą i determinującą.  Siłą wyższą jest już wolna wola człowieka. I nie determinuje sex naszego postępowania, bo zawsze mogę wybrać czy pójdę za popędem ciała, czy uznam, że to nie czas i wybierzemy się z dziewczyną do kina czy na rower…

To o czym piszesz, jest konsekwencją nieuporządkowania sfery seksualnej. Ktoś kto w jakimś stopniu jest uzależniony od seksu i wmawia sobie, że bez niego nie da się żyć, może mieć objawy o których piszesz, gdy będzie miał już choćby mały okres abstynencji. Ale to jest okres przełomowy, bo gdyby go przewalczył i wytrwał to wszystko się uspokoi, a człowiek zacznie panować nad tą sferą. Nawiązując do pierwszego zdania tego listu : sex – problem do skończenia świata; nigdy się nie staniemy obojętni na tę sferę. Ale grunt to nie być jej niewolnikiem, a wykorzystać zgodnie z zamysłem Tego, który ją wymyślił J

Pozdrawiam, i życzę rozpoczęcia nowego etapu. Każdy ma szansę zacząć od nowa życie w czystości. Ja trwałem w grzechu prawie 10 lat. Od ponad trzech, zmieniłem myślenie, obrałem nową drogę i nigdy nie zamieniłbym tego uczucia wewnętrznej wolności żyjąc w czystości na największe przyjemności zmysłowe, które rozwalałyby mnie od wewnątrz. Czymś pięknym jest gdy małżonkowie mogą obdarować się w noc poślubną (lub dzień, bo wielu chce przeżyć to bardziej świadomie i przekładają na dzień po ślubie) swoją ofiarą czystości przed ślubem. Nawet jeśli ktoś stracił dziewictwo wcześniej, to rozpoczynając nowy etap, zawsze taki dar może podarować, już świadomie.

Pamiętam w modlitwie i pozdrawiam

Matija

<>< 

 

 

 

 



Czy jestem ekskomunikowany ?? | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,699 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń