Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Decyzja SN o przyznaniu szczególnej ochrony związkom homoseksualnym jest nieracjonalna

Sąd Najwyższy (SN), do którego kompetencji należy interpretacja budzących wątpliwości fragmentów legislacji odniósł się do sprzeczności w definiowaniu - na użytek prawa karnego - osoby najbliższej. Jej status nagięto tak, żeby objąć nim związki jednopłciowe.



Status osoby najbliższej daje uprawnienia do odmowy składania zeznań i występowania jako oskarżyciel posiłkowy. Przywilej ten - jeden z ważniejszych - przeszedł w stronę partnerstw homoseksualnych na mocy uchwały SN z dnia 25 lutego br., która uznała homoseksualistów za osoby pozostające we wspólnym pożyciu. Zniesienie płci jako kategorii o charakterze przesłanki daje tytuł do przeprowadzania kolejnych analogii prawnych. Konkretnie precedens neutralizacji płci, jako ważnej przesłanki wspólnego pożycia, może zostać przeniesiony na takie rozwiązania jak ubezpieczenia, dziedziczenie, wspólne rozliczanie się przed fiskusem, adopcja dzieci, gdyż deficyty definicyjne i adaptacyjne dotyczą ich w takim stopniu jak odmowy zeznań.

 

Cechy wspólnego pożycia

 

Wspólne pożycie – zdaniem sędziów – nie musi być trwałe ani warunkowane różnicą płci. To oznacza poszerzenie jego rozumienia i upłynnienie jego granic.

 

Na pierwszy rzut oka wspólne pożycie w przypadku partnerów homoseksualnych nie budzi wątpliwości. Gdy je rozbić na "części pierwsze" okazuje się, że nie możemy mieć pewności czy poszerzając definicję wspólnego pożycia o związki nieheteroseksualne nie podważamy konstytucyjnych zasad równości i ochrony więzi rodzinnych, co stawiałoby ustawodawcę przed następującym dylematem:

 

Czy prawa należne małżeństwu przyznawać innym związkom, pozamałżeńskim i czy przyznawać je selektywnie, jednej kategorii partnerstw medialnie preferowanych tj. homoseksualistom z pomninięciem innych relacji o porównywalnej z jednopłciowymi jakości?

 

Wspólne pożycie było do tej pory zespołem cech o wysokim stopniu spójności i wzajemnej interakcji. Przyjmuje się, że tymi cechami są występujące łącznie więzi duchowe (emocjonalne), fizyczne oraz gospodarcze (wspólne gospodarstwo domowe). Ustanie którejkolwiek z nich stanowi zazwyczaj przejaw rozkładu pożycia.

 

Jakość tych cech i ich obligatoryjność decyzją SN zostały poddane w wątpliwość: jeżeli brak określonego rodzaju więzi jest obiektywnie usprawiedliwiony, wówczas nie zmienia to w niczym charakteru relacji. Zatem – w myśleniu włądzy sądowniczej - do zaistnienia wspólnego pożycia nie jest wcale konieczna stałość związku, o ile tylko zostanie to "obiektywnie usprawiedliwione". Taka interpretacja odstępuje jaskrawo od źródłowych inspiracji w definiowaniu wspólnego pożycia, których doszukiwano się w prawie rodzinnym.

 

Warunki wspólnego pożycia: trwałość i wierność

 

Relacje bliskości poza rodziną mają swój punkt ciężkości po stronie indywidualnych praw i potrzeb jednostki, ponieważ nie są nakierowane na przekaz międzypokoleniowy i nie cechują się trwałością i wiernością, a więc społecznie uznanym zobowiązaniem. W naszym kręgu kulturowym i w naszym systemie wartości miłość definiowana jest poprzez zaufanie i bezpieczeństwo gwarantowane moralnym i prawnym zobowiązaniem, co ma – niestety pomijane – odzwierciedlenie w konstytucji, ponieważ jej fundamentem jest chrześcijański system wartości.

 

Warunkiem jednoczesnego wystąpienia więzi psychicznej (duchowej, czyli miłości) i seksualnej jest trwałość partnerstwa manifestowana w wierności. Obowiązek wierności obejmuje nie tylko same stosunki fizyczne z osobami trzecimi, ale także inne przejawy więzi erotyczno-emocjonalnej z nimi. Samo nawet tworzenie pozorów niedochowania obowiązku wierności jest jego naruszeniem.

 

Trwałość związku, będąca w polskim prawie cechą charakteryzującą małżeństwa, polega na tym, że z założenia ma on charakter dozgonny, a więc zawierany jest na czas życia partnerów i istnieje do chwili śmierci jednego z nich. Wyłączność partnerska w związkach jednopłciowych z wielu powodów jest wątpliwa, gdyż ich cechą konstytutywną jest otwartość.

 

Dotychczasowa doktryna zakładała, że dopiero z chwilą zawarcia małżeństwa między małżonkami powstają trzy silne więzi: fizyczna, duchowa i gospodarcza. Więź fizyczna wynika z realizacji funkcji seksualnej i prokreacyjnej rodziny, a więź duchowa wynika z uczucia miłości, przywiązania, a co za tym idzie z więzi psychicznej małżonków. To z kolei skutkuje w dalszym pożyciu szacunkiem, lojalnością i wiernością.

 

Źródłowy kontekst prawa rodzinnego

 

Celowość przepisów o odmowie składania zeznań, a więc intencja ustawodawców, była nakierowana na ochronę trwałych więzi rodzinnych i małżeńskich. Znaczenia, użytego na płaszczyźnie karnoprawnej, pojęcia wspólnego pożycia trzeba poszukiwać więc w prawie rodzinnym.

 

Ustawodawca, konstruując definicję legalną osoby najbliższej z art. 115 § 11 k.k., odwołał się do pojęć i relacji wywodzących się z prawa rodzinnego i mających tam ustalone znaczenie. Zatem pojęcia te należy rozumieć właśnie tak, jak są one rozumiane w prawie rodzinnym, a więc w aktach prawnych tworzących tę gałąź prawa oraz w dotyczącym ich piśmiennictwie i orzecznictwie. SN nie mógł arbitralnie zrywać z tym znaczeniem i nadawać pojęciom z art. 115 § 11 k.k. rozumienie autonomiczne, właściwe tylko dla prawa karnego.

 

Art. 115 § 11 k.k. w sposób ewidentny nawiązuje do pojęć z zakresu prawa rodzinnego. W przepisie tym chodzi o relacje rodzinne, jakimi są: małżeństwo, pokrewieństwo (wstępny, zstępny, rodzeństwo), powinowactwo (w tej samej linii lub stopniu), przysposobienie (wraz z małżonkiem osoby będącej w takiej relacji). W powiązaniu z tymi podmiotami należałoby definiować wspólne pożycie.

 

Małżonek to osoba pozostająca w związku małżeńskim, a więc w relacji unormowanej kompleksowo w k.r.o. (zob. zwłaszcza art. 1–616) i definiowanej, na podstawie przepisów tego kodeksu, w doktrynie prawa rodzinnego. Wstępny, zstępny, rodzeństwo to pojęcia określające pokrewieństwo (powiązania wynikające z więzów krwi), a powinowactwo to więź prawna wynikająca z małżeństwa i łącząca jednego małżonka z krewnymi drugiego. Przysposobienie polega na wytworzeniu pomiędzy jego stronami (przysposobionym i przysposabiającym) takiego stosunku prawnego, jaki istnieje między rodzicem a dzieckiem.

 

Znak równości między małżeństwem a związkami homoseksualistów dyskryminuje inne związki

 

Uwzględnienie związków jednopłciowych z pominięciem związków bigamicznych i biseksualnych lub kazirodczych ustanawia precedens o charakterze dyskryminacyjnym. Teraz wystarczy, aby takie partnerstwo zwróciło się do Trybunału Strasburskiego, ponieważ znajduje się w sytuacji analogicznej, co honorowane przez SN związki jednopłciowe. Bigamiczne, biseksualne, kazirodcze warianty partnerstwa mogą częściowo spełniać przesłanki wspólnego pożycia, nie są zinstytucjonalizowane a także pozostają w tej samej sytuacji co związki jednopłciowe a mimo to nie bierzemy ich pod uwagę zakładając, że niezinstytucjonalizowany wybór wspólnego pożycia jest właściwością jednostek a nie grupy (rodzinnej lub małżeńskiej). Wyjątek - nieuzasadniony - stanowią homoseksualiści.

 

K.k. i k.p.k., stanowiąc o wspólnym pożyciu, w żaden sposób nie wypowiadają się na temat płci osób tworzących taką relację ani ich konfiguracji ilościowej czy jakościowej. W szczególności nie wskazują, iż w grę wchodzi tu tylko związek jednej kobiety i jednego mężczyzny. Skoro zatem lege non distinguente, to nie można z pojęcia wspólnego pożycia, poprzez zabiegi interpretacyjne, wyłączać związków niemonogamicznych i nieheteroseksualnych. Wspólne pożycie może zatem łączyć kobietę i mężczyznę, jak i kobiety i mężczyzn w takich konfiguracjach, jakie uznają oni za stosowne.

 

Wyróżnianie i specjalne traktowanie spośród wszystkich tych konfiguracji związków homoseksualnych nie ma racjonalnych podstaw. Istnieje zatem jedna alternatywa uwzględniająca założenie równości wobec prawa: objęcie statusem osoby bliskiej wszystkich partnerstw, w tym wszystkich partnerstw nieheteroseksualnych lub też nie uwzględnianie żadnego z nich.

 

Napięcia konstytucyjne. Jak zachować równowagę między relacjami jednostek a wspólnotą rodzinną?

 

Napięcie między konstytucyjnym parasolem ochronnym nad rodziną a zasadą równości wobec prawa oraz między silnie wyartykułowaną w ustawie zasadniczej wolnością jednostki a przywilejem grupowym rodziny jest rozmaicie neutralizowane przez orzecznictwo i uchwały SN.

 

Pierwszym z takich sposobów jest tendencja do rozciągania przywileju przyznanego przez konstytucję rodzinie na jednostki. Uznaje się wartości rodzinne pożycia za możliwe do osiągnięcia przez inne rodzaje partnerstw. Ponieważ dokładna analogia między małżeństwem a związkami konkubenckimi, w tym homoseksualnymi jest chybiona traktuje się je jako zbliżone do małżeństwa, z częściowymi cechami małżeństwa. Jest to wytkniety w doktrynie błąd upodobnienia takich partnerstw w praktyce do małżeństwa.

 

Przywilej ochrony małżeństwa i rodziny pochodzący z pełnionych przez nią funkcji (prokreacyjnych i wychowawczych) utożsamia się z prawami jednostki, zasadą godności człowieka (art. 30 Konstytucji) i jego wolności (art. 31 ust. 1–3, art. 41 ust. 1 Konstytucji) oraz prawem do prywatności (art. 47 Konstytucji), które gwarantują swobodę doboru partnera życiowego i wyboru rodzaju związku, w jakim chce się z tym partnerem pozostawać.

 

Błędy w różnicowaniu prawa rodziny do ochrony oraz praw jednostkowych pochodzą z niezrozumienia definicji interesu małżeństwa i rodziny oraz interesu partnerstw i przymierzy pozamałżeńskich i pozarodzinnych. Dobrowolna struktura tych drugich sprawia, że są to relacje niczym niezwiązanych jednostek. W przypadku tych pierwszych mówimy o zrzeszeniiu obligatoryjnym i gwarantowanym prawnie i społecznie, min. przez tradycję i sakramentologię religijną. Ten drugi przypadek należałoby uznać w świetle prawa rodzinnego za relacje jednostek: są to różnego rodzaju partnerstwa nie obligowane interesem wspólnym - rodzinnym. Brak gwarancji utrwalająych wybór "więzi" małżeńskiej i rodzinnej a podkreślający dobrowolność takich relacji nadpisuje interes jednostki (np. samorealizacji) w strukturę partnerstwa. Przeciwne racje przewodzą rodzinie i małżeństwu, którego interes nadrzędny jest wspólny, ponadjednostkowy. Konsekwencje niewychwycenia tej różnicy przez intepretatorów prawa są daleko idące, ponieważ ich wykładnia anarchizuje wtedy odniesienia pojęciowe i praktyczne w prawie.

 

W najlepszym razie różnica między przywilejem a niezbywalnymi prawami podmiotowymi jest zacierana. W najgorszym całkowicie zrównuje się przywileje wyróżnionych grup i prawa jednostki, w efekcie czego przywileje tracą swój sens.

 

Błąd takiego rozumowania wynika z nieposzanowania logiki równości, która nie może obejmować osób znajdujących się w odmiennych sytuacjach, na przykład społecznego obciążenia, jak jest to w przypadku rodzin lub zwolnienia z "danin" społecznych, jak w przypadku osób samotnych. Innymi słowy można być równymi jedynie w tożsamych okolicznościach. Równość jest względna. Gdybyśmy byli równymi w odmiennych sytuacjach, ktoś byłby poszkodowany, a więc dyskryminowany.

 

Niezrozumienie takiej odmienności lub niekonsekwentne jej stosowanie prowadzi do zmieszania, eliminacji lub neutralizacji wartościowych kategorii prawnych i ich przesłanek, na przykład wspólnego pożycia w jego całokształcie lub płci.

 

Odmowa zeznań, wspólne rozliczenia, dziedziczenie nie zostały ustanowione dla samej relacji emocjonalnej lub seksualnej. Wspólne pożycie ściśle przylega do złożonej, wielopokoleniowej struktury życia rodzinnego, która jest bazą i punktem wyjścia rozwoju więzi seksualnej i emocjonalnej. Tak też było to rozumiane w prawodawstwie.

 

Czystość i koherentność pojęć prawnych, która stoi na straży prawnego ładu wymaga konsekwentego stanowienia punktu ciężkości po stronie praw jednostki (prawa podmiotowe) albo zbiorów będących pod szczególną ochroną. Zmieszanie jednych i drugich generuje wtórną dyskyminację i wstrząsa ładem prawnym, gdyż wtedy pojęcia prawne nakładają się na siebie i gubią wzajemną relację.

 

Nowa systematyka, czy kolejny wyjątek?

 

Nowa kodyfikacja karna z 1997 roku niedostatecznie i niejednolicie wyjaśniała – także na gruncie poprzedniego stanu prawnego - pojęcia wspólnego pożycia. Dokooptowanie związków homoseksualnych do puli uprzywilejowanych na gruncie karnistyki nie wynika zatem z zastanej systematyki i jest arbitralne. Raczej wykorzystuje lukę i aspiruje do przewartościowania prawa skupionego na konstytucyjnych walorach małżeństwa i rodziny.

 

W szerokiej perspektywie całego systemu prawnego decyzja SN demoluje konstytucyjne priorytety ustawodawcze ustalone na płaszczyźnie prawa rodzinnego. W wielu dotychczasowych orzeczeniach Sądu Najwyższego, m.in. w uchwale Izby Cywilnej z 21 maja 2002 r. podkreślano że "wspólne pożycie musi obejmować istnienie ogniska domowego charakteryzującego się duchową, fizyczną i ekonomiczną więzią łączącą mężczyznę oraz kobietę".

 

Z czego więc wynika obecna wolta interpretacyjna? Skoro ocena pożycia homoseksualnego nie mieści się w przyjętej systematyce charakteryzującej wspólne pożycie, nie ma związku źródłowego z tą kategorią i sytuuje się na tym samym poziomie, co wiele innych nie uwzględnianych przez prawodawcę relacji to dlaczego – uprzedzając legalizację partnerstw jednopłciowych – sędziowie "zalegalizowali" je na gruncie karnym?

 

Można to tłumaczyć nałożeniem optyki stosunku zbiorowego do osób homoseksualnych podczas gdy nasz system prawny jest wyregulowany pod ich prawa indywidualne i konsekwentnie odmawia innego niż indywidualny tryb rozpoznawania ich praw.

 

Wysuwano w przeszłości pogląd o niezasadności doszukiwania się jakichkolwiek analogii pomiędzy treścią konkubinatu, od którego wywodzą się związki jednopłciowe a treścią małżeństwa, którego konsekwencją było przyjęcie, że jedynym warunkiem konkubinatu jest utrzymywanie się stałego pożycia seksualnego dwojga osób. Prototypową cechą partnerską jest dziś pożycie seksualne, które uprzedza więź psychiczną. Wystarczy, żeby para homoseksualistów współżyła seksualnie, aby traktować ich jako legalne, na gruncie karnistyki, partnerstwo.

 

Presja prawodawstwa międzynarodowego, ponowoczesnej (czyli żadnej) "filozofii" prawa, różnych lobby wymusza nadążanie za sztucznie kreowaną mentalnością. Prawnicy są wrażliwi na argument zmiany społecznej.

 

Innym powodem jest obecna w mentalności wielu prawników tendencja do inkluzji, czyli włączania w obszar przywileju i ułatwień jak najszerszą reprezentację społeczną.

 

*

 

Clue problemu zawiera się w ustaleniu stanu faktycznego: czy związki jednopłciowe mają znamiona małżeństwa? SN daje sygnał, że pod wieloma względami konkubinaty homoseksualne są podobne do małżeństwa. Czy możemy spodziewać się dalszych kroków legislacji - po szczeblach drabiny antydyskryminacyjnej aż do praktycznego zrównania partnerstwa gejów z małżeństwem?

 

Skoro partnerstwa te charakteryzują się takimi przesłankami pożycia ukształtowanymi w opisie doktryny jak małżeństwa, to błędem byłoby im odmawiać tych samych praw co małżeństwu. Następnym przejawem troski o inne niż małżeńskie formy współżycia może być dziedziczenie i wspólne rozliczenia podatkowe.

 

Gdyby to nie był ten kierunek troski legislatorów to Sądy nie rozpoznawałyby homoseksualistów jako równie bliskich sobie partnerów co małżonkowie, zatem o wiele bliższych sobie partnerów aniżeli dwoje zamieszkujących ze sobą przyjaciół, kuzynów czy dziadków i wnuków.

 

Homoseksualistów może wyróżniać zbliżenie fizyczne i uczuciowe, ale czy jest ono tożsame z małżeńską intymnością? Homoseksualiści nie założą rodziny, nie uruchomią genealogii i nie wczepią się w nią a cały sens uregulowań wokół wspólnego pożycia wynika i zmierza do stabilizowania i rozpowszechniania rodziny.

 

Może zamiarem SN było zamknięcia drogi homoseksualistom do niekończącego się apelowania swoich roszczeń.

 

Wprowadzanie korekty w już istniejących przepisach, dla uniknięcia ryzyka niekonstytucyjności (przez godzenie w ochronę rodziny i małżeństwa), załatwia postulaty zorganizowanych ruchów LGBT bez formowania nowej instytucji partnerskiej. To druga strona medalu: cel konstytucyjny dzięki takim drobnym uregulowaniom byłby bezpieczniejszy?

 

Obawiam się, że skutek uboczny w postaci na siłę racjonalizowanej analogii takich związków z małżeństwem wyprzedzi wkrótce i pochłonie dobro, którym jest ochrona małżeństwa i rodziny.



Decyzja SN o przyznaniu szczególnej ochrony związkom homoseksualnym jest nieracjonalna | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,599 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń