Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Jak ewangelikalni pomogli Trumpowi. Dynastia Grahamów powraca

Wierzący w Ameryce chcą mieć wpływ na politykę. Odejście kraju od wartości chrześcijańskich mobilizuje elektorat, któremu przewodzi Franklin Graham, syn legendarnego pastora.



W pólnocnoamerykańskich analizach politycznych uwzględnia się wielorakie mniejszości zapominając o ewangelikalnych i konserwatywnych chrześcijanach, którzy stanowią trzon białego społeczeństwa USA decydujący w przeszłości o niejednym zwycięstwie w wyborach prezydenckich.

Ostatnia dekada nie należała do najszczęśliwszych dla wyznających biblijne wartości protestantów. W agendzie demokratów znalazły się nie tylko małżeństwa jednopłciowe, homoseksualne adopcje i prawa antydyskryminacyjne. Franklin Graham oburzał się: dlaczego mamy milczeć, gdy 387 członków Kongresu, 75 procent amerykańskich przywódców, popełnia akty zdrady i skwapliwie finansują z wpłacanych przez amerykańskich podatników dolarów rzeź dzieci i chrześcijan na całym świecie?

Franklin jest synem Billy'ego Grahama, ewangelisty i teologa, jednego z najbardziej znanych kaznodziei, o którym mówi się: "Boży ambasador", "pastor Ameryki", "protestancki papież" a także "pastor prezydentów", "kapelan Białego Domu" i który doradzał przywódcom Ameryki od Eisenhowera po Busha. Duchowny oficjalnie należy do Południowej Konwencji Baptystów. Establishmentowi udało się skorumpować i zliberalizować wiele grup chrześcijańskich. Z maili ujawnionych przez Wikileaks dowiadujemy się, że Soros i osobistości z grona prezydenckiej administracji w sposób zorganizowany zmiękczali stanowisko etyczne Kościołów. Zakładali w tym celu specjalne fundacje. Z Grahamami i ewangelikalnymi chrześcijanami z pasa biblijnego nie poradzili sobie.

Żaden prezydent nie może zlekceważyć Billy'ego i jego syna. Również Obama powędrował po błogosławieństwo do niezłomnego duchownego. Ten był uprzejmy ale zdystansowany do czarnoskórego prezydenta. Ewangelikalni od początku kariery politycznej Baracka nie wierzyli w szczerość jego chrześcijańskich intencji. Nie mylili się. W tej kadencji chrześcijanie doświadczyli męczeństwa na niespotykaną skalę: w krajach muzułmańskich byli narażeni na smierć i wygnanie a na Zachodzie na cywilną pogardę i wykluczenie publiczne. Także w naturalnym sojuszu ewangelikalnych i republikanów zaczęło się coś psuć. Poszło o utrzymanie placówek "Planned Parenthood", organizacji zawiadującej klinikami aborcyjnymi z budżetu federalnego. Republikanie zagłosowali za dotowaniem zabiegów usuwania ciąży z środków publicznych, co rozgoryczyło ruchy proliferskie.

Trumpem z ramienia ultrakonserwatystów zajęła się Sarah Pallin. Przekonała go do obsady Sądu Najwyższego, która dawałaby gwarancję powrotu do standardów ochrony życia z poczatku lat 70. Miliarder złożył odpowiednią deklarację, która zaowocowała dyskretnym poparciem nikogo innego jak samego Billy'ego Grahama. W przededniu wtorkowych wyborów "Patriarcha" obchodził 98. urodziny (na świat przyszedł 7 listopada).

Aczkolwiek wpływowi ewangeliści złożyli Hillary gratulacje z okazji nominacji na kandydata na stanowisko prezydenta, to ich faktyczne "błogosławieństwo" spoczęło na Trumpie. Jakkolwiek Franklin nie ogłosił oficjalnego poparcia dla żadnego z kandydatów, to otwarcie podkreślał znaczenie głosowania na kogoś, kto wyznaczy konserwatywnych sędziów do Sądu Najwyższego. Ujawniona na chrześcijańskich portalach, tuż przed wtorkową batalią, fotografia Billy'ego Grahama w otoczeniu rodziny i przyjaciół, w tym Donalda i Melanii Trumpów, Sarah Palin i jej męża Todda, oznaczała jedno: bliższy wartościom chrześcijańskim pulsującym w ewangelikalnej rodzinie jest Trump niż Hillary.

- "Kto by pomyślał, że człowiek w tylnym rzędzie, uśmiechnięty uczestnik przyjęcia urodzinowego w domu Grahamów sprzed trzech lat, będzie prezydentem Stanów Zjednoczonych. Bóg czuwał nad nim"  - pisała z uznaniem o Trumpie popularna chrześcijańska komentatorka, M. Baker.

Drobny gest Franklina eksponujący ojca u boku startującego do Białego Domu bogacza wystarczył do wyzwolenia potencjału milionów poważnie traktujących swoją wiarę chrześcijan. Przytłaczająca większość z nich bez wahania, jak miało to miejsce cztery lata temu w przypadku mormona Romneya, oddała swój głos na reprezentanta prawicy. 

Grupa radykalnych chrześcijan nie była brana pod uwagę w targetyzowaniu elektoratu i badaniach sondażowych. Teraz okazuje się, że chrześcijanie ewangelikalni (zielonoświątkowi lub pantekostalni) i baptyści byli kluczowym czynnikiem zwycięstwa Trumpa, który gorliwie zabiegał o ich głos podczas licznych podróży do ich wspólnot. Jeden z komentatorów zauważył, że "to była najwyższa frekwencja wyborcza protestantów w historii Ameryki." Dzięki nim Trump "wziął" kluczowe, tzw. "swingujące" stany: północną Karolinę, Florydę, Ohio, Pensylwanię i Wisconsin.

Mimo zastrzeżeń wyrażanych przez wielu ewangelikalnych i republikańskich liderów, konserwatywni protestanci oddali swoje głosy na Trumpa i Clinton w stosunku 81 do 16 procent. Badania pokazują także, że ta grupa stanowiła ¼ wszystkich wyborców. Na Trumpa oddało głos 89 proc. "republikanek". Kobiety nie zawiodły go również w całej populacji; mniej z nich oddało głos na panią Clinton.

Wszyscy Amerykanie, którzy uczestniczą co tydzień w niedzielnym nabożeństwie wskazali na prawicowego kandydata w stosunku 56 proc. do 40.

Katolicki głos za republikaninem powrócił w stosunku 52 proc. do 45 proc. po tym jak większość katolików stanęła po stronie Obamy w dwóch poprzednich kampaniach wyborczych. 

Czy głęboko wierzącym protestantom zwalczającym upadającą obyczajowość wypada tolerować skandalistę?

Donald Trump jest populistą, który przeniósł bunt szarych ludzi, w tym redukowanej od lat klasy średniej, na grunt polityki pod hasłem odbicia państwa z rąk plutokracji. Amerykanie mają dość poprawności, walki z dyskryminacją, terroru rynków finansowych i globalizacji koncentrującej bogactwo w portfelach bankierskich rodzin. Poszczególnym państwom stanowym systematycznie narzucano twarde liberalne obyczajowo prawo w poprzek idei koncyliarności i autonomii tak cenionej przez ojców założycieli USA. Poszerzanie roli strażnika praworządności, jak świat długi i szeroki, mierziło Amerykanów. – Jesteśmy mięsem armatnim dla właścicieli korporacji, którzy ciągną zyski z wojen – skarżyła się Baker.

W piętnowaniu seksizmu wiele kobiet dostrzegło stosowanie podwójnych standardów. - Liberalne Hollywood traktuje kobiety jak materac a genitalia obnażał przed nimi nie kto inny jak mąż Hillary - huczał internet. Rudowłosy mizogin promuje respektowany przez większość podział ról płciowych. Melania Trump okazuje mu wierne wsparcie a sam Donald otacza współpracujące z nim przedstawicielki płci pięknej szarmanckim szacunkiem. Brudne myśli o kobietach dodawały mu - w odczuciach większości - uroku. Republikański kandydat na prezydenta nie jest hollywoodzkim hipokrytą, który z gębą pełną frazesów o równości głodzi modelki i aktorki, naraża je na seksualne niewolnictwo i wyklucza z gremiów decyzyjnych (por. afera personalna w Akademii Oscarów).

Mimo że kandydat republikanów dzielnie stawiał czoła rywalce, nie zdołał odkryć wszystkich swoich atutów. Miał przecież dużo lepszą orientację w polityce zagranicznej, wyjątkowo chaotycznie prowadzonej przez demokratów. Pomysł, żeby sprawnie uporządkować geopolitykę Bliskiego Wschodu a następnie wycofać zaangażowanie militarne Stanów z różnych zakątków świata coraz bezczelniej kontrolowanych z pomocą amerykańskiej armii przez neokolonialne stwory korporacyjne jest strzałem w dziesiątkę, który wychodzi naprzeciw oczekiwaniom Amerykanów. Sprytne jest zagranie Trumpa odnośnie wewnętrznej orientacji prospołecznej. Polityk ma zamiar zadbać o dotychczasowy poziom socjalnych zabezpieczeń dla klasy pracującej. Chce dyscyplinować korporacje, które relokalizują rynek pracowniczy głównie w kierunku Azji. Amerykanom podoba się zwrot antyaborcyjny i proprokreacyjny obiecywany przez miliarera. Trump niczego – niestety - nie zaproponował kilkudziesięciomilionowej grupie zwolenników Sandersa i imigrantom. Nie akcentował kosztów konfliktu na Bliskim Wschodzie. Mógł przypomnieć katastrofalne skutki interwencji w Iraku, Libii i Afganistanie. Nie chwalił się poparciem, którego udzieliło mu bez mała 400 oficerów rezerwy niegdyś sabotujacych wojnę z Iranem.

Trump miał przeciwko sobie wielki biznes, media oraz - co najważniejsze - elity własnej partii, które zwalczały go najzacieklej, czego dowodem było rozpętanie afery na temat jego wypowiedzi w prywatnym męskim gronie "o pewnej grupie kobiet". Tę kompromitującą rozmowę Trumpa  podrzucił mediom przedstawiciel rodziny Bushów. Paul Ryan, "Speaker of the House", na temat zamkniętego śledztwa FBI powiedział, że Clinton wierzy, iż może stać ponad prawem i dalej wyprawiać to, co wyprawiała do tej pory. Prominentny działacz republikański zauważył to na dzień przed wyborami. Niestety angażował się on często publicznie w atakowanie Trumpa, zwłaszcza po opublikowaniu "sex-taśmy" a pominął milczeniem przeciek, który nastąpił z klanu Bushów. Od samego początku kampanii elity republikańskie zwalczały "przychodzącego z zewątrz kandydata" wbrew opinii szeregowych członków partii.

Republikański outsider miał przeciwko sobie media, które podczas kampanii wyborczej starały się tworzyć fakty prasowe o kolejnych panienkach molestowanych przez seksistę. Jak odkryto niedawno, obecna żona Trumpa w USA pracowała początkowo nielegalnie; pokazano jej nieco roznegliżowane zdjęcia reklamujące damską bieliznę i kostiumy kąpielowe. Takie były realia pracy modelki. Te zdjęcia były obliczone na to, by najbardziej bogobojni zwolennicy republikanów nie poszli głosować na Trumpa. Niczego kompromitującego w sensie prawnym jednak na polityka nie znaleziono.

Po stronie Hillarii skandal gonił skandal, odsłaniając za każdym razem jakim beznadziejnym i całkowicie niekompetentnym jest kandydatem na prezydenta. Szef FBI został zmuszony do złożenia oświadczenia, że nie znalazł podstaw do wszczęcia dochodzenia kryminalnego w sprawie maili, które zostały zniszczone za jej wiedzą, bo tylko wtedy Amerykanie mogliby się dowiedzieć, jak bardzo niekompetentna jest Hillaria. James Comey okazał się chwiejny: jak można zanalizować ok. 650 tys. maili w ciągu paru dni i wydać wiarygodną i w pełni obiektywną opinię na ten temat? Ośmieszył FBI.

Za klanem Clintonów stoi Wall Street, najbardziej wpływowe periodyki i telewizje a przede wszystkim wielki, korporacyjny, międzynarodowy biznes, transgraniczne korporacje przemysłowe i medialne oraz bezwzględne instytucje finansowe. Zainwestowane w przemiany na świecie przeogromne pieniądze nie mogą przepaść. Sponsorzy - nierzadko rewolucyjnych - przemian nie cofną się przed niczym, by osiągnąć swój cel. A tym celem jest likwidacja państw, by ich obywatele nie mieli nic do powiedzenia, zwłaszcza pod naporem nadrzędnie traktowanych przez system polityczny i prawny interesów gigantycznych firm.

Wydawało się nierealne, by kandydatka demokratyczna z tak negatywnym bagażem, miała poparcie równe Trumpowi, więc – jak przypuszczali konserwatyści - mogło dojść do oszustwa na wielką skalę. Sondażownie maksymalnie naciągały statystykę wyborczą przeprowadzając nachalnie dowód społecznej słuszności.

Tradycja towarzyszenia politykom przez charyzmatycznych pastorów i przenikania się religii i polityki jest w amerykańskiej mentalności głęboko zakorzeniona. Nie zmieniła jej fala znosząca instytucję małżeństwa i szacunku dla życia ludzkiego. Chrześcijanie stali się języczkiem u wagi w wyborach prezydenckich 2016 roku. Przez politykę widzą szansę w odwróceniu złego trendu dla moralności chrześcijańskiej, który nastał wraz z zamieszkaniem w Białym Domu rodziny Obamów. Jeżeli Donald Trump przegrałby wybory, również chrześcijaństwo stanęłoby na pozycji przegranej w wielkiej wojnie kulturowej, która rozeszła się po całym globie. Wierni dekalogowi obywatele USA mają ostatnią szansę zapobieżenia pochodowi ostentacyjnie depczącemu wartości, na których została ufundowana Ameryka. Jeśli Trump nie zostałby prezydentem życie ludzkie zniknęłoby w ciemnej otchłani proaborcyjnej mentalności. Podobnie małżeństwo zostałoby zapomniane jako wierny, monogamiczny związek otwarty na życie i wzajemne poświęcenie. Całe społeczeństwo przegrałoby z agresywną mniejszością odnoszącą wieloraki zysk w etycznym zamęcie. Z politycznej szansy, którą dał Trump skorzystali niezawodni Grahamowie, za których intuicją podążyli amerykańscy chrześcijanie.

Franklin Graham wezwał na facebooku do modlitwy za kraj:

"Musimy codziennie modlić się za naszego nowego prezydenta, wiceprezydenta i innych naszych liderów, czy zgadzamy się z nimi, czy nie. Oni potrzebują pomocy i kierownictwa Bożego. Modlę się, żebyśmy naprawdę byli jednym narodem przed Bogiem".

 


 

http://www.christiantoday.com/article/billy.graham.and.donald.trump.seen.together.in.photo.shared.by.son.franklin.did.he.just.confirm.who.hes.voting.for/99637.htm 

http://www.christianheadlines.com/columnists/guest-commentary/franklin-graham-leaves-gop-question-is-why-aren-t-other-christians.html 

http://www.foxnews.com/politics/2015/12/26/graham-leaving-gop-puts-key-evangelical-vote-at-risk-for-republican-presidential-candidates.html

 



Jak ewangelikalni pomogli Trumpowi. Dynastia Grahamów powraca | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,637 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń