Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Mgła nad Smoleńskiem

Pisząc w dzień po katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, trudno porywać się na daleko idące uogólnienia dotyczące sensu tych wydarzeń, których przyszłe konsekwencje są nam niewiadome. A jednak pytanie o Wolę Bożą, która wiązała się z tym wydarzeniem, nie może być obce wierzącym.



Judeochrześcijańska wizja historii zakłada celowość dziejów, a nagromadzenie się przeróżnych symboli ułatwia zastanowienie się nad rolą, jaką może w historii naszego – i nie tylko naszego –  kraju odegrać ten wypadek. 

Oto w wigilię święta Miłosierdzia Bożego, która pięć lat temu była też datą śmierci papieża Jana Pawła II, szerokim echem rozeszła się wieść o jednoczesnej, niespodziewanej śmierci 96 osób. Pospołu zginęli biskupi trzech wyznań chrześcijańskich, kapłani, szerzej nieznani bliscy zamordowanych w Katyniu, niezłomna robotnica-opozycjonistka PRL i Trzeciej RP, weterani drugiej wojny światowej, ostatni prezydent na uchodźstwie, aktualny prezydent z żoną, ministrowie jego kancelarii, szef sztabu, generałowie, szef NBP, posłowie i senatorowie wszystkich głównych opcji, szef IPN, pracownicy biura ochrony rządu i lotnictwa. Lecieli z wizytą o głęboko duchowym charakterze – w siedemdziesiątą rocznicę długo przemilczanej i zakłamanej zbrodni w Katyniu, która dla wielu stanowić mogła powód do nienawiści, uogólnień i jednostronnych ocen, lecieli, aby się uroczyście pojednać. Pojednać z przedstawicielem państwa, które jest kontynuatorem innego państwa, w imieniu którego owej zbrodni dokonano. Charakter zarówno naszego, jak i rosyjskiego życia publicznego sprawia, że mamy wiele skłonności do upatrywania znaków i symboli, do nagłych zrywów i wybuchów żalu, co nie przekreśla wszakże pełnego hipokryzji i arogancji sposobu, w jaki odbywa się wiele wydarzeń z życia społecznego. Jak ogromną trudność może nam – pozbawianym wpływu na politykę, lekceważonym, sfrustrowanym i zniesmaczonym obywatelom Polski i Rosji – sprawiać szukanie przejawów Bożego działania w naszym życiu publicznym i w naszych przedstawicielach.

Z wyjątkiem przypadku głębokiej niepoczytalności zamachowcy, nie dopatrujemy się zgodności z Wolą Bożą w zamachach terrorystycznych. Zamach w moskiewskim metrze, być może będący wynikiem długotrwałego upokorzenia któregoś z narodów kaukaskich, wywołał, obok żalu po stracie, straszną nienawiść wobec sprawców. Czy nie jest jednak zastanawiające, jak szybko po tamtym wydarzeniu wstrząśnięci i zranieni Rosjanie mieli okazję do współczucia Polakom w ich stracie, która zewnętrznie była podobna do  straty, jaką im przyniosło metro – zbiorowa nagła śmierć? Polska katastrofa jednak nie ma w sobie ładunku nienawiści, ze względu na to, że nie była ona najprawdopodobniej wynikiem ludzkiego grzechu, a ewentualna wina związana z jej wystąpieniem wydaje się być znikoma. Niektórzy spośród komentatorów podnosili fakt zbiorowej podróży ważnych osób w państwie. Wydaje się to jednak mocną przesadą – samolotem nie leciał przecież zastępujący głowę państwa marszałek sejmu, jak również premier czy inni ministrowie. W istocie z osób pełniących kluczowe funkcje w państwie leciały trzy – prezydent, szef sztabu i szef NBP, a nie negując bynajmniej strat związanych z ich śmiercią, nie destabilizuje ona funkcjonowania kraju. Ludzka chęć „zabezpieczenia się” od podobnych wypadków nakazuje  też mówić o niebezpieczeństwie lotu samolotem starego typu, który wszakże był sprawny, a zagrożenia związane z lotami nie znikną po kupieniu nowego. O ile jednak ważniejsze od takich ocen wydaje się spontaniczne poruszenie mieszkańców Smoleńska i innych miast rosyjskich, które – jeśli nawet w powierzchowny i chwilowy sposób – było wyrazem serdecznej życzliwości wobec ofiar i ich bliskich wbrew podziałom etnicznym i społecznym.

 

Głębokość krzywd i obustronna pogarda polsko – rosyjska stanowi zadawniony kolec, który tkwi w naszych wzajemnych stosunkach. Wspomnienie Katynia, jak się wydaje, może ułatwiać Rosjanom zwrócenie uwagi na drzemiące tendencje wielkomocarstwowe, będące powodem wielu krzywd, które w powiązaniu z prawdopodobną przyczyną zamachów w metrze moskiewskim, kieruje ku pewnej refleksji z tym związanej. Jak ogromną siłę do wybaczenia, zwłaszcza stronie rosyjskiej, może dać ta śmierć, o którą nie można obwiniać ani Rosjan, ani Polaków, ani narodów Kaukazu, która – niejako demonstracyjnie – przerywa pewną linię wzajemnych oskarżeń.

„Ziemia przeklęta dla Polaków” krzyczą internetowe tytuły prasowe. „Ziemia Katyńska znów zażądała ofiar” - tego rodzaju analogie skłaniają nas do przyjęcia pewnego zabobonnego spojrzenia na nieubłagane fatum, wiążące się z mrocznym rosyjskim terytorium, od którego lepiej trzymać się z daleka, omijając również jego mieszkańców, by nie dać się pochłonąć żarłocznemu demiurgowi. Słowa Prymasa Polski o ofierze złożonej za ojczyznę mogą być – niestety – rozumiane również w tym samym duchu, mogą być jednak odebrane jako głębokie wezwanie do pojednania, któremu mogła służyć poniesiona śmierć, a które było również celem odbywanej wizyty.

 

Grzechy sprawujących władzę, ich nieodpowiedzialność i egocentryzm, których efektem jest pełna goryczy obojętność na sprawy publiczne wśród niezaangażowanych w życie polityczne, które owocują uogólniającą, łatwo udzielającą się nienawiścią, doprowadziły do sytuacji, w której potężny wstrząs mógł być sposobem przywrócenia pewnego – miejmy nadzieję, że jak najszczerszego i jak najgłębszego – dążenia do skupienia się na dobru wspólnym w życiu publicznym. Oby nie okazało się to ucieczką od oczekujących problemów, za której fasadą ukryje się chęć pozbawionego woli ich rozwiązania zawłaszczenia sympatii społecznej pod przykrywką konwencjonalnych form i wyrazów żalu. Nie od rzeczy będzie tu pytanie o sposób przedstawiania w mediach osób publicznych, które zginęły. 

Piszącej te słowa żadna z ofiar lotu nie była bliska, a zarówno postawa polityczna, jak i poszczególne zachowania większości z powszechnie znanych postaci budziły niechęć. O ile jednak istnieje – i, nie łudźmy się, stanowi ogromne zagrożenie duchowe dla wielu spośród nas – pragnienie wywyższenia pewnych ról, pełnionych przez zmarłych, wbrew ich negatywnej ocenie, o tyle pozytywne wydaje się poszukiwanie pozytywnych aspektów i dobrej woli w postaciach budzących powszechne kontrowersje. Jednak nieumiarkowane dążenie do hagiografii, obecne od pierwszych chwil po katastrofie, niesie ze sobą niebezpieczeństwo szybkiego powrotu do awantur i pieniactwa na skutek zniechęcenia nieprawdziwymi i mało wnoszącymi do życia publicznego uniesieniami i wypalenia bezrefleksyjnego entuzjazmu. Nie tylko nie rozwiązują one spraw, do  zajmowania się którymi szczególnie powołani zostali politycy, ale utrwalają pewien schemat opromienienia blaskiem postaci publicznych wyłącznie ze względu na zajmowanie przez nie wysokich stanowisk, pieniądze i sławę. Ponadto przepaść między rządzącymi i rządzonymi i dla tych pierwszych stanowi o łatwości ubóstwienia własnej osoby, w której nieomylność i niezastępowalność łatwo im uwierzyć. Nie sądzę, aby refleksji o kruchości ludzkiego życia i równości wobec śmierci miało służyć podkreślanie rozmiaru strat, a może ono niweczyć pewien prosty odruch, każący porównywać swoją sytuację z sytuacją lecących samolotem.

Nie jest również nie na miejscu pytanie o to, w jakim stopniu naszą powierzchowność obnaża ta sytuacja. Zbieżność dat i formy niektórych obchodów ze śmiercią papieża przed pięcioma laty może nam to ułatwić. Śmierć ludzka nie jest nieobecna w naszym codziennym życiu, znajduje się jednak dalece na marginesie rozważań medialnych, kiedy dotyczy umierających w szpitalach chorych lub głodujących na innych kontynentach. Czy wstrząs i zastanowienie nad sensem tych wydarzeń doprowadzi do usprawnienia dostępu naszych obywateli do specjalistycznych badań lekarskich w publicznej służbie zdrowia lub do głębszej solidarności z cierpiącymi w innych krajach? 

Wiele spośród osób, które zginęły, niezależnie od tego, że ich dorobek mamy prawo oceniać negatywnie, przejawiało, przynajmniej w niektórych okresach swojego życia, dążenie do służby na rzecz ogółu. Zatrzymując się przed tajemnicą ich sumień, można jednak sądzić, że niektórym dane było pragnienie takiej śmierci, która przyczyniłaby się do dobra społeczeństwa – choćby nawet to pragnienie współistniało z wieloma grzechami.

 

Niebezpieczeństwa związane z życiem publicznym i uzdolnieniami do niego, które często decydują o grzechach hipokryzji, żądzy poklasku i oziębłości zarówno religijnej, jak i dotyczącej spraw społecznych, które w przypadku osób pełniących ważne funkcje są szczególnie gorszące, każą też spojrzeć na okoliczności tej nagłej śmierci, przypominającej – tak jak i zbieżność dat – o Bożym miłosierdziu. Na pokładzie samolotu znajdowało się wielu kapłanów, mających władzę odpuszczania grzechów in articulo mortis. Sama ich obecność mogła nakłaniać do przemyśleń, związanych z wiarą, własnym stosunkiem do Boga i bliźnich, podobnie jak i cel podróży, który dla wielu mógł być okazją do pytania o pełnioną przez siebie rolę. Nie wiemy, jak wyglądały ostatnie chwile lecących, możemy jednak przypuszczać, że między uprawdopodobnieniem się katastrofy a śmiercią upłynęło nieco czasu. 

Sobota – dziewiąty dzień nowenny do Miłosierdzia Bożego – poświęcony jest modlitwie za osoby oziębłe religijnie. Czy chwilowe emocjonalne poruszenie niektórych spośród nas, które – jak i pięć lat temu – w tym dniu się pojawiło, pomoże nam w uzdrowieniu naszego życia publicznego?

 

Justyna Barańska



Mgła nad Smoleńskiem | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Mgła nad Smoleńskiem
skierka nie, 2 maj 2010, 13:06:37

  "  NOCNE    POLAKÓW    ROZMOWY "
Tak wiele ich byłó w moim srodowisku , atmosfera rzeczywiscie przypominała ten klimat który towarzyszył
  nam w czasach kiedy przeszedł do wieczności Jan Paweł II, wzniosła uroczystośc myśli ,
  odrzucenia / na jakiś czas / tego co doczesne i nadzieje ,że  COŚ sie zmieni .
    
  Jakże wiele można powiedzieć zastanawiając się nad malutkim słowem  "coś "

a/ jeśli ktos uważa ,że "coś" się może zmienić i posiada nadzieję na taką zmianę to niewątpliwie
   nie jest zadowolony z aktualnie panującego stanu rzeczywistego .

b/ Słowo "coś " jest tak nieostre  ,że używający go ani chybi nie podjął nawet próby skonkretyzowania
   tego do czego dąży instytucja którą reprezentuje , tak naprawdę sam nie wie czego chce,
   na co oczekuje , "coś" to określenie intuicyjne a nie myślowe .

c/ Jeśli ktoś liczy na to ,że "coś" się wydarzy, to niewątpliwie liczy na to, że że wszystko ...samo się stanie
   a on sam pozostanie biernym, będzie widzem a nie aktywnym podmiotem zdarzeń .
 
 Potraktujmy kościół ... jak wahadło matematyczne , nie ma Rzymian, Tatarów , masonów , wrogich
kosciołowi mediów  ,czy wahadło owo bedzie poruszało się coraz mocniej , będzie constans czy też
amplituda jego ruchów bedzie coraz to bardziej znikoma ?
Niestety najbardziej najbardziej prawdopodobna jest trzecia możliwość, nawet teoretycznie !
       Taka jest Biblia ! wierni dzielą sie na tych którym wystarczy powiedzieć "pójdź za mną"... i pódą
oraz na tych którzy sa skłonni uwierzyć jesli "dostaną po oczach "... jak św. Paweł .
       Kosciół w obecnym stanie może jedynie oddziaływać na tych pierwszych, każde wahnięcie
 czasu oznacza kolejna stratę częsci populacji tych drugich.
     
     Co robić ? ano z punktu widzenia metody... wziąć w ręce Biblię  i ustalić jak powinien wyglądać
"kościół modelowy " takiego jakiego chciał Mesjasz.
  To nie jest nowość w zakresie metodologii, np. fizycy posługują sie miarą prędkości światła pomimo
   tego ,że jakikolwiek ludzki wytwór nie osiągnął nawet porównywalnego rzędu wielkośći,
   do czego taki model mógłby służyć ? ano do...
                               ORIENTACJI CO DO KIERUNKÓW DZIAŁAŃ.to mogłaby być "busola"

     Kościół to mistyczne Ciało Jezusa, jak każde ciało ludzkie składa się ono z "miękkich" części
   np. serca i układu kostnego , serce , ludzkie uczucia to są rzeczy ulotne, płoche , mija moda, zauroczenie,
   porywy patriotyzmu zostaje szara codzienność... w tej materii, w sztuce rządzenia Polacy nie
   są uznawani za biegłych, stąd też przegrywamy nie tyle podczas uniesień ducha ale w zwykłej
   szarości dnia powszedniego, a to właśnie ów układ kostny , regulacje prawne , obyczaje, kultura,administrowanie, które
   to czynniki regulują codzienność, więc lepiej nie zastanawiajmy się jak owe patriotyczne zapały
    przeżywaliśmy, ale jak tą pozytywną energię nie zmitrężyć.

          Na tym niestety kończą się możliwości działania internautów , kościół jest strukturą hierarchiczną,
  o tym w jakich warunkach organizacyjnych żyje kościół , czy jego struktury są sprawne czy też są
   kompletnym, niedostosowanym do znaków czasu archaizmem decydują biskupi .
           Stąd też nie pytajmy co możemy zrobić tylko o to co zrobią z kościołem jego władze.
     Możemy mieć jedynie nadzieję , że nasze uniesienia nie ulecą w niepamięć jak to się stało
   w a.d. 2005 r. ale znajdą stosowne pola do działań  budujących dawną wielkość.                                      
                                      

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń