Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Amoris laetitia: Co zostanie po Bergoglio? (cz. 1)

Rodzi się na naszych oczach Kościół dwóch prędkości: który respektuje definicję grzechu ciężkiego i jego konsekwencje, łącznie z sakramentalnymi oraz ten na Zachodzie, za którym postępuje autor adhortacji o rodzinie. Zgoda na edukację seksualną, uregulowania dla par jednopłciowych i społeczną ekspozycję niemoralności wołają o pomstę do nieba.



I.      Bergoglio przechodzi na stronę Kaspera: Komunia święta dla rozwodników

II.     Od pluralizmu do relatywizmu. Prądy sekularystyczne w Kościele

III.    Sumienie, wyjątek, norma

IV.    Ile świata w adhortacji? Od błędów metody do dyktatury

V.     LGBT. Nie dla małżeństw, tak dla związków

VI.    Rodzina i edukacja seksualna

VII.   Inkluzja a tożsamość

VIII.  Jak Wojtyła przechytrzył niemiecki idealizm? W adhortacji nokautuje się Biblię

IX.    Prawdziwe niebezpieczeństwo

 

*


Jeżeli opublikowany dokument stolicy apostolskiej znajduje uznanie w liberalnej prasie, która komplementuje go jako postępowy, to należy z tym większą wnikliwością mu się przyjrzeć posługując się wielofunkcyjnym kluczem antropologii, filozofii, idei społecznych i przede wszystkim teologii moralnej.

 

Od swojego wyboru Bergoglio kreśli konsekwentny scenariusz kompromisu między wiarą a światem. Ogłoszenie Adhortacji posynodalnej o rodzinie rozwiewa wątpliwości: to ideologie laickie w dużej mierze kreują punkt wyjścia tej konstrukcji. Papież je absorbuje i ustanawia punkt krytyczny zejścia się świata i moralności katolickiej po czym maluje syntezę obu nazywając ją magisterium, innym razem własnymi przemyśleniami i dialogiem. Jego osobista myśl jest źródłem konfliktu a wywiedzione tak stanowisko pogłębia obojętność religijną.

 

Min. za sprawą postępowego skrzydła teologów opuszczający Kościół katolicy sądzą, że najważniejsze jest być dobrym człowiekiem bez żadnego związku z wiarą. Nie było tylu apostatów - łącznie z ateistami - we Włoszech za pontyfikatu Benedykta XVI i Jana Pawła II-go, co w chwili obecnej, w erze bijącego rekordy popularności w mediach ojca świętego Franciszka.

 

I. Bergoglio przechodzi na stronę Kaspera. Komunia święta w ręce rozwodników

 

- W pewnych przypadkach Kościół może pomóc wiernym zaplątanym w ponowne związki, dopuszczając ich do sakramentów - napisał papież w przypisie do ogłoszonego w kwietniowy piątek dokumentu. Niedookreślenie sytuacji nieregularnej pod względem współżycia seksualnego partnerów jest celowym zabiegiem. Gdyby następca św. Piotra ogłosił wprost, że pewni mężczyźni i pewne kobiety, którzy mają trudności z porzuceniem nawyków seksualnych, mogą przystępować do stołu pańskiego to zalecenia adhortacji w tym fragmencie mogłyby zostać odrzucone pod rękojmią sensus fidei Ludu Bożego, który wychwyciłby fałsz.

 

Niemal do końca nie było wiadomo, co głowa rzymskiego katolicyzmu uczyni. Co dziwniejsze główni adwersarze - kardynałowie Kasper i Gerhard Ludwig Müller z Kongregacji Wiary uparcie i medialnie donośnie twierdzili, że ojciec święty przychyli się do ich wizji małżeństwa i rodziny, co słychać było zarówno w trakcie jak i po obradach synodalnych o rodzinie.

 

Jaka to jest wizja? Małżeństwo ma charakter wyłączny, nierozerwalny i niepowtarzalny zwłaszcza w aspekcie jedności fizycznej a jego otwartość na przyjęcie potomstwa i podstawowa komplementarność obydwu płci są warunkiem nieodwołalnym wspólnoty małżeńskiej. "Duszpasterstwo musi mieć w widoku wieczne zbawienie", czyli - zdaniem Müllera - centrum moralności chrześcijańskiej - nadające ton wszelkim szczegółowym i zindywidualizowanym programom duszpasterskim - jest ratowanie duszy. "Bo cóż z tego, że cały świat zyskasz, a szkodę na duszy poniesiesz". W tym przypadku zysk światowy zamyka się w powetowaniu tożsamości seksualnej, która w wizji roztaczanej przez liberalnych teologów moralności przeważałaby wolną wolę człowieka w okolicznościach odbiegających od jego zwyczajnej kondycji.

 

Kardynał Kasper upłynniał z kolei integralną moralność katolicką, co sprowadza się do usankcjonowania powtórnego związku jako egzystencjalnej paraleli pierwszej relacji sakramentalnej, a w szerszej i zgubnej konsekwencji do przyjęcia do wiadomości, że miejscem aktywności seksualnej jest nie tylko małżeństwo.

 

Kościół miałby w większym stopniu aprobować powtórne związki, w praktyce głównie przez partycypację eucharystyczną, której towarzyszyłaby tolerancja dla swobody seksualnej między kobietami i mężczyznami zrzeszonymi w konkubinatach. - Przecież są inne formy udziału w życiu kościelnym – protestowali konserwatyści. Te nie wystarczały grupie niemieckich biskupów.

 

Przechylanie się papieża do jednego bądź drugiego stanowiska było grą pozorów. Bergoglio od samego początku wiedział, czego chce i baczni obserwatorzy sceny watykańskiej oraz historii argentyńskiego kardynała nie mogli mieć złudzeń co do motywu duszpasterskiego papieża. W przeszłości jego styl prowadzenia seminarium duchownego (negacja życia wspólnotowego) i dialogu z państwem był katastrofalny dla stanu wiary coraz bardziej pogubionego społeczeństwa argentyńskiego. Nie inaczej eks-ordynariusz Buenos Aires poczynał w stolicy Piotrowej. Jeszcze najmniej szkodliwe były słynne wpadki papieża na konferencjach prasowych wnoszące wielopiętrową interpretację oczywistych zagadnień moralnych. "Winą" Argentyńczyka jest zapośredniczony - w metodologicznym zamęcie agresywnych ideologii świeckich - styl myślenia i makiaweliczny sposób postępowania z intelektualną opozycją. Papież znęcał się nad konserwatystami i stygmatyzował ich. Porównywał do faryzeuszy, którzy nakładają ciężary na wiernych, ludzi niemiłosiernych, przywiązanych do swoich bogactw. Nie była to prawda i z dużej odległości dostrzegalne było, że ta krytyka przygotowuje grunt dla wątpliwych reform a polegała na zawstydzeniu i odizolowaniu ich przeciwników, zastraszeniu ich i wyciszeniu, co z małymi wyjątkami udało się papieżowi. Stanowisko za wierność swoim poglądom i wolności sumienia stracił min. kardynał R. Burke protestujący przeciw zmianie dyscypliny sakramentu małżeństwa. Papież - trzeba to ze smutkiem przyznać - uciekł się do demagogii.

 

Co myślał cwany Argentyńczyk można było poznać po nominacjach biskupich, zadziwiających i niepokojących. Po starannie dobieranych na stolice biskupie - przez Benedykta XVI i Jana Pawła II - duchownych wiernych dogmatyce katolickiej znowu nastąpił regres do posoborowych wichrzycieli eksperymentujących z liturgią i doktryną. Na przykład w Brukseli nastał czas liberalnego hierarchy Jozefa De Kesla w miejsce charyzmatycznego konserwatysty Andre-Josepha Leonarda. - Marzę o Kościele, który zgodzi się na to, że staje się coraz mniejszy - zapowiadał przy objęciu stolicy biskupiej ten pierwszy.

 

Kardynał Müller wiedział, że przegra ze swoimi rodakami co najmniej parę tygodni przed podpisaniem adhortacji przez Franciszka. Papież wyraźnie fetował Kaspera: to najwybitniejszy współczesny teolog. Przy nim zatrzymał się na dłuższą chwilę po celebracji wielkanocnej. Uczeń Ratzingera mimo to śmiało wytykał: sobór w Nicei w 325 roku zajmował się przypadkami osób ponownie zaślubionych – wdowców, ale nie rozwodników, jak twierdził tyleż mylnie, co chełpliwie były sekretarz Papieskiej Rady do spraw Popierania Jedności Chrześcijan.

 

W końcu dostojnik dotknął i samego Franciszka: papież nie może nakazywać czegoś, co jest sprzeczne z wiarą, takie nauczanie nie ma żadnej mocy. Podkreślał też, że nie jest on dostatecznie wykształconym teologiem. Adhortacja powinna być – w opinii szefa najważniejszej dykasterii watykańskiej – odczytywana w duchu dotychczasowego nauczania Kościoła. Zapisy, które mówią o rozwiedzionych w ponownych związkach, nie mogą więc być interpretowane, jako dopuszczenie ich do Eucharystii. - To, co w oparciu o zasady wiary nie jest możliwe, jest niemożliwe także w pojedynczych przypadkach – wyjaśniał duchowny postponując tym samym "zasadę wyjątku". - To jest katolicka nauka wiary, że zawarte zgodnie z prawem i skonsumowane małżeństwo nie może być rozwiązane przez żadną władzę na Ziemi, także przez Kościół – tłumaczył.

 

Przewodniczący najważniejszej watykańskiej kongregacji nie musiał długo czekać na drugą ripostę Franciszka. Tym razem najwybitniejszym teologiem – zdaniem papieża wypowiedzianym przy okazji krótkiej konferencji po wizycie na wyspie Lesbos – był abp Wiednia, Schönborn. – Skoro nie ja, to wskażę ci wybitnych kolegów, którzy mają całkiem inne zdanie – pewnie myślał Bergoglio.

 

Konflikt wszedł w kolejną fazę, bo papież uważa, że można reinterpretować tradycję i uzasadnia to w adhortacji głównie w oparciu o zagmatwaną kazuistykę moralną.

 

Ostatecznym sygnałem, że coś idzie nie po myśli konserwatystów była niespodziewana wypowiedź Benedykta XVI – emeryta o teologii miłosierdzia, na którą powołuje się obecny pontyfikat. Była to jakby próba usprawiedliwienia i teologicznego wytłumaczenia zapowiadającej się zmiany. - Papież Franciszek stale mówi o Miłosierdziu Bożym. To jego praktyka, gdyż to miłosierdzie zwraca nas ku Bogu – dywagował senior. To kusząca perspektywa, tylko czy rozumienie Miłosierdzia Bożego w adhortacji po synodzie o rodzinie odpowiada Ewangelii i postępowaniu Pana Jezusa. Franciszek włącza w postrzeganie tzw. partnerskiej sytuacji nieregularnej akceptowaną przez duszpasterstwo i wspólnotę parafialną aktywność seksualną. Nie znamy takiej troski z Ewangelii.

 

Przedłużony w dokumencie papieskim konflikt synodalny o tyle nie ma sensu, że praktyka wyjątku i indywidualnej sankcji duszpasterskiej niczego nie zmieni w ogólnej praktyce sakramentalnej na Zachodzie. Rozwiązania zaproponowane w adhortacji tylko formalizują obecny stan rzeczy: praktykę Kościoła zachodniego, w którym poczucie grzechu zostało utracone i wszyscy gremialnie przystępują do stołu pańskiego, bez zakodowania potrzeby zmiany życia poprzedzonej sakramentem pokuty i spowiedzi (usznej). Jak za godnym naśladowania wzorcem podążają za Zachodem post- lub neokolonialne wspólnoty afrykańskie (Franciszek wystawia je na pokusę poligamii) i azjatyckie, zwłaszcza filipińska.

 

Łatwiejsze wybory duszpasterskie zawsze będą się szybciej upowszechniały: w odpowiedzi na adhortację Franciszka Konferencja Episkopatu Filipin otrzymała kuriozalny list duszpasterski swojego przewodniczącego arcybiskupa Socratesa Villegasa. Czytamy w nim:

 

"Papież wzywa nas, byśmy zapewnili ich [rozwodników], że jest dla nich zawsze miejsce przy stole grzeszników, gdzie Wszechmogący Pan ofiarowuje siebie jako pokarm dla nieszczęśliwych. (…) O jak cudowną rzeczą jest dla biednego i pokornego sługi spożywać Pana. To nakaz miłosierdzia, otwartość serca i ducha, które nie potrzebują prawa, nie czekają na wytyczne ani na niecierpliwe podszepty. To może i powinno nastąpić natychmiast."

 

II. Od pluralizmu do relatywizmu. Prądy sekularystyczne w Kościele

 

Stawiając tezę, że Bergoglio pompuje Kościół ideologicznie musimy wykazać, jakie trendy umysłowe zapuszcza się w mentalność Ludu Bożego.

 

Brak realnego pluralizmu i dwustandardy to zmora dzisiejszego procesu politycznego i kulturowego, a nawet albo zwłaszcza naukowego, która zagnieździła się w regułach synodalnej interakcji a stamtąd przeszła w papieską refleksję: wszystkie wady dyskusji synodalnej utknęły w nieszczęsnej adhortacji.

 

Jak papież miał wyciągnąć poprawne wnioski, skoro przyjął apriori, że wizja miłosierdzia liberałów najbardziej pasuje do Ewangelii? Można odnieść wrażenie, że głos w rozdziale VIII ma tylko jedna strona: dosłownie cytowani niemieccy purpuraci. Nie słuchano już nikogo kto w permisywnym modelu moralności wynajdował podstawowe braki. Jest to tym dziwniejsze, że ojciec święty wielokrotnie akcentował doniosłość pluralizmu i dialogu. Ale jaka jest jego natura?

 

U Bergoglio pluralizm łączy się ściśle z relatywizmem. Wbrew wzorowi ewangelicznego Jezusa, który ma odpowiedź na wszystko, na najbardziej zagmatwane kombinacje moralne i błyskawicznie rozpoznaje i reaguje na grzech i ludzką pożądliwość i wbrew soborowemu przekonaniu o pełni prawdy w Kościele papież zakłada, że nie ma ostatecznych odpowiedzi a o tym co prawdziwe decyduje sumienie ludzkie nie zaś najbardziej prawdopodobna opcja z katalogu opinii teologicznych.

 

Tak dosłownie Bergoglio nadaje kształt relatywizmowi i rezygnuje z funkcji nauczycielskiej:

 

"Nie wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie powinny być rozstrzygnięte interwencjami Magisterium. Oczywiście w Kościele konieczna jest jedność doktryny i działania, ale to nie przeszkadza, by istniały różne sposoby interpretowania pewnych aspektów nauczania lub niektórych wynikających z niego konsekwencji. Będzie się to działo, aż Duch doprowadzi nas do całej prawdy (por. Ewangelia Jana 16,13), to znaczy, kiedy wprowadzi nas w pełni w tajemnicę Chrystusa i będziemy mogli widzieć wszystko Jego spojrzeniem. Poza tym w każdym kraju lub regionie można szukać rozwiązań bardziej związanych z inkulturacją, wrażliwych na tradycję i na wyzwania lokalne".

 

Jest to echo po pierwsze ustrojowe. Po drugie subiektywistyczne.

 

Kościół długo opierał się demokracji liberalnej. Jej krytykiem był Jan Paweł II. Franciszek imituje i podnosi walory liberalizmu, które miałyby nadawać najbardziej pokojowe ramy współżyciu skonfliktowanych frakcji i światopoglądów. Następstwem takiej kohabitacji jest dyktatura liberalizmu jako kariatydy względnie idealnego i stabilnego pluralistycznego współżycia społecznego. Orientacja "przyzwalająca" wydaje się Franciszkowi najbardziej pokojowa i życzliwa ludziom. Dlatego jego zaufanie zdobyli hierarchowie radykalnie liberalni w gremium synodalnym.

 

Na podążaniu Kościoła pod przywództwem papieża za liberalną demokracją, jako bardziej nowatorską formułą jego wewnętrznego ustroju zaciążyły polityczne matryce. Bergoglio wyrósł w cieniu wojskowego reżymu, który został przezwyciężony przez jedną z najbardziej liberalnych latynoamerykańskich demokracji – wypracowaną przez argentyńską lewicę. Ów polityczny przeskok zaciążył na wyobrażeniu wewnętrznych stosunków w Kościele pooranym rozmaitymi skandalami, któremu przetrwanie gwarantowałaby pokojowa koegzystencja konserwatywnych i liberalnych standardów moralnych pod egidą dobrodusznego watykańskiego ojca będącego nie tyle autorytetem co moderatorem różnych prędkości i wizji. Tak oto następowałaby orientalizacja wspólnoty katolickiej, która na wzór prawosławnej mieściłaby w sobie autonomiczne episkopaty nadzorujące lokalne Kościoły. Interesującą sprzecznością w tej wizji jest fakt, że przerysowaniu sumienia wiernych towarzyszy niwelacja sumienia poszczególnych biskupów, którzy mieliby podporządkować się ogólnym programom duszpasterskim. To kolejna cecha nowego ustroju kościelnego, która staje w poprzek tradycji. Jak uczył Ratzinger ordynariusz wyrasta ponad episkopat, z którym zrzeszony jest fakultatywnie. Dzięki temu z mroków II-j wojny światowej wyłaniał się obraz Kościoła nonkonformistycznego.

 

III. Sumienie, wyjątek, norma

 

Ulubioną kategorią progresistowskich elit jest sumienie, jako instancja w pewnym sensie ostateczna. Ale tylko w pewnym sensie, bo jak wynika z biblijnej historii Bóg, min. w trosce o ludzi niezainfekowanych złem, niewiele się liczył z ludzką świadomością i odpowiedzialnością i tępił zachowania sprzeczne z mądrościową naturą, co stawało się obrazowym pouczeniem ludzkości.

 

Również w adhortacji widać rozluźnienie związku między formacją sumienia, tragicznie zindywidualizowaną a prawdą jako zgodnością z rzeczywistością, z której wynika nieretuszowana wolność człowieka. Ilustruje tę deregulację oświadczenie filipińskiego zgromadzenia biskupów zatytułowane "Prawda o Miłości i Miłosierdziu". Samowolnie zmieniono w nim naukę Kościoła o antykoncepcji.

 

- "Papież jakże słusznie zwrócił uwagę na dwie ważne zasady moralne: po pierwsze, mogą zaistnieć okoliczności, które zmuszają do ponownej oceny stanowiska odrzucającego sztuczne środki antykoncepcyjne; po drugie, zawsze powinny być brane pod uwagę poruszenia sumienia, tak długo jak dopełniamy wszelkich starań, by prawidłowo kształtować sumienie." – piszą azjatyccy hierarchowie.

 

Wybór podmiotu moralnego nie ma charakteru absolutnego, tak jak nie jest absolutną wartością ludzka wolność, i tak jak na każdym ludzkim wyborze ciąży na nim konsekwencja choćby w tak trywialnej postaci jak opór materii. Eufemizm, którym liberalni teologowie opatrują ludzkie decyzje, odcina ich od prostego faktu, że istnieje wybór zamykający, ostateczny, równający się z brakiem wyboru. O człowieku zanurzającym się w lodowatej wodzie mówimy samobójca. Akt desperacji ma miejsce w sytuacji bez wyjścia, ograniczonego wyboru. Dlatego w identycznie zawężonym przez grzech koszyku opcji mówienie o wielkości sumienia, zwłaszcza w kontekście warunku, jakim jest autentyczna wolność, wybrzmiewa zgrzytem.

 

Franciszek powołuje się na Katechizm Kościoła Katolickiego, który "wyraża się w sposób stanowczy: 'Poczytalność i odpowiedzialność za działanie mogą zostać zmniejszone, a nawet zniesione, na skutek niewiedzy, nieuwagi, przymusu, strachu, przyzwyczajeń, nieopanowanych uczuć oraz innych czynników psychicznych lub społecznych (…) niedojrzałości uczuciowej, nabytych nawykach, stanach lękowych lub innych czynnikach psychicznych czy społecznych."

 

Przywołane zdanie katechizmu nie można dosłownie instalować na gruncie duszpasterstwa rodzin, bo dotyczy ono nie tyle rodziny, czy wspólnoty małżeńskiej ale jednostki dotkniętej wadą psychiczną czy psychologiczną, np. częstym dziś uzależnieniem od seksu wirtualnego. W takim razie panaceum dla takich jednostek nie jest regulowanie ich pożycia seksualnego, lecz zachęta do zdiagnozowania uzależnienia i podjęcia terapii służących sanacji moralnej. Odniesienie takiej wady indywidualnej do diady małżeńskiej zaprowadza grzech społeczny, rozmywa odpowiedzialność i prowadzi w ślepą uliczkę, ponieważ nie "leczymy" tych uczestników systemu rodzinnego, którzy dotknięci są moralnym defektem lecz poddajemy przemianie abstrakcyjny z moralnego pułapu system. Jednym słowem czynnik psychiczny czy społeczny, na który powołuje się papież jest siłą rzeczy ograniczony do jednostki. Powstają w związku z tym rozliczne komplikacje nieprzewidziane w pochopnym stanowisku ojca świętego, który zakłada, że dodatnie uczucia przydawane przez fizyczne zjednoczenie poza przymierzem sakramentalnym mają związek z ludzkimi deficytami. Która strona w konkubinacie skłonna jest do poddania się seksualnemu imperatywowi? Czy przynoszący wątpliwą ulgę duchowni nie wchodzą w role sutenerów zachęcających mniej skłonną do ustępstw moralnych kobietę albo mężczyznę do grzechu?

 

Jeśli doprecyzowanoby definicję związku sakramentalnego, który spełnia kryteria duszpastersko-doktrynalne dla pełnego uczestnictwa w życiu Kościoła poszerzonego o karmienie się Eucharystią to odpowiedź na to pytanie byłaby przecząca, ale w budzącym te kontrowersje rozdziale VIII adhortacji, jakże ważnym dla papieża, nie ma mowy o braku pożycia seksualnego w związkach niesakramentalnych, tak jak mówi o tym Familiaris Consortio. Tymczasem każdorazowe przebaczenie i okazanie Miłosierdzia przez Boga opisane w Starym i Nowym Testamencie korespondowało z wezwaniem do zmiany życiowej i porzucenia grzechu.

 

Ulga i pocieszenie eucharystyczne dane z brakiem poszanowania wezwania "idź i nie grzesz więcej" mogą mieć odwrotny skutek do zamierzonego. Małżonkowie, którym dana zostanie złudna nadzieja zagoszczą w miejscu protestanckich wiernych poddanych trosce pastorów nieprzywiązujących wagi do wymagań chrześcijańskiej etyki seksualnej - w sednie rzeczy kapłani niemieccy nie będą się od nich różnić, a ponieważ papież sugeruje zejście procesu decyzyjnego na sam dół i oddaje go realnie w ręce spowiedników odejście od katolickiej etyki może przybrać tempo już nie masowe, ale totalne, gdyż rzadko który kapłan w tamtejszym społeczeństwie zdobędzie się na odwagę sprzeciwu bez narażenia się na odwet ze strony wiernych i zlaicyzowanych współbraci. Zawsze będzie też można znaleźć kapłana, który powołując się na papieża powie grzesznikom to, co oni chcą usłyszeć. Wtedy możemy już z całą pewnością mówić o konformizmie, grzechu społecznym i zachęcie do grzechu a "zmartwienie" Jezusa o to czy znajdzie on wiarę na ziemi urzeczywistni się.

 

Wizja sumienia, jaka wyłania się z adhortacji bliższa jest poziomowi dyktatury indywidualizmu, aniżeli kruchej, wrażliwej na natchnienia Ducha świętego metafizycznej i kontemplacyjnej kondycji ludzkiej. Człowiek sumienia, o którym mówi adhortacja Franciszka jest pewnym siebie, negocjującym z Bogiem swoje warunki powrotu do owczarni ideologiem zachodu.

 

Paradoks i haczyk zarazem tkwi w tym, że liberalni duchowni niedojrzałością i brakami psychologicznymi tłumaczą większość społeczeństwa i w ten sposób sytuacja wyjątkowa staje się powszechną, a powszechność przeradza się w normatywność, w sąsiedztwie której normy kanoniczne - z atencją wspominane w adhortacji - przeistaczają się w uregulowanie fikcyjne. Gdyby w ten sposób tłumaczyć społeczeństwa pierwsi chrześcijanie nikogo by nie nawrócili a gminy chrześcijańskie niczym nie różniłyby się od instytucjonalnych, państwowych przybytków rozpusty, którymi bywały nawet szkoły i środowiska edukacji. Żaden z duchownych niemieckich nie łudzi się, że sytuacja uczestnictwa w Komunii św. przez osoby rozwiedzione aktywne seksualnie będzie wyjątkiem w społeczności dotkniętej powszechną niewiarą w grzech, czyściec, odpowiedzialność eschatologiczną. Zaplanowane utwardzenie serc i mentalności niemieckich katolików - których odnowa musiałaby zacząć się od jaskrawego rozróżnienia godziwej i niegodziwej czynności seksualnej - znalazło oddźwięk w magisterium Kościoła z pełną premedytacją. Zapewne z lęku przed ich utratą i nadzieją na powrót.

 

Ile jeszcze świata w adhortacji? Od błędów metody do dyktatury

 

Obok pozornie respektowanego pluralizmu ze świata Bergoglio zaczerpnął mętność pojęć. Uważne rozeznanie podanej w adhortacji Amoris laetitia terminów - sytuacji nieregularnej, niedojrzałości/dojrzałości, wyjątku, trwania w związku niesakramentalnym, roztropności duszpasterskiej - prowadzi do wniosku, że są one niepełne, niespójne i wewnętrznie skonfliktowane. Naprędce konstruowane definicje (np. wprowadzona przez Kaspera sytuacja nieregularna) perforują doktrynę co nigdy nie powinno mieć miejsca i choć Franciszek pisze w pierwszej osobie, stara się być bezpośredni i bliski naraża swoje przemyślenia na hermetyczność i niezrozumiałość. Na taki styl bez ryzyka otarcia się o bełkot teologiczny może pozwolić sobie ktoś naprawdę zdyscyplinowany i wyrafinowany w myśleniu, jak na przykład Benedykt XVI.

 

Drugi powód chaosu który ogarnia dokument papieski - po zbytniej nadziei położonej w słabych liberalnych teologach - to niepewność teologiczna i filozoficzna samego Franciszka, który z wykształcenia nie jest wybitnym filozofem, jak był nim Karol Wojtyła, ani teologiem, jak jest nim Joseph Ratzinger. Bergoglio jest więc zdany na innych i staje naprzeciw ogromnego kryzysu, za którym stoi nie tylko potężna i sugestywna propaganda. W laicyzacji życia rodzinnego jak w soczewce skupiają się wielowiekowe herezje, doświadczone w przewrotach społecznych ideologie oraz idealistyczne i materialistyczne filozofie przemawiające do ludzi językiem współczesnej kultury a bez ugruntowania w filozofii realistycznej i zdrowej teologii papieżowi pozostało choć odrobinę zaczerpnąć od nich, czym zajęli się sprytni admiratorzy tych prądów. Obecny w marksizmie sceptycyzm poznawczy i moralny relatywizm zaraził przecież teologię wyzwolenia, która jest Franciszkowi bliska. Smród dialektyki wydobywa się przez to i z adhortacji, w której przeciwstawiane są sobie: doktryna i duszpasterstwo, rodzina pełna i dotknięta rozpadem, Kościół otwarty i tożsamościowo silny, prawo i miłość. Cenną umiejętnością Kościoła było porządkowanie wymienionych rzeczywistości. Rodzina niepełna ani nie była przeciwstawiana ani zrównywana z kompletną, ale ustawiana za nią. Cóż z tego że bliższe ideałowi rodziny są dziś w mniejszości, skoro potęga ich oddziaływania polega na modelowaniu stosunków społecznych. Pełna rodzina jest wzorem.

 

Miłosierdzie opisywane przez Franciszka ma częstokroć charakter społeczny, horyzontalny akcentujący równość między ludźmi a nie komunię z Bogiem, z której płynie impuls do poświęcenia życia.

 

Destruktywna opozycja między prawem i doktryną a miłością, którą Pan Jezus genialnie zniósł powróciła w oświeceniowej dialektyce wola - uczucie. Może ten właśnie element filozofii dekonstrukcjonistycznej jest najbardziej gorzki i odstający od tradycji Kościoła a pochodzi wprost z protestanckiego rozumienia usprawiedliwienia z wiary, które nie potrzebuje - często - dramatycznej "walki" człowieka.

 

W ślad za antagonizmami, które gonią strona za stroną dokumentu idą uogólnienia i stereotypizowanie. Dobry pasterz potępia zwolenników tradycji, w ten sam sposób jak zakwalifikował Donalda Trumpa, gdy w sprawie homoseksualistów jednoznacznie wypowiadał się: kimże jestem, żeby ich sądzić. Dwustandard?

 

W obrębie nauk humanistycznych bardzo częstym błędem metody jest odrywanie konkretnych wyników badawczych i zastosowań od wielkich tradycyjnych teorii. Badaczami kieruje ukryta intencja, która wpływa na wynik z założenia tylko obiektywny. Z czymś takim mieliśmy do czynienia na synodzie. Dobra intencja - pochylanie się nad zagubionymi wytarła wątpliwy skrót teologiczny. Część ojców synodalnych pośpiesznie przeszła na płaszczyznę duszpasterską pomijając warunek doktrynalny i z sprawy wyjątku, rzekomo neutralnego i marginalnego w świetle doktryny uczyniła centralne zagadnienie duszpasterstwa, które w socjologicznej dynamice Kościoła stanie się powszechnikiem. Nie upilnowano ważkich relacji między teologią moralną i biblijną, prowadzeniem duchowym i implementacją duszpasterską. W adhortacji te obszary wchodzą we wzajemną reakcję niekompetentnie i anarchicznie, dlatego jest to jeden z gorszych dokumentów w historii Kościoła, choć przyświeca mu szczytny cel.

 

Jednym z zabiegów świeckiej indoktrynacji jest opatrywanie niewiarygodnych legislacji uznanymi autorytetami. Adhortacja Franciszka naszpikowana jest odniesieniami do św. Tomasza i Jana Pawła II-go, tyle że w wielu miejscach całkowicie pomija intencje ich wpisów w doktrynę i duszpasterstwo Kościoła. (Wykazanie braku związku między takimi powołaniami a propozycjami zawartymi w adhortacji wymaga osobnej pracy). Najbliższy celowi adhortacji błędny przykład takiego zastosowania to związek niesakramentalny, w którym mężczyzna i kobieta, zgodnie z życzeniem i wyczuciem moralnym Jana Pawła, żyją jak brat i siostra, a nie jak kochankowie, czego oczekuje i co przewiduje - z uwagi na ich słabość moralną obecny papież. Takie nastawienie musi w przyszłości procentować wzrostem liczby konkubinatów. Trudno powstrzymać się od uwagi, że to właśnie zapewne praktykowana już w Buenos Aires przez Bergoglio tolerancja sakramentalna sprowokowała smutną statystykę zawieranych małżeństw: "tam już się nikt nie żeni". Ideolodzy są konsekwentnymi utopistami - i mimo, że coś nie działa (it doesn't work) implementują to dla dobra społeczeństwa/wspólnoty wiernych. W krajach, w których wiernym stawiane są wymagania ich liczba nie maleje, nie odchodzą oni od Kościoła. Dobrym przykładem służy upór duszpasterski Jana Pawła II. Ostrzegano go, że konfesjonały na Światowych Dniach Młodzieży w Kanadzie nie będą się cieszyły powodzeniem. Były oblegane. Podobny wydźwięk ma mierzony odwrotnie eksperyment rozwodowy. Dopuszczalność orzekania rozpadu więzi miała zlikwidować wiele problemów w pożyciu małżeńskim. Nie rozwiązały żadnego, zrodziły nowe i nasiliły stare.

 

Adhortacja nacechowana jest mnóstwem błędnych zastosowań, co też przybliża ją do ideologicznego przewrotu w świeckim systemie prawnym i politycznym przekładającym się na światopoglądową fikcję państwa: neutralność. W rzeczywistości organizacja społeczna nigdy nie nosi znamion pustki aksjologicznej. Państwo każdorazowo wyznaje jakieś wartości, co najwyżej w miejsce jednych wprowadza następne. Najczęściej masowo wyznawane wartości są zastępowane jakimś abstrakcyjnym kanonem elit. Kościół na Zachodzie dostosował się do tej dwuznacznej sytuacji rezygnując z zaprowadzania porządku publicznego zgodnego z Ewangelią pod osłoną innej, teologicznej fikcji, którą najlepiej określa katakumbowa wizja Kościoła. Miałby on być w mniejszości, koniecznie ubogi, przemawiający wyłącznie stylem bycia. Bierność publiczna Kościoła, implikowana myśleniem o nim w kategoriach wyidealizowanego, świeckiego wieczernika redukuje społeczną propozycję chrześcijańską do funkcji listka figowego dla sekularyzacji. Hierarchia katolicka wmawia sobie, że utrzymuje stanowisko w sprawach pryncypialnych. Oddając przedpole, katolicy przegrywają pryncypia. Echem takiego błędnego stanowiska społecznego jest kładąca się cieniem na adhortacji milcząca lub aktywna zgoda na edukację seksualną, cywilne związki gejów i prymat napięcia seksualnego w partnerstwach pozasakramentalnych. Konsekwencje tej aprobaty są daleko idące i nieprzewidywalne.

 

LGBT. Nie dla małżeństw, tak dla związków

 

Jeżeli, siłą rzeczy powierzchownie, wyodrębnimy stanowiska liberalne i konserwatywne na synodzie, to w obrębie takiej systematyki papież konsekwentnie stawał po stronie niemieckojęzycznych progresistów. To już wiemy z relacji etyki małżeńskiej naginanej w adhortacji.

 

Swoistym poparciem cywilnych związków jednopłciowych jest w adhortacji ich nieoprotestowanie, przez co należy rozumieć, że Watykan przyjmuje do wiadomości, bez zastrzeżeń ich istnienie w prawodawstwie świeckim. Taki pomysł miał min. lubiany przez Franciszka biskup sycylijski, oczywiście wspierany przez niezawodnych hierarchów niemieckojęzycznych.

 

Na synodzie nikt nie postulował zrównania związków gejowskich z małżeństwami. To oczywiste. Wahadło synodalne odchylało się od poszanowania autonomii państwa nadającego legalny, a tym samym uprzywilejowany status związkom jednopłciowym do zakazu takiej legalizacji będącej ostatnim piętrem do zrównania ich z małżeństwami. Strona liberalna nie widziała zagrożenia dla małżeństwa w unormowaniu sytuacji prawnej gejów i lesbijek. Papież podzielił tę opinię nie wyrażając sprzeciwu wobec jakiejkolwiek legalizacji tego typu partnerstw przez państwo, tak jak ten sprzeciw – precyzyjnie uzasadniony – wyartykułowała Kongregacja Wiary kierowana wcześniej przez kard. Ratzingera. Zachowując pozorną pryncypialność ojciec święty przesunął akcent z moralnej platformy na drugą, socjologiczną linię frontu wyzbywając tym samym stanowisko katolickie publicznych i konkretnych środków kontestacji i poddając bieg rzeczy naturalnej sekwencji antydyskryminacyjnej: jak powiesz A, musisz powiedzieć B.

 

Skoro świeckie stanowisko o legislacji par homoseksualnych zostało zasymilowane przez Kościół, zmuszeni jesteśmy polemizować z nim już nie na linii Kościół – świeckość, ale w obrębie Kościoła. Taka nowa sytuacja obezwładnia katolickich polityków. Zarówno prawo rodziców do wychowania intymnego swoich dzieci jak i małżeństwo pozostają w jej perspektywie bezbronne.

 

Argumenty ponowoczesnego prawnego pozytywizmu są do złudzenia podobne w każdej kolejnej batalii, co przemawia za jednym ich źródłem. Argumentuje się, że geje i lesbijki niczym się nie różnią od bezpłodnych mężczyzn i kobiet wchodzących w związek małżeński. Twierdzi się tak za milczącą zgodą Kościoła (min. w Portugalii, Austrii, Niemczech i krajach latynoamerykańskich, gdzie głos Kościoła jest słyszalny). Polacy nie dali się zwariować odgórnej presji kolonizującej antropologię i znaleźli odpowiedź na ten obrazoburczy (kaleczący obraz kobiety i mężczyzny w planie Bożym) zamach:

 

- Każda formalna postać związku pozamałżeńskiego dyskryminuje małżeństwo, ponieważ przenosi na taki związek nienależne przywileje z pokrzywdzeniem małżeństwa, które o tyle będzie nimi zubożone o ile związek nieformalny będzie nim ubogacony. Każda legalizacja jest w jakimś stopniu upodobnieniem do małżeństwa, które godzi w jego ochronę.

 

I kolejny argument: - tylko małżeństwo daje rękojmię rodzicielstwa biologicznego (generującego najmniej komplikacji prawno-psychologicznych; dziecko pochodzi od obojga rodziców), stabilnego i unikatowego gdy chodzi o ścieżkę rozwojową dziecka, dlatego tylko ono zasługuje na ochronę i przywileje zorganizowane w architekturze formalnej i uświęconej więzi. Choć nie każde małżeństwo ten potencjał wyzwoli.

 

Aby udowodnić więc, że pary jednopłciowe powinny być legalizowane, nie wystarczy stwierdzić, że prawo do sformalizowanego związku jest podstawowym prawem człowieka. Literalnie rzecz biorąc, tak bowiem nie jest. Z pewnością nie w tym sensie, że każdy obywatel ma prawo żądać zawarcia takiego związku kiedy i z kim chce.

 

Możemy domniemywać, że jeśli związki nieformalne - których adhortacja nie krytykuje - zostaną wprowadzone do porządku prawnego, to z czasem staną się masowo stosowanym substytutem małżeństwa, jak stało się to we Francji, zrelatywizują małżeństwo i dadzą tytuł do przejęcia wszystkich jego przywilejów pod pretekstem antydyskryminacji

 

Dlatego tak ważne było zdanie ojca świętego zachęcające katolików do obrony małżeństwa przez zapobieżenie jakiejkolwiek legalizacji pożycia niebędącego dozgonnym związkiem różnopłciowym. Zachowując na ten temat milczenie, papież zachował się jak neutralny Piłat obmywający ręce przed egzekucją Jezusa. Zastanawia dlaczego Kościół mając tak ogromne możliwości nie upowszechnił polskiego stanowiska i nie zaopatrzył nim Kościoły lokalne, także przez aktywność nuncjatury. Nie przedstawił go również w adhortacji. Żaden z krajów dramatycznie tonących pod ciosami siepaczy atakujących rodzinę nie został zaopatrzony przez Watykan w pomoc skutecznie aplikowaną, choćby w polskiej debacie o związkach partnerskich.

 

Rodzina i edukacja seksualna

 

W adhortacji Kościół otwarł furtkę transgresywnym programom deprawacji w skali społecznej: przystał na zastąpienie wychowania do życia w rodzinie edukacją seksualną oraz różne substytuty pełnej rodziny.

 

Nazewnictwo w polityce rodzinnej jest bardzo istotne, bo wyznacza ono standard i charakter narracji społecznej. Franciszek nie wie, że kupując z jarmarku nauk społecznych język i używając go w adhortacji obezwładnia treść, której zasadniczą wagę za sprawą samego terminu przesuwa na stronę profanum.

 

Seksualność nigdy nie była samodzielną kategorią kulturową i naukową. Zawsze skądś pochodziła, na czymś się utrzymywała. Były to takie gałęzie wiedzy jak prawo, pedagogika, medycyna (w wielu krajach jako składowa urologii), psychologia. Nie została wyróżniona na przykład w ważnym akademickim podręczniku pod redakcją wybitnego psychologa Jana Strelaua. Została w nim przypisana do rozdziału o różnicach indywidualnych.

 

W wychowaniu katolickim uczuciowość seksualna zawsze poprzedzona jest edukacją woli, najbardziej pierwotną i integralną. Tematyka o seksualności człowieka zarezerwowana jest dla relacji rodzinnej a wiedza o seksualności musi być rozproszona między biologię (ludzkie ciało, płodność, prokreacja), informację o systemie rodzinnym, aspektach prawnych seksualności itd. Skoncentrowana i wyodrębniona wiedza seksualna adresowana wprost do młodzieży każdorazowo obniża wiek inicjacji, wiąże ją z ryzykownymi zachowaniami i jest szkodliwa moralnie i psychologicznie. Edukacja seksualna nie występuje w naturalnym środowisku wychowawczym dzieci i młodzieży a wyabstrahowana radzi sobie jak silny toksyczny środek chemiczny. Tymczasem piórem papieża została ona przemycona w środowisko chrześcijańskie jako taki abstrakt.

 

Konstruktywne wzorce komunikacji seksualnej może przekazać jedynie ojciec i matka w rodzinie. Przekazując ich wyłączny mandat państwu sam papież odbiera młodym ludziom siłę, którą kształtuje wychowanie do życia w rodzinie, bowiem eliminuje praktycznie i teoretycznie edukację woli, o której nie wspomina i instaluje w jej miejsce tzw. edukację seksualną. Podsunięta przez zdradzieckiego kardynała Christopha Schönborna kategoria seksualna jest fundamentalnie fałszywa. Jest zorganizowanym formatem moralnego gorszenia.

 

Rodzina jest centralnym przesłaniem papieża. Ale nie zawsze jest to rodzina z planu Bożego, pogardliwie nazywana perfekcyjną lub idealną, czyli – zdaniem diabolicznych doradców papieża – nierealną i odstającą od kultury.

 

W oczach Boga nie można rzeczywistości zranionej przez grzech, deficytowej odrywać od pełnego obrazu pierwszej wspólnoty ludzkiej. Łaska Boża wypełnia luki i leczy rany, nawet kompensuje brak znaczących osób w systemie rodzinnym właśnie dlatego, że nie tracimy z oczu jej pełnego składu i wszystkich jej istotnych funkcji realizowanych przez wszystkich i poszczególnych członków rodziny.

 

Tymczasem Bergoglio tracąc z oczu doskonały system rodzinny, w znaczeniu "kompletny" i niedysfunkcyjny odcina ludzi od wysiłku skłaniającemu ku ideałowi. A jest to jedyna droga poradzenia sobie z deficytami rodzinnymi. Ukończony bieg św. Pawła to przecież sięgnięcie po to co niemożliwe, trudne i ofiarowane człowiekowi przez Boga u mety, czyli u końca życia, w jego podsumowaniu.

 

 Amoris laetitia: Co zostanie po Bergoglio? (cz. 2)



Amoris laetitia: Co zostanie po Bergoglio? (cz. 1) | 2 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Papież wpuszcza świat do Kościoła: jednak Komunia św. dla rozwodników
Arletta Bolesta sob, 9 kwi 2016, 11:08:16

Witam,

nt. kościelnego procesu o nieważność małżeństwa zapraszam również na mój blog.

dr Arletta Bolesta

adwokat kościelny

 
Powiew świata w Kościele? Zgubna recepta Komunii św. dla rozwodników
skierka sob, 9 kwi 2016, 14:34:03

 A coóżw tym dziwnego ? jeśli moje wiadomości są pradziwe to 30 kwietnia Franciszek ma odprawić mszę za ....Panie odpuść kościolówi ....Rotarianów , prawdopodobnie jest ich członkiem , z wolna cała ta układanka zbiera się w jedną całość , logiczną calość ...to zdrada !

 

Podejrzewałem , jego pobłażliwość wobec Episkopatu niemieckiego wiele mówi.Czeka nas rozłam większy niż w czasach luterańskich , o o tej mszy współpracy z masonami media ateistyczne powinny ochoczo ponformować ...taki mają interes , uderzą mocno.Lepiej być na to przygotowanym .

Moim zdaniem to nieuniknione , milczenie sprzyja wrogom , uderzą nagle na nieprzygotowanych wiernych , rozproszą .Nadchodzą czasy ostateczne...

 

Eh ! bezsilności ! siostro moja !

 

chociaż.... jest jeszcze możliwość Intronizacji ....Jemu nikt nie da rady .Polska nowym centrum chrześcijaństwa ?.... a dlaczego nie ?

 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,698 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń