Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Społeczne i pastoralne aspekty legislacji homoseksualnej w kontekście Synodu o rodzinie (cz. 1)

Puszczanie oka do legislacji homoseksualnych, a potem biadolenie nad rozlanym mlekiem, gdy instytucja jednopłciowego małżeństwa stała się faktem, to celowa i powtarzalna taktyka pewnych - możemy się domyśleć skorumpowanych - duchownych. 



Misją niniejszej analizy jest charakteryzacja specyficznej grupy w Kościele, która pociągnęła za sobą 2/3 synodałów debatujących o rodzinie. Jak się okazuje, myślą oni podobnie, zachowują się podobnie i na synodzie 2014/215 roku uciekając się do fauli grali jakby do jednej bramki. Nie należy dystansować się do ludzkiej strony Kościoła i synodu poświęconego rodzinie. Ona po prostu jest i waży na itinerarium Ludu Bożego powodując jego zagubienie we współczesnym świecie i wywołując kryzysy, z których wiele kończy się apostazją.

 

Kapłani, których przypisujemy do konserwatyzmu lub liberalizmu - nie z bezradności czy banalnego naśladowania świeckiego języka polityki, lecz w związku z tworzącymi się wewnątrz środowisk kościelnych podziałów - są solą ziemi. Nasi pasterze oddychają kulturą nasączoną wszystkimi zebranymi przez tysiące lat prądami myślowymi synkretyzowanymi przez ponowoczesność. Stamtąd, z kultury zabierane one są w teologię, gdzie zaczyna się zasadniczy problem: stają się inspiracją dla decyzji etycznych i ich podstaw. Myliłby się jednak ten, kto wyciągałby pesymistyczny wniosek z ułomności intelektualnej, może złej woli i konformizmu wysoko postawionym duchownych, którym zaufali wierni. Wyrasta przed nami zadanie rozpoznania filozofii w teologii i posłudze duszpasterskiej, wyśledzenia jej wpływu na rzeczywistość publiczną, gdyż żaden z hierarchów odpowiadających za swoją owczarnię nie jest neutralny ani politycznie, ani światopoglądowo. Kard. Frajno Šepera, poprzednik kard. Józefa Ratzingera na urzędzie prefekta Kongregacji Nauki Wiary, mawiał: "Kryzys Kościoła jest kryzysem biskupów".

 

W Kościele nie zwykło się mówić otwarcie o wzajemnych (świato)poglądach. Wynika to z miłości i szacunku. Ale są sytuacje gdy wolno otwierać rany i dialogować o sprawach trudnych i dzielących. To się może udać z Bożą pomocą. "Gdy prawda zatryumfuje i wspólnie ją odkryjemy radość rozleje się przez miłosierdzie". Bez prawdy to niemożliwe i nie będziemy autentycznie zjednoczeni. Nie warto się łudzić, że nasz Kościół lokalny jest wolny od destruktywnych zależności. Jeśli w Polsce nie znajdziemy mądrej, zbudowanej na realizmie odpowiedzi, ucierpi na tym Kościół powszechny.

 

Podejmuję drobną próbę wychwycenia motywów moralnych dotyczących homoseksualizmu mocowanych w świeckiej i teologicznej myśli, które poruszają sercami i umysłami.

 

**

 

Gigantycznym przełomem dokonanym przez układ judeochrześcijański było zabsolutyzowanie małżeństwa pod względem formalnym i rzeczywistym, także przez wyeliminowanie z powierzchni publicznej wszelkich pozostałych relacji seksualnych. Dziś ten przełom, któremu towarzyszyło usunięcie w cień poligamii i politeizmu, cofa się przez stopniowe nadawanie praw i przywilejów innym więziom partnerskim niż małżeństwa monogamiczne przez co stają się one podobne małżeństwu w praktyce i mentalności społecznej. Zatarcie w agendzie legislacyjnej różnicy między jednymi a drugimi związkami wysysa je z ludzkiej świadomości, podważa ich sens i relatywizuje ich tożsamość. Utopijna wersja tej samej sztuki miłości chrześcijańskiej głosi, że małżeństwo może utrzymać status wartości absolutnej bez niszczenia pozostałych seksualnych pomników wystawionych do publicznej czci, zatem nie należy przeciwstawiać się alternatywnym wobec małżeństwa instytucjom partnerskim.

 

Aktywność rzecznika hiszpańskiej Konferencji Episkopatu, arcybiskupa Lizbony czy kardynała Schönborna na polu walki z rzekomą dyskryminacją gejów i lesbijek była wyraziście wyregulowana - skalkulowana i przewidywalna - pod kątem sekularystycznej instytucjonalizacji homoseksualizmu dokładnie w poprzek sugestiom Kongregacji Wiary. Totalnie antydyskryminacyjny – bez oglądania się na zasady sprawiedliwości społecznej i dobra wspólnego – wydźwięk ma, czasami milcząca, innym razem wyartykułowana, zgoda papieża i nadzorowanej przez niego pajęczyny urzędniczej na równouprawnienie cywilnych praw partnerstw gejowskich. Czy możemy sobie wyobrazić, jakie będzie kolejne po uznaniu związków jednopłciowych ustępstwo postchrześcijańskiej cywilizacji pod naporem poligamicznego islamu? Jakich argumentów użyją wspierane przez setki - krajowych i międzynarodowych - dykasterii prawniczych muzułmańskie rodziny, w których zgodnie, za obopólną zgodą wespół żyją dorośli, nieprzymuszeni ludzie w trójkątnych czy poczwórnych relacjach? 

 

Sodomia

 

Sodoma i Gomora to dwa z pięciu miast, położonych na południowym wybrzeżu Morza Martwego, które - z wyjątkiem Soaru - uległy zagładzie na skutek apokaliptycznego kataklizmu: spadł na nie palący kwaśny deszcz. Autorzy biblijni dostrzegają w tej katastrofie karę, jaką Bóg zesłał na siedliska sumeryjskiej cywilizacji z powodu grzechów ich mieszkańców (Rdz 14; 19,24). Społeczność nadmorskiej metropolii była zła, dopuszczała się ciężkich przewinień wobec ludzi i Boga.

 

Występne życie Sodomitów stało się od czasów biblijnych przysłowiowe (Rdz 14; 18,16-21; Pwt 29,22). Osiedlił się wśród nich Lot, gdy opuścił Abrahama. Aniołowie wyprowadzili go tuż przed spaleniem aglomeracji, co jemu i jego rodzinie, za wyjątkiem żony, która oglądnęła się w stronę miasta, uratowało życie.

 

Sodomia w metaforze biblijnej jest synonimem braku nawrócenia i grzechu bezbożności (Bogusław Widła 2003. Słownik antropologii Nowego Testamentu, str 246). Wytwory ludzkiej kultury, miejskie osady były widziane przez autorów biblijnych, także NowegoTestamentu, jako konkretne miejsca i czas obrócone przeciw Bogu. Św. Piotr napomina: "także miasta Sodomę i Gomorę obróciwszy w popiół skazał [Bóg] na zagładę dając przykład [kary] tym, którzy będą żyli bezbożnie, ale wyrwał sprawiedliwego Lota, który uginał się pod ciężarem rozpustnego postępowania ludzi nie liczących się z Bożym prawem." (Drugi List św. Piotra (2, 6 – 7).

 

Paul Achtemeier (2004. Encyklopedia Biblijna, str 1127) za punkt wyjścia w rozumieniu grzechu sodomskiego uznaje to, że mężczyzna i kobieta są dla siebie partnerami naturalnymi. - Jednym z grzechów, z którym zmaganie się modeluje treść nawrócenia jest - sprzeczny, w wizji biblijnej, z naturą - nierząd : "A pozostali ludzie, nie zabici przez te plagi, nie odwrócili się od dzieł swoich rąk, tak by nie wielbić demonów ani bożków złotych, srebrnych, spiżowych, kamiennych, drewnianych, które nie mogą ni widzieć, ni słyszeć, ni chodzić. Ani się nie odwrócili od swoich zabójstw, swych czarów, swego nierządu i swych kradzieży." (Ap 9:20-21 BT). Apokalipsa, która wypomina ludzkości jej występki nie rewiduje samej przeszłości. Jest eschatologicznym wglądem w przyszłość, który z przyszłości podąża za człowiekiem w teraźniejszość i daje mu najgłębszy z możliwych motyw do zmiany.

 

Jezus porównuje grzech Sumerów z nad Morza Martwego z winą współczesnych mu Żydów (Mt 10,15). Ponieważ nie jesteśmy gorsi, ani lepsi niż współcześni mu mieszkańcy Palestyny rzeczywistość grzechu uosabianego przez Sodomę jest aktualna w naszych czasach.

 

Zestawiając biblijne definicje sodomii można powiedzieć, że jest ona splotem warunków społecznych, które uwalniają człowieka od porządku Bożego do własnych bezbożnych pomysłów na siebie. Miasto bezbożne niszczy człowieka w jego podobieństwie do Boga poprzez cały aparat ucisku i stanowionego prawa, które ukrywają się za udawaną wolnością i samorealizacją. Deprawacja dzieci i młodzieży to szczyt takiej bezbożności. Z całą pewnością mamy z nią do czynienia tak w instytucji jednopłciowych związków cywilno-prawnych, jak w małżeństwach homoseksualnych. 

 

Zdeptane miasto Boga. Jak otwarto sodomitom bramy Rzymu

 

Tłumy, które wiosną 2016 r. przeszły ulicami Rzymu nie osiągnęły swoich celów, ponieważ stolica apostolska uznała, że nie warto wspierać ruchu społecznego, który jest "przeciwko homoseksualistom".

 

Po wszystkim, czyli po zalegalizowaniu partnerstw homoseksualnych nad Tybrem, papież przyjął na audiencji prywatnej powszechnie szanowanego Massima Gandolfiniego, przewodniczącego Komitetu "Brońmy naszych Dzieci", na którego wezwanie milion Włochów demonstrowało niezadowolenie z inicjatywy ustawodawczej lewicy. Profesor przyznał, że od dawna bezskutecznie zabiegał o tę audiencję, uważał bowiem za stosowne poinformować stolicę apostolską o krokach podjętych w obronie rodziny we Włoszech tłumacząc ich sens. Jednak 30 kwietnia br. tak naprawdę gęsto tłumaczył się przed ojcem świętym z stawianych jego akcji zarzutów homofobiczności. Zdaniem oskarżycieli z liberalnych biskupich kręgów (którym Franciszek ufa najbardziej i uznaje je za wielkie teologiczne autorytety) miałby takim być tylko dlatego, że Włosi nie akceptowali prawnego uznania par jednopłciowych, co sam papież, ruch Focolari i część episkopatu Włoch zinterpretowała, jako złośliwość względem homoseksualistów. - "Promując rodzinę, nie można występować przeciw czemuś albo komuś" - twierdzono.

 

Czy to, że przedstawiciel potężnego laikatu, który odważnie stanął w obronie małżeństwa i rodziny, został przyjęty przez ojca świętego dopiero po rozstrzygnięciu tej bitwy, czyli po zalegalizowaniu związków gejowskich, było przypadkiem? Gdyby papież otwarł się na Gandolfiniego przed tą batalią, Komitet dostałby niezwykłą legitymizację i Włosi byliby zmobilizowani w takim stopniu, że władza być może musiałaby poddać rezygnacji swoje bezbożne projekty. W rezultacie spóźnionej wizyty bezprecedensowy ruch społeczny zredukował swoje żądanie do sprzeciwu tylko wobec małżeństw gejowskich. Urząd św. Piotra dyskretnie wymógł na jego liderach zgodę na prawną instytucjonalizację związków jednopłciowych - w zastępstwie włoskich katolików i episkopatu Italii kardynał sekretarz stanu Parolini zawarł nieformalną ugodę z premierem Renzim, że geje i lesbijki pozyskają część przywilejów przysługujących do tej pory tylko małżonkom, nie będą się jednak nazywali małżeństwem i nie będą mogli adoptować dzieci.

 

Przedstawiciele Watykanu byli bardzo zadowoleni z kompromisu. Gorzej z prezydium episkopatu włoskiego, który został wyręczony przez Paroliniego. Kardynał Bagnasco nie poddawał się: uprawniania małżonków przeszły do par jednopłciowych pod inną nazwą. - Partnerstwa gejowskie zostały upodobnione do małżeństwa a w związku z tym kwestią czasu jest, jak do Strasburga popłyną pozwy o ich dyskryminację i walka o zrównanie będzie musiała wcześniej czy później skończyć się na zidentyfikowaniu formalnym i merytorycznym gejów z małżonkami: mężczyznami i kobietami - przewidywał. Ustawa włoska używa sformułowania "simile-matrimonio", czyli "podobne-małżeństwu", i stwierdza, że rozwiązanie tej instytucji dokonuje się wyłącznie na drodze postępowania rozwodowego. 

 

Stanowisko liberalne w Kościele: tak dla związków, nie dla małżeństw jednopłciowych

 

Ponieważ schemat włączania homoseksualizmu w prawodawstwo i struktury edukacji został przetestowany na protestanckich organizmach państwowych, biskupi z Kolumbii, Austrii, Argentyny, Portugalii czy Hiszpanii mogli łatwo przewidzieć algorytm stopniowania i realizowania żądań rzekomo antydyskryminacyjnych, które nigdy nie poprzestawały na części uprzywilejowania. Mimo to kardynał Rubén Salazar, arcybiskup Bogoty publicznie formułował stanowisko Kościoła: "Osoby homoseksualne mają prawo żyć razem. Powinny mieć możliwość zalegalizowania swojego związku i posiadania wszystkich praw gospodarczych".

 

Od tej opinii nie odbiegają liczni liderzy niemieckojęzycznych katolików. Abp Schönborn z Wiednia uważa, że relacje i związki osób tej samej płci są we współczesnej Europie faktem i zasługują na szacunek. "Na pewno w kategoriach cywilnych należy im się tolerancja: w nauce katolickiej nie ma miejsca na to, co słusznie można nazwać przestępstwami z nienawiści i mową nienawiści" - kwitował dyskusję o homoseksualizmie. Ksiądz kardynał wspominał, że podczas wizyt w szkołach jest często pytany, dlaczego Kościół sprzeciwia się małżeństwom homoseksualnym. Jego odpowiedź była zawsze taka sama: Kościół nie sprzeciwia się małżeństwom homoseksualnym, bo nie może sprzeciwić się czemuś, co nie istnieje. Dla Christopha Schönborna jest, mimo to, jasne, że muszą być zabezpieczone i przyznane cywilne prawa związkom tej samej płci. Wiedeński dostojnik przyznaje, że żywi wielkie uznanie dla homoseksualistów, którzy żyją ze sobą wiernie i niosą sobie nawzajem pomoc. "Takie rzeczy trzeba szanować" - twierdził. - "Osobiście znam w Wiedniu taką parę, która żyje w zarejestrowanym związku. Gdy jeden z partnerów ciężko zachorował, drugi się od niego nie odsunął. To, jak jeden troszczył się o drugiego było cudowne, ludzkie i chrześcijańskie" – przekonywał. Dowodził, że Jezus Chrystus mówił ludziom, że także celnicy i prostytutki wejdą do Królestwa Niebieskiego. Austriacki purpurat uważa, że "biskupi i księża mogliby się często pokłonić przed przykładnym, ludzkim zachowaniem homoseksualistów – nawet, jeżeli nie mogliby zaakceptować takiej formy seksualności". W 2006 roku niemieckojęzyczna Katolicka Agencja Informacyjna doniosła, że w katedrze wiedeńskiej, macierzystym kościele kardynała, w dniu św. Walentego duchowni udzielili błogosławieństwa osobom ze związków partnerskich, w tym parom homoseksualnym.

 

Przydanie "trwałym" związkom jednopłciowym dodatkowych przywilejów jest tożsame z programem duszpasterskim większości niemieckich diecezji. Doświadczenie Kościoła niemieckiego pokazuje, że przemieszczenie przywilejów małżeństwa nieuchronnie kończy się na merytorycznym unicestwieniu granicy między małżeństwem jako wspólnotą obłożoną szczególnymi zobowiązaniami stabilizującymi a z definicji niestabilnymi i nieprokreacyjnymi związkami.

 

Konstytucyjny projekt dla LGBT zrodził się wśród polityków CDU będących zarazem byłymi i obecnymi członkami Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików (ZdK), największej organizacji świeckich w Niemczech działającej w ścisłym porozumieniu z episkopatem. W ocenie szefa ZdK Thomasa Sternberga, byłego szefa tej organizacji Aloisa Glücka, a także Dietera Althausa przyznanie związkom homoseksualnym dodatkowych przywilejów jest kwestią sprawiedliwości. Działacze uważają, że "należy objąć je taką ochroną prawną, jaką cieszy się małżeństwo, a wszystko umocować w konstytucji". W opublikowanej w internecie odezwie "Głos w sprawie małżeństwa i jednopłciowych związków partnerskich" laikat nadreński pisał, że poprzez przybliżenie prawnej sytuacji homozwiązków i małżeństw można będzie wykazać dla tych pierwszych "właściwy szacunek" a zarazem zaprowadzić pożądane zmiany "w ważnej kwestii społeczno-politycznej". Podkreślano przy tym, że nie ma planów na pełne zrównywanie związków jednopłciowych z małżeństwem. Nawet jeżeli "obie formy współżycia" powinny być tak samo chronione przez konstytucję, to należy zagwarantować małżeństwu pewną odrębność. Jest tak dlatego, że w związku różnopłciowym mogą przyjść na świat dzieci, a państwo niemieckie powinno być "zainteresowane przyszłością społeczeństwa i przyszłych generacji, nawet, jeżeli nie interesuje się ich seksualnością". Nie ma na razie powodu, by podmieniać "swoisty profil małżeństwa". Jednak, jak sądzą sygnatariusze odezwy, "trwałe homozwiązki, w których partnerzy przejmują za siebie odpowiedzialność, zasługują na lepszą opiekę państwa". Nie pierwszy raz chadeccy politycy reklamowali postulaty lewicy wypowiadajacej się w imieniu homoseksulistów. Gdy Komitetowi przewodniczył Alois Glück, organizacja nawoływała do wprowadzenia w Kościele błogosławieństw par homoseksualnych. Nowe władze ZdK na wielkim festiwalu – Dniach Katolika – zapewniły środowiskom homoseksualnym nadzwyczajny dostęp do paneli dyskusyjnych, gdzie zachwalały ideologię gender.

 

Schemat nasilenia żądań przez środowiska homoseksualne pozostaje w Niemczech ten sam co w innych krajach. Absurd błędnego koła jaki ten schemat wywołuje nie obraża racjonalności i niczego nie uczy protagonistów związków jednopłciowych, którzy zarazem przeciwni są otwarciu instytucji małżeństwa dla gejów i lesbijek. Choć obecnie w Niemczech legalne są jednopłciowe związki partnerskie, to elitom wydaje się niewystarczające poprzestanie na nich. Zaznaczyła to minister środowiska Barbara Hendricks z SPD, której zdaniem trzeba w Niemczech wreszcie "dopełnić konieczności", wprowadzając "prawdziwe równouprawnienie" i definiując w konstytucji małżeństwo jako związek także między osobami tej samej płci. Minister Hendricks, która sama żyje w związku partnerskim z kobietą forsuje projekt wprowadzający homomałżeństwa do dyskusji w Bundestagu.

 

Podobne zdanie jak to arcybiskupa Wiednia (związki partnerskie – tak, małżeństwa homoseksualne – nie) wygłosił wcześniej kardynał Theodore McCarrick, emerytowany arcybiskup Waszyngtonu:

 

"Gdyby przyszła do mnie para gejów lub lesbijek powiedziałbym im: starajcie się być najlepszymi jak tylko możecie, starajcie się być pełni wiary jak tylko możecie, bądźcie dla siebie i innych przyjaciółmi. My katolicy wierzymy, że małżeństwo może być tylko związkiem kobiety i mężczyzny. Ale jeśli chodzi o związki partnerskie to ja nie mam z nimi problemu. Należą im się prawa".

 

Na rzecz legalizacji związków homoseksualnych wypowiedział się sycylijski biskup Domenico Mogavero z Mazara del Vallo. - "Sytuacja, w której związki homoseksualne są traktowane przez państwo tak, jakby ich nie było, sprzeciwia się chrześcijańskiemu miłosierdziu i uniwersalnym prawom człowieka" - przekonywał. Biskup podkreślał w swojej wypowiedzi dla La Stampy, że cywilnoprawne uznanie takich związków nie powinno prowadzić do zrównania ich z normalnymi małżeństwami. Jego zdaniem należy jednak zapewnić homoseksualnym związkom np. prawo do przejmowania emerytury po zmarłym partnerze.

 

Tor myślenia i działań hierarchów niesprzeciwiających się legalizacji związków jednopłciowych jest ten sam. Ich głos w krajach katolickich mógł przechylić debatę na stronę niekorzystną dla nowych legislacji, ale oni woleli doszukiwać się pierwiastków dobra u par homoseksualnych i ubolewali nad dotychczasowym dyskryminacyjnym językiem Kościoła Kardynał John Dew z Nowej Zelandii na synodzie do spraw rodziny nawoływał do jego zmiany. Szczególnie buntował się przeciw katechizmowej frazie o "wewnętrznym nieuporządkowaniu", gdyż według niego jest "zbyt obraźliwa". Sam papież Franciszek, Jorge Bergoglio pobrał osobistą lekcję od LGBT w Argentynie. "Taktyka salami"  dajcie nam wpierw związki, potem dzieci a potem nazwijcie małżeństwami - nie została przez niego oprotestowana. Gdy wystąpił przeciwko małżeństwom gejowskim, było już za późno. W 2010 roku - w obliczu groźby zrównania związków gejowskich z małżeństwem - zaproponował tożsamą, co w Buenos Aires instytucjonalizację związków gejowskich w państwie, jako alternatywę dla małżeństwa. Nic to nie dało. Tym to dziwniejsze, że siedem lat wcześniej na terenie jego archidiecezji, czyli w dystrykcie Buenos Aires, takie rozwiązanie wprowadzono bez słowa sprzeciwu ze strony Kościoła, czyli ze strony samego Bergoglio. Intencją ordynariusza Buenos Aires, którą podawał publicznie, było zapobieżenie dopuszczenia osób homoseksualnych do małżeństwa poprzez "załatwienie ich spraw" w związkach partnerskich. - Jeśli damy im załatwić ich sprawy w związkach partnerskich, dadzą spokój małżeństwu - sądził. Podzielał przy tym "humanistyczny punkt widzenia" postrzegający legalizację pożycia homoseksualnego przez pryzmat istotnych wartości społecznych (por. Jezuita. Papież Franciszek. Wywiad rzeka z Jorge Bergoglio, Rubin Sergio, Ambrogetti Francesca 2013). W kilka lat później, jako przewodniczący episkopatu musiał pogodzić się z zaprowadzeniem instytucji homoseksualnego małżeństwa w całym kraju.

 

Papież upatrywał mocy diabła w chęci sięgnięcia po małżeństwo przez homoseksualistów, lecz zły duch nigdy nie zaczyna od wielkich żądań. Rozpoczyna od drobnostek. Jezuita nie mógł tego nie wiedzieć w chwili instalowania związków partnerskich, które poparł z całej siły swojego hierarchicznego autorytetu. Czy diabła wtedy, w Buenos Aires nie było?

 

Wyrozumiałość dla homoseksualistów w kontekście prawnym Bergoglio powtórnie wyraził jako papież. – "Małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Kraje laickie chcą zalegalizować związki partnerskie, by uregulować rozmaite sytuacje współżycia - aspekty ekonomiczne i względy związane z opieką zdrowotną. Mowa o rozmaitych formach wspólnego życia(...). Trzeba patrzeć na różne przypadki i oceniać je zgodnie z ich różnorodnością".

 

Zakamuflowaną formą wywierania presji na lud katolicki była specjalnie zaprojektowana ankieta przedsynodalna, której celem mogło być również zademonstrowanie rzeczywistości grzechu przed wiernymi, jako faktu społecznego, przed którym nie ma odwrotu (nie możemy zmienić rzeczywistości). Rozesłane do biskupów 38 pytań do świeckich sugerowały tematykę III-go Zgromadzenie Nadzwyczajnego Synodu Biskupów. Kilka z nich dotyczyły związków osób tej samej płci:

 

a) Czy w Twoim kraju istnieje prawo państwowe uznające związki cywilne osób tej samej płci i czy są one zrównywane w jakikolwiek sposób z małżeństwem? 

b) Jaki jest stosunek Kościołów lokalnych wobec państwa jako promotora cywilnych związków między osobami tej samej płci oraz wobec osób zaangażowanych w tego typu związki? 

c) Jakie działania duszpasterskie można podjąć w stosunku do osób żyjących w związkach homoseksualnych? 

d) W przypadku związków osób tej samej płci, które adoptowały dzieci, co może być zrobione w kwestii przekazywania wiary dzieciom?

 

Polscy biskupi nie uznali za stosowne przedstawić kwestionariusza do wypełnienia pomimo jego upowszechnienia w innych krajach. Stanisław Grygiel, bliski Karolowi Wojtyle teolog wyrażał się pejoratywnie o ankiecie i jej spodziewanych efektach. Mówił:

 

"Błądzi ten, kto szuka zrozumienia muzyki miłości w podsumowaniach ankiet i na ich podstawie tworzy antropologię życia i rodziny, gdyż tak postępują z człowiekiem marksiści, według których praxis decyduje o prawdzie, a nie prawda o praxis. Może to doprowadzić do sytuacji, iż pasterze porzucą głębokie teologiczne i duchowe myślenie (fanum) i będą działać 'in pro-fano'. Jeżeli benedicto peccati (dobre mówienie, błogosławienie) grzechu zadomowi się w duszpasterskiej praxis, Słowo Boga Żywego zostanie wtrącone do więzienia przez Wielkiego Inkwizytora Fiodora Dostojewskiego, a potem wygnane ze społeczeństwa z zakazem powrotu. Pozwoli to kapłanom rozgrzeszać człowieka nie tylko z grzechów popełnionych wczoraj, ale także z trwania z nich w przyszłości".



**

 

Duchowni optujący za związkami homoseksualnymi zajmują następujące, rzeczywiste stanowisko:

 

1.  Związki homoseksualne są faktem prawnym i kulturowym. 

2.  Kościół jest historycznie winien nietolerancji wobec gejów i szacunek dla nowych rozwiązań prawnych jest formą rekompensaty. 

3.  Przeciwdziałanie związkom jednopłciowym jest częścią postaw nietolerancji i nienawiści wobec LGBT. 

4.  Dalej, sprzeciw Kościoła wobec instytucjonalizacji LGBT jest wyrazem klerykalizacji sfery prawodawczej i politycznej. 

5.  Nie istnieje analogia teologiczna między małżeństwem a konkubinatem homoseksualnym, ale jest analogia moralna (np. "ćwiczenie się w wierności"), prawna i socjologiczna. 

6.  Analogia prawno-socjologiczna i moralna miedzy związkami homoseksualnymi i heteroseksualnymi jest bardziej adekwatna społecznie aniżeli analogia między związkami kazirodczymi i bigamicznymi a małżeństwem kanonicznym. 

7.  Realizacja seksualna poza małżeństwem jest dopuszczalna i wyrazem tej dopuszczalności jest poparcie dla związków homoseksualnych lub co najmniej neutralna względem nich postawa Kościoła. 

8.  Włączenie poparcia dla legislacji homoseksualnej do agendy Kościołów lokalnych jest wyrazem przeciwdziałania niesłusznej dyskryminacji gejów i lesbijek. 

9.  Ciągłość nauczania Kościoła nie jest obowiązującym moderatorem duszpasterstwa.

10. Odrębność antropologiczna małżeństwa nosi znamiona fikcji, pustej symboliki i jest niepraktyczna.

11. Tożsamość i mentalność są relatywne i drugorzędne względem wartości, jakie przedstawiają inkluzja i otwartość.

 

Zwłaszcza ten ostatni punkt uwiera niestarannych teologów. Sam papież popełniał na jego tle liczne gafy. Franciszek gubił się w odpowiedzi na zaczepki dziennikarzy: "nie pamiętam dobrze tego dokumentu". Był pytany o to czy "nadal posiada wartość" dotycząca doktryny nota Kongregacji Doktryny Wiary z roku 2003, która zabraniała katolickim politykom uczestniczyć w legalizacji związków między osobami tej samej płci. Powyższe miało miejsce podczas konferencji prasowej i lotu powrotnego z Meksyku, 17 lutego 2016 roku, tuż po tym kiedy prawo tego rodzaju miało właśnie zostać zatwierdzone we Włoszech.

 

Papież i wierni mu biskupi rezygnują z dyskryminacji pozytywnej opartej na sprawiedliwości, której przeciwstawia się miłosierdzie i podają sprzeczny sam w sobie komunikat, który mieści tę ostentacyjnie wypowiedzianą rezygnację, inkrustowaną różnymi izmami, oraz przekreślenie analogii między związkami jednopłciowymi a małżeństwem budowanej wokół komplementarności płciowej. W praktyce społecznej oddźwięk znajduje pierwsza część komunikatu, druga zostaje – zgodnie z zasadą sprzeczności - zniesiona. Znaczenie komplementarności i prokreacyjności jest umniejszone przez twierdzenie, że "istnieją małżeństwa" bezdzietne. Podkreślenie braku analogii nie ma już sensu, gdy upodabniamy oba typy związków tak pod względem prawnym, w imię niedyskryminowania jak mentalnym, twierdząc, że wyrazy miłości pozostają te same między homoseksualistami a kobietą i mężczyzną. Deklaracja o braku analogii nie ma wydźwięku praktycznego i mentalnego, gdyż likwidując progi dyskryminacyjne przez zaniechanie dyskryminacji pozytywnej i wyróżnienie grupowe homoseksualistów oraz poszerzając czy wręcz przeprowadzając, wbrew deklaracjom, analogię miłości sytuujemy w praktyce pary jednopłciowe po tej samej stronie co pary heteroseksualne. Jeśli te ostatnie nie są wystarczająco odrębne, tożsamościowo inne i lepsze, to wybór małżeństwa nie ma odpowiedniej nośności i motywacji. Zasada inkluzji będąc bardziej konstytutywna dla papieża poszukującego zaginionych owiec eliminuje odrębność małżeństwa podtrzymywaną przez poznawczą ocenę i porównanie w dół. Podkreślenie różnicy między małżeństwem i konkubinatem, także homoseksualnym umacnia pozytywne aspekty małżeństwa, które bez tego różnicowania nie byłyby dostrzegalne i realizowane za sprawą perspektywy poznawczej.

 

Integralne stanowisko katolickie w sprawie związków homoseksualnych

 

Powyższe wypowiedzi lub pośrednio formułowane opinie hierarchów katolickich stają, niestety, w całkowitej sprzeczności z dotychczasowym magisterium precyzowanym w instrukcjach Kongregacji Nauki i Wiary oraz w Katechizmie.

 

Jeden i drugi dokument Kościoła zalecają:


1.  Nierozpoznawanie związków gejowskich i konkubenckich. 

2.  Sprawiedliwą, na przykład ze względu na kompetencje i wkład społeczny małżeństw, dyskryminację. 

3.  Wstrzemięźliwość seksualną w sytuacjach pozamałżeńskich.

 

W 2003 r. Kongregacja Nauki Wiary kierowana przez kard. Josefa Ratzingera wydała za zgodą papieża Jana Pawła II oświadczenie, w którym stwierdzono m.in.: "Prawne uznanie związków homoseksualnych albo zrównanie ich z małżeństwem oznaczałoby nie tylko aprobatę zachowania wewnętrznie nieuporządkowanego i w konsekwencji uczynienie go modelem dla aktualnego społeczeństwa, ale też zagubienie podstawowych wartości, należących do wspólnego dziedzictwa ludzkości". W dokumencie pt. "Uwagi dotyczące projektów legalizacji związków między osobami homoseksualnymi" czytamy, że ustawa uznająca takie związki byłaby "głęboko niesprawiedliwym prawem", które "przysłaniałoby niektóre fundamentalne wartości moralne i zdewaluowały instytucję małżeństwa".

 

Ludziom Kościoła i katolickim politykom udzieliła się już w końcu lat 90. płytka retoryka apologetów zrównania związków jednopłciowych z heteroseksualnymi małżeństwami. Zasadzała się ona na twierdzeniu upowszechnianym do znudzenia w mediach, że te pierwsze niczym nie szkodzą tym drugim. Kongregacja Ratzingera ripostowała:

 

"(…) w jakim sensie może być przeciwne dobru wspólnemu rozporządzenie, które nie nakazuje żadnego szczególnego zachowania, a ogranicza się do prawnego uznania faktycznej rzeczywistości, która pozornie wydaje się nie powodować niesprawiedliwości wobec nikogo. W tym względzie należy rozważyć przede wszystkim różnicę istniejącą między zachowaniem homoseksualnym, jako zjawiskiem prywatnym, a tym samym zachowaniem, jako relacją społeczną prawnie przewidzianą i zaaprobowaną, włącznie z nadaniem jej rangi jednej z instytucji systemu prawnego. Drugi przypadek nie tylko jest o wiele poważniejszy, ale przybiera zasięg o wiele większy i głębszy, przez co prowadziłby do zmian całego porządku społecznego, które okazałyby się sprzeczne z dobrem wspólnym. Prawa cywilne są zasadami ukierunkowującymi życie człowieka w łonie społeczności, ku dobru, albo ku złu. 'Odgrywają rolę bardzo ważną, a czasem decydującą w procesie kształtowania określonej mentalności i obyczaju'. Formy życia i wzory w nich wyrażone nie tylko kształtują zewnętrznie życie społeczne, ale prowadzą do modyfikowania w nowych pokoleniach zrozumienia i oceny zachowań. Zalegalizowanie związków homoseksualnych powodowałoby zatem przysłonięcie niektórych fundamentalnych wartości moralnych i dewaluację instytucji małżeństwa."

 

O dyskryminacji LGBT dokument wypowiadał się kategorycznie:

 

"Dla poparcia legalizacji związków homoseksualnych nie można przywoływać zasady szacunku i niedyskryminacji wobec każdej osoby. Czynienie bowiem różnic między osobami, albo odmowa uznania prawnego, czy przyznania pewnego świadczenia społecznego, nie są dopuszczalne tylko wtedy, gdy pozostają w sprzeczności ze sprawiedliwością. Nieprzyznanie statusu społecznego i prawnego małżeństwa formom życia, które nie są i nie mogą być małżeńskimi, nie przeciwstawia się sprawiedliwości, ale przeciwnie, jest przez nią wymagane".

 

- Istnieje słuszna dyskryminacja - zwracał uwagę kardynał:

 

"Nie można powołać się w sposób racjonalny również na zasadę słusznej autonomii osobistej. Inną jest rzeczą to, że pojedynczy obywatele mogą swobodnie zajmować się działalnością, dla której żywią zainteresowanie oraz, że działania te generalnie mieszczą się w powszechnym prawie cywilnym do wolności; zupełnie inną rzeczą jest to, że działania, które nie wnoszą znaczącego ani pozytywnego wkładu w rozwój osoby i społeczności, miałyby otrzymać od państwa specyficzne i określone uznanie prawne. Związki homoseksualne nie realizują - nawet w najdalej idącej analogii - zadań, ze względu na które małżeństwo i rodzina zasługują na właściwe i specyficzne uznanie prawne. Istnieją, natomiast, słuszne racje, by stwierdzić, że takie związki są szkodliwe dla prawidłowego rozwoju społeczności ludzkiej, szczególnie jeśli dopuściłoby się do wzrostu ich efektywnego wpływu na tkankę społeczną."

 

Wyjaśnienia Kongregacji wyprowadzają katolików z pułapki zarzutu o brutalną nieprzychylność względem homoseksualistów, którzy dzięki instytucjonalizacji swych związków mieliby zyskać dobrostan i łatwiej dostosować się do społeczeństwa.

 

"Nie jest słuszna argumentacja, według której zalegalizowanie prawne związków homoseksualnych jest rzekomo konieczne dla zapobieżenia sytuacji, w której współżyjący homoseksualiści straciliby, ze względu na sam fakt ich współżycia, rzeczywiste uznanie ich powszechnych praw, które mają jako osoby i jako obywatele. W rzeczywistości, mogą oni zawsze odwołać się - jak wszyscy obywatele na podstawie swej prywatnej autonomii - do powszechnego prawa do ochrony sytuacji prawnych wspólnego interesu. Stanowi natomiast poważną niesprawiedliwość poświęcenie dobra wspólnego i słusznego prawa rodziny w celu uzyskania dóbr, które mogą i muszą być gwarantowane w sposób nieszkodzący całemu organizmowi społecznemu."

 

Istotą stanowiska Kongregacji jest konsekwentne rozgraniczenie między małżeństwem, w którym akt seksualny jest dopuszczalny i pożądany a sytuacją pozamałżeńską, w której intymność bez względu na okoliczności, niuansowanie i osoby (jednopłciowe, wiele osób, o rozmaitej tożsamości seksualnej i orientacji seksualnej) jest niepożądana moralnie a w konsekwencji społecznie i duchowo. W tym myśleniu kondycja moralna powiązana jest z dobrostanem, dobrem społecznym.

 

Zachęta, zrozumienie czy tolerowanie działań nakierowanych na legalizację związków jednopłciowych są udziałem Kościoła w legalizacji cudzołóstwa, potraktowaniem związków homoseksualnych tak jak małżeństwa: w jednych i drugich dopuszczamy aktywność seksualną. Związki homoseksualne w takiej perspektywie bliższe byłyby małżeństwu niż związki bigamiczne albo kazirodcze, których konieczności legalizacji ani pierwiastków dobra póki co dostojnicy kościelni nie podnosili. Jaskrawe odstawanie zaawansowania formalnego związków jednopłciowych sugeruje, że są jakoś wyjątkowe. Nie spotkamy jednak racjonalnego (z pominięciem haseł i torowania emocjonalnego) uzasadnienia dla wyniesienia homosekuslanej więzi i ustanowienia jej jako przybocznej partnerstwa heteroseksualnego ponad cały szereg różnych partnerstw. Warto zauważyć, że to właśnie homoseksualna więź jest najbardziej antagonistyczna do małżeńskiej, ponieważ relatywizuje istotę małżeństwa: dwupłciowość.

 

W najdalej posuniętej apologii małżeństwa Kościół broni różnicy płciowej. Zwięzły dokument o legislacjach homoseksualnych poprzedził inny, momentami bardziej znaczący "List do biskupów kościoła katolickiego o współdziałaniu mężczyzny i kobiety w kościele i świecie" (2004).

 

- Czy dlatego, że jeden bigamiczny lub kazirodczy partner troszczy się wzorcowo o drugiego jest to cudowne, ludzkie i chrześcijańskie? – można trawestować opinię kardynała Schönborna. Czy Jezus Chrystus mówił ludziom, że także celnicy i prostytutki wejdą do Królestwa Niebieskiego bez porzucenia grzechu i jego instytucjonalizacji? Czy austriacki purpurat uważa, "że biskupi i księża mogliby się często pokłonić przed przykładnym, ludzkim zachowaniem" siostry współżyjącej z bratem albo muzułmanina współżyjącego z trzema żonami na raz – "nawet, jeżeli nie mogliby zaakceptować takiej formy seksualności"? Czym szczególnym (nawet w skali populacji) wyróżnia się współżycie homoseksualistów, że mówimy o nim w tak odmienny od oceny bigamii albo kazirodztwa sposób?

 

Jaka odrębność gwarantuje tożsamość i wyjątkowość małżeństwa? I na czym będzie polegał niezrelatywizowany profil małżeństwa, gdy wydrenujemy go z uposażeń, które nie ma żadna inna instytucja partnerska? O odrębności i niezrelatywizowanym profilu mówili niemieccy katolicy w oczywistej sprzeczności do reguł postrzegania społecznego. Zgodnie z zasadą uniesprzeczniania, dysocjacji poznawczej czy domknięcia poznawczego ludzie przerzucają swoje zasoby poznawcze na stronę logicznej spójności. Jeżeli powiemy "A" chcemy dopowiedzieć resztę alfabetu. Dane w części przywileje, powinny być uzupełnione, ponieważ podstawa ich przydzielenia nie zmieniła się. To dlatego w państwach, które odmówiły rozpoznania kohabitacji niemałżeńskiej poparcie dla związków gejowskich jest minimalne, natomiast tam gdzie konkubinaty nabyły jakiekolwiek prawa droga dla małżeństw jednopłciowych pozostała otwarta i sondaże wykazywały coraz większą akceptację społeczną dla nich.

 

Mamy zatem dwa sprzeczne stanowiska kościelne wobec cywilnych związków jednopłciowych różnorako - spójnie i niespójnie - uzasadnione, tak jak na przestrzeni wieków zaistniały w zsekularyzowanym i zerotyzowanym świecie dwa modele niedominującej wspólnoty chrześcijańskiej. W starożytności mniejszość chrześcijańska była kontrkulturowa. Współcześnie, na Zachodzie wzorcowo konformizuje się. Oportunizm i postawa sprzeciwu są to dwie wizje pastoralne, ale zarazem społeczne i moralne, które odnoszą się również do homoseksualizmu, a które są podejmowane przez konfrontujące się wspólnoty duchownych w Kościele. Wydaje się, doświadczenie na to wskazuje, że wybór kontrkulturowy, sprzeciwu w dialogu, nawraca większość. Oportunizm dysocjuje tożsamość a bez tożsamości nikogo chrześcijanie nie przekonają.

 


 Cd. Społeczne i pastoralne aspekty legislacji homoseksualnej w kontekście Synodu o rodzinie (cz. 2)

 

 



Społeczne i pastoralne aspekty legislacji homoseksualnej w kontekście Synodu o rodzinie (cz. 1) | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Zdziwienie
skierka pon, 6 cze 2016, 13:54:09
Droga Pani ! przyprawia mnie Pani o kompleksy , nigdy nie widziałem jeszcze tak rzetelnie opracowanego tematu , eh ! Niewiasta.
Ale ja , chłop , mam pewna uwagę ... to nie jest wypadek przy pracy to ciąg wielu podobnych zdarzeń , to walka z Kościołem małymi kroczkami ...w ramach instytucji .

Zamiast dalszej stukaniny rzucam jedno pytanie ...którego piękniejsza część świata raczej nie zada :
Czy upadłe anioły będą mogły tłumaczyć się przed Najwyższa Władzą :
" poszliśmy za Belzebubem ...bo miał władzę pochodząc]ą od Pana "
Chyba nie ... takie jest moje zdanie.

Sodomia ... Europa będzie, owszem zaczyna być karana , ale co z kościołem ? gdzież są pasterze , ci prawdziwi co słuchają Boga nie szatana , takich co głoszą Słowo Pana a nie ludzkie za natchnieniem złego pisane"podróbki "

Dante, w swoim sztandarowym dziele umieszcza papieża na samym dnie piekła a...dlaczego nie ? większy jest niż Lucyper ?
 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,637 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń