Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

"Religia nie ma nic wspólnego z rzeczywistym życiem"

Nakładem Frondy ukazała się książka pt. "Bitwa o Madryt". Jedna z najbardziej wnikliwych analiz kryzysu wiary. - Ci, którzy przyłączyli się do partii prawicowych, mówią, że wyzwolenie pochodzi od narodu. Ci zaś, którzy przystąpili do partii lewicowych, twierdzą, że wyzwolenie, którego człowiek potrzebuje, ma charakter ekonomiczny – tłumaczy cytowany przez autorów G. Górnego i T. Terlikowsiego prof. Sebastian Montiel.



Publikujemy fragmenty wywiadu z profesorem S. Montiel, hiszpańskim matematykiem, filozofem i teologiem.

– Sądzę, że nie tylko rewolucja zapaterystowska, ale wiele innych zjawisk, które dzieją się we współczesnym świecie, wywodzi się z rozkładu chrześcijaństwa, który możemy dostrzec już na przełomie średniowiecza i renesans mówi Montiel. W swej najgłębszej warstwie ten kryzys filozoficzny, który prowokuje nowoczesność, pochodzi prawdopodobnie z decyzji i wyborów teologicznych. Jako matematyk jestem przekonany, że nowoczesna nauka w swoich podstawach ma sposób widzenia świata, który jest sposobem teologicznym, ale nie jest on oryginalną chrześcijańską formą patrzenia na świat, ale formą heretycką, która pochodzi prawdopodobnie od Dunsa Szkota i Wilhelma Ockhama oraz późniejszych neoscholastyków.

Dostrzegam teologiczne pochodzenie nie tylko nowoczesnej filozofii czy nowoczesnej nauki, ale także współczesnego sposobu życia naszego społeczeństwa. Żeby nie być gołosłownym, podam przykład. Duns Szkot wprowadził nową wizję Boga – koncepcję Boga jako czystej woli. Wola Boga nie jest absolutnie niczym ograniczona. Ta forma pojmowania Boga jako czystej woli odzwierciedla się w sposobie patrzenia na człowieka jako nosiciela woli czy na politykę jako dziedzinę woli. Patrzymy na swoje „ja” jak na czystą wolę, która może kierować, a nawet manipulować ciałem. Nic więc dziwnego, że można dzisiaj usłyszeć twierdzenia w rodzaju: jestem kobietą zamkniętą w ciele mężczyzny. Bo ciało już wcale nie określa człowieka. A co określa człowieka? Przecież nie duch, bo dusza nie istnieje. Pozostaje więc czysta wola. To pojęcie czystej woli jest bardzo widoczne w projekcie politycznym zapaterystów. Jest to czysta wola rozwiązywania problemów, dzień po dniu, co ma bardzo stare źródło teologiczne, odsyłające nas do Dunsa Szkota, Kartezjusza czy późniejszych kontynuatorów myśli tomistycznej w rodzaju Francesco Suareza.

Dlatego tak ważne są nie fakty, a wrażenia. Ważny jest wizerunek. Ważne są obrazy. Na przykład dużo ważniejsze są obrazy aborcji niż sama aborcja. Nasze społeczeństwo oburza się, gdy ktoś pokazuje obrazy aborcji. To jest większym problemem niż pozbawianie życia bezbronnych dzieci. To już tak głęboko tkwi w społeczeństwie, że nie ma to już nic wspólnego z partią socjalistyczną czy z samym Zapatero. Przed nim w Hiszpanii rządziła przez osiem lat Partia Ludowa i nie ruszyła ustawy aborcyjnej zatwierdzonej przez socjalistów. Myślę, że jeśli następne wybory znów wygrają konserwatyści, to i tak nie zmodyfikują ustawy o przywilejach małżeńskich dla par homoseksualnych, ani nie tkną ustawy aborcyjnej.

Myślę, że dziś przekształcamy świat w sposób znacznie głębszy niż chciał tego system komunistyczny, gdyż tworzymy nowego człowieka. Niedawno czytałem pewnego autora, który pisał, że przekształcamy homo sapiens w homo festivus. Człowiek, żeby dobrze żyć, musi imprezować. Żeby imprezować, musi jednak ukryć życie. Realne życie nie jest jednak imprezą, ma swoje problemy, swoje cierpienia. Jeśli nie ma cierpienia, to nie ma miłości, ponieważ jądrem miłości jest oddawanie swojego życia drugiemu, a dawanie życia, poświęcanie się drugiemu niesie za sobą zawsze cierpienie. Tymczasem my stawiamy na ciągłe świętowanie, skrywając realne życie i uciekając od rzeczywistości cierpienia. Dokonujemy rewolucji, która pozwoli nam żyć na wiecznej imprezie. A jak pojawiają się takie wydarzenia, jak zamach 11 września w Nowym Jorku czy 11 marca w Madrycie, to większość ludzi – przynajmniej tutaj w Hiszpanii – mówi, że obrazy, które widzieli, są jak sen, że to nie mogło się wydarzyć, że to jest możliwe. Zamieniliśmy rzeczywistość na sen i żyjemy jak we śnie.

Zmiana stała się zauważalna w zasadzie już podczas przemian dokonywanych za panowania generała Franco. Kościół hiszpański w pewnym momencie związał się zbyt widocznie z rządem Franco. W pewnym sensie było to całkowicie zrozumiałe, gdyż obóz republikański dążył wręcz do zniszczenia Kościoła. Podczas wojny domowej w Hiszpanii ponad sześć tysięcy księży zostało zamordowanych tylko z powodu swej wiary, a nie ze względów politycznych. Kościół więc znalazł oparcie we frankizmie, który okazał się jedynym sposobem na przeżycie. Z czasem wyrządziło to jednak spore szkody Kościołowi, ponieważ życie chrześcijańskie zredukowało się do pewnej tradycyjnej polityki konserwatywnej. Gdy skończyły się rządy frankistowskie, radość narodu z powodu ustanowienia demokracji przyniosła także uwolnienie się od Kościoła. Odejście od zwyczajów chrześcijańskich kojarzone było z uwolnieniem się od frankizmu. Dlatego wszystko, co oddalało nas od tradycji chrześcijańskiej, kojarzone było ze zbliżaniem się do demokracji, do nowoczesnego świata, do stawania się bardziej europejskimi itd. Odejście od katolicyzmu miało oznaczać nastanie normalności, upodobnienie Hiszpanii do Francji czy Niemiec. To było szczególnie zauważalne, kiedy skończyły się rządy frankistów. Wicepremier pierwszego socjalistycznego rządu powiedział wówczas, że za dwadzieścia lat nawet rodzona matka nie pozna Hiszpanii. Przypominały mi słowa Hitlera, który również mówił: „Za kilka lat nie poznacie Berlina”. Przepowiednia Hitlera się spełniła i ta przepowiednia Alfonsa Guerry też się spełniła. Dzisiaj trudno jest rozpoznać Hiszpanię.

Identyfikacja z pewnymi ideami lewicowymi zaczęła się już pod koniec frankizmu. Część ludzi Kościoła uznała wówczas, że sojusz z Franco jest rzeczywistym utrudnieniem dla ewangelizacji. Dlatego niektórzy katolicy, odrzucając frankizm, przyjęli stanowisko lewicowe. Chcieli pokazać, że droga w stronę lewicy może przybliżyć ludzi do Kościoła. Wydaje mi się jednak, że mamy do czynienia z dwoma manifestacjami tego samego fenomenu. Są to manifestacje, które gdzieś w głębi mają tę samą, wspólną ideę – ideę, że życie Kościoła nie jest wystarczające, aby zaspokoić ludzkie pragnienia, aby nasycić ludzi. Obie są manifestacjami dualizmu, który mówi, że wiara rozwiązuje problemy natury duchowej, a polityka problemy natury rzeczywistej. Dlatego w społeczeństwie zakorzeniła się świadomość, że religia nie ma nic wspólnego z rzeczywistym życiem. Ta świadomość przejawia się na dwa sposoby. Ci, którzy przyłączyli się do partii prawicowych, mówią, że wyzwolenie pochodzi od narodu. Ci zaś, którzy przystąpili do partii lewicowych, twierdzą, że wyzwolenie, którego człowiek potrzebuje, ma charakter ekonomiczny. U źródeł obu nurtów znajduje się jednak wspólna podstawa – przekonanie, że życie Kościoła i Ewangelia nie są wystarczające, by w pełni pozwolić się człowiekowi zrealizować.

Jestem przekonany, że historię w jakiś sekretny sposób prowadzi sam Bóg. Nie wydaje mi się więc, by w historii były okresy opatrznościowe i czasy przeklęte. Dlatego uważam, że jeśli Bóg pozwala na zaistnienie dziś na Zachodzie konkretnej sytuacji – a w Hiszpanii na rządy Zapatero – to oznacza to, że w gruncie rzeczy jest to dobre dla Kościoła i dla człowieka. W jakiś sposób Kościół wyjdzie oczyszczony z tej całej sytuacji. Nie wiem dokładnie, jak to się stanie, ale przypominam sobie o końcu Imperium Rzymskiego i o reakcji św. Benedykta. Nadszedł wówczas moment, gdy chrześcijanie przestali się troszczyć o utrzymanie imperium. Przyszła chwila, że pogodzili się z upadkiem imperialnego systemu politycznego i poświęcili się życiu Kościoła. Tworzyli zakony, a zakonnicy szli z rodzinami żyć życiem Kościoła w małych wspólnotach. I stał się cud: z tego zapomnienia o imperium i poświęcenia się życiu Kościoła powstała nowa struktura polityczna, która zachowała to, co najlepsze z Rzymu, ale stworzyła nową Europę. Myślę, że być może dziś, my chrześcijanie, jesteśmy wzywani w ten sposób do odzyskania bardziej intensywnego życia wewnątrz Kościoła.

Ale może też nastąpić zupełne załamanie się chrześcijaństwa. Jezus obiecał, że Kościół będzie trwał aż do skończenia świata, ale nie składał tej obietnicy lokalnemu Kościołowi w Hiszpanii.

 

Bitwa o Madryt
Grzegorz Górny, Tomasz P. Terlikowski
2010



"Religia nie ma nic wspólnego z rzeczywistym życiem" | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
"Religia nie ma nic wspólnego z rzeczywistym życiem"
skierka pon, 14 cze 2010, 12:18:24

                                       PYTANIA, PYTANIA, PYTANIA.....

1. Bitwa o Madryt ? a moze jednak Bitwa o Warszawę , problemy sa jednakie.

2. Wyzwolenie człowieka ... a od czego ? od ciężarów bytowania poza rajem? w swietle wiary wyzwoleniem jest jedynie smierć.

3. Co to jest lewica i prawica ? czy to to samo co chrzescijanski i pogański ? nie to sa absolutnie różne pojęcia,

  jest to dowód na to ,że w języku potocznym nie używa się pojęc chrzescijański w odniesieniu do polityki...

 bo takowej nie ma...

  4 Kiedyś "żelazny kanclerz" Otto von Bismarck powiedział o Polakach ze to naród w którym politycy zajmują się

  poezją a poeci polityką, analogia jest prosta,przecież to są tematy strategiczne  , takimi tematami powinien

   zajmowac sie papież,kardynał ... ale z całym szacunkiem nie publicysta ...

 5. Obrazek z dzieciństwa, sztampowy oleodruk, Chrystus Dobry Pasterz wracający z owieczką , ta jedną która mu

  zaginęła, a więc jednak wiedział cvo sie dzieje w jego stadzie...

   Niechcący bo niechcący ale jest to przyznanie ,że religia  "obrywa cięgi " w życiu społecznym które później

    objawia sie spadkiem znaczenia życia liturgicznego jako zwieńczenia całotygodniowych trudów, jeżeli tak

    to dlaczego religie "przykleja się" do polityki ... i polityków,  to właśnie oni decydują o życiu powszednim ,jest to niewerbalna rezygnacja z    

    obowiązku troski o życie koscioła poza swiatynią , ograniczenie się jedynie do komentarzy.   

        a gdyby tak zamiast politykom odddać ją laikatowi, to też kosciół, tak słyszałem.

  

  

 

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,682 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń